Dodaj do ulubionych

Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny?

07.03.06, 13:52
W wątku Co sprawia, że ateista jest moralny? Funix napisał:

"Moje pytanie do Ciebie: co czyni wierzącego w Boga moralnym? ( "Jaki jest
mechanizm prowadzący od wiary w Boga do moralnego życia?" ) Ale, prośba,
spróbuj ( mi ) to wytłumaczyć tak, jakbym był... n.p. Chińczykiem."

No cóż, wprawdzie w cytowanym powyżej wątku nie miałem najmniejszego zamiaru
wywyższać chrześcijaństwa, chciałem jedynie dowiedzieć się czegoś o ateizmie,
ale skoro zostałem wywołany do tablicy, to odpowiadam.

Najpierw może ustalmy podstawy. Z moralnością mamy do czynienia wówczas, gdy
posiadamy jakąś wizję - mniej lub bardziej zwerbalizowaną - tego, jak
powinien wyglądać otaczający nas świat oraz my sami, a drogę do realizacji
tej wizji staramy się ująć w jakieś zalecenia czy też normy, wyodrębniając
przy tym najbardziej podstawowe i najogólniejsze spośród nich tak, jak
chrześcijanie czynią to w przypadku dwóch przykazań miłości oraz Dekalogu.

Krótko mówiąc: moralność służy rozwojowi - tak indywidualnemu, jak i
społecznemu.

Od razu na wstępie chciałbym zwrócić uwagę na bardzo istotną rzecz: wszystko
na naszym pięknym świecie ma cenę, którą musimy zapłacić, gdy chcemy to
osiągnąć. Nie możemy mieć wszystkiego na raz, natychmiast i bez wysiłku. Gdy
chcemy iść na studia zaoczne musimy zapłacić czesne i poświęcić czas na
dojazdy na zajęcia; gdy chcemy mieć przyjaciół także musimy poświęcić swój
cenny czas na rozmowę z nimi oraz wykazać cierpliwość, gdy przychodzą do nas
ze swoimi problemami; gdy chcemy rozwinąć swoją firmę może okazać się, iż
musimy zrezygnować z zakupu najnowszego modelu samochodu lub atrakcyjnej
wycieczki zagranicznej. Rozwój wymaga wyrzeczeń i największy sukces życiowy
(niekoniecznie zresztą rozumiany materialnie) odnoszą zazwyczaj ci, którzy
potrafią zrezygnować z aktualnej przyjemności, na rzecz przyszłej, większej
korzyści.

Mam teraz odpowiedzieć na pytanie: dlaczego teizm bardziej sprzyja moralnemu
życiu (a więc rozwojowi) od ateizmu? (Oczywiście ze względu na wielość odmian
religii, ograniczę się tutaj do prezentacji teizmu w jego wersji
chrześcijańskiej). Sądzę, że najlepsza odpowiedź na to pytanie brzmi:
chrześcijanie mają lepsze narzędzia, służące temu moralnemu życiu. Narzędzia
te, jak wszelkie narzędzia zresztą, nie są idealne (nie ma idealnej łopaty,
są tylko łopaty lepsze lub gorsze), ale prawidłowo wykorzystywane mogą
znacznie zwiększyć SZANSE osiągnięcia sukcesu. Chrześcijanie mają więc do
dyspozycji:
Obserwuj wątek
    • redykolek 1. Wiarę w porządek świata 07.03.06, 13:55
      Codzienna obserwacja otaczającego nas świata nie daje odpowiedzi na pytanie,
      jakie procesy w nim przeważają: tworzenia, czy też może rozpadu. Widzimy
      rozwój i narodziny zwierząt (a więc wzrost uporządkowania), ale także ich
      śmierć i rozkład (a więc wzrost entropii). W pewnych momentach historycznych
      dostrzegamy wzrost gospodarczy, pojawianie się i upowszechnianie nowych
      wynalazków, przyrost ludności i polepszanie się jakości życia, w innych jednak
      przeważa śmierć i zniszczenie (jak np. podczas obu wojen światowych). Druga
      zasada termodynamiki uczy nawet, że entropia układu zamkniętego (o dostatecznie
      dużej liczbie cząstek) nigdy nie maleje, co prowadzi nas do hipotezy cieplnej
      śmierci wszechświata.

      Wiara w monoteistycznego Boga jest jednak zarazem wiarą w pewien porządek
      świata, którego ów Bóg jest gwarantem. Jest ona wiarą w to, iż procesy
      tworzenia przeważają nad procesami rozpadu (a cieplna śmierć wszechświata - lub
      inny tego rodzaju kataklizm - nie jest ostatecznym celem rzeczywistości).
      Ludzie, którzy pragną uczestniczyć w tym procesie tworzenia (zarówno siebie
      samego, jak i otaczających bytów, i to na każdym poziomie - mikroświata,
      swojego najbliższego otoczenia, Ziemi, a w przyszłości może nawet całych
      galaktyk), zawsze będą mieć większe szanse znalezienia odpowiednich do tego
      narzędzi niż ci, którzy w swoim niszczycielskim zapale zapragną wspomóc
      entropię.

      Wiara w Boga jest wiarą w to, iż zawsze można znaleźć narzędzia służące
      rozwojowi i poprawie swojego bytu. Oczywiście w życiu zawsze zdarzają się różne
      ciemne chwile. Z człowiekiem prawdziwie wierzącym jest jednak tak, jak z tym,
      którego zamknięto w ciemnej piwnicy. Nie stracił on nadziei, lecz zaczął
      dotykać ściany w całym pomieszczeniu, aż znalazł ukryte wyjście, podczas gdy
      człowiek pozbawiony nadziei siedział skulony w kącie, aż umarł.

      Wiara w Boga uczy optymizmu i daje nadzieję, co jest niezbędną podstawą
      twórczego życia. (Mógłbym na poparcie tych słów zacytować różne psalmy i inne
      fragmenty Pisma Świętego, ale może w tej krótkiej prezentacji ograniczmy się do
      rozważań czysto racjonalnych).
      • ben333 Re: 1. UWAGA! cz. 1 07.03.06, 15:20
        Odpiszę na jeden wątek ponieważ uważam, że należy tego typu teksty obnażyc,
        wyskrobać zawaluowane paranaukowe twierdzenia, "perełki" oczywistości
        autorskich i odkryć logicznie nie trzymające się kupy zdania. Cały mechanizm
        tej wypowiedzi ma na celu lekko oszołowmić czytającego stosując rozmaite
        techniki perswazji i w konsekwecji przyznać autorowi rację.

        Na początku redykolek wyciąga działa typowe dla tekstów o charakterze
        perswazyjnym używając nukowych słów takich jak procesy,momenty historyczne,
        zasada termodynamiki, lub nawet entropia układu zamkniętego!!!!!:)))). Tego
        typu wypowiedzi mają zwykle przekonać czytającego że autor jest obeznany ze
        światem nauki co nadaje mu oczywistych atutów jako naszego mentora-
        drogowskazu. Zwykle tego wypowiedzi takowe pojawiają sią na początku tekstów
        aby zaskarbić sobie zaufanie i przychylność czytających. Słowem gość wie co
        pisze bo można własciwie powiedzieć że urodził się już naukowcem, a szalki i
        roztwory wypija z mlekiem matki. I tutaj dodatkowa uwaga!!!!! Podpieranie się
        nauką w takich wypowiedziach ma najczęściej ruch robaczkowy:) ale
        jednokierunkowy , autor przytacza dowody naukowe TYLKO i WYŁACZNIE kiedy
        potwierdzają jego poglądy !!! W innych wypadkach nauka jest mu zbędna a w
        szczególności kiedy prawa boskie ni jak się mają do praw nauki.

        Naukowe wstawki tego typu jakie nam autor tutaj zafundował są o tyle
        niebezpieczne, że przpelatają się z typowo nie naukowymi hipotezami,
        tworzonymi raczej ad hoc przez autora. Dla autora naturalnym prawem natury jest
        coś takiego fajnego jak wzrost uporządkowania poprez rozwój i narodziny
        zwierząt!!! Wow , gratulacje! Nie słyszałem o takim prawie w naukach
        naturalnych, co więcej nawet jeśli jest, to jest ono również błedne logicznie.
        Prostym przykładem jest zebranie dwóch czarnych i dwóch czerwonych kulek -
        dorzucenie trzeciej kulki jakiegokolwiek koloru burzy 2 uporządkowane zbiory po
        dwie kulki. Ale to i tak jest abstrakcja wyłacznie wymyślona przez autora.
        Termin wzrost uporządkowania jest bzdurą wklejoną specjlnie w tym miejscu przez
        autora aby już na początku próbować manipulować czytającym!!!!. Jak ktoś
        uwierzy że termin wzrost uporządkowania jest terminem naukowym i powszechnie
        opbowiązującym w nauce, wpadł jak śliwka w kompot i jest już na haczyku
        autora odpływającego w dal swoich rewelacyjnych przemyśleń.


        Bardzo ciekawym stwierdzeniem autora jest jego pogląd na rzeczywistość a w
        zasadzie w jej cel. Szczerze mówiąc nigdy nie spotkałem się z terminem cel
        rzeczywistości. Być może chodziło autorowi raczej o termin cel istnienia.
        Cięzko by było uzasadnić lub potwerdzić, że nic, a nic jest przecież formą
        rzeczywistości, ma jakiś cel. Chybą że autor cofnął się z nauką o kilkaset lat
        wstecz i uważa, że tylko coś jest rzeczywistością co zresztą i tak nie miałoby
        większego znaczenia bo mało jest to prawdopodobne by nawet coś wiązaby się z
        jakimkolwiek celem tego czegoś:)).


        cdn.

        • redykolek Re: 1. UWAGA! cz. 1 07.03.06, 16:35
          Drogi Benie333!

          Jeżeli znajduje się tu coś nieuczciwego, to raczej Twoje twierdzenie, iż
          chciałem czymkolwiek oszołomić i oszukać czytelnika. Ale idźmy po kolei:

          1. Nigdzie nie wyciągam wniosków etycznych z jakichkolwiek twierdzeń naukowych
          (przeczytaj dokładniej a sam zobaczysz, że są one niezależne). W tym znaczeniu
          nigdzie nie "podpieram" się nauką. Natomiast faktycznie podałem pewne przykłady
          ze świata nauki dla ilustracji moich twierdzeń. (To już nie wolno posługiwać
          się przykładami?)

          2. Ze światem nauki obeznany jestem w tym samym stopniu, co każdy przeciętnie
          wykształcony człowiek. I wydaje mi się, że posługuję się językiem potocznym
          przeciętnie wykształconego współczesnego człowieka. A może domagasz się ode
          mnie, żebym zaczął posługiwać się językiem z czasów Jana Kochanowskiego albo
          nawet Bolesława Chrobrego? W takim razie jak powinno brzmieć potocznie
          sformułowane spostrzeżenie, iż "w pewnych momentach historycznych dostrzegamy
          wzrost gospodarczy"? Mógłbym spróbować sformułować to inaczej: "w pewnych
          okresach dostrzegamy wzrost gospodarczy", "w pewnych odcinkach czasu zauważamy
          wzrost gospodarczy". Które z tych sformułowań są według Ciebie zadowalające? A
          może jakieś inne?

          3. Przykład z drugim prawem termodynamiki przytoczyłem tylko dlatego, że często
          pojawia się on w dyskusjach o istnieniu Boga (wskazywane jest ono zwykle
          jako "dowód" na nieistnienie Boga), nie chciałem go więc tu pomijać.

          4. W postach moich nie ma żadnych "naukowych wstawek", lecz tylko przykłady. Co
          może być przykładem na wzrost uporządkowania (a więc zmniejszenia się
          entropii)? Na przykład rozwój zwierząt w łonie matki. Piszesz:

          "Dla autora naturalnym prawem natury jest coś takiego fajnego jak wzrost
          uporządkowania poprzez rozwój i narodziny zwierząt!!! Wow , gratulacje! Nie
          słyszałem o takim prawie w naukach naturalnych"

          Ja także nie słyszałem o takim prawie i na pewno czegoś takiego nie napisałem.
          W ogóle mało interesują mnie prawa natury. Mój tekst jest o moralności.

          5. Jak już wspomniałem posługuję się językiem potocznym, może nie zawsze bez
          wpadek, ale cóż, nikt nie jest doskonały (nawet najlepszym autorom zdarza się
          popełnić błąd ortograficzny lub literówkę w użytym terminie). Ciekaw zresztą
          jednego: skoro takie wrażenie robią na Tobie pojęcia "moment historyczny"
          lub "prawo termodynamiki", które mogą znaleźć się już w słowniku gimnazjalisty,
          to w takim razie jakie Ty sam masz wykształcenie? (Od razu się przyznam: mam
          licencjat z zarządzania. Wiem, śmiechu warte, ale cóż robić? Sam żałuję, że nie
          poszedłem na moją ulubioną paleontologię, albo nawet archeologię).

          Mam więc trzy uwagi:

          - Staraj się uważniej czytać teksty i nie doszukuj się w nich tego, czego nie
          zawierają.

          - Odróżniaj właściwy tekst od przykładów go ilustrujących.

          - Zwróć uwagę, jakie obecnie, w XXI wieku, sformułowania są częścią potocznego
          języka jako tako wykształconego człowieka.

          Pozdrawiam

          PS. Nie przypominam sobie, żebym pisał o "celu rzeczywistości". Pisałem
          natomiast o wizji świata, jaką posiada każdy człowiek, a także (w innym wątku)
          o "Królestwie Bożym" jako celu naszych dążeń.
          • ben333 Re: 07.03.06, 20:20
          • ben333 Re: 1. UWAGA! cz. 1 07.03.06, 20:33
            a jednak w drugiej linijce pierwszego akapitu piszszesz:

            Widzimy
            rozwój i narodziny zwierząt (a więc wzrost uporządkowania)

            W drugim akapicie w trzeciej linijce napisałeś:

            a cieplna śmierć wszechświata - lub
            inny tego rodzaju kataklizm - nie jest ostatecznym CELEM RZECZYWISTOŚCI


            Nie neguj tego co sam te teorie wyklikałeś na klawiaturze.
            • redykolek Re: 1. UWAGA! cz. 1 08.03.06, 08:29
              ben333 napisał:

              > a jednak w drugiej linijce pierwszego akapitu piszszesz:
              >
              > Widzimy
              > rozwój i narodziny zwierząt (a więc wzrost uporządkowania)
              >

              Wiara w Boga monoteistycznego jest zawsze wiarą w porządek świata od tego Boga
              pochodzący. Gdybyś kiedyś zajrzał do niektórych książek pisanych przez obrońców
              wiary, wówczas zauważyłbyś, iż często próbują oni udowadniać istnienie
              Najwyższego przez wskazanie na porządek panujący w obserwowanym przez nas
              wszechświecie (np. istnienie praw natury), który ich zdaniem pochodzi od
              Stwórcy. Jednak przeciwnicy religii zwracają uwagę na fakt, iż sama obserwacja
              nie daje pewności co tak naprawdę przeważa i prawdą może być także, że przewagę
              ma rozkład i zniszczenie. Istnienie drugiego prawa termodynamiki sugeruje
              nawet, że uporządkowanie jest czymś wyjątkowym i nie można pojęcia tego
              rozciągać na cały wszechświat (a więc nie można twierdzić, iż porządek świata
              wskazuje na jakiegoś stwórcę). I o to mi chodziło we wskazywanym przez Ciebie
              fragmencie.

              A co to ma wspólnego z moralnością? Ano to, że działanie moralne zawsze
              związane jest z porządkowaniem rzeczywistości. Na poziomie pojedynczego
              człowieka zwiazane jest ono z jakimś fragmentem jego otoczenia (gdy np. kogoś
              leczy albo buduje dom), a na poziomie Boga z porządkowaniem całego wszechświata.

              > W drugim akapicie w trzeciej linijce napisałeś:
              >
              > a cieplna śmierć wszechświata - lub
              > inny tego rodzaju kataklizm - nie jest ostatecznym CELEM RZECZYWISTOŚCI
              >
              >

              No dobrze, przejęzyczyłem się! W tym fragmencie chodziło mi o ten okres dziejów
              wszechświata, gdy - za wiele miliardów lat - jego temperatura dojdzie w pobliże
              zera absolutnego. Inni autorzy piszą o innych wszechświatowych kataklizmach
              (np. stoicy twierdzili, że co pewien czas dochodzi do "zognienia" świata).

              A dlaczego o tym piszę? Jeszcze raz powtarzam: ponieważ według chrześcijan
              działanie Boga i współpracującego z Nim człowieka polega na porządkowaniu
              rzeczywistości. Chciałem więc, jako uczciwy dyskutant, pokazać też przeciwne
              na poglądy to zagadnienie. Po prostu chciałem pokazać, że chociaż my wierzymy w
              porządek świata, to jednak inni mogą mieć odmienny pogląd na tę sprawę. Czy to,
              według Ciebie, jest manipulacją?

              > Nie neguj tego co sam te teorie wyklikałeś na klawiaturze.

              Jakie teorie? Pisałem o moralności od czasu do czasu posiłkując się rozmaitymi
              przykładami (historycznymi, z dziedziny nauki i dnia codziennego). A teorie,
              których tworzenie mi imputujesz, tak naprawdę powstały jedynie w Twojej głowie.
      • Gość: ben333 Re: UWAGA cz.2 IP: *.aster.pl 07.03.06, 21:35
        Pomimo oburzenia autora dokończę omówienie tego wątku ze względu na to jak
        wiele religi i sekt ale również środowisk biznesowych posługuję się technikami
        manipulacji przykładowo w takim krótkim tekscie zawartych.

        Wskazanie na naukę aby potem wpleść paranaukowe twierdzenia nie jest techniką
        nową, bo skuteczną w manipulowaniu faktami.

        Jednak ciekawszą sprawą są błedy logiczne, które w tym wątku kilkakrotnie się
        przewijają. Po pierwsze autor zakłada a priori że osoba wierząca w boga ( co
        ważne!) monoteistycznego jest osobą z nadzieją wykluczając właściwie
        automatycznie że inni takiej nadziei nie mają. Autor nie wie że nadzieja nie
        jest zawiązana z wiarą a wszczególności nie jest związana z wiarą w boga
        monoteistycznego. Jeśli tak by było, oznaczałoby to że chrześijaństwo ma
        monopol na to uczucie. A innym go po prostu brakuje. W każdej kulturze słowo
        nadzieja istnieje ( jesli autor sobie rzyczy mogę podać żródło), co więcej ,
        nawet ateiśći przykładają do nadzieji dosyć sporą estymę. Gdyby tak nie było,
        ateiści nie graliby w totka!!

        Co więcej, aby jeszcze bardziej wzmocnić swoją błędną logikę autor wprowadza
        typowo sekciarską retorykę przytaczając ( parwdopodobnie przez siebie
        wymyśloną) metaforę. Metafory są typem wypowiedzi który już z założenia ma
        zmylić i skłonić czytelnika aby obrał punkt widzenia autora. Z drugiej jednak
        strony metafory z założenia są logicznymi pułapkami ale chwilę je anlizując
        zaczynamy widzieć jak pokraczne są to formy. Tutaj przytoczę metaforę autora
        która ma zobrazować jak fartowny jest gostek co wierzy w boga:


        Z człowiekiem prawdziwie wierzącym jest jednak tak, jak z tym,
        > którego zamknięto w ciemnej piwnicy. Nie stracił on nadziei, lecz zaczął
        > dotykać ściany w całym pomieszczeniu, aż znalazł ukryte wyjście, podczas gdy
        > człowiek pozbawiony nadziei siedział skulony w kącie, aż umarł.

        Metafory są rewelacyjne bo ślicznie obrazują. Ta w istocie jest niedorzeczna.
        NIe istnieje taki człowiek na ziemi który postawiony w kryzysowej sytuaci nie
        próbował z niej wybrnąć dzieje się tak zwykle dlatego że umiemy myśleć również
        abstrakcyjnie i nie ma to nic do rzeczy z nadzieją ale z prostym instynktem. Ta
        metafora nie broni się pod żadnym kątem. Co się dzieje jeśli nie ma wyjścia? A
        jeśli za wyjściem czai się lew to może lepiej poczekąć w środku? Itd.
        >
        Co więcej autor dalej posługuje się dziwaczną logiką np w tym tekście poddając
        to wniskowanie dodatkowemu wzmocnieniu w formie prawdopodobnych przykładów z
        biblii - tej samej książki, która tak pieknie opowiada jak bóg w siedem dni
        stworzył świat!!!!! do których autor być może będzie nas pózniej przkonywał -
        bo przecież ma na dowód teksty z biblii.
        Oto co autor pisze:
        > Wiara w Boga uczy optymizmu i daje nadzieję, co jest niezbędną podstawą
        > twórczego życia. (Mógłbym na poparcie tych słów zacytować różne psalmy i
        inne fragmenty Pisma Świętego, ale może w tej krótkiej prezentacji ograniczmy
        się do> rozważań czysto racjonalnych).

        Ponieważ jest to już końcówka tekstu autor pozwala sobie na bycie
        autorytatywnym. No bo czyż nie oczywiste jest że twórcze życie mają tylko
        ludzie wierzący??!! Autor jest pewien że wiara w boga uczy optymizmu. Błąd. To
        oznaczałoby że optymistami są zazwyczaj wierzący a to przecież nie jest
        prawda!!!! Drugi bład to utożsamienie optymizmu z twórczością. Ach jak bardzo
        tutaj autor się myli. Byłbym skłonny twierdzić raczej że beznadzieja i totalna
        przygnęba wznieca bardziej płomień twórczy niż optymizm. Ale jako osoba
        rozzsądna poprzestanę na twierdzeniu że raczej Bóg, optymizm i twórczość mają
        się do siebie raczej nijak.
      • funix Re: 1. Wiarę w porządek świata 11.03.06, 20:32
        redykolek napisał:
        >
        > Wiara w monoteistycznego Boga jest jednak zarazem wiarą w pewien porządek
        > świata, którego ów Bóg jest gwarantem. ...

        Nie określałbym swego stosunku do świata jako „wiary w pewien jego porządek” ,
        ale w moim wieku świat nie jawi mi się już od dawna jako bezgraniczny chaos i
        obraz jaki mam jest na tyle sensowny i spójny, że nie potrzebuję żadnego
        sztucznego spoiwa, żeby mi się ten pucel nie rozsypał. Dla mnie świat z bogiem
        nie ma sensu ( odsyłam: Graham Green „Spokojny Amerykanin” :). Myśl, że
        gwarantem porządku tego świata miałby być Jahwe, który część swych stworzeń
        nagradza, a inne tępi, robi ofiarę ze swego syna dla siebie ( bo dla kogo? )
        celem odkupienia win ( !! ) niedoskonałych ( przecież tak „zrobionych” )
        ludzi, nie przeraża mnie tylko dlatego, że uważam ją za anachroniczny absurd.


        > Z człowiekiem prawdziwie wierzącym jest jednak tak, jak z tym,
        > którego zamknięto w ciemnej piwnicy. Nie stracił on nadziei, lecz zaczął
        > dotykać ściany w całym pomieszczeniu, aż znalazł ukryte wyjście, podczas gdy
        > człowiek pozbawiony nadziei siedział skulony w kącie, aż umarł.
        >


        No i spójrz ile warta jest taka retoryka! Ja z kolei dałbym głowę, że to ten
        wierzący tylko się modlił „skulony w kącie, aż umarł”, a ten drugi ( hm, może
        ateista? ), nauczony liczyć tylko na siebie, szukał, próbował i walczył dopóki
        mu starczyło tchu :)
    • redykolek 2. Sakramenty 07.03.06, 13:56
      Specyficznymi narzędziami, które dostajemy od Boga, aby mieć więcej siły do
      tego twórczego życia są sakramenty, a więc ustanowione przez Chrystusa znaki
      przekazywania łaski bożej. Jeżeli wierny współpracuje z ową otrzymaną w wyniku
      przyjęcia danego sakramentu łaską, wówczas jego zdolność do spełniania dobrych
      uczynków ulega pomnożeniu.
      • edico Re: 2. Sakramenty redykolek 'a 07.03.06, 15:36
        redykolek napisał:

        > Specyficznymi narzędziami, które dostajemy od Boga, aby mieć więcej siły do
        > tego twórczego życia są sakramenty...
        Teraz rozumiem, dla czego Paetz, Moskwa, Kramek, Jankowski, proboszcz parafii w
        Połoskach pod Białą Podlaską ks. Zbigniew S. i wielu innych latali ze swą
        sakramentalną laską uszczęśliwiając alumnów, ministrantów i dziatwę szkolną.
        Ten, który zgwałcił 60-cio latka musiał mieć specjalne podłoże sakramentowe
        udzielone chyba indywidualne ;o))
      • funix Re: 2. Sakramenty 11.03.06, 20:34
        Prosiłem abyś wytłumaczył ( mi ) to jak Chińczykowi, czyli z odwołaniem się do
        pojęć uniwersalnych, a Ty o sakramentach! A może to, o czym mówisz ( pytanie w
        imieniu zdezorientowanego Chińczyka ;), to zwykłe NLP na podłożu religijnym,
        albo inne TLT ( temporal lobe transients )? Konstruktywna dyskusja, nieprawdaż?

        > Jeżeli wierny współpracuje....

        Idę o zakład, że o. Rydzyk w swym przekonaniu tę łaskę otrzymał, teraz z nią
        „współpracuje (...) i swą zdolność do spełniania dobrych uczynków pomnaża”....
    • redykolek 3. Wysokiej jakości normy moralne 07.03.06, 13:58
      Jak to już wyżej wspomniano, wszystko kosztuje: nie możemy mieć wszystkiego na
      raz, natychmiast i bez wysiłku. Twórcze życie wymaga więc dokonania wyboru tych
      czynów, które należy wykonywać - nakazów, jak i tych, których należy unikać - a
      więc zakazów (i to zarówno na poziomie bardzo ogólnym - na przykład przykazań
      miłości i Dekalogu, jak i bardziej szczegółowych wskazówek). Chrześcijanie
      wierzą, iż normy moralne zawarte w przykazaniach miłości i Dekalogu (a także
      te, które można z nich wyprowadzić za pomocą prawidłowego rozumowania) są
      prawdziwe - ich wypełnianie jest najlepszą gwarancja rozwoju osobistego i
      społecznego.
      • Gość: Ed Wysokiej jakości normy moralne IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.03.06, 15:44
        Włoski dziennik La Republica przedrukował raport amerykańskiego National
        Catholic Reporter o wykorzystywaniu seksualnym zakonnic przez księży. Zakonnice
        są gwałcone, zachęcane do zażywania pigułek antykoncepcyjnych i do usuwania
        ciąży. Najpoważniejsze są problemy w Afryce, gdzie zakonnice są bardziej
        cenione niż prostytutki z uwagi na lęk przed AIDS. Informacje zawarte w
        raporcie potwierdził rzecznik Watykanu Joaquin Navarro-Valls, dodając, że
        pojedyncze przypadki nie mogą przekreślać heroicznej postawie większości kleru.
        [MR]
        Rzeczpospolita
      • funix Re: 3. Wysokiej jakości normy moralne 11.03.06, 20:36
        Chrześcijańskie normy moralne są tak wysokiej jakości, że trudno jest znaleźć
        chrześcijanina, który by je brał serio! Ilu Ty znasz chrześcijan nie dbających
        o wartości materialne, nadstawiających lewy policzek po uderzeniu w prawy,
        wybaczających 77 razy, kochających ( z nakazu? ) bliźnich, a nawet wrogów
        swoich, szukających złodzieja ( np. swego samochodu ), by mu dołożyć (
        oczywiście: opony zimowe! ) itd, itp. ? Jakieś statystyki ( np. nt. stosunków
        przed- i pozamałżeńskich ) muszą chyba przecież do Ciebie docierać w przerwach
        pomiędzy czytaniem psalmów?
        A może to tak psują katolickiej Polsce statystykę ( jak zwykle! ) pedały i
        żydo-komuna, skoro chrześcijanin zdaje się być już z samego założenia moralny?

        Tak na marginesie, to co sądzisz o jakości moralnej komunistycznej zasady: „od
        każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb”?
    • redykolek 4. Pojęcie godności jednostki ludzkiej 07.03.06, 14:00
      U podstaw moralności chrześcijańskiej od początku znajduje się szacunek dla
      ludzkiej jednostki. Chrystus wyraźnie przeciwstawiał bogate ofiary składane na
      ołtarzach ówczesnych bogów, skromnym ofiarom polegającym na dobrych uczynkach
      wobec bliźniego. Nauczał też i własnym postępowaniem pokazywał, iż należy
      okazywać szacunek każdemu człowiekowi, o najpodlejszej nawet pozycji
      społecznej. Ale wspomnieć należy coś jeszcze: otóż Chrystus nigdy nie zmuszał
      nikogo do przyjęcia swoich nauk. Urodził się w skromnej rodzinie i głosił je
      swemu najbliższemu otoczeniu. Przekazywał je swoim uczniom w możliwie prostych
      słowach, dalekich od profesorskiej, czy też rabinistycznej napuszoności, a gdy
      ów Niewierny Tomasz niedowierzał Jego zmartwychwstaniu - nie poraził go
      piorunem za niedowiarstwo, lecz po prostu pokazał mu ten fakt w sposób
      empirycznie sprawdzalny.

      Bóg ukazał ważność jednostki ludzkiej także w ten sposób, iż sam przyjął jej
      postać. Żył, pracował i cierpiał jak zwykły człowiek - a nie jakiś król czy
      inny Pan Prezes. Zasypał w ten sposób przepaść pomiędzy niepoznawalnym
      Absolutem a naszym codziennym życiem. Boże przykazania nie są więc czymś
      narzuconym arbitralnie przez nieczułe i obojętne na nasze życie bóstwo, lecz
      darem kogoś, kto sam to życie przeżył. Na pewno zwiększa to wiarygodność Boga
      jako dawcy moralności.
      • edico Pojęcie godności jednostki ludzkiej w Krk 07.03.06, 16:02
        Zapewna dla tego kataolicki ksiądz Anastaze Seromba spalił 2000 wiernych w
        Ruandzie w swoim kosciele, by zapewnić im godność ludzką w życiun pozagrobowy, ;((
      • funix Re: 4. Pojęcie godności jednostki ludzkiej 11.03.06, 20:39
        > Chrystus wyraźnie przeciwstawiał....
        > (...) własnym postępowaniem pokazywał...
        > Chrystus nigdy nie zmuszał...
        > Bóg ukazał ważność jednostki ludzkiej...
        > Na pewno zwiększa to wiarygodność Boga jako dawcy moralność

        Mnie się zdawało, że będziemy mówić o moralności chrześcijan, a nie Chrystusa.
        Nie dostrzegasz różnicy?? Ja, zasadniczą!
        Kończę właśnie lekturę książki o inkwizycji i tymi ca. 60 tysiącami
        torturowanych i spalonych kobiet ( nie mówiąc o Żydach i heretykach )
        niechętnie obciążałbym jednak sumienie Chrystusa, nawet jeśli tego betialstwa
        dokonywano pod jego krzyżem i na rozkaz Jego Ojca, będącego samą Miłością ( Wj,
        22.17 „Nie pozwolisz żyć czarownicy” )
    • redykolek 5. Pojęcie grzeszności człowieka 07.03.06, 14:02
      Ale człowiek jest ograniczony - jest grzeszny. Skutek tego jest taki, iż
      niejednokrotnie mógłby powtórzyć za jednym z byłych premierów
      rosyjskich: "chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło tak jak zwykle". Ateiści często
      mają skłonność do zapominania o tej niedoskonałości natury ludzkiej, a
      hurraoptymistyczna wizja człowieka prezentowana przez jakobinów i bolszewików
      śmiało towarzyszyła ich zbrodniom. Ten bezkrytyczny optymizm pięknie ilustrują
      powieści fantastyczne radzieckiego pisarza Siergieja Sniegowa (np. "Ludzie jak
      bogowie") oraz polskiego pisarza Czesława Chruszczewskiego (np. "Fenomen
      kosmosu" - tym fenomenem są oczywiście przedstawiciele gatunku Homo sapiens, na
      których cześć peany głoszą napotkani przez podróżników mieszkańcy innych
      światów, ze zdumiewającą szczerością oznajmiający swoją niższość wobec
      mieszkańców Ziemi).

      Taki optymizm potrzebny był twórcom jakobińskiej i bolszewickiej utopii, lecz
      nauka chrześcijańska nie pozostawia żadnych złudzeń - idealnego świata nigdy
      nie uda nam się stworzyć o własnych siłach. Chrześcijaństwu bardzo bliska jest
      więc popperowska koncepcja doskonalenia za pomocą drobnych usprawnień,
      wspomaganego przez krytycyzm wobec wszelkich własnych uczynków.
      • edico Pojęcie grzeszności człowieka wg. wzorców Krk 07.03.06, 16:05
        Papież Aleksander VI (1492-1503 - Rodrigo de Borja) zdobył władzę w Watykanie
        przy pomocy kunsztownego planu rozdziału urzędów. Krytyczni historycy określają
        go jako "przestepcę doskonałego" i "bezkształtnego syna chaosu". Nikt inny nie
        prowadził tak świeckiego życia na Tronie Piotrowym, jak własnie Aleksander. Z
        różnymi metresami miał dziewięcioro dzieci, z których dwoje zyskało szczególną
        słazwę:
        - syn Cesare jako morderca i intrygant, oraz
        - córka Lukrecja jako "dynastyczny towar handlowy"
        Kilkakrotnoe papież wydawał ją za mąż. Dla jej ojca religia była tylko
        frazesem, a Kościół kwestią kostiumu. Zmarł przypuszczalnie od trucizny,
        przeznaczonej dla jednego z kardynałów, którą on i syn zażyli omyłkowo.
      • funix Re: 5. Pojęcie grzeszności człowieka 11.03.06, 20:41
        Czyżbyś był zdania, że „pojęcie grzeszności człowieka” ( domyślam się, że wespół
        z czyhającym na jego duszę szatanem...) jest kluczem do zrozumienia kondycji
        ludzkiej?
        Jeśli tak, to namawiam byś śmiało podsuwał tę cenną myśl psychologom,
        psychiatrom, neurologom i socjologom ciągle niezdolnych do wyciągania prostych i
        jasnych wniosków. A niech im, gamoniom, będzie wstyd...

        W punkcie 1. to właśnie wierzący byli optymistami, bo Bóg gwarantował im
        porządek świata i dawał nadzieję, ateiści zaś mieli być słabi i bez nadziei.
        Taraz dowiaduję się, że są bezkrytycznie optymistyczni, co zdaje się szczególnie
        dobrze harmonizować z ich zbrodniami! O żesz ty!!!

        Myślę, że mając tak dogłębny i wielowymiarowy obraz psychiki ateistów nie
        musisz się już niczego o nich dowiadywać. Odpuść sobie. Do tego nie da się już
        nic więcej dodać!
        Mnie na wciskanie pomiędzy te „prawdy” np. Demokryta z Abdery nie pozwala
        zwykła, ludzka ( czyli ateistyczna ;) przyzwoitość.
    • redykolek 6. Idea niezależności powinności od faktów 07.03.06, 14:05
      To, co powinno być nie wynika w żaden sposób z tego, co jest. Powinności w
      żaden sposób nie można wyprowadzić z faktów. Tę zdawałoby się oczywistą prawdę
      wykazał już David Hume, lecz umysł ludzki napotyka zdumiewające trudności z jej
      przyjęciem i zrozumieniem. Świadczą o tym liczne próby uzasadniania norm za
      pomocą aktualnego stanu świata. Normy moralne mają jednak służyć przemianie
      świata, jego doskonaleniu. Z tego, że coś istnieje w żaden sposób nie wynika,
      że powinno to istnieć. Podobnie z faktu istnienia rzekomych praw historii (np.
      takich, z których wynika, że przyszłość należy do jakiejś religii lub ateizmu,
      liberalizmu gospodarczego lub komunizmu) nie wynika wcale, że musimy bezwolnie
      się im poddawać.

      Normy moralności chrześcijańskiej nastawione są właśnie na przemianę świata a
      nie na jego konserwację w aktualnym stanie lub uleganie złudnym prawom historii.
      • edico dea niezależności od głupot 07.03.06, 16:13
        redykolek napisał:

        > Normy moralności chrześcijańskiej nastawione są właśnie na przemianę świata a
        > nie na jego konserwację w aktualnym stanie lub uleganie złudnym prawom historii
        To zajrzyj do tej historii i powiedz dla czego papież JP2 hołdował wstecznictwu
        a nie realnej rzeczywistości.
        Skoro prawa historii są tylko rzekome nie mająsc żadnego wpływu na na
        następstwa, to po kiego grzmota powraca się do tzw. stolicy Piotrowej i jej
        spuścizny, skoro samo urzędowanie Piotra w tej stolicy jest wątpliwe i do
        dzisiaj nie udowodnione?
      • funix Re: 6. Idea niezależności powinności od faktów 11.03.06, 20:48
        Nowa wykładnia Hume’owskiej filozofii mocno mnie poruszyła. Dotąd sądziłem, że
        chodziło mu o niemożność czysto rozumowego wyprowadzenia ocen ( zasad moralnych
        ) z faktów, gdyż te, same w sobie żadnej wartości nie zawierają ( ergo: zło i
        dobro obiektywnie nie istnieje :) Ja, ateista, nie mam z tą „zdawałoby się
        oczywistą prawdą” żadnego problemu, bo nie muszę wierzyć w obiektywnie (?!)
        istniejącą Miłość i Zło. Twój umysł jednak zdaje się „napotykać zdumiewające
        trudności z przyjęciem i zrozumieniem tej prawdy”, skoro piszesz dalej: „Z
        tego, że coś istnieje w żaden sposób nie wynika, że powinno to istnieć”!
        To znaczy istnieje, choć nie ma prawa istnieć?? O, my Lord!!!

        >
        > Normy moralności chrześcijańskiej nastawione są właśnie na przemianę świata a
        > nie na jego konserwację w aktualnym stanie lub uleganie złudnym prawom historii
        > .

        ( Marks?! Czyżby reminiscencje Twej poprzedniej wiary? )
    • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:16
      > Z moralnością mamy do czynienia wówczas, gdy
      > posiadamy jakąś wizję - mniej lub bardziej zwerbalizowaną - tego, jak
      > powinien wyglądać otaczający nas świat oraz my sami
      No właśnie, a że wizja chrześcijańska jest według mnie błędna (np. błędne
      założenia o duszy, boskim pierwiastku odróżniającym człowieka od zwierząt) więc
      i cała chrześcijańska moralność jest chybiona.
      • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:25
        Szkoda że nie poprosiłem, żebyście zaczekali, aż wkleję wszystkie siedem
        punktów. No, ale stało się. Przejdźmy więc do rzeczy:

        Chodzi o wizję świata jako celu naszych działań. W takim znaczeniu, w jakim np.
        architekt posiada wizję projektowanego przez siebie domu.
        • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:31
          Nie wiedziałem ile będzie łopat, wybacz, że się wtrąciłem w środek...

          W każdym razie nie bardzo rozumiem co w tym kontekście oznacza "moralny"? Bo
          jeśli ktoś ma "złą" wizję świata (powiedzmy, że jest satanistą czy kimś w tym
          stylu), to lepiej, żeby nie stosował się do tych swoich zasad, czyli, lepiej,
          żeby morlany nie był.
          • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:45
            Moralności może oczywiście być wiele, ale zauważ, że nie wszystkie muszą być
            tej samej wartości (dlatego możemy się spierać, czy lepsza jest etyka
            chrześcijańska, muzułmańska, czy też może "niezależna" w wersji prof.
            Kotarbinskiego).

            Ponadto zwróć jeszcze uwagę na fakt, że moralność zawsze związana jest z
            realizacją jakiejś wizji świata, a więc tworzeniem. Czysta destrukcja usadawia
            się poza wszelką moralnością.
            • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:50
              > Moralności może oczywiście być wiele, ale zauważ, że nie wszystkie muszą być
              > tej samej wartości
              No właśnie o to mi chodzi. Więc pojęcie "moralny" też ma różną wartość.

              > Czysta destrukcja usadawia się poza wszelką moralnością.
              Chyba że czyjąś moralnością jest destrukcja, tworzenie chaosu.
              • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:58
                Powinniśmy jednak odróżnić - zdecydowanie dominujące we wszystkich
                społeczeństwach - dążenia do zbudowania czegoś od dążenia do całkowitej
                destrukcji (charakterystyczne raczej dla osób chorych psychicznie i dążących
                ostatecznie do samozagłady - bo jak nic nie ma istnieć, to również te osoby).

                Zwykle nawet, gdy coś burzymy (dach naszego domu albo sąsiednie państwo -
                wypowiadając mu wojnę), to tylko po to, aby coś na tym miejscu zbudować (nowe
                piętro lub nowy porządek w podbitym kraju).
                • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 15:00
                  > Powinniśmy jednak odróżnić - zdecydowanie dominujące we wszystkich
                  > społeczeństwach - dążenia do zbudowania czegoś
                  No, ale Hitler też coś budował. Więc sama chęć budowania nie stanowi o etycznej
                  wartości moralności (wiem, że masło maślane, ale nie potrafię inaczej ująć).
                  • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 15:08
                    nancyboy napisał:

                    > No, ale Hitler też coś budował. Więc sama chęć budowania nie stanowi o
                    etycznej
                    > wartości moralności (wiem, że masło maślane, ale nie potrafię inaczej ująć).


                    Bardzo pięknie to ująłeś: samo dążenie do zbudowania czegoś nie oznacza wcale,
                    że to coś jest wiele warte. Pewne moralności (czy też etyki) mogą być naprawdę
                    bardzo kiepskiej jakości.
                    • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 15:43
                      > Pewne moralności (czy też etyki) mogą być naprawdę bardzo kiepskiej jakości.
                      No właśnie, kilka przykładów by się znalazło...
                      • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 16:46
                        nancyboy napisał:

                        > No właśnie, kilka przykładów by się znalazło...

                        Aha.

                        Mam jednak nadzieję (i nie jest to uwaga do Ciebie Nancyboyu, lecz do innych
                        osób, które tu zaglądają), że spostrzeżenie to nie będzie powodem do
                        przerzucania się inwektywami, ale raczej do wymiany racjonalnych argumentów.
    • redykolek 7. Tradycję zmagania się z problemami 07.03.06, 14:21
      Nic nie jest oczywiste, a realizacja w codziennym życiu norm moralnych nie
      odbywa się w sposób magiczny. Życie polega na zmaganiu się z problemami: jak
      rozumieć daną normę moralną, jakie wyjątki od niej są dopuszczalne i w jakich
      warunkach, czy dana norma moralna została prawidłowo wyprowadzona z normy
      ogólnej itd., itp. To oczywiście są sformułowania bardzo ogólne, abstrakcyjne.
      Zazwyczaj musimy radzić sobie z konkretnymi ich prezentacjami (wymienię tu dla
      przykładu tylko kilka):

      - Jak odnosić się do bóstw innych religii? (Przypominam, że w czasach, gdy żyli
      apostołowie, zarówno poganie, jak też żydzi i chrześcijanie wierzyli w realne
      istnienie bogów pogańskich: Apolla, Zeusa, Ozyrysa itd.)

      - Jak odnosić się do współwyznawców, którzy podczas prześladowań złożyli ofiarę
      na ołtarzu cesarza i w jaki sposób ponownie włączyć ich do wspólnoty Kościoła?

      - Władza państwowa, wykorzystując religię do własnych celów, niejednokrotnie
      prześladowała innowierców. Często także rzekomi lub prawdziwi heretycy
      spotykali się z represjami ciemnego tłumu. (Pamiętajmy, iż prześladowań z
      przyczyn światopoglądowych nie wymyślili chrześcijanie, częste one były także
      w starożytnej Grecji i Rzymie). W jaki sposób więc sposób można zapobiegać
      nadużyciom i stwierdzić, iż faktycznie mamy do czynienia z heretykiem, a nie z
      ofiarą czyjejś złej woli? (Właśnie po to, aby zapobiec tego rodzaju nadużyciom
      wymyślono inkwizycję).

      - Przechowywanie i upowszechnianie, a także praca nad jak najlepszym
      zrozumieniem nauk danej religii wymaga istnienia sprawnej organizacji. Jak taka
      organizacja powinna być zbudowana? W jaki sposób finansowana? Jak powinny
      wyglądać jej stosunki z władzą państwową?

      - Feudalne społeczeństwo, w jakim znalazł się Kościół wraz ze schyłkiem
      starożytności zdecydowanie nie sprzyjało realizacji chrześcijańskich zasad
      moralnych. Ale może nawet w tak trudnych warunkach dałoby się jakoś to czynić?
      Próbowano więc np. ucywilizować zdemoralizowane rycerstwo poprzez wprowadzenie
      rozmaitych obrzędów (pasowanie na rycerza połączone z Mszą Św.), ustalanie
      różnych kodeksów rycerskiego życia (typu "Pochwała nowego rycerstwa" Bernarda z
      Clairvaux), a także pomysł tzw. Pokoju Bożego (Treuga Dei), czy też - wyjątkowo
      chybiony w swoich skutkach - pomysł wysyłania nadmiaru kłótliwego rycerstwa na
      krucjaty.

      - W klasztorach i na uniwersytetach przetrwała - odziedziczona po antyku -
      tradycja uprawiania nauki. Już w XIV wieku pojawiły się różne ciekawe koncepcje
      (np. teoria impetu Jeana Buridana prekursorska wobec nowożytnej fizyki). Za
      apogeum tej "kościelnej" nauki można uznać dzieło Mikołaja Kopernika.
      Heliocentryzm przez około sto lat (do czasów odkryć Galileusza) był jedynie
      niesprawdzoną hipotezą. Mimo to cieszył się on dużą popularnością u
      wykształconej elity duchowieństwa (z papieżem na czele). Kłopot polegał na tym,
      że w przekonaniu zwykłych ludzi cały porządek świata (łącznie z zasadami
      moralnymi) opierał się na pewnej konstrukcji wszechświata. Ponadto w XVI wieku
      rozwinęły się kościoły i sekty protestanckie, które z miejsca odrzuciły
      heliocentryzm. Cóż więc robić w tak kłopotliwej sytuacji. Czy można po prostu
      zacząć radośnie propagować jakąś hipotezę naukową bez zwracania uwagi na
      wszelkie tego konsekwencje?

      - W XIX wieku pojawiła się kwestia robotnicza i pytania: jak traktować
      rozwijający się ruch socjalistyczny i walkę o prawa robotników?

      - Wiele jeszcze problemów mógłbym tu wymienić, poczynając od kwestii
      budownictwa i sztuki (jakiego rodzaju budynki najlepiej przysposobić do użytku
      coraz bardziej masowego uczestnictwa w nabożeństwach i jaki wystrój artystyczny
      im nadać? – W IV wieku n.e. pojawiły się w odpowiedzi na to pytanie
      zadziwiające nieraz eksperymenty), a na zagadnieniach gospodarczych kończąc
      (np. stosunek do lichwy i procentu). Obecnie wielkim problemem, który należy
      rozważyć z dużą ostrożnością i delikatnością, jest problem homoseksualistów-
      chrześcijan.

      Jak już wspominałem na początku tej części - nic nie jest oczywiste. My jednak,
      siedząc w wygodnych fotelach i patrząc z politowaniem na usiłowania naszych
      przodków, gotowi byśmy udzielać im wielu dobrych rad. Ale czyniąc to musimy
      pamiętać, że nasz świat, w którym znaleźć można wiele wspaniałych rozwiązań
      dawnych problemów, jest wytworem wielu przeszłych pokoleń, które z owymi
      problemami się zmagały. To, co my uważamy za oczywiste, ktoś musiał najpierw
      wymyślić. W trakcie tego procesu wiele czyniono w sposób głupi i nieudaczny.
      (Klasycznym przykładem niech tu będą spór między papieżem a Lutrem, który -
      zdaniem dzisiejszych historyków - wcale nie musiał doprowadzić do rozłamu,
      gdyby nie kłótliwość i odporność na argumenty obu jego stron). Z upływem czasu
      jednak dobrych rozwiązań było coraz więcej. Chrześcijaństwo inspirowało zresztą
      nieraz myślicieli, naukowców, działaczy społecznych i polityków
      niechrześcijańskich i samo - zwrotnie – starało się czegoś od nich nauczyć.

      Zauważyć otóż można, iż wielu ateistów i wolnomyślicieli nie rozumie faktu, iż
      stosowanie norm moralnych rodzi problemy, z którymi należy w trudzie i pocie
      się zmagać. Dla wielu z nich przyjmowane obecnie rozwiązania są oczywiste (i
      oczywiste dla nieuprzedzonego umysłu były zawsze, a tylko zły Kościół nie
      dopuszczał do ich ujawnienia) i należy je po prostu realizować. Tam jednak,
      gdzie ateiści i wolnomyśliciele doszli do władzy (jakobińska Francja, państwa
      obozu komunistycznego) okazywało się, że pierwotne idee jakoś nie chcą się same
      z siebie realizować w praktyce. I tak na przykład, rzekomi wolnomyśliciele,
      którzy tyle wysiłku wkładali w potępienie prześladowań innowierców przez
      Kościół, sami nie potrafili poradzić sobie z własnym stosunkiem do innowierców
      wobec ich własnej doktryny, tępiąc ich bezlitośnie. Świat w którym narodziło
      się chrześcijaństwo nie był tolerancyjny. Zasady tolerancji zawarte były
      wprawdzie w nauce Chrystusa, ale pokolenia Jego uczniów długo musiały zmagać
      się z prawidłowym ich rozumieniem. Dla chrześcijan zasada tolerancji nie jest
      czymś oczywistym, uczyli się jej z wielkim trudem i dlatego jest ona dla nich
      czymś cennym (myślę oczywiście o chrześcijanach poważnie traktujących swoją
      wiarę, a nie o rydzykowcach i kaczystach), natomiast dla wielu ateistów i
      wolnomyślicieli idea tolerancji (której sami nie stworzyli, a jedynie przejęli
      ją od innych) zdaje się czymś oczywistym, co powoduje - jak można przypuszczać -
      że tak łatwo o niej zapominają po przejęciu władzy.

      Podsumowując: chrześcijaństwo daje nam także własną historię (zawartą również w
      Piśmie Świętym), z której możemy się uczyć ile trudu i potknięć znajduje się na
      drodze do realizacji wszelkich ideałów. Historię, z której wiele nauk i
      pouczających przykładów czerpać mogliby także ateiści i wolnomyśliciele. Dzięki
      temu nie powtarzaliby tylu błędów przeszłości (i to w znacznie nieraz większej
      niż potępiani przez nich chrześcijanie skali).
      • funix Re: 7. Tradycję zmagania się z problemami 11.03.06, 21:04
        Oj tak, zmagają się biedni chrześcijanie, zmagają. Bo i mają z czym . Dwa
        tysiące lat doświadczenia w zmaganiu się z problemami, których można było sobie
        zaoszczędzić!
        Problem udziału KK we władzy, problem Żydów, konflikt nauki z wiarą, rola
        kobiet w społeczeństwie, polowania na czarownice, monopol na prawdę i cenzura,
        heretycy ( czytaj: szukający Boga inaczej ), wojny religijne, (a)moralne skutki
        celibatu, dewaluacja głoszonych wartości jako skutek hipokryzja tych, którzy je
        głoszą („Czyńcie więc i zachowujcie wszystko co wam polecą, ale przykładu z ich
        postępowania nie bierzcie gdyż mówią jedno, a czynią co innego.", Mat.23:3).
        Chętnych do zapoznania się z meandrami „tradycji zmagania się z problemami”
        namawiam do rozejrzenia się za Karlheinzem Deschnerem ( „Kryminalna historia
        kościoła” i „Krzyż pański z kościołem” ), o ile nie jest na kaczym indeksie...

        Ponieważ nie odpowiedziałeś na moje ( swoje ) pytanie, a nawet się nie starałeś
        ( ja ostatecznie wiem, że NIC automatycznie nie czyni z wierzącego moralnym i
        pytanie było logicznie błędne ), pozwalam sobie tę smutną i nie prowadzącą do
        nikąd wymianę zdań na tym skończyć. Zmęczony jestem nabieraniem się na
        życzliwe zaproszenia do dyskusji ze strony katolików obdarzonych łaską
        misjonarstwa. Wcześniej czy później okazuje się zawsze, że po jednej stronie
        stoimy my, ateiści, pobratymcy splamienych krwią jakobinów, bolszewików,
        sługusów UB, NKWD, Stalina i Pol Pota, sami prymitywni, cyniczni i bezmyślni,
        mordujący z lubością swe ledwo poczęte dzieci, jakieś duchowe karły skazane na
        zagładę i, co najwyżej, godne politowania, a po drugiej wy, z Bogiem w sercu,
        prawie... sam Jezus Chrystus w osobie własnej. Dech zapiera i pozostaje już
        tylko jedno pytanie: dlaczego Polska nie jest jeszcze Ziemią Świętą?
        ....

        Drogi Redykołku, samo posiadanie żadnych, ale to żadnych, choćby idealnych
        narzędzi jeszcze nikogo nie uczyniło mistrzem, i to w żadnej dziedzinie! To, że
        czuję się zmuszony napisać Ci taki banał bardzo mnie smuci!
        Żebyś go jednak lepiej zapamiętał ( słowo honoru ateisty: nie po to by Ci
        dokuczyć! ) pozwolę sobie na koniec przytoczyć stary dowcip o bacy oskarżonym o
        włamanie do kiosku. Zatrzymano go w pobliżu miejsca przestępstwa, nie miał
        alibi, za to przy sobie starą poszczerbioną ciupagę.
        Prokurator dowodzi, że taka ciupaga jest idealnym narzędziem do dokonywania
        włamań, a baca nic tylko: „ja tego nie zrobiłem” i „ja tego nie zrobiłem!”. Na
        koniec zrezygnowany mówi : „no to mnie posadźta i za gwałty na dziewuchach”.
        „To oskarżony przyznaje, że dopuścił się również gwałtów na nieletnich?!” „Ja
        się tam niczego nie dopuścił! Ale muszę uczciwie wyznać: noszę z sobą
        narzędzie, co się do tego idealnie nadaje...”

        Pozdrawiam
    • edico Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:34
      ???
      A może wyjaśnisz, co to znaczy moralność po katolicku?
      • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 14:52
        Oczekujesz definicji? Definicja jest jedna dla wszystkich wyznań, a także dla
        ateistów (chociaż można nadawać jej różne słowne sformułowania), a zawarłem ją
        na początku naszych rozważań:

        "Z moralnością mamy do czynienia wówczas, gdy posiadamy jakąś wizję - mniej lub
        bardziej zwerbalizowaną - tego, jak powinien wyglądać otaczający nas świat oraz
        my sami, a drogę do realizacji tej wizji staramy się ująć w jakieś zalecenia
        czy też normy, wyodrębniając przy tym najbardziej podstawowe i najogólniejsze
        spośród nich tak, jak chrześcijanie czynią to w przypadku dwóch przykazań
        miłości oraz Dekalogu."

        Muszę się jednak przyznać do pewnego niedopatrzenia. Otóż należy odróżnić etykę
        jako pewną teorię, od moralności jako realizacji owej praktyki. Etyka i
        moralność tego samego społeczeństwa niekoniecznie muszą się ze sobą pokrywać.
        • edico Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 15:23
          Nie chcę używac niecenzuraowanych słów, ale pojęcie o moralności masz takie
          same, jak koń o V symfonii Betovena.

          Tak przedstawianą wizja moralności miał sienkiewiczowski Kali, ma każdy złodziej
          i bandyta.

          Czy epizod papieża Formozusa może być traktowany jako wzorzec moralności
          chrześcijańskiej? Byś nie snuł farmazonów o wyjątkowości zdarzenia, sięgnij do
          fizycznych przyczyn wymuszonego wniebowstąpienia papieża Jana VIII (mam na my
          śli tego drugiego, bo z tym pierwszym jest zupełnie inna bajka także nie
          pozbawiona walorów WC).

          Zbastuj z tą moralnością chrześcijańską i weź się do książek.
          • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 15:32
            Znowu świadek Jehowy! ;) Poznaję po tym papieżu Formozusie, bo to jest ulubiony
            i często przywoływany przez was dowód na niegodziwość katolików. Wiem to
            jeszcze z czasów, gdy często bywałem na onetowym forum "Kościół na świecie"
            (obecnie "Kościół w Polsce i na świecie"). Może się nawet stamtąd znamy (w
            takim razie pozdrów Apokaliptyka).

            Ale powiem wam coś: wy nie jesteście chrześcijanami.
            • edico Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 16:28
              redykolek napisał:

              > Znowu świadek Jehowy! ;)
              Na tym forum juz byłem świadkiem Jehowy, protestantem,, Zydem, Ukraińcem, Arabem
              itp, i to najczęściej w dyskusjach z fanatykami religijnymi.

              > Poznaję po tym papieżu Formozusie, bo to jest ulubiony i często przywoływany
              > przez was dowód na niegodziwość katolików.
              Nie wiem, co jest ulubionym temate świadków Jehowy i nie bardzo mnie to
              interesuje. Różnica między świadkami Jehowy a katolikami polega na tym, żed oni
              traktują NT doslownie a katolicy (przynakmniej hierarchia urzędnicza tego
              kościoła) narzędziowo mając za nic podstawy własnej religii, na którą tak
              ochoczo sie powołuje:

              - papież Grzegorz VII (1073-1086) - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał";
              - papież Leon X (1513-1521) - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla
              nas zrobiła".

              Sentencje w sam raz dla Twoich dywagacji.

              W sukurs zastępcom Boga na tej ziemi idzie wprost św. Hieronim twierdząc:
              "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo
              przyniosło owoce".

              > Wiem to jeszcze z czasów, gdy często bywałem na onetowym forum "Kościół na
              > świecie" (obecnie "Kościół w Polsce i na świecie"). Może się nawet stamtąd
              > znamy (w takim razie pozdrów Apokaliptyka).
              Nie bywałem na forum onet i nie wiem, kto to jest Apoliptyk.

              > Ale powiem wam coś: wy nie jesteście chrześcijanami.
              Powiem inaczej. My nie jesteśmy sprzedawczykami i przechsztami importowanych
              religii. Mieliśmy swoją, na gruzach której katolicyzm pobudował swoje katedry. I
              to nie jest żaden żart.
              • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 16:41
                edico napisał:

                > Powiem inaczej. My nie jesteśmy sprzedawczykami i przechsztami importowanych
                > religii. Mieliśmy swoją, na gruzach której katolicyzm pobudował swoje
                katedry.
                > I
                > to nie jest żaden żart.

                A więc jednak mam rację! :)))
                • edico Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 16:56
                  Owszem. W moim wypadku na pewno masz. Z chreścijaństwa wyleczyłem się już dawno
                  a zawdzięczam to przynajmniej pierwotnie lekcjom religii w szkole, które zmusiły
                  mnie do dystansu nad tymi fanaberiami serwowanymi przez niedouczonych klechów.
                  • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 17:00
                    Powiem Ci jedno: Tracisz czas.

                    Nie dam się wciągnąć w wymianę inwektyw.
                    • edico Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 17:14
                      W oczekiwaniu na realizację słów papieża Leona XIII z 1903 roku 11878-1903):
                      "Kościół wstrzymuje się na razie od prześladowania heretyków tylko dlatego,
                      ażeby nie pogarszać stosunków w dzisiejszych okolicznościach wyjątkowych,
                      ale bynajmniej nie wyrzeka się prawa do tych prześladowań, skoro to tylko stanie
                      się możliwe.
                      Bo Kościół ma prawo i ma obowiązek tłumienia błędów dowiedzionych i karania
                      winnych."

                      Wprowadza je w życie Mlodzież Weszpolska i stado moherowych beretów.
    • taus Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 15:41
      Chrześcijaństwo samo nakłada na wiernych określone normy moralne, więc jeśli chrześcijanin ich przestrzega to jest on moralny z chrześcijańskiego punku widzenia.

      > Krótko mówiąc: moralność służy rozwojowi - tak indywidualnemu, jak i
      > społecznemu.

      Moralność służy raczej kierunkowaniu rozwoju, i raczej społecznemu niż indywidualnemu.

      > chrześcijanie mają lepsze narzędzia, służące temu moralnemu życiu.

      Podobnie jak żydzi, hindusi czy muzułmanie, bo moralność jest pojeciem ściśle związanym religią, ateiści mówią raczej o etyce.

      A czym jest sukces wg Ciebie ??

      Chrześcijaństwo jest poprostu jednym z narzedzi służącym do osiągniecia celu, a cele które stawia sobie człowiek są różne i wymagają różnych narzędzi.
      • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 07.03.06, 17:08
        taus napisał:

        > Chrześcijaństwo samo nakłada na wiernych określone normy moralne, więc jeśli
        ch
        > rześcijanin ich przestrzega to jest on moralny z chrześcijańskiego punku
        widzen
        > ia.
        >

        Dokładnie tak. Cóż w tym stwierdzeniu jest odkrywczego?

        > > Krótko mówiąc: moralność służy rozwojowi - tak indywidualnemu, jak i
        > > społecznemu.
        >
        > Moralność służy raczej kierunkowaniu rozwoju, i raczej społecznemu niż
        indywidu
        > alnemu.
        >

        Może faktycznie lepiej jest mówić o ukierunkowaniu rozwoju. Ale rozwój
        społeczny nie wyklucza indywidualnego, a ten drugi raczej mu sprzyja.

        > > chrześcijanie mają lepsze narzędzia, służące temu moralnemu życiu.
        >
        > Podobnie jak żydzi, hindusi czy muzułmanie, bo moralność jest pojeciem ściśle
        z
        > wiązanym religią, ateiści mówią raczej o etyce.
        >

        Jak już o tym pisałem, zwykle rozróżnia się etykę jako teorię, od moralności
        jako praktyki Faktycznie żydzi, muzułmanie i wyznawcy innych religii także są w
        stanie podać szereg argumentów za ich systemami etycznymi. Takie dyskusje
        międzyreligijne (a także z ateistami) mogą być zresztą bardzo ciekawe.

        > A czym jest sukces wg Ciebie ??
        >

        To jest pojęcie z dziedziny prakseologii, a nie etyki.

        > Chrześcijaństwo jest poprostu jednym z narzedzi służącym do osiągniecia celu,
        a
        > cele które stawia sobie człowiek są różne i wymagają różnych narzędzi.
        >

        Chrześcijaństwo nie jest narzędziem, ale raczej daje narzędzia do realizacji
        różnych celów. (Przy czym pewne z tych celów określa jako podstawowe).
    • nik82 Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 09:45
      witam,
      przeczytalem wiekszosc postow, interesujacy watek.
      Pytanie bylo jednak o chrzescijanstwo - do wiekszosci tych wypowiedzi mozna by
      bylo jednak wprowadzic kazda inna ideologie i argumentacja bylaby podobna.
      Chrzescijanstwa nie mozna oddzielic od Bibli - czytajac Biblije zwlaszcza NT
      widze tam zupelnie inne akcenty niz nowy kodeks moralny ktory nalezy
      przestrzegac. Przyklad ktory mamy nasladowac.
      Mowic o chrzescijanstwie bez jego ducha, ograniczajac go do nowego nurtu
      humanizmu to jest tyle co mowienie o czyms nie dotykajac jego istoty.
      Chrzescijanstwo to osoba Jezusa, to jego bycie na ziemi, to objaw realnie
      dzialajcej mocy Bozej to milosc ofiara za grzechy przebaczenie i
      zmartwychwstanie. To jest istota chrzescijanstwa, a nie nowe zasady moralne.
      Dlatego NT pisze czesto o nowym stworzeniu o tym ze w Jezusie stare przeminelo.
      To nie nowe zasady lecz NOWY CZLOWIEK.
      • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 10:45
        Aha. Zauważ jednak, że to, co napisałeś, nie jest sprzeczne z moim tekstem,
        natomiast ja - opierajac się na kilkuletnim doświadczeniu rozmów z ateistami -
        chciałem dostosować swoją argumentację do ich sposobu percepcji. Byli ciekawi
        dlaczego chrześcijanie uważają, że ich moralność jest wiele warta, więc im to
        wyjaśniłem w sposób, który jak mi się zdawało będzie dla nich zrozumiały i do
        przyjęcia (gdybym np. - jak tego domagają się niektórzy chrześcijanie - wymagał
        od nich przed podjęciem dyskusji uznania istnienia Boga, tó wówczas mogliby
        oskarżyć mnie, całkiem zresztą słusznie, o nieuczciwość intelektualną). Ale jak
        widać i tak znalazł się ktoś, kto o nieuczciwość mnie oskarżył.
    • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 10:26
      Gość portalu: ben333 napisał(a):

      > Pomimo oburzenia autora dokończę omówienie tego wątku ze względu na to jak
      > wiele religi i sekt ale również środowisk biznesowych posługuję się
      technikami
      > manipulacji przykładowo w takim krótkim tekscie zawartych.
      >
      > Wskazanie na naukę aby potem wpleść paranaukowe twierdzenia nie jest techniką
      > nową, bo skuteczną w manipulowaniu faktami.
      >

      Poproszono mnie o wskazanie powodów, dla których chrześcijanie cenią swoją
      moralność. Wskazałem ich siedem:

      1. Wiara w pochodzący od Boga porządek świata, sprawiający, iż tworzenie
      przeważa nad rozkładem, a co za tym idzie, każdy człowiek ma większe szanse
      znalezienia w swoim otoczeniu jakiegoś narzędzia, które pozwoli mu udoskonalić
      to otoczenie lub siebie samego. Chrześcijanie poważnie traktujący swoją wiarę
      są więc optymistami. (W tym miejscu zwróciłem także uwagę na poglądy przeciwne,
      wsparte m. in. przez powołanie się na drugą zasadę termodynamiki, co, jak
      zauważyłem, bardzo zdenerwowało Bena, który oskarżył mnie o nieuczciwość).

      2. Istnienie sakramentów jako specyficznych rodzajów narzędzi spośród tych, na
      których istnienie zwróciłem uwagę w punkcie 1.

      3. Normy moralne, które - zdaniem chrześcijan - zgodnie z prawdą wskazują na
      to, co należy czynić i czego należy unikać, aby faktycznie następowało
      doskonalenie osobiste i społeczne.

      4. Nauka o godności jednostki ludzkiej gwarantująca, że jednostka ludzka jest
      traktowana raczej jako cel niż narzędzie (kogo Wam to przypomina?)

      5. Wskazanie na grzeszność człowieka, przeciwne hurraoptymizmowi niektórych
      ateistów co do natury człowieka, i jak się zdaje, bardziej realistyczne.

      6. Wskazanie faktu, iż człowiek jest aktywnym twórcą rzeczywistości i nie musi
      biernie poddawać się zastanemu stanowi rzeczy lub rzekomym prawom historycznym
      (jako ilustrację podałem tutaj istniejące co najmniej od czasów Hume’a
      twierdzenie, iż powinności nie wynikają z faktów).

      7. Tradycja historyczna ucząca pokory wobec rzeczywistości (m. in. tego, iż nie
      ma cudownych recept na jakiekolwiek napotykane w życiu problemy).

      Czy we wszystkim, co napisałem, mam rację? Niekoniecznie. Oczekuję zresztą, że
      uważny czytelnik wytknie mi błędy po to, abym mógł je poprawić. (Ciekawe byłoby
      np. podyskutować, czy rzeczywiście mam rację pisząc, że domniemana przez
      chrześcijan - a więc nie będąca żadnym prawem natury! - przewaga procesów
      tworzenia nad procesami rozkładu faktycznie przekłada się na większe
      prawdopodobieństwo znalezienia narzędzi służących rozwojowi. Może akurat w tym
      punkcie się mylę?)

      Te siedem "narzędzi" służących moralnemu życiu nie muszą być zresztą
      charakterystyczne tylko dla chrześcijan albo ludzi wierzących. Z wielu dyskusji
      wiem, iż także liczni ateiści wierzą w uporządkowanie wszechświata, będące w
      tym przypadku jednak skutkiem działania praw natury, a nie Boga. Znam także
      różne "dekalogi" tworzone przez ateistów (jeśli ktoś jest ich ciekaw, to mogę
      niektóre z nich kiedyś zacytować - są naprawdę bardzo interesujące). Nigdzie
      też nie twierdziłem, że wszyscy chrześcijanie znają i zawsze stosują te
      narzędzia (a nawet, jeżeli tak czynią, iż robią to prawidłowo). Chrześcijanie
      także potrafią być bardzo niedoskonali.

      Zamiast jednak zaprezentować owe przykłady samodzielnie, postanowiłem
      zilustrować je przykładami (a także zwrócić uwagę na pewne poglądy przeciwne).
      Widzę teraz, że to był mój błąd. Pojawił się bowiem Ben333, który zamiast
      dyskutować o owych "narzędziach" skoncentrował się wyłącznie na tych
      przykładach, zarzucając mi, że wprowadziłem je w nieuczciwym celu
      zmanipulowania czytelnika paranaukowymi twierdzeniami. Wynalazł też ów uczony
      człowiek różne prawa, których nie sposób znaleźć w moim tekście, i zaczął
      wmawiać czytelnikom, że to ja je stworzyłem.

      Pominął więc to, co jest istotą mojego tekstu, wymyślił to, czego w nim nie ma
      i nazwał mnie oszustem. Pozostawiam tę metodę do oceny czytelnikowi.

      Cdn.
    • kamajkore Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 11:56
      Morsalność chrześcijanina jest jak zamek zbudowany na lodzie.
      Jeśli lód stopnieje - to znaczy wiara przeminie, po dowiedzeniu się, że boga nie
      ma - cóż się stanie z całą tą budowlą...?
      Etyka powinna być budowana na mocnych fundamentach - na wiedzy o wspólnym
      dobrze, a nie na niesprawdzalnych i łatwo podważalnych hipotezach o istnieniu
      każącej ręki w zaświatach.

      Poza tym jest dążeniem do ideału, który z założenia jest nieosiągalny, bo
      przecież 'wszyscy sa grzeszni" i "tylko bóg jest dobry". A jeśli cel jest
      wewnetrznie sprzeczny to po cóż w ogóle do niego dążyć? A przypominam że tym
      celem w chrzescijaństwie nie jest etyczne życie... jesli cel nie jest jasny i
      realny to i realizacja stoi pod dużym znakiem zapytania.
      Oczywiście nie twierdzę, że nie ma dobrych, etycznie żyjących ludzi wśród
      chrześcijan. Ale robią to raczej pomimo niż z powodu bycia chrześcijaninem. Nie
      uważam za wielce chwalebne bycia etycznym ze strachu przed karą.
      • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 13:18
        Miałem wprawdzie zająć się odpowiedzią na oskarżenia Bena333, ale dobrze,
        najpierw odpiszę na Twój post.

        kamajkore napisała:

        > Morsalność chrześcijanina jest jak zamek zbudowany na lodzie.
        > Jeśli lód stopnieje - to znaczy wiara przeminie, po dowiedzeniu się, że boga
        ni
        > e
        > ma - cóż się stanie z całą tą budowlą...?

        Sugerujesz, że można dowiedzieć się o nieistnieniu Boga, ale to nie jest
        prawdą. Twierdzenie o istnieniu (lub nieistnieniu) Boga można przyjąć tylko na
        wiarę. Ale to zagadnienie na inny wątek (zresztą wiele już napisano na ten
        temat na tym i innych forach). Ale wróćmy do właściwego tematu.

        Twierdzisz, że wiara może przeminąć. I masz rację. Ale dotyczy to wszelkich
        wiar, także w inne - również ateistyczne - systemy etyczne (pamiętajmy, że
        etyka nie jest nauką, chociaż niektóre szczegółowe rozważania etyczne mogą
        przybrać taką formę). W tym sensie wszystkie ludzkie przekonania są zbudowane
        na lodzie, wszystkie je bowiem możemy z tych czy innych powodów odrzucić. Czy
        jest to jednak argument za całkowitym sceptycyzmem? Nie sądzę.

        > Etyka powinna być budowana na mocnych fundamentach - na wiedzy o wspólnym
        > dobrze,

        Masz na mysli to, że etyka powinna być oparta na empirii? Ale żaden empiryczny
        fakt nie mówi nam, co POWINNO istnieć (jak zresztą już o tym pisałem).

        > a nie na niesprawdzalnych i łatwo podważalnych hipotezach o istnieniu
        > każącej ręki w zaświatach.
        >

        Wiara w Boga nie jest hipotezą, tylko właśnie wiarą. A co do tej karzącej
        ręki... patrz koniec tego postu.

        > Poza tym jest dążeniem do ideału, który z założenia jest nieosiągalny,

        Każdy ideał jest nieosiągalny, a mimo to sensowne jest do niego dążyć. Nie da
        się zrobić idealnego młotka, wychować idealnego obywatela lub zbudować
        idealnego państwa. A mimo to udaje nam się tworzyć coraz lepsze młotki (np.
        bardziej ergonomiczne niż dawniej), coraz lepszych obywateli (np. bardziej
        aktywnych, świadomych własnych praw i bardziej wrażliwych na problemy
        ekologiczne niż w dawnych czasach) i coraz lepsze państwa (współczesne państwa
        chyba lepiej funkcjonują niż te, które napotkalibyśmy np. tysiąc lat temu?)

        > bo
        > przecież 'wszyscy sa grzeszni" i "tylko bóg jest dobry".

        Wszyscy jesteśmy niedoskonali, ale właśnie powinno uczyć nas to samokrytycyzmu,
        a nie bezczynności. Nie uda nam się stworzyć idealnego świata tylko dlatego, że
        tak byśmy chcieli, ale możemy zrobić to, co sugeruje w swych dziełach Karl
        Popper: proponować usprawnienia drobnych fragmentów rzeczywistości i poddawać
        je krytyce zarówno przed ich wdrożeniem, jak i później, na podstawie obserwacji
        ich skutków. Nie jesteśmy doskonali, ale jeżeli będziemy o tym pamiętać i
        staniemy się dostatecznie krytyczni wobec siebie i naszych poczynań, to wówczas
        mamy szansę odnieść sukces w niejednej dziedzinie.

        > A jeśli cel jest
        > wewnetrznie sprzeczny to po cóż w ogóle do niego dążyć?

        Gdzie widzisz tą wewnętrzną sprzeczność?

        > A przypominam że tym
        > celem w chrzescijaństwie nie jest etyczne życie...

        Etyczne życie jako cel sam w sobie wydaje mi się dosyć dziwnym pomysłem. Zawsze
        chyba chodzi nam o dążenie do ukształtowania siebie i otaczającego nas świata
        zgodnie ze naszymi wyobrażeniami.

        > jesli cel nie jest jasny i
        > realny to i realizacja stoi pod dużym znakiem zapytania.

        Ostatecznym celem chrześcijan jest wprawdzie osiągnięcie czegoś, co zwykło
        określać się m. in. jako Królestwo Boże, ale cel ten realizowany jest poprzez
        twórcze życie już tu na ziemi. Zresztą to bardzo ciekawe zagadnienie
        prakseologicne: w jaki sposób cel o tak dużym stopniu abstrakcji pomaga we
        właściwym ukierunkowaniu naszego życia i wyborze różnych celów konkretnych.
        Moim zdaniem pomaga on nam dużo bardziej niż koncentrowanie sie tylko na tych
        celach konkretnych. Ale to jest chyba zagadnienie na odrębny wątek?

        > Oczywiście nie twierdzę, że nie ma dobrych, etycznie żyjących ludzi wśród
        > chrześcijan.

        To miłe, że tak twierdzisz. :D

        > Ale robią to raczej pomimo niż z powodu bycia chrześcijaninem. Nie
        > uważam za wielce chwalebne bycia etycznym ze strachu przed karą.
        >

        I znowu ten strach przed karą... A tyle pisano już na ten temat (choćby w tym
        wątku, do którego link zamieściłem w poście inicjującym). Ale cóż, widać
        robiono to w sposób mało zrozumiały. Trzeba będzie kiedyś spróbować jeszcze raz.

        Pozdrawiam
        • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 13:22
          Zbyt dużo tego "Ale" tu wtryniłem. Tak to jest, gdy pisze się w pośpiechu i w
          dodatku z przerwą na inne zajęcia. Jednak te stylistyczne niedociągnięcia chyba
          nie sprawiają jakichś nadmiernych kłopotów? (Jeśli tak, to przeredaguję
          powyższą wypowiedź). :-)))
          • kamajkore Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 13:29
            Nie sprawijają kłopotów, tylko też mam akurat 'inne zajęcia' (czytaj: jestem w
            pracy) :P
            mam nadzieję, że zdążę zaraz udzielić wyczerpującej odpowiedzi, bo temat jest
            bardzo ciekawy :) więc proszę o jeszcze chwilę cierpliwości!
        • Gość: * Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.06, 13:57
          redykolek napisał:

          > ...Twierdzenie o istnieniu (lub nieistnieniu) Boga można przyjąć tylko na
          > wiarę...
          A co to ma wspólnego z prawdą o istnieniu lub nie istnieniu Boga?
          Jak na razie tej prawdy nikomu nie udało się udowadnić i nadal pozostaje w
          sferze różnej kategorii domniemań. Czy jesteś w stanie wyjaśnić, które z nich
          są prawdziwe a które fałszywe?

          > ..W tym sensie wszystkie ludzkie przekonania są zbudowane
          > na lodzie, wszystkie je bowiem możemy z tych czy innych powodów odrzucić...
          Z tego wynika, że moralność chrześcijanina budowana jest na lodzie i on jest
          sprawcą tej przejściowej fatamorgany moralności chrześcijanina.

          > ...Wiara w Boga nie jest hipotezą, tylko właśnie wiarą...
          Tym samym i moralność chrześcijanina jest założeniem hipotetycznym. Brak jest
          zatem jakichkolwiek podstaw ku temu, by zachwycać się "Hipotetyczną
          moralnoścuią" chrześcijan dezawoując inne. Tym bardziej, że ta hipotetyczna
          moralność w praktyce pozostawia bardzo wiele do życzenia.

          > ...Każdy ideał jest nieosiągalny, a mimo to sensowne jest do niego dążyć. Nie
          > się zrobić idealnego młotka, wychować idealnego obywatela lub zbudować
          > idealnego państwa. A mimo to udaje nam się tworzyć coraz lepsze młotki (np.
          > bardziej ergonomiczne niż dawniej), coraz lepszych obywateli (np. bardziej
          > aktywnych, świadomych własnych praw i bardziej wrażliwych na problemy
          > ekologiczne niż w dawnych czasach) i coraz lepsze państwa (współczesne
          > państwa chyba lepiej funkcjonują niż te, które napotkalibyśmy np. tysiąc lat
          > temu?)
          I to wszystko osiąga się dzieki wierze i moralności chrześcijańskiej???

          > > A jeśli cel jest
          > > wewnetrznie sprzeczny to po cóż w ogóle do niego dążyć?
          > Gdzie widzisz tą wewnętrzną sprzeczność?
          A miałeś w ręku dobry chrześcijaninie Biblię?
          Od roku 1964 już nie jest na Koscielnym Indeksie Ksiąg Zakazanych i jej
          czytanie przestało być grzechem.

          > ...Ostatecznym celem chrześcijan jest wprawdzie osiągnięcie czegoś, co zwykło
          > określać się m. in. jako Królestwo Boże, ale cel ten realizowany jest poprzez
          > twórcze życie już tu na ziemi...
          I dla tego Watykan był inicjatorem wypraw krzyżowych i św. inkwizycji?

          Wybacz, ale te Twoje wywody i dywagacje są jedną wielką abstrakcją szukającą
          jakiegoś uzsadnienia dla innej abstracji i używanie pojecia prakseologii w tym
          zakresie może być porównywalne z kartą wstępu na koncert symfoniczny dla konia.
        • kamajkore Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 14:00
          > Sugerujesz, że można dowiedzieć się o nieistnieniu Boga, ale to nie jest
          > prawdą. Twierdzenie o istnieniu (lub nieistnieniu) Boga można przyjąć tylko na
          > wiarę. Ale to zagadnienie na inny wątek (zresztą wiele już napisano na ten
          > temat na tym i innych forach). Ale wróćmy do właściwego tematu.
          Istnienie chociaż jednej osoby, która dowiedziała się o nieistnieniu boga obala
          Twoją tezę, jakoby nie możnaby się było tego dowiedzieć. Takich osób jest wiele,
          a jednąz nich jestem ja. Dróg takiej wiedzy jest zapewne wiele - wystarczy
          trochę wiedzy z np. biologii plus psychologii plus religioznawstwa... i wszystko
          staje się jasne. logika oczywiście też pomaga :)

          > Twierdzisz, że wiara może przeminąć. I masz rację. Ale dotyczy to wszelkich
          > wiar, także w inne - również ateistyczne - systemy etyczne (pamiętajmy, że
          > etyka nie jest nauką, chociaż niektóre szczegółowe rozważania etyczne mogą
          > przybrać taką formę). W tym sensie wszystkie ludzkie przekonania są zbudowane
          > na lodzie, wszystkie je bowiem możemy z tych czy innych powodów odrzucić. Czy
          > jest to jednak argument za całkowitym sceptycyzmem? Nie sądzę.
          Tak, możemy odrzucić. Ale (moim zdaniem) łatwiej odrzucić coś, co zostało
          nieświadomie przejęte w dzieciństwie od rodziców (czyli w przypadku większości
          chrześcijan system etyczny oparty na religii) niż coś, do czego dochodziło sie
          latami myśląc, czytając, zmieniając na lepsze.
          Oczywiście to jest moja opinia, wynika z mojego doświadczenia - nie dostarczę Ci
          więc obiektywnych dowodów. Czy możesz przyjąć to 'na wiarę'?
          Nie twierdzę, że każdy ateista jest moralny, a każdy nieateista nie jest -
          pewnei nieateiści też sięgają do różnych źródeł (I hope so...), nie tylko do
          soich ksiąg objawionych. czy mozna stwierdzić więc czyj system etyczny opiera
          się wyłącznie na religii?
          > Masz na mysli to, że etyka powinna być oparta na empirii? Ale żaden empiryczny
          > fakt nie mówi nam, co POWINNO istnieć (jak zresztą już o tym pisałem).
          Mozna jednak z badań socjologicznych wyciągnąć pewne wskazówki... Jak również z
          burzliwej historii naszej cywilizacji. Przynajmniej ja je dostrzegam...
          >
          > Wiara w Boga nie jest hipotezą, tylko właśnie wiarą. A co do tej karzącej
          > ręki... patrz koniec tego postu.
          nie wiara jest hipotezą, tylko TO w co się wierzy.

          > Każdy ideał jest nieosiągalny, a mimo to sensowne jest do niego dążyć. Nie da
          > się zrobić idealnego młotka, wychować idealnego obywatela lub zbudować
          > idealnego państwa. A mimo to udaje nam się tworzyć coraz lepsze młotki (np.
          > bardziej ergonomiczne niż dawniej), coraz lepszych obywateli (np. bardziej
          > aktywnych, świadomych własnych praw i bardziej wrażliwych na problemy
          > ekologiczne niż w dawnych czasach) i coraz lepsze państwa (współczesne państwa
          > chyba lepiej funkcjonują niż te, które napotkalibyśmy np. tysiąc lat temu?)
          nie zgadzam się z twoją argumentacją. obywatel jest lepszym obywatelem jeśli
          przestrzega prawa. młotek jest lepszy po tym jak konkretnie coś w nim zmieniono.
          w twoich przykładach nie ma dążenia do ideału - jest stopniowe ulepszanie, które
          polega na wykonywaniu rzeczy osiągalnych, a to jest inna sprawa.
          > Wszyscy jesteśmy niedoskonali, ale właśnie powinno uczyć nas to samokrytycyzmu,
          >
          > a nie bezczynności. Nie uda nam się stworzyć idealnego świata tylko dlatego, że
          >
          > tak byśmy chcieli, ale możemy zrobić to, co sugeruje w swych dziełach Karl
          > Popper: proponować usprawnienia drobnych fragmentów rzeczywistości i poddawać
          > je krytyce zarówno przed ich wdrożeniem, jak i później, na podstawie obserwacji
          >
          > ich skutków. Nie jesteśmy doskonali, ale jeżeli będziemy o tym pamiętać i
          > staniemy się dostatecznie krytyczni wobec siebie i naszych poczynań, to wówczas
          >
          > mamy szansę odnieść sukces w niejednej dziedzinie.
          ale dla mnie stwierdzenie, że nie jesteśmy idealni nie ma żadnej negatywnej
          konotacji. to nie jest ani dobtrze ani źle. jesteśmy jacy jesteśmy - po prostu
          ludzcy. powinniśmy dążyć do konkretnych, osiągalnych celów, żeby nasze życie
          było jeszcze lepsze, lub utrzymywać stan zadowalający... i to wystarczy:)

          > Gdzie widzisz tą wewnętrzną sprzeczność?
          w dążeniu do bezgrzeszności, której nikt nigdy nie osiągnie z założenia. bo tak
          napisano - że wszyscy są grzeszni i już. (podobny absurd jak z grzechem
          pierworodnym)

          > tak byśmy chcieli, ale możemy zrobić to, co sugeruje w swych dziełach Karl
          > Popper: proponować usprawnienia drobnych fragmentów rzeczywistości i poddawać
          > je krytyce zarówno przed ich wdrożeniem, jak i później, na podstawie obserwacji
          >
          > ich skutków.
          Zgadzam się w stu procentach! Tylko że to nijak się ma do zasad religii
          chrześcijańskiej. Nawet dla Ciebie, widzisz sam, "jakiś" filozof jest mądrzejszy
          od Jezusa z Nazaretu, skoro właśnie jego tu cytujesz.

          > Etyczne życie jako cel sam w sobie wydaje mi się dosyć dziwnym pomysłem. Zawsze
          >
          > chyba chodzi nam o dążenie do ukształtowania siebie i otaczającego nas świata
          > zgodnie ze naszymi wyobrażeniami.
          No to już zależy - różni ludzie mają różne cele. Ja nie zamierzam kształtować
          świata. Chciałabym tylko przezyć życie przyjemnie, a z życia etycznego czerpię
          pewną przyjemność... bo jeśli innych dobrze traktuję to lepiej mi się z innymi
          zyje (w skrócie mówiąc oczywiście)

          > Ostatecznym celem chrześcijan jest wprawdzie osiągnięcie czegoś, co zwykło
          > określać się m. in. jako Królestwo Boże, ale cel ten realizowany jest poprzez
          > twórcze życie już tu na ziemi. Zresztą to bardzo ciekawe zagadnienie
          > prakseologicne: w jaki sposób cel o tak dużym stopniu abstrakcji pomaga we
          > właściwym ukierunkowaniu naszego życia i wyborze różnych celów konkretnych.
          > Moim zdaniem pomaga on nam dużo bardziej niż koncentrowanie sie tylko na tych
          > celach konkretnych. Ale to jest chyba zagadnienie na odrębny wątek?
          nie mam nic przeciwko kolejnemu wątkowi :) moje zdanie jest jednak takie, że
          jeżeli cele są nieosiągalne, abstrakcyjne to i nie możemy być zadowoleni z
          efektów swoich działań. takie zadowolenie daje motywację do czynienia następnych
          kroków.
          pewnie można zagryźć zęby w imię wyższego celu w zaświatach, nie czerpiąc
          żadnego zadowolenia z życia i 'nieść swój krzyż' - ale co to za życie...?
          oczywiście - nie moja sprawa, jak kto chce żyć - ale tacy zgorzkniali ludzie
          bardzo uprzykrzają też życie innym.

          > I znowu ten strach przed karą... A tyle pisano już na ten temat (choćby w tym
          > wątku, do którego link zamieściłem w poście inicjującym). Ale cóż, widać
          > robiono to w sposób mało zrozumiały. Trzeba będzie kiedyś spróbować jeszcze >raz
          typowy chrześciajnin (taki statystyczny) jednak powołuje się na karę - podobnie
          jak 'kapłani'. i księga objawiona też straszy karą więc... po prostu jestes
          nietypowym chrześciajninem na dobrej drodze do ateizmu... ;)

          jeśli post był nieco chaotyczny to przepraszam, ale jest po prostu ZA DŁUGI jak
          na korespondencję w trakcie 'innych zajęć'! =)
          • ejkuraczek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 15:12
            Mysle,że wiele osób traktuje chrzescijanstwo jako zbiór zasad. A
            chrzescijanstwo jest religia, która opiera sie na dwóch funadmentach: miłosci
            do Boga (czyli źródła Miłosci,Harmoni, Sensu itd) i człowieka. Tym ma się
            kierowac chrzescijanin, nawet kosztem swojej wygody (stąd chrzescijanstwo jest
            religią wolności np. wobec rzeczy materialnych i nałogów itd).
            Ateizm głosu za to wartości "etyczne" które sa walka o pewne idee ale nie o
            dobro człowieka. I tak walczymy o wolnosc słowa ublizając przy tym innym,
            walczymy o tolerancje ale tylko dla swoich, walczymy o równosć ,ale zabiajajac
            wszystkich ,ktorzy równi nam sie nie wydają.
            Kiedy w centrum stoja idee,a nie człowiek, zawsze dochodzi do zbrodni.
            Oczywiście z samego chrzesdcjanstwa tez mozna zrobic ideologie (inkwizycja),ale
            samo ono nie moze odpowiadac za zła jego interpretacje .Podobnie jak siekiera
            stworzona do rabania drewna nie może odpowiadac za to ,że ktos uzył ją do
            zabicia czlowieka, bo nie temu ona słuzy.
            Wiele osób walczących z katolicyzmem tutaj nie krytykuje samego katolicyzmu,
            ani jego zasad,ale grzechy wyznawców katolicyzmu, grzechy, które sam katolicym
            klasyfikuje jako błedy i zło,a nie jako swoje dobre zasady.
            Wiec widze tu duże,ale to duże niezrozumienie czym jest i co głosi
            chrzescijanstwo jako religia i filozofia.
            • Gość: * Re: Smędzisz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.06, 16:17
              W ten sam sposób mozna próbować udowadniac, że faszyzm sam w sobie nie jest zły
              i nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania, bo to tylko jakiś Fritz na
              zasadzie nie zrozumienia misji pojechał do Oświecimia i widząc niedole tych
              ludzi postanowił zmniejszyć ich męki na tym padole opanowanym przez słuszną
              rację bezpośrednio do obiecanego raju w niebie. Jeżeli już uczysz się retoryki
              w tym seminarium, to rób to dobrze. Lenistwo też jest przeciez grzechem.
              • ejkuraczek Re: Smędzisz 08.03.06, 22:40
                Gość portalu: * napisał(a):

                > W ten sam sposób mozna próbować udowadniac, że faszyzm sam w sobie nie jest
                zły
                >
                > i nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania, bo to tylko jakiś Fritz na
                > zasadzie nie zrozumienia misji pojechał do Oświecimia i widząc niedole tych
                > ludzi postanowił zmniejszyć ich męki na tym padole opanowanym przez słuszną
                > rację bezpośrednio do obiecanego raju w niebie. Jeżeli już uczysz się
                retoryki
                > w tym seminarium, to rób to dobrze. Lenistwo też jest przeciez grzechem.

                Mylisz: zasady faszyzmu a zasady katolicyzmu.
                Zastanów sie: co budowało faszyzm, jakie wartości i idee głosił,a jakie głosi
                katolicym, o ile wiesz co głosi katolicyzm.
                ps. odkad to kobiety przyjmuja do seminariów? Jesli sie uczysz dyskusji zacznij
                od kultury osobistej. Brak kultury jest przeciez grzechem.
                • edico Re: Smędzisz 08.03.06, 23:21
                  ejkuraczek napisała:

                  > Mylisz: zasady faszyzmu a zasady katolicyzmu.
                  Czyżby? A czy będziesz uprzejma wyłuszczyć te róznice zasad. I proszę Cię zostaw
                  - jak to ktoś napisał - smędzenie o chęciach i teorii a przejdź do faktów i
                  praktyki.

                  > Zastanów sie: co budowało faszyzm, jakie wartości i idee głosił,a jakie głosi
                  > katolicym, o ile wiesz co głosi katolicyzm.
                  A wię zastanówmy się.

                  1) Faszyzm jest swoistym wodzowskim światopoglądem, w którym wyznaje się
                  skrajne, antydemokratyczne (likwidacja demokracji parlamentarnej lub jej
                  całkowite podporządkowanie), nacjonalistyczne i totalitarne idee, reprezentujące
                  interesy najbardziej agresywnych odłamów danego środowiska. Czy katolicyzm nie
                  mieści się w tym pojęciu?

                  2) Drogę do ideologii faszyzmu wskazał już Stary Testament. Najpierw to był
                  nacjonalizm par excellence, religijny, narodowy. Żydowski bóg był najlepszy,
                  jedyny, mordujący tych, którzy nie chcieli go wyznawać i oddawać czci. Kto nie
                  był z Jahwe lub obojętny na jego boskość, tego należało zabić. Czy katolicyzm
                  był i jest daleki od powielania tego samego? Czy faszyzm postępował inaczej?
                  Wystarczy sięgnąć bo morderczych słów Łukasza ewangelisty, który zapisał wręcz
                  mordercze słowa wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa: "Tych zaś, przeciwników
                  moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu, i zabijcie
                  na moich oczach." (19: 27).
                  U ewangelistów Mateusza (12: 30) i Łukasza (11: 23), Jezus nie zostawia cienia
                  wątpliwości, powiadając: "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie
                  zbiera ze Mną, rozprasza". Są to groźnie brzmiące słowa.

                  3) Uznany za nNastępcę Jezusa apostoł Piotr, rzekomy pierwszy papież - którego
                  Paweł będąc w Rzymie i pisząc swoje Listy do Rzymian ni jak nie mógł ani jego
                  obecności ani jego zastępstwa dostrzec, kontynuując metody swojego Nauczyciela,
                  zabija pewne małżeństwo za odstępstwo od zasad obowiązujących w chrześcijańskiej
                  komunie. Zupełnie nieźle, jak na debiut chrześcijaństwa, początki "etyki"
                  katolickiej i "miłości bliźniego".
                  A później?
                  Pomijając cały szereg wydarzeń, Papież Grzegorz IX (1227-1241) w roku 1231
                  rozpowszechnił inkwizycję na wszystkie kraje katolickie i zaprowadził urząd
                  inkwizytora. Zbrodnicza machina papiestwa, poszła w ruch...
                  Papież Innocenty IV (1243-1254) ogłosił 15 maja 1252 r., bullę, którą
                  sankcjonował metody inkwizycji, aprobując stosowanie tortur i karę śmierci wobec
                  nieposłusznych woli Kościoła, co natychmiast stało się regułą.
                  Szatański Innocenty IV zobowiązał dzieci, aby donosiły na swoich rodziców,
                  którzy nie wykazywali się mocną i głęboką wiarą w słowo boże... Stalin wydał
                  podobne "zarządzenie"!
                  Czy chcesz powiedzieć, że faszyzm nie stosował tych samych metod?

                  > ps. odkad to kobiety przyjmuja do seminariów? Jesli sie uczysz dyskusji
                  > zacznij od kultury osobistej. Brak kultury jest przeciez grzechem.
                  Nie wiem, czy gwizdeczka się uczy, czy nie i to w tej dyskusji nie ma żadnego
                  znaczenia. Jeżeli wspominasz już komuś o kulturze dyskusji, to właśnie ona
                  wymaga udzialania merytorycznej odpowiedzi a nie ad rem. Na temat grzechu nie
                  będę się wypowiadał, ponieważ wtrącasz do dyskusji nowe wątki uciakając od
                  zasadniczego tematu. Chcę Ci tylko donieść, że "już" od roku 1964 czytanie
                  Biblii nie jest grzechem i czasami warto skonfrontować tę swoją proboszczowską
                  wiedzę ze źródłami bardziej wiarygodnymi. A co do problemu przyjmoweania kobiet
                  do seminariów - niewiwlu to chyba grzeje czy bawi. Zresztą mając na uwadze
                  aktualną do dnia dzisiejszego wypowiedź Ojca Kościoła Tertuliana (160-220)
                  stwierdzająca wprost, że kobieta "To brama, przez którą wdziera się diabeł.",
                  trudno się dziwić, że Kościół przed diabłami się broni i niechętnie spogląda na
                  kobiety nie tylko w seminarium.
            • Gość: Echo Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 08.03.06, 16:57
              > Wiele osób walczących z katolicyzmem tutaj nie krytykuje samego katolicyzmu,
              > ani jego zasad,ale grzechy wyznawców katolicyzmu, grzechy, które sam katolicym
              > klasyfikuje jako błedy i zło,a nie jako swoje dobre zasady.
              > Wiec widze tu duże,ale to duże niezrozumienie czym jest i co głosi
              > chrzescijanstwo jako religia i filozofia.

              Wiele osob nie rozumie ze istnienie zasad nie powoduje ze ludzie ich
              przestrzegaja. Podobnie, jak istnienie prawa nie powoduje ze nie ma przestepcow.
              W przeciwienstwie do ateistow ktorzy twierdza ze sa dobrzy sami z siebie bo
              dbaja o wlasny interes, KK mowi o naturalnej sklonnosci czlowieka do korupcji
              mimo ze kazdy czlowiek ma fantazje zeby byc dobrym, pieknym, madrym etc.
              KK daje tylko propozycjie samodoskonalenia poprzez odwolywanie sie do idealu
              Boga i daje narzedzia samodoskonalenia (spowiedz, pokuta, posty, dawanie na cele
              charytatywne,modlitwa). I znow: ateisci nie stosuja tego typu narzedzi i
              twierdza ze nie potrzeenuja zadnych narzedzi, ze odwolywanie sie do idealu Boga
              to glupota. Odwoluja sie zatem do nicosci ktora zapanuje po ich smierci i
              zgodnie z idealami nicosci pograzaja sie w hedonizmie i staraja sie usunac
              niepotrzebne przeszkody w praktykowaniu hedonizmu jak dzieci czy dawanie na cele
              cele charytatywne. W koncu placa podatki i to powinno wystarczyc. Jesli jednak
              moznaby bezkarnie uszczknac z podatkow nawet na szkode blizniego, to co zrobi
              czlowiek kierujacy sie naturalna tendencja do korupcji? Ano skorumpuje sie. Bez
              zadnych wyrzutow sumienia bo te wynikaja z przesadow religijnych.

              • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 17:30
                Czyli:
                Ateista = hedonistyczny egoista.
                Wydaje mi się, że powtarzasz to z uporem maniaka, bo sama chcesz to w końcu
                uwierzyć. A wtedy świat będzie prostszy do opisania i zrozumienia.
                • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 18:28
                  Ale przecież sam napisałeś, że należy dążyć do zaspokajania własnych instynktów
                  i sprzeciwiłeś się, gdy zasugerowałem, że należy wyrobić w sobie zdolność do
                  powstrzymywania się od każdego takiego zaspokojenia, na rzecz przyszłej,
                  większej korzyści (chodzi mi o ten przykład z dziećmi i cukierkami).
              • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 18:24
                Gość portalu: Echo napisał(a):

                > Wiele osob nie rozumie ze istnienie zasad nie powoduje ze ludzie ich
                > przestrzegaja. Podobnie, jak istnienie prawa nie powoduje ze nie ma
                przestepcow
                > .
                > W przeciwienstwie do ateistow ktorzy twierdza ze sa dobrzy sami z siebie bo
                > dbaja o wlasny interes, KK mowi o naturalnej sklonnosci czlowieka do korupcji
                > mimo ze kazdy czlowiek ma fantazje zeby byc dobrym, pieknym, madrym etc.
                > KK daje tylko propozycjie samodoskonalenia poprzez odwolywanie sie do idealu
                > Boga i daje narzedzia samodoskonalenia (spowiedz, pokuta, posty, dawanie na
                cel
                > e
                > charytatywne,modlitwa).

                Pięknie napisane i warte zacytowania. :-)

                Chciałbym tylko uzupełnić, że istnieje także odłam ateistów bliskich w swoich
                poglądach etycznych chrześcijanom (czy też w ogóle ludziom wierzącym). Chodzi
                mi np. o niektórych przynajmniej zwolenników Karla Poppera i Tadeusza
                Kotarbińskiego.
                • nancyboy Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 18:27
                  > Chciałbym tylko uzupełnić, że istnieje także odłam ateistów bliskich w swoich
                  > poglądach etycznych chrześcijanom

                  Cóż, nikt nie jest idealny...
              • Gość: parisparis1 Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.aster.pl 08.03.06, 20:55
                Echo, wrzucasz ateistów do jednego worka, tak jakby wszyscy mówili jednym
                glosem, myśleli na jedno kopyto i wszyscy jak jeden mąż nie mieli wyższych
                uczuć. Wygodnie i miło się tak myśli, prawda?
                • Gość: Echo Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 09.03.06, 06:16
                  > Echo, wrzucasz ateistów do jednego worka, tak jakby wszyscy mówili jednym
                  > glosem, myśleli na jedno kopyto i wszyscy jak jeden mąż nie mieli wyższych
                  > uczuć. Wygodnie i miło się tak myśli, prawda?

                  Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Niektorzy ateisci czy to z lenistwa
                  czy z wygody staraja sie nie wyrozniac od srednich katolikow. Ale ateista ktory
                  do konca przemyslal wszystko to np. Jerzy Urban ktory sam o sobie twierdzi ze
                  jest kompletnie amoralny.
                  • Gość: parisparis1 Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.aster.pl 09.03.06, 19:35
                    Gość portalu: Echo napisał(a):

                    > Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Niektorzy ateisci czy to z lenistwa
                    > czy z wygody staraja sie nie wyrozniac od srednich katolikow. Ale ateista
                    ktory do konca przemyslal wszystko to np. Jerzy Urban ktory sam o sobie twierdzi
                    ze jest kompletnie amoralny.

                    Twoj kolejny post tylko mnie utwierdza w pierwotnym przypuszczeniu.
                    • Gość: parisparis1 Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.aster.pl 10.03.06, 01:02
                      Echo, coś jeszcze, dość stanowczo napisalam poprzednie posty, ale mam po temu
                      powody. Znam kilku ateistów: to nie są hedonistyczni egoiści, ani też ludzie
                      starający się "nie wyrozniac od srednich katolikow"; przeciwnie, to ludzie o
                      bardzo wysokich standardach moralnych, wielokrotnie doświadczyłam z ich strony
                      altruizmu, ktory był dla nich naturalnym gestem a nie pozą. Dlatego tak mocno
                      protestuję przeciwko tego rodzaju uogólnieniom, bo wiem, jak bardzo są one wobec
                      konkretnych ludzi niesprawiedliwe.pozdrawiam.
          • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 08.03.06, 18:08
            Faktycznie, trochę nam ta dyskusja zeszła na różne poboczne tematy, ale
            odpowiem jeszcze na post Kamajkore, później na zarzuty innego uczestnika
            dyskusji, a później jeszcze zastanowimy się nad dalszym rozwojem wątku. :)) (W
            miedzyczasie muszę jeszcze napisać odpowiedź na Ten post ). Eh, sporo tego po prostu. :-D No, ale przejdźmy do rzeczy.

            kamajkore napisała:

            > Istnienie chociaż jednej osoby, która dowiedziała się o nieistnieniu boga
            obala
            > Twoją tezę, jakoby nie możnaby się było tego dowiedzieć. Takich osób jest
            wiele
            > ,
            > a jednąz nich jestem ja. Dróg takiej wiedzy jest zapewne wiele - wystarczy
            > trochę wiedzy z np. biologii plus psychologii plus religioznawstwa... i
            wszystk
            > o
            > staje się jasne. logika oczywiście też pomaga :)
            >

            To sprawa metodologii: szczegółowe nauki, takie jak biologia, psychologia itd.
            mówią coś o cechach konkretnych (ograniczonych w czasie i przestrzeni bytów) i
            dlatego ich twierdzenia można potwierdzić lub obalić, natomiast wszystkie
            twierdzenia o Bogu monoteistycznym dotyczą cech rzeczywistości jako całości i
            dlatego nie można ich potwierdzić lub obalić. Żadnego twierdzenia o CAŁEJ
            rzeczywistości nie można potwierdzić lub obalić (chyba, że ktoś wyszedłby POZA
            rzeczywistość i obserwował ją z zewnątrz, co jest raczej niemożliwe). Dlatego
            właśnie istnienie lub nieistnienie Boga może być wyłącznie kwestią wiary, a nie
            naukowych dowodów.

            Ale pewnie chodzi Ci o to, że można wykazać, iż można wskazać różne przyczyny
            biologiczne (związane głównie z funkcjonowaniem mózgu), psychologiczne i
            socjologiczne odpowiedzialne za pojawienie się w ludzkim umyśle idei boga, a
            także przedstawić historyczny proces jej kształtowania. To wszystko jest bardzo
            piękne, ale dotyczy IDEI (czy też pojęcia) Boga, a nie samego Boga. Twierdzenia
            dotyczące idei lub pojęcia Boga opisują coś innego niż twierdzenia dotyczące
            Boga. Ale te sprawy także warto by omówić w odrębnym wątku, tutaj bowiem
            zajmujemy się moralnością.

            > Tak, możemy odrzucić. Ale (moim zdaniem) łatwiej odrzucić coś, co zostało
            > nieświadomie przejęte w dzieciństwie od rodziców (czyli w przypadku większości
            > chrześcijan system etyczny oparty na religii) niż coś, do czego dochodziło sie
            > latami myśląc, czytając, zmieniając na lepsze.

            Wiele jest przesądów wśród ludzi. Wierzący mają sporo przesądów w stosunku do
            ateistów, ale również ateiści mają ich sporo w stosunku do wierzących. Jednym z
            takich przesądów jest przekonanie, że ludzie wierzący przyjmują bezmyślnie
            swoje poglądy w dzieciństwie, a potem w nich trwają do śmierci, a wszelkie
            załamania ich dziecinnego światopoglądu prowadzą do ateizmu. Sądzę jednak, że
            jest zupełnie inaczej (chociaż to pewnie też zależy od środowiska). Prawdziwie
            wierzący człowiek musi ciągle zastanawiać się nad swoją wiarą, przeżywać
            kryzysy religijne i odrzucać wcześniejsze, błędne wyobrażenia. Ks. Tischner
            opisywał ten rozwój wiary u siebie (przyznał się, iż kiedyś nawet przestał
            wierzyć w Boga). Po prostu człowiek, który nie przeżył kryzysu swojej
            dziecinnej lub młodzieńczej wiary nigdy tak naprawdę nie będzie wierzącym
            chrześcijaninem. Tak więc przeciwstawianie myślących ateistów bezmyślnym
            chrześcijanom jest raczej dalekie od prawdy.

            > Mozna jednak z badań socjologicznych wyciągnąć pewne wskazówki... Jak również
            z
            > burzliwej historii naszej cywilizacji. Przynajmniej ja je dostrzegam...
            >

            Pewnie można. Ale mocnym fundamentem etyki takie wskazówki raczej nie są.

            > nie wiara jest hipotezą, tylko TO w co się wierzy.
            >

            Znowu szczypta metodologii: hipoteza jest takim zdaniem opisującym otaczającą
            nas rzeczywistość, którego nie można udowodnić. A ponieważ tak naprawdę poza
            matematyką i logiką nie ma w nauce dowodów (mogą być jedynie potwierdzenia),
            więc w gruncie rzeczy wszelkie twierdzenia nauk empirycznych są hipotetyczne
            (chociaż stopień i "potwierdzalności" jest różny, dlatego potocznie możemy
            rozróżniać teorie i hipotezy). Otóż zarówno owe teorie, jak i hipotezy są
            zdaniami, które można potwierdzić lub obalić. Istnieją jednak również takie
            zdania, których, ani potwierdzić, ani obalić nie sposób (dotyczą one np.
            istnienia Boga albo wolnej woli) i tego rodzaju zdań nie możemy określać jako
            teorie lub hipotezy.

            > nie zgadzam się z twoją argumentacją. obywatel jest lepszym obywatelem jeśli
            > przestrzega prawa. młotek jest lepszy po tym jak konkretnie coś w nim
            zmieniono
            > .
            > w twoich przykładach nie ma dążenia do ideału - jest stopniowe ulepszanie,
            któr
            > e
            > polega na wykonywaniu rzeczy osiągalnych, a to jest inna sprawa.

            Obywatel lub młotek może być oczywiście lepszy z różnych przypadkowych powodów,
            jeżeli jednak chcemy wprowadzić celowe usprawnienia, wówczas musimy posłużyć
            się jakimś ideałem. W stosunku do człowieka są to ideały wychowawcze
            realizowane przez szkołę lub rodzinę, natomiast w przypadku młotka projekt
            techniczny lub prototyp. W tym drugim przypadku jakość konkretnych wyrobów
            raczej rzadko idealnie pokryje się z jakością projektu lub prototypu, ale
            możemy tak usprawniać proces produkcji, żeby to osiągnąć.

            > > Gdzie widzisz tą wewnętrzną sprzeczność?
            > w dążeniu do bezgrzeszności, której nikt nigdy nie osiągnie z założenia. bo
            tak
            > napisano - że wszyscy są grzeszni i już. (podobny absurd jak z grzechem
            > pierworodnym)
            >

            Może zostawmy na boku grzech pierworodny. Nie pisałem o dążeniu do
            bezgrzeszności (choć może kiedyś, dzięki łasce Boga, taki stan osiągniemy), ale
            o stopniowym doskonaleniu siebie samych i otaczającego nas świata tutaj, w tym
            naszym grzesznym życiu.

            > > tak byśmy chcieli, ale możemy zrobić to, co sugeruje w swych dziełach Kar
            > l
            > > Popper: proponować usprawnienia drobnych fragmentów rzeczywistości i podd
            > awać
            > > je krytyce zarówno przed ich wdrożeniem, jak i później, na podstawie obse
            > rwacji
            > >
            > > ich skutków.
            > Zgadzam się w stu procentach! Tylko że to nijak się ma do zasad religii
            > chrześcijańskiej. Nawet dla Ciebie, widzisz sam, "jakiś" filozof jest
            mądrzejsz
            > y
            > od Jezusa z Nazaretu, skoro właśnie jego tu cytujesz.
            >

            Dlaczego "jakiś"? Karl Popper był najwybitniejszym europejskim filozofem od
            czasów Arystotelesa. A jego nauka nie jest sprzeczna z chrześcijaństwem (co
            może potwierdzić jego wielki zwolennik abp Życiński - jest więc nas co najmniej
            dwóch :)). Widzisz, Pismo Święte nie jest szczegółowym spisem wszystkiego, w co
            mamy wierzyć. Do pewnych spraw musimy dojść drogą rozumową. (I chrześcijanie od
            dawna to robili, m. in. dlatego rozwinęli w średniowieczu uniwersytety).

            > No to już zależy - różni ludzie mają różne cele. Ja nie zamierzam kształtować
            > świata. Chciałabym tylko przezyć życie przyjemnie, a z życia etycznego czerpię
            > pewną przyjemność... bo jeśli innych dobrze traktuję to lepiej mi się z innymi
            > zyje (w skrócie mówiąc oczywiście)
            >

            I tutaj ujawnia się podstawowa różnica między pojmowaniem moralności przez
            pewien odłam ateistów oraz przez ludzi wierzących: ci pierwsi dążą do
            zaspokojenia własnych przyjemności, czy też instynktów (jedynie przypadkowo
            czyniąc dobro w tradycyjnym znaczeniu tego słowa - np. pomagają ubogim, gdy
            mają akurat na to ochotę), ci drudzy natomiast dążą do udoskonalenia świata i
            siebie samych, kształtując w sobie pewne stałe dyspozycje moralne zwane
            cnotami. (Pomagają więc innym dlatego, że pomoc ta przyczynia się do
            udoskonalenia świata i ich samych, a nie dlatego, że akurat tak im przyszło do
            głowy). Tę kwestię poruszę w moim drugim podsumowaniu wątku "Dlaczego ateista
            jest moralny?"

            > nie mam nic przeciwko kolejnemu wątkowi :) moje zdanie je
            • redykolek Ciąg dalszy 08.03.06, 18:15
              > nie mam nic przeciwko kolejnemu wątkowi :) moje zdanie jest jednak takie, że
              > jeżeli cele są nieosiągalne, abstrakcyjne to i nie możemy być zadowoleni z
              > efektów swoich działań. takie zadowolenie daje motywację do czynienia
              następnyc
              > h
              > kroków.
              > pewnie można zagryźć zęby w imię wyższego celu w zaświatach, nie czerpiąc
              > żadnego zadowolenia z życia i 'nieść swój krzyż' - ale co to za życie...?
              > oczywiście - nie moja sprawa, jak kto chce żyć - ale tacy zgorzkniali ludzie
              > bardzo uprzykrzają też życie innym.
              >

              Kolejny przesąd, że ludzie wierzący nie mogą czerpać zadowolenia z życia dążąc
              jedynie do lepszego życia w zaświatach. Ale zauważ, zarówno to, co napisałem w
              tym wątku, jak i w wątku "Dlaczego ateista jest moralny?" chyba przeczy temu
              poglądowi? Zajrzyj do tego drugiego wątku i poczytaj sobie, co napisałem tam o
              dążeniu do Królestwa Bożego i doskonaleniu naszego świata.

              > typowy chrześciajnin (taki statystyczny) jednak powołuje się na karę -
              podobnie
              > jak 'kapłani'. i księga objawiona też straszy karą

              Więc widać ja znam nietypowych chrześcijan i czytam nietypowe księgi
              objawione. :-D.

              > więc... po prostu jestes
              > nietypowym chrześciajninem na dobrej drodze do ateizmu... ;)
              >


              Mam nadzieję, że jednak nie.

              Pozdrawiam :-D
              • ejkuraczek Re: Ciąg dalszy 08.03.06, 22:46
                redykolek napisał:
                >
                > Mam nadzieję, że jednak nie.
                >
                > Pozdrawiam :-D

                Redykolek, daruj sobie. Tutaj panuja niezachwiane mity i wyobrazenia o
                katolicyźmie czerpane z propagadowych pisemek dla idiotów typu Fakty i MIty.
                Od lat tym ludziom tłumaczy się róznice miedzy wbitymi w ich głowy mitami ,a
                prawdą zasad religii katolickiej ale oni sa wyjątkowo oporni na wiedze.
                Nie na wiare-przede wszystkim na wiedze.
                Pozdrawiam.
                • edico Ciąg dalszy teologicznych rozważań ejkuraczek'a 09.03.06, 15:14
                  ejkuraczek napisała:

                  > Redykolek, daruj sobie. Tutaj panuja niezachwiane mity i wyobrazenia o
                  > katolicyźmie czerpane z propagadowych pisemek dla idiotów typu Fakty i MIty.

                  W całaj rozciąglości potwierdzają to słowa papieża Leona X (1513-1521):
                  - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła".

                  Nie inaczej do tych mitów katolickich podchodził papież Grzegorz VII (1073-1086)
                  wyciągając jak żesz trafne wnioski:
                  - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał"

                  > Od lat tym ludziom tłumaczy się róznice miedzy wbitymi w ich głowy mitami ,a
                  > prawdą zasad religii katolickiej ale oni sa wyjątkowo oporni na wiedze.
                  > Nie na wiare-przede wszystkim na wiedze.
                  Wytłumacz mi zatem, jaka wiedza wynika dla katolików z konstytucji
                  chrześcijańskiej, jaką jest Kazanie na Górze i jakie to ma przktyczne zastosowanie?
                  Co można sądzić o wiedzy i wierze katolików, skoro fałszują sam dekalog przejęty
                  z rąk samego Boga przez Mojżesza na górze Synaj?
                  Jaką ma wartość wiedza katolików oparta na osiągnieciach takiej nauki jak
                  Rutilio Benicasa, który w roku 1556 obliczył, że:
                  - "długość czyśćca wynosi 15750 mil, a szerokość 5011. Ta katolicka pakamera
                  nieba znajduje się w odległości 505 i pół mili od ziemi. Z kolei benedyktyn,
                  Alberano Desiderio, obliczył w roku 1705, że od stworzenia świata, w niebie
                  znalazło się 111.111.111.000 dusz ludzkich. Na skutek buntu Lucyfera, ubyła
                  trzecia część, czyli 37.037.037.000. Jego zdaniem, po rewolcie pozostało w
                  niebie 74.074.074.000."
                  Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to, czy te dane są prawdziwe, bowiem obaj
                  matematycy nie informują na jakiej podstawie dokonali swoich wyliczeń, no, ale
                  skoro tak podają - jak zawsze wiarygodne - źródła kościelne...
                  Mam jednak nadzieję, że wyumiany na takich wartościach "naukowych" potrafisz tą
                  wielką wiedzę i jej wielką wartość logicznie uzasadnić :))
            • redykolek Dwa uzupełnienia 08.03.06, 18:45
              redykolek napisał:

              > Prawdziwie
              > wierzący człowiek musi ciągle zastanawiać się nad swoją wiarą, przeżywać
              > kryzysy religijne i odrzucać wcześniejsze, błędne wyobrażenia. Ks. Tischner
              > opisywał ten rozwój wiary u siebie (przyznał się, iż kiedyś nawet przestał
              > wierzyć w Boga). Po prostu człowiek, który nie przeżył kryzysu swojej
              > dziecinnej lub młodzieńczej wiary nigdy tak naprawdę nie będzie wierzącym
              > chrześcijaninem. Tak więc przeciwstawianie myślących ateistów bezmyślnym
              > chrześcijanom jest raczej dalekie od prawdy.
              >

              Ten proces został nawet opisany w moim szkolnym podręczniku do religii. Jest
              więc to coś, czego niezbędność chrześcijanie sobie uświadamiają.

              > (mogą być jedynie potwierdzenia),

              Powinno być: tymczasowe potwierdzenia.
              • Gość: Ed Re: Dzieło Chrystusa dziełem zniszczenia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 08.03.06, 20:36
                Jesteś na dobrej drodze do ateizmu. Zachęcam do dalszych rozważań i
                merytorycznej pracy u podstaw.
                • ejkuraczek Re: Dzieło Chrystusa dziełem zniszczenia 08.03.06, 22:43
                  Gość portalu: Ed napisał(a):

                  > Jesteś na dobrej drodze do ateizmu. Zachęcam do dalszych rozważań i
                  > merytorycznej pracy u podstaw.

                  Pochwała i radośc z wiary jest droga do ateizmu? Więc wszyscy gorliwi i
                  świadomi swej wiary wierzacy sa na drodze do ateizmu?
                  Cóz za błyskotliwa logika...:)!
                  • Gość: Ed Re: Dzieło Chrystusa dziełem zniszczenia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 08.03.06, 23:27
                    Jeżeli ten etap wiedzy już Ci w zupełności wystarcza, to poklony Galileuszowi
                    możesz sobie darować
            • kamajkore Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 09.03.06, 15:52
              > Faktycznie, trochę nam ta dyskusja zeszła na różne poboczne tematy, ale
              > odpowiem jeszcze na post Kamajkore, później na zarzuty innego uczestnika
              > dyskusji, a później jeszcze zastanowimy się nad dalszym rozwojem wątku. :)) (W
              no pięknie - prowadzisz tu widzę zajęcia ze studentami... ;-)

              > To sprawa metodologii: szczegółowe nauki, takie jak biologia, psychologia itd.
              > mówią coś o cechach konkretnych (ograniczonych w czasie i przestrzeni bytów) i
              > dlatego ich twierdzenia można potwierdzić lub obalić, natomiast wszystkie
              > twierdzenia o Bogu monoteistycznym dotyczą cech rzeczywistości jako całości i
              > dlatego nie można ich potwierdzić lub obalić.
              w skrócie odpowiem Ci tak: skoro istnienie boga przyjmuje się na podstawie
              pewnych ksiąg wystarczy wykazać fałszywość kilku twierdzen tej księgi (albo
              nawet i jednego) aby nie musiec dłuzej przejmowac sie kwestią boga - czy nie mam
              racji?
              dla mnie punktem wyjscia (choc nie jedynym) do ateizmu jest mozliwosc odrzucenia
              hipotezy duszy (na podstwie biologii i psychologii - widzę ze zrozumiałes o co
              mi chodziło). a takze wiedza tegojakie były dzieje pisania owych swietych ksiąg,
              z jakich wczesniejszych mitówe i tradycji czerpały (religioznawstwo).
              tak więc rozwazania czy mozemy obalic hipoteze boga czy nie nie stanowią zadnej
              powaznej kwestii ani argumentu.

              >
              > takich przesądów jest przekonanie, że ludzie wierzący przyjmują bezmyślnie
              > swoje poglądy w dzieciństwie, a potem w nich trwają do śmierci, a wszelkie
              > załamania ich dziecinnego światopoglądu prowadzą do ateizmu. Sądzę jednak, że
              > jest zupełnie inaczej (chociaż to pewnie też zależy od środowiska
              po pierwsze celowo napisałam 'większość'. po drugie: nie doceniasz siły
              przekonan zaszczepianych w dzieciństwie.

              > wierzyć w Boga). Po prostu człowiek, który nie przeżył kryzysu swojej
              > dziecinnej lub młodzieńczej wiary nigdy tak naprawdę nie będzie wierzącym
              > chrześcijaninem
              Możesz interpretowac tego typu zdarzenia jako powrót z 'kryzysu wiary'. Ja
              rozumiem je jako duże trudności z wyzwoleniem się od przesądów. Z sekty trudno
              jest się wyrwać i do religii które nazywają siebie kosciołami ta zasada tez się
              stosuje.

