Dodaj do ulubionych

Prawda o jednomandatowych okregach wyborczych

IP: *.vic.bigpond.net.au 11.03.03, 12:07
Prowadz one do tego, ze owazna ilosc glosow sie nie
liczy, a mandaty zdobywaja czesto partie slabe w skali
kraju, ale silne np. na wsi, zas partie w skali
krajowej silne, czesto zostaja z zerem poslow. I tak w
Australii tzw. National Party (bogaci farmerzy) zdobywa
w skali kraju na ogol mniej niz 10% glosow, np. w roku
1990 tylko 8.4%, ale
dostala, dzieki temu, iz na wsi trzeba mniej glosow niz w
miescie, aby zdobyc mandat poselski, az 14 miejsc w
nizszej (wazniejszej) izbie parlamentu, zas Australian
Democrats (centrowa), mimo iz zdobyla w owym roku 1990
az 11.3% glosow w skali calej Australii, nie wprowadzila
ani jednego posla! I to sie nazywa demokracja?
Obserwuj wątek
    • Gość: feran Re: Prawda o jednomandatowych okregach wyborczych IP: *.txucom.net 11.03.03, 15:32
      Widac bogaty farmer jest wazniejszy dla kraju niz stu biednych emigrantow na
      zasilku,albo i stu profesorow universytetow
      • Gość: Kagan Re: Prawda o jednomandatowych okregach wyborczych IP: *.vic.bigpond.net.au 12.03.03, 05:47
        Gość portalu: feran napisał(a):
        Widac bogaty farmer jest wazniejszy dla kraju niz stu biednych emigrantow na
        zasilku,albo i stu profesorow universytetow
        K: Farmerzy australijscy zyja z dotacji panstwowych (jak w UE).
        Im bogatszy farmer, tym wiecej kosztuje podatnikow.
        National Party (farmerska) ma w programie wolny rynek, a w
        praktyce to stworzyla socjalizm na wsi. Dla przykladu:
        Rzad stanu Queensland (do niedawna, przez prawie 20 lat
        opanowany przez National Party, mimo iz nigdy nie zdobyla
        ona w tym stanie wiecej niz 40% glosow)
        skupuje caly cukier wyprodukowany w tym stanie
        i polnocnej czesci stanu NSW (Nowa Pld. Walia), i placi gwarantowana
        cene plantatorom trzciny cukrowej. Import cukru do Australii
        jest zakazany. Lepper by lepiej nie wymyslil...
        Kagan

      • Gość: stary byk Re: Prawda o jednomandatowych okregach wyborczych IP: *.imgw.pl 06.07.03, 20:51
        Gość portalu: feran napisał(a):

        > Widac bogaty farmer jest wazniejszy dla kraju niz stu biednych emigrantow na
        > zasilku,albo i stu profesorow universytetow

        No, jeśli to uważasz za demokrację, to ja dziękuję. Może to Ty będziesz
        decydował, czyj głos ma być ważniejszy?
    • indris Któż bez wad 11.03.03, 15:44
      Wypaczona reprezentatywność jest znaną wadą ordynacji większościowych. Ale z
      kolei wadą ordynacji proporcjonalnych jest znaczne oderwanie reprezentanta od
      wyborców a dodatkowo, przy progach wyborczych, TEŻ wypaczanie
      reprezentatywności lub tworzenie sztucznych ugrupowań, które rozlatują się w
      Sejmie, jak AWS czy LPR.
      Najpoważniejszą zaleta ordynacji większościowej jest możliwość odwoływania
      posłów. Przy proporcjonalnej jest to niemożliwe nawet teoretycznie. Dlatego
      byłbym za wprowadzeniem JOW gdyby konieczną do tego zmiane Konstytucji
      uzupełnić o zasadę odwoływalności posłów.
      • Gość: Kagan Re: Któż bez wad IP: *.vic.bigpond.net.au 12.03.03, 05:51
        indris napisał:
        > Wypaczona reprezentatywność jest znaną wadą ordynacji większościowych. Ale z
        > kolei wadą ordynacji proporcjonalnych jest znaczne oderwanie reprezentanta od
        > wyborców a dodatkowo, przy progach wyborczych, TEŻ wypaczanie
        > reprezentatywności lub tworzenie sztucznych ugrupowań, które rozlatują się w
        > Sejmie, jak AWS czy LPR.
        > Najpoważniejszą zaleta ordynacji większościowej jest możliwość odwoływania
        > posłów. Przy proporcjonalnej jest to niemożliwe nawet teoretycznie. Dlatego
        > byłbym za wprowadzeniem JOW gdyby konieczną do tego zmiane Konstytucji
        > uzupełnić o zasadę odwoływalności posłów.
        K: Kto i jak ma odwolac posla? Jak to sobie wyobrazasz, ile by takie
        odwolanie kosztowalo (rozumiem, ze musialo by byc referendum w danym
        okregu wyborczym i jesli by ono przeszlo, tez i wybory uzupelniajace
        w danym okregu). Kogo stac na takie luksusy? Na dodatek taki posel
        moglby sie odwolywac do sadow, np. ze oszczercza kampania zawazyla na
        wyniku referendum...
        I co wtedy?
        Kagan
    • Gość: luvdove Coś ci sie pokręciło IP: 217.97.135.* 11.03.03, 15:59
      To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
      W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-wygrywa
      ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.
      • Gość: Kagan Re: Coś ci sie pokręciło IP: *.vic.bigpond.net.au 12.03.03, 05:57
        Gość portalu: luvdove napisał(a):
        To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
        W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-wygrywa
        ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.
        K: Niezupelnie. Zalozmy, ze:
        Iksinski - 40%
        Ygrekowska -38%
        Zetkiewicz - 18%
        Reszta kandydatow - 4%
        W systemie australijskim Zetkiewicz odpada od razu, ale oddaje swoje
        tzw. preferencje Ygrekowskiej, ktora wygrywa, mimo iz ma mniej
        glosow niz Iksinski... Stad czesto taka Ygrekowska wystawia tzw.
        pozornych (dummy) kandydatow, ktorzy oddaja pozniej jej swoje glosy.
        Nie takie cuda widzialem podczas wyborow w Australii...
        Kagan
        • hkreuz Re: Coś ci sie pokręciło 12.03.03, 12:00
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: luvdove napisał(a):
          > To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
          > W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-wygrywa
          > ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.
          > K: Niezupelnie. Zalozmy, ze:
          > Iksinski - 40%
          > Ygrekowska -38%
          > Zetkiewicz - 18%
          > Reszta kandydatow - 4%
          > W systemie australijskim Zetkiewicz odpada od razu, ale oddaje swoje
          > tzw. preferencje Ygrekowskiej, ktora wygrywa, mimo iz ma mniej
          > glosow niz Iksinski...
          > Kagan


          Kagan, a dlaczego uważasz, że My Polacy mamy małpować głupoty innych. Dlaczego
          nie przychodzi Ci na myśl żądać uczciwej, jasnej i prostej, dlatego zrozumiałej
          w wszystkich - zasady, że wygrywa ten kto uzyskał najwięcej głosów, w Twoim
          przykładzie Iksiński.

          To, co podałeś jako przykład z Australii, jest najzwyklejszą manipulacją
          wyborczą, ponieważ gdyby powtórzono wybory to wyborcy Zetkiewicza mogliby
          zagłosować inaczej, tj. niezgodnie z wolą tegoż Zetkiewicza.

          Twój przykład jest tylko potwierdzeniem tego, że jedynie JOW z prostym
          liczeniem głosów jest właściwy, a nie zły tylko dlatego, że w Australii układy
          wymyśliły sposób na oszukanie wyborców, aby utrzymać się u władzy.

          Ale na to oszustwo jest prosta rada, a mianowicie proste liczenie głosów i kto
          ma więcej ten wygrywa.
          • Gość: Kagan Re: Coś ci sie pokręciło IP: *.vic.bigpond.net.au 12.03.03, 14:28
            Gość portalu: luvdove napisał(a):
            To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
            W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-
            wygrywa ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.
            K: Niezupelnie. Zalozmy, ze:
            Iksinski - 40%
            Ygrekowska -38%
            Zetkiewicz - 18%
            Reszta kandydatow - 4%
            W systemie australijskim Zetkiewicz odpada od razu, ale oddaje swoje
            tzw. preferencje Ygrekowskiej, ktora wygrywa, mimo iz ma mniej
            glosow niz Iksinski...

            - Kagan, a dlaczego uważasz, że My Polacy mamy małpować głupoty innych.
            Dlaczego nie przychodzi Ci na myśl żądać uczciwej, jasnej i prostej, dlatego
            zrozumiałej w wszystkich - zasady, że wygrywa ten kto uzyskał najwięcej głosów,
            w Twoim przykładzie Iksiński.
            K: To nie jest tez sluszne, bo jak X ma np. 39% a Y 38%, to zaden z nich
            nie ma i tak poparcia wiekszosci. Trzeba by ustanowic, ze wygrywa tylko ten,
            na ktorego glosuje ponad 50% WSZYSTKICH wyborcow w danym okregu. Inaczej
            wybory sa niewazne...

            - To, co podałeś jako przykład z Australii, jest najzwyklejszą manipulacją
            wyborczą, ponieważ gdyby powtórzono wybory to wyborcy Zetkiewicza mogliby
            zagłosować inaczej, tj. niezgodnie z wolą tegoż Zetkiewicza.
            K: Niewatpliwie jest to manipulacja. Stad jestem przeciwko jednomandatowym
            okregom. Wyobraz sobie: X 30%, Y 28%, Z 26%. Wchodzi do sejmu X, wiec
            glosy na Y i Z sie w ogole nie licza, mimo iz razem to jest prawie dwa
            razy tyle niz na X-a. Stad wprowadzono te "preferencje".
            I tak zle, a inaczej tez niedobrze...

            - Twój przykład jest tylko potwierdzeniem tego, że jedynie JOW z prostym
            liczeniem głosów jest właściwy, a nie zły tylko dlatego, że w Australii układy
            wymyśliły sposób na oszukanie wyborców, aby utrzymać się u władzy.
            K: NIE! Tu chodzilo o to, zeby liczyly sie tez w pewnym stopniu glosy
            oddane na kandydatow ze sporym poparciem, w sytuacji, gdy roznice miedzy nimi
            sa niewielkie, a zaden nie uzyskal ponad 50%. Jak X ma 51% glosow, to
            chocby i Y z Z mieli razem 49%, to i tak nic nie zrobia. Ale w praktyce
            zadko ktory kandydat uzyska ponad 50% glosow, stad te preferencje, bo jak
            zaden nie ma absolutnej wiekszosci, to naczy, ze wyborcy nie sa zdecydowani
            na tylko jednego konkretnego kandydata, i trzeba tez uwzglednic wole
            tych, co glosowali na innych kandydatow. Przypominam: omawiam tylko
            sytuacje, gdy nikt nie ma ponad 50% glosow!

            - Ale na to oszustwo jest prosta rada, a mianowicie proste liczenie głosów i
            kto ma więcej ten wygrywa.
            K: Jeszcze raz: X 30%, Y 29%, Z 28%. Czemu X ma wejsc z 30%, a glosy
            oddane na Y i Z maja sie nie liczyc? Jest ich razem prawie dwa razy tyle,
            co na X-a! A jak jest jeszcze A z 12%? Czy jest OK, ze partia, ktora zdobywa w
            skali kraju ponad 10% glosow, nie ma zadnego posla? A tak sie wlasnie
            dzieje w Australii.. :(
            Dla mnie to jest parodia demokracji! Ponad 10% ludnosci jest
            pozbawiona de facto swoich reprezentantow!
            • gandalph Re: Coś ci sie pokręciło 14.03.03, 16:44
              Gość portalu: Kagan napisał(a):

              > Gość portalu: luvdove napisał(a):
              > To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
              > W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-
              > wygrywa ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.
              > K: Niezupelnie. Zalozmy, ze:
              > Iksinski - 40%
              > Ygrekowska -38%
              > Zetkiewicz - 18%
              > Reszta kandydatow - 4%
              > W systemie australijskim Zetkiewicz odpada od razu, ale oddaje swoje
              > tzw. preferencje Ygrekowskiej, ktora wygrywa, mimo iz ma mniej
              > glosow niz Iksinski...
              >
              > - Kagan, a dlaczego uważasz, że My Polacy mamy małpować głupoty innych.
              > Dlaczego nie przychodzi Ci na myśl żądać uczciwej, jasnej i prostej, dlatego
              > zrozumiałej w wszystkich - zasady, że wygrywa ten kto uzyskał najwięcej
              głosów,
              >
              > w Twoim przykładzie Iksiński.
              > K: To nie jest tez sluszne, bo jak X ma np. 39% a Y 38%, to zaden z nich
              > nie ma i tak poparcia wiekszosci. Trzeba by ustanowic, ze wygrywa tylko ten,
              > na ktorego glosuje ponad 50% WSZYSTKICH wyborcow w danym okregu. Inaczej
              > wybory sa niewazne...
              >
              > - To, co podałeś jako przykład z Australii, jest najzwyklejszą manipulacją
              > wyborczą, ponieważ gdyby powtórzono wybory to wyborcy Zetkiewicza mogliby
              > zagłosować inaczej, tj. niezgodnie z wolą tegoż Zetkiewicza.
              > K: Niewatpliwie jest to manipulacja. Stad jestem przeciwko jednomandatowym
              > okregom. Wyobraz sobie: X 30%, Y 28%, Z 26%. Wchodzi do sejmu X, wiec
              > glosy na Y i Z sie w ogole nie licza, mimo iz razem to jest prawie dwa
              > razy tyle niz na X-a. Stad wprowadzono te "preferencje".
              > I tak zle, a inaczej tez niedobrze...
              >
              > - Twój przykład jest tylko potwierdzeniem tego, że jedynie JOW z prostym
              > liczeniem głosów jest właściwy, a nie zły tylko dlatego, że w Australii
              układy
              > wymyśliły sposób na oszukanie wyborców, aby utrzymać się u władzy.
              > K: NIE! Tu chodzilo o to, zeby liczyly sie tez w pewnym stopniu glosy
              > oddane na kandydatow ze sporym poparciem, w sytuacji, gdy roznice miedzy nimi
              > sa niewielkie, a zaden nie uzyskal ponad 50%. Jak X ma 51% glosow, to
              > chocby i Y z Z mieli razem 49%, to i tak nic nie zrobia. Ale w praktyce
              > zadko ktory kandydat uzyska ponad 50% glosow, stad te preferencje, bo jak
              > zaden nie ma absolutnej wiekszosci, to naczy, ze wyborcy nie sa zdecydowani
              > na tylko jednego konkretnego kandydata, i trzeba tez uwzglednic wole
              > tych, co glosowali na innych kandydatow. Przypominam: omawiam tylko
              > sytuacje, gdy nikt nie ma ponad 50% glosow!
              >
              > - Ale na to oszustwo jest prosta rada, a mianowicie proste liczenie głosów i
              > kto ma więcej ten wygrywa.
              > K: Jeszcze raz: X 30%, Y 29%, Z 28%. Czemu X ma wejsc z 30%, a glosy
              > oddane na Y i Z maja sie nie liczyc? Jest ich razem prawie dwa razy tyle,
              > co na X-a! A jak jest jeszcze A z 12%? Czy jest OK, ze partia, ktora zdobywa
              w
              > skali kraju ponad 10% glosow, nie ma zadnego posla? A tak sie wlasnie
              > dzieje w Australii.. :(
              > Dla mnie to jest parodia demokracji! Ponad 10% ludnosci jest
              > pozbawiona de facto swoich reprezentantow!
              Błędne myślenie!!!
              Reprezentatem tych 10% jest ten, który został wybrany, tzn. konkretny osobnik.
              Nie zaś, jak w Polsce, przyniesiony w teczce kutas, którego kolesie partyjni
              wpisali na listę i wszedł tylko dlatego, że głos oddany na listę SLD (dla
              przykładu!) oznaczał kupowanie kota w worku czyli tegoż właśnie osobnika.
              Poważnym plusem ordynacji większościowej i JOW są spersonalizowane wybory -
              głosuje się na konkretnego kandydata, ten, który zdobędzie większość
              bezwzględna, zdobywa mandat. Wadą ordynacji tzw. proporcjonalnej jest
              właśnie "kupowanie kota w worku".
              • Gość: Kagan Re: Coś ci sie pokręciło IP: *.vic.bigpond.net.au 15.03.03, 02:43
                gandalph napisał:
                Błędne myślenie!!! Reprezentatem tych 10% jest ten, który został wybrany, tzn.
                konkretny osobnik.
                K: NIE! On(a) reprezentuje interesy tylko tych, co na niego (ja) glosowali,
                a tak na prawde, to swojej partii, bo musi glosowac zgodnie z tzw. dyscyplina
                partyjna, a nie wedlug wlasnego sumienia czy wedlug woli wiekszosci wyborcow.
                Prosty przyklad: dobrze ponad 60% Australijczykow jest przeciwko wojnie, ale
                poniewaz premier jest za (przekupil go i/lub zastraszyl Bush), to parlament
                bedzie glosowac, tak jak tego sobie premier zyczy, a nie jak tego by sobie
                zyczyli wyborcy. Stad w systemie JOW nie ma demokracji, jeno jej parodia,
                dokladnie jak za komuny (PRLu)... :(

                - Nie zaś, jak w Polsce, przyniesiony w teczce kutas, którego kolesie partyjni
                wpisali na listę i wszedł tylko dlatego, że głos oddany na listę SLD (dla
                przykładu!) oznaczał kupowanie kota w worku czyli tegoż właśnie osobnika.
                K: Podobnie jest w systemie JOW: szanse maja tam tylko duze partie, stad SLD,
                z braku silnej partii prawicy czy centrum, w systemie JOW zdobylo by latwo
                absolutna wiekszosc mandatow w sejmie, jako jedyna duza partia w Polsce.

