basia.basia
08.10.07, 11:59
www.dziennik.krakow.pl/public/?2007/10.08/Kraj/51/51.html
skrót
"(...)Każdy z nas wie jak trudno żyć, gdy nie można ufać swojemu otoczeniu
albo gdy inni nam nie ufają. Bez zaufania trzeszczą w szwach małżeństwa,
rozpadają się przyjaźnie, koledzy w pracy zaczynają patrzeć na siebie wilkiem.
Tam, gdzie brakuje zaufania, gorzej rozwija się gospodarka. Bo koszty umów,
prawników i czasu, jaki trzeba poświęcać na żmudne negocjowanie kontraktów
gwałtownie podrażają cenę produktu. (...)
W Polsce ten bezcenny kapitał zaufania jest rozpaczliwie niski. Oto garść
danych. Według tegorocznych badań tygodnika "The Economist" na temat
funkcjonowania demokracji Polska znajduje się na 46. miejscu w świecie
(ostatnim z krajów UE) w kategorii "demokracji ułomnych". Główny powód tak
niskiej oceny to słabość kultury politycznej i standardów życia publicznego.
Według rankingu European Value Survey (2006) na temat zaangażowania
obywatelskiego spośród 32 zbadanych krajów Polska jest na 29. miejscu. W roku
2004 zaufanie do współobywateli deklarowało 20 procent Polaków (dla przykładu
w Danii, Szwecji czy Holandii deklaracje zaufania przekraczały 75 procent).
Dawało nam to 58. miejsce na świecie. W ciągu ostatnich trzech lat poziom
wzajemnego zaufania Polaków dramatycznie zmalał; w tegorocznej Diagnozie
Społecznej dla Polski wynosi już tylko 13 procent. Szczególnie katastrofalny
jest poziom zaufania do polityków. W badaniach Eurobarometer 2007 na temat
zaufania do parlamentu, rządu i rady miejskiej zajmujemy ostatnie miejsce
spośród krajów UE. Zaufanie do tych instytucji ma zaledwie 5 procent Polaków,
podczas gdy średnia europejska jest sześciokrotnie wyższa.(...)
Wiem, że kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. Ale wybory miną, rządy
odejdą, o poszczególnych politykach dawno zapomnimy, a Polska pozostanie - ze
sztucznie wniesionymi podziałami: skłócona, agresywna, nieufna... Wiele
rozmawiam ze swoimi studentami, którzy wyjeżdżają gdzieś do Szkocji lub
Hiszpanii. To nieprawda, że wygania ich z Polski tylko chęć lepszych zarobków.
Często mają po prostu dość atmosfery wzajemnej niechęci. Nie chcą wstydzić się
za ludzi kierujących państwem. Nie chcą zabiegać o pracę przyznawaną nie za
kompetencję, ale "po znajomości". Nie chcą szamotać się z kiepskim prawem i
nieżyczliwymi urzędami. I zbyt wiele naszych dzieci i wnuków woli szukać
szczęścia gdzieś po świecie.
Coś niedobrego dzieje się w Polsce. Trzeba to zmienić. Ważne, żeby zrobić to
razem. Tylko wtedy przestaną wyjeżdżać. Tylko wtedy do nas wrócą."