Gość: Bartek
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
05.07.02, 10:10
Jezdze na rowerze od ponad 10 lat (w lecie codziennie, kiedys dojezdzalem spod
Wawy, dzis tylko po Wawie), nie jestem swiety, zdarza mi sie lamac pzepisy
drogowe, ale wydaje mi sie, ze konieczne jest zawsze troche zdrowego rozsadku.
Rowerzysci uwielbiaja klac na kierowcow, wiekszosc popelnia jednak duzo wiecej
wykroczen, czesto dbilnych. Np.
Jest sciezka rowerowa, ale kolo jedzie ulica, a co mu tam...
Wymuszanie pierwszenstwa na skrzyzowaniach, jak potem kierowca ma nas lubic???
Jezdzenie (w tunelu aerodynamicznym) za autobusem lub ciezarowka
itd. itd. Generalnie rowerzystow chrarakteyzuje poczucie wyszosci na drodze.
Moze ze wzgledu na owa ekologicznosc? W kazdym razie wywolywnie wojny z
kierowcami do niczego nie prowadzi... Ich jest wiecej i maja silniejsze
pojazdy - WYGRAJA, mozemy sie wsciekac, ale to oni beda gora, nawet jezeli my
zostaniemy moralnymi zwyciezcami (choc czesto to watpliwe). Proponuje inaczej,
aby rowerzysci uznawali tez prawa kierowcow do poruszania sie po jezdni, troche
uprzejmosci i kultury na pewno nikomu by nie zawadzilo.