absurdello
21.01.06, 15:39
(z wyjątkiem wypaczeń, "przyjaźni" polsko-jakiejkolwiek i pustych półek)
wtedy
można było:
- parkować bezpłatnie wszędzie gdzie było miejsce i nie było oficjalnego
zakazu
- można było dojechać wszędzie a nie łazić 3 km, bo wszyscy w okolicy się
ogrodzili, postawili szlabany, opryskliwych cieci (prawie z karabinami).
O czym mówię wiedzą osoby, które muszą kogoś starszego zawieźć do urzędu czy
lekarza (a społeczeństwo się starzeje).
- jak się szło załatwiać coś do urzędu, pracy, szkoły, to się nie dopłacało
dodatkowo za parkowanie przed instytucją gdzie nie można dokładnie czasu
pobytu
- znakomita większość ludzi miała pracę i jakąś wizję przyszłości, możliwość
normalnego wychowania dzieci a nie młodych bandytów chowanych przez ulicę, bo
rodzice muszą żebrać o jałmużnę pracując 12 godzin za najniższą krajową (o
ile dostaną w ogóle wypłatę na czas).
- nie było żrących się miedzy sobą polityków, zmieniających zdanie 7 razy
dziennie
- nie było 400 kieszonkowych partii przeżerających wszystkie oszczędności
państwa (wtedy była jedna w której w szczycie było mniej niż 10%
społeczeństwa) i robiących wielkie NIC i nadciśnienie u oglądających
dzienniki (które to nadciśnienie trzeba będzie leczyć i za to płacić).
Kurcze, niech ich będzie 5-10 a nie 400 ! Co komu po 400 partiach krążących w
pełnym składzie po Sejmie w poszukiwaniu czwartego do brydża ?
- nie było takiej ilości przekrętów jak dzisiaj, gdzie nie ma dnia bez
informacji o nich
- nie było takiego rozwarstwienia jak dzisiaj gdzie jedni mają minimalnym
nakładem pracy 10 willi z basenami a inni mimo nakładu pracy albo po 40
latach uczciwej pracy muszą zbierać resztki po śmietnikach.
- nie było durnych odmóżdżających reklam, do tego tak nieudolnie
zrealizowanych, że żal odbytnicę ściska.
- nie było efektu cieplarnianego
- powietrze było czystsze
- nie było zagrożenia terroryzmem w takim natężeniu jak dzisiaj
- nie było codziennej dawki przemocy serwowanej w mediach (poczynając już od
kreskówek dla dzieci)
- nie było durnej "muzyki", której ani nie można zagwizdać ani tekstu
powtórzyć publicznie bez oskarżenia o naruszenie moralności, a wykonawcy nie
kojarzyli się z odruchem dzwonienia pod 997 z zawiadomieniem o jakimś dziwnym
osobniku, bez słuchu i wyglądzie lumpa.
- nie było durnych telenowel pokazujących jakiś nierealny świat, którego nie
ma nawet za pieniądze
- ludzie, mimo że biedniejsi, byli jacyś bardziej przyjaźni dla siebie
- nie było takiej przestępczości jak dzisiaj. Przestępcy bali się milicjantów.
a nie jak teraz, że funkcjonariusze sprzedają się przestępcom, bo państwo
przeżera pieniądze na pensyjki futrując wybranych.
- młodzież w szkole nie bluzgała na nauczycieli. Jaki szacunek ma mieć uczeń
do nauczyciela skoro media lansują wzorzec, że masz być bogaty (nie mówiąc
jak) a przedstawiciel wiedzy jest ubogi jak mysz kościelna. Wniosek ucznia ->
po co komu wiedza o średnich zbiorach w Gwatemali w 1997 roku czy problemach
jakiegoś Walka Gibały skoro nie można się z niej utrzymać na normalnym
poziomie a tu trzeba być trendy, cool i jazzy mając najnowszy reklamowany
papier toaletowy z odtwarzaczem MP3 za tylko 349.99 za rolkę ?
- dzieciaki miały masę wujków i cioć bez podtekstów seksualnych a dzieci nie
szantażowały dorosłych lewymi oskarżeniami o molestowanie (co nie zostawia
śladów a oskarżenie jest oparte na słowie, do tego młodziankowie i młódki
mogą sobie zasięgnąć informacji na czym polega molestowanie z internetu i
przygotować się by być wiarygodnym na przesłuchaniu). A na końcu, po
zniszczeniu dorosłego okazuje się, że poszło o zakaz wyjścia do kina po
zmroku.
- chodziło się do kolegów, na podwórko, nad rzekę, do lasu, jeździło
autostopem bez strachu, że nas ktoś porwie, wymolestuje, zgwałci, zabije
Co z tego, że mamy pełne półki dóbr jak większość z nich się i tak zmarnuje,
bo większość ludzi nie ma na ich zakup albo za ciężko zarobione pieniądze
dostaje chłam, na który tak narzekaliśmy za poprzedniego systemu.
Co mi po 15 rodzajach szynki o co raz bardziej wymyślnych nazwach (babuni,
dziadunia, cioci Pelagii) jak wszystkie mają ten sam brak smaku szynki a do
tego (mimo super-hiper technologii) są niepowtarzalne z partii na partię.
Co mi po tej nowoczesności, dyrektyw, srektyw skoro parówką można teraz
nazwać wszystko nawet kawałek zmielonego kija w prezerwatywie i wszystko jest
zgodne z normą chociaż niejadalne ?
Co mi po pięknych kolorowych opakowaniach skoro producent złodziej sprzedaje
mi w wiekszości powietrze (torebka jest nadmuchana), w skałdzie są składniki,
o których działaniach ubocznych ukryto informacje a samo opakowanie zasili
rosnące hałdy śmieci ?
Co mi po tym samym leku w 20 nazwach i 89 cenach za tę samą porcję jak i tak
kazda z tych wersji mimo tego samego składu ma inne działanie (w tym, wg
ulotek, 100 możliwych ubocznych od których włos się jeży) ?
Nie mogą zrobić jednego a dobrze ? To nie są środki upiększające dla
zaspokojenia próżności !!!
Co mi po wolności słowa jak 90% tej wolności jest używane do wzajemnego
opluwania się, poniżania, niszczenia, pisania tekstów obscenicznych ?
Czy o to walczono ? O to ginęli ludzie na ulicach ? Czy o to walczono, by
jeden frustrat z anonimowym nickiem mógł bezkarnie napisać o drugim anonimie,
że tamten jest członek męski do czego sporowadza się większość z postów ?
Co komu po tej demokracji jak tak na prawdę to nie mamy na nic wpływu, w
Kraju jest chaos, bo każdy ciągnie w inną stronę, notable tracą czas na
wzajemne okładanie się po pustych łbach za pieniądze wyłudzone w postaci
podatków ?
Widać dokładnie po spadającej frekwencji gdzie ludzie mają polityków z ich
wydumanymi problemami skoro i tak co wybory to przychodzą do władzy co raz
gorsi ludzie; mentalnie, wiedzowo, etycznie.
Okłamuje się ludzi, że tamten system powodował długi a ukrywa przed
większością, że obecny wygenerował jeszcze większe długi, których niewiadomo
kto, jak i kiedy spłaci !
Mami się ludzi "braniem spraw w swoje ręce" chociaż znakomita większość
obywateli nie ma na to pieniędzy, ubogiemu nikt nie da kredytu a jak już da i
się ktoś poślizgnie przy rozruchu interesu to bank będzie chciał zwrotu
natychmiast za co wiele ludzi płaci całym dobytkiem (w tym rodzina, dzieci) a
często i życiem.
Co komu po tej całej technice ładowanej w tym tempie jak i tak zyski z jej
wprowadzania przeżera i przebalowuje mała grupa ludzi omijająca zręcznie
podatki, znaczna część ludzi nie ma na korzystanie z niej pieniędzy a jeszcze
inna część musi łazić po śmietnikach, bo zostali w imię postępu zastąpieni
jakimiś urządzeniami, które i tak wyprodukują wszystkiego dużo za dużo w
stosunku do potrzeb rynku i możliwości nabywczych klientów.
GDZIE MY SIĘ TAK SPIESZYMY ? CZY TEGO POSTĘPU NIE MOŻNA SPOWOLNIĆ I ROZŁOŻYĆ
NA LATA, BY LUDZIE BYLI SIĘ W STANIE PRZYSTOSOWAĆ ?
Przy takim tempie wprowadzania innowacji w przemyśle, pojedyńczy człowiek nie
jest w stanie się dostosować, bo nie ma na to środków a poza tym mna masę
powiązań usztywniających (rodzina).
Co z tego, że ktoś wynajdzie superautomat jak kończy to się kolejną willą z
basenem dla użytkownika i kolejnym tysiącem bezrobotnych, którzy też mają
prawo do życia (chyba, że coś się zmieniło w międzyczasie) a przynajmniej ich
dzieci, które już są na tym swiecie. Co komu po tych zyskach, oszczędnościach
jak i tak zostaną zmarnowane.
Po co komu wodotrysk w komórce skoro podstawową funkcją tego urządzenia jest
łączność, a wszystkie bajery tylko utrudniają używanie podstawowej funckji a
dodatkowo trzeba ze sobą nosić duże szkło powiększające by w ogóle telefon
zobaczyć :) ?