              > Znowu szczypta metodologii: hipoteza jest takim zdaniem opisującym otaczającą
              > nas rzeczywistość, którego nie można udowodnić.
              Ale, jak na pewno wiesz, można odrzucić, na korzyść hipotezy alternatywnej... :)

              >A ponieważ tak naprawdę poza
              > matematyką i logiką nie ma w nauce dowodów (mogą być jedynie potwierdzenia),
              > więc w gruncie rzeczy wszelkie twierdzenia nauk empirycznych są hipotetyczne
              > (chociaż stopień i "potwierdzalności" jest różny, dlatego potocznie możemy
              > rozróżniać teorie i hipotezy). Otóż zarówno owe teorie, jak i hipotezy są
              > zdaniami, które można potwierdzić lub obalić. Istnieją jednak również takie
              > zdania, których, ani potwierdzić, ani obalić nie sposób (dotyczą one np.
              > istnienia Boga albo wolnej woli) i tego rodzaju zdań nie możemy określać jako
              > teorie lub hipotezy.
              Skoro nie mozna ich z założenia potwierdzić, jak można na nich opierać całe
              swoje życie...? Czy prawda juz nie jest dla ludzi wartością?

              > o stopniowym doskonaleniu siebie samych i otaczającego nas świata tutaj, w tym
              > naszym grzesznym życiu.
              nie mam swojemu życiu nic do zarzucenia, nie zdążam też do żadnego ideału. czy
              to czyni ze mnie według ciebie jednostkę amoralną? bo coś mi się wydaje, że w
              ogóle posługujemy się innymi definicjami etyki - a wtedy trudno dyskutować :)

              > mamy wierzyć. Do pewnych spraw musimy dojść drogą rozumową. (I chrześcijanie
              brawo! tylko że wtedy trudno powiedzieć, że coś jest zasadą chrześcijańską,
              jeśli dochodzi się do tego rozumem (nawet jeśli jest to rozum chrześcijanina)

              > Dlaczego "jakiś"?
              nie zauważyłeś cudzysłowu...? :)

              > I tutaj ujawnia się podstawowa różnica między pojmowaniem moralności przez
              > pewien odłam ateistów oraz przez ludzi wierzących: ci pierwsi dążą do
              > zaspokojenia własnych przyjemności, czy też instynktów (jedynie przypadkowo
              > czyniąc dobro w tradycyjnym znaczeniu tego słowa - np. pomagają ubogim, gdy
              > mają akurat na to ochotę), ci drudzy natomiast dążą do udoskonalenia świata i
              > siebie samych, kształtując w sobie pewne stałe dyspozycje moralne zwane
              > cnotami. (Pomagają więc innym dlatego, że pomoc ta przyczynia się do
              > udoskonalenia świata i ich samych, a nie dlatego, że akurat tak im przyszło do
              > głowy). Tę kwestię poruszę w moim drugim podsumowaniu wątku "Dlaczego ateista
              > jest moralny?"
              hmmm... a czy znasz chrześcijanina który ZAWSZE pomaga WSZYSTKIM ubogim?
              moim zdaniem różnica między tymi dwoma kategoriami ludzi, jakie opisałeś
              powyżej, jest czysto teoretyczna. tylko ze ci pierwsi mają odwagę szczerze
              przyznać ze nie zawsze pomagają, a ci drudzy uwazają to za grzeszność - według
              mnie jesli każdy będzie pomagał czasami to zupełnie wystarczy (juz pomijając
              fakt ze czasem i niektórym pomagać wręcz nie należy)

              poza tym nie wiem dlaczego zaspokajanie własnych instynktów ma w ustach
              chrzescijanina przeważnie negatywną konotację. oczywiscie mam na mysli
              zaspokajanie własnych instynktów (potrzeb) w sposób nie krzywdzący innych ludzi.
              czy chrzescijanie nie zaspokajają własnych instynktów? nie jedzą, nie uprawiają
              seksu, nie ubierają się ciepło... w czym problem?



              • Gość: Sarmata Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? IP: *.girinst.org 10.03.06, 00:52
                Mozesz mi powiedziec jak na podstawie biologii czy psychologii odrzucasz hipoteze
                duszy? Dalibog nie moge zlapac!

                "dla mnie punktem wyjscia (choc nie jedynym) do ateizmu jest mozliwosc odrzucenia
                hipotezy duszy (na podstwie biologii i psychologii - widzę ze zrozumiałes o co
                mi chodziło). a takze wiedza tegojakie były dzieje pisania owych swietych ksiąg,
                z jakich wczesniejszych mitówe i tradycji czerpały (religioznawstwo).
                tak więc rozwazania czy mozemy obalic hipoteze boga czy nie nie stanowią zadnej
                powaznej kwestii ani argumentu".
                • ben333 Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 10.03.06, 13:30
                  gdybyś miał duszę to byś prawdopodobnie zrozumiał :)
                  • edico Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 10.03.06, 14:20
                    A co to jest dusza?
              • redykolek Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 18.03.06, 11:24
                kamajkore napisała:

                > w skrócie odpowiem Ci tak: skoro istnienie boga przyjmuje się na podstawie
                > pewnych ksiąg wystarczy wykazać fałszywość kilku twierdzen tej księgi (albo
                > nawet i jednego) aby nie musiec dłuzej przejmowac sie kwestią boga - czy nie
                ma
                > m
                > racji?

                Istnienie Boga przyjmujemy ZANIM jeszcze uznamy daną księgę (zawierającą Jego
                nauki) za świętą. Ale o fałszywość jakich twierdzeń Ci chodzi? Bo jeśli masz na
                myśli przedstawienie faktów historycznych lub przyrodniczych, to zauważ, iż
                przynajmniej Biblia nie jest podręcznikiem przyrody lub historii. Ma ona
                przekazać nam jedynie pewne prawdy o Bogu i Jego nauce moralnej. Choć
                faktycznie, gdyby udało się wykazać, że dane pismo święte nie
                zawiera "prawdziwej" nauki moralnej (w tym sensie "prawdziwej", iż nie
                pomagałaby ona w rozwoju człowieka i społeczeństwa), to wówczas można by mieć
                uzasadnione wątpliwości, czy rzeczywiście powstała ona z inspiracji Boga.
                Przyjęcie takiego wniosku wymagałoby jednak przeprowadzenia wcześniej dokładnej
                analizy treści tej księgi, a nie tylko epatowania wyrwanymi z kontekstu
                cytatami.

                > dla mnie punktem wyjscia (choc nie jedynym) do ateizmu jest mozliwosc
                odrzuceni
                > a
                > hipotezy duszy (na podstwie biologii i psychologii - widzę ze zrozumiałes o co
                > mi chodziło).

                Po pierwsze: Zajrzyj do Ewangelii, a przekonasz się, że istniała niegdyś wśród
                Żydów sekta saduceuszy, odrzucająca istnienie duszy ludzkiej. Można być więc
                człowiekiem religijnym i nie wierzyć w istnienie duszy oraz nieśmiertelność.

                Po drugie: Biologia może nam powiedzieć coś o procesach fizjologicznych
                zachodzących w mózgu. Psychologia może powiedzieć nam coś o procesach
                informacyjnych zachodzących w mózgu (chociaż moim skromnym zdaniem znacznie
                lepiej robi to dzieło jednego z naszych najwybitniejszych uczonych prof.
                Mariana Mazura "Cybernetyka i charakter"). Natomiast żadna z tych nauk nie mówi
                niczego o duszy.

                > a takze wiedza tegojakie były dzieje pisania owych swietych ksiąg
                > ,
                > z jakich wczesniejszych mitówe i tradycji czerpały (religioznawstwo).

                Ludzcy autorzy biblijni zestawiali różne starsze opowieści po to, aby zbliżyć
                się do prawdy o Bogu i Jego nauce. Dla mnie fakt zestawienia różniących się w
                szczegółach (lecz nie w tym, co jest istotne dla poznania nauki Jezusa)
                przekazów ewangelicznych jest najlepszym dowodem na ich prawdziwość (a
                przynajmniej na uczciwość intelektualną ludzi, którzy je opracowywali).

                > tak więc rozwazania czy mozemy obalic hipoteze boga czy nie nie stanowią
                zadnej
                > powaznej kwestii ani argumentu.
                >

                Jak już wspominałem, twierdzenia o istnieniu (lub nieistnieniu) Boga nie możemy
                nazywać hipotezą.

                > po pierwsze celowo napisałam 'większość'. po drugie: nie doceniasz siły
                > przekonan zaszczepianych w dzieciństwie.
                >

                Ludzie dorośli jednak mają inny pogląd na świat niż dzieci (raczej nie wierzą
                oni w świętego Mikołaja wchodzącego przez komin i rozmawiającego przed
                wręczeniem prezentu z panią nauczycielką). To samo dotyczy dziecięcych
                wyobrażeń związanych z wiarą (np. iż Bozia mieszka w niebie nad nami itp.).
                Wiara ludzi dorosłych nie jest wiarą dziecinną, jak zdajesz się sugerować.

                > Możesz interpretowac tego typu zdarzenia jako powrót z 'kryzysu wiary'. Ja
                > rozumiem je jako duże trudności z wyzwoleniem się od przesądów. Z sekty trudno
                > jest się wyrwać i do religii które nazywają siebie kosciołami ta zasada tez
                się
                > stosuje.
                >

                Każdy człowiek przynajmniej raz w życiu przeszedł kryzys jakiejś wiary. Zwykle
                skłania to ludzi do przemyśleń, jednak niekoniecznie ich wynik musi pokrywać
                się z Twoimi przekonaniami. Fakt przechodzenia z niższego do wyższego poziomu
                wiary nazywasz trudnością z wyzwoleniem się od przesądów, ale zauważ, iż ktoś
                mógłby nazwać w ten sposób także przejście od dziecięcej wiary do ateizmu.

                > > Znowu szczypta metodologii: hipoteza jest takim zdaniem opisującym otacza
                > jącą
                > > nas rzeczywistość, którego nie można udowodnić.
                > Ale, jak na pewno wiesz, można odrzucić, na korzyść hipotezy
                alternatywnej... :
                > )
                >

                Chodziło mi raczej o to, że wszelka nasza wiedza o świecie jest hipotetyczna, a
                więc niepewna. (Ale nie o metodologię chodzi w tym wątku).

                > Skoro nie mozna ich z założenia potwierdzić, jak można na nich opierać całe
                > swoje życie...? Czy prawda juz nie jest dla ludzi wartością?
                >

                Prawda jest czymś bardzo cennym, ale nie łudźmy się, iż ktokolwiek ją poznał.
                Możemy natomiast zbliżać się do prawdy, w nauce np. proponując coraz to lepsze
                hipotezy. Fakt, iż pewnych twierdzeń nie możemy potwierdzić lub obalić nie
                znaczy jeszcze, iż są one bezwartościowe. Możemy bowiem znaleźć dla nich
                praktyczne uzasadnienia nie będące ostatecznym potwierdzeniem. Na przykład
                wolna wola jest czymś, czego istnienia potwierdzić lub obalić nie sposób,
                jednak możemy przytoczyć wiele argumentów za tym, iż powszechność wiary w wolną
                wolę lepiej sprzyja społecznemu życiu niż powszechność wiary w rządzące
                wszystkim przeznaczenie.

                > nie mam swojemu życiu nic do zarzucenia,

                Jak mówi jednak przysłowie "Nikt nie jest dobrym sędzią samego siebie". Dlatego
                aby móc obiektywnie ocenić swoje życie, dobrze jest czasem wysłuchać też innych
                ludzi. A ich opinia niekoniecznie może być dla nas miła.

                > nie zdążam też do żadnego ideału. czy
                > to czyni ze mnie według ciebie jednostkę amoralną?

                W takim razie Twoje życie jest przypadkowe. I jeżeli jesteś moralna, to tylko
                przypadkowo.

                > brawo! tylko że wtedy trudno powiedzieć, że coś jest zasadą chrześcijańską,
                > jeśli dochodzi się do tego rozumem (nawet jeśli jest to rozum chrześcijanina)
                >

                Nie lubisz chrześcijaństwa i dlatego odmawiasz mu cenionej przez siebie
                rozumności. Ale prawda jest taka, że do poznania zasad chrześcijańskich mamy
                dochodzić właśnie przy użyciu rozumu.

                > hmmm... a czy znasz chrześcijanina który ZAWSZE pomaga WSZYSTKIM ubogim?
                > moim zdaniem różnica między tymi dwoma kategoriami ludzi, jakie opisałeś
                > powyżej, jest czysto teoretyczna. tylko ze ci pierwsi mają odwagę szczerze
                > przyznać ze nie zawsze pomagają, a ci drudzy uwazają to za grzeszność - według
                > mnie jesli każdy będzie pomagał czasami to zupełnie wystarczy (juz pomijając
                > fakt ze czasem i niektórym pomagać wręcz nie należy)
                >

                Przyjęcie norm moralnych nie działa automatycznie. To nie jest tak, że ktoś Cię
                nauczy przykazania "nie kłam", a ty nigdy nie będziesz już kłamać. Natomiast
                zawsze wtedy, gdy zmuszeni jesteśmy zastanowić się nad własnym postępowanie,
                przykazania są nam pomocne. Są one jak drogowskaz, który sprawia, że wiemy
                dokąd iść, chociaż nie chroni on nas od pokus, aby od czasu do czasu zboczyć z
                właściwej drogi.

                > poza tym nie wiem dlaczego zaspokajanie własnych instynktów ma w ustach
                > chrzescijanina przeważnie negatywną konotację. oczywiscie mam na mysli
                > zaspokajanie własnych instynktów (potrzeb) w sposób nie krzywdzący innych
                ludzi
                > .
                > czy chrzescijanie nie zaspokajają własnych instynktów? nie jedzą, nie
                uprawiają
                > seksu, nie ubierają się ciepło... w czym problem?
                >

                Nie zaspokajanie własnych instynktów jest szkodliwe, ale przekonanie, że
                społeczeństwo złożone z ludzi wyłącznie zaspokajających własne instynkty (nawet
                gdy im się zdaje, że nie krzywdzą innych - co niekoniecznie musi być prawdą)
                może prawidłowo funkcjonować. Sądzić można raczej, że dla prawidłowego
                funkcjonowania społeczeństwa szczypta ascezy może być pożyteczna.
    • pkt4a Re: że chrześcijanin jest moralny? 09.03.06, 21:45



      --
      www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=591
    • funix Re: Co sprawia, że chrześcijanin jest moralny? 11.03.06, 20:27
      Witaj Redykołku.

      Jestem niby przyczyną, a okazuje się, że jedynie pretekstem. Dałeś nawet
      zgrabnie link do swego poprzedniego wątku , a nie mojej całej wypowiedzi (
      byłoby chyba naturalne), co się z kolei dobrze tłumaczy tym, że Twoja odpowiedź
      ma się do mego pytania jak piernik do wiatraka. Cóż, jestem przyzwyczajony, nie
      umiesz albo nie chcesz – Twoje prawo. Ponieważ to jednak ja zadałem Ci to
      pytanie, więc ustosunkuję się do Twej wypowiedzi przed przeczytaniem innych
      komentarzy. Może się więc okazać, że piszę o czymś, na co Ty już gdzieś w
      międzyczasie odpowiedziałeś. Sorry...


      >
      > Najpierw może ustalmy podstawy. Z moralnością mamy do czynienia wówczas, gdy
      > posiadamy jakąś wizję - mniej lub bardziej zwerbalizowaną - tego, jak
      > powinien wyglądać otaczający nas świat oraz my sami .....

      Obawiam się, że nie ustalimy tych podstaw zgodnie :(. Dla mnie moralność, jako
      system norm, jest wyrazem świadomości społecznej jednostek, które do tej
      społeczności należą, a nie wizji ( czyjej? ) ulepszania świata i siebie!
      Skóra mi cierpnie, gdy czytam , co piszesz ( i to akurat Ty ), bo wizjonerów
      chcących ulepszać świat było przecież już w historii dosyć...



      >
      > Mam teraz odpowiedzieć na pytanie: dlaczego teizm bardziej sprzyja moralnemu
      > życiu (a więc rozwojowi) od ateizmu? .....

      Jeśli chcesz – możesz, ale to nie jest moje pytanie. Dla miejętnie
      wprowadzonych w błąd:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=37194822&a=37552275
      Nie zapytałem: dlaczego ładna pogoda sprzyja uprawianiu sportu na wolnym
      powietrzu? Zapytałem o „mechanizm” prowadzący od ładnej pogody do bycia
      wysportowanym.
      Tytułowe pytanie jest przeze mnie świadomie źle postawione ( odwróciłem Twoje!
      ) i miałem cichą nadzieję, że zauważysz przy tym, iż „ładna pogoda” ( = wiara
      ) nie jest ani warunkiem koniecznym, ani wystarczającym do bycia wysportowanym (
      =moralnym ).
      Dla uniknięcia nieporozumień dałem nawet pytanie pomocnicze ( Brecht ), w
      którym, moim zdaniem, dobrze ogniskuje się sens zagadnienia. Albo nie potrafisz
      na nie odpowiedzieć, albo je ( mnie ) zlekceważyłeś, co z kolei i mnie dawałoby
      prawo do odpowiadania... nie na temat.

      > Sądzę, że najlepsza odpowiedź na to pytanie brzmi:
      > chrześcijanie mają lepsze narzędzia, służące temu moralnemu życiu....

      Lepsze, od kogo, Kalego?? Narzędzia, o których mówisz, są dla mnie jak
      lemiesz, krzesiwo i sierp. To prawda, przed 3 tys. lat ( a i teraz, tu i
      ówdzie... ) były rewelacyjne!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka