facet123
07.10.05, 15:50
Panuje obecnie przekonanie, że demokracja jest najllepszym wymyślonym (co nie
znaczy wcale, że dobrym) ustrojem na świecie.
Zastanawiam się jednak, czy niedługo nie przestanie to być prawdą.
Oglądając scenę polityczną w Polsce, ale też w innych krajach (np. w Ameryce)
zastanawiam się, czy demokracja nie spowoduje ostatecznie upadku cywilizacji.
Na całym świecie coraz większą popularność zdobywają oszołomy i oszołomskie
idee. Nie ma co się dziwić - w końcu demokracja polega na tym, że KAŻDY ma
głos, a statystyczny "każdy" nie reprezentuje sobą wysokiego poziomu
intelektualnego, ale poziom prostego plebsu. Demokracja wychodzi też z
mylnego założenia, że wiekszość społeczeństwa wie co jest dla niego dobre -
to przecież oczywista nieprawda. Większość społeczeństwa nie ma pojęcia jakie
decyzje przyczyniają się do polepszenia sytuacji w dużej skali czasu, jakie
zasady są potrzebne do zdrowego funkcjonowania państwa itd.
Nic też dziwnego, że taki statystyczny prosty człowiek nie jest w stanie
zrozumieć głębszych i inteligentniejszych wywodów ludzi mądrych, jest
natomiast w stanie zrozumieć demagogię ludzi głupich. W efekcie może to
dobrowadzić do tego, że ludzie światli stracą zupełnie poparcie na rzecz
radykalnych oszołomów.
Ktoś mógłby się spytać: Dlaczego nie stało się to wcześniej? Przecież
demokracji nie wymyslono wczoraj.
Niby faktycznie - demokracja to pojęcie stworzone już w świecie antycznym,
ale czy rzeczywiście? Czy rzeczywiście demokracja wtedy była tym co teraz?
Oczywiście, że nie. Te historyczne definicje "demokracji" obejmowały zwykle
tylko i wyłącznie niektóre grupy społeczne (arystokracja, szlachta) i to
tylko one w sposób "demokratyczny" sprawowały rządy - reszta, czyli plebs,
nie miała nic do powiedzenia. Do tego dodajmy, że kiedyś nie istniały tak
potężne narzędzia oddziaływania na masy jak media.
Uświadomiłem sobie zatem, że demokracja w której każdy (naprawdę każdy) ma
prawo głosu działa od bardzo niedawna. Za krótko zatem żeby oceniać ją
jako "najlepszy dotychczas wymyślony system". Do tego znaczenie mediów w
dzisiejszym świecie daje radykałom potężne narzędzie do produkcji swojego
elektoratu.
Oto przykład ponurego scenariusza jaki może się zdarzyć na skutek ślepego
uwielbienia demokracji:
Wyobraźmy sobie, że różnego rodzaju ideologie, zaczną coraz silniej przenikać
do polityki. Już pojawiły się głosy aby amerykańskie dzieci uczyć w szkołach
ideologicznej, a nie naukowej teorii pochodzienia świata. Można się domysleć,
że podobnie wpłyną na edukacje inne ideologie. Musimy sobie uświadomić, że
ideologia jest łatwiejsza i przyjemniejsza w odbiorze niż "nudny"
racjonalizm, toteż masy "demokratycznie" wybiorą właśnie ideologię -
religijną czy też inną. Na przestrzeni lat - młodzież której odmówiono w
szkole reacjonalnej wiedzy na rzecz różnego rodzaju zabobonów będzie jeszcze
bardziej wspierać "tłuszczę", a odwracać się od ludzi światłych. Wynik tego
będzie taki, że po kilku dziesięciolecoiach, ludzie inteligentni i potrafiący
samodzielnie mysleć zostaną zepchnięci do marginesu (tam gdzie obecnie
znajduje się wszelkiego rodzaju oszołomstwo). Podsumowując - zaczną się rządy
idiotów, fundamentalistów i innych radykałów. A ponieważ edukacja będzie
nastawiona na tworzenie im podobnych, nie będzie miał kto się im
przeciwstawić. Następią długie wieki uwstecznienia, takie jakby powtórzone
średniowiecze, gdzie lud będzie utrzymywany w ciemnocie, a rządzić będą
prostacy.
Oczywiście nie twierdzę, że ta bardzo pesymistyczna wizja stanie się faktem,
ale ilekroć słyszę jak ktoś zachłystuje się "postępem", "wolnością"
i "demokracją" jako wartościami nowoczesnego świata zastanawiam się, czy
rzeczywiście mamy powód do radości z tego, że każdy może demokratycznie robić
i mówić co mu się podoba.