oszolom.z.radia.maryja
12.03.05, 22:23
Taki okrzyk dominuje teraz w obozie „żywych trupów politycznych”, czyli w
Unii Wolności i przyległościach. Powołanie tzw. Partii Demokratycznej (PD),
złożonej z reliktów UW i spadów pod SLD (Belka, Hausner) wywołało jazgot
mediów, które starają się przedstawić tę żałosną inicjatywę jako wręcz
przełom polityczny na miarę dziesięciolecia. Widać wyraźnie, że warszawsko-
krakowski salon podjął dramatyczną próbę ratowania politycznego bytu. Jak się
zdaje jedną z głównych ról w tej intrydze wyznaczono Markowi Belce, który od
pewnego czasu udaje, że jest premierem. Szczytem arogancji i tupetu było
opuszczenie przez pana premiera obrad Sejmu i demonstracyjne udanie się do
siedziby Fundacji Batorego, gdzie bardzo długo perorował na temat naprawy
Polski. Fundacja Batorego, twór powołany do życia przez Georga Sorosa,
zaplecze intelektualne i finansowe UW, jest dla pana Belki ważniejszym
miejscem na debatę o Polsce niż Sejm. "Podoba mi się że liderzy PD akceptują
III RP, że są dumni z Polski, z osiągnięć ostatnich 15 lat. Podoba mi się, że
są Europejczykami" – podkreślił Belka. On też jest dumny, uznając, że te lata
to nieprzerwane pasmo sukcesów, a frustraci nie chcą tego dostrzec. Belka
używał języka jak u cioci na imieninach, czym jeszcze raz dał dowód swojego
nieprzygotowania do roli, jaką mu wyznaczono.
W tym wszystkim oburza i dziwi tylko jedno – dlaczego SLD, partia, której
Belka i pan prezydent niemal codziennie plują w twarz siedzi cicho i potulnie
kuli pod siebie ogon? Dlaczego nie ma odwagi, by zerwać z tym układem,
zaatakować i obnażyć tych, którzy skazali SLD na zagładę. To są pytania
retoryczne, tak samo jak było nim pytanie o to, dlaczego Leszek Miller dał
się „załatwić” tak łatwo i bez walki. Rola pożytecznych idiotów widać
odpowiada SLD, a przyjmowanie razów i upokorzeń sprawia tej formacji
perwersyjną przyjemność. Chyba, że liderzy SLD są przekonani o tym, że na
końcu tej rozgrywki oni i tak się ostaną, a „żywe trupy” wrócą na swoje
naturalne miejsce. Wkrótce przekonany się, czy mają rację