bladatwarz
09.10.05, 23:55
zatapianie premiera PiS-u.
Zalatwia Macinkiewicza szybciej, niz sie to ludziom wydaje.
KAZDY MA SWOJEGO LUCZAKA!
W wywiadzie opublikowanym w poprzednim numerze "Wprost" Marcinkiewicz
zapewniał: "Nie łączyły nas [z Łuczakiem] nigdy i nie łączą żadne, najmniejsze
nawet interesy. Nigdy nie nastąpił żaden konflikt między moją pracą publiczną
a jego działalnością biznesową". Czyżby?
Gdy w 2002 r. Marcinkiewicz wraz z Wiesławem Walendziakiem (od niedawna
wiceprezesem Prokom Investment, a wcześniej jednym z liderów PiS) i Mirosławem
Styczniem współtworzył intelektualne zaplecze partii braci Kaczyńskich, czyli
Instytut Środkowoeuropejski, Łuczak im pomógł. Do instytutu należy fundacja
zajmującą się działalnością ekspercką i wydawniczo-publicystyczną, a głównym
sponsorem fundacji została żona Jana Łuczaka. Na fundację przekazała około 200
tysięcy złotych. - Wiem, że osobę publiczną obowiązują wyśrubowane standardy,
dlatego dwa, trzy miesiące temu zrezygnowałem z zajmowania się instytutem,
zostawiając wszystko Wieśkowi Walendziakowi - mówi "Wprost" Kazimierz
Marcinkiewicz. Czyżby wcześniej - jako poseł PiS i szef sejmowej Komisji
Skarbu - nie był osobą publiczną?
Ponadto jedna z firm Łuczaka została tytularnym sponsorem gorzowskiego klubu
koszykówki żeńskiej AZS PWSZ TelecomMedia. Kazimierz Marcinkiewicz jest
wiceprezesem tego klubu. Firma TelecomMedia należąca w 40 proc. do Łuczaka
działa na rynku usług SMS-owych w Polsce i na Ukrainie. W jej władzach zasiada
m.in. warszawski radny PiS Piotr Ciompa. W TelecomMedia pracuje też syn
kandydata na premiera - Maciej Marcinkiewicz. Gdy Mirosław Marcinkiewicz, brat
kandydata na premiera, odszedł z Ministerstwa Łączności, znalazł pracę u Łuczaka.
www.wprost.pl/ar/?O=81746
Jeszcze w kwietniowym numerze Internet Standard opisał sylwetkę i działalność
Jana Łuczaka. W artykule omówiliśmy m.in. sprawę, jaką wytoczono mu przed
Sądem Rejonowym w Świdnicy, w związku z zarzutem działania na szkodę
Borowskich Kopalni Granitu (BKG), których był prezesem, a także
Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości (kierowała nim wówczas
Barbara Lundberg, późniejsza prezes zarządu Elektrimu). Pełnomocnik Borowskich
Kopalni Granitu Wojciech Koncewicz powiedział w rozmowie z IS, że Jan Łuczak
doprowadził BKG na skraj bankructwa. Jednocześnie dbał o to, aby na
transakcjach z BKG zarabiały inne firmy - związane z Tomaszem Szyszko i samym
Janem Łuczakiem (Granit Trading, Pro Invest). Postawienie przez świdnicką
prokuraturę Jana Łuczaka przed sądem nie przeszkodziło ministrowi Tomaszowi
Szyszko mianować go doradcą w Ministerstwie Łączności i powierzyć sprawy
przetargu na UMTS.
www.idg.pl/news/news.asp?id=22814
Gdy z tych snów o potędze na rynku telekomunikacyjnym nic nie wyszło, na
początku 2001 r. nadarzyła się okazja zrobienia interesu z giełdową spółką
Elektrim. Ta firma pilnie potrzebowała pieniędzy, więc postanowiła sprzedać
obligacje imienne za 200 mln zł (oprocentowane na 19,5 proc. rocznie). Zajął
się tym Raiffeisen Investment. Jedynym nabywcą papierów Elektrimu zostało PZU
Życie, w tamtym czasie posiadające w swoim portfelu również duże pakiety akcji
Elektrimu. Decyzję podjął Grzegorz Wieczerzak. W transakcji pomógł mu Jan
Łuczak. Zdobyliśmy zapiski w kalendarzu Łuczaka z wiosny 2001 r. Wynika z
nich, że od 19 marca do 18 maja Łuczak wielokrotnie spotykał się z Grzegorzem
Wieczerzakiem i Jackiem Walczykowskim z zarządu Elektrimu.
www.wprost.pl/ar/?O=61287&C=57