19.10.04, 22:34
Długawa, ale liczę na Wasze czytelnicze zacięcie ;-)

"Bajka o Czerwonym Kapturku"

Czerwony Kapturek szedł leśną drogą do babci. Podśpiewywał sobie ale nie
dlatego, że było mu szczególnie wesoło, a raczej dla dodania sobie odwagi -
BAŁ SIĘ WILKA! Taki wilk potrafi dobrze dopiec - zwłaszcza na starość -
nawet schylić się nie można jak się za młodu zbyt długo przesiadywało na
zimnych kamieniach...

Szedł zatem Czerwony Kapturek przez las - słoneczko przypiekało aż trawa na
polanie zwijała się z pełnym wyrzutu skwierczeniem. Koszyczek z wiktuałami
był cholernie ciężki, więc spod Czerwonego Kapturka gęsto płynęły krople
potu, które obcierał batystową chusteczką z kunsztownie wyhaftowanym
monogramem. Dostał ją w prezencie - babcia lubiła haftować po imprezach.

Ptaszki bezsensownie ćwierkały nie dostrzegając ciężaru egzystencji. Koniki
polne z tętentem ganiały pod trawą za klaczami polnymi - ot, ruja i
poróbstwo... Lecz Czerwony Kapturek tego nie widział - a gdyby nawet
zobaczył i tak by nie zrozumiał - był za mały - dorośnie, to zrozumie...
Muchy... - ale dajmy spokój muchom! Nie mają one żadnego znaczenia dla
fabuły rozwijającej się raźnym truchtem i potykającej tu i ówdzie o
korzenie, w miarę jak Czerwony Kapturek zbliżał się do polanki, na skraju
której stał domek babci. Czerwony Kapturek wstąpił na działo, to jest -
przepraszam - na ganek i pociągnął sznur od dzwonka. Rozległo się dyskretne
pukanie na które nieco zachrypnięty baryton... babci, odpowiedział "proszę".
Czerwony Kapturek nacisnął klamkę i wszedł.

W środku panował półmrok, niemniej jednak Kapturek mógł zauważyć, że
spoczywająca w kuszącej pozie na kozetce ....babcia, przygląda mu się
badawczo.

- Co ci się stało w głowę, Czerwony Kapturku? - zapytała.
- Potknęłam się o korzeń - objaśnił Kapturek - Dałem czołem w pień... ale
babciu, dlaczego masz takie duże oczy?
- Byłam u okulisty i zakropili mi atrophinę - odpowiedziała babcia - czy
naprawdę musimy przerabiać tekst w całości?
- Cóż, chyba nie - odparł Czerwony Kapturek - i tak wszyscy znają to już na
pamięć. Jesteś więc wilkiem, nieprawdaż?
- Niesamowite Holmesie! Jak na to wpadłeś? - zaironizował wilk
- Elementarne - babcia nie stosuje wody po goleniu - rzekł Czerwony Kapturek
- Chyba powinnaś użyć czasu przeszłego - rzucił od niechcenia wilk

W domku jakby pomroczniało....

- Ty ją naprawdę... tego... - zająknął się Czerwony Kapturek
- Nie... - sprostował z niesmakiem wilk - ja ją zjadłem!

Nastała minuta ciszy.

- I co. Boisz się mnie dziewczynko? - zapytał wreszcie wilk
- Nie bardzo - odpowiedział Czerwony Kapturek - Sądząc zresztą po śladach
walki jaką musiałeś stoczyć z babcią, jesteś cienki. Jak barszcz z uszkami.
Rzeczywiście - w pokoju walały się zmiecione niedbale pod ścianę połamane
sprzęty, zgruchotane naczynia a nawet dwa kawałki marmuru które wyglądały
jak Wenus z Milo.

Wilk poczuł się dotknięty...

- Ja cienki?!- wrzasnął, aż daszek chaty wzleciał nieco w górę - poczekaj
chwilę a zaczniesz się bać! To rzekłszy zerwał się z kozetki, natężył nad
Czerwonym Kapturkiem i wyciągnął ku niemu swe pazurzaste łapska.
- Powinieneś zrobić sobie manicure - zauważył Kapturek - a poza tym co z
ostatnim życzeniem?
- Życzeniem? - Moim życzeniem jest cię pożreć i na pewno nie będzie ono
ostatnie - wilk wyraźnie nie wykazał się wystarczająco wysokim poziomem
intelektualnym.
- Ostatnim przedśmiertelnym życzeniem - wyjaśnił cierpliwie Kapturek - to
znaczy moim życzeniem, bo przypuszczam że ja tego żarcia nie przeżyję.

Wilk przyhamował i zastanowił się.

- No, niech będzie - zezwolił ostatecznie.
- Choć więc ze mną...

Czerwony Kapturek skierował się do drzwi. Wilk szedł za nim przez klomby aż
do pniaka drzewa zwalonego przez wichurę na którym babcia lubiła była... ale
spuśćmy na to zasłonę niepamięci.
Czerwony Kapturek zatrzymał się przy pieńku i zwrócił do wilka:

- Czy mógłbyś pochylić się nieco i oprzeć głowę o ten kloc?
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - wilk zarechotał basowo jakby udał
mu się świetny dowcip, po czym przykląkł dwornie na jedno kolano i spełnił
prośbę Kapturka.
Na dodatek przymknął oczy, jakby do drzemki, do której - trzeba przyznać -
owe sielskie letnie popołudnie nastrajało w sposób wyjątkowy... Na to
Czerwony Kapturek splunął w garście, zatarł ręce i ze zręcznością
ekwilibrysty albo prestidigitatora... ale chwileczkę - skąd niby taka mała
dziewczynka miałaby znać takie słowa... Zatem z właściwą sobie zręcznością
wydobył z koszyczka wielki topór i za jednym ciosem uciął bestii kosmaty
łeb.

Ptaszki na chwilę przestały ćwierkać a cały wszechświat zatrzymał swój bieg.
Następnie Czerwony Kapturek zachichotał złowieszczo i fachowym ruchem, dwoma
palcami starł juchę z ostrza...

- Głupek - rzucił w stronę resztek wilka - A NIBY DALCZEGO NOSZĘ CZERWONY
KAPTUREK??!!


bajka napisana przez Tomka Baksińskiego.
Obserwuj wątek
    • miauciek i jeszcze jedna . . . 19.10.04, 22:41
      www.ziolek.piotrkow.pl/bajka1.htm
      • mariolka99 Re: i jeszcze jedna . . . 19.10.04, 23:43
        Miodzio, drugą zostawiam sobie na jutro...;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka