Dodaj do ulubionych

Patroni naszych ulic

08.12.05, 10:44
W najnowszym numerze NGP ukazał się bardzo interesujacy artykuł T.
Pawłowskiego poświęcony patronowi jednej z targówczańskich ulic
Tadeusz Korzon

Widzę Warszawę wielką - mówił Stefan Starzyński, prezydent przedwojennej
stolicy. To przede wszystkim dzięki jego staraniom Warszawa stała się miastem
pięknym i nowoczesnym. Szczególnie wiele zyskała - dawnej zaniedbywana -
Warszawa prawobrzeżna. Na Targówku, który w 1916 r. został włączony do granic
Warszawy, planowano utworzenie nowoczesnej dzielnicy mieszkaniowej. Przez jej
środek przebiegać miała ogromna arteria - imienia Tadeusza Korzona.
Realizację tych zamierzeń przerwał wybuch II wojny światowej.

Może zastanawiać fakt, dlaczego właśnie Tadeusz Korzon miał stać się patronem
tak ważnej ulicy? Upływ czasu, a być może i niechęć, z jaką w PRL wspominano
to nazwisko, sprawiły, że dziś jest to postać znana tylko nielicznym. Inaczej
było przed wojną, w II Rzeczpospolitej - poglądy i prace Korzona były znane
i cenione do tego stopnia, że służyły jako podstawa programów nauczania
historii w szkołach.

Tadeusz Korzon był historykiem - badaczem nowożytnych dziejów Polski. Całe
życie upłynęło mu pod zaborami - urodził się kilka lat po Powstaniu
Listopadowym, a zmarł w roku odzyskania przez Polskę niepodległości - w
1918. W 1861 r. za organizowanie manifestacji patriotycznych na
Kowieńszczyźnie został skazany na karę śmierci, zamienioną na zesłanie. W
późniejszych latach był dyrektorem Biblioteki Ordynacji Zamojskiej w
Warszawie. Brał udział w opracowaniu Wielkiej Encyklopedii Powszechnej
Ilustrowanej oraz był autorem poczytnych podręczników historii, m. in. do
dzisiaj wznawianych "Dziejów wojen i wojskowości w Polsce".

Korzon był jednym z głównych bohaterów wielkiej narodowej dyskusji
historycznej o utracie przez Rzeczpospolitą suwerenności w 1795 r.
Kilkadziesiąt lat po tej tragedii zaczęto sobie zadawać pytania - co
sprawiło, że Polska przestała istnieć? czy winę za to ponoszą sąsiedzi czy
Polacy? czy można było tego uniknąć? czy powstania narodowe miały jakikolwiek
sens? Pytania te wywołały zażartą dyskusję pomiędzy historykami.
W Krakowie...

Utworzyły się dwa przeciwstawne obozy - w Krakowie - pod przewodnictwem
Szujskiego - oraz w Warszawie - właśnie pod przewodnictwem Tadeusza Korzona.
Obydwie szkoły historyczne - krakowska i warszawska - miały całkowicie
odmienne poglądy na dzieje Polski i przyczyny jej upadku. Historycy szkoły
krakowskiej uważali, że to sami Polacy winni są upadku Rzeczypospolitej. Za
największe zło uznano ustrój dawnej Polski - demokrację szlachecką.
Potępiano wolności i przywileje szlacheckie, wolną elekcję, liberum veto.
Niektórzy z historyków krakowskich uważali, że przyczyn klęski należy szukać
nie tylko w XVIII, ale i w XVI w. Takie rozumienie dziejów Polski miało -
według tych historyków - sprawić, że następne pokolenia Polaków nie będą
miały wad przodków.

Niestety, takie poglądy były wygodne dla państw zaborczych. Zależało im na
tym, żeby zdjąć z siebie odpowiedzialność za rozbiory i obarczyć winą samych
Polaków. Historycy niemieccy - a przede wszystkim rosyjscy - dotąd chętnie
głoszą ten pogląd. Co gorsza, ta wizja historii został utrwalona w Polsce w
czasach PRL - gdy polskie książki historyczne były pisane według
moskiewskich nakazów.

...i w Warszawie

Poglądom historyków krakowskich sprzeciwiali się historycy skupieni wokół
Tadeusza Korzona, słusznie argumentując, że nie ma na świecie państwa, które
zawsze byłoby silne, nie przeżywając lat słabości i gorszej koniunktury.
Przez wieki upadło wiele mocarstw, chociażby starożytny Rzym, którego potęga
wydawała się niezwyciężona. Nawet Włochy i Niemcy zdołały się zjednoczyć
dopiero w XIX w. Rosja też miała w swej historii okres "wielkiej smuty", gdy
Polacy urzędowali na Kremlu.

Historycy szkoły warszawskiej wskazywali, że nie można szukać przyczyn upadku
Polski szlacheckiej tylko w jej ustroju, gdyż przez wieki funkcjonował on
znakomicie. Rzeczpospolita była mocarstwem w czasach Jagiellonów, a i potem,
w czasach królów elekcyjnych. Przywileje szlacheckie były wielkimi
osiągnięciami w dziedzinie demokracji, zyskanymi długo wcześniej niż w
państwach Europy Zachodniej, np. wprowadzanie prawa nietykalności osobistej i
zakazu więzienia szlachty bez wyroku sądowego. Również liberum veto przez
niemal dwa wieki sprawdzało się jako rozwiązanie prowadzące do powszechnej
zgody - tak długo przekonywano oponentów w polskim sejmie i tak długo
negocjowano, aż wszyscy zgodzili się na dane rozwiązanie. W niepodległej
Rzeczpospolitej

Po 1918 roku w niepodległej Polsce odrzucono poglądy szkoły krakowskiej i
oparto nauczanie historii i propagandę państwową na pracach historyków
warszawskich. Podobnie powinno stać się i w dzisiejszej Rzeczpospolitej.
Niestety, prawie pół wieku istnienia PRL wypaczyło spojrzenie na dzieje
Polski. Wiele państw - podobnie jak i nasza ojczyzna - przeżywało okresy
słabości. W II wojnie światowej Francja została pokonana przez Niemców z
równą łatwością co Polska (a przecież Polacy walczyli nie z jednym, ale z
dwoma przeciwnikami!), lecz nie przeszkadza to Francuzom uważać się za "un
grande nacion" (wielki naród). Natomiast w Polsce pokolenia wychowane w
czasach PRL uczono, że wszystko, co było przedtem, było złe. Za poduszczeniem
sowieckich historyków sięgano nawet do bezsensownych haseł: "niepodległość
przyczyną klęski 1939 roku". Duża cześć społeczeństwa została
zindoktrynowana - przekonana o słabości Polski. Dziś trzeba odnaleźć jasne
punkty w historii Polski, bo jest ich naprawdę wiele. Polacy powinni czerpać
siłę ze swojej historii i być z niej dumni.

Dlatego należy pamiętać o Tadeuszu Korzonie - przypominającym o tym, że
dzieje Polski to także sukcesy, zwycięstwa i tryumfy.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=297&w=94363&v=2&s=0
Obserwuj wątek
    • beata_ Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 11:27
      Piękne, co piszesz... warto wracać do historii i pamiętać o jej jasnych
      kartach...


      ps
      a z "historii najnowszej" - zwróciłeś uwagę, że Garma była wtedy
      jeszcze "Gramą" ? :-)))
      eeeech, wspomnień czar... łezka się w oku kręci... ;-)
      • monomotapa Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 11:35
        A mnie bardzo interesuje pan Gajkowicz. Jeśli ktoś jest patronem ulicy, to
        najczęściej występuje z imienia i nazwiska jak Helena Junkiewicz czy Mordechaj
        Anielewicz. A pan Gajkowicz na tabliczkach na blokach a nawet na planach miast
        jest bezimienny. Gdzies slyszalem, ze nazywal sie Aleksander i był architektem,
        ale to wszystko co wiem.
        • monomotapa Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 11:38
          no dobra sam poszukałem. (powienienem od tego zacząć:)

          Gajkowicz Aleksander, 1897?1971, budowniczy dróg i mostów; twórca wielu nowocz.
          rozwiązań w zakresie drogownictwa w Polsce; jeden z założycieli NOT.

          dalej nie wiem czemu na blokach nie stoi: "A. Gajkowicz"
          • beata_ Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 11:55
            Wiesz, niezbadane są ścieżki meandrujących myśli komisji (czy czego tam)
            nazewniczych :-)
            Weź przykład z Gdańska - jest tam ulica Jaśkowej Doliny i w swoim czasie
            trafiały się tabliczki z nazwą "J. Doliny"... wiele osób uważało, że to i tak
            nieźle, bo na tabliczkach mogłoby przecież być "Jaśkowej D".

            ps
            nie jestem stuprocentowo pewna, czy nazwa brzmi "Jaśkowej Doliny" czy "Jaśkowa
            Dolina" (Gdańszczan niniejszym przepraszam) - dla skrótu natabliczkowego nie ma
            to jednak większego znacznia :-)

            ps2
            ciekawe, czy takie tabliczki jeszcze się tam trafiają... ?
            • sloggi Re: Patroni naszych ulic - do Beaty_ 08.12.05, 17:13
              Mam przed nosem mapę Wolnego Miasta Gdańska z roku 1940, w dzielnicy Langfuhr
              znajduję wspomnianą Jaschkentaler Weg.
              Należy się cieszyć, że była to po 1945 roku J.Dolina, a nie Jaśkowa D.
              • beata_ A niby co ja powiedziałam??? :-)) [n/t] 08.12.05, 18:04

          • palker Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 13:07
            jest tak napisane ze zwykłego niechlujstwa. To tak jak z ulicą Wincentego,
            Barbary czy Odrowąża. W spisie ulic wg. Kwiryny Handke stoi jak wół: Aleksandra
            Gajkowicza.
            Na stronie IBD wyczytałem:

            "Instytut Budownictwa Drogowego został powołany do życia z inicjatywy i
            staraniem mgra inż. Aleksandra Gajkowicza (1897 - 1971), dyrektora Departamentu
            Dróg Kołowych Ministerstwa Komunikacji, później dyrektora generalnego
            Centralnego Zarządu Dróg Publicznych i wiceministra komunikacji. Gajkowicz,
            absolwent Politechniki Warszawskiej, jeszcze pracując w przedwojennym
            Ministerstwie Komunikacji, miał duży wpływ na modernizację dróg. Po wojnie
            potrafił zgromadzić wokół siebie najlepszych przedwojennych fachowców, stworzyć
            silną administrację drogową, która mogła być wzorem dla innych krajów. Z jego
            nazwiskiem wiąże się budowa 25000 km nowych dróg i modernizacja 32000 km
            istniejących dróg w latach 1945 - 65".

            W 1938 roku planowano w Polsce budowę ok. 160 km autostrad rocznie przy ilości
            1,2 samochodu na 1000 mieszkańców. Gdyby w tym tempie budowano autostrady w III
            RP (okres PRL-u wstydliwie pomijam) to przez ostatnie 15 lat powinno ich
            powstać 2400 km. A powstało tylko nieco ponad 400...
            • monomotapa Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 14:53
              to zabawane, bo fizycznie ulicy/drogi Gajkowicza nie ma. sa bloki, które mają
              taki adres (tylko numery nieparzyste) no i jest chodnik, który koło nich
              biegnie. ale własnej ulicy p. Gajkowicz nie zbudował.
              • sloggi A.Gajkowicz - ciekawostka 08.12.05, 17:09
                Czy widzieliscie kiedyś jak jest budowana jezdnia?
                Najpierw piasek, potem tłuczeń lub szrut, następnie posadzka betonowa, mata
                izolacyjna, bitumit i wartwa ścieralna zwana asfaltem.
                Otóż jest to "metoda Gajkowicza".
            • sloggi Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 17:14
              A czy ktos z Was wie skąd się wzięła Gilarska?
              • skiela1 Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 20:29
                sloggi napisał:

                > A czy ktos z Was wie skąd się wzięła Gilarska?

                Nie wiem.
                A powiesz??:-)
              • skiela1 Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 20:37
                W Ekonomiku na Otwockiej byla slawetna pani profesor od historii.Miala taka
                metode,ze za kazde przeskrobanie czegos zadawala prace typu...historia kosciola
                albo historia twojej ulicy.Zdarzylo mi sie pisac historie mojej
                ulicy(obowiazkowo, minimum dwie kartki).Wlasnie teraz zastanawiam sie i nie moge
                sobie przypomniec skad w tym czasie wytrzasnelam wszystkie informacje na temat
                ulicy na ktorej mieszkalam?Wiem,ze gdzies do urzedu chodzilam....
              • palker Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 21:16
                od kataru do samego pasa :-)

                no dobra, powiem: od nazwy miejscowości:-)
                nie powiem jakiej:-)
                • sloggi Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 22:25
                  Miejscowości?
                  • palker Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 22:26
                    tak na stronie nr 257 "Słownika nazewnictwa Warszawy" twierdzi prof. Kwiryna
                    Handke:-)
                  • skiela1 Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 23:24
                    sloggi napisał:

                    > Miejscowości?

                    No to od nazwiska.(?)
                    Powiesz..przed noca:-)
                    • beata_ Re: Patroni naszych ulic 09.12.05, 00:29
                      skiela1 napisała:


                      > No to od nazwiska.(?)
                      > Powiesz..przed noca:-)

                      Przed nocą, to już chyba nie bardzo... chyba że przed jutrzejaszą :-)

                      Gdzieś był wątek o Gilarskiej, ale nie pamiętam tytułu - jak znam życie, to
                      Palker (w przypływie dobrego humoru) wugrzebie go dla Ciebie :-)
                      • palker Re: Patroni naszych ulic 09.12.05, 00:39
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=297&w=839372&v=2&s=0
                        • skiela1 Re: Patroni naszych ulic 09.12.05, 00:49
                          Zaciszanka od siedmiu bolesci zgadla:P
                      • skiela1 Re: Patroni naszych ulic 09.12.05, 00:43
                        :-)przed moja noca(u mnie jeszcze 19-ej nie ma).
                        A znajac zycie,jak mi wejdzie cos do lepetyny to bede cala noc szukac w sieci az
                        znajde.Sloggi litosci nie ma no ale moze Palker....:-))
                        • beata_ Zapomniałam, żeś Ty innonocna :-))) [n/t] 09.12.05, 01:02

              • artur_54 Gilarska - ciekawostka 09.12.05, 09:45
                Niedwano wiedziałem pismo kierowane do właścicieli domów przy części ul.
                Gilarskiej z Urzędu Gminy i są wśród nich jeszcze osoby o nazwisku Gilarski.
                Czyli potomkowie tych właścicieli sklepów rolnych z motyczkami.
                Fajnie - Pani Gilarska z ul. Gilarskiej.
    • nasza_maggie Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 17:02
      NGP?
      • beata_ Re: Patroni naszych ulic 08.12.05, 18:05
        Nowa Gazeta Praska :-)
    • sakana.x Re: Patroni naszych ulic 09.12.05, 15:20
      palker napisał, a właściwie zacytował:


      > Korzon był jednym z głównych bohaterów wielkiej narodowej dyskusji >
      > historycznej o utracie przez Rzeczpospolitą suwerenności w 1795 r. >

      I tu zasadnicza poprawka: w 1795 roku Rzeczpospolita nie utraciła suwerenności,
      tylko niepodległość. Utrata suwerenności oznacza jedynie utratę zdolności do
      niezależnego rządzenia własnym państwem. Można mieć więc własne i niepodległe
      państwo, ale nie suwerenne.
      Poza tym tekst ok:)

    • palker Patroni naszych ulic -Szymon Asekenazy 21.12.05, 21:59
      NGP kontynuuje swój interesujący cykl poświęcony patronom ulic. Dziś Szymon
      Askenazy i trochę historii Targówka:-)


      Współczesny Targówek został wybudowany na nowo kilkadziesiąt lat po wojnie -
      planowali go jednak architekci przedwojenni. To właśnie oni wytyczyli i nazwali
      większość ulic. Dzisiaj te nazwy niewiele mówią mieszkańcom Targówka, ale przed
      wojną wywoływały wiele emocji, a ich nadawanie było często manifestem
      politycznym.

      Targówek stał się częścią Warszawy w XIX wieku... A właściwie chciał się stać
      częścią miasta, ale nie pozwolili na to Rosjanie, którzy w XIX wieku byli
      władcami Warszawy. Uroda naszego miasta - jednego z największych (i
      najbogatszych) w całym imperium rosyjskim - była solą w oku tępych carskich
      urzędników i wojskowych przysyłanych tutaj z dalekiej Syberii. Podejmowali
      starania, żeby Warszawa nie mogła się rozwijać, nie mogła zarabiać, nie mogła
      budować nowych, trwałych i ładnych domów.

      Targówek - pomimo że mieszkańcy jego pracowali w Warszawie, kupowali w
      Warszawie, bawili się w Warszawie - nie został częścią miasta z polecenia
      carskich urzędników: według nich miasto było niczym więcej niż nadgraniczną
      twierdzą, a że wałem twierdzy był nasyp kolejowy, nic co znajdowało się za tym
      wałem nie mogło leżeć w granicach miasta. Z tych powodów Targówek nie miał
      żadnych miejskich udogodnień: ani porządnej komunikacji, ani wodociągów z
      filtrowaną wodą, ani szkół miejskich, ani nawet tak przyziemnych spraw jak
      kanalizacja...

      Gdy 1914 roku wybuchła I Wojna Światowa Niemcy wygnali Rosjan z Warszawy i
      pozwolili, aby władzę w stolicy przejęli Polacy. Pierwsze decyzje nowych władz
      polegały na dostosowaniu struktur miasta do potrzeb jego i jego mieszkańców: w
      1916 roku włączono obszar Targówka do Warszawy (także szeregu innych dzielnic:
      Żoliborza, Woli, Mokotowa, Grochowa). Kolejnym posunięciem było wytyczenie
      nowych ulic, nadanie im nowych nazw, a także zmiana nienawistnych rosyjskich
      nazw ulic i placów - na przykład ulica Petersburska stała się znowu
      Jagiellońską. Wybór nazw dla nowych ulic nie był przypadkowy - zwykle niósł ze
      sobą przesłanie polityczne.

      Pojawiły się między innymi ulice: Tykocińska, Smoleńska, Poleska, Witebska... W
      ten sposób Polacy chcieli zamanifestować światu, że przyszłe państwo polskie
      nie może być okrojone i pozbawione swoich dawnych kresów wschodnich - tak jak
      przed rozbiorami w jego granicach musi znaleźć się Podole, Polesie, Ruś i
      Ukraina. Nazwa ulicy Tykocińskiej nie oznaczała, że jest to droga na Tykocin
      (tak jak np. Modlińska prowadzi w kierunku Modlina), a jedynie symboliczny
      drogowskaz wskazujący, że wspomniane miasta i prowincje muszą się znaleźć w
      granicach przyszłej Rzeczypospolitej, tak jak były jej częścią przed
      rozbiorami.

      Z kolei po 1918 roku - gdy państwo polskie odzyskało już niepodległość - wiele
      ulic otrzymało nazwy mające uhonorować ludzi zasłużonych dla Polski, którzy
      przyczynili się do jej odrodzenia albo w czasach zaborów pracowali dla sprawy
      polskiej. Jednym z nich był Tadeusz Korzon - wybitny warszawski historyk (zob.
      NGP nr 24, 7.12.05), reprezentant "optymistycznej" wizji historii (w
      odróżnieniu od wersji historyków krakowskich, którzy całą winą za upadek
      Rzeczypospolitej obarczali wyłącznie Polaków).

      Korzon miał stać się patronem głównej ulicy Targówka. Ulicy największej,
      prawdziwej arterii łączącej Pragę z centrum dzielnicy - placem Horodelskim
      (dziś w tym miejscu istnieje DKS Targówek). Od placu miała rozchodzić się
      siatka prostych i regularnych ulic. Niestety, prac nad tym przedsięwzięciem nie
      dokończono i po II Wojnie Światowej odstąpiono od tego projektu. Dziś główna
      arteria Targówka jest parkową alejką na skwerze "Wiecha" i chociaż jeszcze
      kilka lat temu ten krótki fragment był jedną z bardziej ruchliwych ulic, dziś
      jest to miłe miejsce do spacerów.

      Plan dzisiejszego Targówka daleko odbiega od koncepcji przedwojennych. Zupełnie
      inaczej przebiegają niemal wszystkie uliczki. Stało się tak z powodu odmiennej
      koncepcji zabudowy. Dawniej najpierw wytyczano ulice, a następnie tereny wzdłuż
      nich dzielono na parcele. Na parcelach budowano domy jednorodzinne lub
      niewielkie kilkupiętrowe kamienice. Po wojnie - w okresie PRL - dominowało
      budownictwo z wielkiej płyty. Wyznaczano teren pod budowę skupiska bloków, a
      następnie "dopasowywano" do nich ulice. Dlatego siatka ulic nie jest regularna,
      a wiele ulic ma kształt półkolisty, owalny, zygzakowaty - taki, który pozwala
      najlepiej otoczyć kilkunastopiętrowe bloki.

      Jedną z takich uliczek jest Askenazego. Początkowo miał być ważnym traktem,
      pozwalającym na wyjechanie z Targówka na Zacisze. Dziś jednak wiele straciła na
      znaczeniu, tak jak jej przedłużenie w kierunku zachodnim: ulica Korzona. Te
      dwie ulice miały stanowić oś Targówka - Nawet nazywają się podobnie. Szymon
      Askenazy również był wielkim polskim historykiem - być może największym i
      najsławniejszym od czasów Joachima Lelewela.

      Szymon Askenazy urodził się w 28 grudnia 1865 r. w Zawichoście. Był trzecim z
      pięciorga dzieci Wolfa Askenazego i Gryny Udli z Hertzbergów. Podczas
      obrzezania chłopiec otrzymał imiona Szulim Zelman. Urodził się w rodzinie
      żydowskiej, ale całe życie poświęcił Polsce. Chociaż studiował prawo na
      rosyjskim uniwersytecie w Warszawie, to wbrew oczekiwaniom rodziny nie został
      prawnikiem. Przez wiele lat był profesorem na polskim Uniwersytecie Lwowskim,
      członkiem Akademii Umiejętności w Krakowie. To właśnie Askenazy zgłosił
      postulat, by polscy uczeni podjęli się badania ?historii najnowszej?, czyli tej
      po 1830 r. Do jego czasów traktowano wydarzenia XIX wieku jako bieżącą
      politykę.

      Szymon Askenazy nie ograniczył swojej pracy jedynie do badań naukowych. W
      styczniu 1918 r., zajął się dyplomacją. W latach 1920-23 był ministrem
      pełnomocnym i delegatem rządu w Lidze Narodów, a także delegatem Polski w
      sprawie Wilna na konferencji w Brukseli. Był dyplomatycznym współtwórcą granic
      II Rzeczypospolitej. Ostro atakowany przez prawicę, odszedł z dyplomacji w
      1923. Szymon Askenazy zmarł 22 czerwca 1935 r. w Warszawie. Pochowany został na
      cmentarzu żydowskim. Był to wielki Polak wyznania mojżeszowego.

      Imię jego miało zostać upamiętnione wielką ulicą; niestety, los sprawił co
      innego.


      [NGP - T. Pawłowski]
      • Gość: wiktor w encyklopedii jej nie ma: Helena Junkiewicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.05, 09:34
        Zapomniana bohaterka

        Pamięć ludzka jest zawodna. Wczorajsi bohaterowie odchodzą w zapomnienie, świat
        pędzi naprzód. Mało kto ma czas na rozpamiętywanie przeszłości, inni nie
        znajdują na to chęci. Z sondy przeprowadzonej na ulicy Junkiewicz wynika, że
        nikt nie wie, kim była jej patronka. Pani w berecie się spieszy, młodzi chłopcy
        traktują pytanie jak dowcip, właściciel czarnej kurtki ucieka, bo myśli, że
        chcę mu coś sprzedać. Reszta obojętnie kręci głową - nie znają, nie słyszeli.

        Helena Junkiewicz urodziła się w 1923 roku w Otołczycach. Miasteczko to leżało
        w powiecie pińskim. Pińsk w tym czasie (od 1920 roku) należał do Polski. W
        mieście tym Helena chodziła do gimnazjum. Nie ukończyła go jednak, bo wybuchła
        wojna. Możemy sobie wyobrazić, jaki to był wstrząs dla szesnastoletniej
        dziewczyny. Ledwo wchodząca w życie nastolatka, która marzyła o zabawach i
        miłości, musiała nagle stać się dorosła.

        Życie niesie wiele przykrych zmian, ale z czasem człowiek może do nich
        przywyknąć i próbować odnaleźć się w najtrudniejszej nawet sytuacji. Lecz i ten
        dość kruchy spokój został zburzony dwa lata później - zaczęły się deportacje. W
        1941 roku rodzina Junkiewiczów musiała opuścić dom, przesiedlono ich przymusowo
        na Syberię, do Kraju Krasnojarskiego, do obozu pracy. W maju 1943 roku rząd
        radziecki przystał na utworzenie polskich wojsk na swoim terenie. Formowano je
        przez parę miesięcy (od maja do sierpnia 1943 r.) w okolicach Riazania, w
        Sielcach nad Oką. Ściągali tam Polacy z wielu stron i stworzono z nich Dywizję
        Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w liczbie około 16 tysięcy żołnierzy. Wśród
        nich była Helena Junkiewicz, która zgłosiła się do samodzielnego batalionu
        kobiecego im. Emilii Plater, wchodzącego w skład owej dywizji. Wkrótce została
        skierowana do Riazania, do oficerskiej szkoły piechoty. Czasy były niepewne,
        więc kurs był krótki. Trwał pięć miesięcy. Ukończyła go mając 21 lat i
        otrzymując stopień chorążego. W lutym 1944 roku została dowódcą plutonu. Można
        powiedzieć, typowa, wojenna kariera.

