pikczu
10.07.05, 06:38
"Zadzwoniłam na jego telefon komórkowy, bo obawiałam się, że mógł być w
którymś z pociągów, w których podłożono ładunki wybuchowe. Żartował, że stale
kontroluję jego ruchy. Powiedział, że nie pojechał kolejką, lecz autobusem.
Powiedziałam, że w takim razie miał szczęście, ale on odparł: »Co masz na
myśli, mówiąc, że miałem szczęście? Przecież nie jechałem jakimś autobusem,
tylko tamtym«".
"Jest wciąż w szoku, ale nie upada na duchu" - dodaje Spierings."
Jak widać nie tracimy poczucia humoru na świecie. Czego się nie da powiedzieć
o kraju.
Całość tekstu:
wiadomosci.onet.pl/1127851,12,item.html?