propanstwowiec
26.03.11, 17:11
Ostatnio jakby mimochodem lansowana jest teza, iż wszystko w kraju szłoby wspaniale, gdyby nie złośliwi, niedokształceni i w sumie marni urzędnicy. Oświadczam, że w Polsce urzędnik może tyle, ile zapisane jest w ustawach uchwalanych przez sejm oraz przepisach wydawanych przez różne ministerstwa i urzędy centralne. Od zwykłego urzędnika „na dole” (np. pani w urzędzie skarbowym, pracownika opieki społecznej, pani z ZUS) zależy jedynie, kiedy wstawić wodę na herbatę! Są to na ogół źle opłacani - od 3 lat bez najmniejszych podwyżek - często dość sfrustrowani osobnicy, od których coraz więcej się wymaga: poruszanie się w serwowanym im gąszczu przepisów stale ulegającym zmianom wymaga nie lada inteligencji i sprawności.
Chyba, że mówimy o elicie urzędniczej, tj. wysokich urzędnikach piastujących stanowiska kierownicze. Tu faktycznie jest nieco inaczej. Należą oni do decydentów – chociażby przez władczą moc interpretacji nieprecyzyjnych przepisów – o zarobkach przekraczających średnią krajową. Elita ta często powiązana jest z partia rządzącą. A więc , zrównywanie niemal ubezwłasnowolnionego urzędnika o zarobkach ok. 2 tys. miesięcznie z wysokim urzędnikiem – decydentem zarabiających ok. 10 tys. jest manipulacją (nieetyczne).