        Pluton był częścią 3 Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta. Wojska te brały
        udział w walkach o przyczółek warecko-magnuszewski we wrześniu 1944 roku. Ten
        dość wąski, ale długi (35 km) skrawek ziemi leży na lewym brzegu Wisły. W lipcu
        zajęły go wojska radzieckie, utrzymanie - należało do Polaków. Zdołali to
        zrobić, ale kosztem wielu strat i ofiar.

        19 września Helena Junkiewicz razem ze swoim plutonem próbowała przedostać się
        przez Wisłę, do walczącej Warszawy. Nie udało się, bo Niemcy bronili się
        zaciekle. Pluton został rozbity, wydano rozkaz odwrotu, więc Helena biegła do
        brzegu. Nie zdążyła, trafił ją niemiecki pocisk. Czy miała czas pożegnać się ze
        swoim niespełna 21-letnim życiem osuwając się do rzeki? Czy bała się, płakała
        czy nagła śmierć litościwie oszczędziła jej bólu? A może do końca miała
        nadzieję, że dopłynie do brzegu - przecież udało jej się przeżyć aż pięć
        niebezpiecznych lat wojny i umieranie przy jej końcu było bez sensu.

        Ile takich młodziutkich Helen zginęło? Ilu dziewczynom, które chciały przetrwać
        ten czas nienawiści, nie udało się? Kto z nas - zamkniętych w kręgu własnych
        spraw - to wie? Ale możemy coś zrobić, choćby dla tej jednej, dla Heleny
        Junkiewicz. Pamiętać.


        (autorką tekstu jest Ludmiła Milc z NGP)

        • Gość: Przemek Burkiewicz Odrowąż IP: *.aster.pl 26.12.05, 21:07
          Prawdopodobnie Stanisław Odrowąż, krewny ks. Anny jest patronem ulicy na
          Bródnie. Jeszcze niedawno słyszałem o św. Jacku Odrowążu
          • palker Re: Odrowąż 26.12.05, 21:22
            od 5 maja 1921 roku, ulica nosi imię Jacka Odrowąża.
            • palker św.Jacek Odrowąż 26.12.05, 21:45
              Tymoteusz Pawłowski w NGP pisze o nim tak:
              św. Jacek Odrowąż


              W dawnych czasach słowo "patron" oznaczało przede wszystkim świętego, który
              sprawować miał szczególną opiekę nad daną ulicą, Kościołem, szkołą, czy też
              szpitalem, z czasem jednak takie rozumienie tego słowa stawało się coraz mniej
              powszechne. Współcześnie patroni warszawskich ulic to w większości ludzie
              sławni i znani - poeci, pisarze, uczeni, bohaterowie, działacze społeczni...
              Wciąż jednak odnajdujemy wśród nich imiona świętych - św. Cyryla i Metodego,
              św. Wincentego, św. Hieronima i wielu innych, których przed wiekami wyniesiono
              na ołtarze. Dziś najczęściej ich zasług nikt już nie pamięta, co więcej,
              zapomniano nawet, że są świętymi, a ich ulice nazywane są po prostu - Cyryla,
              Wincentego, Hieronima...

              Z pewnością niewielu Warszawiaków zdaje sobie sprawę, że również ulica Odrowąża
              przy Cmentarzu Bródnowskim nosi imię świętego. Winna jest temu w dużym stopniu
              nieścisłość w nazwie tej ulicy. Rodzina Odrowążów wydała wielu wybitnych
              przedstawicieli, nie wiadomo więc, o którego z nich chodzi, gdyż na tablicach
              nie ma podanego imienia patrona. Ulica ta powinna nosić nazwę - św. Jacka
              Odrowąża lub po prostu św. Jacka.

              Jacek Odrowąż jest jednym z największych polskich świętych. Okres jego
              działalności przypada na XIII stulecie, zwane przez historyków
              Kościoła "wiekiem polskich świętych", gdyż wtedy właśnie żyła ponad jedna
              trzecia wszystkich polskich świętych i beatyfikowanych, m.in. Czesław Odrowąż
              (krewny, a być może rodzony brat św. Jacka), Jadwiga Śląska, Kinga, Salomea i
              Wincenty Kadłubek.

