aquinus
04.06.06, 19:09
Chcę się odnieść do postu tornsona:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=42983591&a=43003035, ponieważ
nie po raz pierwszy wyraża podobne poglądy zdając się być tubą wychwalającą
osiągnięcia ZSRR i przeciwstawiając to XIX-wiecznemu kapitalizmowi. Ponieważ
z kolei nie da się tego skomentować jednym zdaniem, stąd poświęcam temu
osobny wątek. Mam nadzieję też, że niejednemu wyjaśni się to i owo, tak,
więc, gra jest warta świeczki.
Na temat XIX-wiecznego kapitalizmu narosło wiele nieporozumień wynikających
zapewne z niewiedzy bądź sposobu przedstawiania tego tematu w szkołach.
Zacznijmy ot tego, że nie jest czymś stosownym odnoszenie tego okresu, z jego
blaskami i cieniami, do sytuacji obecnej, w końcu upłynęło od tego czasu z
górą 100 lat. Jeżeli mamy cokolwiek porównywać, to raczej XIX wiek z okresem
poprzednim, mianowicie, jakie zmiany gospodarcze, społeczne, kulturalne itd.
przyniósł raczkujący (wówczas) kapitalizm. Umownym początkiem kapitalizmu
można nazwać wynalezienie maszyny parowej, gdyż fakt ten spowodował
dalekosiężne skutki, przede wszystkim znaczne zwiększenie skali produkcji a
co za tymi idzie drastyczne obniżenie kosztów jednostkowych wytwarzania.
Teraz to, co kiedyś uchodziło za dobro luksusowe, stało się dostępne dla
zwykłego, szarego człowieka. Ale maszyna parowa to nie tylko włókiennictwo,
to także kolej żelazna, statki parowe itd. Jednakże, maszyna parowa
zwielokrotniła popyt na węgiel, stąd konieczność budowy i rozbudowy kopalń,
hut żelaza itd. Stąd potrzeba nowych technik wydobycia, przeróbki, transportu
itp., a przede wszystkim ogromnych kapitałów. Z tym zaś nie było najlepiej;
teraz już nie wystarczało dysponować paruset funtami, aby otworzyć sobie
manufakturę. Powołam się na sir Trevelyana, który w swojej „Historii Anglii”
napisał, że ludzi dysponujących kapitałem miliona funtów w pierwszych latach
XIX w. w Anglii, można było policzyć na palcach. Po 50 latach były ich już
tysiące. Również wspomniany sir Trevelyan pisze, że Anglia – po wojnach
napoleońskich – była kompletnie zrujnowana pod względem finansowym, w końcu
to właśnie Anglicy finansowali wszystkie koalicje antyfrancuskie. Stąd
zrodziła się koncepcja różnego rodzaju spółek: akcyjnych, cywilnych itd.,
nastąpił rozwój usług finansowych, ubezpieczeniowych itp. Krótko mówiąc,
wielki a nawet średni kapitał, nie tylko w Anglii, musiał dopiero powstać, a
to wymagało czasu. Również wojny napoleońskie nie pozostały bez wpływu na
tzw. „kwestię robotniczą” w Anglii właśnie. Ostatnie lata XVIII wieku
przyniosły zauważalną liberalizację, początki ubezpieczeń, nawet zanosiło się
na regulacje dotyczące związków zawodowych. Kosztowne wojny cofnęły sprawę na
wiele lat.
Rozwój kapitalizmu oznaczał także daleko idące zmiany społeczne. Wcześniej
podstawą gospodarki właściwie wszędzie było rolnictwo. Jednakże rentowność
rolnictwa była niska, im dalej ta wschód Europy, tym gorzej. Na ziemiach
polskich (cytuję za Daviesem) rentowność latyfundiów magnackich (bo tylko one
liczyły się w skali szerszej niż region) rentowność była niższa od kosztów
kredytu kupieckiego. Jeśli te latyfundia się trzymały, to tylko dzięki
darmowej robociźnie chłopów pańszczyźnianych, bo żadnych inwestycji w
gospodarkę nie było. Tymczasem, postępujący rozwój przemysłu stworzył ogromne
ssanie na siłę roboczą. Jakie były tego skutki społeczne, wyjaśnię na
przykładzie z gruntu niemieckiego, bo akurat na ten temat trochę czytałem.
Wyobraźmy sobie wielodzietną rodzinę bauera gdzieś na Pomorzu, w Prusach
Wschodnich czy na Dolnym Śląsku. Prawo niemieckie/pruskie zabraniało
dzielenia gospodarstw, w związku z tym najstarszy syn mógł założyć rodzinę
dopiero wtedy, gdy odziedziczył gospodarkę (ew. warsztat rzemieślniczy) po
ojcu. Córki, o ile nie udało się wydać ich za mąż, szły na służbę, np. na
dwór najbliższego dziedzica, który nierzadko równie cienko prządł jak nasz
bauer, ale mórg miał znacznie więcej. Młodsi synowi mieli do wyboru: służba u
dziedzica albo na 25 lat „w kamasze”. Tylko wybrańcy losu mogli liczyć na
karierę pastora czy w innym wolnym zawodzie. Dodajmy, że ówczesne
społeczeństwa prowadziły niezwykle skuteczną, choć drastyczną, antykoncepcję:
cudzołóstwo było piętnowane podobnie jak dzieci nieślubne. Efekt był taki, że
30% społeczeństwa (cytuję za grafem von Krockow) nie miało ŻADNEJ szansy na
założenie rodziny. Kiedy czyta się baśnie Andersena o Kopciuszku czy innej
nastolatce marzącej o „księciu z bajki”, nie ma z czego się śmiać. To nie
były bajki, taka była ówczesna rzeczywistość! Tym księciem z bajki mógł być
np. syn wiejskiego bogacza (przy okazji: o ówczesnych realiach więcej można
dowiedzieć się z literatury „dla kucharek” niż z wiekopomnych dzieł).