IP: *.sympatico.ca 15.12.02, 16:35
Zdrada Ojczyzny i Unia Europejska

„To już nie błąd polityczny, nie warcholstwo, nie zdrada zwyczajna, to już
nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych
uczuć, jakie Stwórca w serce ludzi włożył”. Tak pisał Bernard Kalicki,
dziewiętnastowieczny historyk o tym zjawisku dotykającym części Polaków,
które nazywano scudzoziemczeniem duszy lub zobczeniem. „Na ogólnej szali
narodu – pisał również – zobczenie jest grzechem, który tę szalę
najniebezpieczniej przeważa. Tak przynajmniej sądzi instynkt narodu, który
zobczałych głębszą spotyka niechęcią, niż bardzie szkodliwych wichrzycieli”.

Magdalena Micińska w swojej książce „Zdrada córka nocy. Pojęcie zdrady
narodowej w świadomości Polaków w latach 1861-1914” określa to zjawisko
zobczenia w sposób następujący: „Brak poczucia łączności z własnym narodem,
jego tradycją i przyszłymi losami”.

Dlaczego „Brak poczucia łączności z własnym narodem, jego tradycją i
przyszłymi losami” określano zawsze w Polsce jako zdradę narodową i to zdradę
największego możliwego kalibru? Odpowiedź na to pytanie jest
prosta. „Wszyscy – pisał B. Kalicki -– smutnej, a jak dziś ze zrozumiałą
goryczą zwykliśmy się wyrażać, nieszczęsnej pamięci wichrzyciele, zdrajcy,
wszyscy Zebrzydowscy i Opalińscy byli Polakami złymi, bardzo złymi, ale byli
Polakami. Natury to na wskroś polskie, choć ujemne, i serca polskie, choć
spaczone i krzywe, i w każdym z nich pod piramidą grzechów, a nawet zbrodni
można doszukać się iskierki ducha polskiego. Każdy z nich działał w imię
miłości własnej, dla niej klęski zadawał krajowi; ale po przejściu szału miał
chwile opamiętania, miał chwile kiedy mu wracało poczucie, że to ojczyzna.”

W tych zaś, którzy scudzoziemczeli „tej iskry Polaka nie było całkiem”. Kto
zaś nie miał w sobie „iskry Polaka” ten oddawał Polskę obcym wierząc przy tym
głęboko, że czyni słusznie. Zdrada, grzech były tu jakoś nieodwracalne. To
zobczała, scudzoziemczała szlachta doprowadziła do rozbioru Polski i ten
rozbiór zaakceptowała. Zdrajcy nie poczuwali się wtedy do zdrady. Dla nich
był to, w wyniku tego ich zobczenia, akt rozsądku, dziejowej konieczności,
postępu itd. Tak pisał o tym Adam Mickiewicz w „Pielgrzymie Polskim”: „Kiedy
haniebnemu sejmowi Ponińskiego radzono podpisać akt samobójstwa (...)
zaklinano obywateli aby przestali czuć po obywatelsku. Gdzież r o z s ą d e
k - wołano - chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są ś r o d k i
oparcia się? Czy jest c z a s po temu? czy nie lepiej c z ę ś ć poświęcić,
aby resztę zachować; ze skołatanego statku Rzeczypospolitej wyrzucić dla
ulżenia mu kilka województw... (...) Poczciwi posłowie, szczególnie z głębi
prowincyj przybyli, słuchali z podziwieniem nowych dla Polaka rozumowań; nie
umieli, nie chcieli nawet wdawać się w rozprawy, zatykali uszy na podobne
bluźnierstwa; polskim rozumem, polskim sercem nie mogli pojąć ani uczuć, jak
to sejm miałby Rzeczypospolitą rozdzierać, bliźnich swoich, spółobywateli w
niewolę sprzedawać. Odpowiedziano im, że sejm posiada la souverainete!
Przybiegli na pomoc ludziom rozsądnym dyplomaci, zbrojni w obosieczne słowa
aliansów, gwarancyj, traktatów, kartonów, neutralności, i nareszcie słownik
nasz wyrazem kordon, nad którym niegdyś tak dumali politycy nasi, jak potem
nad interwencją i nieinterwencją. Zgraja głupców i ludzi bezdusznych
wstydziła się przyznać, że tych wyrazów nie rozumie, rada była popisać się z
nauką szermując nimi. Rejtan po raz ostatni przemówił starym językiem,
zaklinając na rany boskie, aby takiej zbrodni nie popełniać. Ludzie rozsądni
okrzyknęli Rejtana głupcem i szalonym.”

Historia się powtarza. Powtarzają się haniebne sejmy. Pojawiają się
znowu „ludzie rozsądni” oraz „zgraja głupców i ludzi bezdusznych”. Znowu
pojawia się w Polsce scudzoziemczenie. Znowu pojawia się: „Brak poczucia
łączności z własnym narodem, jego tradycją i przyszłymi losami”. Ponownie
ukazuje się „nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się
najszlachetniejszych uczuć”. Powtarza się zdrada, zdrada największa. Trzeba
ją obnażać i bez ogródek nazywać po imieniu.

Przeciwnicy przystąpienia Polski do Unii Europejskiej wykazują w
dziesiątkach, wręcz setkach materiałów, że nie jest to dla Polski i Polaków
decyzja słuszna. I dobrze. Trzeba na wszelkie sposoby ukazywać zło. Trzeba
stosować wszystkie możliwe argumenty. Trzeba je powtarzać. Naświetlać zło z
różnych stron, przekonywać, unaoczniać itd. Pamiętajmy jednak wciąż i zawsze
o jednym, najważniejszym i mówmy o tym głośno. To zdrada, „nikczemność bez
granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych uczuć”.

To nieważne ile państw zrezygnowało ze swojej suwerenności wchodząc do Unii
Europejskiej, ile narodów zgadza się na dalsze ograniczanie swojej
państwowości i podmiotowości, na wynaradawianie. To nieważne ilu Polaków
akceptuje wejście Polski do Unii Europejskiej. Zdrada pozostaje zdradą.

Media, politycy, niektórzy biskupi, tzw. autorytety mogą sobie mówić co chcą.
Zdrada pozostaje zdradą. Nawet gdyby wszyscy, dosłownie wszyscy Polacy
zgodzili się dziś na kolejny rozbiór Polski byłaby to zdrada. Po latach
historycy napisaliby tylko: „Zdradziło całe pokolenie”.

Nie wolno nam kupczyć Polską. Nie mamy do tego prawa. Jesteśmy tylko jednym
pokoleniem. Polska to coś więcej niż jedno pokolenie. Polska to skarb i
wartość, które tworzyły niezliczone pokolenia przez ponad tysiąc lat, któremu
oddawały życie, za który oddawały życie, pracując i ginąc po to, by Polska
była Polską, tym skarbem i tą wartością. Kolejne pokolenia Polaków
przekazywały Ją swoim następcom wraz z przesłaniem zapisanym w tym, co nazywa
się polskością, przesłaniem, które mówiło: „chronić, pogłębiać, utrwalać,
pomnażać, budować i tworzyć”, a nie „niszczyć, spłycać, zubażać, okaleczać,
osłabiać”. Kroczymy w sztafecie pokoleń. Po nas przyjdą nasze dzieci, wnuki i
prawnuki, ich dzieci, wnuki i prawnuki. Mamy przekazać im Polskę silniejszą i
piękniejszą, lepszą, szlachetniejszą, bogatszą. To jest nasz obowiązek. Nie
mamy prawa robić niczego, co by w Polskę godziło, umniejszało ją i osłabiało
nie mówiąc już o jej przekreślaniu. To byłaby zdrada, zdrada największa. To
byłaby „nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się
najszlachetniejszych uczuć”.

Przypomnijmy w tym miejscu odpowiednie zapisy choćby Konstytucji Kwietniowej
Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23. 04.1935 r.:

Art. l .1. Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli.

2. Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swych synów ma być przekazywane w
spadku dziejowym z pokolenia w pokolenie.

3. Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę
państwa.

4. Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i
swoim imieniem.

Biorę do ręki pierwszy z brzegu podręcznik historii Polski. Jest to
akurat „Historia Polski 1492-1864” Józefa Gierowskiego. Czytamy tam: Pierwszy
rozbiór nie przesądzał jeszcze ostatecznej likwidacji państwa polskiego,
które stało się państwem buforowym między trzema rozbiorcami. Zaciążył jednak
bardzo nad możliwościami rozwoju gospodarczego Polski.” Zaborcom otwarto, jak
pisze Gierowski, „możliwości szerokiej penetracji gospodarczej”, a „sejm
opanowany został przez elementy najbardziej skorumpowane”. Zaborcy
ograniczyli władzę ustawodawczą i wykonawczą. „Okrojonej Polsce pozwolono na
ograniczone reformy wewnętrzne”.

W 1994 r. zaczął się pierwszy rozbiór Polski. W 1997 r. zalegalizowała go i
przypieczętowała konstytucja zdrady, konstytucja, w której pojawiły się t
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka