one_slip
04.10.06, 15:47
Właśnie się przeprowadzam do nowego mieszkania, mam je po dziadku (umarł dwa
lata temu). Przez owe dwa lata mieszkanie było wynajmowane dwóm rodziną,
najpierw małżeństwu z dzieckiem kilkuletnim, później parze z babcią - krótko
po wprowadzeniu się dziewczyna urodziła dziecko.
No i jestem w lekkim szoku, w niedzielę owe mieszkanie zwolnili, ja poszłlam
posprzątać - a tam syf nieziemski. Pomijając kurz absolutny (ani razu nie
zmienili worka w odkurzaczu - i tak cud, że udało im się zapełnić ten co był,
bo podejrzewam że nie odkurzali za często) i dokładnie wszędzie, kompletnie
brudne szafki w kuchni, wszystko poplamione - to jeszcze łazienka i ubikacja
nigdy nie zostały umyte.
Rany, ja ogólnie mam pozytywne podejście do ludzi, ale teraz jestem
zaszokowana naprawdę, przecież oni w tym domu noworodka mieli, kąpali go w
wannie, z której zdzierałam po prostu brud, aż strach szczotką było dotknąć,
bo brud mógłby się rzucić do gardła.
Nie jestem jakąś higieniczną dewotką, sprzątam jak trzeba, jak widzę, że jest
na tyle brudno, że mi to przeszkadza. Boże, no.
To jest normalne, że jak się kąpie to się nie myje po sobie wanny? Albo nie
używa szczotki do ubikacji? Albo pozwala na zarośnięcie pajęczynami całych
ścian w pokoju? Jak się ma kilkumiesięczne dziecko?
Ja rozumiem, że jak się nie jest na swoim, tylko się wynajmuje to się mniej o
coś dba (chociaż jak wynajmowałam to dbałam nawet bardziej, wstyd by mi było
po prostu coś zniszczyć czy oddać w dużo gorszym stanie niż brałam), ale żeby
dziecko musiało tak zaczynać życie to jest przegięcie ;/
Ech, trochę brak słów, sorki za wylewanie żali - musiałam się wygadać po prostu :D
(A mieszkanie wyczyszczę i kurcze! Cudownie mi się żyć będzie, no! :D :D :D)