                - Poważnym plusem ordynacji większościowej i JOW są spersonalizowane wybory -
                głosuje się na konkretnego kandydata, ten, który zdobędzie większość
                bezwzględna, zdobywa mandat.
                K: Juz ci pisalem, ze:
                1. Nie zawsze ten, co zdobedzie najwiecej glosow wchodzi do
                parlamentu.
                2. Wybory sa spersonalizowane tylko w tym sensie, ze wyborcy znaja
                przywodcow partyjnych. W Australii ludzie glosowali np. nie tyle na liberalow,
                ale na ich lidera Howarda, podobnie bylo w W. Brytanii: malo kto znal tam
                lokalnych kandydatow, ludzie znali zas Maggie Thatcher wiec glosowali na
                konserwe (torysow) a pozniej spodobal sie im Tonco Blair, wiec glosowali
                na laborzystow... Tylko wielkie, bogate partie stac jest na reklame swych
                kandydatow. W Australii poslowie niezalezni to najwyzej 1-2% parlamentu,
                a male partie (ponizej 10% glosow) nie maja szansy (poza National,
                partia farmerska, ktora ma te przewage, ze w okregach wiejskich jeden
                kandydat przypada na znacznie mniej wyborcow niz w miescie - niejako w
                Australii "glosuje" tez ziemia)...

                - Wadą ordynacji tzw. proporcjonalnej jest właśnie "kupowanie kota w worku".
                K: Czyzby? W tej ordynacji maja szanse tez mniejsze partie, malo ktora
                powazniejsza grupa jest wiec pozbawiona reprezentacji w parlamencie, jak
                to ma miejsce np. w Australii!
                • gandalph Re: Coś ci sie pokręciło 15.03.03, 13:08
                  Gość portalu: Kagan napisał(a):

                  > gandalph napisał:
                  > Błędne myślenie!!! Reprezentatem tych 10% jest ten, który został wybrany,
                  tzn.
                  > konkretny osobnik.
                  > K: NIE! On(a) reprezentuje interesy tylko tych, co na niego (ja) glosowali,
                  > a tak na prawde, to swojej partii, bo musi glosowac zgodnie z tzw. dyscyplina
                  > partyjna,

                  Nieprawda!
                  To zależy od mechanizmu wyboru posłów. Przy ordynacji proporcjonalnej istotnie
                  duża rolę odgrywa dyscyplina partyjna (bo kolesie mogą na drugi raz nie wpisać
                  na listę!).
                  W momencie, gdy kandydat zawdzięcza swój wybór własnym walorom w oczach
                  wyborców (bo zgarnął ponad połowę głosów!), jest mniej podatny na działanie
                  kierownictwa partyjnego i dyscyplinę!
                  a nie wedlug wlasnego sumienia czy wedlug woli wiekszosci wyborcow.
                  > Prosty przyklad: dobrze ponad 60% Australijczykow jest przeciwko wojnie, ale
                  > poniewaz premier jest za (przekupil go i/lub zastraszyl Bush), to parlament
                  > bedzie glosowac, tak jak tego sobie premier zyczy, a nie jak tego by sobie
                  > zyczyli wyborcy. Stad w systemie JOW nie ma demokracji, jeno jej parodia,
                  > dokladnie jak za komuny (PRLu)... :(
                  >

                  Nieprawda! Aby zdobyć mandat, trzeba zdobyć ponad 50% głosów. W systemie
                  obecnym wystarczy dostać parę głosów, by wejść do sejmu. Takie przypadki były!!!
                  > - Nie zaś, jak w Polsce, przyniesiony w teczce kutas, którego kolesie
                  partyjni
                  > wpisali na listę i wszedł tylko dlatego, że głos oddany na listę SLD (dla
                  > przykładu!) oznaczał kupowanie kota w worku czyli tegoż właśnie osobnika.
                  > K: Podobnie jest w systemie JOW: szanse maja tam tylko duze partie, stad SLD,
                  > z braku silnej partii prawicy czy centrum, w systemie JOW zdobylo by latwo
                  > absolutna wiekszosc mandatow w sejmie, jako jedyna duza partia w Polsce.
                  >

                  Nieprawda!!! Szanse mają własnie małe, lokalne partie, które czymś się wykazały
                  właśnie w warunkach lokalnych, a także popularni kandydaci niezależni. Przy
                  liczeniu głosów w skali kraju takie partie w ogóle nie istnieją. O eliminacji
                  elementów skrajnych już nawet nie wspominam, bo to szczegół.
                  > - Poważnym plusem ordynacji większościowej i JOW są spersonalizowane wybory -
                  > głosuje się na konkretnego kandydata, ten, który zdobędzie większość
                  > bezwzględna, zdobywa mandat.
                  > K: Juz ci pisalem, ze:
                  > 1. Nie zawsze ten, co zdobedzie najwiecej glosow wchodzi do
                  > parlamentu.
                  Przy JOW - zawsze!!! Musi bowiem uzyskać ponad 50% głosów w okręgu wyborczym.
                  Jasna sprawa, że wyboryy odbywają się w dwu turach.
                  > 2. Wybory sa spersonalizowane tylko w tym sensie, ze wyborcy znaja
                  > przywodcow partyjnych. W Australii ludzie glosowali np. nie tyle na
                  liberalow,
                  Kolejna nieprawda. Kandydat nieznany w okręgu (bo przyniesiony w teczce) przy
                  JOW nie ma szans. A gdyby nawet, to nie ma szans na reelekcję.
                  > ale na ich lidera Howarda, podobnie bylo w W. Brytanii: malo kto znal tam
                  > lokalnych kandydatow, ludzie znali zas Maggie Thatcher wiec glosowali na
                  > konserwe (torysow) a pozniej spodobal sie im Tonco Blair, wiec glosowali
                  > na laborzystow... Tylko wielkie, bogate partie stac jest na reklame swych
                  > kandydatow. W Australii poslowie niezalezni to najwyzej 1-2% parlamentu,
                  > a male partie (ponizej 10% glosow) nie maja szansy (poza National,
                  > partia farmerska, ktora ma te przewage, ze w okregach wiejskich jeden
                  > kandydat przypada na znacznie mniej wyborcow niz w miescie - niejako w
                  > Australii "glosuje" tez ziemia)...
                  >
                  > - Wadą ordynacji tzw. proporcjonalnej jest właśnie "kupowanie kota w worku".
                  > K: Czyzby? W tej ordynacji maja szanse tez mniejsze partie, malo ktora
                  > powazniejsza grupa jest wiec pozbawiona reprezentacji w parlamencie, jak
                  > to ma miejsce np. w Australii!
                  W 1991 r. na J.K. Bieleckiego (urzędującego premiera!)padło w okr. gdańskim
                  grubo ponad 100 tys. głosów, w związku z czym KLD wprowadził coś 15 posłów z
                  tego okręgu. Problem w tym, że drugi na liście KLD (za Bieleckim) zdobył coś
                  300 głosów! Pytanie: co to za przedstawiciel wyborców? Z kolei w innych
                  okręgach nie wchodzili do sejmu kandydaci, którzy zebrali kilka-kilkanaście
                  tysięcy głosów. Przy JOW takiego czegoś w ogóle by nie było.
                  I wreszcie, łatwo jest mówić o reprezentatywności, gdy w kraju są 3-4 partie.
                  Przy polskim rozdrobnieniu partyjnym (zarejestrowanych jest jakieś 150 partii)
                  o reprezentatywności można w ogóle zapomnieć. Prosty rachunek: 150 partii czyli
                  przynjamniej po jednym mandacie na sztukę, zostaje do obsadzenia 310. Jak to
                  rozdzielić, żeby było reprezentatywnie? SLD - 3 posłów, PSL - 2 reszta po
                  jednym? Próg wyborczy? Śmiechu warte! Przecież właśnie wtedy wyłazi, że 30%
                  wyborców głosuje na partie, które nie przekroczyły progu wyborczego, a więc nie
                  mają swoich przedstawicieli. Gdzie więc reprezentatywność, rzekomo główny walor
                  ordynacji proporcjonalnej?
                  Tak więc - pokrótce - przedstawiłem, że system proporcjonalny ma same wadey, a
                  jego główna zaleta jest tylko pozorna. Odrzucając zatem postulat
                  reprezentatywności (przez wprowadzenie JOW) eliminujemy cale mnóstwo wad
                  systemu proprocjonalnego. A warunku reprezentatywności ordynacja proporcjonalna
                  i tak nie spełnia, jest to więc żaden koszt.
          • gandalph Otóż to!!!!!!! 14.03.03, 16:39
            hkreuz napisał:

            > Gość portalu: Kagan napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: luvdove napisał(a):
            > > To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
            > > W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-wygryw
            > a
            > > ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.
            > > K: Niezupelnie. Zalozmy, ze:
            > > Iksinski - 40%
            > > Ygrekowska -38%
            > > Zetkiewicz - 18%
            > > Reszta kandydatow - 4%
            > > W systemie australijskim Zetkiewicz odpada od razu, ale oddaje swoje
            > > tzw. preferencje Ygrekowskiej, ktora wygrywa, mimo iz ma mniej
            > > glosow niz Iksinski...
            > > Kagan
            >
            >
            > Kagan, a dlaczego uważasz, że My Polacy mamy małpować głupoty innych.
            Dlaczego
            > nie przychodzi Ci na myśl żądać uczciwej, jasnej i prostej, dlatego
            zrozumiałej
            >
            > w wszystkich - zasady, że wygrywa ten kto uzyskał najwięcej głosów, w Twoim
            > przykładzie Iksiński.
            >
            > To, co podałeś jako przykład z Australii, jest najzwyklejszą manipulacją
            > wyborczą, ponieważ gdyby powtórzono wybory to wyborcy Zetkiewicza mogliby
            > zagłosować inaczej, tj. niezgodnie z wolą tegoż Zetkiewicza.
            >
            > Twój przykład jest tylko potwierdzeniem tego, że jedynie JOW z prostym
            > liczeniem głosów jest właściwy, a nie zły tylko dlatego, że w Australii
            układy
            > wymyśliły sposób na oszukanie wyborców, aby utrzymać się u władzy.
            >
            > Ale na to oszustwo jest prosta rada, a mianowicie proste liczenie głosów i
            kto
            > ma więcej ten wygrywa.
            >
            • Gość: Kagan Re: Otóż to!!!!!!! IP: *.vic.bigpond.net.au 15.03.03, 02:58
              Gość portalu: luvdove napisał(a):
              To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej. W okregach jednomandatowych głosuje
              sie na konkretnego faceta/babkę-wygrywa ten, który będzie miał najwięcej głosów
              i to on wchodzi do parlamentu.
              Kagan: Niezupelnie. Zalozmy, ze: Iksinski - 40%, Ygrekowska -38%, Zetkiewicz -
              18%, Reszta kandydatow - 4%
              W systemie australijskim Zetkiewicz odpada od razu, ale oddaje swoje
              tzw. preferencje Ygrekowskiej, ktora wygrywa, mimo iz ma mniej
              glosow niz Iksinski...
              - Kagan, a dlaczego uważasz, że My Polacy mamy małpować głupoty innych.
              Dlaczego nie przychodzi Ci na myśl żądać uczciwej, jasnej i prostej, dlatego
              zrozumiałej w wszystkich - zasady, że wygrywa ten kto uzyskał najwięcej głosów,
              w Twoim przykładzie Iksiński.
              K: Bo Ixinski NIE ma poparcia nawet 50% tych, co oddali wazne glosy, czyli
              dobrze PONIZEJ polowy wyborcow w danym okregu!.
              Czyli, ze reprezntuje NIE wiekszosc, a MNIEJSZOSC! I czemu nie chesz tego
              prostego faktu zrozumiec?

              - To, co podałeś jako przykład z Australii, jest najzwyklejszą manipulacją
              wyborczą, ponieważ gdyby powtórzono wybory to wyborcy Zetkiewicza mogliby
              zagłosować inaczej, tj. niezgodnie z wolą tegoż Zetkiewicza.
              K: Oczywiscie. Sytuacja sie zmienia. Ale pamietaj, ze w Australii glosuje
              sie tak, zakalam, ze glosuje na Zetkiewicza:
              Zetkiewicz - preferencja 1
              Ygrekowska preferencja 2
              Iksinski preferencja 3,
              bo tak doradza glosowac Zetkiewicz (wl. jego partia). To NIE Zetkiewicz
              oddaje swe preferencje Ygrekowkiej, ale ci, co na niego glosuja...

              - Twój przykład jest tylko potwierdzeniem tego, że jedynie JOW z prostym
              liczeniem głosów jest właściwy, a nie zły tylko dlatego, że w Australii
              układy wymyśliły sposób na oszukanie wyborców, aby utrzymać się u władzy.
              K: NIE! Tu chodzi tylko o wybor kandydata, w sytuacji, gdy ZADEN z nich nie
              uzyskal ponad 50% oddanych glosow! A tak sie zdarza nader czesto, gdy
              sa 2-3 silne partie i kilku pomniejszych kandydatow. Czemu ktos, na kogo
              glosowalo ponizej 50% danego okregu, ma automatycznie wchodzic do
              parlamentu? Zauwaz, ze jakby Iksinski zdobyl 50.1% gloasow, to zostalby
              automatycznie poslem! Ake zdobyl MNIEJ niz polowe glosow!

