Gość: pestka
IP: *.crowley.pl
10.06.03, 10:33
Ulica Miła na Muranowie po Wolskiej stronie to cicha, jednokierunkowa,
spokojna uliczka. Okolica jest przesympatyczna, dużo zieleni, cichutko,
doskonała komunikacja, wszystkie zdobycze cywilizacji pod ręką. Wielką zaletą
jest również to, że nie ma blokersów na klatkach i podwórkach... po prostu
ich nie ma. Może zbierają się gdzie indziej ale na Miłej ich nie ma. Budynki
są stare ale zupełnie nie zniszczone - bo nie ma tej chołoty. Wydawałoby sie,
że idylla, ale... no własnie. Na "osiedlu", w którym mieszkam jest kilka
dużych i kilka małych budynków. I w całej tej mikrookolicy mieszka jedna
rodzinka ...JEDNA!!!, która zatruwa życie wszystkim. Może to śmieszne co
napiszę w obliczu tego co można przeczytać o Jelonkach czy Bemowie, ale tutaj
każdy wrzask pod oknami, każde trzaśnięcie drzwiami od windy, każde
puszczenie głośniej muzyki to coś, po czym ludzie Cię nie lubią. I było
fajnie - ale owa rodzinka (małżeństwo z dwójką dzieci w kawalerce 26 m2. -
żałosne) własnie puszcza głośno muzykę, drą się pod oknem - generalnie są
głośni i ciągle ich słychać. To zwykłe chamy, młotki, bezrobotni bez
perspektyw itd... Ale mniejsza z tym - chciałam naświetlić zjawisko - mieszka
tu pewnie kilka tysięcy ludzi, ale tylko przez to jedno mieszkanie okolica z
iddyllicznej zrobiła się taka chamsko-zwykła. Śmiesznie to wygląda, bo u nich
pali się światło wieczorem a cztery (góra, dół, prawo i lewo) sąsiednie
mieszkania są puste bo nikt tam nie mógł wytrzymać i się powyprowadzali.
Gdyby ich wyeliminować to znowu byłoby pięknie w okolicy - tylko jak to
zrobić????