elfhelm
10.07.07, 20:20
Rekordy żenady bił w dzisiejszym Skanerze Politycznym redaktor Bronisław
Wildstein, twierdząc, że PiS ma na sztandarach wpisaną walkę z korupcją i
walkę tę realizuje. Dostojny były prezes, który zasłynął z ciekawych
kontraktów i zatrudniania znajomych na intrygująco korzystnych warunkach, nie
dostrzegł jednak (co w przypadku zwolenników obecnego układu jest częste), iż
tej korupcji by nie było, gdyby Jarosław Kaczyński nie podejmował działań
ewidentnie szkodzących Polsce.
Nie byłoby sprawy Leppera i korupcji w ministerstwie rolnictwa, gdyby nie
decyzja szefa PiS o zawiązaniu koalicji z "brudną wycieraczką SLD, zakładaną
przez oficerów SB (na co prezydent widział notatkę), która broni przestępców,
a której rządy oznaczają kryzys większy niż austriacki". Tak Samoobronę, w
której około połowy posłów ma procesy lub prawomocne wyroki (za wyłudzenia,
fałszerstwa, jazdę po pijaku, wypadek ze skutkiem śmiertelnym) albo inne
ciekawe doświadczenia (sprawdzanie czy 12-latka ma ubrane majtki, należenie w
młodości do bandy przestępczej, publikacje w piśmie neonazistowskim, plagiat
pracy doktorskiej, aktywną działalność w twardogłowej moczarowskiej części
PZPR, współpracę z bezpieką) - określali prominenci PiS gdzieś do połowy 2005
r., czyli w czasie, gdy codziennie wycierali sobie twarze hasłami walki z
patalogiami (Kaczyńscy nie mówią patologia, tylko patalogia), odnową moralną,
bla, bla, bla, bla.
Potem się zaczęło. Najpierw we własnych szeregach. Przed wyborami wyszedł na
jaw prawomocny wyrok za przestępstwo u lidera listy elbląskiej, który sobie
jeździł na gazie po Elblągu. Oczywiście na liście wyborczej PiS został. Wyszły
też wątpliwości u innego obecnego posła, który poręczał za kilku przestępców.
Ten również na liście pozostał.
Ostatnio minister Ziobro wypomniał (kłamliwie) prokuratorowi Parulskiemu
działalność w PZPR. Jest to o tyle śmieszne, że jednym z większych promotorów
aktywistów PRL-owskich jest sam szanowny minister. Biegalski i Okrągła
(pochodzący z okręgu Kaczmarka), Kornatowski budzący spore wątpliwości,
Bartnikowa, wreszcie sędzia Kryże. Obłuda ministra jest o tyle bardziej
żenująca, że i jego ojciec działał w PZPR, a ojciec wiceministra był
komunistycznym zbrodniarzem.
W ramach odnowy moralnej poza tymi przykładami mamy jeszcze wiele innych -
Ryszard Kaczyński, Netzel, Marzec, były neonazista Piotr Farfał, Grzegorz
Strzelczyk, pilski lider PiS Jacek Ciechanowski (któremu w zeszłym roku zatarł
się wyrok za oszustwo i dopiero wtedy mógł startować na radnego), cała banda z
RLN (czyli ci od komornika, ten śmieszny poseł ze Śląska i inni).
Wreszcie minister Lipiec. Nieuczciwy jako sportowiec, równie nieuczciwy jako
minister. Już jedną z pierwszych decyzji zemścił się na prof. Smorawińskim,
usuwając go z komisji antydopingowej. Zrobił to chyba z jeszcze mniejszą
żenadą niż Ziobro wyrzucający prof. Waltosia, u którego pewnie miał na
studiach spore problemy (swoją drogą jego indeks to jedna z najpilniej
strzeżonych tajemnic IV RP). Potem Lipiec zatrudnia kolegów, płaci służbową
kartą za prywatną imprezę (co w tym rządzie jest bardzo modne - patrz
wycieczki Ślusarczyka, Dorna, Giertycha, wizażystka Kalaty). Wreszcie
nominowane przez niego władze COS zatrzymane w aferze korupcyjnej, też w
niejasnych okolicznościach, bo do końca nie wiemy, dla kogo miała być ta
łapówka. Sporo też na Lipca znalazły nowe władze Warszawy, straty zarządzanego
przez niego za rządów Lecha Kaczyńskiego ośrodka mają sięgać milionów złotych.
Mamy też nowy rodzaj afery - dilerka. Artur P. przez 3 lata sprowadził 1 kg
kokainy. 1 kg to kilka tysięcy działek, tak więc chyba nie brał tego na swój
użytek. Może to jest ta nowa jakość, o której bełkotali przed wyborami?
Przy tym wszystkim takie rzeczy, jak rozważanie przez Lipińskiego uruchomienia
pieniędzy z Sejmu na zabezpieczenie weksli posłów Samoobrony, to coś
naturalnego. Naciski Gut na prezesa KRUS w sprawie przetargu? Spoko, można
odwołać naciskanego prezesa i mieć spokój. Kadry PiS i przystawek mają zerowe
kwalifikacje i nie mogą być zgodnie z ustawą o służbie cywilnej zatrudniane?
Żaden problem, ustawę się zmieni, wymogi obniży, podeprze się autorytetami,
których wystawi się następnie do Trybunału Konstytucyjnego. Ewentualnie zrobi
się nowe stanowiska - asystentów, wicedyrektorów, p.o. czegoś tam, rozdmucha
się gabinety polityczne, etc. Poseł potrzebuje korzystnej dla swojego
środowiska ustawy? Nic trudnego, uchwali się lex Wójcik dla koterii
rzemieślniczej, albo jeszcze tandetniej lex Nowakowski o sklepach
wielkopowierzchniowych. Przy okazji walki z korporacjami "zapomni" się o
nowelizacji ustaw prawniczych (od wyroku TK minął grubo ponad rok, a ustawa
dopiero nabrała kształtów na forum Rady Ministrów!).
Dorzućmy tylko dla porządku sprawy seksualne, koalicyjny europoseł gwałci
prostytutkę, koalicyjny poseł zamieszany w seksaferę. Heilujący kretyni z LPR
rzekomo zamawiający piwo. I powiatowy lider PiS interweniujący w sprawie
swojego syna nazisty. O ekscesach toruńskiego środowiska przez wzgląd na
szacunek dla prezydentowej nie warto wspominać.
Odnowa moralna ma więc wiele twarzy. Za każdą z nich odpowiedzialność
polityczną i moralną ponosi Jarosław Kaczyński. Obecne zatrzymania trudno
uznać za sukces w oczyszczaniu państwa. Gdyby szef PiS nie wypromował tych
wszystkich miernot, takie działania nie byłyby potrzebne. Warto o tym
pamiętać. To jest oczywista oczywistość (jak stwierdziłby któryś z braci).