gyubal_wahazar
06.12.09, 16:45
Onegdaj znów pofartowało się zupełnie niesłychanie i dostałem robotę
w kamienicy słynącej z największego żyrandola w całej okolicy i dyndajacego nad nią co roku w okolicach Mikołaja - świetlistego dzwoneczka.
Ponieważ garść moich nonszalanckich blefów serwowanych z coraz większą fantazją kolejnym przygnębiającym krawaciarzom oraz zdecydowanie mniej już przygnębiającej eterycznej pani kadrowej doczekała się dość nieoczekiwanego 'Sprawdzam !', przez szereg pierwszych miesięcy z przygodami Uszatka musiałem
zaznajamiać się jedynie z relacji naocznych świadków.
Dodatkowo, lokalizacja kamienicy wykluczała jakąkolwiek możliwość zaparkowania samochodu na tzw zasadach ogólnych przez burżujów wylegujących się na swoich otomanach dłużej niż do 3 rano.
Zmuszało mnie to do zniżania się do żenujących chwytów w rodzaju wślizgiwania się po kryjomu na pobliską plebanię z umieszczoną za przednią szybą tabliczką 'Dostawa opłatka' że nie wspomnę o oklejaniu mej limo kolekcją mandatów z poprzedniego tygodnia.
Spuśćmy zasłonę milczenia na sytuacje kiedy w warunkach porannego pośpiechu wymienione rekwizyty nie licowały z lokalizacją zaparkowanego F126P.
Niestety, drobne te codzienne przyjemności okupione były koniecznością korzystania ze schodów p-poż celem skrócenia drogi do samochodu.
Dodatkowo, schody te na parę pięter przed parterem kończyły się i resztę drogi trzeba było pokonać częścią hotelową kamienicy.
Niedogodność tą wynagradzałem sobie każdorazowo widokiem przesiadujących na Ludwikach XIV pań, oczekujących niewątpliwie w kolejce do manikiurzystki lub fryzjera których salonów jednakowoż jakoś nigdy nie udało mi się zlokalizować.
Intrygowało mnie nieco, że w tej kolejce te same panie przesiadywały co wieczór, ale ponieważ kobieta była dla mnie zawsze (i pozostaje do dziś) zjawiskiem nieprzeniknionym, wątpliwości swoje składałem na karb niskiego IQ
Po jakimś czasie, z jedną z nich nawiązałem nawet pewną zażyłość wzrokową wyrażającą się wymianą powłóczystych spojrzeń spod 20-centymetrowych rzęs (to tej pani, moje były nieco krótsze).
Na przestrzeni kolejnych tygodni repertuar naszej zażyłości wzbogacał się stopniowo o dyskretne bujanie nogą założoną na nogę i nabieranie zdecydowanie większej niż niezbędna do oddychania ilości powietrza w jedną z najfajnieszych par płuc jakich byłem świadkiem z jednej, a coraz bardziej rozpaczliwe próby uniknięcia tego
co nieuniknione - z drugiej strony.
Aż wreszcie wypełniły się dni i przyszło zginąć latem ...
[Teraz psim obowiązkiem każdego narratora pod groźbą zerwania umowy przez wydawnictwo jest wyjawić czym wtedy pachniało powietrze.
Problem w tym, że za skarby nie pamiętam czy jakieś powietrze tam w ogóle jeszcze było, wśród oparów perfum, olejków, kremów i innych tytoni]
Oto - jeszcze tego samego dnia, którego przyszedłem do roboty - rączo pokonuję a ze mna mój hebanowej maści neserek kolejne pięterka, aż W końcu z lekkoscią motyla i wdziękiem gazeli zeskakuję z poręczy ostatnich schodów i wypływam na bezmiar hotelowego holu.
Na krechę tnę w kierunku znajomych kręconych schodów, gdy nagle dosięga mnie ciężka łapa przenaczenia.
Znajomy blond anioł stojąc właśnie na ich szczycie, posyła mi dyskretnie trymfujące przeciągłe spojrzenie, leniwie obserwując jak zmierzam prosto jak baran na rzeź.
Jeśli ktoś pyta czy to jest ta chwila kiedy całe życie przelatuje człowiekowi przed oczami (oczyma ? - niepotrzebne skreślić), to potwierdzam.
Trzeźwości umysłu starczyło mi ledwie na przełknięcie śliny i uswiadomienie sobie, że rozpoczęty właśnie pojedynek wzrokowy przesądzi na długie miesiące o mojej trasie do samochodu.
Nie pękam więc i gardząc śmiercią jestem już prawie na schodach i to cały czas remisując w 'kto pierwszy mrugnie', gdy karmin warg traci nagle swą doskonałą regularność a powietrze (jednak było go tam trochę) przeszywa wyszeptane zmysłowo :
- Hieloł, sjer
Jeśli ktoś pyta ... ponownie potwierdzam, ale coś z tym trzeba było zrobić, a tym bardziej zważywszy na ukraińsko-białoruską śpiewność 2-giej sylaby 'Hello'
- Dobryj wiecier, aniołku
Okuń byłby ze mnie dumny. Jak mawia jedna z koleżanek zaplusowałem u Aniołka.
I to tak wyraźnie, że pewna rezerwa czająca się w pierwszym zagajeniu ustapiła entuzjazmowi niemal w kolejnych i dialog potoczył się żwawo :
- Pajdiom ?
- Nietu, spasiba
- A paciemu ?
- Bo ja giej
- Giej .... ?
(tutaj pauza dokumetujaca przejście od konfuzji do radośnie oznajmionego znalezienie rozwiazania)
- To dla gieja u mnie za połowinku !
Tu moje zdolności improwizacyjne wystawione zostały na ciężką próbę ...
- O kiej, tolka skoczę po druziej
- Nietu, za połowinku to tolka giej ! O kiej ?
Uffff no i udało się jakoś wybrnąć. I to na gruncie merkantylnym,
a więc bez wystawiania na szwank swojej męskości i to w kontekście
- jak by nie było - międzynarodowym.
Jednak lazur smutnych ocząt Aniołka wrył mi się w pamięć na długie tygodnie, za każdym razem brutalnie negując słuszność przyjętej przeze mnie linii.
Traf chciał, że jakoś niedługo potem, mój Aniołek najwyraźniej delegowany do podbijania innych wschodzących rynków osierocił mnie, który długo jeszcze ciąłem ten cholerny dywan na cholerną krechę obiecując sobie za każdym cholernym razem że jeśli tylko kiedyś powróci - pajdu i to biez druziej.