l.o.r.t.e.a
20.01.11, 16:11
Dwie strony medalu.
Pierwsza jest oczywista. Praca organizuje człowiekowi życie w sposób, nazwijmy
to, normalny. Człowiek pracuje, zarabia, musi się przyłożyć, umyć, ogolić i tak
dalej. Nie może chlać dzień po dniu, jest poddany pewnej dyscyplinie dnia
codziennego. Dodatkowo taki człowiek nie obciąża państwa (ale z pewnymi
zastrzeżeniami, o których napiszę, gdy dojdę do II-giej strony medalu), płaci
podatki, zwykle jest daleki od marginesu społecznego, nie popełnia przestępstw,
wzbogaca PKB, jest pozytywnym wzorem dla swoich dzieci, które są wychowywane w
poczuciu szacunku dla pracy.
Ale jest i II-ga strona medalu. Rzadko w Polsce przywoływana jako pogląd zbyt
kontrowersyjny. Ci ludzie mogliby pewnie znaleźć pracę za marne grosze. Harowaliby cały dzień, wracali ciemną nocą
do domu wymęczeni fizycznie a często i psychicznie,
a pieniądz z tego wszystkiego byłby niewiele większy od zasiłku. Tym bardziej
uwzględniając że praca to koszta - ubrania i dojazdy. Po co harować na kolejnego
porsche dla "prezesa", samemu nic z tego nie mając?
Wracając do nawiasu z I-go punktu. Poszerza się na świecie zjawisko "biednych
pracujących", którzy pracują i zarabiają, a jednak identycznie jak bezrobotni są
obciążeniem dla budżetu, bo pracując pełnoetatowo, zarabiają tak mało, że
kwalifikują się do wielu różnych zasiłków. Zjawisko rzadko opisywane w Polsce,
ale już dostrzeżone w USA.