Dodaj do ulubionych

Mit liberalizmu

29.01.05, 21:49
Piotr Szumlewicz: Mit liberalizmu
Autor: Piotr Szumlewicz Oceny: / 23

Kiepski Bardzo dobry
17.12.2004, 18:05

W Polsce panuje przekonanie, że amerykańskie społeczeństwo osiągnęło
najwyższe standardy rozwoju cywilizacyjnego i w związku z tym problemy nędzy
i społecznego wykluczenia zostały tam już dawno rozwiązane. Tymczasem fakty
brutalnie temu przeczą.

Przy okazji wielu debat, podejmowanych przez polskich ekonomistów, polityków
i dziennikarzy często można usłyszeć opinię, że jedyną receptą na szybki
rozwój gospodarczy jest zmniejszanie kosztów pracy i podatków oraz redukcja
administracji publicznej, połączone z surową polityką pieniężną, nastawioną
na dwa główne cele: niską inflację i niski deficyt budżetowy. Na nieśmiało
formułowane zarzuty, że tego typu strategia często prowadzi do wzrostu nędzy
i znacznego rozwarstwienia dochodowego "eksperci" odpowiadają, rozkładając
ręce, że "takie są już prawa ekonomii".

Socjaldemokraci okazują się marzycielami, którzy próbują lekceważyć naukowe
aksjomaty. Niektórzy publicyści lewicowi dali się zresztą uwieść tej
perspektywie i zamiast szukać alternatywnych modeli rozwoju ekonomicznego dla
Polski i świata, skupiają się na romantycznej krytyce konsumpcji i wzrostu
gospodarczego. Tymczasem, przy uważnej analizie procesów dokonujących się w
świecie, okazuje się, że to nie socjaldemokraci, tylko neoliberałowie mylą
się w swoich diagnozach. Co więcej, ich recepty ekonomiczne nie tylko
opierają się na dyskusyjnych celach, ale nawet nie potrafią oni tych celów
zrealizować (począwszy od olbrzymiego deficytu budżetowego za czasów Reagana
i olbrzymiej inflacji epoki Balcerowicza). Zarazem wyznawcy neoliberalnej
teologii, wieszcząc swój bliski tryumf na całym świecie, jawnie zakłamują
fakty.

Dobrym punktem wyjścia do diagnozy nowoczesnej rzeczywistości ekonomicznej
jest ogłoszony niedawno przez ONZ Human Development Report 2004, czyli raport
o obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej świata, wskazujący na
najpoważniejsze problemy i wyzwania współczesności. Jednym z częściej
komentowanych elementów raportu jest Wskaźnik Rozwoju Ludzkiego (Human
Development Index - HDI), stanowiący miarę postępu każdego kraju w zakresie
kluczowych aspektów społecznych i gospodarczych. Obejmuje on długość życia,
jakość edukacji (mierzoną poziomem analfabetyzmu oraz średnią czasu edukacji)
a także średni dochód na głowę mieszkańca (skorygowany o lokalne koszty
życia).

Polskiego obywatela, "informowanego" na co dzień o upadku państwa
opiekuńczego może zadziwić fakt, że dwa pierwsze miejsca w tym rankingu
zajmują dwa kraje o podatkach należących do najwyższych na świecie, czyli
Szwecja i Norwegia. Wyraźnie dystansują one liberalne USA (8 miejsce) czy
Wielką Brytanię (12 miejsce). Warto też zwrócić uwagę, że jeszcze w roku 1990
Stany Zjednoczone wyprzedzały obydwa kraje skandynawskie, przy czym Szwecję
dosyć wyraźnie. Przez ostatnie 15 lat doszło zatem do odwrócenia
wcześniejszych trendów, co wskazuje na skuteczność polityki krajów o bardzo
rozbudowanej opiece socjalnej i wysokich podatkach (znaczny wzrost zanotowała
też Belgia) i słabość modelu amerykańskiego, traktowanego jako niedościgniony
wzór przez liberalnych ekonomistów.

Od początku lat osiemdziesiątych panuje zresztą w Polsce przekonanie, że
amerykańskie społeczeństwo osiągnęło najwyższe standardy rozwoju
cywilizacyjnego i w związku z tym problemy nędzy i społecznego wykluczenia
zostały tam już dawno rozwiązane. Tymczasem fakty świadczą o czymś zupełnie
innym. Usterki amerykańskiego systemu jeszcze lepiej niż HDI demaskuje
Wskaźnik Ubóstwa Ludzkiego (Human Poverty Index - HPI), który szereguje 17
najbardziej rozwiniętych państw świata stosownie do panującego w nich poziomu
ubóstwa, analfabetyzmu, trwałego bezrobocia i średniej długości życia. Wyniki
badań, obrazujące sytuację społeczno-ekonomiczną krajów rozwiniętych pod
koniec lat dziewięćdziesiątych, pokazują jednoznacznie, że Stany Zjednoczone
miały najgorsze wskaźniki ze wszystkich krajów rozwiniętych.
Prawdopodobieństwo dożycia 60 lat było w USA najmniejsze z badanych państw,
ponad 20 proc. społeczeństwa okazało się funkcjonalnymi analfabetami, a 17
proc. obywateli żyło poniżej połowy średnich dochodów. Najnowsze dane
wskazują na to, że negatywne trendy raczej pogłębiają się, gdyż po
przejściowej poprawie niektórych wskaźników za rządów Clintona, następuje
szybki regres jakości życia Amerykanów. Zgodnie z niedawno przedstawionym
raportem Census Bureau liczba osób żyjących w nędzy, mimo ożywienia
gospodarczego, wzrosła w roku minionym w USA o ponad milion i wynosi już 12,6
proc. społeczeństwa (35 milionów ludzi, z czego 13 milionów stanowią
dzieci!). Warto też dodać, że ponad 40 milionów obywateli nie posiada
podstawowych ubezpieczeń zdrowotnych i liczba ta z roku na rok rośnie. Smutny
obraz skutków liberalnej polityki gospodarczej dopełnia fakt, że kolejne trzy
miejsca od końca w rankingu HPI zajęły trzy inne państwa anglosaskie, czyli
Irlandia, Wielka Brytania i Australia. Tabeli znowu zdecydowanie przewodzą
Szwecja i Norwegia (zamieniły się miejscami), a do pierwszej szóstki weszły
też inne kraje o bardzo wysokich podatkach, czyli Dania i Finlandia. Dane te
wskazują, że jeżeli chodzi o jakość i długość życia Amerykanie muszą przejść
jeszcze długą drogę rozwoju, aby chociażby zbliżyć się do standardów
skandynawskiego welfare state.

Wysoki poziom rozwoju nordyckich państw opiekuńczych jest o tyle ciekawym
przedmiotem badań, że w polskiej publicystyce przekonanie o ich kryzysie
urosło już do rangi bezdyskusyjnej oczywistości. Nawet pobieżna analiza
kondycji gospodarki szwedzkiej czy fińskiej pokazuje tymczasem, że te opinie
nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. W latach 1994 - 2003 PKB Szwecji,
Danii, Norwegii czy Finlandii rósł bowiem szybciej niż w latach 1984 - 1993.
Z drugiej strony nie zmniejszono w tym czasie wydatków na opiekę socjalną,
ani nie obniżono podatków, które niezmiennie należą do najwyższych na
świecie. Co więcej, w porównaniu z początkiem lat 80. ob. wieku, w prawie
wszystkich krajach UE zwiększyły się wydatki socjalne, co nie przyczyniło się
do spadku dynamiki rozwoju gospodarczego. Przykładowo w Finlandii wydatki na
opiekę socjalną w PKB w 1980 roku wynosiły 18,5 proc., a w 2001 roku już 25,8
proc., w Szwecji w 1980 roku 29,8 proc., w 2001 roku 31,3 proc., w Belgii w
1980 roku 24,3 proc., a w 2001 roku 27,5 proc. Skutecznym remedium na kryzys
początku lat osiemdziesiątych było więc zwiększenie, a nie zmniejszenie
świadczeń socjalnych. Od początku lat osiemdziesiątych kraje europejskie
podwyższyły też podatki. Przeciętnie w UE stanowią one ponad 40 proc. PKB, a
w 1980 r. wskaźnik ten był o kilka procent niższy niż 20 lat później.
Podwyższanie podatków i świadczeń socjalnych okazało się pożądaną społecznie,
jak też ekonomicznie, odpowiedzią na problemy gospodarcze. Innymi słowy
rzekomy kryzys państwa opiekuńczego jest całkowitym mitem. Ani ono nie
zanika, ani też kraje, które najbardziej je rozbudowują nie mają kłopotów
ekonomicznych. Biorąc pod uwagę te fakty należy uznać, że ogłaszany
zewsząd "zmierzch państwa opiekuńczego" nie ma nic wspólnego z kwestiami
ekonomicznymi, a jest jedynie instrumentem walki ideologicznej.

Warto też w tym kontekście zwrócić uwagę na to, że, znowu wbrew obiegowym
opiniom, kraje skandynawskie zajmują czołowe miejsca, jeżeli chodzi o
konkurencyjność i potencjał innowacyjny ich gospodarek. Świetny przykład
stanowi tutaj Finlandia, która jest najbardziej rozwiniętym technologicznie
krajem świata. Przy czym dzieje się tak nie pomimo znacznego udziału państwa
w sterowaniu gospodarką, ale dzięki niemu. Finlandia osiągnęła bowiem tak
wysoki poziom rozwoju między innymi dzięki w całości bezpłatnemu, prawie w
100 proc. państwowem
Obserwuj wątek
    • Gość: felusiak Towarzysz zerznal z Trybuny Ludu IP: *.nyc.rr.com 30.01.05, 00:13
      www.trybuna.com.pl/n_index.php?sel=impuls&num=10&code=2004111002
      Rzecz jasna, ze pan Szmulewicz napisal cala beczke aresztantow przepleciona
      ignorancja, podpierajac sie metnymi statystykami. Artykul ma na celu wykazanie
      jak ZLE jest w USA i to zapewne zwrocilo uwage towarzysza VC, ktorego glownym
      zajeciem jest wyszukiwanie watpliwych tekstow krytykujacych USA. Takie ma hobby.

      Zaczne od tego, ze wskaznik ubostwa w USA jest wrecz smiechu warty.
      Oto ustakono przy biurku w Washingtonie, zw graniaca ubostwa dla czteroosobowej
      rodziny wynosi okolo 19 tysiecy dolarow rocznie. Kto ma mniej ten nedzarz.
      Czyzby?
      Pan Szmulewicz podobnie jak biurokraci z Waszyngtonskich gabinetow nie
      dostrzega, ze USA jest regionalnie zroznicowane pod wzgledem dochodow i kosztow
      utrzymania. I tak w Houston, TX za 18 tys. dol rocznie zyje sie tak jak w Nowym
      Jorku za 36 tys. W San Francisco potrzeba prawie 40 tys. dol.
      Rodzina z dochodem. W Albany, ktore jest stolica stanu Nowy Jork zyje sie tak
      jak w Houston. W granicach jednego stanu istnieja ogromne zroznicowania.
      Otoz 18000 w Albany rowne jest 36000 w New York City. W Buffalo trzeba jedynie
      17000.
      Rzecz w tym, ze rodzina w NYC z dochodem 36000 rocznie nie jest uboga. Zyje
      skromnie ale nie w nedzy. I tak w poczet biednych zaliczani sa ludzie, ktorzy
      faktycznie biedni nie sa, a nie sa zaliczani ludzie z dochodami ponad 19000,
      ktorzy klepia biede. Ktos powie, ze to sie wyrownuje. To po cholere robic
      zestawienia nie majace nic wspolnego z rzeczywistoscia.
      Te rzeczywistosc dostrzegaja jednak agencje rzadowe w siatce plac.
      Obowiazuje jednolita siatka plac ale zaleznie od regionu wyplacana stawka jest
      rozna. Przykladowo listonosz zaliczany do G 12 dostaje w San Francisco 35000
      rocznie ale kiedy przeniesie sie do Houston to w tej samej grupie G 11 dostanie
      jedynie 20000. Mozna powiedziec, ze obcieto mu pobory. Czy na pewno?

