Gość: Racjonalność
IP: *.acn.pl / 10.135.129.*
03.09.02, 01:44
Gratuluję Autorowi i Redakcji rzetelności w ujawnianiu niemocy
intelektualnej środowisk "neo-zbowidowskich". Oczekuję
pogłebienia diagnozy i równie śmiałych (tj. nie obarcznych
kompleksami stanu wojennego) propozycji terapeutycznych.
Zjawiska grupowej - a może klasowej? - alienacji w 13 roku
transformacji są istotnym zagrożeniem trwałości demokracji w
kraju, a także dekomponują obraz interesu narodowego
(państwowego). Po udanych próbach samoograniczania się układów
Mazowiecki-Wałęsa, a później Kwaśniewski-Oleksy/Cimoszewicz
wydawało się, że nasi liderzy państwowi nieźle wyczuwają
skomplikowanie i dynamikę napięcia społecznego w narodzie, który
po 1956 roku uznał nolens volens PRL za swoje państwo i
mentalnie nie odczuwa do dziś z tego powodu dyskomfortu.
Niestety ekipa Buzka - Balcerowicza "zdeklasowała ligę" -
zamiast łagodzić konflikty, zaczęła od czystek kadrowych i
zmiany ustaw stabilizujących, np. ustawy o służbie cywilnej
(choć i po tej zmianie jej nie stosowała).
O populiźmie: Amerykanie skutecznie przetrenowali wciąganie do
demokracji grup przegranych, gdy rozdawali karty w spalonej
wojną Europie Zach. Ci "urodzeni liberałowie" lansowali przecież
model państwa socjalnego dla Niemiec, Włoch, Francji etc.,
natomiast środki z Planu Marshalla przekazywali bynajmniej nie
prywatnemu biznesowi (co pewnie zalecałaby Unia Wolności), a
administracji rządowej tych krajów. Tym sposobem - w warunkach
biednego kapitalizmu - normalizowali sytuację, a nie
destabilizowali ją.