butmilowy
10.06.08, 10:07
Wrogowie książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka tworzą
wobec niej nastrój podobny do scen z filmów wojennych, gdy w
miastach rozlegały się syreny i z megafonów płynęło groźne
ostrzeżenie „Uwaga – nadchodzi”.
Przerażeni mieszkańcy oczekiwali na huk bomb i ostrzał z karabinów
pokładowych. Gdyby nie było tak, że data ukazania się książki jest
kwestią czysto techniczną, to należałoby sądzić, że IPN prowadzi
przemyślaną ogólnopolską kampanię promocyjną, w której szczegółowe
rozpisanie ról krytyków i zwolenników powierzono Alfredowi
Hitchcockowi, specjalnie sprowadzonemu na tę okazję z Krainy
Wiecznego Horroru.
Kręcę gałką radia i nagle słyszę głos Jacka Żakowskiego, który
hiobowym tonem ostrzega – tu nie chodzi o Wałęsę, tu chodzi o nas.
Niepokoję się – czy chodzi o „nas” – ich, przeciwników ujawniania
prawdy, czy o nas wszystkich, o Polskę?
Co może grozić Polsce i Polakom na skutek wydania książki
historycznej? Nic. Przeciwnie, przecięcie wrzodu, choć samo w sobie
może być nieprzyjemne, jest dla organizmu operacją ratunkową,
przynosi ulgę i powrót do zdrowia. Wyrażenie „tu chodzi o nas”
oznacza tyle, że ludzie układu postkomunistycznego,
którzy „stransformowali” PRL w III RP, trzęsą się teraz ze strachu
przed jedną książką, jakby miała wywołać trzęsienie ziemi, które ich
pochłonie.
Tym tropem idzie Paweł Śpiewak (Na scenie obrotowej, Tygodnik
Powszechny nr. 23/08), który pisze, że w kampanii organizowanej
przez przeciwników książki „Nie chodzi o Wałęsę”, a o strach przed
możliwością odzyskania społecznego poparcia przez braci Kaczyńskich
(szkoda, że autor zaniedbał wymóg profesorskiej rzetelności
przypisując dr Cenckiewiczowi wypowiedzi, których ten nigdy
popełnił).
Z ujawnionych już informacji i plotek na rynku dziennikarskim
wynika, że interpretacja ta idzie w dobrą stronę. Podobno Układ
zdobył już dostęp do treści książki i uznał ją za dzieło
niesłychanie niebezpieczne. I podobno sprawa „Bolka” ma nie być w
niej najważniejsza, a służyć jako główny wątek, którego śledzenie
umożliwia wejrzenie w tajniki systemu ochrony komunistycznej
agentury i kreowania jej na kierowników państwa i społeczeństwa.
Dlaczego ma to ważne znaczenie dla Kaczyńskich? Bo jeżeli da się np.
udowodnić, że wszyscy trzej pierwsi prezydenci III RP byli agentami
tajnej policji komunistycznej (agenturalność Jaruzelskiego na rzecz
NKWD została już udowodniona), to prezydentura Lecha Kaczyńskiego i
cały program na Rzecz IV RP ukazać się może w nowym świetle, jako
walkę o uwolnienie Polski od dominacji układu zbudowanego jeszcze
pod kontrolą sowiecką. A tego rodzaju ustaleń ma być w książce wiele
i mają obejmować różne, choć zawsze bardzo wpływowe, środowiska. W
dodatku, pomimo zastosowania aparatu naukowego, wywód ma być tak
klarowny i przekonywujący, że robi piorunujące wrażenie na każdym,
kto nie jest osobistym obciążeniem przymuszony do zaprzeczania
faktom.
W efekcie to, czego koalicji antylustracyjnej udało się dokonać w
trakcie „nocnej zmiany” 4 czerwca 1992 r., czyli wmówienie
społeczeństwu, że przyczyną puczu nie był strach przed ujawnieniem
agenturalnej przeszłości wielu osób spośród ówczesnej elity władzy,
dzisiaj może się już nie powieść. Wówczas istniał tylko skromny
wyciąg z przeglądu akt SB w postaci tzw. listy Macierewicza, a
dzisiaj historycy dysponują już szeroką wiedzą, której aktualnym
resume ma być rzeczona książka. Jeżeli naprawdę tak jest i
przeciwnicy ukazania się książki mają dla swojego przerażenia
faktyczną podstawę, to znaczy, że najgłośniejszym problemem
współczesnej Polski nie jest „trywialny błąd młodego robotnika”, a
ujawnienie prawdy o rzeczywistym stanie państwa polskiego i roli
jego głównych instytucji w trwającym już prawie 20 lat blokowaniu
społecznego dostępu do wiedzy o systemie i ludziach III RP.
Książka – widmo krąży nad Polską i przed oczami nomenklatury i
agentury wypisuje straszne słowa: Mane, Tekel, Fares. Skoro tak
bardzo się tej książki boją, to miejmy nadzieję, że boją się
słusznie....." K. Wyszkowski.
Lada dzień ma ukazać sie książka o Wałęsie.Mnie zaciekawia panika
osób o których mówi się w książce.Bo jak mówi przysłowie:prawdziwa
cnota krytyki się nie boi ale kto tu z osób wymienionych w książce
ma cnotę? Co najwyżej pocerowaną szparkę.