ola_wawa
15.12.02, 15:53
ZAMYSLENIA ABP JÓZEF ZYCINSKI
Katolicyzm bez grzechu?
Niepokojacym przejawem obecnych przemian kulturowych jest zanik poczucia
grzechu. Zjawisko to uwaza sie za znamienne przede wszystkim dla
zsekularyzowanej kultury, w której zanika odniesienie do prawd wiary
chrzescijanskiej. W polskich warunkach to samo zjawisko wystepuje jednak
takze w srodowiskach, które programowo deklaruja swój katolicyzm albo nawet
chca wystepowac w roli jedynego glosu katolickiego w naszym domu.
Jednoznacznej oceny moralnej wymaga sytuacja, w której na falach eteru
"informuje" sie sluchaczy, iz Lech Walesa zanim zostal prezydentem, rozwijal
kombinacje finansowe handlujac oponami, zas ceniony filozof prof. Wladyslaw
Strózewski jest jedynie reprezentantem liberalnej, wrogiej prawdziwym
Polakom, katolewicy. O pomste do nieba wolaja radiowe insynuacje, w których
z pogarda dla elementarnej prawdy "informuje" sie, iz znana pani prezes
przez dlugie lata nie miala slubu koscielnego, zas nestor polskich
dziennikarzy kolaborowal z nazistami. Za posrednictwem podobnych insynuacji
mozna kogos przyprawic o depresje, zniszczyc na zawsze jego dobre imie, albo
tez sprowokowac procesy sadowe, które oslabia dobre samopoczucie
samozwanczych Katonów. W perspektywie teologii moralnej nie ulega dla mnie
watpliwosci, iz podobne oskarzenia stanowia grzech ciezki, którego darowanie
wymaga skruchy, publicznego odwolania, naprawienia wyrzadzonych krzywd.
Jesli braknie tej ostatniej postawy, sprawca zla pozostaje nadal w grzechu
ciezkim, nawet gdyby deklarowal, ze jest jedynym prawdziwym katolikiem.
Bagatelizowanie tego grzechu sprawia, iz - na przekór deklaracjom -
rzeczywista wizje zycia stanowi juz nie katolicyzm, lecz faryzeizm.
Wielki autorytet w teologii moralnej, slynny redemptorysta sw. Alfons
Liguori, pisal na ten temat jednoznacznie: "Ten, kto zaszkodzil blizniemu na
slawie, powinien nie tylko wyznac swój grzech na spowiedzi, ale takze
przywrócic dobre imie temu, komu je odebral.... Obmówca winien uzyc
wszystkich srodków, jakie sa w jego mocy." Jesli jednak, na przekór opiniom
sw. Alfonsa, obmówca - zafascynowany politycznymi mirazami - nie potrafi
zrozumiec, ze pojecie grzechu ciezkiego nalezy stosowac takze do wlasnych
tresci radiowych, wówczas jego bezposredni przelozeni powinni zrekompensowac
zlo wyrzadzone przez tych wszystkich, dla których zarówno pojecie prawdy,
jak i pojecie grzechu naleza do slownika wyrazów obcych. Sam znalazlem sie
niedawno w sytuacji, gdzie mlody, naiwny ksiadz, w obecnosci
grekokatolickich studentów z Ukrainy, wyrazil na temat unitów opinie, jaka
powtarzana jest jedynie w opracowaniach inspirowanych polityczna
poprawnoscia. W stworzonej sytuacji, poniewaz wczesniej wyrazilem zgode na
zaproszenie niefortunnego prelegenta, moglem jedynie pójsc i szybko
przeprosic zainteresowanych, podkreslajac, ze jego nieodpowiedzialne poglady
nie maja nic wspólnego ze stanowiskiem Kosciola rzymskokatolickiego.
W slepy zaulek prowadzi praktyka, w której tropiac zdrajców praktykujacych
wyprzedaz majatku narodowego, gubi sie elementarne dla tradycji katolickiej
poczucie grzechu, odpowiedzialnosci moralnej, koniecznosci wynagrodzenia
wyrzadzonych krzywd. Podobna postawe ocenial znowu sw. Alfons piszac w
studium "O krzywdach, które bliznim czynimy" (Lublin 1906): "Cnotliwi zawsze
sadza dobrze, a zli zle o bliznich swoich. CGlupiec, poniewaz sam jest
glupcem, wszystkich za glupców uwazaÇ (Eccles. X. 3)".
Znam i cenie wielu wspólczesnych redemptorystów, którzy akcentuja aktualnosc
ocen sformulowanych przez zakonnego konfratra. Mozna by sobie zyczyc, by
madrosc te dostrzegly równiez te srodowiska, które w ferworze politycznym
zatracily wrazliwosc na moralna ocene insynuacji. Byc moze zniknelyby wtedy
patologiczne praktyki, w których amatorscy moralisci gromia mlodziez
szukajaca w "masonskiej" Fundacji Batorego srodków finansowych na
zorganizowanie obozów dla niepelnosprawnych. Moze równiez pojecie grzechu
przestano by stosowac eksportowo, jedynie w odniesieniu do innych grup, i
stworzono by szanse dostrzezenia wlasnego grzechu, który stanowi
zaprzeczenie wznioslych deklaracji o wzorcowym zyciu wiara chrzescijanska.
Moze spadlyby narodowe wspólczynniki glupców, zdrajców i sprzedawczyków
majatku narodowego, gdyby przywrócic elementarna swiadomosc, czym jest w
ocenach moralnych grzech, którego role bagatelizuja srodowiska gleboko
przekonane o swej bezgrzesznosci. Niezaleznie od tego, czy spelnia sie te
postulaty, jest bezwzglednie konieczne, aby osoby traktujace grzech ciezki
jako zjawisko normalne przestaly wystepowac w roli narodowo-katolickich
moralistów. Ich postawa osmiesza bowiem tradycje narodowa oraz znieksztalca
podstawowe poczucie ewangelicznej milosci i prawdy.
Wielki autorytet w teologii moralnej, slynny redemptorysta sw. Alfons
Liguori, pisal na ten temat jednoznacznie: "Ten, kto zaszkodzil blizniemu na
slawie, powinien nie tylko wyznac swój grzech na spowiedzi, ale takze
przywrócic dobre imie temu, komu je odebral.... Obmówca winien uzyc
wszystkich srodków, jakie sa w jego mocy."
Wielki autorytet w teologii moralnej, slynny redemptorysta sw. Alfons
Liguori,"O krzywdach, które bliznim czynimy" (Lublin 1906):
"Ten, kto zaszkodzil blizniemu na
slawie, powinien nie tylko wyznac swój grzech na spowiedzi, ale takze
przywrócic dobre imie temu, komu je odebral"
"Cnotliwi zawsze sadza dobrze, a zli zle o bliznich swoich. Glupiec, poniewaz
sam jest
glupcem, wszystkich za glupców uwaza (Eccles. X. 3)".