haen1950
27.05.06, 16:11
Jeździli do niego, jakby tyłki mieli pełne pieprzu. Kaczor-rezydent, Jurek
marszałek, Kaziu belfer na końcu. Z tłumaczami oczywiście, jakze by inaczej.
Usiłowali go przekonac do ludowo-narodowo-złodziejskiego kościoła Rydzyka.
Żeby go tylko usankcjonował, żeby tylko nie pozbawił ich tej prymitywnej
legitymizacji demokratycznej.
Juz dzisiaj widać, że Benedykt nie chce miec do czynienia z tą hołota. Rydzyk
zniknął z kasą i nie wróci.
Ciekawa sprawa, gdzie będą szukać następnych sojuszników Kaczyńscy do swojej
zas.ranej rewolucji moralnej. Tylko Łukaszenka im zostaje.