              - Ale na to oszustwo jest prosta rada, a mianowicie proste liczenie głosów i
              kto ma więcej ten wygrywa.
              K: Nawet, jak mamy taka sytuacje:
              X 20%, Y 19%, Z 18%, reszta kandydatow 40% (3% glosow niewaznych,
              np. czyste albo poniszczone kartki), ale zaden z nich
              nie wiecej, niz 9% (polowa glosow Z-a)?
              Czemu X ma reprezentowac dany okreg, jesli nawet cwierc wyborcow
              na niego nie glosowala? Jaki bedzie mial on mandat? ZADEN!
      • Gość: stary byk Re: Coś ci sie pokręciło IP: *.imgw.pl 06.07.03, 20:56
        Gość portalu: luvdove napisał(a):

        > To jest prawda o ordynacji proporcjonalnej.
        > W okregach jednomandatowych głosuje sie na konkretnego faceta/babkę-wygrywa
        > ten, który będzie miał najwięcej głosów i to on wchodzi do parlamentu.

        No właśnie: startuje 10 kandydatów, 9 ma po 9.5% głosów, a 1 ma 13.5% i on
        zostaje posłem. Czyli ponad 80% wyborców nie ma swojego reprezentanta.
        Doświadvzenie (USA, UK) uczy, że w tym systemie rola partii (dużych) jest
        jeszcze bardziej znacząca.

        Po prostu na braki demokracji nie ma prostej recepty - jedyna, ale bardzo
        trudna to powszechna aktywność obywatelska, ale tego się w Polsce nie osiągnie
        szybko, może za 50 lat, jak dobrze pójdzie.
    • Gość: Karolinamen Borczyh i prawda IP: *.enterpol.pl 11.03.03, 17:02
      Przy założeniu, że okręgi są duże, a w danym kraju nie ma zasadniczych różnic
      politycznych między regionami (w Polsce np. nie ma, są mapy poparcia, ale nie
      ma zasadniczych różnic; pod tym względem, o ile się nie mylę, w Australii jest
      podobnie), to przy JOW parlament zawsze będzie całkowicie zdominowany przez 2,
      najwyżej 3 najsilniejsze partie. Ma to swoje plusy, zwłaszcza dla tych, którzy
      sądzą, że ludzie są w swojej przeważającej liczbie raczej mądrzy i dobrzy, co
      przełoży się na główne siły polityczne. Ja jestem bardziej sceptyczny co do
      świata w ogóle i człowieka w szczególności. Mniejsza reprezentatywność jest
      nieuniknionym minusem, sądzę, że efektem jest to, że najgorsze (liczne) i
      najlepsze (nieliczne) partie zostają poza systemem. Gdy jest odwrotnie i w
      proporcjonalnym, reprezentatywnym, bardziej rozdrobnionym układzie potężniejsze
      partie średniaków rządzą w koalicji ze szkodliwym badziewiem, to wcale nieźle,
      bo wchodząc w taką koalicję pokazują swoją prawdziwą twarz. Gdy szkodliwe
      badziewie pozostaje w opozycji, jego agresywne czepianie się zwiększa kontrolę
      nad władzą, a cenne tajemnice państwa (oby nieliczne, państwo winno być
      transparentne!) rząd zawsze może zachować. Ordynacja, którą popieram, ułatwi
      dostanie się do sejmu sprawiedliwych kontestatorów. Ordynacja, którą popierają
      moi oponenci, zasiedli dumę/parlament (i jak jeszcze nazwiecie te maszyne
      społeczną) samymi serdecznymi samcami alfa (płci obojga), którzy każdemu
      powiedzą coś mu odpowiadającego wiedząc, że większość nie dba o koherencję (lub
      nawet nie zastanawiając się nad tym). Gorsza wizja, okropna trochę, choć
      przyznaję, że w praktyce sprawdza się to nieźle w paru miejscach, ale kto
      przekona, że w tych miejscach nie mogłoby być lepiej.
      • Gość: Kolinkertiz Dodatek: o odwołaniach IP: *.enterpol.pl 11.03.03, 18:10
        Prawidłowy system powinien byc uzupełniony przepisami (i w razie potrzeby
        praktyką) odwołania parlamentarzysty, ale nie przez między-wyborami wyborców,
        którzy - dobrze jak się fatygują we właściwym terminie, lecz przez sam
        parlament na zasadzie podobnej do pozbawiania immunitetu lub podobnej do
        odwołania Leppera z wicemarszałka. Tego typu przepisy powinny być
        rygorystyczne, określać ciężar zarzutów i ich konieczną mnogość - pojedynczą
        sprawę można zawsze spreparować. Nie chodzi tu o jakiegoś recydywistę w sensie
        kryminal, taki siedzi, ale nie w ławach, a jeśli w ławach poselskich, to żadna
        ordynacja nie pomoże. Wystarczy, że ktoś jest notorycznym nieodpowiedzialnym
        oszczercą, nie zgłasza przestępstw, o których ma wiedzę, prokuratorowi,
        notorycznie dezorganizuje obrady, itd. Z mocy prawa debata w takiej sprawie
        powinna mieć pierszeństwo w prezentowaniu jej ogółowi.
        Skład po pozbawieniu mandatu w żadnym razie nie powinien być uzupełniany
        pomniejszym głupkiem z listy, z której wszedł wyrzucony. W "moim"
        proporcjonalnym parlamencie są posłowie z małą liczbą głosów. Uzupełniać się
        powinno kandydatem WYLOSOWANYM z 10 osób, które w całym kraju uzyskały
        NAJWIĘCEJ głosów, a nie weszły (to znaczy którymś z przegranych, który miał
        bardzo wysokie poparcie) - całkowicie niezależnie od tego, jak małe lub jak
        duże poparcie uzyskał komitet, ktory go wystawił.
        • Gość: Kagan Re: Dodatek: o odwołaniach IP: *.vic.bigpond.net.au 12.03.03, 06:05
          W twoim systemie, przy JOW, partia czy koalicja rzadzaca, majaca wiekszosc
          glosow w parlamencie, mogla by pozbawic mandatu kazdego posla opozycji,
          na podstawie sfabrykowanych materialow (proces sadowy ciagnie sie w takich
          sprawach miesiacami, jak nie latami, i nawet jaki taki nieslusznie posadzony
          posel wygra, to juz jest po piwie...). Czytales jakie triki uzywa rzad w
          parlamencie autraljskim, aby odebrac glos poslom opozycji ("knebel"
          i "gilotyna"), teraz premier (gabinet, rzad) mialby do dyspozycji jeszcze
          usuniecie posla opozycji z parlamentu... To jeszcze gorsza parodia
          demokracji niz za PRLu... :(

          Gość portalu: Kolinkertiz napisał(a):
          > Prawidłowy system powinien byc uzupełniony przepisami (i w razie potrzeby
          > praktyką) odwołania parlamentarzysty, ale nie przez między-wyborami wyborców,
          > którzy - dobrze jak się fatygują we właściwym terminie, lecz przez sam
          > parlament na zasadzie podobnej do pozbawiania immunitetu lub podobnej do
          > odwołania Leppera z wicemarszałka. Tego typu przepisy powinny być
          > rygorystyczne, określać ciężar zarzutów i ich konieczną mnogość - pojedynczą
          > sprawę można zawsze spreparować. Nie chodzi tu o jakiegoś recydywistę w
          sensie
          > kryminal, taki siedzi, ale nie w ławach, a jeśli w ławach poselskich, to
          żadna
          > ordynacja nie pomoże. Wystarczy, że ktoś jest notorycznym nieodpowiedzialnym
          > oszczercą, nie zgłasza przestępstw, o których ma wiedzę, prokuratorowi,
          > notorycznie dezorganizuje obrady, itd. Z mocy prawa debata w takiej sprawie
          > powinna mieć pierszeństwo w prezentowaniu jej ogółowi.
          > Skład po pozbawieniu mandatu w żadnym razie nie powinien być uzupełniany
          > pomniejszym głupkiem z listy, z której wszedł wyrzucony. W "moim"
          > proporcjonalnym parlamencie są posłowie z małą liczbą głosów. Uzupełniać się
          > powinno kandydatem WYLOSOWANYM z 10 osób, które w całym kraju uzyskały
          > NAJWIĘCEJ głosów, a nie weszły (to znaczy którymś z przegranych, który miał
          > bardzo wysokie poparcie) - całkowicie niezależnie od tego, jak małe lub jak
          > duże poparcie uzyskał komitet, ktory go wystawił.
          K: A jak ten komitet sie rozpadl, to co?
          • Gość: Kolinkertiz Borczyh2: wrogom proporcjonalnej IP: *.enterpol.pl 12.03.03, 11:30
            1. Podnosicie przykład włoski, ale mafijno-korupcyjny system republiki 50-90
            został rozbity przez ludzi, których wyłonił ówczesny system polityczno-
            wyborczy, proces oczyszczania zawdzięcza niemało socjalistycznemu premierowi
            (Amato), który rządził, gdy proces ten miał największą dynamikę. Bardzo wątpię
            czy obecny prawicowy przywódca mediów, rządu i większości parlamentarnej jest
            prawym bohaterem bez skazy, a jego częściowo postkomunistyczna opozycji, to też
            więcej niż wątpliwy ideał. To poprzedni system doprowadził Włochy do grona
            najzamożniejszych krajów świata, a przyczyny tego, że równocześnie kraj ten tak
            długo miał różnorodne problemy (np. ze zorganizowaną przestępczością) nie mieć
            nic wspólnego z ordynacją proporcjonalną.
            2. Kontestatorzy proporcjonalnej są równocześnie kontestatorami SLD. I co wam
            daje system większościowy - w senacie jest i co? Władza ludowa pslsld i jej
            zbrojne ramię Lepper wprowadzili do senatu ponad 80 procent senatorów, wśród
            garstki pozostałych jest trochę całkowicie niezależnych, trochę oszołomów z
            poparcia LPR, w senacie występuje coś co należałoby nazwać opozycją szczątkową.
            Czy o to wam chodzi, żeby władza mogła wszystko, a opozycja i obywatele mogli
            tylko cicho popiskiwać?
            3. Mit odwoływania posłów przez wyborców jest z praktycznego punktu dziecinny,
            gdy ludziom nie chce się iść na prawdziwe wybory, do czego są podkręcani
            rozkręconą na cały kraj kampanią wielu wyborczych kampanii, to akurat wybiorą
            się organizować mikrowybory i odwoływać pojedynczego reprezentanta
            4. Z zasadniczego punktu widzenia: można mieć oczywiście inne spojrzenie na
            sprawę, ja uważam że wybrany do centralnego parlamentu powinien reprezentować
            na pierszym miejscu swoją najlepszą wiedzę o dobru kraju i swoje sumienie, na
            drugim miejscu program pod którym został wybrany, na 3. tych, którzy w
            określonym okręgu na niego głosowali i na ostatnim 4. przywódców swojego
            ugrupowania. W związku z tym nie widzę nic dobrego w tym, że trójka (być może
            podkręcona przez czwórkę) mogłaby odwołać reprezentanta być może za to, że
            głosuje on w zgodzie z jedynką.
          • Gość: Karolinamen Dodatek2: oodwołaniach (Kaganowi) IP: *.enterpol.pl 12.03.03, 12:19
            Może zmyliło Cie to, ze używam na przemian dwóch nicków, ale jestem za
            proporcjonalną (i to z niższymi niż w Polsce progami), a przeciw
            większościowej. Jedynie przy procedurze zastępowania reprezentanta odwołuję się
            do zasady największej ilości głosów na osobę i to w oderwaniu od jakiegokolwiek
            okręgu. Może zmyliło Cię to, że mówię o oddanych głosach na osobę. Nie wiem jak
            jest w Australii, ale w Polsce nie można poprzeć listy partyjnej inaczej niż
            głosując na osobę w okręgu, mimo to do sejmu jest proporcjonalna, tyle że z
            progami (dwoma: dla komitetu i dla komitetu zarejestrowanego jako koalicja).
            Odpowiem na pytanie, co by było, gdyby komitet się rozpadł. To w mojej
            koncepcji zastępowania nie ma żadnego znaczenia, że ktoś się przeniósł do innej
            partii lub partia mu się rozwiązała. Liczy się tylko to, że on żyje, w dalszym
            ciągu zgadza się być w parlamencie i zalicza się do 10, którzy w skali kraju
            dostali najwięcej głosów. Jest losowany 1 z 10.
            TA koncepcja służy do zastępowania również tych którzy sami zrezygnowali (jak w
            Polsce jakiś czas temu prezes firmy Budimex) lub zmarli. Wg obowiązującego
            prawa kto rezygnuje, jest zastępowany następnym w swoim okręgu i na swojej
            liście czyli kimś kto miał jeszcze mniejsze poparcie wyborców. Moja koncepcja
            służy do równoważenia właściwości ord. proporcjonalnej.
            Właściwa polemika. Czy chciałbyś aby prezydent USA był nieodwoływalny? (U
            Clintona proces odwoływania był zaawansowany, a jego oficjalnym rdzeniem było
            mijanie się z prawdą mikroskopijnie śmieszne w porównaniu z kłamstwami
            niektórych parlamentarzystów). Jeśli zgadzasz się, że prezydent (np. Polski czy
            USA) może być usunięty, to dlaczego nie można odwołać parlamentarzysty?
            Przecież zgadzamy się, że nie powinno się to odbywać metodą śródwyborów
            (referendalną). W Polsce strzałem zabija się byłego ministra, tak samo byłego
            głównego szefa policji. To już znacznie lepiej, żeby jakaś hipotetyczna
            skorumpowana większość parlamentarna odwołała wyjątkowo niepokornego posła, ale
            żeby żywy dalej mówił swoje poza sejmem. Czy w Australi "gilotyna" i "knebel"
            działają także na radio i prasę? Zgadzam się z Twoim oburzeniem w sprawie
            farmerów i cukru, ale w PRL gilotyna i knebel obowiązywały także radio iprasę,
            dlatego zestawianie tych dwóch "demokracji" jest więcej niż błędne - jest
            niestosowne
            • Gość: Kagan Re: Dodatek2: oodwołaniach (Kaganowi) IP: *.vic.bigpond.net.au 12.03.03, 14:10
              Gość portalu: Karolinamen napisał(a):
              Może zmyliło Cie to, ze używam na przemian dwóch nicków, ale jestem za
              proporcjonalną (i to z niższymi niż w Polsce progami), a przeciw
              większościowej. Jedynie przy procedurze zastępowania reprezentanta odwołuję się
              do zasady największej ilości głosów na osobę i to w oderwaniu od jakiegokolwiek
              okręgu. Może zmyliło Cię to, że mówię o oddanych głosach na osobę. Nie wiem jak
              jest w Australii, ale w Polsce nie można poprzeć listy partyjnej inaczej niż
              głosując na osobę w okręgu, mimo to do sejmu jest proporcjonalna, tyle że z
              progami (dwoma: dla komitetu i dla komitetu zarejestrowanego jako koalicja).
              Odpowiem na pytanie, co by było, gdyby komitet się rozpadł. To w mojej
              koncepcji zastępowania nie ma żadnego znaczenia, że ktoś się przeniósł do innej
              partii lub partia mu się rozwiązała. Liczy się tylko to, że on żyje, w dalszym
              ciągu zgadza się być w parlamencie i zalicza się do 10, którzy w skali kraju
              dostali najwięcej głosów. Jest losowany 1 z 10.
              TA koncepcja służy do zastępowania również tych którzy sami zrezygnowali (jak w
              Polsce jakiś czas temu prezes firmy Budimex) lub zmarli. Wg obowiązującego
              prawa kto rezygnuje, jest zastępowany następnym w swoim okręgu i na swojej
              liście czyli kimś kto miał jeszcze mniejsze poparcie wyborców. Moja koncepcja
              służy do równoważenia właściwości ord. proporcjonalnej.
              Właściwa polemika. Czy chciałbyś aby prezydent USA był nieodwoływalny? (U
              Clintona proces odwoływania był zaawansowany, a jego oficjalnym rdzeniem było
              mijanie się z prawdą mikroskopijnie śmieszne w porównaniu z kłamstwami
              niektórych parlamentarzystów). Jeśli zgadzasz się, że prezydent (np. Polski czy
              USA) może być usunięty, to dlaczego nie można odwołać parlamentarzysty?
              K: Uwazam, ze prezydenta czy posla moga odwolac tylko ci, co go wybrali.
              A wiec prezydenta tylko wiekszosc wyborcow w skali calego kraju, a posla
              wiekszosc wyborcow w jego okregu. A do tego potrzebne sa dwa glosowania:
              1. Referendum: czy chcecie odwolac dana osobe?
              2. Wybory: kto ma tego odwolanego zastapic?
              Inna procedura, to tylko zalatwianie osobistych porchunkow (jak to
              bylo w sprawie Clintona)...

              - Przecież zgadzamy się, że nie powinno się to odbywać metodą śródwyborów
              (referendalną). W Polsce strzałem zabija się byłego ministra, tak samo byłego
              głównego szefa policji. To już znacznie lepiej, żeby jakaś hipotetyczna
              skorumpowana większość parlamentarna odwołała wyjątkowo niepokornego posła, ale
              żeby żywy dalej mówił swoje poza sejmem.
              K: W ten sposob mamy koniec demokracji, bo rzad, dysponujacy wiekszoscia
              glosow, moglby usunac z parlamentu praktycznie wszystkich poslow opozycji...

              - Czy w Australi "gilotyna" i "knebel" działają także na radio i prasę?
              K: TAK! Prasa to tu jeden dziennik ogolnokrajowy THE AUSTRALIAN, i 1-2
              wieksze dzienniki na dany stan, z czego tylko jeden powazny (np. w
              Victorii THE AGE) i jedna rewolwerowka (HERALD-SUN). Radio opiera sie na
              doniesieniach agencyjnych. Stacje panstwowe sa de facto cenzorowane przez
              rzad, ktory je finasuje, a prywatne przez big biznes. Moze sa gdzies jakies
              w miare niezalezne stacje, ale maja b. maly zasieg i sa po prostu nudne,
              wiec nikt ich praktycznie nie slucha. TV to tez 2 kanaly panstwowe i 3
              prywatne, tez wlasnosc big biznesu. Niezalezny dziennikarz nie ma tu szans.
              To nie Londyn, gdzie sie ukazuje kilka konkurujacych z soba powaznych
              dziennikow...

              - Zgadzam się z Twoim oburzeniem w sprawie farmerów i cukru, ale w PRL gilotyna
              i knebel obowiązywały także radio i prasę, dlatego zestawianie tych dwóch
              "demokracji" jest więcej niż błędne - jest niestosowne
              K: Czyzby? Jak pisalem, media sa tu tez na uslugach klasy (elity)
              rzadzacej. Po prostu jest bariera finasowa: koszty zalozenia gazety
              sa tu olbrzymie. A zalozenie stacji radiowej czy TV wymaga licencji od
              rzadu... Telewizyjna jest tak droga, ze sa tylko 3 stacje komercyjne
              (nie liczac TV kablowej, ktora opiera sie glownie na imporcie
              programow, lacznie z BBC czy CNN)... Niezalezne glosy nie maja tu szans,
              pod tym wzgledem jest tu gorzej niz bylo za PRLu...

              • Gość: Karoli-NaMen Próbuję się odwoływać IP: *.enterpol.pl 12.03.03, 15:13
                "indris:Dlatego byłbym za wprowadzeniem JOW gdyby konieczną do tego zmiane
                Konstytucji uzupełnić o zasadę odwoływalności posłów.
                K: Kto i jak ma odwolac posla? Jak to sobie wyobrazasz, ile by takie
                odwolanie kosztowalo (rozumiem, ze musialo by byc referendum w danym
                okregu wyborczym i jesli by ono przeszlo, tez i wybory uzupelniajace
                w danym okregu). Kogo stac na takie luksusy? Na dodatek taki posel
                moglby sie odwolywac do sadow, np. ze oszczercza kampania zawazyla na
                wyniku referendum...
                I co wtedy? Kagan" (Re: Któż bez wad, godz. 5.51)

                i komu innemu:
                "K: Uwazam, ze prezydenta czy posla moga odwolac tylko ci, co go wybrali.
                A wiec prezydenta tylko wiekszosc wyborcow w skali calego kraju, a posla
                wiekszosc wyborcow w jego okregu. A do tego potrzebne sa dwa glosowania:
                1. Referendum: czy chcecie odwolac dana osobe?
                2. Wybory: kto ma tego odwolanego zastapic?
                Inna procedura, to tylko zalatwianie osobistych porchunkow (jak to
                bylo w sprawie Clintona)..." (Re: Dodatek2: oodwołaniach (Kaganowi), godz.
                14.10, dzień ten sam)

                Od siebie. Kagan, z polityką jest podobnie, jak na przykład z nauką. Załatwiają
                osobiste porachunki, zżera ich ambicja, a równocześnie poprzez te działania -
                może się zdarzyć, że zbliżają się do prawdy.
                Czy w Australii nie ma takich portali, jak ten w którym dyskutujemy, w którym
                Ty, Henryk Kreuz, indris, Ed mogą swobodnie wyrażać swoje poglądy? Wiesz, ze w
                PRL - nie ze względu na poziom techniki - było to niemożliwe. Czego się jeszcze
                dzisiaj dowiemy, że biednych w kapitalizmie Australijczyków nie stać na
                komputery? A może jest tak, że tylko wątek o nieistnienu jest NA SERIO?
                • Gość: Kagan Re: Próbuję się odwoływać IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.03, 01:41
                  Gość portalu: Karoli-NaMen napisał(a):
                  indris: Dlatego byłbym za wprowadzeniem JOW gdyby konieczną do tego zmiane
                  Konstytucji uzupełnić o zasadę odwoływalności posłów.
                  K: Kto i jak ma odwolac posla? Jak to sobie wyobrazasz, ile by takie
                  odwolanie kosztowalo (rozumiem, ze musialo by byc referendum w danym
                  okregu wyborczym i jesli by ono przeszlo, tez i wybory uzupelniajace
                  w danym okregu). Kogo stac na takie luksusy? Na dodatek taki posel
                  moglby sie odwolywac do sadow, np. ze oszczercza kampania zawazyla na
                  wyniku referendum...
                  I co wtedy? Kagan" (Re: Któż bez wad, godz. 5.51)
                  - i komu innemu - K: Uwazam, ze prezydenta czy posla moga odwolac tylko ci,
                  co go wybrali. A wiec prezydenta tylko wiekszosc wyborcow w skali calego
                  kraju, a posla wiekszosc wyborcow w jego okregu. A do tego potrzebne sa dwa
                  glosowania: 1. Referendum: czy chcecie odwolac dana osobe? 2. Wybory:
                  kto ma tego odwolanego zastapic? Inna procedura, to tylko zalatwianie
                  osobistych porchunkow (jak to bylo w sprawie Clintona)..."
                  (Re: Dodatek2: oodwołaniach (Kaganowi), godz. 14.10, dzień ten sam)
                  - Od siebie. Kagan, z polityką jest podobnie, jak na przykład z nauką.
                  Załatwiają osobiste porachunki, zżera ich ambicja, a równocześnie poprzez
                  te działania - może się zdarzyć, że zbliżają się do prawdy.
                  K: Moze czasem w nauce, ale prawie nigdy w polityce... :(

                  - Czy w Australii nie ma takich portali, jak ten w którym dyskutujemy,
                  w którym Ty, Henryk Kreuz, indris, Ed mogą swobodnie wyrażać swoje poglądy?
                  K: Pewnie i sa, ale jaki % ozow (kangurow) z nich korzysta, w porownaniu
                  do audiencji TV panstwowej (ABC), komercyjnej i wysokonakladowej prasy?
                  Jest tez tzw. talk back radio, ale jest ono komercyjne, moderowane i
                  opanowane przez prawicowych populistow...
                  Liczy sie dostep do mas, a nie male, exkluzywne fora dyskusyjne, o ktorych
                  ponad 90% zwyklych ludzi NIE ma najmniejszego pojecia...

                  -Wiesz, ze w PRL - nie ze względu na poziom techniki - było to niemożliwe.
                  K: Ludzie sie wtedy zbierali i dyskutowali. Pracowalem wtedy na SGPiSie
                  i IOZiDK na Wawelskiej. Jawnie krytykowalismy polityke rzadu w obecnosci
                  partyjniakow, i nikt nie wylecial z pracy (niektorzy mieli klopoty podczas
                  stanu wojennego, ale tez im wtedy zaproponowano inna prace, poza uczelnia
                  czy instytutem podleglym bezposrednio URM).

                  - Czego się jeszcze dzisiaj dowiemy, że biednych w kapitalizmie Australijczyków
                  nie stać na komputery? A może jest tak, że tylko wątek o nieistnienu jest NA
                  SERIO?
                  K: Australijczykow stac, dobry uzywany Pentium II z CD ROM mozna dostac
                  za mniej niz AUD 500.00 (ze wszystkim, tj, drukarka, monitorem itp.).
                  Tyle, ze wiekszosc uzywa komputera do gier, ogladania porno czy do
                  pracy, a NIE do szukania niezaleznych zrodel informacji. Za PRL tez byl
                  dostep do niezaleznych zrodel: "Wolna Europa", BBC, w Warszawie i wiekszych
                  miastach tez do pism zachodnich (jak kto znal jezyki obce), listy od
                  rodziny za granica, mozna bylo tez isc do ambasady po informacje, albo
                  tez do Britsh Council itp. itd...
              • Gość: Karoli-NaMen Próbuję się odwoływać - 2 IP: *.enterpol.pl 12.03.03, 22:24
                W "Próbuję się odwoływać" podałem przykład forum w gazeta.pl, teraz następny
                przykład. W Polsce jest portal, który się nazywa jawsieci. Byłem tam przed
                chwilą i na stronie, która jest jego pierwszą stroną (dostępną bez żadnego
                zagłebiania się) znalazłem następujące słowa: "Podczas wykładu z ambasadorem
                USA Christopherem Hillem na temat amerykańskiej polityki zagranicznej na
                Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego pięć osób stanęło na krzesłach i
                pokazało ambasadorowi gołe pomalowane tyłki, na których widniał napis "NO
                WAR"..."
                Mam podstawy sądzić, że słowa wielce charakterystyczne dla TEGO portalu i, by
                tak rzec, politycznie Tobie bliskie. Musze powiedzieć, że byłoby mi bardzo
                trudno uwierzyć, że to co możliwe do zrobienia w Polsce, jest strasznie trudne
                w Australii. Przecież prasa papierowa ustępuje TEGO TYPU mediom i nie można już
                wymigiwać się kosztami stworzenia gazety czy niemożliwością stworzenia
                telewizji. Teraz główny punkt polemiki:
                Jak ci, co wybierają w okręgu, mieliby rzekomo odwoływać posła (referendalnie),
                gdy obowiązywać by miała ordynacja proporcjonalna? To absurd, w tej ordynacji
                swoje miejsce w parlamencie zawdzięczają proporcji głosów w całym kraju, która
                przypada na ich komitet. Upraszczając: wszyscy kandydaci mniej popularnej
                partii, która znalazła się w parlamencie na powiedzmy czwartym miejscu, są w
                takim referendum całkowicie przegrani, a przy niewygórowanych założeniach
                (historycznie autentycznych) można coś podobnego powiedzieć również o
                większości posłow również partii, która weszła z największym poparciem.
                • Gość: Kagan Re: Próbuję się odwoływać - 2 IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.03, 01:28
                  Gość portalu: Karoli-NaMen napisał(a):
                  W "Próbuję się odwoływać" podałem przykład forum w gazeta.pl, teraz następny
                  przykład. W Polsce jest portal, który się nazywa jawsieci. Byłem tam przed
                  chwilą i na stronie, która jest jego pierwszą stroną (dostępną bez żadnego
                  zagłebiania się) znalazłem następujące słowa: "Podczas wykładu z ambasadorem
                  USA Christopherem Hillem na temat amerykańskiej polityki zagranicznej na
                  Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego pięć osób stanęło na krzesłach i
                  pokazało ambasadorowi gołe pomalowane tyłki, na których widniał napis "NO
                  WAR"..."
                  K: Bardzo ciekawy i odwazny gest... Podoba mi sie to!

                  - Mam podstawy sądzić, że słowa wielce charakterystyczne dla TEGO portalu i, by
                  tak rzec, politycznie Tobie bliskie. Musze powiedzieć, że byłoby mi bardzo
                  trudno uwierzyć, że to co możliwe do zrobienia w Polsce, jest strasznie trudne
                  w Australii. Przecież prasa papierowa ustępuje TEGO TYPU mediom i nie można już
                  wymigiwać się kosztami stworzenia gazety czy niemożliwością stworzenia
                  telewizji.
                  K: Ile osob oglada takie portale, a ile oglada TV komercyjna czy czyta
                  gazety typu "mainsttream"? Za komuny tez byly tolerowane malonakladowe pisma
                  katolickie, lacznie z "Tygodnikiem Powszechnym", ale kto mial do nich
                  dostep? Malutka garstka porownujac do Dziennika TV...
                  I nawet prowadzenie takiego "niezaleznego" poratlu wymaga dobrych komputerow,
                  szybkiego dostepu do sieci, oprogramowania i ludzi... czyli PIENIEDZY!

                  - Teraz główny punkt polemiki: Jak ci, co wybierają w okręgu, mieliby rzekomo
                  odwoływać posła (referendalnie), gdy obowiązywać by miała ordynacja
                  proporcjonalna? To absurd, w tej ordynacji swoje miejsce w parlamencie
                  zawdzięczają proporcji głosów w całym kraju, która przypada na ich komitet.
                  K: I slusznie, bo wtedy KAZDY glos sie liczy, a nie, jak w Australii, ze
                  ponad 10% glosuje na "Democrats", ale nie maja nikogo w odpowiedniku sejmu?
                  Zreszta, jak pisalem, odwolanie posla jest niemozliwe, bo droga wyborow i
                  referendum jest zbyt kosztowne, i zaloze sie, ze poszlo by na takie extra
                  wybory mniej niz 50% wyborcow, wiec bylaby to znow parodia demokracji,
                  a przez sejm, to wiadomo: rzad udupilby kazdego niewygodnego posla
                  opozycji...

                  - Upraszczając: wszyscy kandydaci mniej popularnej partii, która znalazła się w
                  parlamencie na powiedzmy czwartym miejscu, są w takim referendum całkowicie
                  przegrani, a przy niewygórowanych założeniach (historycznie autentycznych)
                  można coś podobnego powiedzieć również o większości posłow również partii,
                  która weszła z największym poparciem.
                  K: Jak pisalem, takie referendum i ponowne wybory bylyby zbyt kosztowne,
                  i malo kto by na nie poszedl, chyba, ze jak za komuny czy w Australii,
                  udzial w glosowaniu bylby obowiazkowy (PRL de facto, Australia de jure)...
                  Pozdr.
                  Kagan
                  • kolargol Re: Próbuję się odwoływać - 2 13.03.03, 01:44
                    A jak to wszystko sie ma Kagan do twojego wyjazdu na Bialorus?
                  • Gość: feran Re: Próbuję się odwoływać - 2 IP: *.txucom.net 13.03.03, 06:20
                    Wydaje mi sie ,ze dyskusja staje sie za bardzo szczegolowa,takie dzielenie
                    wlosa na czworo..Co ma za znaczenia czy poslow jest 500 czy 250,czy
                    reprezentuja 59% czy 75%
                    Z definicjii 10% kazdego spoleczenstwa jest uposledzona umyslowo,chora
                    psychicznie i itak nie bardzo rozumie o co chodzi.czesc ludzi mimo ze moglaby
                    to w ogole nie dba o glosowanie.

