Gość: Kagan
IP: *.vic.bigpond.net.au
23.08.02, 09:57
www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=736
Nie myśl. Jeżeli myślisz – nie mów.
Jeżeli mówisz – nie pisz.
Jeżeli piszesz – nie podpisuj.
Jeżeli myślisz, mówisz, piszesz i podpisujesz – nie bądź zaskoczony.
Ta uświęcona zasada przetrwania w Watykanie, podobnie jak wiele innych
podwalin potęgi Kościoła, może nie przetrwać pontyfikatu J.P. 2. Watykańscy
oficjele i zwykli pracownicy mówią coraz częściej i coraz głośniej: Wojtyła
musi odejść.
Jeśli ktokolwiek za Spiżową Bramą miał choćby cień nadziei na ustąpienie Jana
Pawła II, to po homilii wygłoszonej przezeń z okazji święta Piotra i Pawła
musiał się go wyzbyć.
Papież zamierza sprawować swój urząd aż do śmierci. Opieram tę opinię na
źródłach pewnych – napisał w "Corriere della Sera" Vittorio Messori, biograf
papieża.
– Zgroza! Horror! – szeptano po kątach watykańskich dykasterii, a egzemplarze
"Corriere" krążyły z rąk do rąk.
Dla wszystkich w Watykanie było oczywiste, że mamy do czynienia z celowym
przeciekiem informacji z Apartamentów Prywatnych Jego Świątobliwości.
Nieliczni monsignorowie próbowali jeszcze pocieszać się mówiąc: "Gdyby to
była prawda, ogłosiłby ją Przystojniak" (tak nazywają tu Joaquino Navarro
Vallsa, oficjalnego, lecz pozostającego ostatnio w niełasce, rzecznika
prasowego Watykanu). Ale i tym, doprawdy nielicznym, pociechy wystarczyło
ledwie na kilka godzin: od ukazania się gazety do wystąpienia papieża, który
powiedział, że święci Piotr i Paweł "po wielu próbach, także tych grożących
śmiertelnym niebezpieczeństwem, z pomocą Boga doprowadzili do końca swoją
misję apostolską".
Nie ma zwyczaju pisać w Polsce o tym, że radujący rodaków swym długim
trwaniem pontyfikat wywołuje u wielu watykańskich monsignorów odruchy
zniecierpliwienia, niechęci, a w miarę nasilania się widocznych oznak upadku
sił papieża także niesmaku.
Przeciętny wierny nie uświadamia sobie, że Stolica Apostolska to dla tysiąca
zatrudnionych w niej osób przede wszystkim miejsce pracy. I awansu. Dotyczy
to szczególnie kurialistów, a więc duchownych. Większość z nich skutkiem
celibatu "realizuje się" głównie w pracy. I poprzez związaną z nią władzę.
Nie przygotowują dzieci do komunii, nie pocieszają chorych i uwięzionych, nie
wspomagają ubogich, nie spowiadają i nie chrzczą. Kuria Rzymska bowiem, jak i
pozostałe watykańskie instytucje centralne, to nic innego jak kościelny
odpowiednik zespołu ministerstw. Tutejsi urzędnicy po prostu urzędują. Od
swoich cywilnych kolegów różnią się tym, że noszą koloratki i odmawiają
brewiarz.
Ponieważ liczba etatów jest względnie stała, a zwolnień z powodu nieudolności
czy zaniedbań praktycznie nie ma, istnieją tylko dwie drogi awansu. Albo na
miejsce swego zwierzchnika, gdy ów awansuje lub przejdzie na emeryturę, albo
też "na delegacji", czyli na stanowisko nuncjusza.
Szanse awansu zależą głównie od tego, czy i na ile dany monsignore
partycypuje w układzie. Układy mają swe źródła w więzach z czasów wspólnych
studiów, wynikają z pochodzenia z tego samego regionu (bardzo istotne pośród
kurialistów – Włochów), kraju czy choćby kultywowania tego samego hobby, by
pominąć milczeniem preferencje seksualne. Notabene, żartowano sobie w
Watykanie opowiadając, że gdy Zenon Grocholewski, zapalony kolekcjoner
znaczków pocztowych, został kurialną szychą, 90 proc. podwładnych kardynała
wyznała mu natychmiast swoje długoletnie, acz skrywane zamiłowanie do
filatelistyki.
Generalnie rzecz biorąc, pojawienie się papieża Polaka było dla mocno
zitalianizowanej kurii wstrząsem, a co najmniej zdarzeniem przyjętym z
ogromną rezerwą. Bo, pomijając inne względy, z "papieżem z dalekiego kraju"
nie był nikt w układzie. I chyba nie jest.
Jana Pawła II otaczają w Apartamentach Prywatnych, o których papa mówi "u
mnie w domu", Polki i Polacy. Poczynając od prowadzących dom zakonnic z
Krakowa (jedna z nich jest z wykształcenia pielęgniarką) poprzez
towarzyszących mu w niedzielnych obiadach kardynałach i biskupach
Polakach (z wyrafinowanym ongiś smakoszem kardynałem Deskurem na czele), aż
po towarzyszącego mu cały dzień don Stanislao. A jeśli już papież śpiewa z
kimś unisono przy imieninowym stole, to tylko z Jerzym Klugerem. Ten
przyjaciel z dzieciństwa to jednak też nie Włoch, lecz Żyd.
O tym właśnie otoczeniu kurialiści z przekąsem powiadają "polska kuria bis".
Albo "paralleica" – paralelna. Szczególną niechęć wielu – skrywaną za
uniżonością – budzi don Stanislao, czyli biskup Stanisław Dziwisz, papieski
sekretarz. Dziwiszowi przypisywane są cechy iście makiawelskie, za plecami
tytułowany jest nieraz "Jego Emanacją"... Że niby emanuje władzą papieską
ponad miarę przypisaną do funkcji. Wynika to, jak się wydaje, nie tyle z
żądzy władzy u biskupa, ile z niechęci papieża do watykańskich pocedur
biurokratycznych.
Hermetyczny – także ze względów językowych – polski krąg wokół papieża
drażni. – Następny papież-Polak? Czemu nie? Najwcześniej za pięćset lat! –
mówią w Watykanie.
Trwanie na urzędzie tego papieża to odsunięcie w czasie, a w przypadku
kardynałów dobiegających osiemdziesiątki – pozbawienie szans na udział w
konklawe. Odsunięcie nadziei ich pupilów, którzy objęliby najważniejsze
stanowiska w dykasteriach, nadziei ekscelencji, które mogłyby zostać
eminencjami, i monsignorów, którzy mogliby zostać ekscelencjami. Bo zawsze
nowy papież to sięgnięcie po nową talię. W talii, którą posługuje się obecny,
role już rozdzielono.
Ale są w kurii, i nie tylko tu, także liczni zadowoleni. Ci, którzy mają
pewność, że póki tego pontyfikatu, póty nie będzie komunii dla
rozwiedzionych, kapłaństwa kobiet, zniesienia celibatu, zgody na prezerwatywy
i wielu, wielu innych.
Autor : Krzysztof Lis