gelee
30.05.10, 11:52
Witam! :)
Wpis ten umieściłam na forum Kobieta, ale postanowiłam napisać też tutaj i poprosić Was o poradę, a właściwie dwie.
Zacznę od tego, że jestem młodą kobietą, właśnie kończę studia licencjackie i mieszkam z mamą. Od jakiegoś czasu często rozmawiamy z chłopakiem o wspólnym mieszkaniu (jesteśmy razem 2 lata).
Moja mama oprócz tego, że posiada dom, w którym mieszkamy, ma mieszkanie w bloku, które od wielu lat wynajmuje za śmieszne pieniądze (200zł!) jednej osobie. Osoba ta ma jeden plus: w terminie płaci rachunki, ale poza tym ciągle są z nią jakieś problemy: gubi klucze, kłóci się z sąsiadami, zostawia otwarte drzwi do mieszkania wychodząc na cały dzień i dziwi się, że ktoś ją okradł. Mama od dłuższego czasu mówi mi, że ma już dosyć tej lokatorki i, że chyba nie przedłuży z nią umowy, a mieszkanie wyremontuje, albo sprzeda i kupi inne. Mama nigdy nie ukrywała, że kiedyś w tym mieszkaniu będę mogła zamieszkać, albo że ona tam się przeprowadzi. Wydaje mi się jednak, że dla mamy to "kiedyś" to bardzo daleka przyszłość, albo po prostu nigdy.
W związku z tym, że chcemy z chłopakiem razem zamieszkać zastanawiam się czy nie zaproponować mamie, że moglibyśmy się tam wprowadzić zamiast tej zakręconej lokatorki. Jesteśmy w stanie płacić odstępne mamie (chociaż podejrzewam, że nie zgodziłaby się na to) oraz czynsz i rachunki, a przede wszystkim dbać o mieszkanie.
I tu pojawia się pierwsze moje pytanie: czy wg Was ten pomysł ma sens? Czy nie urażę nim mamy? Ona niby wspomina, że kiedyś będę mogła zamieszkać w tym mieszkaniu, ale boję się, że źle to przyjmie. Jak Wy zareagowalibyście na taki pomysł? Nie przeszkadzałoby Wam, że córka chciałaby zamieszkać w Waszym mieszkaniu z chłopakiem? Dodam tylko, że moja mama jest dosyć nowoczesna, nie ma nic przeciwko temu, że sypiam z facetem, itp.
Mój drugi problem również dotyczy ewentualnej wyprowadzki. Otóż mama jest już na emeryturze, nie ma żadnych zainteresowań, jest wdową, rzadko umawia się ze znajomymi. Całe jej życie kręci się wokół mnie...
Doskonale wiem, że żyję pod kloszem i dopóki się nie wyprowadzę ten klosz będzie istniał, bo mama kontroluje każdy aspekt mojego życia. Czuję, że jestem gotowana na samodzielne życie, ale boję się jak zniesie to mama.
Chciałabym dowiedzieć się czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji i jak ją rozwiązał. Co zrobić, by mama nie cierpiała?
Bardzo proszę o opinie w tych dwóch kwestiach.
Pozdrawiam! :)