O pogladach MBS'a

IP: *.dip.t-dialin.net 02.01.03, 17:48
No MBS, kolej i na Ciebie. Dochod narodowy. Podajesz ladne liczby Np USA
$36200 , Niemcy $23400 na statystyczny leb. Przytoczyles takie liczby i
usiadles sobie wygodnie w fotelu, prawda? Nie, kolego, trzeba troche
dokladniej w taka materie wniknac. Najpierw formalnie. Mysle, ze zauwazyles,
sa te dane w $$$$$$$. Jak zapewne wiesz, jeszcze nie caly swiat posluguje sie
$$$$$$. Chociaz naprodukowaliscie ich tak duzo, ze prawie tak by moglo byc. W
Niemczech jest Euro. Zgodzisz sie ze mna, ze z Euro ten ktos, ktorego dane
przytaczasz, przeliczal niemiecki dochod narodowy na $$$$$$$. A zastanowiles
sie chociazby ulamek sekundy po jakim kursie to zrobil? Nie bardzo wiem ja to
tez. Ale jak te dane sa np. z 2001 roku (czyli ostatniego kompletnego (bo
zapewne nie podajesz jakis starych, a ja nie zamierzam sprawdzac) byl wtedy
np. 1E=0,9$$$$$, prawda? Wiec troche pocwiczymy liczby. Niemieckie
23400/0,9=26000Euro. A teraz dalej. Stoimy przed problemem. Ile $$$$$ jest
warte 1Euro? W tej chwili gdzies 1,04$. Ale tak naprawde powinno byc 1E= 1,4
$$$. Albo byc jeszcze wiecej warte. Dlaczego tak twierdze? Jak wiesz USA ma
rocznie ogromny deficyt handlowy. Na 500 mild $. Co to znaczy? W gospodarce
rynkowej musialoby sie zawsze samoistnie tak regulowac stosunek walut, ze
bilanse handlowe krajow powinny byc +-0. Chyba to rozumiesz. Jesli chodzi o
Niemcy tak bylo w okolicy 1994r i wlasnie wtedy byloby to 1Euro = 1,4$$$$.
Dlaczego $$$$$$ jest tak przeartosciowany to inne zagadnienie, ktorego w tym
poscie nie bede poruszal (w moim watku do komentatora troche o tym
opowiedzialem), ale tak jest. No to spowrotem do naszej matematyki. 26000E*1,4
$/E = 36400$!!!!.
W tym momencie dochod narodowy Niemiec, sam widzisz, przekroczyl nawet ten
Amerykanski!! zadziwiajace, prawda? I to musze Ci powiedziec, ze w Niemczech
mamy na utrzymaniu "spadek" po NRD. Dajacy malo dochodu, ale jest
rownouprawnienie, i tamty lby bierzemy do liczenia PKB/leb 1:1. Takie fory
jak sie np. gra w szachy daje sie slabszemu. Np gra sie bez gonca, czy czegos
tam podobnego.
To z tym dochodem per capita mielibysmy. Ale ja jestem upier...liwy. Jak sie
te dochody narodowe poszczegolnych krajow porownuje, jest zadzwiajace, jak
np. taka Rosja ma go tak malo, a ludzie tam jakos zyja, nawet na wodke ich
stac, i w TV mozna zobaczyc jak to przez Plac Czerwony przemknie od czasu do
czasu jakis samochod. Wiec maly przyklad z jazda metro. Np. w Rosji kosztuje
jedna jazda w rublach tak, ze w Euro jest to gdzies 0,13. W Polsce taka jazda
gdzies 0,5 Euro. W Niemczech gdzies 2 Euro. I takie wlasnie sumy sa dodawane
do dochodu narodowego danego kraju. W Rosji malutka, w Polsce juz dosyc
spora, no na prawdziwym Zachodzie to dopiero!! Nie wydaje sie ze wtedy
porownywanie takie dokladne dochodow narodowach niewiele mowi o poziomie
zycia narodu? Dlatego w ONZ juz dawno, za pomoca specjalnych przelicznikow,
oblicza sie cos na ksztalt dochodu narodowoge uwzgledniajace te sprawy. I
wtedy nastepuja ogromne przetasowania! Zgodzisz sie chyba, prawda?
Tak nawiasem mowiac w Polsce tez, na wskutek zawyzonego np. 2 razy (albo i
wiecej) kursu zl, dochod narodowy wyglada nad podziw ladnie. Ale jeszcze
bardziej oszukany jak w USA.
Moze jeszcze jedna sprawa. Opowiadasz w swoich watkach o takim blyskawicznym
(w % liczac) przyroscie PKB w USA od wielu juz lat. A zastanowiles sie, ze
wtedy wlasnie tez nastepowal gwaltowny (w %) przyrost mieszkancow USA? A w
np. EU nie? Przeciez jakby przy paroprocentowym przyroscie ludnosci w Stanach
nie bylo przyrostu PKB, to na leb bylby spadek!
To narazie, w twoich licznych postach z ostatnich dni znalazlem
wiecej "kwiatkow". Moze sie do nich ustosukuje, bo naprawde trzeba. Ale na
dzisiaj starczy.
Pozdrowienia
    • Gość: rybb Re: O pogladach MBS'a IP: *.konin.sdi.tpnet.pl 02.01.03, 20:04
      Gość portalu: JOrl napisał(a):

      > No MBS, kolej i na Ciebie. Dochod narodowy. Podajesz ladne liczby Np USA
      > $36200 , Niemcy $23400 na statystyczny leb. Przytoczyles takie liczby i
      > usiadles sobie wygodnie w fotelu, prawda? Nie, kolego, trzeba troche
      > dokladniej w taka materie wniknac. Najpierw formalnie. Mysle, ze zauwazyles,
      > sa te dane w $$$$$$$. Jak zapewne wiesz, jeszcze nie caly swiat posluguje sie
      > $$$$$$. Chociaz naprodukowaliscie ich tak duzo, ze prawie tak by moglo byc. W
      > Niemczech jest Euro. Zgodzisz sie ze mna, ze z Euro ten ktos, ktorego dane
      > przytaczasz, przeliczal niemiecki dochod narodowy na $$$$$$$. A zastanowiles
      > sie chociazby ulamek sekundy po jakim kursie to zrobil? Nie bardzo wiem ja to
      > tez. Ale jak te dane sa np. z 2001 roku (czyli ostatniego kompletnego (bo
      > zapewne nie podajesz jakis starych, a ja nie zamierzam sprawdzac) byl wtedy
      > np. 1E=0,9$$$$$, prawda? Wiec troche pocwiczymy liczby. Niemieckie
      > 23400/0,9=26000Euro. A teraz dalej. Stoimy przed problemem. Ile $$$$$ jest
      > warte 1Euro? W tej chwili gdzies 1,04$. Ale tak naprawde powinno byc 1E= 1,4
      > $$$. Albo byc jeszcze wiecej warte. Dlaczego tak twierdze? Jak wiesz USA ma
      > rocznie ogromny deficyt handlowy. Na 500 mild $. Co to znaczy? W gospodarce
      > rynkowej musialoby sie zawsze samoistnie tak regulowac stosunek walut, ze
      > bilanse handlowe krajow powinny byc +-0. Chyba to rozumiesz. Jesli chodzi o
      > Niemcy tak bylo w okolicy 1994r i wlasnie wtedy byloby to 1Euro = 1,4$$$$.
      > Dlaczego $$$$$$ jest tak przeartosciowany to inne zagadnienie, ktorego w tym
      > poscie nie bede poruszal (w moim watku do komentatora troche o tym
      > opowiedzialem), ale tak jest. No to spowrotem do naszej matematyki. 26000E*1,4
      > $/E = 36400$!!!!.
      > W tym momencie dochod narodowy Niemiec, sam widzisz, przekroczyl nawet ten
      > Amerykanski!! zadziwiajace, prawda? I to musze Ci powiedziec, ze w Niemczech
      > mamy na utrzymaniu "spadek" po NRD. Dajacy malo dochodu, ale jest
      > rownouprawnienie, i tamty lby bierzemy do liczenia PKB/leb 1:1. Takie fory
      > jak sie np. gra w szachy daje sie slabszemu. Np gra sie bez gonca, czy czegos
      > tam podobnego.
      > To z tym dochodem per capita mielibysmy. Ale ja jestem upier...liwy. Jak sie
      > te dochody narodowe poszczegolnych krajow porownuje, jest zadzwiajace, jak
      > np. taka Rosja ma go tak malo, a ludzie tam jakos zyja, nawet na wodke ich
      > stac, i w TV mozna zobaczyc jak to przez Plac Czerwony przemknie od czasu do
      > czasu jakis samochod. Wiec maly przyklad z jazda metro. Np. w Rosji kosztuje
      > jedna jazda w rublach tak, ze w Euro jest to gdzies 0,13. W Polsce taka jazda
      > gdzies 0,5 Euro. W Niemczech gdzies 2 Euro. I takie wlasnie sumy sa dodawane
      > do dochodu narodowego danego kraju. W Rosji malutka, w Polsce juz dosyc
      > spora, no na prawdziwym Zachodzie to dopiero!! Nie wydaje sie ze wtedy
      > porownywanie takie dokladne dochodow narodowach niewiele mowi o poziomie
      > zycia narodu? Dlatego w ONZ juz dawno, za pomoca specjalnych przelicznikow,
      > oblicza sie cos na ksztalt dochodu narodowoge uwzgledniajace te sprawy. I
      > wtedy nastepuja ogromne przetasowania! Zgodzisz sie chyba, prawda?
      > Tak nawiasem mowiac w Polsce tez, na wskutek zawyzonego np. 2 razy (albo i
      > wiecej) kursu zl, dochod narodowy wyglada nad podziw ladnie. Ale jeszcze
      > bardziej oszukany jak w USA.
      > Moze jeszcze jedna sprawa. Opowiadasz w swoich watkach o takim blyskawicznym
      > (w % liczac) przyroscie PKB w USA od wielu juz lat. A zastanowiles sie, ze
      > wtedy wlasnie tez nastepowal gwaltowny (w %) przyrost mieszkancow USA? A w
      > np. EU nie? Przeciez jakby przy paroprocentowym przyroscie ludnosci w Stanach
      > nie bylo przyrostu PKB, to na leb bylby spadek!
      > To narazie, w twoich licznych postach z ostatnich dni znalazlem
      > wiecej "kwiatkow". Moze sie do nich ustosukuje, bo naprawde trzeba. Ale na
      > dzisiaj starczy.
      > Pozdrowienia

      uwaga od przyjaciela... ostatnio przyjelo sie, ze PKB podaje sie w dolarach, a
      PKB na mieszkancach na podstawie sily nabywczej ludnosci. Niemcy owszem maja
      cos okolo 26000 dolarow na lebka, z czym w NRD okolo 19000 a w starym RFN okolo
      30000. wiec przecietnie bogatsza jest niewatpliwie Ameryka, z tym ze
      nierownomiernosc rozlozenia dochodow w USA jest duzo wieksza. mialem okazje
      zwiedzic dzielnice latynoskie w Kalifornii, murzynskie w Houston i Luizjanie
      czy slawetne El Paso. Gorzej niz w NRD.
    • komentator Lepiej poduczyc sie troche niz kompromitowac 02.01.03, 21:47

      Wywody JOrl'a sa oczywiscie kompletnie bez sensu:

      Dochod narodowy czyli GDP jest w statystyce dla umozliwienia porownan
      SKORYGOWANY przez PPP czyli wskaznik Purchasing Power Parity ktory
      uwzglednia wartosc sily nabywczej. Nominalny dochod narodowy jest
      w krajach europejskich wyzszy, po korekcji spada. Wynika to wyzszych
      cen. W Polsce dochod jest nizszy ale rosnie po korekcji bo ceny sa nizsze.

      Warto jednak zauwazyc ze GDP nie bierze pod uwage skad biora sie dochody
      ekonomii. W szczegolnosci nie bierze pod uwage deficytu bilansu platniczgo,
      deficytu finansow publicznych i stopnia zadluzenia calej ekonomii.

      Jezeli rzad jakiegos kraju zaciaga duze pozyczki na budzet to oczywiscie
      przyczyniaja sie one do wzrostu sprzedazy towarow i uslug i podwyzszaja
      tym samym GDP. To jest OK dopoki tych pozyczek nie trzeba bedzie splacac.



    • Gość: JOrl O liczeniu dochodow narodowych itp IP: *.dip.t-dialin.net 05.01.03, 13:23
      Dziekuje za uwagi dotyczace sposobow liczenia dochodu narodowego brutto. W moim
      poscie sie oparlem, jesli chodzi o liczby na danych MBS'a. On podal dla Niemiec
      $23400 na glowe. To wzielem jako podstawe do moich obliczen. Jako ze dostalem
      posty mowiace o jakis korygowaniu tych wskaznikow, (kometatorskie tajemnicze
      PPP) postanowilem troche dokladniej to zbadac. Bo faktycznie, zawsze uwazalem i
      uwazam ekonomistow za ludzi dla ktorych 2+2 moze byc 3, czsem 5 albo i na
      zyczenie 3,1415.. . W zwiazku z tym poszukalem w Internecie, co podaje moj pan
      kierownik, czyli kanzlerz i jego urzad statystyczny. I tam znalazlem taka
      tabele z dochodem narodowym brutto od 1960 do 2001r. Jak oczywiscie
      przypuszczalem (to napisalem w moim poprzednim poscie juz tez) w Niemczech
      liczono w DM a ostatnio w Euro. I tam te dane sa podane za 2001 naturalnie w
      Euro. I stoi taka liczba 2.055.790 milionow Euro. Dalej poszukalem ilu ze mna w
      Niemczech mieszkalo w tym 2001 r i znalazlem, zgodnie z oczekiwaniem 82,2
      miliony ludzi. I oni, wspolnymi silami ten dochod narodowy wytworzyli. Ja tez
      naturalnie sie w miare moich skromnych mozliwosci do tego przylozylem. Po
      wydzieleniu tych dwoch liczb uzyskalem prawie dokladnie 25000 Euro. Ja nie
      uzylem tutaj zadnych tajemniczych, komentatorskich wspolczynnikow PPP, tylko
      kalkulator i jedno dzielenie. No i dane od mojego kanzlerza.
      I teraz wracajac do mojego rozumowanie z poprzedniego postu, przeliczam teraz
      to na $$$$$$. Ile w $$$$$ jest warte Euro???. W poprzednim poscie przyjalem
      1Euro= 1,4$ i dalej tak uwazam (uzasadnienie tamze). I wychodzi mi, praktycznie
      tak jak poprzednio, 35000$ na leb. Niemiecki.
      No i teraz pytanie do MBSa, skad Ty wytrzasneles dla Niemiec te Twoje 23400$
      BSP w Niemczec?
      A teraz zajme sie dalej tym BSP w USA. To jest tez ciekawe zagadnienie. Zreszta
      juz przezemnie opisywane. Ale jeszcze raz. Wiec od kilku lat wymyslono w USA
      nowa metode obliczanie BSP (to jest skrot niemiecki, dla mnie skrot angielski
      jest tak samo obrzydliwy, jak moze dla kogos ten niemiecki, dlatego bede
      niemiecki uzywal). Wykabinowano na poczatku 90 lat, ze np jezeli w nastepnym
      roku jakis produkt jest poprawiony, ale cena np. pozostala, to dochod narodowy
      sie w "starej" metodzie liczenia by nie zmienil, ale w nowej metodzie do
      dochodu wchodzie nie jego cena, a troche wiecej. To troche wiecej jest przez to
      wasze Biuro do Oszustw Statystycznych (chcialem powiedziec oczywiscie
      Amerykanski Urzad Statystyczny) ustalane. Najlepsze wzrosty sa osiagane w
      dziedzine komputerowej, bo PC z roku na rok sa coraz szybsze, przy praktycznie
      nie zmienionej cenie jak tez software, np. gry komputerowe, w ktorych USA jest
      naturalnie potega, maja tez ogromny przyrost do dochodu narodowego, przy
      stalych cenach. Mozna sobie wyobrazic jak wymiana 2D Rambos na 3D w grach
      spowodowala przyrost BSP, prawda?
      W ten sposob np ostatnio w jednym Q w USA sprzedano komuterowych towarow za 77
      mild$ a do dochodu wliczono 300! To znaczy ze z tych kombinacji dolozono w USA
      za tylko jeden Q ok 2% przyrostu narodowego. To powoduje, ze przez ta kreatywna
      ksiegowosc w liczeniu BSP w USA jest "poprawiany" o 9% punkt. rocznie! A ze tak
      nie jest, wiec tak naprawde ciagle spada!
      Jak widac, nic dziwnego, ze ludziom w USA (tym biedniejszym naturalnie) idzie
      coraz bardziej biednie, ale w TV pokazuja im rozwoj dochodu narodowego i oni
      mysla, ze tylko oni sa takie niedorajdy zyciowe. Tez nasi kochani Amis jak MBS
      i inne MACIEJE maja podobne wrazenie. Za duzo TV?
      Dlatego tez USA ciagle kombinuje, aby sprowadzic wiecej towarow jak
      wyexportowac. Juz od lat prawie 500 mild$/rok. Aby biedacy w Stanach nie byli
      az tak szybko coraz biedniejsi. Bo jednoczesnie nastepuje tam przesuwanie sie z
      tego malejacego dochodu narodowego do tych, w sumie nielicznych, coraz
      bogatszych.
      Niestety, w Niemczech, od lipca 2002 zaczeto obliczac dochod narodowy na tych
      samych zasadach jak w USA.Dla poprawianie statystyk. Co prawda, struktura
      produkcji w Niemczech (duzo mniejszy udzial tych dziedzin jak komputery czy
      software) nie umozliwi takich pieknych poprawek BSP jak w USA. Ale zawsze
      troche. Tez dzieki temu da sie ludziom wmawiac, ze ich odczucie, ze maja mniej
      w kieszeni, to nieprawda. Bo amerykanizacja w podziale dochodu narodowego,
      czyli wiecej dla bogatszych jest tu tez.
      A coz, komuna zostala rozwalona i teraz hulaj dusza, piekla niema. Albo
      wedlug "teraz q..wa MY"!.

      A teraz komentatorze. Jestes dla mnie naprawde ekarbnica wiedzy o Polsce! Twoje
      slowa:
      >Dochod narodowy czyli GDP jest w statystyce dla umozliwienia porownan
      >SKORYGOWANY przez PPP czyli wskaznik Purchasing Power Parity ktory
      >uwzglednia wartosc sily nabywczej. Nominalny dochod narodowy jest
      >w krajach europejskich wyzszy, po korekcji spada. Wynika to wyzszych
      >cen. W Polsce dochod jest nizszy ale rosnie po korekcji bo ceny sa nizsze.
      Zawsze podejrzewalem, ze liczbowo w Polsce sie tez szachruje z dochodem
      narodowym. I Ty akurat mi to potwierdziles. Ze sie koryguje. W GORE!
      I jak widzisz, drogi komentatorze, mimo, ze zawsze chetny jestem sie poduczac,
      tym razem mialem racje. O BSP.
      I jeszcze jedno. Akurat ostatnio mialem okazje rozmawiac z Francuzami
      mieszkajacymi w poblizu granicy i niemieckiej i szwajcarskiej. I wedlug nich
      najbardziej sie oplaca pracowac w Szwajcarji, ale mieszkac we Francji. Bo
      zarobki w Szwajcarii sa wyzsze jak we Francji, ale ceny tez. Dla Francuza tez
      oplaca sie pracowac w Niemczech, ale tez zyc we Francji. W takiej kolejnosci sa
      tez dochody narodowe tych krajow. Ale jak sie pracuje gdzie i mieszka to
      poziomu zycia tak naprawde nie roznia sie za bardzo, a napewno nie
      proporcjonalnie do dochodow narodowych krajow.
      Pozdrowienia
      • Gość: nyc Re: O liczeniu dochodow narodowych itp IP: *.ipt.aol.com 05.01.03, 23:48
        Jerzy Orlowski? Sluchaj, wszyscy tu widza, ze masz kompleks USA, moze rzeczywiscie wyemigrowales do niewlasciwego kraju a i zawodowo nie bardzo ci sie wiedzie chyba bo bys tak nie lal wody i nie bluzgal. Wszystkiego najlepszego jednak zycze w nowym roku i zamiast porownywac wskazniki ekonomiczne tu i tam to znajdz sobie lepsza prace to od razu ci sie poprawi humor.
      • Gość: Zbigniew O liczeniu dochodow narodowych -głos z sejmu. IP: *.kra.cdp.pl / *.magic-net.pl 08.01.03, 13:15
        W temacie metodyki obliczania PKB przytoczę głos z sejmu w czasie uchwalania
        ustawy o liczeniu PKB :

        "3 kadencja, 79 posiedzenie, 2 dzień (24.05.2000)
        13 punkt porządku dziennego:
        Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o sposobie obliczania wartości
        rocznego produktu krajowego brutto (druk nr 1879).
        Poseł Janina Kraus:
        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Problem, który stoi przed nami w dzisiejszej
        debacie, ma charakter paradoksalny. Z równym bowiem powodzeniem można dowodzić,
        że jest bardzo prosty i że jest niezwykle złożony. Za jego prostotą przemawia
        fakt, że konieczność uchwalenia ustawy wynika wprost z postanowienia art. 216
        ust. 5 konstytucji, w myśl którego sposób obliczania wartości rocznego produktu
        krajowego brutto określa ustawa. Jednak sama ustawa zawiera zaledwie siedem
        artykułów, z których naprawdę istotny jest tylko ten, który upoważnia Radę
        Ministrów do określenia szczegółowej metodologii dokonywania tego rodzaju
        obliczeń. Przy czym, formalnie rzecz biorąc, na zasadzie paradoksu, dodatkowymi
        czynnikami upraszczającymi i poniekąd ułatwiającymi zadania posłów są dwie
        dodatkowe okoliczności.
        Po pierwsze, obliczanie wartości PKB jest zadaniem nie tylko
        skomplikowanym, ale także bardzo specyficznym, tak dalece odległym od procesów
        legislacyjnych, że posługuje się ­ jak to zostało ujęte w uzasadnieniu do
        ustawy ­ klasyfikacjami, kategoriami i pojęciami oraz ich definicjami odmiennymi
        od definicji tożsamych pojęć występujących w aktach prawnych. Stąd pole do
        popisu dla posłów jest z góry ograniczone.
        Po drugie, ustawa w gruncie rzeczy dotyczy bezpośrednio nie tyle sposobu
        obliczania wartości PKB, ile sposobu stosowania w tym względzie przez Radę
        Ministrów zasad ustalanych suwerennie, a równocześnie wiążąco dla Polski, przez
        Unię Europejską. Biorąc pod uwagę zawarte w Układzie Europejskim i w innych
        umowach międzynarodowych zobowiązania Polski do dostosowywania prawodawstwa
        krajowego do ustawodawstwa unijnego i prawa międzynarodowego, w przypadku
        dyskutowanego dziś projektu ustawy Sejm w zasadzie ma w sprawie tego projektu
        mniej do powiedzenia niż Komitet Integracji Europejskiej oraz przedstawiciele
        rządu negocjujący warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.
        Tyle o pozornej prostocie i ustawy, i związanych z jej przyjęciem zadań
        posłów. W tym ujęciu pole do dyskusji jest mocno ograniczone, ale cała ta
        sprawa wyglądać może zupełnie inaczej, jeśli w dyskusji nad przedłożonym przez
        rząd projektem ustawy weźmie się pod uwagę, po pierwsze, znaczenie, jakie
        rocznej wartości produktu krajowego brutto w polityce gospodarczej, finansowej,
        w tym budżetowej państwa, nadała konstytucja; po drugie, rolę i zadania, które
        mają do spełnienia ustawy oraz posłowie w świetle składanych przez nich
        ślubowań; oraz, po trzecie, jeśli bardziej szczegółowo przeanalizuje się
        założenia, na których oparta ma być ­ a właściwie już w jakimś stopniu jest
        oparta ­ szczegółowa metodologia obliczania PKB.
        Jeśli na projekt ustawy spojrzy się z uwzględnieniem takiej perspektywy, to
        problemy związane z jej uchwaleniem okazują nader złożone, a zadania posłów
        trudne i kłopotliwe. Wiąże się to z szeregiem pojawiających się przy
        zastosowaniu takiego podejścia wątpliwości i zastrzeżeń związanych z:

        - szerokim zakresem przekazywanych przez Sejm w omawianej ustawie swoich
        uprawnień ustawodawczych Radzie Ministrów,

        - samoograniczaniem przez Sejm swojej suwerenności ustawodawczej przez
        realizowanie założeń legislacyjnych ustalanych przez organizacje i organy
        międzynarodowe,

        - zaliczaniem do działalności produkcyjnej również nielegalnych form tej
        działalności, zwanych szarą strefą, oraz związaną z tym pewną elastycznością
        wartości PKB,

        - zbyt długimi w naszym przekonaniu terminami ogłaszania wartości PKB.

        Z braku czasu ograniczę się tylko do zasygnalizowania kilku najbardziej
        istotnych kwestii z wyżej wymienionych dziedzin. Oto one:

        Dyskutowana ustawa stwarza w gruncie rzeczy tylko pozory nadania sposobowi
        obliczania rocznej wartości PKB rangi ustawowej, ponieważ do opracowania
        szczegółowej metodologii dokonywania wyżej wymienionych obliczeń upoważnia Radę
        Ministrów. Dopiero zaś ta metodologia zawiera rozwiązania budzące u posłów
        Konfederacji Polski Niepodległej ­ Ojczyzna i koła Polskiej Racji Stanu
        poważniejsze zastrzeżenia.

        Równocześnie ustawa o sposobie obliczania wartości PKB może być
        potraktowana, jak to już powiedziałam, jako szczególny przypadek
        samoograniczania przez Sejm suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej przez
        przekazywanie międzynarodowym organizacjom kompetencji polskich organów władzy
        państwowej niejako tylnymi drzwiami. Włączanie do wartości PKB dochodów z
        szarej strefy stanowi jakąś formę nobilitacji nielegalnej działalności
        gospodarczej i urzędowego uznania jej społecznej użyteczności. Stąd już tylko
        krok do wniosku, że szara, a być może i czarna strefa gospodarcza są ważnymi
        dźwigniami rozwoju gospodarczego. (Oklaski) Przy takiej ideologii rządzenia
        trudno o autentyczny zapał do zwalczania korupcji, reketierstwa, procederu
        prania brudnych pieniędzy, obsługi przez skarb państwa i Narodowy Bank Polski
        międzynarodowych kapitałów spekulacyjnych oraz spekulacji giełdowych i
        kursowych, transferu kapitałów za granicę, oszustw podatkowych, celowego
        doprowadzania firm do upadłości, sprzedawania po zaniżonej cenie własności
        państwowej i społecznej, zawierania niekorzystnych dla skarbu państwa
        kontraktów w ramach zamówień publicznych itd.
        Taka swoista liberalizacja rachunków narodowych ma jednak też i inną, dużo
        bardziej konkretną, ale niemniej negatywną stronę. Czyni ona mianowicie wartość
        PKB wartością niemalże iluzoryczną, bo w zasadzie można ją kształtować na tyle
        elastycznie, że właściwie dowolnie. Każda zmiana zasad dotyczących oceniania,
        szacowania wielkości nielegalnej gospodarki i uwzględniania jej dochodów w
        ogólnej wartości PKB może więc w istotny sposób polepszać lub pogarszać obraz
        sytuacji gospodarczej Polski. Rząd może więc mieć powody, aby, mając w zasadzie
        wolną rękę w ustalaniu szczegółowej metodologii obliczania rocznej wartości
        PKB, dokonywać zmian sposobów szacowania dochodów szarej strefy, dokonywać
        niekontrolowanych przez Sejm takich zmian w tym zakresie, jakie będą dla jego
        doraźnych celów dogodne.
        Warto w związku z tym zwrócić uwagę na wyjaśnienia Najwyższej Izby
        Kontroli, zawarte w dokumencie pt. ˝Analiza wykonania budżetu państwa i założeń
        polityki pieniężnej w 1998 r.˝ ­ cytuję: ˝Prezentowane dotychczas przez GUS dane
        dotyczące produktu krajowego brutto uległy zmianie na skutek opracowania
        zrewidowanej wersji rachunków narodowych za 1995 r. i lata następne,
        uwzględniającej w szerszym niż dotychczas zakresie doszacowania działalności w
        szarej strefie˝. Według szacunku GUS z 12 maja 1999 r. PKB w 1998 r. wyniósł
        551,1 mld zł (pierwotnie 550,4 mld). Dziś wszystkie te problemy uległy
        znacznemu wyostrzeniu w związku z tym, że w przeszłości, do czasu wejścia w
        życie obowiązującej obecnie konstytucji, wartość PKB i innych składających się
        na nią elementów były wielkościami statystycznymi. Ilustrowały one zjawiska i
        procesy wchodzące w zakres ekonomii i polityki społeczno-gospodarczej, ale same
        nie były czynnikami aktywnie kształtującymi tę politykę i jej efektywność. Aby
        zapewnić ich obliczaniu maksymalny obiektywizm i rzetelność, opracowanie
        metodologii zbierania i przetwarzania danych oraz ich ogłaszanie powierzono
        Głównemu Urzędowi Statystycznemu, przy założeniu, że będzie on wykorzystywał w
        swojej działalności zalecenia i standardy międzynarodowych organizacji
        (instytucji) statystycznych. W tym stanie rzeczy Sejm ­ nie wnikając w szczegóły
        metodologiczne ­ mógł w tych sprawach wyrażać swoją opinię i stanowisko jedynie
        w formie odpowiednich uchwał czy rezolucji. Teraz jed
        • Gość: Zbigniew Re: O liczeniu dochodow narodowych cd IP: *.kra.cdp.pl / *.magic-net.pl 08.01.03, 13:17
          Tak więc obliczanie PKB ( a tym bardziej według PPP ) przypomina wróżenie z
          fusów.Im większe wydatki rządowe finansowane kredytami zagranicznymi i
          sprzedażą majątku tym większy PKB , im większa ( kto to ustala skoro "szara" ?)
          szara strefa tym większy PKB , im większe zyski firm ( często przez manipulacje
          księgowe ) tym większy PKB - tutaj muszę dodać , że w Niemczech zyski firm są
          zaniżone ksiegowo w stosunku do polskich przepisów ze względu na szeroko
          stosowane tworzenie rezerw bilansowych , im większe transfery od gastarbeiterów
          do danego kraju tym większy PKB ( ale kto to dokładnie wyliczy ? ) , im
          silniejsza waluta tym większy PKB ( tylko jaki kurs walutowy stosować ? ).
          PPP oblicza się poprzez porównanie koszyka dóbr w jednym i drugim kraju.Tylko ,
          że te koszyki są nieporównywalne.Inna jest bowiem struktura wydatków rodziny
          w Niemczech inna w USA , inna u Arabów itd.Dla takiego Niemca znaczące są
          wydatki na piwo ( 160 l/rok ) i ogrzewanie - których u Arabów nie ma itd.
          Tak więc JORl może ma trochę racji , że jednak coś jest w prostej metodzie
          JORla obliczania PKB przez podział PKB przez kurs waluty.
          • Gość: mbs Re: Ile kosztuje koszt utrzymania? IP: *.dyn.optonline.net 08.01.03, 14:27
            Gość portalu: Zbigniew napisał(a):

            > Tak więc obliczanie PKB ( a tym bardziej według PPP ) przypomina wróżenie z
            > fusów.Im większe wydatki rządowe finansowane kredytami zagranicznymi i
            > sprzedażą majątku tym większy PKB , im większa ( kto to ustala
            skoro "szara" ?)
            > szara strefa tym większy PKB , im większe zyski firm ( często przez
            manipulacje
            >
            > księgowe ) tym większy PKB - tutaj muszę dodać , że w Niemczech zyski firm są
            > zaniżone ksiegowo w stosunku do polskich przepisów ze względu na szeroko
            > stosowane tworzenie rezerw bilansowych , im większe transfery od
            gastarbeiterów
            >
            > do danego kraju tym większy PKB ( ale kto to dokładnie wyliczy ? ) , im
            > silniejsza waluta tym większy PKB ( tylko jaki kurs walutowy stosować ? ).
            > PPP oblicza się poprzez porównanie koszyka dóbr w jednym i drugim
            kraju.Tylko ,
            >
            > że te koszyki są nieporównywalne.Inna jest bowiem struktura wydatków rodziny
            > w Niemczech inna w USA , inna u Arabów itd.Dla takiego Niemca znaczące są
            > wydatki na piwo ( 160 l/rok ) i ogrzewanie - których u Arabów nie ma itd.
            > Tak więc JORl może ma trochę racji , że jednak coś jest w prostej metodzie
            > JORla obliczania PKB przez podział PKB przez kurs waluty.

            Ale co ma piwo czy ogrzewanie do PKB? Ostatecznie jak ty wytwarzasz ten PKB nie
            gra roli wiec to czy produkujesz ogrzewanie czy klimatyzacje lub piwo a mleko i
            wegiel lub uklady scalone nie gra roli.

            Jezeli natomiast przeprowadzasz sie z jednego miasta do innego to warto
            sprawdzic ile bedzie kosztowac ciebie utrzymanie takiego samego standardu zycia
            jak poprzednio poniewaz koszt zycia i utrzymania podobnego standardu jest
            dramatycznie rozny nawet w jedne dzielnicy w porownaniu do innej. W wielu
            miejscach na Manhattanie mozesz wydac wiecej za miesieczne oplaty za garaz niz
            zaplacisz za caly dom z kilkoma garazami i basenem kilkadziesiat km poza
            miastem i zreszta nie potrzeba kilkadziesiat km. Ceny mieszkan, garazy etc.
            roznia sie dramatycznie co kilkaset metrow wiec jezeli interesuje cie prestiz
            to niestety musisz placic a jezeli chcesz zaoszczedzic to mozesz wynajac garaz
            pol ulicy dalej za 1/4 ceny.

            Dla przykladu jezeli zarabiasz $100 tys. i mieszkasz w PRZECIETNEJ dzielnicy
            Nowego Jorku to aby utrzymac podobny standard zycia w Moskwie w PRZECIETNEJ
            dzielnicy potrzebujesz $120 tys. kiedy w Beijing w Chinach $111,4000 w
            Szanghaju w Chinach $104,700 ale tylko potrzebujesz $84,700 aby utrzymac
            podobny standard zycia w Los Angeles czy $82,400 w Honolulu. W Genewie
            (Szwajcaria) potrzeba $80,200 kiedy w Tel Avivie $78,200. W Morristown (New
            Jersey) pol godziny poza Nowym Jorkiem to samo utrzymanie kosztuje $76,600, w
            Warszawie jest to $74,600 kiedy w Portland (USA) jest to $67,700. W Paryzu we
            Francji jest to $66,800 a w Lepzig w Niemczech na utrzymanie podobnego
            standardu potrzeba tylko $51,200. W Wellington, Nowej Zealandii na utrzymanie
            podobnego standartu zycia potrzeba $47,500 kiedy w Asuncion, Paraguay potrzeba
            tylko $41,600 a w Johannesburg, w Polodniowej Afryce na to ten sam standard
            potrzeba zaledwie $34,400.

            Te dane zmieniaja sie z roku na rok a czasami z miesiaca na miesiac z uwagi na
            roznice cen walut i tez popularnosc miasta.

            mbs
            • Gość: rybb Re: Ile kosztuje koszt utrzymania? IP: *.sgh.waw.pl 08.01.03, 15:18
              Go?? portalu: mbs napisa?(a):

              > Go?? portalu: Zbigniew napisa?(a):
              >
              > > Tak wi?c obliczanie PKB ( a tym bardziej wed?ug PPP ) przypomina wró?enie
              > z
              > > fusów.Im wi?ksze wydatki rz?dowe finansowane kredytami zagranicznymi i
              > > sprzeda?? maj?tku tym wi?kszy PKB , im wi?ksza ( kto to ustala
              > skoro "szara" ?)
              > > szara strefa tym wi?kszy PKB , im wi?ksze zyski firm ( cz?sto przez
              > manipulacje
              > >
              > > ksi?gowe ) tym wi?kszy PKB - tutaj musz? doda? , ?e w Niemczech zyski firm
              > s?
              > > zani?one ksiegowo w stosunku do polskich przepisów ze wzgl?du na szeroko
              > > stosowane tworzenie rezerw bilansowych , im wi?ksze transfery od
              > gastarbeiterów
              > >
              > > do danego kraju tym wi?kszy PKB ( ale kto to dok?adnie wyliczy ? ) , im
              > > silniejsza waluta tym wi?kszy PKB ( tylko jaki kurs walutowy stosowa? ? ).
              > > PPP oblicza si? poprzez porównanie koszyka dóbr w jednym i drugim
              > kraju.Tylko ,
              > >
              > > ?e te koszyki s? nieporównywalne.Inna jest bowiem struktura wydatków rodzi
              > ny
              > > w Niemczech inna w USA , inna u Arabów itd.Dla takiego Niemca znacz?ce s?
              > > wydatki na piwo ( 160 l/rok ) i ogrzewanie - których u Arabów nie ma itd.
              > > Tak wi?c JORl mo?e ma troch? racji , ?e jednak co? jest w prostej metodzie
              >
              > > JORla obliczania PKB przez podzia? PKB przez kurs waluty.
              >
              > Ale co ma piwo czy ogrzewanie do PKB? Ostatecznie jak ty wytwarzasz ten PKB nie
              >
              > gra roli wiec to czy produkujesz ogrzewanie czy klimatyzacje lub piwo a mleko i
              >
              > wegiel lub uklady scalone nie gra roli.
              ma role, mbs, bo zeby obliczyc PKB w PPP to trzeba wybrac koszyk dobr, zeby moc porownac ceny. jest to nieslychanie skomplikowana sprawa, kiedy czlowiek bierze sie za porownywanie cen w calym swiecie. jakie produkty wybrac? jaka jest ich waznosc? z reguly np. piwo jest brane do takich rachunkow, bo piwo pija wszedzie. a z ogrzewanie sprawa jest taka, ze dla jednych potrzebnna, dla innych nieprzydatna... z reguly wiec bierze sie cene pradu. co z tego wyniak? ze te minusy wymienione przez Zbigniewa sa zasadne. PKB trzeba w jakichs jednostkach oznaczyc. moglaby to byc waluta wirtualna, ale stosuje sie dolara. oznacza to ze sie przelicza PKB na dolary. ale realna wartosc jednego dolara dla rolnika z Klewek jest rozny od dolara wydanego na maca w Stanach.

              zdziwily mnie bardzo wysokie ceny zycia w Pekinie i Szanghaju. wieszz moze dlaczego jest drozej niz w Nowym Jorku?
              • Gość: rybb Re: Ile kosztuje koszt utrzymania? IP: *.sgh.waw.pl 08.01.03, 15:26
                Go?? portalu: rybb napisa?(a):

                > Go?? portalu: mbs napisa?(a):
                >
                > > Go?? portalu: Zbigniew napisa?(a):
                > >
                > > > Tak wi?c obliczanie PKB ( a tym bardziej wed?ug PPP ) przypomina wró?
                > enie
                > > z
                > > > fusów.Im wi?ksze wydatki rz?dowe finansowane kredytami zagranicznymi
                > i
                > > > sprzeda?? maj?tku tym wi?kszy PKB , im wi?ksza ( kto to ustala
                > > skoro "szara" ?)
                > > > szara strefa tym wi?kszy PKB , im wi?ksze zyski firm ( cz?sto przez
                > > manipulacje
                > > >
                > > > ksi?gowe ) tym wi?kszy PKB - tutaj musz? doda? , ?e w Niemczech zyski
                > firm
                > > s?
                > > > zani?one ksiegowo w stosunku do polskich przepisów ze wzgl?du na szer
                > oko
                > > > stosowane tworzenie rezerw bilansowych , im wi?ksze transfery od
                > > gastarbeiterów
                > > >
                > > > do danego kraju tym wi?kszy PKB ( ale kto to dok?adnie wyliczy ? ) ,
                > im
                > > > silniejsza waluta tym wi?kszy PKB ( tylko jaki kurs walutowy stosowa?
                > ? ).
                > > > PPP oblicza si? poprzez porównanie koszyka dóbr w jednym i drugim
                > > kraju.Tylko ,
                > > >
                > > > ?e te koszyki s? nieporównywalne.Inna jest bowiem struktura wydatków
                > rodzi
                > > ny
                > > > w Niemczech inna w USA , inna u Arabów itd.Dla takiego Niemca znacz?c
                > e s?
                > > > wydatki na piwo ( 160 l/rok ) i ogrzewanie - których u Arabów nie ma
                > itd.
                > > > Tak wi?c JORl mo?e ma troch? racji , ?e jednak co? jest w prostej met
                > odzie
                > >
                > > > JORla obliczania PKB przez podzia? PKB przez kurs waluty.
                > >
                > > Ale co ma piwo czy ogrzewanie do PKB? Ostatecznie jak ty wytwarzasz ten PK
                > B nie
                > >
                > > gra roli wiec to czy produkujesz ogrzewanie czy klimatyzacje lub piwo a ml
                > eko i
                > >
                > > wegiel lub uklady scalone nie gra roli.
                > ma role, mbs, bo zeby obliczyc PKB w PPP to trzeba wybrac koszyk dobr, zeby moc
                > porownac ceny. jest to nieslychanie skomplikowana sprawa, kiedy czlowiek bierz
                > e sie za porownywanie cen w calym swiecie. jakie produkty wybrac? jaka jest ich
                > waznosc? z reguly np. piwo jest brane do takich rachunkow, bo piwo pija wszedz
                > ie. a z ogrzewanie sprawa jest taka, ze dla jednych potrzebnna, dla innych niep
                > rzydatna... z reguly wiec bierze sie cene pradu. co z tego wyniak? ze te minusy
                > wymienione przez Zbigniewa sa zasadne. PKB trzeba w jakichs jednostkach oznacz
                > yc. moglaby to byc waluta wirtualna, ale stosuje sie dolara. oznacza to ze sie
                > przelicza PKB na dolary. ale realna wartosc jednego dolara dla rolnika z Klewek
                > jest rozny od dolara wydanego na maca w Stanach.
                >
                > zdziwily mnie bardzo wysokie ceny zycia w Pekinie i Szanghaju. wieszz moze dlac
                > zego jest drozej niz w Nowym Jorku?

                mala uwaga o poziomie cen w Europie i w USA. przelicznik PPP dla Niemiec jest 0,98, dla Francji 1,04 a dla WKb cos kolo 1,15. Stany oczywiscie jako odnosnik ma przelicznik 1. co znaczy ze poziom cen we wszystkich krajach jest podobny. i twierdzenie ze w Europie jest drozej sa jesli chodzi o ta statystyke bezzasadne.
              • Gość: MBS Re: Ile kosztuje koszt utrzymania? IP: *.dyn.optonline.net 08.01.03, 16:53
                Gość portalu: rybb napisał(a):
                ...
                > ma role, mbs, bo zeby obliczyc PKB w PPP to trzeba wybrac koszyk dobr, zeby
                moc
                > porownac ceny. jest to nieslychanie skomplikowana sprawa, kiedy czlowiek
                bierz
                > e sie za porownywanie cen w calym swiecie. jakie produkty wybrac? jaka jest
                ich
                > waznosc? z reguly np. piwo jest brane do takich rachunkow, bo piwo pija
                wszedz
                > ie. a z ogrzewanie sprawa jest taka, ze dla jednych potrzebnna, dla innych
                niep
                > rzydatna... z reguly wiec bierze sie cene pradu. co z tego wyniak? ze te
                minusy
                > wymienione przez Zbigniewa sa zasadne.

                Komplikujesz sobie zadanie kiedy w rzeczywistosci tutaj nie ma nic
                skomplikowanego. Musisz zauwazyc ze PKB i PKB na glowe to nie jest koniecznie
                to co utrzymanie tego samego standartu zycia w Warszawie, Szanghaju i Hamburgu.
                Wystarczy ze wiesz co jest mierzone. W oblicznaiu czystego PKB i wtedy PKB na
                glowe nie jest wazne ze ktos wytwarza koks a inny piwo i nie jest wazne ze
                jeden potrafi wytworzyc to piwo za polowe ceny innego producenta a sprzedac je
                za dwa razy wiecej.

                Wiekszosc danych ktore znajdziesz w internecie co do kosztow utrzymania zbiera
                sie glownie z mysla dla amerykanow poniewaz jest to stosunkowo latwo obliczalne
                poniewaz dziesiatki tysiecy np. zolnierzy, oficerow i ich rodzin jest wysylanie
                do roznych krajow i poza tym istnieje popyt na tego rodzaju informacje dla
                managerow ktorzy moga byc wysylanie przez firmy do roznych krajow wiec wazne
                jest tutaj prawidlowe wyliczenie kosztow utrzymania do wynegocjowania zarobkow.

                > PKB trzeba w jakichs jednostkach oznacz
                > yc. moglaby to byc waluta wirtualna, ale stosuje sie dolara. oznacza to ze
                sie
                > przelicza PKB na dolary. ale realna wartosc jednego dolara dla rolnika z
                Klewek
                > jest rozny od dolara wydanego na maca w Stanach.

                Stosuje sie dolara poniewaz jest to uniwersalna waluta i kazdy moze sobie
                natychmmiast przeliczyc odpowiednik na swoja walute. Mozesz obliczac w
                wirtualnej walucie ale tez aby przeliczyc na zlotowki czy euro czy dolary wazne
                jest aby ta wirtualna waluta byla latwo przeliczalna tak jak dolar.

                > zdziwily mnie bardzo wysokie ceny zycia w Pekinie i Szanghaju. wieszz moze
                dlac
                > zego jest drozej niz w Nowym Jorku?

                W tych dwoch miastach w Chinach znajduje sie, a jezeli nie to wprowadza sie,
                kazda wieksza i srednia firma z USA i reszty rozwinietego swiata. Z reguly na
                poczatku firmy wprowadzaja sie razem z kadra managerow i doswiadczonych
                pracownikow ktorzy nie pracuja za pol darmo i dopiero kiedy firma czy filia
                danej firmy usamodzielni sie po kilku latach ci wysoko platni pracownicy
                opuszczaja te miasta. Na to wszystko potrzeba rozwinietego budownictwa
                swiatowej klasy i calego zaplecza ktore zapewni tym ludziom porownywalne
                warunki zycia.

                Poza tym kazdy kto ma nieco wiecej pieniedzy w Chinach tez grawituje blizej
                tych miast poniewaz tam sie cos dzieje wiec w stosunkowo krotkim czasie miasta
                lub czesci tych miast rozwinely sie gwaltownie z biedy, dziadowstwa i otwartej
                kanalizacji na przepych i luksus swiatowej klasy.

                mbs
                • Gość: Zbigniew Re: Ile kosztuje koszt utrzymania? IP: *.kra.cdp.pl / *.magic-net.pl 08.01.03, 21:39
                  Gość portalu: MBS napisał(a):
                  > > zdziwily mnie bardzo wysokie ceny zycia w Pekinie i Szanghaju. wieszz moze
                  > dlac
                  > > zego jest drozej niz w Nowym Jorku?
                  > W tych dwoch miastach w Chinach znajduje sie, a jezeli nie to wprowadza sie,
                  > kazda wieksza i srednia firma z USA i reszty rozwinietego swiata. Z reguly na
                  > poczatku firmy wprowadzaja sie razem z kadra managerow i doswiadczonych
                  > pracownikow ktorzy nie pracuja za pol darmo i dopiero kiedy firma czy filia
                  > danej firmy usamodzielni sie po kilku latach ci wysoko platni pracownicy
                  > opuszczaja te miasta. Na to wszystko potrzeba rozwinietego budownictwa
                  > swiatowej klasy i calego zaplecza ktore zapewni tym ludziom porownywalne
                  > warunki zycia.
                  >
                  > Poza tym kazdy kto ma nieco wiecej pieniedzy w Chinach tez grawituje blizej
                  > tych miast poniewaz tam sie cos dzieje wiec w stosunkowo krotkim czasie
                  miasta
                  > lub czesci tych miast rozwinely sie gwaltownie z biedy, dziadowstwa i
                  otwartej
                  > kanalizacji na przepych i luksus swiatowej klasy.

                  Mniej więcej o to mi chodziło.Jeżeli Amerykanin zarabiający np. 5000 USD
                  przeprowadzi się do Chin to żeby zapewnić sobie ten sam standard życia co w USA
                  musiałby wydać 5600 USD.W odwrotną stronę to niestety nie jest równoważne.
                  Amerykanin je co innego niż Chińczyk , ma inne standardy mieszkaniowe , gra w
                  inne gry , ma inne hobby itd.Może się okazać , że Chińczyk zarabiający i
                  wydający u siebie 5600 USD przeprowadzając się do USA , aby żyć na tym samym
                  poziomie będzie musiał wydać nie 5000 USD jak chciałby mbs , ale np. 6000 lub
                  10000 USD.
                  Co do żołnierzy USA za granicą to sprawa jest prosta.Z reguły mają stołówki
                  amerykańskie , sklepy amerykańskie i mieszkają w mniej lub bardziej zamkniętych
                  amerykańskich skupiskach.Sam jak jestem w Niemczech to lubię robić zakupy w
                  WalMarcie koło Darmstadt.Tworzenie na podstawie porównań kosztów utrzymania w
                  amerykańskich bazach w Niemczech porównań dotyczących PPP między Euro a USD
                  jest jednak mało miarodajne.
                  • Gość: mbs Re: Koszt utrzymania IP: *.dyn.optonline.net 11.01.03, 05:13
                    Gość portalu: Zbigniew napisał(a):

                    ...
                    > Mniej więcej o to mi chodziło.Jeżeli Amerykanin zarabiający np. 5000 USD
                    > przeprowadzi się do Chin to żeby zapewnić sobie ten sam standard życia co w
                    USA
                    >
                    > musiałby wydać 5600 USD.W odwrotną stronę to niestety nie jest równoważne.

                    Dlaczego nie? To powinno byc przeliczalne w obie strony tak samo.

                    > Amerykanin je co innego niż Chińczyk , ma inne standardy mieszkaniowe , gra w
                    > inne gry , ma inne hobby itd.Może się okazać , że Chińczyk zarabiający i
                    > wydający u siebie 5600 USD przeprowadzając się do USA , aby żyć na tym samym
                    > poziomie będzie musiał wydać nie 5000 USD jak chciałby mbs , ale np. 6000 lub
                    > 10000 USD.

                    Amerykanin, Chinczyk czy Polak z ta sama iloscia pieniedzy do
                    dyspozycji bedzie zachowywac sie podobnie wszedzie. Tutaj glownie
                    rynek czyli zarobki lub dochody decyduja o tym jaki ktos ma
                    standard mieszkania, jak lub gdzie sie odzywia, i co robi w
                    wolnym czasie wiec mozna to przeliczyc w obie strony dla kazdego
                    standardu.

                    > Co do żołnierzy USA za granicą to sprawa jest prosta.Z reguły mają stołówki
                    > amerykańskie , sklepy amerykańskie i mieszkają w mniej lub bardziej
                    zamkniętych
                    >
                    > amerykańskich skupiskach.Sam jak jestem w Niemczech to lubię robić zakupy w
                    > WalMarcie koło Darmstadt.Tworzenie na podstawie porównań kosztów utrzymania w
                    > amerykańskich bazach w Niemczech porównań dotyczących PPP między Euro a USD
                    > jest jednak mało miarodajne.

                    Indywidualni zolnierze oczywiscie sa raczej ekonomicznie nieco
                    odizolowani ale tez wydaja pieniadze w lokalnych ekonomiach
                    ale nie o to sie rozchodzi lecz o automatyczne zbieranie
                    dokladnych danych co do cen lokalnych produktow i uslug.

                    Tutaj, jak zwykle, same wojsko zaopatruje sie lokalnie w roznego
                    rodzaju produkty i uslugi ktore sa skrupulatnie rejestrowane i
                    przez to dane te sa niezastapione do analiz kosztow w roznych
                    krajach. Dla przykladu ogladam wlasnie niektore z wydatkow na
                    cwiczenia na poligonie w Drawsku Pomorskim kilka miesiecy temu
                    wiec tam znajdziesz wszystko od cen poligonu i przestrzeni
                    powietrznej po ceny benzyny, wypozyczenia chemicznych toalet,
                    namiotow, ceny wypozyczenia samochodow czy autobusow, ceny
                    zwiru i drewna a nawet ceny kluczy do drzwi. Sa tez wydatki
                    na tlumaczy i pomoc kuchenna i wydatki na naprawe szkod takich
                    jak zlamane drzewa czy rozjezdzone pobocza drogi dokladnie
                    zebrane i pozaznaczane przy pomocy GPS.

                    Tutaj oczywiscie rzad Polski dostaje oplaty za poligony czy
                    przestrzen powietrzna ale te wszystkie mniejsze sprawy to kupuje
                    sie po cenie rynkowej wiec raczej niewiele zawyzonej lub
                    zanizonej u lokalnych dostawcow. Z calego swiata zbiera sie
                    sporo tego rodzaju danych ktore mozna pozniej wykorzystac do
                    porownywania z oficjalnymi statystykami.

                    mbs
                    • Gość: Zbigniew Re: Koszt utrzymania IP: *.kra.cdp.pl / *.magic-net.pl 12.01.03, 16:25
                      Gość portalu: mbs napisał(a):

                      > Gość portalu: Zbigniew napisał(a):
                      >
                      > ...
                      > > Mniej więcej o to mi chodziło.Jeżeli Amerykanin zarabiający np. 5000 USD
                      > > przeprowadzi się do Chin to żeby zapewnić sobie ten sam standard życia co
                      > w
                      > USA
                      > >
                      > > musiałby wydać 5600 USD.W odwrotną stronę to niestety nie jest równoważne.
                      >
                      > Dlaczego nie? To powinno byc przeliczalne w obie strony tak samo.
                      >
                      Dlatego , że inna jest struktura wydatków.
                      Np. Amerykanin wydaje 20% na żywność ,80% na inne rzeczy.
                      Zarabiając 1000 USD. Wyda 200 USD na żywność a 800 USD na inne rzeczy.
                      Polak wydaje 30% na żywność 70% na inne rzeczy.
                      Zarabiając 500 USD wyda 150 USD na żywność a 350 USD na inne rzeczy.
                      Przyjmijmy , że żywność w USA jest 2x tańsza niż w Polsce ( a nie jest ,ale
                      można przyjąć dla przykładu) , a wszystko inne 2x droższe.
                      Amerykanin przenosząc się do Polski na żywność wyda 2x200 USD tj. 400 USD
                      a na inne rzeczy 0,5x800 USD czyli 400 USD.
                      Siła nabywcza USD w USA do USD w Polsce wyniesie 1:0,8.
                      Wydawałoby się logiczne , że Polak ze swoimi 500 USD przenosząc się do Stanów
                      zamiast 500 USD musiałby wydać 625 USD licząc siłę nabywczą pieniądza dolar w
                      USA do dolara w Polsce.
                      Przenosząc się do USA wyda zamiast 150 USD na żywność jedynie 75 USD , za to
                      inne rzeczy 2x350 USD czyli 700 USD.Łącznie więc 775 USD.
                      Czyli w drugą stronę 1 USD w USA to tylko 0,64 USD w Polsce.
                      To co jest spełnione w jedną stronę nie jest spełnione w drugą stronę.
                      Oczywiście to był tylko przykład.Polak mając w USA 775 USD nie mógłby nawet
                      marzyć o poziomie życia jaki ma w Polsce zarabiając netto 500 USD ( bo inaczej
                      kosztują mieszkania , a mieszkać gdzieś musi ).
                      Pzdr
                      • Gość: mbs Re: Koszt utrzymania IP: *.dyn.optonline.net 12.01.03, 20:00
                        Gość portalu: Zbigniew napisał(a):

                        ...
                        > > Dlaczego nie? To powinno byc przeliczalne w obie strony tak samo.
                        > >
                        > Dlatego , że inna jest struktura wydatków.
                        > Np. Amerykanin wydaje 20% na żywność ,80% na inne rzeczy.
                        > Zarabiając 1000 USD. Wyda 200 USD na żywność a 800 USD na inne rzeczy.
                        > Polak wydaje 30% na żywność 70% na inne rzeczy.
                        > Zarabiając 500 USD wyda 150 USD na żywność a 350 USD na inne rzeczy.
                        > Przyjmijmy , że żywność w USA jest 2x tańsza niż w Polsce ( a nie jest ,ale
                        > można przyjąć dla przykładu) , a wszystko inne 2x droższe.
                        > Amerykanin przenosząc się do Polski na żywność wyda 2x200 USD tj. 400 USD
                        > a na inne rzeczy 0,5x800 USD czyli 400 USD.
                        > Siła nabywcza USD w USA do USD w Polsce wyniesie 1:0,8.
                        > Wydawałoby się logiczne , że Polak ze swoimi 500 USD przenosząc się do Stanów
                        > zamiast 500 USD musiałby wydać 625 USD licząc siłę nabywczą pieniądza dolar w
                        > USA do dolara w Polsce.
                        > Przenosząc się do USA wyda zamiast 150 USD na żywność jedynie 75 USD , za to
                        > inne rzeczy 2x350 USD czyli 700 USD.Łącznie więc 775 USD.
                        > Czyli w drugą stronę 1 USD w USA to tylko 0,64 USD w Polsce.
                        > To co jest spełnione w jedną stronę nie jest spełnione w drugą stronę.
                        > Oczywiście to był tylko przykład.Polak mając w USA 775 USD nie mógłby nawet
                        > marzyć o poziomie życia jaki ma w Polsce zarabiając netto 500 USD ( bo
                        inaczej
                        > kosztują mieszkania , a mieszkać gdzieś musi ).
                        > Pzdr

                        Wydaje mi sie ze glowny problem twojego przykladu jest to
                        ze porownujesz dwie rozne osoby czyli w tym wypadku Polaka
                        i Amerykanina ale nie o to sie rozchodzi.

                        Zapomnij na moment o Amerykaninie ale wyobraz sobie ze jest
                        to wylacznie lepiej niz przecietnie zarabiajacy Polak
                        mieszkajacy w Warszawie reprezentujacy jakas firme ktory
                        zostaje wyslany na rok do Nowego Jorku gdzie jego praca
                        to ppodobne representowanie firmy w USA. Nadal potrzebuje
                        on zjesc tyle samo i na tym samym poziomie co w Warszawie
                        nadal potrzebuje spotkac sie tyle samo razy w tygodniu
                        z przedstawicielami innych firm i nadal potrzebuje wyjsc
                        do restauracji, ubrac sie przyzwoicie, dojechac na spotkanie
                        czy mieszkac na tym samym poziomie co wczesniej.

                        Te wszystkie koszty sa stale i ostatecznie jezeli ktos lubi
                        kielbase krakowska w Warszawie to albo poszuka ja sobie
                        w Nowym Jorku albo znajdzie jakis bliski susbstytut ale
                        najprawdopodobniej nadal bedzie zjadal jej podobnie tyle
                        samo
    • Gość: MBS Re: O pogladach MBS'a IP: *.dyn.optonline.net 06.01.03, 02:21
      Gość portalu: JOrl napisał(a):

      > No MBS, kolej i na Ciebie. Dochod narodowy. Podajesz ladne liczby Np USA
      > $36200 , Niemcy $23400 na statystyczny leb. Przytoczyles takie liczby i
      > usiadles sobie wygodnie w fotelu, prawda? Nie, kolego, trzeba troche
      > dokladniej w taka materie wniknac. Najpierw formalnie. Mysle, ze zauwazyles,
      > sa te dane w $$$$$$$. Jak zapewne wiesz, jeszcze nie caly swiat posluguje sie
      > $$$$$$. Chociaz naprodukowaliscie ich tak duzo, ze prawie tak by moglo byc.
      ...

      Tak naprawde to mozesz podawac dochod narodowy w pesetach lub w kartoflach.
      Wiekszosc ludzi na tym forum jednak najczesciej do czynienia ma ze zlotowkami,
      Euro i dolarami.
      ...
      > To z tym dochodem per capita mielibysmy. Ale ja jestem upier...liwy. Jak sie
      > te dochody narodowe poszczegolnych krajow porownuje, jest zadzwiajace, jak
      > np. taka Rosja ma go tak malo, a ludzie tam jakos zyja, nawet na wodke ich
      > stac, i w TV mozna zobaczyc jak to przez Plac Czerwony przemknie od czasu do
      > czasu jakis samochod. Wiec maly przyklad z jazda metro. Np. w Rosji kosztuje
      > jedna jazda w rublach tak, ze w Euro jest to gdzies 0,13. W Polsce taka jazda
      > gdzies 0,5 Euro. W Niemczech gdzies 2 Euro. . .

      Widze ze inni juz ci wytlumaczyli obliczanie PKB a takze poprawki (purchasing
      power parity) wiec w praktyce jest mozliwe ze jazda metrem w Rosji jest tansza
      ale za to rowery sa drozsze etc. co nadal wskazuje ze sila nabywcza
      przecietnego Rosjanina jest mniej wiecej na poziomie Polaka lub nieco nizsza
      ale tylko okolo 1/4 sily nabywczej Niemca.

      mbs
    • Gość: JOrl Re: O pogladach MBS'a IP: *.dip.t-dialin.net 09.01.03, 18:45
      Znowu pare postow o dochodzie narodowym i jego obliczaniu. Dzekuje. Tak
      naprawde moim celem bylo troche cos innego. Chcialem zwrocic uwage na
      manipulacje w jego obliczaniu. Tez chcialem zwrocic uwage na wplyw zawyzonego
      kursu dolara na te przeliczenia. Przy okazji dowiedzialem sie o tym
      wspolczynniku PPP przy jego obliczaniu. Dzieki rybb okazalo sie, ze jego
      wielkosc jest taka, ze tak naprawde nie ma znaczenia. Co najmniej jesli chodzi
      o kraje Europy Zachodniej, a USA. No bo przeciez takie 0,95 a 1 to przeciez
      jest bez zaczenia w calym tym oszukanczym liczeniu. Bo to jest w duzej mierze
      oszukancze. A najbardziej oszukancze jest juz od kilku lat metoda liczenia
      wzrostow gospodarczych, szczegolnie w USA, Opisalem powyzej.
      Ale jeszcze moze do MBS'a i jego danych ile pieniedzy odpowiada 100tys $ w
      roznych miastach. Te dane ma z jakis opracowan dotyczacych kosztow utrzymania
      dla wysokooplacanych pracownikow na wyjezdzie. Nawet to sie moze dla takich
      zgadzac. Ale ja mieszkam w Niemczech, niedaleko Polski i wiem doskonale jakie
      tam sa stosunki. I jest dla mnie jasne, jakbym mial moje zarobki w Polsce,
      poziom mojego zycia by wzrosl ogromnie! Oczywiscie jak bym sobie sam wynajal
      mieszkanie, a nie poprzez jakiegos makrela specjalizuijacego sie w takich
      celach. Byc moze, w tym mieszkaniu byloby wyposazenie lazienki troche gorsze
      (nie tak solidne jak w Niemczech krany itd), ale byloby 2 razy taniej. Prad,
      woda duzo tansze. Jedzenie naturalnie tez. No i zaraz mialbym pieniadze na
      takie przyjemnosci jak sluzaca. Taniutko! Nie potrzebuje samemu wbijac gwozdz w
      sciane nie wspominajac o jej malowaniu. Tanio rzemieslnik. Jak i inne uslugi.
      Jak kto lubi to i uslugi Agencji Towarzyskich. Zyc nie umierac! Oczywiscie, sa
      towary przemyslowe, ktore sa w wiekszym wyborze w Niemczech. Tez i tam troche
      tansze. Ale ladna dziewczyna jest przeciez duzo lepsza jak najnowszy DVD! A
      dzieki umacnianiu podstaw makroekonomicznych w Polsce i mocnej zlotowce,
      grasuje takie bezrobocie, ze dziewczyny imaja sie masowo tez i takich zawodow.
      Tez te ladniejsze.
      MBS przytacza, ze w Moskwie drozej jak w NY. A ja jestem przekonany, naturalnie
      jak bym znal rosyjski, bylbym tam jeszcze wiekszy bogacz jak w Polsce. I mial
      jeszcze lepszy poziom zycia.
      To na tyle jesli chodzi o te sprawy. A teraz spowrotem do oszustw.
      Jak to wszystko obserwuje, to mam nieodparte wrazenie, ze ludziom na Zachodzie
      wmawia sie ze sa bogadsi jak sa. To wymaga naturalnie podawanie jakis wzrostow,
      ktorych tak naprawde nie ma. To taka socjologiczna technika sterowania ludzmi.
      A jako ze w kapitalizmie nawet biednym jak w Polsce zawsze mozna pokazac jakas
      grupe naprawde bogatych, myslenie biedakow jest sterowane na tory "jestem
      palant bo inni przeciez daja sobie rade". Do tego dochodzi, ze ludzie staraja
      sie przedstawiac siebie za bogatszych niz sa w rzeczywistosci. Stwierdzilem, ze
      w Polsce jest to bardzo popularne, ale tez nawet na tym forum mozna to
      zaobserwowac. Np. taki MBS wspomnial gdzies (?), ze ten nowy niemiecki Maybach
      jest calkiem niezly. Cos w rozumowaniu, zastanawiam sie czy go nie kupic. A ja
      czytam w mojej gazecie, ze planuje sie ich sprzedaz w w USA w roku gdzies 1000
      szt przy cenie 400.000 Euro. Nie mysle, ze da sie go kupic na 0% i splacac cale
      zycie tylko te procenty. A przy okazji, Niemcy maja ok. 35% udzial w tej klasie
      autach w Stanach.
      W USA wielkim deficytem handlowym pomaga sie ludziom utrzymac zludzenie
      bogactwa. Tez zmuszenie ludzi do pracy za glodowe pieniadze w uslugach jak
      pizeria i inne MacDonaldy daja jakis tam komfort zyciowy. Naturalnie takim
      biednym. Czyli tej wiekszosci mogacej zamiast gotowac, zjesc w MacDonaldzie. W
      Niemczech tez sie oszukuje. Od chyba 40 lat pare razy do roku jakies oficjalne
      madrale ekonomisci, przedstawiaja oficjalne prognozy co do przyszlego rozwoju.
      Ostatnio zbadano zgodnosc ich przepowiedni z ta przepowiadana rzeczywistoscia.
      Okazuje sie, ze pierwsze 10 lat mylili sie o jakies 8%. A potem o 48%! I
      oczywiscie przepowiadali zawsze lepsza przyszlosc jak potem byla. Na to jeden
      prof od gospodarki powiedzial, ze przeciez te raporty nie maja na celu
      przepowiedziec przyszlosc, tylko psychologocznie pozytywnie podniesc nastroje.
      I o to chodzi!
      Ostatnio Bush opowiedzial o jakims programie koniunkturalnym. Ciekawe, podal te
      ogromne 680 mild$ na 10 lat! Przeciez co bedzie za lat np 5 nikt nie wie! A
      wlasciwie wiadomo, ze przeciez beda jacys inni inne programy oglaszali. Tez
      prawa teraz uchwalane, beda napewno wygladaly inaczej. Ale jak sie policzylo na
      10 lat, ta suma wyglada duzo lepiej.Bo na rok byloby marne 60 mild$. Co to
      jest w porownaniu do np. deficytu handlowego 450mild$/rok. Albo 4500mild$/10
      lat. Zeby gorzej wygladalo! Jeszcze troche i taki Bush bedzie podawal ulgi
      podatkowe w przeliczeniu na 100 lat. Aby ladniej wygladaly.
      Jednym slowem podnoszenie nastrojow. Np, MACIEJA. Chcialbym zwrocic uwage, ze
      polowa z tego bedzie "zaoszczedzona", poprzez zdjecie podatku za dywidendy z
      akcji. Na ile ja tych cwaniakow, z wszystko jedno jakich rzadow, znam, to
      policzyli te "stracone pieniadze" z roku np. 2000, gdzie dywidendy byly duzo
      wyzsze jak teraz sa i jak beda. Aby suma do ogloszenia byla wyzsza. Ale to moze
      nagoni nastepnych klientow na gielde. I podniesie nastroje. Ale wlasnie slysze
      w radiu, ze DOW jakos sie nie dal oszukac przez Busha.
      Ale dlaczego tak? Jest jednoznaczne, ze nastepuje przesuniecie tego tak
      naprawde nie wzrastajacego dochodu narodowego w kierunku bogatszych. To sie
      dzieje na calym swiecie. W Niemczech widac to np. na strukturze sprzedazy
      samochodow. Ilosc rejestrowanych, nowych samochodow od paru lat jest w
      Niemczech w stagnacji, albo nawet spada. Ale jest wiecej luksusowych, kosztem
      takich dla ludzi. Tanszych.
      Dlaczego? Dla mnie jest jasne, po upadku komuny, zaczela sie globalizacja.
      Dzieki temu, ogromny rezerwuar taniej sily robocze otworzyl sie dla gospodarki
      krajow wysokouprzemyslowionych. Wieksze firmy przekazuja produkcje prostszych
      elementow gdzie taniej. Dzisiaj wlasnie rozmawialem z jednym naszym klientem z
      firmy budujacej koparki. Wiec tam te elementy stalowe sa wykonywane gdzies
      indziej. W firmie jest tylko montowane. Naturalnie poprzednio konstruowane, a
      potem uruchamiane i naturalnie test i serwis. Kiedys pracowalo tam sporo
      robotnikow, ktorzy sa teraz na bruku. W ten sposob moze mala grupa duzo
      zarabiac, ale spoleczenstwo biednieje. W swojej masie. Tez wiem jak wyglada z
      tej strony gdzie te elementy sa wytwarzane. Znam akurat taka fabryke metalowa w
      Polsce. Prosperowala, ale zostala przed 2 laty sprzedana. Niemcom. Miala dobre
      maszyny, z Niemiec doslano nastepne (wcale nie nowoczesniejsze), i sa tam
      wytwarzane elementy metalowe. Ludzie zarabiaja 1000 zl/mies., jak trzeba za
      darmo nadgodziny, strach odetchnac. W ten sposob w kraju wysokouprzemyslowionym
      zmniejszaja sie stanowiska pracy, tez dochody narodowe. I nastepuje jego nowy
      podzial. Nie na prozno, gdzies czytalem, jakis menager w USA od przemyslu
      odziezowego jakiegos koncernu zarobil w roku 500 mil. $. Zadne High-Tech. Tylko
      fabryki w Indonezji.
      No coz, komuna upadla (a wlasciwie nalezy powiedziec, zostala obalona) i teraz
      qr..a MY.
      Nie chcialbym tutaj wygladac na takiego normalnego krytyka globalizacji. Po
      prostu obie strony maja gorzej, poza garstka takich mnadzerow. Tym biedniejszym
      zamyka sie stawianiem im tylko fabryk do oglupiajacej pracy ta prawidlowa droge
      rozwoju, a w bogatszych krajach nastepuje spadek dochodu i jego inny podzial.
      Pozdrowienia
      • Gość: MACIEJ O GLOBALIZACJI JORL'A IP: *.ny325.east.verizon.net 10.01.03, 00:46
        Juz z grubsza wiesz co sie stanie z twoja fabryczka niedlugo.
        Przepowiedzial ci to dosc dawno Zbigniew.
        Zostawi sie R&D i 10% zalogi a reszta w najlepszym wypadku bedzie robiona w
        Polsce.
        U was tylko montaz i zamowienia.
        Po kilku latach takiej dzialalnosci jesli jeszcze nie pojdziesz na
        emeryture,pomyslisz sobie :Przeciez ja moge ta fabryczke w Polsce przejac,bo R&D
        i tak juz sam robisz.
        Posadzisz urzedasa do przyjmowania zamowien i jestes gosc cala geba.

        Jedyny problem w tym scenariuszu,ze ty nie chcesz byc kapitalista i ja bede
        musial to przejac.
        • Gość: jr Re: O GLOBALIZACJI JORL'A IP: 203.129.132.* 10.01.03, 02:11
          czas sie chyba wtracic...
          poniewaz spedzilem ponad 4 tygodnie poza krajem to jestem zalany robota i nie
          mam czasu na raport z chile - ale jak bede mial nieco czasu to sie postaram...

          globalizacja... zyskaja na tym bogaci i czescs nedzazy a straca ci sredniacy
          jak my. jedynym rozwiazaniem by zabrac bogatym i dac ubogim jest... rewolucja.
          tak tez drogi JORL przestan plakac nad swiatem i albo postaraj sie byc bogaczem
          albo sie pociesz ze czesc naszych straconych pieniedzy poszlo do niewolnikow w
          azji - to ponoc dobre dla naszej karmy...hehehe

          eurosocjalisci i punki nie zatrzymaja globalizacji a im dluzej rezystuja tym
          bardziej zubozeja.
      • Gość: mbs Re: O pogladach MBS'a IP: *.dyn.optonline.net 10.01.03, 01:27
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        ) Znowu pare postow o dochodzie narodowym i jego obliczaniu. Dzekuje. Tak
        ) naprawde moim celem bylo troche cos innego. Chcialem zwrocic uwage na
        ) manipulacje w jego obliczaniu. Tez chcialem zwrocic uwage na wplyw zawyzonego
        ) kursu dolara na te przeliczenia. Przy okazji dowiedzialem sie o tym
        ) wspolczynniku PPP przy jego obliczaniu. Dzieki rybb okazalo sie, ze jego
        ) wielkosc jest taka, ze tak naprawde nie ma znaczenia. Co najmniej jesli
        chodzi
        ) o kraje Europy Zachodniej, a USA. No bo przeciez takie 0,95 a 1 to przeciez
        ) jest bez zaczenia w calym tym oszukanczym liczeniu. Bo to jest w duzej mierze
        ) oszukancze. A najbardziej oszukancze jest juz od kilku lat metoda liczenia
        ) wzrostow gospodarczych, szczegolnie w USA, Opisalem powyzej.

        Tutaj nic nie jest oszukane. Metodologie obliczan wzrostu tak jak PPP sa
        ogolnie znane i daja ci mozliwosc porownawcza jednego roku z innym i w
        przypadku PPP daja bardziej realistyczny obraz sily nabywczej. Tutaj mala uwaga
        to jest tylko to ze w PRAKTYCE realna sila nabywcza jest WYZSZA w krajach z
        mniejszym opodatkowaniem niz wyglada z oficjalnych statystyk. To PKB na glowe
        co sobie porownujesz to jest oczywiscie sila nabywcza BRUTTO
    • Gość: mbs Re: EU. . . 30% nizszy dochod nardowy IP: *.dyn.optonline.net 10.01.03, 04:29
      "Strefa euro ma o 20 milionów więcej mieszkańców niż
      Stany Zjednoczone, ale wytwarza o 30 procent mniej dóbr.
      O 30 procent mniejszy jest też dochód na głowę ludności."

      arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030108/200301080061.html?k=on;t=2002121120030110

      mbs
      • qqqmaty_jakala Re: EU. . . 30% nizszy dochod nardowy 11.01.03, 16:31
        Gość portalu: mbs napisał(a):

        > "Strefa euro ma o 20 milionów więcej mieszkańców niż
        > Stany Zjednoczone, ale wytwarza o 30 procent mniej dóbr.
        > O 30 procent mniejszy jest też dochód na głowę ludności."
        >
        > <a href="arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030108/200301080061.html?
        k=on;t=20021
        >
        21120030110"target="_blank">arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030108/200301080061.html?
        > k=on;t=2002121120030110</a>
        >
        > mbs


        Jak czytasz to bądź krytyczny do czytanego tekstu, szczególnie jeżeli go
        cytujesz. Jeżeli Europa ma więcej ludności o 20 mln (jest to wielkość nie do
        pominięcia) i wytwarza o 30% mniej niż ameryka to dochód na głowe musi być
        jeszcze mniejszy niż 30%. Tylko czy ty w ogóle myślisz???
        • Gość: mbs Re: USA. . . 75% wyzszy dochod IP: *.dyn.optonline.net 12.01.03, 03:59
          qqqmaty_jakala napisał(a):
          ...
          > > "Strefa euro ma o 20 milionów więcej mieszkańców niż
          > > Stany Zjednoczone, ale wytwarza o 30 procent mniej dóbr.
          > > O 30 procent mniejszy jest też dochód na głowę ludności."
          >
          > Jak czytasz to bądź krytyczny do czytanego tekstu, szczególnie jeżeli go
          > cytujesz. Jeżeli Europa ma więcej ludności o 20 mln (jest to wielkość nie do
          > pominięcia) i wytwarza o 30% mniej niż ameryka to dochód na głowe musi być
          > jeszcze mniejszy niż 30%. Tylko czy ty w ogóle myślisz???

          Widze ze pomimo tego ze ten problem jest poruszany bardzo
          czesto to nadal wielu nie rozumie roznicy pomiedzy PKB a
          PKB PPP na glowe.

          Powyzej jest tylko cytat z Rzeczpospolitej. Kwestie dochodu i
          dochodu na glowe byly tu poruszanie wielokrotnie wiec jezeli
          kogos interesuja dane to zawsze mozna przejrzec poprzednie
          posty lub sprawdzic dokladne dane co do centa. Najwazniejsze
          jest rozroznienie pomiedzy PKB i PKB na glowe a pomiedzy
          bardziej porownawczym PKB PPP i PKB PPP na glowe i to tez
          bylo tutaj poruszane bardzo DOKLADNIE nawet w ciagu kilku
          ostatnich dni.

          Najpopularniejsze dane w USA tak jak te z CIA zawsze
          podawaly GDP PPP na glowe i w ostatnich latach wiele
          miedzynarodowych organizacji takich jak World Bank i
          innych krajow swiata tez zaczyna uzywac GDP PPP na
          glowe a nie samego GDP na glowe. W tym kontekscie
          Rzeczpospolita podaje dane poprawnie.

          W rzeczywistosci kazdy wie ze zwykle czyste PKB na
          glowe jest ZNACZNIE wyzsze w USA niz w Europie
    • nonkonformista Amis na bruk.... 10.01.03, 21:59
      Ciekawe kto skomentuje to w najgłupszy sposób...Stawiam, że emigrant z Ożarowa.
      N.

      www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,1261586.html
      Amerykanie tracą pracę

      mkuz, Reuters 10-01-2003, ostatnia aktualizacja 10-01-2003 18:27

      Sytuacja w dziedzinie zatrudnienia w USA znowu się pogorszyła. W grudniu
      zlikwidowano tam 101 tys. miejsc pracy.

      To największy spadek liczby miejsc pracy od lutego ubiegłego roku, kiedy firmy
      zlikwidowały 165 tys. etatów. W całym ubiegłym roku liczba zlikwidowanych
      miejsc pracy była większa aż o 181 tys. od liczby tych, które utworzono. Stopa
      bezrobocia w USA wynosi obecnie 6 proc. i zdaniem ekonomistów, będzie się
      zwiększać w tym roku. Najbardziej ucierpiał sektor sprzedaży detalicznej,
      który zanotował dużo gorsze wyniki sprzedaży w okresie świątecznym niż
      przewidywano.

      Złe wyniki gospodarcze mogą pomóc prezydentowi Bushowi we wprowadzeniu planu
      cięć podatkowych, który ma doprowadzić do utworzenia ponad 2,1 mln miejsc
      pracy. Pakiet ulg podatkowych wart jest 674 mld dol. i musi zostać
      zaakceptowany przez Kongres. Przekonanie kongresmenów do poparcia planu jest
      teraz kluczowe dla Busha.
      • Gość: Hydraulik Ucierpiał sektor detaliczny... do MBS i in. IP: *.cidernet.pl / *.cidernet.pl 11.01.03, 21:14
        A mbs twierdził, że w święta 2002 znów był rekord sprzedaży w USA - ja z kolei
        czytałem, że te święta były najgorsze od 30 lat dla detalistów...wychodzi, że
        potwierdzasz to, co ja czytałem w 2 róznych źródłach...
        Mbs to inteligentny facet, ale za mocno kombinuje, a gdy fakty nie zgadzają się
        z jego prezntowaną na tym forum wizją (w skrócie: w USA jest taki dobrobyt, że
        wszyscy srają do złotych klozetów, nawet w takim Bronx czy Compton) to próbuje
        je naciągnąć, tak by wizja zanadto nie ucierpiała....

        Nie kombinuj MBS - wszyscy w Europie wiemy, że w USA jest troszkę lepiej niż w
        większości krajów europejskich, nikt tego nie neguje - 2 wojny światowe,
        zostały niestety przegrane przez Europę, a wygrane przez USA ze wszystkimi tego
        późniejszymi konsekwencjami ekonomicznymi, ale kiedy zaczynasz to za mocno
        podkreślać, działasz na nerwy i tracisz sympatię. Proponuję mniejszą ilość
        wątków, za to wyższej jakości.
        • Gość: mbs Re: Wzrost Sprzedazy. . . IP: *.dyn.optonline.net 12.01.03, 04:19
          Gość portalu: Hydraulik napisał(a):

          > A mbs twierdził, że w święta 2002 znów był rekord sprzedaży w USA - ja z
          kolei
          > czytałem, że te święta były najgorsze od 30 lat dla detalistów...wychodzi, że
          > potwierdzasz to, co ja czytałem w 2 róznych źródłach...

          Najbardziej surowy wskaznik czyli sprzedaz w tych samych
          sklepach wzrosla o 1% wiec jest to oczywiscie nic
          specjalnego dla sklepikarzy ale nalezy to wziasc w
          kontekscie rekordowych sprzedazy domow i samochodow
          w tym samym okresie. Ja osobiscie po tych rekordowych
          powaznych wydatkach na domy i samochody i spadku cen
          towarow detalicznych spodziewalem sie spadku sprzedazy
          detalicznej o kilka procent.

          "Same-store sales rose a meager 1% for December, making
          the holiday among the weakest in years, according to
          the Goldman Sachs index of same-store sales." (Wall
          Street Journal January 10, 2003)

          mbs
          • Gość: Tomek Re: Wzrost Sprzedazy. . . IP: *.proxy.aol.com 12.01.03, 05:06
            Gość portalu: mbs napisał(a):

            > Gość portalu: Hydraulik napisał(a):
            >
            > > A mbs twierdził, że w święta 2002 znów był rekord
            sprzedaży w USA - ja z
            > kolei
            > > czytałem, że te święta były najgorsze od 30 lat dla
            detalistów...wychodzi,
            > że
            > > potwierdzasz to, co ja czytałem w 2 róznych źródłach...
            >
            > Najbardziej surowy wskaznik czyli sprzedaz w tych samych
            > sklepach wzrosla o 1% wiec jest to oczywiscie nic
            > specjalnego dla sklepikarzy ale nalezy to wziasc w
            > kontekscie rekordowych sprzedazy domow i samochodow
            > w tym samym okresie. Ja osobiscie po tych rekordowych
            > powaznych wydatkach na domy i samochody i spadku cen
            > towarow detalicznych spodziewalem sie spadku sprzedazy
            > detalicznej o kilka procent.
            >
            > "Same-store sales rose a meager 1% for December, making
            > the holiday among the weakest in years, according to
            > the Goldman Sachs index of same-store sales." (Wall
            > Street Journal January 10, 2003)

            Jak to jest ze w ameryce wzrost 1 proc. to jest
            najgorszy sezon od 30 lat kiedy w Polsce spadki
            30% trzy lata pod rzad to jest tylko chwilowe
            spowolnienie spowodowane czynnikami makroekonomicznymi?
    • Gość: JOrl Re: Do jr IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 17:04
      Drogi jr, Twoje slowa:
      >globalizacja... zyskaja na tym bogaci i czescs nedzazy a straca ci sredniacy
      >jak my. jedynym rozwiazaniem by zabrac bogatym i dac ubogim jest... rewolucja.
      >tak tez drogi JORL przestan plakac nad swiatem i albo postaraj sie bycbogaczem
      >albo sie pociesz ze czesc naszych straconych pieniedzy poszlo do niewolnikow w
      >azji - to ponoc dobre dla naszej karmy...hehehe
      Nierozumiesz tego zagadnienia.
      Jesli osobiscie chodzi o mnie, to z egoistycznego punktu widzenia, mi sie
      globalizacja musi podobac. Akurat moja praca jest nia niezagrozona. I sa
      jeszcze inne pozytywy z globalizacji dla mnie. Np. W Polsce (a mieszkam 100 km
      od niej), wbrew pospolitemu pogladu, ze silna zl jest dla takich jak mnie zla,
      jest dla mnie lepiej. Bo przez to ogromne bezrobocie ludzie tam sa coraz
      grzeczniejsi. Co daje mi taki komfort, ze znacznie przewyzsza koniecznosc
      wymiany wiecej euro. Tych mi starcza na to.
      Nad swiatem nie placze. Jak chyba widac, interesuje sie mechanizmami, ktore nim
      rzadza. Ze szczegolnym uwzglednieniem Polski. I dlatego o tym pisze.
      Co do rewolucji zabierajacej bogatym i dajacym biednym. Wiec to nie jest dla
      mnie. Ja sie zastanawiam, jak te biedniejsze kraje powinny postepowac, aby sie
      tak nie dac w kanal wposcic. To moze byc trudne dla Hondurasu. Ale Polska?
      Miala duze pola manewru, ktore zostalo jej w tych 13 latach bardzo ograniczone.
      Zostaly wydane na to duze pieniadze. Ale o tym juz troche pisalem.
      Ale so do rewolucji. Historia kolem sie toczy. W 19 w. tez byl terroryzm. A ze
      teraz gospodarki obejmuja swiat, cos podobnego mozna zaobserwowac. Znany 11.09
      WTC.
      Ale terroryzm nie osiagnie swoich celow. Panstwa wysokouprzemyslowione maja
      ogromne mozliwosci. W ostatecznosci moga wprowadzic dyktature. Cos jak Hitler.
      Dla panstw wysokouprzemyslowionych grozba jest podzial pomiedzy nimi. Bo wtedy
      trafia kosa na kamien. I to jest do zaobserwowania ostatnio. EU/USA.
      No i najwazniejsze, ze Rosja istnieje. A jest to kraj najwazniejszy dla
      przeciwwagi.
      Pozdrowienia.



    • Gość: JOrl Do MACIEJA IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 17:05
      Nie tak dokladnie MACIEJU. Z ta fabryczka, gdzie ja pracuje. Najpierw sa
      przesuwane wielkoseryjne prace do biednych krajow. Proste montaze itd. Takie
      Chiny. Tez juz w Polsce. Zreszta akurat mam nowe NIE. Podejrzewam juz, ze nasze
      forum Urban czyta. Jest artykul pt. "Montownie im. Balcerowicza".
      Podtytul "Myslicie, ze w Polsce jest tak zle, ze nie moze byc gorzej?. Moze".
      Opisane wolne strefy w Ameryce Lacinskiej, gdzie przedewszystkim kobiety cos
      tam oglupiajacego montuja. Za 4$/dzien. A dzien dlugi. Zadne 8 godzin. Za proby
      rozmow z kolezankami, won. Albo w pysk. Technologii transfer? Ha, ha! Zaden
      kodeks pracy. A niejaki Sachs, wzor Balcerowicza mowi, ze jest problem 3
      Swiata, ze tam za malo takich montowni jest.
      To jest wlasnie model, do jakiego dazy sie w Polsce. Od 13 lat. I Polska jest
      na dobrej drodze. Wlasny przemysl w ostatnim stadium likwidacji, coraz wieksze
      dlugi i bezrobocie. Dlugi beda ograniczaly dzialanie panstwa w zakresie
      ksztalcenia mlodziezy, opieki zdrowotnej. To przed czym ja ostrzegam od dawna.
      A wszystko przez chciwosc. Polakow. Zadza mienia samochodow za nie swoje
      pieniadze. Oczywiscie to musi trwac, bo Polska nie Honduras (jeszcze!) i za
      komuny, mimo nawolywan z Radia Wolnej Europy aby gruchy obijac (haslo "im
      gorzej tym lepiej", strajkujcie) byla lepsza. Dlatego to kosztuje czas i
      pieniadze. Na deficyt handlowy. Aby towary z Zachodu byly w Polsce
      konkurencyjne i dostepne cenowo.
      Ale wracajac do mojej "fabryczki". Jak zauwazyles MACIEJU, R&D, montaz itd
      zostaje w krajach 1 Swiata. Bo jak by R&D zostalo przeniesione, to 3 Swiat
      stalby sie 1 Swiatem, a 1 tym 3. Bo R&D sa wyznacznikiem segregacji krajow. Do
      Swiatow.
      I to oczywiscie nie nastapi. I dlatego moje miejsce pracy jest zapewnione do
      konca swiata. Tu chodzi o robotnikow itd. A Zbigniew prorokowal mi, ze R&D
      pojdzie do, niewazne jakich, Chinczykow. A ja zawsze twierdzilem, ze Chinczycy
      sa na duzo nizszym poziomie. I przy ich metodzie scigania 1 Swiata, w dajacej
      sie przewidziec przyszlosci (nie wspomne tu o ich problemach politycznych,
      bardzo u nich trudnych!) tego nie osiagna. Dla nich te montownie im.
      Balcerowicza.
      Nastepne. U nas sie duzo czesci do naszych urzadzen produkuje w naszej fabryce.
      Bo my konstrujemy i produkujemy urzadzenia inwestycyjne. I serie sa krotkie
      albo srednie. Ale oczywiscie sa np. czesci idace w paru tys szt. i wtedy dajemy
      je do wykonywania na zewnatrz. Sa firmy ktore sie tym zajmuja. I napewno sa
      wtedy tez gdzies zagarnica produkowane. Za bardzo sie tym nie interesujemy, i
      tez nie bedziemy zakladali sobie fabryki w Polsce. Przed 10 laty przejelismy w
      bylym NRD taka fabryke. I to byla sluszna decyzja. Dostalismy robotnikow,
      ktorym mozna bylo sporo mniej placic. Budynki, ulgi inwestycyjne itd. Ale dalej
      na Wschod? Nie. Szefowi wystarczy prawie codzienne kursowanie samochodem
      pomiedzy centrala w Berlinie, a ta fabryka w Oscie. Jak taksowkarz. Mi zreszta
      tez. Co prawde nie musze codziennie. Ale tez dostatecznie czesto.
      A Ty MACIEJU mowisz o zalozeniu fabryczki w Polsce. Aby takie czesci
      produkowac. To Ci opowiem dokladniej jak to wyglada. Sporo roznych imigrantow
      do Niemiec z np. Polski sie z roznych powodow nie zalapalo na normalna prace.
      Jak np. moja. I oni latami usilowali sie w Niemczech jakos tam utrzymywac
      wlasnymi firmami. Np. handelki z Polska, budownictwo (zatrudniajac Polakow z
      Polski na czarno) itd. Najczesciej sie nie dorobili. I teraz, opisywalem o
      takiej jednej polskiej fabryce kupionej przez firme w Niemczech. Wlasnie do
      kierowania takimi zakladami sa tacy ludzie zatrudniani. Niestety, musze Cie
      rozczarowac. Ich zarobki sa tak pomiedzy polskimi a niemieckimi. Zadne cuda. Bo
      i po co dawac im wiecej? Jest chetnych takich na peczki! No i jako ze zyja
      glownie w Polsce maja taniej.
      Za to moga sobie popoprawiac samopoczucie wrzeszczac na Polakow. Ale jak jada
      na sprawozdania do centrali, to z kolei sa calkiem malutcy. I tam na nich
      wrzeszcza. Nic wesolego. Taka koncepcje zycia zostawiam Tobie. Bo tak naprawde
      zarabiaja wlasciciele tej niemieckiej firmy. I bezrobocie w Niemczech rosnie i
      ludzie sa pokorniejsi. I zadne zwiazki zawodowe nie pomoga. Przewaga
      pracodawcow nad pracobiorcami rosnie. Bo na swiecie jest takich 5 miliardow. I
      ciagle nowi sie rodza.
      Takze MACIEJU wole moje R&D. Zwlaszcza ze to lubie robic. Dzieki stalinowskim
      ksiazkom czytanym w mlodosci ze szkolnej biblioteki. Np. "Jak hartowala sie
      stal" i im podobne. Dzieki temu sie dobrze matematyki nauczylem. Bo Stalin w
      tych ksiazkach (jak i w szkolnych programach) to propagowal. I te ksiazki to
      dobrze robily.
      DZIEKUJE CI STALINIE!!!
      Przepraszam ze go chwale, ale w kapitalizmie sie nauczylem byc egoista, i
      najbardziej mnie interesuje, co dla mnie dobrze jest (bylo), a nie los jakis
      biednych pensjonariuszy stalinowskich gulagow. Mysle, ze bede przez innych
      wychowankow kapitalizmu rozgrzeszony. Bo najwazniejsza przeciez wlasna koszula,
      prawda?
      Chociaz w tych gulagach nie moglo byc tak zle. Podobno zyja jeszcze jacys byli
      ich pensjonariusze majacy teraz np. 90 lat! Swieze powietrze? Prawidlowe
      odzywianie? Sport, a nie siedzenie z chipsami przy TV?
      Bo tak, to bylbym takim malym "biznesmenem" o jakich Tobie powyzej pisalem.
      Niestety o globalizmie napisalem dosyc wyrywkowo i bede zle w sporej czesci
      zrozumiany. Ale w przeciwnym przypadku musialbym duzo wiecej napisac. A na to
      aktualnie nie mam czasu. Jak wiadomo w Niemczech bezrobocie wzrasta i ja mam
      coraz wiecej pracy. Brzmi moze smiesznie, ale tak jakos jest. Nic na to nie
      poradze. Praca mnie lubi? Albo moze glupi musza pracowac? Nie wiem jak to
      interpretowac!
      Pozdrowienia




      • Gość: Hydraulik Wczasy w gułagu..do Jorla IP: *.cidernet.pl / *.cidernet.pl 12.01.03, 21:23
        No cóż, w mojej rodzinie jest ktoś, kto nie dożył tej 90 po gułagu, mało tego,
        nie wrócił z tych wczasów - po prostu czarny kawior, jaki tam podawali, mu
        zaszkodził....zapił szampanem i już się nie obudził. Jego wina - mógł nie pić i
        zastosować maksymę jak w "Sudbie cziełowieka" Szołochowa : "Pa pierwom nie
        zakuszaju!"

        bez PZDR
    • Gość: JOrl DO MBS'a IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 17:06
      A teraz Ty, drogi MBSie.
      Pierwsze to nasz spor o dochodach narodowych. Mi chodzi o poziom zycia ludzi,
      mieszkancow tego kraju. A Ty opowiadasz o tym ile ja bym potrzebowal euro w
      Moskwie, aby mnie bylo stac na jadanie dalej raz na tydzien w mojej ulubionej
      restauracji w Berlinie. Troche przesadzajac.
      Co do prania mozgu o "sukcesach" gospodarczych. Podalem przyklady. Np. od wielu
      lat ZAWSZE w Niemczech zawyzanych przez oficjalne prognozy. Ty twierdzisz, ze
      to przypadek. To dlaczego zawyzane?
      Po prostu nie da sie to inaczej nazwac jak zamierzone. A dlaczego? Ma to
      gleboki sens. Taki MACIEJ, jakby jego pan kierownik, Dablju Krzak prawde by
      powiedzial, ze zadnych wzrostow nie ma, a te podawane to oszustwa statystyczne,
      by sie moze powiesil??? A tego przeciez my, forumowicze, jak i Pan prezydent
      Krzak nie chce. Wyglada na to, ze nasz MACIEJ zajmowal sie sprzedawaniem
      naiwniakom jakis akcji, i jak by im nie opowiadal, juz niedlugo zaczna
      zarabiac, to moze by go nawet scigali?? Grozili pobiciem?? Co prawda ucieka im
      dobrze na rowerze, ale do czasu!
      Tez Ty MBSie, musisz miec marchewke przed nosem w ciezkich dla Ciebie czasach.
      Bo zapewne tez jestes z tych kregow, aktualnie majacych w zwiazku z gielda
      dosyc zle. Nalezysz do tego nowotworu w gospodarce. Ktory ale ostatnio ma
      gorzej. Wiec trzeba, chocby dla was nie tylko, jak w Niemczech piekne prognozy
      oddawac, ale nawet potem (a tu celuje USA) jakos pooszukiwac, ze tak jest.
      Juz stary Churchil powiedzial, "nie wierze w zadne statystyki, ktore sam nie
      falszowalem".
      Ale Ciebie MBS czyta sie dobrze. A dlatego, ze moge sie zorientowac, jaki
      system argumentow wam tam w USA w glowe wbijaja. Jest to mi potrzebne w celu
      poznania mechanizmow dzialanie swiata.
      Ten watek zatytuowalem "O pogladach MBS'a". Jak mi czas pozwoli zajme sie
      nastepnym obszarem zagadnien o ktorych juz z innymi forumowiczami dyskutowales.
      Chdzi tu o szeroko pojety problem zwany "ochrona srodowiska". Wyprzedazajac
      moje nastepne posty, powiem, ze nawet jestem tego samego zdania co Ty, ze
      dwutlenek wegla nie jest za bardzo szkodliwy. Ale istnieje zupelnie inny
      problem, ktorego Ty nie widzisz. A on jest duzo wazniejszy jak ten gaz.
      Ale o tym pozniej.
      Pozdrowienia
      • Gość: mbs Re: Dochod vs Koszt Zycia IP: *.dyn.optonline.net 13.01.03, 03:59
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > A teraz Ty, drogi MBSie.
        > Pierwsze to nasz spor o dochodach narodowych. Mi chodzi o poziom zycia ludzi,
        > mieszkancow tego kraju. A Ty opowiadasz o tym ile ja bym potrzebowal euro w
        > Moskwie, aby mnie bylo stac na jadanie dalej raz na tydzien w mojej ulubionej
        > restauracji w Berlinie. Troche przesadzajac.

