prac124
26.02.11, 06:15
Chce minister zreformować OFE? Proszę bardzo. Pytanie tylko dość retoryczne: dlaczego emeryci mają za to zapłacić? Mało mają wydatków na leki i leczenie ?
Nie wolno zapominać o uczciwości. Uczciwie jest wówczas, gdy spotyka się dwóch, jeden ma pieniądze, drugi ma pomysł jak nimi operować i uzgadniają między sobą gwarancje i jak podzielą się zyskami. (Pewnie Belka i tak wsadzi tam swoją brudną łapę po cudze). Z OFE tak nie było. Żaden z przyszłych emerytów nie dostał gwarancji, że pieniądze zebrane przez niego nie zmniejszą swojej wartości nabywczej - że los mu się nie pogorszy. Były opublikowane założenia ekonomiczne, proporcje, rzekome gwarancje ale to wszystko dla zamydlenia oczu żeby składkowicz miał nadzieję na emeryturę, ale nie miał wiedzy, jaka ona będzie.
Zacznijmy od istniejącego systemu i obecnych warunków. Wszyscy pracujący płacą fundusz emerytalny w którym mieszczą się pieniądze jego i nie jego. To znaczy pieniądze na jego emeryturę i pieniądze na finansowanie obecnie jeszcze żyjącego emeryckiego pierwszego filaru. Czy nie lepiej powiedzieć prawdę i rozdzielić te dwa elementy? Opłata na bieżące potrzeby przecież nie jest składką na przyszłość tylko de facto podatkiem emerytalnym na obecnie potrzebujących. Niech każdy wie, jaką część jego zarobków przeznacza się na emerytury. Druga część jest rzeczywistą składką na własną emeryturę. I tu, uważam, również powinien być obowiązek, by była, ale płatnik powinien decydować gdzie wpłacaną i na jakich warunkach uzgodnionych dwustronnie. Przedstawiając to prościej, każdy pracujący ma obowiązek wylegitymować się u pracodawcy umową zabezpieczenia emerytalnego i od tego momentu pracodawca nie potrąca mu składki na jego emeryturę. Potrąca tylko podatek emerytalny na potrzeby innych. Całkowicie zgodnie z propozycją min. Fedak i czyż nie prościej?
Drugim elementem uczciwości mogłyby być opracowane ramy takiej dwustronnej umowy o zabezpieczeniu emerytalnym. Bazą takich ram powinna być zasada, że pieniądze wpłacone przez klienta nie mogą stracić na wartości, czyli co najmniej coroczna ich waloryzacja o stopę inflacji koszyka podstawowego. Poza tym sugerowana proporcja podziału zysków, co ubezpieczyciel wypracuje więcej. Ile procent dla klienta, a ile dla ubezpieczyciela za jego pracę. Żadne inne motywacje i regulacje prawne nie są potrzebnymi. To jest mechanizm działający sprawnie i sam się napędzający, sam się regulujący.
Czy to będzie OFE, czy dowolny inny ubezpieczyciel posiadający gwarancje bankowe, to już niema znaczenia. Jest w porządku.
Należy też wprowadzić niedopuszczalność kupowania obligacji państwowych przez ubezpieczyciela w imieniu jego klienta w sytuacjach, gdy jest to opłacalne. Zabrzmi to może obrazoburczo, ale obligacje państwowe nie mają nic wspólnego z uczciwością. Jest to ordynarne naciąganie naszych dzieci i wnuków na pieniądze, które będą musieli zapłacić z ich zbiorowego budżetu. Czemu mielibyśmy własnym dzieciom (a wszystkie dzieci są przecież nasze) gotować taki los?
Sprzedaż obligacji państwowych za granicę np do NBP, PKO czy Polbanku też jest karygodną, bo mało, że jest pożyczką (do spłacenia z przyszłych dochodów), to jeszcze pogarszającą poziom życia współczesnych poprzez wypływ złotówki za granicę i tym samym obniżenie jej wartości względem innych walut. Pal sześć kredytobiorców we frankach szwajcarskich, ale wszyscy Polacy są bardziej głodni i obdarci z powodu eksportu obligacji
Andrzej Goerst.