mjot1
21.06.09, 12:03
Onegdaj Władysław Frasyniuk odważył się rzec:
„Ja szczerze mówiąc nie bardzo wiem, skąd się bierze ta miłość do
chłopów, bo oni częściej dobijali powstańców i ściągali kamasze niż
tak naprawdę brali udział w walce o niepodległość”
Oburzonej tymi słowy gawiedzi polecam pomieszczony w tyg. „Polityka”
artykuł „Związek szabrowników”
www.polityka.pl/zwiazek-szabrownikow/Lead33,1139,293892,18/
Sołtys spod Wołkowyska wspominał: „Miasto już puste. A teraz kolej
na pociągi stojące długimi wężami na peronie. Tu dopiero święto jak
po stworzeniu świata. Gdy żołnierze giną w płomieniach i pod kulami,
w wagonach pisk dzieci ginących w ogniu bomb, smażą się ludzkie
ciała, czołgają ranni, a wszędzie rozdzierający krzyk: »ratunku,
wody, mamo!« – okoliczne wioski ruszają całą parą do szturmu. I
wożą: pszenicę, buty, bieliznę, skórę, ubrania, materiały, wełnę,
kryształy, pierzyny – cuda! Boże, czego tu nie ma! Pasy, siodła,
fuzje, nagany, futra, jedwab. Niektórzy nabrali go dziesiątki
tysięcy metrów, bo cieniutki i lezie na wóz, że jejku. Przy wagonach
ruch, gwar, klątwy. Jedne wozy, załadowane po brzegi, długimi
sznurami jadą ze zgrzytem kół do domu, inne zajeżdżają na stację”.