OPODATKOWANIE GOSPODYŃ DOMOWYCH

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 09:11
Uważam, że należy rozszerzyć preferencje podatkowe dla kobiet wychowujących
dzieci i pozostających w domu. Oprócz wspólnego opodatkowania z mężem powinny
być CAŁKOWICIE ZWOLNIONE Z PODATKU PIT. Pozostając w domu rezygnują bowiem z
kariery zawodowej i dają możliwość zatrudnienia kogoś na ich miejsce - gdyby
pracowały byłoby większe bezrobocie. Do tego pracują 24 godziny na dobę, nie
dotyczy ich kodeks pracy, nie mają własnych dochodów, dzięki nim jest więcej
miejsc dla innych dzieci w bezpłatnych przedszkolach, nie korzystają z
emerytury ZUSowskiej czyli odciążają państwowy system ubezpieczeń społecznych.
Ich dochód - wynikający ze wspólnego rozliczenia z małżonkiem powinien być
całkowicie zwolniony z podatku!!!
    • Gość: pawel-l Re: OPODATKOWANIE GOSPODYŃ DOMOWYCH IP: 213.17.165.* 24.09.04, 11:00
      Gość portalu: busy napisał(a):

      > Pozostając w domu rezygnują bowiem z
      > kariery zawodowej i dają możliwość zatrudnienia kogoś na ich miejsce - gdyby
      > pracowały byłoby większe bezrobocie.

      To jest całkowicie błędne podejście. Człowiek pracując wytwarza dochód który
      pozwala na inwestycje. Brak pieniędzy na inwestycje powoduje wzrost bezrobocia.
      Co widać w Polsce gdzie miliony ludzi wysłano na renty i emerytury a brakuje
      pieniędzy na inwestycje i mamy 3 miliony bezrobotnych
      • Gość: BUSY BREDZISZ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 16:58
        Kobiety pozostając w domu też wytwarza - jej praca też ma cenę. To że jej nikt
        nie płaci nie oznacza, że jej praca jest bez wartości. Gdyby była w pracy
        trzeba by zapłacić opiekunce, sprzątaczce, zywić się w restauracji, dać jej
        emeryturę, chorobowe itd. itp.
        Jeśli nie ma pieniędzy na inwestycje - pracodawcy nie tworzą nowych miejsc
        pracy tylko dodają obowiązki obecnym pracownikom. Jeśli zatem kobieta zostaje w
        domu i zwalnia komuś miejsce pracy to tym samym może wpływać na obniżenie
        bezrobocia (ktoś inny będzie robił to, co robiła ona).
        Zazwyczaj bowiem kobieta rodząc dzieci i zostając w domu ma za sobą
        dośiwadczenie zawodowe więc...ustępuje miejsca innym.
        Przy założeniu status quo - jeśli chodzi o ilość miejsc pracy - jak ona
        zostanie w domu nie przybędzie od tego nowych miejsc pracy ale w jej miejsce -
        ktoś inny będzie pracował. Ona tymczasem będzie musiała sama opłacić sobie
        ubezpieczenie itd. czyli ponosić koszty, których dziś nikt nie liczy nie mówiąc
        o ich zwracaniu.
        Zanim coś napiszesz - pomyśl.
        • Gość: sprobuj i Ty Re: BREDZISZ IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 24.09.04, 17:49
          Watpliwe jest,czy zatrudniona zostalaby opiekunka itd. Raczej musialaby robic jeszcze w domu po
          pracy. A jak mialoby byc ze zwolnieniem z PIT? Co to ma konkretnie oznaczac? Przeciez nie pracujac
          nie osiaga dochodow, prawda? Przynajmniej z pracy. Ale jesli ma inne zrodla przychodow wynmienione w
          ustawie to nieuzasadnione wydaje sie byc roznicowanie sytuacji ludzi zaleznie od tego czy pracuja czy
          nie w przypadku np. dochodow z wynajmu mieszkania, prawda? Sprawa dosc ciekawa ale chyba sa
          wazniejsze problemy. Doprowadzi tez do wzrostu objetosci ustawy i kolejnych szczegolikow.
          • Gość: busy Re: BREDZISZ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 21:19
            Chodzi o zwolnienie z PIT części jaka przypada do opodatkowania jeśli mąż
            rozlicza się wspólnie z niepracującą żoną! Czytaj i spróbuj zrozumieć a potem
            pisz!
        • Gość: pawel-l Re: BREDZISZ IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.04, 20:59
          A jak zachoruje albo się zestarzeje to co ? Ktoś tą kobietę musi utrzymywać
          Jeśli nie ma pienięzy na inwestycje to pracodawcy nie zwiększają zatrudnienia.

          Czym więcej osób pracuje tym kraj szybciej się rozwija i ma mniej bezrobotnych
          (Ameryka, Azja)
          Na opiekunki mało kogo stać. Nieocenione są babcie. (one też zabierają miejsca
          pracy ?)
          • Gość: busy Re: BREDZISZ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 21:20
            Czy Ty tego nie rozumiesz czy udajesz głupiego?
            • agulha sam bredzisz 25.09.04, 02:11
              "Kobieta ustępuje miejsca...". To znaczy, że rezygnacja z pracy po urodzeniu
              dziecka (dzieci) to ma już być na całe życie? Tak było w Hiszpanii za czasów
              generała Franco. A jeśli nie na całe życie, to potem ktoś musi ją z powrotem
              przyuczać do pracy, bo w każdym zawodzie, nawet sprzątaczki, coś się zmienia.
              Poza tym można na to różnie spojrzeć. Jeśli kobieta nie pracuje i sama: robi
              przetwory, bawi dziecko, rysuje z nim kredkami, piecze ciasto, robi na drutach
              sweterki itede, tym samym odbiera chleb (nie daje zarobić) przemysłowi
              przetwórczemu, niani, przedszkolance, cukiernikowi i producentowi dzianin.
              Czasy gospodarki samowystarczalnej już się jednak skończyły.
              Jeśli kobieta i jej mąż postanawiają, że ona nie będzie pracować, żeby dzieci
              miały lepszą opiekę, to im wolno, oczywiście. Ale dlaczego za to fundować im
              przywileje? Już bardziej uzasadnione wydawałoby mi się wprowadzenie ulg
              podatkowych dla osób "dzieciatych": swoje dochody dzielą na więcej osób, więc
              mniej im zostaje na rozkurz.
              • Gość: busy Re: sam bredzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 09:05
                Moja droga, masz wiele racji jeśli chodzi o ew. przywileje dla dzieciatych.
                Niestety jeśli chodzi o kobiety, które chcą być w domu - nie masz racji lub nie
                zrozumiałaś o co mi chodzi.
                Dziś wiele kobiet jest zmuszonych do niewolniczej pracy za grosze, a wolałyby
                móc zostać w domu i zająć się dziećmi.
                Oczywiście nie chodzi tu o odbieranie im prawa do pracy, głosu itd. i w
                większości przypadków dotyczy to pewnego okresu czasu, a nie całego życia.
                Chodzi o to, by w pewien sposób wynagrodzić ciężką, a bardzo ważną dla
                społeczeństwa pracę jaką wykonują.
                Kobiety pozostając w domu nie odbierają nikomu miejsca pracy, a
                właśnie "oddają" swoje miejsca pracy, bo w większości rodząc dzieci mają już
                pracę, z której (na jakiś czas lub całkiem) odchodzą - robiąc miejsce innym. I
                nie chodzi o to, by kobiety zmuszać do pozostania w domu tylko, by im je
                umożliwić - mogą skorzystać, nie muszą.
                Nie wiem w jakim kraju zyjesz ale wg. mnie większość kobiet mających dzieci i
                zmuszonych do pracy (facet rzadko może wykarmić sam rodzinę) oddaje dziecko do
                przedszkola (państwowego), a nie zatrudnia niani. Oddając dziecko do
                przedszkola państwowego nie tworzy miejsca pracy tylko zwiększa obciążenia
                socjalne z budżetu.
                Gotując w domu - kobieta również nie zabiera niczyich miejsc pracy, bo nawet
                gdyby pracowała - musiałaby to robić. Większości polskich rodzin nie stac
                bowiem na żywienie się w restauracjach.
                Generalnie - idealne byłoby gdyby system podatkowy był prosty i sprawiedliwy.
                Np. 10% podatek liniowy płacony przez wszystkich. Tyle, że w Polsce mamy
                skomplikowany i krwiopijczy system podatkowy uniemożliwiający rozwój gospodarki
                i np. pozostawanie kobietom w domu i zajmowanie się dziećmi. Mąż ciężko pracuje
                ale co z tego skoro fiskus zabiera połowę jego wynagrodzenia i i tak kobieta
                musi iśc do pracy, by utrzymali siebie i dzieci. A dodajmy, że koszty mamy już
                na poziomie europejskim (woda, prąd, czynsze, telefony, ogrzewanie itd.).
                Jednocześnie paranoją tego kraju jest, że 40% pracującego społeczeństwa
                utrzymuje 60% niepracujących - w dużej części na lewych rentach, emeryturach
                załatwionych za łapówkę czy zatrudnionych w szarej strefie.
                To nasze własne państwo okrada własnych obywateli w imie tzw. sprawiedliwości
                społecznej. Śmieszy tylko fakt, że ci co o niej nagłośniej mówią powinni dyndać
                na gałęziach w parku, bo mają na rękach krew niewinnych ludzi i wmawiają dziś,
                że już nie są komunistami tylko SLD, SDPL, UP itd. Uwikłani w korupcyjne afery,
                powiązani z mafią, opłacani przez gangsterów - co ich obchodzą miliony ciężko
                pracujących ludzi, co ich obchodzą ciężko pracujące kobiety (niezależnie od
                tego czy zatrudnione na umowę o pracę w hipermarkecie, czy bez umowy 24h w
                domu).
                Chodziło mi tylko o to, że ciężka praca kobiety, która poświęca karierę
                zawodową i zostaje w domu - powinna być wynagradzana w takim samym stopniu jak
                w przypadku umowy o pracę. Wiadomo - nie chodzi o to, by im państwo płaciło
                pensję ale może chociaż wspomóc poprzez preferencje podatkowe.
                Jest też prostszy sposób - linowy podatek 10%.
                • darr.darek ... ale muszę, przynajmniej tu, poprzeć Twoją IDEĘ 25.09.04, 11:28
                  Gość portalu: busy napisał(a):
                  > Dziś wiele kobiet jest zmuszonych do niewolniczej pracy za grosze, a wolałyby
                  > móc zostać w domu i zająć się dziećmi.

                  I pomijając Twoje dywagacje na temat "specjalnych względów
                  podatkowych", "korzyści z nieodbierania (!!!) innym pracy", to powyższe zdanie
                  przedstawia skrótowo to o czym każdy mądry wie, a o feministki, socjaliści i
                  inni lewacy próbują zaciemnić żałosną ideologią "rozwoju przez pracę"
                  (w pewnym okresie niemieccy narodowi socjaliści stworzyli podobne hasło dla
                  pewnych "ludzi pracy" : Arbeit macht frei).

                • Gość: agulha Re: sam bredzisz IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.09.04, 18:18
                  A ja będę zadziorna. Owszem, są kobiety, które zatrudniają nianie i żywią się w
                  restauracjach [znam]. Masz rację, że wielu rodzin nie stać na to. I dlatego w
                  większości rodzin, tych w których oboje rodziców pracuje, kobieta [zwykle]
                  wykonuje mimo to w domu takie obowiązki, jak przygotowanie śniadania, gotowanie
                  obiadu, sprzątanie, zajmowanie się dziećmi wieczorami i w weekendy. I co,
                  kobiecie niepracującej za te czynności mają należeć się pieniądze [ulgi], a
                  pracującej nie? Skąd ta dyskryminacja?
                  No i jak tak pójdziemy dalej za tym tokiem myślenia, to każdemu będą należały
                  się ulgi za prace domowe, takie jak prasowanie, naprawa gniazdka elektrycznego,
                  pranie, zmywanie naczyń. No przecież to paranoja.
                  Moja druga mama nie pracuje, i dzięki temu mój ojciec może zajmować się pracami
                  zleconymi przez większość czasu. Ona robi zakupy, sprząta, odwozi jego prace
                  itede. Podobna byłaby wydajność całkowicta rodziny (jak sądzę) w innej
                  rodzinie, gdzie oboje pracują zawodowo i oboje pracują w domu. 2+0=1+1.
                  Dlaczego więc ulgi za prace domowe?
                  Pracujący zawodowo dostaliby kolejną grupę niepracujących do utrzymania.
                  A tak jest OK. Jeśli mąż chce, utrzymuje żonę. Albo żona męża. A ja nie muszę
                  (jestem kobietą) utrzymywać cudzych żon. I nie musi mnie obchodzić, dlaczego
                  nie pracują: z wyboru? bo chcą zadbać o rozwój dziecka (swojego)? bo niczego
                  nie umieją i są życiowo niezaradne? bo ich kwalifikacje są takie, że ich
                  pójście do pracy kosztowałoby więcej (bilans ujemny)?
                  Poza tym wprowadzenie takich ulg spowodowałoby natychmiastowe przeskoczenie
                  wszystkich bezrobotnych kobiet bez prawa do zasiłku (tych co nie pracują, bo
                  nie ma dla nich roboty) do kategorii matek-Polek. Włączając w to pijaczki,
                  które ani nie pracują zawodowo, ani w domu.
                  Howgh.
                  • Gość: busy faktycznie - jesteś zadziorna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 00:50
                    Moja droga,
                    Takie preferencje istnieją w wielu krajach europejskich, więc tak całkiem
                    idiotyczne to nie jest.
                    Faktem jest, iż kobieta pozostająca w domu i zajmująca się wychowaniem dzieci
                    itd. nie korzysta kompletnie z żadnych świadczeń. Nie ma chorobowego, szansy na
                    rentę czy emeryturę. Wyłącza się zatem z systemu opieki na swoją prośbę i
                    choćby z tego powodu - zmniejsza obciążenia dla państwa. Utrzymuje ją mąż, więc
                    powinien móc odliczyć od podatku trochę więcej niż mąż którego żona pracuje.
                    Dlaczego? Ponieważ musi sam opłacać jej choćby ubezpieczenie rentowe,
                    chorobowe, emerytalne itd. Poza tym - nie byłoby tematu gdyby systetm podatkowy
                    był prosty, sprawiedliwy i czytelny np. 15% linowy PIT.
                    Ponieważ taki nie jest - mając żonę w domu i dwójkę dzieci kombinuję - jak tu
                    zapłacić mniej, a ponieważ wiem, że takie rozwiązania na świecie funkcjonują -
                    tak sobie walnąłem.
                    Mógłbym równie dobrze walnąć np. zróbmy kwotę wolną od podatku na poziomie
                    10.000 PLN brutto miesięcznie, a czemu by nie???
        • darr.darek Re: BREDZISZ .... Ty naprawdę BREDZISZ !!! 25.09.04, 11:14
          Gość portalu: BUSY napisał(a):
          >Kobiety pozostając w domu też wytwarza - jej praca też ma cenę. To że jej nikt
          >nie płaci nie oznacza, że jej praca jest bez wartości. Gdyby była w pracy
          >trzeba by zapłacić opiekunce, sprzątaczce, zywić się w restauracji, dać jej
          >emeryturę, chorobowe itd. itp.
          >Jeśli nie ma pieniędzy na inwestycje - pracodawcy nie tworzą nowych miejsc
          >pracy tylko dodają obowiązki obecnym pracownikom. Jeśli zatem kobieta zostaje w
          >domu i zwalnia komuś miejsce pracy to tym samym może wpływać na obniżenie
          >bezrobocia (ktoś inny będzie robił to, co robiła ona).

          I jak tu się dziwić, że "Marks (i lenin i trocki itd.) ciągle żywy jest" ???

          Przecież ludzie, którzy niby jakoś potrafią klecić zdania, tworzą NADAL
          logiczny mish-mash w stylu klasyków lewactwa, aby udowadniać durne pomysły.
          Pomieszanie oczywistości, że kobieta w domu wytwarza pewną wartość dodaną (dla
          potrzeb tej rodziny, wyłącznie), z jakimiś lewackimi teoriami o stałej liczbie
          miejsc pracy, którymi trzeba "sprawiedliwie" obdzielać i ... (sic) WYNAGRADZAĆ
          za to, że ktoś nie poszedł do pracy najemnej.

          Czy świat jest skazany na demagogię głupców ?


          > Zanim coś napiszesz - pomyśl.

          Dokładnie ! Logiki Cię w szkole uczyli ?
    • pawel-l Re: OPODATKOWANIE GOSPODYŃ DOMOWYCH 26.09.04, 20:11
      Gość portalu: busy napisał(a):

      > Uważam, że należy rozszerzyć preferencje podatkowe dla kobiet wychowujących
      > dzieci i pozostających w domu. Oprócz wspólnego opodatkowania z mężem powinny
      > być CAŁKOWICIE ZWOLNIONE Z PODATKU PIT

      Swoją drogą nikt nie zauważył, że pierwsze zdanie z tego wątku to bzdura !
      Bo skoro kobieta nie pracuje to i nie płaci PITu !
      • Gość: busy Re: OPODATKOWANIE GOSPODYŃ DOMOWYCH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 00:42
        Drodzy Oponenci,
        Idea jest prosta. Albo mamy prosty system podatkowy - np. 15% liniowy podatek
        dla wszystkich, albo zróbmy coś, by fiskus nie golił nas do łysego.
        Preferencje dla kobiet pozostających w domu to tak naprawdę preferencje
        podatkowe dla ich mężów - one PITu nie płacą ale z drugiej strony - jeśli mąż
        rozlicza się wspólnie z żoną i dla obu obliczany jest podatek należny?
        Pewnie, że to kolejny wyjątek w ustawie o PIT ale jego brak skłania mnie coraz
        bardziej do samozatrudnienia ze wzgl. na wybitnie krwiożerczy system podatkowy,
        a że uniemożliwia mi to stanowisko na którym pracuje chyba pozostanie mi
        wyemigrować na Słowację lub do Estonii - wtedy będę płacił znacznie mniej
        mieszkając nadal w Polsce i tu pracując, nie opłacając bandy darmozjadów jak
        dziś...
        • Gość: pawel-l Re: OPODATKOWANIE GOSPODYŃ DOMOWYCH IP: 213.17.165.* 27.09.04, 07:58
          Teraz brzmi to lepiej.
          Tylko że wspólne rozliczenie już teraz jest !
Pełna wersja