piotr7777
09.07.05, 12:49
Po rozpatrzeniu wniosku komisja decyduje, w drodze uchwały, o wyłączeniu
posła; w głosowaniu nie bierze udziału poseł, którego dotyczy wyłączenie.
Jeżeli wnioski dotyczą takiej liczby członków komisji, że uniemożliwia to
przeprowadzenie głosowania, uchwałę w sprawie wyłączenia podejmuje Prezydium
Sejmu.
Artykuł 5 ustęp 2 ustawy.
I to zamyka jakąkolwiek dyskusję, zresztą zauważmy, że przepis mówi
o "wnioskach", nie o "wniosku".
To raczej komisja śledcza wcześniej permanentnie łamała prawo głosujac
wnioski o wyłączenie indywidualnie zamiast łącznie.
Nie twierdzę, że w ogóle ale w tej sprawie jestem po stronie Cimoszewicza i
fakt, że znakomitą część komisji uważam za troglodytów jest tu bez znaczenia,
o poprzedniej komisji śledczej miałem lepszą opinię, ale i tam błędnie
interpretowano ustawę w tej materii, zresztą niepotrzebnie bo najczęściej
wnioski były i tak jednomyślnie odrzucane.
Zarzut jakobyt Cimoszewicz stawiał się "ponad prawem" jest bezzasadny - po
prostu wykorzystał uprawnienie jakie daje mu ustawa.
To prawda, że po latach przygaszenia spowodowanego pełnioną funkcją (szef
dyplomacji) Cimoszewicz znów pokazał pazury, ale prawdą jest też, że w
przeciwieństwie do Kwasneiwskiego sytuacja jest tu jednoznaczna, zwłąszcza że
członkowie komisji nawet nie potrafią podać rozsądnych argumentów dlaczego
Cimsozewicz jest tak kluczowym świadkiem.
Można spodziewać sie brutalnego ataku na Cimoszewicza w zaprzyjaźnionym
Wprost w poniedziałek i obrony tegoż przez red. Paradowską w Polityce w
środę, ale prawdę mówiąc kogo to obchodzi?