                    Czy nie myslicie ,ze Polska moglaby funkconowac w miare sprawnie w ogole bez
                    rzdau,rozmaitych rad i komisjii i agencji?
                    • Gość: Kagan Re: Próbuję się odwoływać - 2 IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.03, 10:15
                      Gość portalu: feran napisał(a):
                      (...)
                      Z definicjii 10% kazdego spoleczenstwa jest uposledzona umyslowo,chora
                      psychicznie i itak nie bardzo rozumie o co chodzi.czesc ludzi mimo ze moglaby
                      to w ogole nie dba o glosowanie.
                      K: Ciekawy poglad. Podobne argumenty uzywali komunisici tlumaczac, czemu
                      oni ukladaja takie, a nie listy kandydatow do sejmu...
    • Gość: Kolinkertiz Jak kupić ustawodawców? (Groza korupcji) IP: *.enterpol.pl 14.03.03, 14:38
      Jedną z podnoszonych zalet ordynacji większościowej (wraz z jej
      uszczegółowieniem, jakim są jednomandatowe okregi) jest zapobieganie
      rozdrobnieniu parlamentu. Skutki tego zapobiegania są następujące. Jeśli grupa
      najmniej nieuczciwych i najrozumniejszych wyborców ma jakąś partię - swojego
      pupila - to ugrupowanie to nie wejdzie, bo przecież zapobiegamy rozdrobnieniu.
      Efekt: łatwiej "bigwielkiej forsie" kupić zmiany w prawie.
      Zapomnijmy teraz o jakiejś tam "lepszej" części elektoratu, bo może ona nie
      mieć swojego pupila. Jeśli sejm nie jest rozdrobniony, ma dwu- lub
      trzyskładnikową strukturę większych klubów, to "bigwielkiej forsie" wystarczy
      przekupić decydentów tylko dwu klubów, by mieć efekt. Przy rozdrobnionym sejmie
      ryzyko natrafienia na "wariatów" (czyli nieoczekiwanie nieprzekupnych) robi się
      niebezpiecznie duże. Ci od jednomandatowych powiedzą: to my najmocniej
      rozdrobnimy sejm, trzeba by korumpować pojedynczego... Jasne, zabronić
      istnienia partii politycznych i pójścia z jednolitym programem w kraj,
      ewentualnie każdy poseł ma być kompetentny do każdej materii ustawowej. Mrzonki.


      Gość portalu: Kagan napisał:

      "odwolanie posla jest niemozliwe, bo droga wyborow i
      referendum jest zbyt kosztowne, i zaloze sie, ze poszlo by na takie extra
      wybory mniej niz 50% wyborcow, wiec bylaby to znow parodia demokracji,
      a przez sejm, to wiadomo: rzad udupilby kazdego niewygodnego posla
      opozycji..."

      Po co udupiać, jeśli ma się dużą większość? Że mówi? Dopiero się zainteresują
      tym, co mówi, jak zostanie usunięty. Z korzyścia dla demokracji byłoby
      natomiast czasami (wyobrażam sobie - nie w każdej kadencji!) usunąć osobnika,
      który dezorganizującymi zagrywkami i jednoznacznym brakiem rzetelności
      kompromituje, podgryza parlamentaryzm. A proponowane przeze mnie metody
      zastępowania również (lub może przede wszystkim) tych, którzy odeszli z innego
      powodu niż usunięcie, mają zagwarantować brak komfortu dla władzy i maksymalna
      demokratyczną reprezentatywność wraz z równoważeniem specyfiki ordynacji
      proporcjonalnej.
      Byłemparę razy na ul Wawelskiej ale nigdy nie zauważyłem tam IOZiDK.
      Pozdrawiam KAROLINATOR
      • Gość: Kagan Re: Jak kupić ustawodawców? (Groza korupcji) IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.03, 15:45
        Gość portalu: Kolinkertiz napisał(a):
        Byłemparę razy na ul Wawelskiej ale nigdy nie zauważyłem
        tam IOZiDK.
        K: Bo po raz kolejny zmienil nazwe, z CODKKAP, na
        IOZiDK, a teraz to jest chyba jaks Wyzsza Szkola
        Administracji czy cos podobnego. Kiedys w tym budynku
        miescila sie Wyzsza Szkola Sluzby Zagranicznej...
        Za okupacji zapewnie jakis urzad typu Gestapo...
        Czasy sie zmieniaja, szyldy na budynkach tez...

    • czubas Prawda, ze glosuje na kogo chce... 15.03.03, 05:25
      Przynajmniej glosuje sie na ludzi, a nie na partie.
      Dlatego wyborca ma wiecej do powiedzenia. W takiej sytuacji, niemozliwe byloby
      trwanie naszej Rzeczpospolitej Partyjnej.
      W okregach jednomandatowych mniejsze szanse mieliby zawodowi skompromitowani
      politycy, siedzacy w parlamencie od kilkunastu lat - czyli wiekszosc.
      • Gość: Kagan Re: Prawda, ze glosuje na kogo chce... IP: *.vic.bigpond.net.au 15.03.03, 07:37
        czubas napisał:
        Przynajmniej glosuje sie na ludzi, a nie na partie.
        K: Czyzby? Naprawde jestes w stanie poznac program
        kazdego kandydata (a czasem jest ich 5 czy 6)?
        Niestety, na kampanie wyborcza fundusze maja tylko duze,
        bogate partie, anie indywidualni kandydaci. JOW
        prowada do tego, ze w parlamencie pozostaja 2-3 wielkie
        partie, jak to jest w USA, W. Brytanii czy Australii,
        ktore sie tylko wzajemnie wymieniaja jako rzad czy
        opozycja. Korupcja wtedy kwitnie, bo pozycja wie, ze
        bedzie rzadem i na odwrot, tak, ze zawsze zawodowi
        politycy z wielkich partii beda u zloba, (tyle, ze rzad
        nieco blizej) i nie beda wiec pociagac do
        odpowiedzialnosci kolegow, wiedzac, ze sie z nimi
        niebawem zamienia miejscami...

        - Dlatego wyborca ma wiecej do powiedzenia.
        K: ??? Moze tylko zamienic partie bedaca u wladzy, jak w
        USA demokratow na republikanow (lub na odwrot), a w W.
        Brytanii z torysow na laborzystow (i odwrotnie), podobnie
        w Australii (tam torysi nazwaja sie liberalami)...
        A jak posel wejdzie do parlamentu, to glosuje jak mu
        przywodca partii kaze, bo inaczej wyrzuca go z partii, i
        nie bedzie muial szans ponownego wejscia do parlamentu...
        Oj, naiwniacy! Myslicie, ze zmiana ordynacji wyborczej na
        wiekszosciowa jest panaceum na bolaczki Polski, a to
        jest zupelnie odwrotnie. Jak "kuracja" Balcerowicza,
        takie "lekarstwo" jest gorsze od choroby, ktora ma
        leczyc...:(

        - W takiej sytuacji, niemozliwe byloby trwanie naszej
        Rzeczpospolitej Partyjnej.
        K: NIE! Powstala by RP DWUPARTYJNA, SLD contra cos w
        rodzaju PO, i by sie te dwa ugrupowania tylko zamienialy
        miejscami, a poslowie by glosowali, jak im fuehrer partii
        kaze, wiec sejm zamienilby sie, jak za PRLu, w maszynke
        do glosowania. Co za roznica, czy ustawa przechodzi
        automatycznie wiekszoscia 55%, czy 99%?

        - W okregach jednomandatowych mniejsze szanse mieliby
        zawodowi skompromitowani politycy, siedzacy w parlamencie
        od kilkunastu lat - czyli wiekszosc.
        K: Dopiero by sie dorwali do wladzy, wiedzac, ze
        reprezentujac duza partie, maja mandaty zapewnione na 100%
        (mowa o "gorze", czyli tych poslach, z pierwszych law,
        co maja tzw. bezpieczne okregi wyborcze, np. w Australii
        w bogatych dzielnicach zawsze wygrywaja liberalowie,
        w biednych laborzysci, tylko okregi srednie, ktorych jest
        zreszta coraz mniej, bo spolecznstwo sie polaryzuje,
        sa czasem nieprzewidywalne)... :(

      • Gość: Kolin-kertiz glosuje na kogo chce... IP: *.enterpol.pl 15.03.03, 12:27
        Ile masz lat? Głosowałeś? Ja popieram cechę proporcjonalnej ordynacji w Polsce
        polegającą na tym, że nie można poprzeć samej listy partyjnej - ważny jest
        tylko głos na określoną osobę. Jeśli ktoś ma pogląd, że tak trzeba, to zawsze
        może na liście wybrać takiego, który nigdy nie był w parlamencie. To właśnie
        nasze standardy dają tak duży wybór. Że naród woli odwrotnie, kupuje znane
        nazwiska, jest jego suwerennym wyborem, ale mnie zupełnie nie przeszkadza, gdy
        ktoś namawia: głosujcie na nowicjuszy.
        Mankament jest inny, próg poparcia, który uniemożliwia przedostawanie się do
        sejmu reprezentantów ugrupowań o mniejszym poparciu, pod tym względem ordynacja
        w Polsce-1991 była lepsza.
        Głoszenie JOW w wypadku niektórych polityków jest sposobem ugrania kapitału na
        tym, że większościowa ordynacja jest łatwiejsza do zrozumienia, prościej
        działa - można ją porównać do wyborów dyżurnego w szkole dla siedmiolatków,
        proporcjonalna jest czymś, co nie mieści się w głowach większości maluchów.

        (Szanuję prawo do prywatności uczestnika wymiany myśli na forum i pytania na
        samym początku można uważać za czysto retoryczne)
        • Gość: Kagan Re: glosuje na kogo chce... IP: *.vic.bigpond.net.au 17.03.03, 13:11
          Gość portalu: Kolin-kertiz napisał(a):
          Ile masz lat? Głosowałeś?
          K: Ponad 50. Glosowalem z przymusu w Polsce, w Australii na poczatku z
          entuzjazmem, dopoki sie nie zorientowalem, w oszustwie zwanym ordynacja
          wiekszosciowa...

          - Ja popieram cechę proporcjonalnej ordynacji w Polsce polegającą na tym, że
          nie można poprzeć samej listy partyjnej - ważny jest tylko głos na określoną
          osobę. Jeśli ktoś ma pogląd, że tak trzeba, to zawsze może na liście wybrać
          takiego, który nigdy nie był w parlamencie.
          K: Niestety, praktyka panstw z wiekszosciowa ordynacja jest taka, ze
          szanse maja tylko wielkie, bogte partie, ktore stac na reklame swych
          kandydatow. Zreszta glosujac na labor czy liberal wyborca wie, czego mniej
          wiecej mozna oczekiwac od danej partii, a glosowanie na nowo powstala partie
          X czy Y, to jak gra w totka...

          -To właśnie nasze standardy dają tak duży wybór. Że naród woli odwrotnie,
          kupuje znane nazwiska, jest jego suwerennym wyborem, ale mnie zupełnie nie
          przeszkadza, gdy ktoś namawia: głosujcie na nowicjuszy.
          K: Skad ten ktos wezmie pieniadze na kampanie wyborcza. I juz mielismy
          nowicjuszy w sejmie (solidaruchow), i zobacz co z tego wyszlo...

          - Mankament jest inny, próg poparcia, który uniemożliwia przedostawanie się do
          sejmu reprezentantów ugrupowań o mniejszym poparciu, pod tym względem ordynacja
          w Polsce-1991 była lepsza. Głoszenie JOW w wypadku niektórych polityków jest
          sposobem ugrania kapitału na tym, że większościowa ordynacja jest łatwiejsza do
          zrozumienia, prościej działa - można ją porównać do wyborów dyżurnego w szkole
          dla siedmiolatków, proporcjonalna jest czymś, co nie mieści się w głowach
          większości maluchów.
          K: Tu masz racje... Ale ordynacja wiekszciowa potrafi byc jeszcze trudniejsza,
          bo np. co zrobic, jak zaden z kandydatow nie przekroczy progu 50%?
          Czemu X ma wejsc z 19%, a nie Y z 18%, szczegolnie, ze Y-a popiera Z
          z 17% glosow?

          - (Szanuję prawo do prywatności uczestnika wymiany myśli na forum i pytania na
          samym początku można uważać za czysto retoryczne)
          K: Nie szkodzi. Mnie oczy otworzyla lata temu lektura ksiazki Dean Jaensch
          "The Politics of Australia" - systematyczny wyklad o wladzy gabinetu,
          a czesto nawet i tylko premiera nad parlamentem, o roli tzw. whips (dyscyplina
          partyjna), o kneblu i gilotynie, ktore uniemozliwiaja demokarcje w samym
          parlamencie...
          Polecam!
          Kagan
    • Gość: Kagan Prawda o jednomandatowych okregach wyborczych IP: *.vic.bigpond.net.au 17.03.03, 12:58
      Prowadza one, jak w Australii czy W. Brytanii do powstania
      systemu dwupartyjnego, w ktorym parlament zostal sprowadzony, jak sejm
      za PRLu, do roli maszynki do glosowania, (tzw. rubber stamp, czyli
      stempel) a pelnie wladzy mialby premier przy pomocy tzw. whips, ktorzy
      kontroluja poslow, aby przestrzegali dyscypliny partyjnej, czyli aby
      glosowali, jak im to kaze przywodca partii.
      Nie glosujesz jak partia ci kaze?
      Nie wejdziesz nastepnym razem do parlamentu, bo i skad wezmiesz
      fundusze na jakze kosztowna kampanie wyborcza?
    • Gość: myself WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.03, 13:07
      podatku!
      • Gość: Kagan Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.vic.bigpond.net.au 17.03.03, 13:23
        Gość portalu: myself napisał(a): podatku!
        K: To juz przerabialismy w XIX wieku (W. Brytania, Rosja, Australia).
        To sie nazywalo cenzus wyborczy, i prowadzilo do dyktatury
        oligarchii finasowej albo ziemianskiej, czyli do "demokracji"
        a la polska z XVII wieku...
        Jesli wszyscy obywatele mieli by zapewniona prace, i startowali
        z tego samego poziomu (bezwzgledny zakaz dziedziczenia po
        rodzicach czegokolwiek poza genami, taki sam dostep do oswiaty,
        niezaleznie od miejsca zamieszkania czy sytuacji majatkowej rodzicow),
        to moze by sie to sprawdzilo, w warunkach uczciwego funkcjonowania
        panstwa i biznesu. Ale inaczej, to sie obawiam, ze albo wladze by
        przejeli by po pewnym czasie potomkowie bogaczy, zawdzieczajacy
        swoj majatek nie sobie, ale rodzicom, albo ze znaleziono by
        sposob, np. placono by przed wyborami duzy podatek z zaciagnietego
        na ten cel dlugu, a pozniej zadano jego zwrotu (poslugujac sie
        przekupionymi przez siebie poslami i ministrami), motywjac to
        bledami w rozliczeniach... I tak do nastepnych wyborow...
        Kagan
        • Gość: kri Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.ze.tarnow.pl 17.03.03, 13:38
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: myself napisał(a): podatku!
          > K: To juz przerabialismy w XIX wieku (W. Brytania, Rosja, Australia).
          > To sie nazywalo cenzus wyborczy, i prowadzilo do dyktatury
          > oligarchii finasowej albo ziemianskiej, czyli do "demokracji"
          > a la polska z XVII wieku...
          > Jesli wszyscy obywatele mieli by zapewniona prace, i startowali
          > z tego samego poziomu (bezwzgledny zakaz dziedziczenia po
          > rodzicach czegokolwiek poza genami, taki sam dostep do oswiaty,
          > niezaleznie od miejsca zamieszkania czy sytuacji majatkowej rodzicow),
          > to moze by sie to sprawdzilo, w warunkach uczciwego funkcjonowania
          > panstwa i biznesu. Ale inaczej, to sie obawiam, ze albo wladze by
          > przejeli by po pewnym czasie potomkowie bogaczy, zawdzieczajacy
          > swoj majatek nie sobie, ale rodzicom, albo ze znaleziono by
          > sposob, np. placono by przed wyborami duzy podatek z zaciagnietego
          > na ten cel dlugu, a pozniej zadano jego zwrotu (poslugujac sie
          > przekupionymi przez siebie poslami i ministrami), motywjac to
          > bledami w rozliczeniach... I tak do nastepnych wyborow...
          > Kagan

          to sa detale i niekoniecznie ilosc "Vat" jest najwazniejsza.
          Lecz
          zasada: kto placi podatki - ten rzadzi, jest sluszna i chyba nie podlega
          dyskusji !
          (patrz na wszelkie partie wylacznie roszczeniowe)
          • Gość: Kagan Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 03:03
            Gość portalu: kri napisał(a):
            to sa detale i niekoniecznie ilosc "Vat" jest najwazniejsza.
            Lecz zasada: kto placi podatki - ten rzadzi, jest sluszna i chyba nie podlega
            dyskusji !
            K: W takim razie potomek Rotszylda moze objac w Polsce wladze
            peraktycznie absolutna, bo jak wykupi Polske i bedzie placic najwiekszy
            podatek, to, choc nie ma z Polska nic wspolnego, bedzie mial taka
            "sile glosu", ze bedzie mogl mainiowac siebie premierem i prezydentem w jednej
            osbie, i to dozywotnio (bo majac 2/3 glosow rowniez zmieni konstytucje)...
            A pozniej sobie oczywiscie odbije te zapalcone podatki z nawiazka, jak sie
            tylko dorwie do zlobu...
            pamietaj: Diabel siedzi w detalach...



      • Gość: kri Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.ze.tarnow.pl 17.03.03, 13:31
        Gość portalu: myself napisał(a):

        > podatku!

        wreszcie rozsadne, proste i sluszne stwierdzenie
        • Gość: Kagan Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 03:00
          Gość portalu: kri napisał(a):

          > Gość portalu: myself napisał(a):
          >
          > > podatku!
          >
          > wreszcie rozsadne, proste i sluszne stwierdzenie
          K: takie proste, niby rozsadne i jedynie sluszne twierdzenia
          podsuwali nam m. innymi tow. tow. Hitler i Stalin...
          • Gość: feran Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.txucom.net 18.03.03, 03:57
            Bogaci ludzie kupujacy wybory.

            Dosc normanlne i spotykane w USA.

            Pan Bloomberg,multimiliarder wydal ok 100 mln$ na kampanie wyborcza i zostal
            burmistrzem Nowego Jorku.Wydal wlasne pieniadze.Oczywiscie lwia czesc wydatkow
            to ogloszenia wyborcze w telewizjach.Nie potrzebowal tzw matching money z
            panstwowej komisji wyborczej;bo gdyby pieniadze wzial to bylyby limity jak duzo
            moze wziasc od jednej osoby;tylko 1000$ jest zezwolone od osoby.Nie wolno dac
            ani przyjac wiecej jak sie chce uzyskac pieniadze panstwowe na kampanie
            wyborcza.

            Nie ma limitu datkow jak sie daje na partie.To sa tzw soft money(czyli to co
            Rywin chcial od Michnika).W USA to normalka.To sa te obiady po 10 000$ za
            talerz a takze miliony dawane przez firmy czy instytucje np Zwiazek Prawnikow
            Procesowych daje miliony Demokratom aby ci przeprowadzali ustawy ktore
            umozliwiaja skarzenie lekarzy o blad w sztuce(bo lekarz zawsze kase ma).
            Zwiazek Lekarzy daje miliony (ale mniej niz prawnicy,bo lekarze to
            indywidualisci i nie lubia dzialac zbiorowo) partii Republikanskiej by
            ograniczyc wysokosc odszkodowan(czyli zmniejszyc kase prawnikom) bo w koncu nie
            bedzie kto mial odbierac porody czy leczec ofiary wypadkow( jak sie stalo w Las
            Vegas).

            Osoba ,ktora jest w stanie zebrac duzo forsy na partie jest bardzo przez partie
            ceniona i jak partia dojdzie do wladzy/Prezydent to jest/jak tego chce
            mianowana ambasadoerm np w Austrii czy tam Szwecji.Na najwazniejsze ambasadory
            to zwykle mianowani sa zawodowi.I tak to juz funkcjonuje setki lat.

            Czasami nawet jak sie ma wlasna ogromna forse to mozna wyborow nie wygrac;stala
            sie to pare lat temu w Kalifornii(kandydat na senatora wydal ok 90 mln$ a
            senatorem nie zostal i zona sie z nim rozwiodla bo chciala byc senatorowa).
            W tym roku w Texas kandydat na gubernatora wydal ok 100 mln$ wlasnych pieniedzy
            i dwa lata sciskania rak ,zebran i sciskania zasmarkanych(a smierdzacych)
            dzieci i wybory sromotnie przegral.Byl to potomek Meksykanow prawie
            miliarder;ale mial klopot bo Biali uwazali go za Meksykana i nie glosowali;a
            Meksykanie uwazali za Bialego(Anglo) i tez nie glosowaliZostalo po staremu,swoj
            chlop wygral-good old boy.
          • Gość: feran Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.txucom.net 18.03.03, 04:05
            Jak chyba wiecie w USA wszystko sie wybiera.

            Szefa policji miejskiej i powiatowej: czlonkow kuratorium,sedziow miejskich i
            powiatowych i wojewodzkich;prokoratorow powiatowych i
            stanowych;gubernatora/wojewode;rade biblioteki miejskiej i co tylko mozna
            wymyslec.

            Tak wiec na kazde stanowisko trzeba miec forse/kase by zostac wybranym.Sa
            dokladne wyliczenia ile trzeba miec by miec szanse wybrania.
            • Gość: Kagan Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 04:10
              Gość portalu: feran napisał(a):
              Jak chyba wiecie w USA wszystko sie wybiera.
              K: Stad ci glupawi szeryfowie, zadni zemsty i taniej
              popularnosci sedziowie, i polglowek-prezydent, bo kazdy
              amerykanin lubi sobie pomyslec, ze mimo iz glupawy, to
              tez moze zostac prezydentem USA, bo jak Busz mlodszy
              moze, to kazdy moze...

              F: Szefa policji miejskiej i powiatowej: czlonkow
              kuratorium,sedziow miejskich i powiatowych i
              wojewodzkich;prokoratorow powiatowych i
              stanowych;gubernatora/wojewode;rade biblioteki miejskiej
              i co tylko mozna wymyslec.
              Tak wiec na kazde stanowisko trzeba miec forse/kase by
              zostac wybranym.Sa dokladne wyliczenia ile trzeba miec by
              miec szanse wybrania.
              K: Oczywiscie. Im stanowisko intratniejsze, tym
              drozsze...

              To sie nazywa "demokracja amerykanska". ma tyle wspolnego
              z demokracja, co tzw. demokracja ludowa...
              • Gość: feran Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.txucom.net 18.03.03, 05:00
                Jakos USA trzyma sie i to dosc dobrze i ponad 200 lat to chyba jeszcze pare lat
                pociagnie.

                Bardzo podobny system istnial w Polsce w I Rzeczpospolitej,oczywiscie tylko dla
                szlachty ;ale istnial setki lat i dzialal.

                W I Rzeczpospolitej sedziow wybierano na Matki Boskiej Gromnicznej to jest w
                lutym.
                W takiej Rosji,Prusach,Austrii nic nie wybierano;calkowita wolna wola
                panujacego.

                Ojciec Fryderyka Wielkiego lal laska przechodniow Berlinczykow i sie darl"Wy
                sie nie powinniscie mnie bac,wy macie mnie kochac"
                • Gość: Kagan Re: WAGĄ GŁOSU POWINNA BYĆ SUMA ZAPŁACONEGO IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 11:03
                  Gość portalu: feran napisał(a):
                  Jakos USA trzyma sie i to dosc dobrze i ponad 200 lat to chyba jeszcze pare lat
                  pociagnie.
                  K: Bizancjum przetrwalo setki lat, 330 albo 395 (zalezy jak liczyc)
                  do 1453, czyli conajmniej 1058 lat, tyle, ze conajmniej od roku 1204 bylo
                  w stanie niemalze zupelnego upadku. Agonia tego cesarstwa trwala
                  conajmniej od XII do XV wieku, czyli dluzej niz cale istnienie USA!

                  F: Bardzo podobny system istnial w Polsce w I Rzeczpospolitej,oczywiscie tylko
                  dla szlachty ;ale istnial setki lat i dzialal.
                  K: I skonczyl sie rozbiorami...

                  F: W I Rzeczpospolitej sedziow wybierano na Matki Boskiej Gromnicznej to jest w
                  lutym. W takiej Rosji,Prusach,Austrii nic nie wybierano;calkowita wolna wola
                  panujacego.
                  K: Stad te panstwa pokonaly, i to bez wojny, pseudodemokratyczna Polske!

                  F: Ojciec Fryderyka Wielkiego lal laska przechodniow Berlinczykow i sie darl"Wy
                  sie nie powinniscie mnie bac,wy macie mnie kochac"
                  K: Ale za Fryderyka Wielkiego powstalo pierwsze na swiecie panstwo
                  prawa!
    • Gość: stary byk Re: Nie ma łatwych recept IP: *.imgw.pl 18.03.03, 11:31
      Nie ma łatwych recept na poprawę ustroju demokratycznego, jedyne naprawdę
      skuteczne lekarstwo to aktywność obywatelska - zaangażowanie w sprawy
      publiczne, a nie oczekiwanie, że "oni" za nas załatwią. Niestety, daleko nam do
      tego, przyznaję uczciwie, że nie jestem bez grzechu (lenistwo).
      Wiara w okręgi jednomandatowe przypomina wiarę w to, że gwałtowne obniżenie
      stóp procentowych NBP spowoduje automatycznie znaczny wzrost gospodarczy.
      • hkreuz Tyle i aż tyle, ale nie wszystko 18.03.03, 11:58
        Gość portalu: stary byk napisał(a):

        > Nie ma łatwych recept na poprawę ustroju demokratycznego, jedyne naprawdę
        > skuteczne lekarstwo to aktywność obywatelska - zaangażowanie w sprawy
        > publiczne, a nie oczekiwanie, że "oni" za nas załatwią. Niestety, daleko nam
        do
        >
        > tego, przyznaję uczciwie, że nie jestem bez grzechu (lenistwo).
        > Wiara w okręgi jednomandatowe przypomina wiarę w to, że gwałtowne obniżenie
        > stóp procentowych NBP spowoduje automatycznie znaczny wzrost gospodarczy.


        Oczywiście, że JOW nie rozwiąże wszystkich problemów, ale...
        Obecna - z roku na rok pogarszająca się - sytuacja jest faktem. Co jest tego
        przyczyną? Czy głupi Polacy, czy też głupi rządzący.
        Jeżeli rządzący, to znaczy, że nie powinni Oni nigdy mieć możliwości rządzenia
        krajem.
        A ponieważ dostają się na stołki dzięki ordynacji wyborczej, znaczy, że jest
        ona nieprawidłowa, ponieważ pozwala na dostanie się do sejmu ludziom
        niewłaściwym i eliminuje właściwych, którzy byliby w stanie poprowadzić Polaków
        do w stronę rozwoju, a nie upadku.
        A zatem doszliśmy do Ordynacji Wyborczej, że to ona jest winna temu, co jest,
        tj. pogarszania się sytuacji z roku na rok.
        Logiczny z tego wniosek, że Ordynacja jest zła, a zatem należy ją zmienić na
        taką, która uruchomi mechanizm pozytywnej selekcji przy wyłanianiu elity
        politycznej.
        Tyle i aż tyle, ale nie wszystko, co jest oczywiste.
        • Gość: Kagan Re: Tyle i aż tyle, ale nie wszystko IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 13:08
          Gość portalu: stary byk napisał(a): Nie ma łatwych recept na poprawę ustroju
          demokratycznego, jedyne naprawdę skuteczne lekarstwo to aktywność obywatelska -
          zaangażowanie w sprawy publiczne, a nie oczekiwanie, że "oni" za nas załatwią.
          K: Zaangazowanie w sprawy publicznie moze sie okazac niebezpieczne, np. nazwa
          ciebie terrorysta czy innym "wrogiem demokracji", jak sie nie zgadzasz z
          "jedynie sluszna linia", czyli linia ustalana w Waszyngtonie i Tel Aviv...

          - Niestety, daleko nam do tego, przyznaję uczciwie, że nie jestem bez grzechu
          (lenistwo). Wiara w okręgi jednomandatowe przypomina wiarę w to, że gwałtowne
          obniżenie stóp procentowych NBP spowoduje automatycznie znaczny wzrost
          gospodarczy.
          K: Obnizenie % moze dac konkretne wyniki, ale zmiana systemu wyborczego w
          obliczu glebokiego kryzyzsu gospodarczo-spolecznego to jak malowanie
          zardzewialego samochodu - rdza i tak zaraz wyjdzie spod nowiutkiego lakieru...
          Nam jest zas potrzebny ekwiwalent odrdzewienia, czyli pozbycia sie agentury
          amerykansko-zydowskiej z wladz RP, a nie zmiana ordynacji wyborczej na taka,
          ktora da jeszcze wieksza przewage najsilniejszej partii, czyli w Polsce
          wlasnie SLD! Prawica polska calkiem juz postradala zmysly, i kopie pod
          sama soba dolki...

          hkreuz napisał: Oczywiście, że JOW nie rozwiąże wszystkich problemów, ale...
          Obecna - z roku na rok pogarszająca się - sytuacja jest faktem. Co jest tego
          przyczyną? Czy głupi Polacy, czy też głupi rządzący.
          Jeżeli rządzący, to znaczy, że nie powinni Oni nigdy mieć możliwości rządzenia
          krajem. A ponieważ dostają się na stołki dzięki ordynacji wyborczej, znaczy, że
          jest ona nieprawidłowa, ponieważ pozwala na dostanie się do sejmu ludziom
          niewłaściwym i eliminuje właściwych, którzy byliby w stanie poprowadzić Polaków
          do w stronę rozwoju, a nie upadku.
          K: Juz ci tlumaczylem, ze w systemie JOW SLD mialo by jeszcze wieksza
          przewage w parlamencie! Ordynacja wiekszosciowa, czyli JOW preferuje bowiem
          z definicji duze, bogate partie, jak to widac w de facto dwupartyjnych USA,
          W. Brytanii czy w Australii! Uczmy sie na bledach innych, a nie powtarzajmy
          ich!

          - A zatem doszliśmy do Ordynacji Wyborczej, że to ona jest winna temu, co jest,
          tj. pogarszania się sytuacji z roku na rok.
          K: NIE! Nie doszlismy! Tak sie tylko tobie wydaje! To nie ordynacja winna,
          a system, czyli proba budowy kapitalizmu w kraju bez kapitalu, czyli metoda
          bolszewicka. Pamietaj, we Francji, W. Brytanii, Italii czy USA kapital
          powstal o wiele wczesniej niz kapitalizm!

          - Logiczny z tego wniosek, że Ordynacja jest zła, a zatem należy ją zmienić na
          taką, która uruchomi mechanizm pozytywnej selekcji przy wyłanianiu elity
          politycznej.
          K: Wyciagasz pseudologiczne wnioski z blednych przeslanek. JOW w takiej
          Australii doprowadzily do absolutnej niemal korupcji elity wladzy.
          Ponad 70% spoleczenstwa Australii jest np. przeciwko wojnie, a rzad robi
          i tak swoje wysylajac wojsko do Iraku. JOW preferuja bogatych kandydatow,
          najlepiej z bogatych, dobrzez zorganizowanych partii, a wiec sa
          z zalozenia niedemokratyczne! Chcesz permanentnych rzadow oligarchii
          finansowej i kupowania sobie miejsca w parlamencie? JOW do tego wlasnie
          prowadza, najlepszy przyklad to USA...
          • hkreuz Re: Tyle i aż tyle, ale nie wszystko 18.03.03, 13:32
            Widzisz Kaganie, ja też wiele razy pisałem, że ordynacja której bronisz pozwala
            na to, że gość na którego głosowało 300 wyborców wygrywa z tym, który otrzymał
            30 000 głosów wyborców. I nigdy nie napisałeś, dlaczego uważasz, że 300 jest
            większe od 30 000. Jeżeli udowodnisz to, to przysięgam, że już nigdy więcej nie
            zajmę swego osobistego stanowiska tylko będę powtarzał Twoje. Staniesz się dla
            mnie wyrocznią. Dotychczas jednak uważam Ciebie za zwykłego krętacza i padalca,
            mającego osobisty interes w utrzymaniu obecnego stanu państwa polskiego.
            • Gość: Kagan Re: Tyle i aż tyle, ale nie wszystko IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 23:45
              hkreuz napisał: Widzisz Kaganie, ja też wiele razy pisałem, że ordynacja
              której bronisz pozwala na to, że gość na którego głosowało 300 wyborców wygrywa
              z tym, który otrzymał 30 000 głosów wyborców. I nigdy nie napisałeś, dlaczego
              uważasz, że 300 jest większe od 30 000. Jeżeli udowodnisz to, to przysięgam, że
              już nigdy więcej nie zajmę swego osobistego stanowiska tylko będę powtarzał
              Twoje. Staniesz się dla mnie wyrocznią. Dotychczas jednak uważam Ciebie za
              zwykłego krętacza i padalca, mającego osobisty interes w utrzymaniu obecnego
              stanu państwa polskiego.
              K: We wspolczesnych panstwach wybiera sie partie (koalicje) a nie
              indywidualnych poslow. Co, tak naprawde, wyborcy wiedza o Ixinskim
              czy Ygrekowskim? Nic! Co innego, gdy Ixinski albo Ygrekowski
              reprezebtuje parie A albo B, ktorej program dociera do wyborcow podczas
              kampanii wyborczej. Przeciez tak naprawde to glosuje sie na przywodcow
              partii politycznych, a nie konkretnych kansydatow, o ktorych zadko kto z
              wyborcow cos wie.
              Wyjatki to sa znani politycy, ale ilu ich jest w Sejmie? Nie wiecej niz
              10%, reszta pozostaje anonimowa, i glosuje, jak im to kaze przywodca
              partii. Rozlamy, takie jak w brytyjskiej labour party zdarzaja sie nader
              zadko - na ogol cala partia glosuje blokiem. Stad nie jest wazne, czy do
              sejmu wszedl X z 300 glosami, a nie wszedl Y z 3 tysiacami, ale aby
              poszczegolne partie uzyskaly ilosc mandatow proporcjonalna do ich poparcia
              w skali, powiedzmy, conajmniej regionu (obecnego wojewodztwa). A na te
              pardoksy, o ktorych piszesz, rada jest prosta: wystarczy ustalic minimum
              glosow niezbednych do wyboru posla (np. tysiac), i drugie minimum, np. 10
              tysiecy, po przekroczeniu ktorego posel wchodzi automatycznie do sejmu.
              Chodzi o to, aby sejm byl odbiciem spoleczenstwa, i aby kazdy glos sie
              liczyl podobnie, czyli, aby mozna bylo zostac poslem tylko na podstawie
              jakiejs istotnej ilosci glosow. Ordynacja proporcjonalna nie jest idealem,
              wymaga dopracowania, ale jest na pweno bardziej demokratyczna niz
              wiekszosciowa, ktora faworyzuje duze partie, a wiec w Polsce wlasnie SLD!
              Czyzbys chcial jeszcze silniejszego SLD?
          • Gość: stary byk Re: Tyle i aż tyle, ale nie wszystko IP: *.imgw.pl 08.07.03, 09:34
            Gość portalu: Kagan napisał(a):

            > Gość portalu: stary byk napisał(a): Nie ma łatwych recept na poprawę ustroju
            > demokratycznego, jedyne naprawdę skuteczne lekarstwo to aktywność
            obywatelska -
            >
            > zaangażowanie w sprawy publiczne, a nie oczekiwanie, że "oni" za nas
            załatwią.
            > K: Zaangazowanie w sprawy publicznie moze sie okazac niebezpieczne, np. nazwa
            > ciebie terrorysta czy innym "wrogiem demokracji", jak sie nie zgadzasz z
            > "jedynie sluszna linia", czyli linia ustalana w Waszyngtonie i Tel Aviv...
            >

            Kto się boi ryzyka, zysku nie ogląda. Ale z tym niebezpieczeństwem to jednak
            przesada (no może w Australii jest inaczej), a już powoływanie się na "linię
            Tel Avivu" to zwykła paranoja.


            > - Niestety, daleko nam do tego, przyznaję uczciwie, że nie jestem bez grzechu
            > (lenistwo). Wiara w okręgi jednomandatowe przypomina wiarę w to, że gwałtowne
            > obniżenie stóp procentowych NBP spowoduje automatycznie znaczny wzrost
            > gospodarczy.


            > K: Obnizenie % moze dac konkretne wyniki, ale zmiana systemu wyborczego w
            > obliczu glebokiego kryzyzsu gospodarczo-spolecznego to jak malowanie
            > zardzewialego samochodu - rdza i tak zaraz wyjdzie spod nowiutkiego
            lakieru...

            Przecież już obniżono znacznie i wielokrotnie i coś to dało? Owszem, nie bardzo
            opłaca się oszczędzać!

            Z tym głębokim kryzysem to też gruba przesada (no może w Australii).
            Jeśli porównać Polskę z innymi dawnymi krajami soc, to radzimy sobie nieźle, a
            może nawet najlepiej ze wszystkich. Oczywiście nie ma raju (w Australii też
            chyba nie!), owszem jest korupcja i skandale, ale gdzie ich nie ma. Owszem jest
            stagnacja (ale ogólnoświatowa), jednak w Polsce w ciągu tych 14 lat poziom
            życia się wyraźnie poprawił (liczba samochodów, anten satelitarnych, wideo,
            znacznie zdrowsze odżywianie itd itp), wzrosła wyraźnie długość życia, spadła
            śmiertelność niemowląt, liczba studentów wzrosła czterokrotnie!! Wygląd miast a
            nawet wsi zaczyna przypominać cywilizowane strony. I jak tu mówić o głębokim
            kryzysie?

            > Nam jest zas potrzebny ekwiwalent odrdzewienia, czyli pozbycia sie agentury
            > amerykansko-zydowskiej z wladz RP, a nie zmiana ordynacji wyborczej na taka,
            > ktora da jeszcze wieksza przewage najsilniejszej partii, czyli w Polsce
            > wlasnie SLD! Prawica polska calkiem juz postradala zmysly, i kopie pod
            > sama soba dolki...

            Wiara w agenturę to zwykły idiotyzm. Przeglądam też forum na rosyjskiej gazecie
            i tam też cały świat spiskuje przeciw Rosji!
            Co do zmain ordynacji widzę, że się zgadzamy, a co do prawicy jak najbardziej.


            >
            > hkreuz napisał: Oczywiście, że JOW nie rozwiąże wszystkich problemów, ale...
            > Obecna - z roku na rok pogarszająca się - sytuacja jest faktem. Co jest tego
            > przyczyną? Czy głupi Polacy, czy też głupi rządzący.
            > Jeżeli rządzący, to znaczy, że nie powinni Oni nigdy mieć możliwości
            rządzenia
            > krajem. A ponieważ dostają się na stołki dzięki ordynacji wyborczej, znaczy,
            że
            >
            > jest ona nieprawidłowa, ponieważ pozwala na dostanie się do sejmu ludziom
            > niewłaściwym i eliminuje właściwych, którzy byliby w stanie poprowadzić
            Polaków
            > do w stronę rozwoju, a nie upadku.
            > K: Juz ci tlumaczylem, ze w systemie JOW SLD mialo by jeszcze wieksza
            > przewage w parlamencie! Ordynacja wiekszosciowa, czyli JOW preferuje bowiem
            > z definicji duze, bogate partie, jak to widac w de facto dwupartyjnych USA,
            > W. Brytanii czy w Australii! Uczmy sie na bledach innych, a nie powtarzajmy
            > ich!
            >
            > - A zatem doszliśmy do Ordynacji Wyborczej, że to ona jest winna temu, co
            jest,
            >
            > tj. pogarszania się sytuacji z roku na rok.
            > K: NIE! Nie doszlismy! Tak sie tylko tobie wydaje! To nie ordynacja winna,
            > a system, czyli proba budowy kapitalizmu w kraju bez kapitalu, czyli metoda
            > bolszewicka. Pamietaj, we Francji, W. Brytanii, Italii czy USA kapital
            > powstal o wiele wczesniej niz kapitalizm!
            >

            Re: stary byk: Owszem nie ordynacja, ale i nie "metoda bolszewicka", bo to
            bezsens, ale brak tradycji dziełalności obywatelskiej.

            > - Logiczny z tego wniosek, że Ordynacja jest zła, a zatem należy ją zmienić
            na
            > taką, która uruchomi mechanizm pozytywnej selekcji przy wyłanianiu elity
            > politycznej.
            > K: Wyciagasz pseudologiczne wnioski z blednych przeslanek. JOW w takiej
            > Australii doprowadzily do absolutnej niemal korupcji elity wladzy.
            > Ponad 70% spoleczenstwa Australii jest np. przeciwko wojnie, a rzad robi
            > i tak swoje wysylajac wojsko do Iraku. JOW preferuja bogatych kandydatow,
            > najlepiej z bogatych, dobrzez zorganizowanych partii, a wiec sa
            > z zalozenia niedemokratyczne! Chcesz permanentnych rzadow oligarchii
            > finansowej i kupowania sobie miejsca w parlamencie? JOW do tego wlasnie
            > prowadza, najlepszy przyklad to USA...

            Tutaj zgadzam się z Kaganem. Stary byk.

            A zasadniczo: nie ma prostych recept na różne bolączki, jedyna recepta to
            wieloletnia (może wielowiekowa) wytrwała praca i reformy.

      • Gość: kolin-kertiz Nie ma łatwych recept? Niestety są. IP: *.enterpol.pl 20.03.03, 20:20
        Niestety są i powodują dekoncentrację elektoratu. Stary byk ma sporo racji -
        trudno o to by proste recepty coś załatwiły. A TA recepta nie ma wiele sensu.
        Ma doprowadzić do znacznego ograniczenia wyboru w sytuacji gdy jakość klasy
        politycznej w Polsce jest marna i i tak nie bardzo jest z kogo wybrać!!! JOW
        prowadzą do tego, że komitet w okręgu wystawia jednego kandydata, zamiast całej
        listy. A więc 11 komitetów przy jednomandatowych okregach wyborczych wystawi
        jedenastu kandydatów. Przy wyborach odbywających się na zasadzie ordynacji
        proporcjonalnej tych 11 komitetów może wystawić około stu dziesięciu
        kandydatów - dziesięć razy większa szansa, że wśród kandydatów znajdzie się
        ktoś kto będzie godny zaufania, potencjalny wartościowy parlamentarzysta!!!
        Jeśli jest w ogóle jest możliwe(?), że wszyscy kandydaci w danym okręgu są
        nieuczciwymi karierowiczami, to szansa na to rośnie dziesięciokrotnie, gdy jest
        ich jedenastu, a nie np stu dziesięciu.
        "pozwala na to, że gość na którego głosowało 300 wyborców wygrywa z tym, który
        otrzymał 30 000 głosów wyborców" - ktoś tam pisze. Tylko wtedy, gdy w skali
        kraju ugrupowanie tego z "30 000" uzyskuje dużo mniejsze poparcie niż
        ugrupowanie tego, co to dostał tylko "300", a zwłaszcza w sytuacji gdy
        proporcjonalna ordynacja ma "na wyposażeniu" progi, które nie dopuszczają mniej
        popularnych (gorszych? ale równie możliwe, że właśnie lepszych!) ugrupowań.
        Bądźmy zatem za proporcjonalną, która, o ile nasze preferencje nie będą
        skrajnie egzotyczne i ekscentryczne, zagwarantuje nam, że nasze głosy znajdą
        odbicie w wyniku wyborów. Czym może zagrozić wprowadzana bez opamiętania
        większościowa? Tym, że nasze - wyborców - opinie co do polityki, gospodarki,
        itd. nie będą miały znaczenia, bo najprawdopodobniej w naszym okręgu wygra
        lizusek prawie wszystkich, żałosne wcielenie lokalnej politycznej poprawności i
        przeciętności, sprawny/a w wyciąganiu dłoni i przyjaznym zagadywaniu, taki, co
        to w każdej sytuacji (na przykład korupcyjnej) potrafi się swobodnie i
        naturalnie znaleźć.
        A jeśli ktoś sie tak strasznie boi, że stanie do wyborów, na jego osobę padnie
        trochę więcej głosów niż na innego kandydata, a mimo to w przeciwieństwie do
        tamtego nie wejdzie do sejmu, to przecież może spokojnie kandydować do
        samorządu, do senatu!, na prezydenta kraju!
        Powodzenia - bojaźliwy głupku!
        Przeraża monstrualna głupota tych, którzy władzę SLD postrzegaja jako owoc
        ordynacji proporcjonalnej. Nie dociera do nich to, że w senacie SLD ma dużo
        większą przewage nad innymi klubami niz w sejmie.
        • Gość: Kagan Nie ma łatwych recept! IP: *.vic.bigpond.net.au 21.03.03, 10:23
          Gość portalu: kolin-kertiz napisał(a):
          Niestety są i powodują dekoncentrację elektoratu. Stary byk ma sporo racji -
          trudno o to by proste recepty coś załatwiły. A TA recepta nie ma wiele sensu.
          K: A wiec zgoda, sa, ale sa tak samo skuteczne jak zaklecia na leczenie
          zlamanej reki czy nogi, zamiast nastawienia kosci i usztywnienia
          konczyny do czasu zrosniecia sie zlamania...

          - Ma doprowadzić do znacznego ograniczenia wyboru w sytuacji gdy jakość klasy
          politycznej w Polsce jest marna i i tak nie bardzo jest z kogo wybrać!!! JOW
          prowadzą do tego, że komitet w okręgu wystawia jednego kandydata, zamiast całej
          listy. A więc 11 komitetów przy jednomandatowych okregach wyborczych wystawi
          jedenastu kandydatów. Przy wyborach odbywających się na zasadzie ordynacji
          proporcjonalnej tych 11 komitetów może wystawić około stu dziesięciu
          kandydatów - dziesięć razy większa szansa, że wśród kandydatów znajdzie się
          ktoś kto będzie godny zaufania, potencjalny wartościowy parlamentarzysta!!!
          Jeśli jest w ogóle jest możliwe(?), że wszyscy kandydaci w danym okręgu są
          nieuczciwymi karierowiczami, to szansa na to rośnie dziesięciokrotnie, gdy jest
          ich jedenastu, a nie np stu dziesięciu.
          K: Tyz prawda...

          - "pozwala na to, że gość na którego głosowało 300 wyborców wygrywa z tym,
          który otrzymał 30 000 głosów wyborców" - ktoś tam pisze. Tylko wtedy, gdy w
          skali kraju ugrupowanie tego z "30 000" uzyskuje dużo mniejsze poparcie niż
          ugrupowanie tego, co to dostał tylko "300", a zwłaszcza w sytuacji gdy
          proporcjonalna ordynacja ma "na wyposażeniu" progi, które nie dopuszczają mniej
          popularnych (gorszych? ale równie możliwe, że właśnie lepszych!) ugrupowań.
          K: Juz pisalem, ze NATO jest prosta rada: ustalic "dolne" minimum glosow
          potrzebnych do wejscia do sejmu (np. tysiac) i ustalic "gorne" minimum,
          np. 25 tysiecy, po uzyskaniu ktorego kandydat wchodzi do sejmu nawet wtedy,
          gdy jego partia czy koalicja nie przekroczy progu wyborczego...
          Chodzi o to, aby struktura sejmu byla jak najbardziej zblizona do struktury
          oddanych glosow... Inaczej demokracja staje sie fikcja, parodia
          samej siebie...

          - Bądźmy zatem za proporcjonalną, która, o ile nasze preferencje nie będą
          skrajnie egzotyczne i ekscentryczne, zagwarantuje nam, że nasze głosy znajdą
          odbicie w wyniku wyborów. Czym może zagrozić wprowadzana bez opamiętania
          większościowa? Tym, że nasze - wyborców - opinie co do polityki, gospodarki,
          itd. nie będą miały znaczenia, bo najprawdopodobniej w naszym okręgu wygra
          lizusek prawie wszystkich, żałosne wcielenie lokalnej politycznej poprawności i
          przeciętności, sprawny/a w wyciąganiu dłoni i przyjaznym zagadywaniu, taki, co
          to w każdej sytuacji (na przykład korupcyjnej) potrafi się swobodnie i
          naturalnie znaleźć.
          K: Tak jak sie to dzieje obecnie w Australii: wygrywaja kandydaci typu
          "catch all", bezideowi, bez osobowosci, ktory jedynym programem jest aby
          znalezc sie u zloba...

          - A jeśli ktoś sie tak strasznie boi, że stanie do wyborów, na jego osobę
          padnie trochę więcej głosów niż na innego kandydata, a mimo to w
          przeciwieństwie do tamtego nie wejdzie do sejmu, to przecież może spokojnie
          kandydować do samorządu, do senatu!, na prezydenta kraju!
          Powodzenia - bojaźliwy głupku!
          Przeraża monstrualna głupota tych, którzy władzę SLD postrzegaja jako owoc
          ordynacji proporcjonalnej. Nie dociera do nich to, że w senacie SLD ma dużo
          większą przewage nad innymi klubami niz w sejmie.
          K: To samo pislem. Ordynacja wiekszosciowa dalaby jeszcze wieksza
          przewage dla SLD, najsilniejszej partii w Polsce, szczegolnie w
          sytuacji, gdy prawica jest poklocona i rozdrobniona...
          Pozdr.
          Kagan
          • Gość: Karoli-NaMen Re: Nie ma ją nic do zaoferowania IP: *.enterpol.pl / 192.168.1.* 26.03.03, 12:58
            Oponenci nie mają nic do zaoferowania, poza gołym sprzeciwem i klepaniem w
            kółko, że chcą najprościej zarachować w samym okręgu wyborczym. Dlatego
            niespecjalnie sie odzywają - słusznie obawiając się, że niedomiar
            pokomplikowania połączeń neuronów w korze wyjdzie na jaw.

            pozdr karolinator
        • henrykkreuz Teraz inni są winni, jak u złej baletnicy. 26.03.03, 14:13
          Gość portalu: kolin-kertiz napisał(a):

          > Niestety są i powodują dekoncentrację elektoratu. Stary byk ma sporo racji -
          > trudno o to by proste recepty coś załatwiły. A TA recepta nie ma wiele sensu.
          > Ma doprowadzić do znacznego ograniczenia wyboru w sytuacji gdy jakość klasy
          > politycznej w Polsce jest marna i i tak nie bardzo jest z kogo wybrać!!! JOW
          > prowadzą do tego, że komitet w okręgu wystawia jednego kandydata, zamiast
          całej
          > listy. A więc 11 komitetów przy jednomandatowych okregach wyborczych wystawi
          > jedenastu kandydatów.

          I właśnie o to chodzi w JOW, dlatego jest zmuszony wcześniej wyszukać dobrego
          kandydata, takiego który ma szansę uzyskać głosy lokalnej wspołeczności i
          wygrać. W wyborach obecnych liderzy paryjni wyszukują głupszych od siebie i
          umieszczają ich na listach za sobą, aby było potem kim sterować.

          > Przy wyborach odbywających się na zasadzie ordynacji
          > proporcjonalnej tych 11 komitetów może wystawić około stu dziesięciu
          > kandydatów - dziesięć razy większa szansa, że wśród kandydatów znajdzie się
          > ktoś kto będzie godny zaufania, potencjalny wartościowy parlamentarzysta!!!


          To Ty (Wy) proponujecie wyborcom grę w lotka, a nie świadome wybory. Żaden
          wyborca (nie tylko Polak) niebyłby w stanie z tylku nazwisk świadomie dokonać
          wyboru, tj. wcześniej zapoznać się z każdego kandydata programem, a nawet
          obejrzeć w TV, sprawdzić co ten człowiek jest wart, bo jest to cała książka.
          Dlatego między innymi wybrani nie liczą się potem z głoszonymi przez sibie
          hasłami, bo wiedzą żer nikt nie będzie tego pamiętał, to jak może go rozliczyć.
          I o to Wam chodzi.
          Natomiast w JOW, jeżeli w okręgu jest np. tylko 11 kandydatów, to wyborca ma
          wielokrotnie większą możliwość dokonania świadomego wyboru, a potem rozliczenia
          wybranego człowieka.

          > Jeśli jest w ogóle jest możliwe(?), że wszyscy kandydaci w danym okręgu są
          > nieuczciwymi karierowiczami, to szansa na to rośnie dziesięciokrotnie, gdy
          jest ich jedenastu, a nie np stu dziesięciu.

          J.w.


          > "pozwala na to, że gość na którego głosowało 300 wyborców wygrywa z tym,
          który otrzymał 30 000 głosów wyborców" - ktoś tam pisze. Tylko wtedy, gdy w
          skali kraju ugrupowanie tego z "30 000" uzyskuje dużo mniejsze poparcie niż
          > ugrupowanie tego, co to dostał tylko "300",

          Dlatego ordynacja proporcjopnalna jest formą komuny , jest kolektywna, a
          kolektyw to przeciwieństwo indywidualności. JOW promuje indywidualności i
          indywidulaną odpowiedzialność przed wyborcami, a nie kolektyw, dlatego właśnie
          uruchamia pozytywną selekcję polityków.

          > proporcjonalna ordynacja ma "na wyposażeniu" progi, które nie dopuszczają
          mniej popularnych (gorszych? ale równie możliwe, że właśnie lepszych!)
          ugrupowań.
          > Bądźmy zatem za proporcjonalną, która, o ile nasze preferencje nie będą
          > skrajnie egzotyczne i ekscentryczne, zagwarantuje nam, że nasze głosy znajdą
          > odbicie w wyniku wyborów. Czym może zagrozić wprowadzana bez opamiętania
          > większościowa? Tym, że nasze - wyborców - opinie co do polityki, gospodarki,
          > itd. nie będą miały znaczenia, bo najprawdopodobniej w naszym okręgu wygra
          > lizusek prawie wszystkich, żałosne wcielenie lokalnej politycznej poprawności
          i przeciętności, sprawny/a w wyciąganiu dłoni i przyjaznym zagadywaniu, taki,
          co to w każdej sytuacji (na przykład korupcyjnej) potrafi się swobodnie i
          > naturalnie znaleźć.
          > A jeśli ktoś sie tak strasznie boi, że stanie do wyborów, na jego osobę
          padnie trochę więcej głosów niż na innego kandydata, a mimo to w
          przeciwieństwie do tamtego nie wejdzie do sejmu, to przecież może spokojnie
          kandydować do samorządu, do senatu!, na prezydenta kraju!
          > Powodzenia - bojaźliwy głupku!

          Akurat jest odwrotnie. Ordynacja JOW poprzez mechanizm pozytywnej selekcji
          pozwala społeczeństwu wyłonić ich rzeczywistych reprezentantów, wiekszościowa
          miernoty które znalazły się na listach wyborczych z woli szefa partii. I
          dlatego od 1989 "wybrańcy" nie liczyli się z wolą wyborców, Oni liczyli się z
          szefem partii który przydzielił im stołek.

          > Przeraża monstrualna głupota tych, którzy władzę SLD postrzegaja jako owoc
          > ordynacji proporcjonalnej. Nie dociera do nich to, że w senacie SLD ma dużo
          > większą przewage nad innymi klubami niz w sejmie.

          Głupota różnie się objawia.

          A dlaczego to SLD miałoby nie wygrać. Niech wygra, jeżeli taka będzie wola
          wyborców. Przecież o to chodzi, aby rząd, sejm był odzwierciedleniem woli
          wyborców. A poza tym, to nie będzie to samo SLD, bo jego jakość będzie inna,
          ponieważ szef partii nie będzie ustalał kto ma być w sejmie, tylko wyborcy.
          I o to wam chodzi, Panowie, że ordynacja większościowa zabiera partyjniakom
          (ukłądom, sitwom) tę decyzję, a przekazuje woli wyborców.

          Niech wygra i ponosi całkowitą odpowiedzioalność za własne czyny przed
          wyborcami. Nie będzie na kogo zwalić winy. Teraz to inni są winni, jak u złej
          baletnicy.
          • Gość: Karolinamen Zly balet, dobry balet IP: *.enterpol.pl / 192.168.1.* 26.03.03, 17:45
            "A poza tym, to nie będzie to samo SLD, bo jego jakość będzie inna,
            ponieważ szef partii nie będzie ustalał kto ma być w sejmie, tylko wyborcy.
            I o to wam chodzi, Panowie, że ordynacja większościowa zabiera partyjniakom
            (ukłądom, sitwom) tę decyzję, a przekazuje woli wyborców."

            Ale właśnie jest odwrotnie. W tym systemie, który proponujesz, szef partii
            przydzieli najatrakcyjniejsze (najłatwiejsze do wygrania) okręgi swoim
            najbardziej uległym i wiernym postaciom, w pozostałych - obsadzą TYLKO siebie
            lokalni bonzowie. Ty, zdaje się, piszesz z innego kraju. To pięknie, że tak się
            przejmujesz tym, co w Polsce, ale może Twoje złe doświadczenia z ordynacją
            proporcjonalną wywodzą się z innego kraju. Przypominam to, co już pisałem w
            odpowiedzi czubasowi. W Polsce obowiązuje ordynacja proporcjonalna
            spersonalizowana, to znaczy nie tylko
            można wskazać swojego kandydata na liście, ale nawet niemożliwe jest wskazanie
            listy bez udzielenia poparcia osobie.
            I właśnie w tym systemie możliwe jest zrobienie psikusa przez wyborców
            partyjnym bonzom, gdyż nie tylko możliwe jest, ale zdarza się czasami w
            rzeczywistości, że wchodzi ktoś z dalszego miejsca, a ten z pierwszego ma mniej
            głosów i odpada. To, że dzieje się tak rzadko, jest tylko i wyłącznie pochodną
            suwerennych decyzji głosujących, którzy - nie chodząc na spotkania z wieloma
            kandydatami - postanawiają głosować na jedynkę. Ja tak nie postępuję, nawet
            jeśli nie spotykam kandydatów, to biorę pod uwagę wszystko inne, ale nie
            miejsce na liście, w ostateczności mógłbym się zdecydować wybrać kogoś ze
            środka listy, ale oczywiście zalecane podejście zakłada wybranie ze względu na
            przekonanie o wyższości nad innymi kandydatami.
            No i : praca w zespole, z którą nie mają raczej problemów wybrani w krajach o
            systemie podobnym lub tożsamym do tego, który proponujesz, to nie jest żadna
            komuna.
            Dla zgody i jako ciekawostkę mogę przyznać, że kariery polityczne z historii XX
            wieku, które zyskują moje szczególne uznanie, wiążą się właśnie z systemem
            wyborczym, który jest przeze mnie kwestionowany. Bo w gruncie rzeczy różnica
            nie jest duża. Duża różnica to jest między parlamentem radzieckim, irackim a
            wybranym w kraju gdzie demokracja nie jest fikcją, niezależnie od ordynacji.
            Gdyby jakaś partia miała w innych sprawach naprawdę cenny program, to bez
            wielkiego trudu mógłbym przełknąć sam nieracjonalny kęs, jakim jest odejście od
            ordynacji proporcjonalnej. Może zresztą mylę się w sprawie jego
            nieracjonalnośći, nieodpowiedniości, ale nie widzę podstaw do takiego
            przypuszczenia.
      • Gość: kolin-kertiz MONSTRUM U WŁADZY IP: *.enterpol.pl 20.03.03, 20:34
        Odpowiedź dla myself i kri. Ci, którzy płaca duży podatek - muszą mieć z czego
        go płacić, muszą być bogaci. Jest oczywiste, że bogaci i tak mają łatwiej w
        wyborach, stać ich na ponoszenie kosztów kampanii wyborczej, wynajmowanie
        agencji poprawy wizerunku. Różne formy ich anty-demokratycznego
        uprzywilejowywania komplikują system w kierunku krzywdzenia tych, którym i tak
        wiatr w oczy wieje. Na szczęście takie pomysły nie mają politycznego znaczenia.
        Sądzę jednak, że ich zastępnikiem skromnym i rozumnie ograniczonym byłoby
        częste stosowanie kary pozbawienia biernego i czynnego prawa wyborczego dla
        wielokrotnych oszustów.
        A monstrum u władzy? Należy przeczytać poprzedni post: ("Nie ma łatwych recept?
        Niestety są.").
        • Gość: Ap-solut Monstrum u władzy / n-txt - up IP: *.enterpol.pl / 192.168.1.* 29.03.03, 17:49
    • sen.dzia.li Podniesienie dla kataryna - ale idzie w góre! 06.07.03, 13:34
      Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczy...
      Przeczytaj komentowany artykuł >
      Autor: kataryna.kataryna@NOSPAM.gazeta.pl
      Data: 06-07-2003 11:44 + dodaj do ulubionych wątków

      + odpowiedz na list

      + odpowiedz cytując


      --------------------------------------------------------------------------------
      Ciekawe, która partia odważy się poprzeć pomysł, żeby dać
      społeczeństwu więcej kontroli na parlamentarzystami?

      ________


      Niereprezentatywna ordynacja to mniejsza kontrola społeczeństwa nad władzą.
      Jestem jednoznacznym przeciwnikiem wprowadzania w kraju, w którym mieszkam,
      systemu JOW. Pozdrawiam

      sen li
      • Gość: Ap-solut U-p-w-g-o-r-e-n-t-x-t IP: *.enzo.pl 07.07.03, 19:28
        sen.dzia.li napisał:

        ___________
        >
        >
        > Niereprezentatywna ordynacja to mniejsza kontrola społeczeństwa nad władzą.
        > Jestem jednoznacznym przeciwnikiem wprowadzania w kraju, w którym mieszkam,
        > systemu JOW. Pozdrawiam
        >
        > sen li
        • sen.dzia.li R-e-:-U-p-w-g-o-r-e-n-t-x-t 07.07.03, 23:59
          > > Niereprezentatywna ordynacja to mniejsza kontrola społeczeństwa nad władzą.
          >
          > > Jestem jednoznacznym przeciwnikiem wprowadzania w kraju, w którym mieszkam,
          >
          > > systemu JOW. Pozdrawiam
          > >
          > > sen li
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka