grenka1
16.09.05, 22:26
Proszę o wpisywanie swoich przygód śmiesznych, tragicznych, niezwykłych,
które Wam się przydarzyły w kontaktach z jakimiś urzędami.
Jestem właścicielką domu jednorodzinnego, w którym są 2 mieszkania. Jedno na
górze, drugie na dole, oczywiście z oddzielnymi wejściami.
Powierzchnia tego budynku wynosi 87,65 m2.
Pewnego pięknego poranka otrzymałam jak co roku wyliczenie podatku od
nieruchomości.
Patrzę, gapię się i oczom nie wierzę na mojej działce o pow. 576 m2 ja mam
opodatkowane 2 budynki: I - o pow. 87 m2 i II - o pow. 65 m2.
Pobiegłam do Urzędu Miasta i tłumaczę urzędniczce, że od dawien dawna na moim
placu stoi tylko I budynek. Myślicie, że mi uwierzyła, a skąd. Zaproponowała,
abym wzięła na mój koszt "taxi" to ona ze mną pojedzie obejrzy to na miejscu.
Nie zgłupiałam jeszcze całkowicie, mają służbowe to niech nimi jeżdża, ja mam
jeszcze do ich błędów dopłacać?
Opisałam ten przypadek i doręczyłam pismo do Sekretariatu.
Po 2 tygodniach przyjechali na wywiad do sąsiadów (bo ja ich na teren nie
wpuściłam) czy u mnie rzeczywiście był cały czas jeden budynek, a może ja go
rozebrałam itd, itp.
Sprawa zakończyła się po mojej myśli i zgodnie z prawdą.