kataryna.kataryna
05.11.03, 18:32
Pomagaliśmy pani Joli ale i Lwa nie można zostawić bez wsparcia. Lew już się
nie waha między dramatem i satyrą, postawił na satyrę (dzisiaj zresztą
materiału do swojej książki sam sporo wyprodukował kłócąc się z Rapaczyńską
co miała na myśli). Ponieważ Lew zajęty, ktoś mu musi pomóc materiały
zbierać, ja już coś dla niego mam.
Lewandowski: Panie prezesie, w tej notatce pani prezes Wandy Rapaczyńskiej, o
której dzisiaj mówiliśmy, znajduje się też takie sformułowanie:
"zgodnie z zasadą wysłuchałam Lwa bez komentarzy". Jaka to zasada? Czy ona
została przyjęta przez radę nadzorczą, jakiś inny organ? I na czym polega
treść tej zasady? Gdyby pan był uprzejmy wyjawić.
Niemczycki: To nie jest jakaś Znaczy to jest znowu pytanie do pani Wandy
Rapaczyńskiej, a nie do mnie.
Lewandowski: Ale myślę, że ta zasada dotyczy Agory, a
nie pani Wandy Rapaczyńskiej.
Niemczycki: Nie, nie. Ja myślę, że to jest generalnie przyjęta zasada, że
jeżeli ktoś składa jakąkolwiek propozycję, to się go wysłuchuje do końca, nie
komentuje. (...) To nie ma żadnej uchwały rady nadzorczej czy uchwały
zarządu, że zasadą jest słuchać do końca. Nie, nie ma takiego czegoś.
Lewandowski: Ta zasada expressis verbis nie została nigdy sformułowana. Tak?
Czy ja dobrze zrozumiałem pana, panie prezesie?
Niemczycki: Nie ma w tej sprawie żadnej uchwały, co do zasad słuchania do
końca.
Błochowiak: Tam na tym korytarzu znajduje się szczęsna czy nieszczęsna
toaleta.
Niemczycki: Wychodzi się z gabinetów prezesów, przechodzi się przez wspólny
sekretariat, to, co się nazywa coś w rodzaju open space, czyli to nie ma
tutaj ścianek, ten nasz sekretariat nie jest zamknięty. Idzie się kawałkiem
korytarza, dochodzi się do schodów, tu przecina gdzie są schody jest
następny korytarz i po lewej stronie znajduje się toaleta męska, po prawej
stronie znajduje się toaleta damska.
Błochowiak: I z niej mogą wszyscy korzystać, pracownicy czy też osoby, które
Niemczycki:Tak, z niej mogą korzystać wszyscy.
Błochowiak: Także zarząd z niej korzysta.
Niemczycki: Bo to jest najbliższa toaleta.
Błochowiak: Czy jak pan wszedł z korytarza do pani Rapaczyńskiej do gabinetu,
to ona mówiła też o tych rybach, tak?
Niemczycki: Tak mi się wydaje.
Błochowiak: A dlaczego informacji o tych rybach nie znaleźliśmy w tej
notatce?
Niemczycki: To proszę się zapytać pani Wandy Rapaczyńskiej.
Błochowiak: Nie dziwiło to pana?
Błochowiak: Czy na moim miejscu zatem, wiedząc, że z reguły goście są
wprowadzani do zarządu przez asystenta, nie uznałby pan, że można by
wywnioskować, że pan Rywin był już w tym budynku wcześniej?
Niemczycki: Nie wiem, to pani musi wnioskować, nie ja.
Błochowiak: Proszę mi powiedzieć zatem - ani sekretarka, ani inni pracownicy
na korytarzu nie mogli widzieć pana Rywina przed 15 lipca w budynku Agory?
Niemczycki:Jeżeli był, to mogli go widzieć, jeżeli nie był, to go nie
widzieli.
Błochowiak: Czyli zatem różnica pomiędzy pana zachowaniem, kiedy pan Rywin
użył szantażu, a rozmową na temat biznesu jest tylko taka, że pan by go
odprowadził bądź nie odprowadził do windy?