Gość: Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.11.02, 08:29
Pan Jerzy Morawski stał się sławny. Nie jest jednak bez znaczenia, z jakiego
powodu i przy jakiej okazji stajemy się sławni. Można być bowiem sławnym
łajdakiem, jak nie przymierzając inny Jerzy. Sławny jest także pan Grzegorz
Piotrowski, nie wiedzieć jednak dlaczego rodzina Piotrowskiego robi wszystko,
żeby sława męża i taty nie była z nią kojarzona. Sam Piotrowski zresztą
narzekał na uciążliwość swojej sławy. A Stalin np. był na tyle sławny, że
jego współpracownicy ukręcili mu łeb (pewno z zazdrości), dzięki czemu sami
stali się sławni i pamiętamy ich do dziś. Choć złośliwe języki wspominają ich
jakoś z pogardą.
Pan Jerzy Morawski wpisał się swoim programem w "najlepsze" tradycje PRL i
stał się dziennikarzem-funkcjonariuszem. Funkcjonariuszem mógł być zresztą od
dawna, sądząc oczywiście jedynie na podstawie "profesjonalizmu"
przygotowanego przez niego programu.
W TV, która niedawno fetowała 50 lat opluwania Polaków, to zresztą nie
pierwszyzna. Pamiętam, jak około dziesięciu lat temu (niech mnie jakiś esbek
poprawi, jeśli się pomyliłem) wyemitowano rozmowy Lecha Wałęsy z bratem.
Niezbyt przypominający Lecha facet miał przekonać Polaków, że ten cały Wałęsa
to pijak, złodziej i chodzi mu tylko o kasę. Kiedy oglądałem produkcję
Morawskiego, czułem tę samą rękę. Różnica była taka, że
przywódca "Solidarności" oskarżany był o współpracę z Amerykanami, a Ojciec
Dyrektor "reprezentuje" imperializm rosyjski. Nie znam Morawskiego, nie wiem,
ile lat pracuje w branży, ale widać, że dziennikarstwo studiował u tych
samych "mistrzów". Zabrakło mi tylko takich poetyckich sformułowań,
jak "łańcuchowy pies imperializmu", "sabotażysta", "współpracownik gestapo".
Co prawda gestapo już nie istnieje, ale przedstawione w filmie argumenty i
dowody "zbrodni" miały podobny współczynnik prawdopodobieństwa. Zniesmaczony
programem poczuł się nawet ks. Boniecki, a jak wiadomo z poczuciem smaku u
niego nie najlepiej. W tej kategorii Morawski zwyciężył. Jeśli udało się
zniesmaczyć naczelnego "Tygodnika Powszechnego" atakiem na Radio Maryja, to w
kategorii złego smaku Morawski gra pierwsze skrzypce, a jeśli nie pierwsze,
to na pewno, gra w pierwszym kwartecie. Ostatnia refleksja - zatrudniająca
Morawskiego gazeta powinna zmienić nazwę z "Rzeczpospolita",
na "Rzeczpospolita ludowa". Nawet nie "Polska" Rzeczpospolita Ludowa (Polska
jakoś tu nie bardzo pasuje).