              Bieg życia św. Jacka Odrowąża (1183-1257) jest osnuty legendą, przekazaną nam
              przez XIV wiecznego hagiografa. Jednak wiele faktów jest dla historyków
              wątpliwych i da się ustalić tylko w przybliżeniu. Tak więc, według niepewnej
              tradycji, Jacek Odrowąż był bliskim krewnym błogosławionego Czesława. Pochodził
              z rodu Odrowążów, a miejscem jego urodzenia miał być Kamień pod Opolem. Być
              może pobierał nauki w szkole katedralnej w Krakowie wówczas, gdy funkcje
              scholastyka pełnił Wincenty zwany Kadłubkiem. Związany ze swoim krewniakiem,
              Iwonem Odrowążem, kanclerzem Leszka Białego obrał karierę duchowną i otrzymał
              kanonię krakowską.

              XIII wiek był okresem ogromnego ożywienia religijnego i ekspansji
              chrześcijaństwa: toczono walki z niewiernymi o Ziemię Świętą podczas wypraw
              krzyżowych - wtedy rozwinęły swoją działalność i urosły w siłę zakony
              rycerskie - templariusze, joannici, krzyżacy (zakonnicy Panny Marii). Nie
              brakło jednak ujemnych stron oddziaływania krucjat na życie społeczne w
              Europie. Fanatyzm religijny i ideologia zwalczania 'niewiernych' mieczem
              przeniosły się niebawem na heretyków i Żydów. Wielkim problemem tamtych czasów
              było zepsucie kleru i osób duchownych, budzących zgorszenie życiem w luksusie,
              obnoszących się z bogactwem. Wielu kaznodziejów, między innymi św. Franciszek,
              nawoływało ludzi do odnowy życia religijnego w duchu ewangelicznego ubóstwa.
              Niektórzy wierni całkowicie odwrócili się z tego powodu od Kościoła
              katolickiego i przestali uznawać władzę papieża, wtedy zaczęto ich zwalczać
              jako heretyków, odstępców od wiary katolickiej. Taką sektą byli albigensi,
              zwani też katarami, działający na południu Francji.

              Wtedy właśnie powstał zakon dominikanów, których zadaniem było nawracanie
              heretyków poprzez akcję propagandową i działalność kaznodziejską. Św. Dominik
              rozumiał jednak, że przekonać ich mogą tylko kaznodzieje wykształceni, żyjący w
              całkowitym, ewangelicznym ubóstwie i czystości, którzy by swoją postawą moralną
              nie tylko dorównywali, ale i przewyższali samych katarów.

              Wkrótce zakon stał się cennym narzędziem w rękach papieża i rozprzestrzenił się
              z Francji i Hiszpanii na Włochy Niemcy, Polskę, Danię i Lewant chrześcijański.
              Klasztory dominikańskie w Polsce powstały w dużym stopniu dzięki staraniom św.
              Jacka. W 1220 roku Jacek Odrowąż wybrał się razem z Czesławem i Iwonem
              Odrowążem w podróż do Rzymu. Właśnie w czasie jej trwania zdecydował się na
              wstąpienie do świeżo powstałego zakonu kaznodziejskiego św. Dominika. Przez
              kilka lat studiował teologię w Bolonii, ostatecznie jednak opuścił Italię, by
              zająć się działalnością misyjną i zakładaniem nowych klasztorów dominikańskich.
              Pomagał przy założeniu domów zakonnych między innymi na Węgrzech, we Friesach,
              a także w Polsce - we Wrocławiu, w Gdańsku i w Krakowie, przy kościele św.
              Trójcy.

              Jako dominikanin św. Jacek prowadził też działalność misyjną. Wraz z
              towarzyszami wyruszył nad Dniepr, by nawracać Kumanów, potem przebywał przez
              pewien czas na Rusi, w Kijowie. W tym czasie na teren Polski zostali
              sprowadzeni krzyżacy. Był to trudny czas dla państwa polskiego - osłabione
              rozbiciem na dzielnice i brakiem jedności, borykające się z najazdami Tatarów,
              nie dawało sobie rady z pogańskimi plemionami Prusów, dlatego Konrad Mazowiecki
              poprosił o pomoc zakonników, by ochraniali północną granicę Mazowsza. Krzyżacy
              przystąpili natychmiast do pacyfikacji tych plemion, połączonej z akcją
              misyjną, a więc nawracali Prusów "ogniem i mieczem". W szeregach misjonarzy
              działających na tamtych terenach znalazł się też Jacek Odrowąż, gdyż
              dominikanie pomagali krzyżakom w misji pruskiej.

              Jak wielkim poważaniem cieszył się u współczesnych św. Jacek, może świadczyć
              fakt, że w 1236 roku, w Paryżu, na generalnej kapitule dominikańskiej był
              jednym z trzech przedstawicieli prowincji polskiej zakonu dominikanów,
              powołanej do życia w 1228 roku. Niejasne są losy Jacka w ciągu następnych lat.
              Wiadomo, że u schyłku życia znalazł się w Krakowie i tam zmarł 15 VIII, w dzień
              Wniebowzięcia NMP, 1257roku. Jacek Odrowąż został kanonizowany dopiero 17 IV
              1594 roku, jednak ślady jego kultu sięgają XIII w.

              Znanych jest wiele legend z nim związanych, ciekawa jest zwłaszcza jedna, z
              powodu której często nazywany jest "św. Jackiem z pierogami". Podobno w czasie
              jednej z podróży święty zabłądził w lesie i dopiero gdy zapadał już zmrok
              napotkał chatkę ubogiej wdowy. Tam znalazł schronienie i gościnę, więc
              odchodząc chciał się jakoś odwdzięczyć gospodyni. Zapytał, jakiego daru kobieta
              najbardziej by sobie życzyła, a ona mu wyznała, że słyszała o wielkim
              przysmaku, jakim są pierogi, ale jest to rarytas zupełnie jej niedostępny, więc
              ma nadzieję, że może kiedyś, po śmierci, w Królestwie Niebieskim, dane jej
              będzie go skosztować. Św. Jacek pomodlił się pobożnie nad swoją torbą podróżną,
              a za chwilę wydobył z niej wspaniały pieróg i podał go kobiecie, litując się i
              smucąc "że dusza ludzka w takim poniżeniu żyła, że jej się nagroda niebieska w
              pieróg zmieniła".

              Święty Jacek jest patronem Archidiecezji Krakowskiej i miasta Krakowa. Na
              obrazach i w rzeźbach przedstawiany jest zwykle z dwoma atrybutami - posągiem
              Matki Bożej i puszką z komunikantami (hostią), którą wyniósł z miasta w czasie
              wojny z Tatarami w 1241 r.
    • palker Patroni naszych ulic - Kleofas Michał Ogiński 27.12.05, 13:35
      Chyba większość z nas podczas balu maturalnego lub studniówkowego tańczyła
      Poloneza a-moll „Pożegnanie Ojczyzny.
      W kronikach parafialnych Kościoła w Wiskitkach czytamy, iż 25 września 1765r. w
      Guzowie przyszedł na świat Kleofas Michał Franciszek Feliks Antoni Ignacy Józef
      Tadeusz Ogiński. I to jemu poswięcona jest ulica na warszawskim Bródnie.
      Oczywiście, z koniecznosci nosi nazwę Kleofasa Michała Ogińskiego, bo nie ma
      takiej tabliczki na której zmieściły by się wszystkie jego imiona:-).
      Przypomina mi to przeszłą dyskusję forumową o Odrowążu
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=297&w=434572&v=2&s=0 , gdzie padła
      sugestia, że ulica jest imienia Iwa Michała Jana Prandoty-Odrowąża - biskupa
      krakowskiego.
      Wracając do Kleofasa Michała: urodził się jeszcze we dworze, bo dopiero w 1783
      starosta guzowski Andrzej książę Ogiński wybudował murowany pałac w Guzowie,
      który przeszedł potem w ręce Łubieńskich a następnie Sobańskich.
      Rodzice – Paulina z Szembeków i książę Andrzej Ogiński zadbali o staranne
      wykształcenie syna i Jego rodzeństwa. Mały Kleofas wychował się w środowisku
      ówczesnych najwybitniejszych rodów Rzeczypospolitej: Szembeków, Łubieńskich,
      Potockich, Ogińskich. Często podróżował z rodzicami. W Warszawie został
      przedstawiony królowi. Gościł z ojcem w Wiedniu, Petersburgu i na Litwie u wuja
      Michała Kazimierza Ogińskiego – hetmana wielkiego litewskiego i znanego
      mecenasa sztuki.
      Losy Ogińskiego związane były z burzliwą epoką naszej Ojczyzny. Był posłem na
      Sejm, brał udział w pracach Komisji Edukacji Narodowej. Po powstaniu na Litwie
      podzielił los polskich patriotów wygnańców. Po wielu latach emigracji car
      Aleksander I zwrócił Ogińskiemu część dóbr, w tym Zalesie pod Wilnem, które
      przez kolejne lata stało się miejscem spotkań znakomitych obywateli z Korony i
      Litwy. Prowadzono dysputy polityczne, przysłuchiwano się nowym literackim i
      muzycznym dziełom, goszczono powstańców kościuszkowskich, uczonych z
      Uniwersytetu Wileńskiego. Polityczne wydarzenia początku XIX w., nastanie
      Królestwa Polskiego po Kongresie Wiedeńskim i bujny rozkwit tajnych
      organizacji, szczególnie Wolnomularstwa spowodowały ożywienie drzemiących w
      Księciu nadziei wskrzeszenia Ojczyzny. Jednak po aresztowaniu Waleriana
      Łukasińskiego – przywódcy Narodowego Towarzystwa Patriotycznego Kleofas Michał
      Ogiński podjął decyzję opuszczenia kraju. Udał się do Florencji we Włoszech.
      Kleofas Michał Ogiński zmarł 15 października 1833 roku we Florencji. Został
      pochowany na cmentarzu klasztornym przy kościele Santa Maria Novella. Później
      grobowiec Jego został przeniesiony do starożytnej florenckiej świątyni Santa
      Croce, gdzie znajduje się do dziś.
      Wśród bogatej twórczości Ogińskiego odnajdziemy marsze, pieśni, utwory o
      charakterze szlacheckim, polonezy, walce, mazurki, kadryle, utwory fortepianowe
      i operę „Bonaparte w Kairze”.
      • palker Patroni naszych ulic - K.M. Ogiński i Guzów 22.01.06, 11:23
        a tak obecnie wygląda pałac w Guzowie - miejscu urodzenia Kleofasa Michała Ogińskiego
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka