palker
08.12.05, 10:44
W najnowszym numerze NGP ukazał się bardzo interesujacy artykuł T.
Pawłowskiego poświęcony patronowi jednej z targówczańskich ulic
Tadeusz Korzon
Widzę Warszawę wielką - mówił Stefan Starzyński, prezydent przedwojennej
stolicy. To przede wszystkim dzięki jego staraniom Warszawa stała się miastem
pięknym i nowoczesnym. Szczególnie wiele zyskała - dawnej zaniedbywana -
Warszawa prawobrzeżna. Na Targówku, który w 1916 r. został włączony do granic
Warszawy, planowano utworzenie nowoczesnej dzielnicy mieszkaniowej. Przez jej
środek przebiegać miała ogromna arteria - imienia Tadeusza Korzona.
Realizację tych zamierzeń przerwał wybuch II wojny światowej.
Może zastanawiać fakt, dlaczego właśnie Tadeusz Korzon miał stać się patronem
tak ważnej ulicy? Upływ czasu, a być może i niechęć, z jaką w PRL wspominano
to nazwisko, sprawiły, że dziś jest to postać znana tylko nielicznym. Inaczej
było przed wojną, w II Rzeczpospolitej - poglądy i prace Korzona były znane
i cenione do tego stopnia, że służyły jako podstawa programów nauczania
historii w szkołach.
Tadeusz Korzon był historykiem - badaczem nowożytnych dziejów Polski. Całe
życie upłynęło mu pod zaborami - urodził się kilka lat po Powstaniu
Listopadowym, a zmarł w roku odzyskania przez Polskę niepodległości - w
1918. W 1861 r. za organizowanie manifestacji patriotycznych na
Kowieńszczyźnie został skazany na karę śmierci, zamienioną na zesłanie. W
późniejszych latach był dyrektorem Biblioteki Ordynacji Zamojskiej w
Warszawie. Brał udział w opracowaniu Wielkiej Encyklopedii Powszechnej
Ilustrowanej oraz był autorem poczytnych podręczników historii, m. in. do
dzisiaj wznawianych "Dziejów wojen i wojskowości w Polsce".
Korzon był jednym z głównych bohaterów wielkiej narodowej dyskusji
historycznej o utracie przez Rzeczpospolitą suwerenności w 1795 r.
Kilkadziesiąt lat po tej tragedii zaczęto sobie zadawać pytania - co
sprawiło, że Polska przestała istnieć? czy winę za to ponoszą sąsiedzi czy
Polacy? czy można było tego uniknąć? czy powstania narodowe miały jakikolwiek
sens? Pytania te wywołały zażartą dyskusję pomiędzy historykami.
W Krakowie...
Utworzyły się dwa przeciwstawne obozy - w Krakowie - pod przewodnictwem
Szujskiego - oraz w Warszawie - właśnie pod przewodnictwem Tadeusza Korzona.
Obydwie szkoły historyczne - krakowska i warszawska - miały całkowicie
odmienne poglądy na dzieje Polski i przyczyny jej upadku. Historycy szkoły
krakowskiej uważali, że to sami Polacy winni są upadku Rzeczypospolitej. Za
największe zło uznano ustrój dawnej Polski - demokrację szlachecką.
Potępiano wolności i przywileje szlacheckie, wolną elekcję, liberum veto.
Niektórzy z historyków krakowskich uważali, że przyczyn klęski należy szukać
nie tylko w XVIII, ale i w XVI w. Takie rozumienie dziejów Polski miało -
według tych historyków - sprawić, że następne pokolenia Polaków nie będą
miały wad przodków.
Niestety, takie poglądy były wygodne dla państw zaborczych. Zależało im na
tym, żeby zdjąć z siebie odpowiedzialność za rozbiory i obarczyć winą samych
Polaków. Historycy niemieccy - a przede wszystkim rosyjscy - dotąd chętnie
głoszą ten pogląd. Co gorsza, ta wizja historii został utrwalona w Polsce w
czasach PRL - gdy polskie książki historyczne były pisane według
moskiewskich nakazów.
...i w Warszawie
Poglądom historyków krakowskich sprzeciwiali się historycy skupieni wokół
Tadeusza Korzona, słusznie argumentując, że nie ma na świecie państwa, które
zawsze byłoby silne, nie przeżywając lat słabości i gorszej koniunktury.
Przez wieki upadło wiele mocarstw, chociażby starożytny Rzym, którego potęga
wydawała się niezwyciężona. Nawet Włochy i Niemcy zdołały się zjednoczyć
dopiero w XIX w. Rosja też miała w swej historii okres "wielkiej smuty", gdy
Polacy urzędowali na Kremlu.
Historycy szkoły warszawskiej wskazywali, że nie można szukać przyczyn upadku
Polski szlacheckiej tylko w jej ustroju, gdyż przez wieki funkcjonował on
znakomicie. Rzeczpospolita była mocarstwem w czasach Jagiellonów, a i potem,
w czasach królów elekcyjnych. Przywileje szlacheckie były wielkimi
osiągnięciami w dziedzinie demokracji, zyskanymi długo wcześniej niż w
państwach Europy Zachodniej, np. wprowadzanie prawa nietykalności osobistej i
zakazu więzienia szlachty bez wyroku sądowego. Również liberum veto przez
niemal dwa wieki sprawdzało się jako rozwiązanie prowadzące do powszechnej
zgody - tak długo przekonywano oponentów w polskim sejmie i tak długo
negocjowano, aż wszyscy zgodzili się na dane rozwiązanie. W niepodległej
Rzeczpospolitej
Po 1918 roku w niepodległej Polsce odrzucono poglądy szkoły krakowskiej i
oparto nauczanie historii i propagandę państwową na pracach historyków
warszawskich. Podobnie powinno stać się i w dzisiejszej Rzeczpospolitej.
Niestety, prawie pół wieku istnienia PRL wypaczyło spojrzenie na dzieje
Polski. Wiele państw - podobnie jak i nasza ojczyzna - przeżywało okresy
słabości. W II wojnie światowej Francja została pokonana przez Niemców z
równą łatwością co Polska (a przecież Polacy walczyli nie z jednym, ale z
dwoma przeciwnikami!), lecz nie przeszkadza to Francuzom uważać się za "un
grande nacion" (wielki naród). Natomiast w Polsce pokolenia wychowane w
czasach PRL uczono, że wszystko, co było przedtem, było złe. Za poduszczeniem
sowieckich historyków sięgano nawet do bezsensownych haseł: "niepodległość
przyczyną klęski 1939 roku". Duża cześć społeczeństwa została
zindoktrynowana - przekonana o słabości Polski. Dziś trzeba odnaleźć jasne
punkty w historii Polski, bo jest ich naprawdę wiele. Polacy powinni czerpać
siłę ze swojej historii i być z niej dumni.
Dlatego należy pamiętać o Tadeuszu Korzonie - przypominającym o tym, że
dzieje Polski to także sukcesy, zwycięstwa i tryumfy.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=297&w=94363&v=2&s=0