      Pan Szmulewicz jak przystalo na utopijnego socjaliste gloryfikuje wysokosc
      wydatkow socjalnych s Skandynawii i wzrost podatkow tamze przypisujac to
      celowemu dzialaniu rzadow. Nic bardziej klamliwego. Rzady zostaly zmuszone do
      podniesienia podatkow aby sprostac rosnacym kosztom panstwa opiekunczego. Pan
      Szmulewicz nie napisal, ze Skandynawia rozpaczliwie poszukuje sposobow odejscia
      od obecnego modelu. Poprostu w efekcie trzeba bedzie wprowadzic 100% podatek na
      pokrycie zobowiazan. Opiekuncze panstwa Europy szybkimi krokami zblizaja sie do
      krawedzi przepasci.
      • komentator Felusiak nie zapominaj 30.01.05, 09:41
        Gość portalu: felusiak napisał(a):

        > pokrycie zobowiazan. Opiekuncze panstwa Europy szybkimi krokami zblizaja sie
        > do krawedzi przepasci.

        Dodaj do tego felus ze USA juz sa nad krawedzia przepasci i robia duzy krok
        naprzod. Ekonomia USA jedzie na deficytach w lacznym wymiarze 10% PKB.

        Natomiast opiekuncze panstwa Europy z wielkimi trudnosciami ale daza do
        zrownowazenia swoich ekonomii. Zmusza je do tego obecnosc w Unii Europpejskiej
        gdzie jest zasada ograniczania deficytow budzetowych a i tak kraje te maja
        zwykle duze nadwyzki w bilansie handlowym.
    • Gość: JOrl Re: Mit liberalizmu IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.05, 13:19
      Po prostu w Polsce w 1989r, za raczej niewiedza ludzi wprowadzono gospodarke na
      sciezke montowni im. Balcerowicza. Czyli likwidacje wlasnego przemyslu a w
      zamian za to danie ludzi i terenu do budowy zakladow poprzez firmy z Zachodu. W
      ramach globalizacji.
      Aby ten system utrzymac nalezy w Polsce utrzymywac duze bezrobocie, bo tylko w
      ten spodob te montownie im. Balcerowicza znajda ludzi do "chinskiej" harowy.
      W przeciwnym przypadku, przy zlikwidowaniu wlasnego przemyslu, nie byloby juz
      nic.
      A Polska musi konkurowac z 2 (co najmniej) miliardami podobnych na Swiecie.
      Teraz pomaranczowi przygotowywuja na (zachodniej) Ukrainie miejsce dla montowni
      im Jusczczenki. I fabryki zachodnie tez i z Polski beda sie tam przenosic.
      Jezeli bedzie w Polsce droga energia. I inne surowce jak np. drzewo.
      A wiec pensje w montowniach im Balcerowicza beda musialy isc w dol aby jakos je
      zatrzymac.
      Pozdrowienia
    • Gość: felusiak Puste pokrzykiwania komentatora i kagana IP: *.nyc.rr.com 31.01.05, 22:53
      Tak sie sklada, ze EU w handlu zagranicznym notuje deficyt. Za pierwsze trzy
      kwartaly 2004 wyniosl 8.5 mld euro.
      Najwyzsze ujemne saldo obrotow UE notuje z Chinami (-62.7), Rosja (-28.2),
      Japonia (-25.4) i Norwegia (-20.5).
      epp.eurostat.cec.eu.int/pls/portal/docs/PAGE/PGP_PRD_CAT_PREREL/PGE_CAT_PREREL_YEAR_2005/PGE_CAT_PREREL_YEAR_2005_MONTH_01/6-20012005-EN-BP.PDF
      Deficyt budzetu w krajach Unii to nie nowosc. Siega okolo 200 mld euro dla 15.
      Niemcy 75 mld euro, Francja 45 mld euro, Wlochy 31 mld, UK 21 mld.
      europa.eu.int/comm/eurostat/newcronos/reference/sdds/en/gov/mainagr_publexp_taxes_add02_gengov_exp.pdf
      A jesli chodzi o zadluzenie rzadu czyli dlug publiczny to wynosi on w EU 65% GDP
      dla Belgii jest to 107%, Grecji 102% i Wloch 110% GDP.
      Niemcy i Francja okolo 60%, W. Brytania 40%, Szwecja i Hiszpania 55% GDP.
      europa.eu.int/comm/eurostat/newcronos/reference/sdds/en/gov/gengovt_add04_struct_govt_debt.pdf
      Mili panowie "experci" prosze zapoznac sie z dostepnymi statystykami
      zanim napiszecie stek bzdur.


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka