esmeralda_pl
12.12.05, 22:29
Podjeżdżamy na skrzyżowanie Grenadierów z Al. Stanów Zjednoczonych, a tu
nagle przed maską mdleje nam przechodząca przez ulicę dziewczyna...
Wyskoczyłyśmy z Mamą z samochodu (kluczyki zostały w stacyjce, torebka z
dokumentami w środku, a do tego włączony silnik).
Dziewczyna była młoda 25-30 lat, szczuplusieńka, z obrączką na palcu taką
błyszczącą nowością... Więc wyskoczyłyśmy z Mamą z samochodu, oprócz nas
takie młażeństwo, inny młody facet i jakiś chlopak przybiegł z przystanku...
Przenieśli ją na trawnik, a ja zaczęłam dzwonić...
112, 999... na dwa telefony - wszędzie słyszałam "Nasi operatorzy są w tej
chwili zajęci, proszę czkeać..." Próbowaliśmy ją cucić, a ona nie odzyskiwała
przytomności... A ja dzwoniłam... Na szczęście niedaleko jest pogotwie i
jechał jakiś ambulans, więc zatrzymaliśmy, a oni zadzwonili po inną
karetkę... Ale to trwało i trwało... Swoją droga może warto mieć numer stacji
na Grenadierów - na wypadek gdyby
W końcu przyjechali i zabrali ją... Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze...
Ale najbardziej wkurzyło mnie to "proszę czekać"... Tu chodziło o ludzkie
życie...
A może ktoś z was zna tę dziewczynę, bo jestem ciekawa co z nią...