atoubaw
30.08.08, 06:29
Został przywołany do porządku przez państwa liczące się , by nie zaogniał sytuacji
Prezydent szkodzi Polsce
Z LESZKIEM MILLEREM, byłym premierem, rozmawia Krzysztof Lubczyński
Jak Pan ocenia polską politykę rosyjską, nie tylko w kontekście sprawy Gruzji?
– Jest najgorsza z możliwych, zwłaszcza w wykonaniu prezydenta. On czyni
wszystko, aby konflikt rosyjsko-gruziński wykorzystać nie dla wzmocnienia
rangi Polski, lecz dla wzmocnienia własnej pozycji w określonych kręgach
elektoratu. Prezydent działa bardzo selektywnie i na szkodę naszego kraju.
Dobrowolnie zrzekł się propozycji mediatora, bo to musiałoby oznaczać, że jest
do przyjęcia jako rozmówca w Moskwie, w Tbilisi i w Unii Europejskiej. Gdyby
był takim mediatorem, to Polska by na tym skorzystała, prezydent też.
Niestety, zdecydował się na jednostronne poparcie Saakaszwilego, który w tym
konflikcie był agresorem. Wbrew temu, co media w Polsce usiłują wmówić
społeczeństwu, konflikt rozpoczął prezydent Gruzji, a nie Rosja. Stając po
jednej stronie, prezydent sprowadził się do politycznej skrajności, która w
polityce zagranicznej nie przynosi korzyści. Prezydent Polski jest swego
rodzaju dywersantem w Unii Europejskiej, bo torpeduje to, co prezydencja
francuska z taką subtelnością próbuje osiągnąć.
A co Pan sądzi o postępowaniu premiera w tej mierze?
– Donald Tusk jest bardziej wywarzony, ale on swoją próbę dopiero przejdzie.
Okaże się, czy to jego, czy prezydenta głos będzie pierwszym głosem Polski. Z
praktyki wiem, że na szczytach Unii Europejskiej jest zasada – jeden kraj,
jeden głos. Polityka zagraniczna należy do rządu, a prezydent powinien być
współkooperantem. Szczyty Unii to spotkania premierów, a nie prezydentów.
Oficjalne stanowisko Polski powinien wygłosić premier. Jeżeli prezydent się
uprze, żeby też pojechać na szczyt, to powinien zgodzić się na rolę osoby
towarzyszącej.
Co by Pan poradził obu panom w kwestii relacji z Rosją?
– Niestety, wiele złego już się stało i to położy się cieniem na wiele lat,
także na sferze gospodarczej. Prezydentowi nie da się nic doradzić, a
premierowi doradziłbym, by na każdy kroku podkreślał swoje odmienne zdanie.
Uaktywniłbym też na miejscu premiera Trójkąt Wyszehradzki i po trosze też
Trójkąt Weimarski, jako kontrę do pomysłów prezydenta stawania na czele państw
bałtyckich.
Pamiętamy Pana ,,szorstką przyjaźń''' z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim,
ale z perspektywy czasu jawi się ona jako niewinne przekomarzanki w porównaniu
z tą codzienną walką Kaczyński – Tusk. Co Pan o tym myśli?
– Ja też miałem problemy i na dwóch szczytach UE – mówiąc delikatnie –
prezydent się wpychał, ale to były spory o sprawy ceremonialne, a nie
codzienna walka na noże i awantury, jak to jest w tej chwili. My staraliśmy
się panować nad sporem, by nie straciła Polska.