oszolom.z.radia.maryja
29.12.04, 14:18
Okazuje się, że Unia Europejska wchodzi do Polski nie tylko głównym wejściem,
ale również stara się to robić kuchennymi drzwiami. Nowe pomysły prosto z
Brukseli znowu wprawiły w osłupienie nasze kucharki. Nie dość, że pół roku
temu Unia nakazała im każdorazowo wpisywać do specjalnego zeszytu dokładną
godzinę mycia talerzy i innych kuchennych sprzętów, to teraz stara się zmusić
je, by zanim podadzą posiłek, zmierzyły jego temperaturę. Temperatura ta,
zdaniem unijnych ekspertów, powinna wynosić, ni mniej ni więcej, tylko 73
stopnie Celsjusza.
Sprawa jest tylko pozornie śmieszna, bo taki termometr do mierzenia
temperatury - dajmy na to kotleta - kosztuje, bagatela, 200-300 złotych. Dla
szkolnych stołówek jest to bardzo duży wydatek. Poza tym regulacja ciepłoty
kotleta do 73 stopni to nie lada sztuka i rzecz szalenie pracochłonna. A co z
dziurą, która pozostanie w daniu po wyjęciu z niego termometru. Czy klient
uwierzy, że w jego kotlecie siedział przyrząd mierniczy, a nie na przykład
jakiś robal. Ale jakie znaczenie mają te wszystkie kłopoty dla
eurourzędnika? - niech się tym martwią polskie kucharki.
- bo odgrzewane bo nie takie wymiary bo nie taka patelnia nie ta
temperatura...czy te eurokraty nie maja nic innego do roboty? patrzcie
eurofani na co idzie nasza skałdka!