        Jaki spor? To jest zwykle nieporozumienie. Tutaj rozchodzi sie
        o zupeolnie dwie odrebne sprawy. Dochod narodowy i ten dochod
        na glowe nie ma nic wspolnego do kosztu zycie w danej
        miejscowosci czy kraju. Te dane co do Moskwy o St. Petersburg
        sa takie wysokie od dawna i wiele niezaleznych zrodel podaje
        to samo wiec nie potrzeba jezdzic do restauracji w Berlinie
        aby ten koszt byl wysoki.

        > Co do prania mozgu o "sukcesach" gospodarczych. Podalem przyklady. Np. od
        wielu
        >
        > lat ZAWSZE w Niemczech zawyzanych przez oficjalne prognozy. Ty twierdzisz, ze
        > to przypadek. To dlaczego zawyzane?

        Prognozy jak definicja wskazuje sa tylko PROGNOZAMI wiec nie
        jestem pewny dlaczego oczekujesz ze musza sie spelnic w 100
        procentach? Poza tym w Niemczech i tak ostatnio wyniki sa
        raczej mizerne wiec jezeli cokolwiek to wylacznie zawyzone
        dane musza byc podawana dla efektu psychologicznego. Jest
        raczej pewne ze negatywne prognozy maja wplyw na rzeczywistosc
        i szczegolnie w gospodarce gdzie wzrost mierzy sie w dzisiatych
        procenta podanie negatywnych danych mogloby sie przyczynic do
        spadku wzrostu wlasnie o te kilka dziesiatych punktu
        procentowego ktore moga stanowic roznice pomiedzy wzrostem
        a spadkiem.

        > Po prostu nie da sie to inaczej nazwac jak zamierzone. A dlaczego? Ma to
        > gleboki sens. Taki MACIEJ, jakby jego pan kierownik, Dablju Krzak prawde by
        > powiedzial, ze zadnych wzrostow nie ma, a te podawane to oszustwa
        statystyczne,
        >
        > by sie moze powiesil???

        Przezyl by nawet to. :-) Moj dziadek opowiadal mi autentyczne
        przypadki honorowych ludzi wyskakujacych z wiezowcow w Nowym
        Jorku w latach 1930tych po straceniu wszystkiego na gieldzie
        ale w dzisiejszych czasach nie ma juz tego typu ludzi wiec
        juz nie wyskakuja i nie wieszaja sie obojetnie co by sie nie
        stalo. :-)

        > A tego przeciez my, forumowicze, jak i Pan prezydent
        > Krzak nie chce. Wyglada na to, ze nasz MACIEJ zajmowal sie sprzedawaniem
        > naiwniakom jakis akcji, i jak by im nie opowiadal, juz niedlugo zaczna
        > zarabiac, to moze by go nawet scigali?? Grozili pobiciem?? Co prawda ucieka
        im
        > dobrze na rowerze, ale do czasu!

        Ci co kupuja akcje obojetnie czy od Macieja czy bezposrednio
        sami na ekranie swojego komputera wiedza ze im wieksze
        potencjalne zyski tym ryzyko jest wyzsze
    • Gość: JOrl Pytanie do MBS'a IP: *.dip.t-dialin.net 13.01.03, 19:46
      Drogi MBSie, poki co moze Ty bys mi wyjasnil cos z dziedziny ekonomii. Tak jak
      przecinka gnebi nadprzewodnictwo, tak mnie cos innego. Juz paru, zdawaloby sie
      dobrych ekonomistow na tym forum pytalem, ale jak troche dokladniej borowalem,
      zaden nie potrafil mi odpowiedziec.
      Chdzi mi o rezerwy walutowe jakiegos panstwa. Znana sprawa, praktycznie kazde
      panstwo cos takiego ma. No moze za wyjatkiem USA.
      Wezmy za przyklad Bank Europejski czyli panstwowy bank EU. Jak wiadomo ma
      rezerwy walutowe. Tu mialbym nastepujace pytania:
      1. Ile EZB ma tych rezerw? Teraz no i moze za ostatnie pare lat, jakbys
      wiedzial.
      2. W czym je ma? Tutaj mi chodzi o to czy ma:
      2.1.W np. zlocie? Wtedy mam pytanie ile w nim? I gdzie je trzyma? w piwnicy
      jakiego domu?
      2.2. Moze w jakis amerykanskich pozyczkach panstwowych? Jesli tak, ile z calej
      sumy jest w tym? Jak to wyglada? Sa to papiery na ktorych jest cos
      napisane, i jesli tak, gdzie te papiery sa doslownie trzymane?
      2.3.Moze w innych walutach? Wtedy czy to so normale skrzynie pelne banknotow z
      $ albo frankami szwarcajskimi? I gdzie sa te skrzynie, jesli tak jest? W
      piwnicy jakiego domu stoja? No i naturalnie ile miliardow tego jest?
      2.4. Moze w akcjach jakis przedsiebiorstw? Jesli tak, to znowu ile tego jest,
      gdzie sa trzymane, i moze jaki jest podzial np. na akcje przedsiebiorstw USA,
      EU, reszty swiata?
      2.5.Moze jeszcze inne formy? jesli tak to jaka suma i jaka forma?
      Jak juz pisalem, podobnie pytalem innych takich wygladajacych na specow w tych
      dziedzinach. I odpowiedzi tak dokladnej, jak chciana w moich pytaniach nie
      dostalem.
      MOZE TY???
      Z gory dziekuje za wysilek.
      Bo ja prosty inzynier jakos sam tego nie wiem, a to mnie po prostu interesuje.
      Naturalnie jak jakis inny forumowicz zna odpowiedzi na te pytania, zapraszam.
      Ale prosze o solidne odpowiedzi.
      Acha, te pytania o piwnice nie sa po to, ze chce zrobic napad!
      Pozdrowienia
      • Gość: mbs Re: Rezerwy Banku Europejskiego IP: *.dyn.optonline.net 14.01.03, 00:55
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > Drogi MBSie, poki co moze Ty bys mi wyjasnil cos z dziedziny ekonomii. Tak
        jak
        > przecinka gnebi nadprzewodnictwo, tak mnie cos innego. Juz paru, zdawaloby
        sie
        > dobrych ekonomistow na tym forum pytalem, ale jak troche dokladniej
        borowalem,
        > zaden nie potrafil mi odpowiedziec.
        > Chdzi mi o rezerwy walutowe jakiegos panstwa. Znana sprawa, praktycznie kazde
        > panstwo cos takiego ma. No moze za wyjatkiem USA.
        > Wezmy za przyklad Bank Europejski czyli panstwowy bank EU. Jak wiadomo ma
        > rezerwy walutowe. Tu mialbym nastepujace pytania:
        > 1. Ile EZB ma tych rezerw? Teraz no i moze za ostatnie pare lat, jakbys
        > wiedzial.
        > 2. W czym je ma? Tutaj mi chodzi o to czy ma:
        > 2.1.W np. zlocie? Wtedy mam pytanie ile w nim? I gdzie je trzyma? w piwnicy
        > jakiego domu?
        > 2.2. Moze w jakis amerykanskich pozyczkach panstwowych? Jesli tak, ile z
        calej
        >
        > sumy jest w tym? Jak to wyglada? Sa to papiery na ktorych jest cos
        > napisane, i jesli tak, gdzie te papiery sa doslownie trzymane?
        > 2.3.Moze w innych walutach? Wtedy czy to so normale skrzynie pelne banknotow
        z
        > $ albo frankami szwarcajskimi? I gdzie sa te skrzynie, jesli tak jest? W
        > piwnicy jakiego domu stoja? No i naturalnie ile miliardow tego jest?
        > 2.4. Moze w akcjach jakis przedsiebiorstw? Jesli tak, to znowu ile tego jest,
        > gdzie sa trzymane, i moze jaki jest podzial np. na akcje przedsiebiorstw USA,
        > EU, reszty swiata?
        > 2.5.Moze jeszcze inne formy? jesli tak to jaka suma i jaka forma?
        > Jak juz pisalem, podobnie pytalem innych takich wygladajacych na specow w
        tych
        > dziedzinach. I odpowiedzi tak dokladnej, jak chciana w moich pytaniach nie
        > dostalem.
        > MOZE TY???
        > Z gory dziekuje za wysilek.
        > Bo ja prosty inzynier jakos sam tego nie wiem, a to mnie po prostu interesuje.
        > Naturalnie jak jakis inny forumowicz zna odpowiedzi na te pytania, zapraszam.
        > Ale prosze o solidne odpowiedzi.
        > Acha, te pytania o piwnice nie sa po to, ze chce zrobic napad!
        > Pozdrowienia

        Ciesze sie ze to nie napad! :-) W takim razie odpowiedzi
        na wszystkie swoje pytania powinienes otrzymac prosto
        z oficjalnych danych Europejskiego Centralnego Banku (ECB).

        ECB podaje statystyki miesiecznie i najprosciej mozesz
        je wszystkie znalezc na ich stronie:

        www.ecb.int/
        1. Wybierz tam "STSTISTICS" po prawej stronie.
        2. Nastepnie kliknij na "International Reserves".
        3. I wybierz jakikolwiek miesiac z ostatnich 3 lat.

        ECB
        • Gość: JOrl Re: Rezerwy Banku Europejskiego IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 18:33
          Zajrzalem, ale cos mi sie nie zgadza. A moze MBSie, podalbys Ty mi tylko jedna
          liczbe. Np. rezerwy walutowe ECB na np. koniec 2002? Sumaryczne a nie jakies za
          grudzien czy cos podobnego. I moze wtedy dokladniej gdzie moge te liczbe
          znalezc (link?).
          Pozdrowienia
          • Gość: MACIEJ Re: Rezerwy Banku Europejskiego IP: *.ny325.east.verizon.net 14.01.03, 23:48
            Gość portalu: JOrl napisał(a):

            > Zajrzalem, ale cos mi sie nie zgadza. A moze MBSie, podalbys Ty mi tylko
            jedna
            > liczbe. Np. rezerwy walutowe ECB na np. koniec 2002? Sumaryczne a nie jakies
            za
            >
            > grudzien czy cos podobnego. I moze wtedy dokladniej gdzie moge te liczbe
            > znalezc (link?).
            > Pozdrowienia

            JOrl z toba jak z dzieckiem.
            Najpierw nie wiesz jak sie dobrac do danych statystycznych.
            Pozniej jak juz je masz,to nie umiesz ich odczytac i to rozumiem,bo sam
            piszesz ,ze jestes prosty inzynier a nie jakis tam ekonomista.
            No wiec trzeba ci to odczytac i podac w papce dla ciebie strawnej i wtedy jak
            ty to zrozumiesz to zaczniesz nas ekonomistow uczyc ekonomii.
          • Gość: mbs Re: Rezerwy Banku Europejskiego IP: *.dyn.optonline.net 15.01.03, 02:18
            Gość portalu: JOrl napisał(a):

            > Zajrzalem, ale cos mi sie nie zgadza. A moze MBSie, podalbys Ty mi tylko
            jedna
            > liczbe. Np. rezerwy walutowe ECB na np. koniec 2002? Sumaryczne a nie jakies
            za
            >
            > grudzien czy cos podobnego. I moze wtedy dokladniej gdzie moge te liczbe
            > znalezc (link?).
            > Pozdrowienia

            Za grudzien danych jeszcze nie ma wiec ostatnie dane
            masz szczegolowe za listopad. Za dwa tygodnie beda
            dane z grudzien ale dla swoich kalkulacji mozesz
            uzywac danych z listopada
            • Gość: Zbigniew Co się Jorlowi nie zgadza ? IP: *.kra.cdp.pl / *.magic-net.pl 15.01.03, 10:30
              Dla wielu osób pojęcie rezerwy oznacza jakieś zapasy składowane bezużytecznie
              na "czarną godzinę".Uważają , że skoro ECB ma jakieś zapasy dolarów w
              banknotach bezużytecznie tkwiące w sejfach i "wycofane z obiegu" to Amerykanie
              mogli nadrukować u siebie taką samą ilość pieniędzy i puścić w obieg u siebie
              aby bezkarnie sobie popasożytować na reszcie świata poprzez druk pieniądza bez
              pokrycia o którym nikt nie wie.JORl chce się bawić w Sherlocka Holmesa i wykryć
              ten spisek amerykański grożący reszcie świata.

              W przypadku JORla trzeba zacząć od podstaw tj. zasad emisji pieniądza opartego
              o złoto ( monet )- gdzie nie tworzy się rezerw kruszcowych ani "walutowych" ,
              później banknotów emitowanych w oparciu o rezerwy w postaci sztabek złota ( 1
              sztabka = 1 banknot ) , później przejść do pokrycia emitowanego pieniądza w
              dewizach ( np. dolarach ) pokrywanych złotem deponowanym np.w USA - można
              polecić film Die Hard 3 gdzie kradnie się złoto przechowywane w podziemiach
              Nowego Jorku , wytłumaczyć pojęcie rezerw dewizowych i dopuszczalnych sposobów
              zarządzania nimi przez bank centralny.Następnym krokiem będzie wytłumaczenie
              dlaczego nie można puścić rezerw w złocie i dewizach w obieg "dla pobudzenia
              gospodarki".
              JORL już się kiedyś pytał o polskie rezerwy dewizowe.Chodziło Jemu o to , że NBP
              inwestuje w niskooprocentowane obligacje USA , a polski rząd musi pieniądze
              pożyczać na znacznie wyższy procent.Oraz o to , że polskie zadłużenie w
              dewizach przewyższa znacznie rezerwy dewizowe banku centralnego co oznacza (
              w/g JORLa ) , że Polska jest niewypłacalna.
    • nonkonformista Amerykanie znowu przyspieszyli.... 15.01.03, 23:08
      Powiało optymizmem zza oceanu. Pod spodem tekst V.C. - co by nie spadł za
      szybko z afisza i opatrzył się Ożarowiakom.
      N.

      www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1272093.html
      Wolny wzrost gospodarczy w USA
      Reuters, d 15-01-2003, ostatnia aktualizacja 15-01-2003 21:27

      Gospodarka USA nadal rozwija się w wolnym tempie - poinformował w środę Zarząd
      Rezerwy Federalnej w raporcie zwanym "Beżową Księgą".

      Raport - który będzie brany pod uwagę przez FED przy podejmowaniu decyzji w
      sprawie stóp procentowych na posiedzeniu pod koniec miesiąca - oparty jest na
      danych sprzed 7 stycznia. FED zwraca w nim uwagę na rozczarowujące wyniki
      sprzedaży w okresie świątecznym (z wyjątkiem sprzedaży samochodów) i
      stwierdza, że w większości regionów kraju aktywność gospodarcza była
      niewielka.

      V.C.:

      KMart zwalnia

      ------------------------------------------------------------------------------
      Amerykańska sieć supermarketów KMart, korzystająca z sądowej ochrony przed
      wierzycielami, zwolni dalsze 35 tys. pracowników i zamknie kolejne 326
      sklepów.
      ------------------------------------------------------------------------------
      KMart liczy na to, że przetrwa dzięki restrukturyzacji. Jest to już druga
      fala grupowych zwolnień ogłoszonych przez firmę w ostatnich 12 miesiącach. W
      marcu KMart zmniejszył zatrudnienie o 22 tys. osób i zamknął 283 sklepów.

      Zamknięcie kolejnych placówek umożliwiłoby firmie wycofanie się z
      długookresowych umów w sprawie dzierżawy gruntów i budynków, a tym samym
      byłoby źródłem oszczędności.

      KMart jest największym bankrutem sektora handlu detalicznego w ub. r. Firmie
      nie udało się wygenerować zysku wystarczającego na opłacenie dostawców.
      Następne posiedzenie sądu w ramach procedury ochronnej przed wierzycielami
      przewidziane jest na 28 stycznia.

      (BBC, lon)
      • Gość: mbs Re: Redukcja Kmart IP: *.dyn.optonline.net 17.01.03, 02:36
        nonkonformista napisał:
        ...
        >
        > ------------------------------------------------------------------------------
        > Amerykańska sieć supermarketów KMart, korzystająca z sądowej ochrony przed
        > wierzycielami, zwolni dalsze 35 tys. pracowników i zamknie kolejne 326
        > sklepów.
        > ------------------------------------------------------------------------------
        > KMart liczy na to, że przetrwa dzięki restrukturyzacji. Jest to już druga
        > fala grupowych zwolnień ogłoszonych przez firmę w ostatnich 12 miesiącach. W
        > marcu KMart zmniejszył zatrudnienie o 22 tys. osób i zamknął 283 sklepów.
        >
        > Zamknięcie kolejnych placówek umożliwiłoby firmie wycofanie się z
        > długookresowych umów w sprawie dzierżawy gruntów i budynków, a tym samym
        > byłoby źródłem oszczędności.
        >
        > KMart jest największym bankrutem sektora handlu detalicznego w ub. r. Firmie
        > nie udało się wygenerować zysku wystarczającego na opłacenie dostawców.
        > Następne posiedzenie sądu w ramach procedury ochronnej przed wierzycielami
        > przewidziane jest na 28 stycznia.

        Osobiscie wydaswalo mi sie ze ta firma powinna zostc
        zlikwidowana co najmniej 10 lat temu. W tym segmencie
        w USA konkuruja z Kmart firmy WalMart i Target ktore
        wiedza co robia.

        Firma Kmart nie wie co robi i biorac pod uwage ze
        w kazdej sredniej miescowosci jest WalMart to
        w teorii firma Kmart nie powinna istniec wcale.

        Zamiast bawic sie w bankructwo i redukcje najlepiej
        byloby zlikwidowac cala firme wedlug mnie.

        mbs
        • Gość: MACIEJ Re: Redukcja Kmart IP: *.ny325.east.verizon.net 17.01.03, 03:01
          Gość portalu: mbs napisał(a):


          > Osobiscie wydaswalo mi sie ze ta firma powinna zostc
          > zlikwidowana co najmniej 10 lat temu. W tym segmencie
          > w USA konkuruja z Kmart firmy WalMart i Target ktore
          > wiedza co robia.
          >
          > Firma Kmart nie wie co robi i biorac pod uwage ze
          > w kazdej sredniej miescowosci jest WalMart to
          > w teorii firma Kmart nie powinna istniec wcale.
          >
          > Zamiast bawic sie w bankructwo i redukcje najlepiej
          > byloby zlikwidowac cala firme wedlug mnie.
          >
          > mbs

          Przeczuwalem,ze nonkonformista chce skladke zarzadzic by ratowac firme.
    • nonkonformista W międzyczasie.... 18.01.03, 11:58
      ...przytaczam dane, które uważam za słuszne (i optymistyczne). Chyba "The
      Islanders" będą musieli ograniczyć spożycie mielonych.
      N.

      www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,1275483.html
      Złe wieści z Ameryki
      mkuz, Reuters 17-01-2003, ostatnia aktualizacja 17-01-2003 17:12

      Amerykański deficyt handlowy osiągnął rekordową wysokość, pogarszają się
      nastroje konsumentów, spadła również produkcja przemysłowa. Takiej serii złych
      wiadomości nie było w USA już dawno

      Tym razem analitycy i ekonomiści, którzy prognozowali dobre wyniki
      amerykańskiej gospodarki, zawiedli się mocno. Dane dotyczące handlu
      zagranicznego, nastrojów konsumentów i produkcji okazały się poniżej ich
      oczekiwań pomimo wysiłków administracji prezydenta Busha, która stara się
      wprowadzić gospodarkę USA na ścieżkę szybszego wzrostu.

      Fatalne wiadomości miał dla nich w piątek przede wszystkim Departament Handlu:
      deficyt handlowy największej gospodarki świata wzrósł w listopadzie aż o 13,9
      proc. w porównaniu z ubiegłym miesiącem i sięgnął 40,1 mld dol.! To rekordowa
      wielkość, której nie notowano od ponad dwóch lat - analitycy spodziewali się
      deficytu niższego aż o 4 mld dol. W pierwszych 11 miesiącach ub.r. deficyt
      handlowy USA wyniósł 390,5 mld dol.,

      Tak duża nierównowaga spowodowana została przede wszystkim rosnącym lawinowo
      importem, którego nie był w stanie zrównoważyć słaby przyrost eksportu. Tempo
      wzrostu wartości towarów zagranicznych kupowanych przez Amerykanów wyniosło aż
      4,9 proc. (w sumie w listopadzie USA wydało na towary i usługi zagraniczne aż
      123,3 mld dol.). Eksport wzrósł w tym samym czasie tylko o 1,1 proc. i jego
      wartość sięgnęła 83,2 mld dol. Ekonomistów niepokoi fakt, że amerykańskiemu
      eksportowi nie pomógł nawet relatywnie słaby dolar.

      O złe wieści zadbali też amerykańscy konsumenci - według analityków University
      of Michigan, ich nastroje znowu uległy pogorszeniu. Wskaźnik optymizmu
      konsumentów, jeden z najważniejszych i najpilniej śledzonych przez ekonomistów
      i analityków giełdowych, spadł w styczniu aż o 3 pkt. w porównaniu z wartością
      z grudnia. Jego poziom na początku nowego roku wyniósł tylko 83,7 pkt.

      Spadek był niespodziewany - analitycy oczekiwali, że nastroje konsumentów się
      poprawią. To również złe wiadomości dla administracji prezydenta Busha, która
      w ubiegłym tygodniu przedstawiła plan rewitalizacji gospodarczej USA. Bush
      chce obniżyć podatki dochodowe, zlikwidować podatek od dywidend, przeznaczyć
      więcej pieniędzy dla rodzin wielodzietnych. Plan ma skłonić Amerykanów do
      częstszego sięgania do portfeli i zwiększonych wydatków - popyt konsumpcyjny
      odpowiada w tym kraju za blisko dwie trzecie PKB. Złe nastroje konsumentów po
      prezentacji planu dowodzą, że propozycja Busha spotkała się na razie z
      chłodnym przyjęciem konsumentów. To z kolei oznacza, że jeżeli nawet plan
      redukcji podatków nie był w stanie poprawić nastrojów Amerykanów, Bushowi
      będzie bardzo trudno zmusić ich do wydawania dodatkowych pieniędzy. A tego
      najbardziej potrzebuje teraz amerykańska gospodarka.

      Kiepskie wiadomości miał w piątek dla inwestorów i ekonomistów także
      amerykański sektor produkcyjny. Produkcja przemysłowa w grudniu zmniejszyła
      się o 0,2 proc. w porównaniu z listopadem. Zmniejszyło się także wykorzystanie
      mocy produkcyjnych w firmach: spadło ono w grudniu o 0,2 pkt. proc. i wyniosło
      75,4 proc.

      Zdaniem analityków, złe wiadomości na początku roku mogą niekorzystnie wpłynąć
      na nastroje na rynkach kapitałowych. Złe wieści zza oceanu odbijają się
      również na kondycji amerykańskiej waluty. W piątek za euro płacono 1,06
      dolara, a prognozy specjalistów walutowych pokazują, że euro będzie się nadal
      umacniać - być może nawet do poziomu 1,1 dol. za euro.
      • Gość: mbs Re: Rekordy sprzedazy znowu pobite IP: *.dyn.optonline.net 27.01.03, 17:25
        nonkonformista napisał:

        > ...przytaczam dane, które uważam za słuszne (i optymistyczne). Chyba "The
        > Islanders" będą musieli ograniczyć spożycie mielonych.

        Dzisiaj opublikowane dane znowu stwierdzaja rekordy sprzedazy
        domow w grudniu tym razem uzywanych ktore okazaly sie kilka
        krotnie razy wyzsze niz prognozy.

        cbs.marketwatch.com/news/story.asp?guid=%7B919C9052%2DEFDC%2D40F5%2D8D4C%2D59CEC82CEE08%7D&siteid=mktw

        mbs
    • Gość: JOrl O reserwach dla MBS'a IP: *.dip.t-dialin.net 19.01.03, 17:06
      Twoje slowa drogi MBS:
      >Jezeli interesuja ciebie tylko wylacznie same reserwy
      >walutowe ECB to kliknij na ECB (European Central Bank)
      >i zauwazysz ze wynosilo to €36,979 mld. w listopadzie
      >zeszlego roku. Na to skladaly sie oczywiscie papiery
      >wartosciowe (€26,174 mld.) oraz rzeczywiste pieniadze
      >w banknotach i na koncie (€10,804 mld.). Tutaj nie
      >ma obawy i te papiery wartosciowe sa rownowazne z
      >banknotami i mozna je wymienic natychmiast na banknoty
      >jezeli zajdzie nagla potrzeba.
      >Jezeli klinkniesz nizej to masz dane na caly Eurosystem
      >czyli dane z ECB i wszystkich 15 Narodowych Bankow
      >Centralnych (NBC).
      >Co ty kombinujesz z tym i co ci sie nie zgadza?
      Dziekuje za dane. Naturalnie widzialem je tez. A teraz co mi sie nie zgadza.
      Czytuje sie od czasu do czasu, ze jakies centralne czyli panstwowe banki
      ingeruja w kurs walut kupujac je albo sprzedajac. Od paru lat w imieniu 15, tak
      ja to rozumiem, robi to bank ECB. Kiedys np. w imieniu Niemiec Bundesbank.
      Szukalem w Bundesbanku i nie znalazlem jakis rezerw dewizowych. Wyglada na to,
      ze je ma tylko ECB. Do konca ale tego nie jestem pewny.
      Zato jestem pewny czegos innego. W ingerencje w kurs walut bankow panstwowych.
      Pamietam dokladnie jak przed chyba juz 2 laty przeczytalem w powaznej gazecie
      niemieckiej, ze ECB ma ok. 300 mild$ reserv. Bylo to podane z okazji jego
      interwencji dla obnizenia wartosci $. Wtedy euro bylo chyba 0,85$. I tam
      napisano, ze niewiadomo, jaka suma ECB interweniowal, ale analitycy uwazali ze
      ok. 20mild$. To naturalnie zmienilo kurs tylko o pare Centow. Wlasnie
      powiedziano, ze taki bank centralny NIGDY nie podaje jakimi sumami
      interweniuje. Prawie nawet nie podaje ZE interweniuje. Dlatego sie dziwie ze w
      Internecie sa podane reserwy dewizowe. Przeciez tak, to najpozniej po 1
      miesiacu jest dokladnie widoczne jak taka interwencja byla. No i podane te ca
      37 mild Euro!!!. W tej gazecie bylo prawie 10 razy wiecej! I to przed 2 laty!
      Taka mala Polska ma podobno 27 mild$ reserv. A cala EU niewiele wiecej?
      Ja uwazam, ze EU musi miec kilkaset mild$ reserv. I wlasnie sa one powoli
      sprzedawane. Wlasnie dlatego dolar w stosunku do euro tak spada. Zreszta przed
      paru miesiacami czytalem w niemieckiej prasie wlasnie cos takiego, ze euro
      bedzie roslo. A niedawno tez, ze Japonia zamierza to samo w ciagu paru lat
      zrobic. Ale naturalnie ogolnikowo. Zgodnie z tym co juz powiedzialem, ze banki
      centralne interweniuja, ale wielkosci interwencji nie podaja. Tylko po skutkach
      w ruchu walut mozna to ocenic. Bo te przed 2 laty 20 mild$ mialo tylko
      parocentowy wplyw. Wiec teraz musza byc sumy np. 10 razy wiecej sprzedane. Zeby
      sie proporcje zgadzaly. Bo dlaczego dolar spada? Bo ktos niby chce? Np. Bush?
      Od chcenia to sie nic nie zmienia. Trzeba cos zrobic, a nie tylko chciec. Tak
      to juz jest w zyciu. Chciejstwo to za malo.
      I to wlasnie mi sie nie zgadza.
      Oczywiscie nie mam na to dowodow. Ale uwazam, jako ze to caloksztalt tlumaczy
      na np. 90% prawdziwe.
      A tak naprawde, mysle, ze po to jest euro, aby EU ZADNYCH reserv dewizowych
      (czyli $) potrzebowala. I akurat uslyszalem w radiu przy pisaniu tego postu, ze
      Brazylia zamierza z Argentyna tez wprowadzic wspolna walute. I do tej strefy
      powinny sie nastepne kraje Ameryki Pld przylaczyc. Ciekawe, nastepni co nie
      chca $$$$$$????
      Pozdrowienia
      • Gość: mbs Re: Rezerwy IP: *.dyn.optonline.net 20.01.03, 21:48
        Gość portalu: JOrl napisał(a):
        ...
        > Dziekuje za dane. Naturalnie widzialem je tez. A teraz co mi sie nie zgadza.
        > Czytuje sie od czasu do czasu, ze jakies centralne czyli panstwowe banki
        > ingeruja w kurs walut kupujac je albo sprzedajac. Od paru lat w imieniu 15,
        tak
        >
        > ja to rozumiem, robi to bank ECB. Kiedys np. w imieniu Niemiec Bundesbank.
        > Szukalem w Bundesbanku i nie znalazlem jakis rezerw dewizowych. Wyglada na
        to,
        > ze je ma tylko ECB. Do konca ale tego nie jestem pewny.
        > Zato jestem pewny czegos innego. W ingerencje w kurs walut bankow
        panstwowych.
        > Pamietam dokladnie jak przed chyba juz 2 laty przeczytalem w powaznej gazecie
        > niemieckiej, ze ECB ma ok. 300 mild$ reserv. Bylo to podane z okazji jego
        > interwencji dla obnizenia wartosci $. Wtedy euro bylo chyba 0,85$. I tam
        > napisano, ze niewiadomo, jaka suma ECB interweniowal, ale analitycy uwazali
        ze
        > ok. 20mild$. To naturalnie zmienilo kurs tylko o pare Centow. Wlasnie
        > powiedziano, ze taki bank centralny NIGDY nie podaje jakimi sumami
        > interweniuje. Prawie nawet nie podaje ZE interweniuje. Dlatego sie dziwie ze
        w
        > Internecie sa podane reserwy dewizowe. Przeciez tak, to najpozniej po 1
        > miesiacu jest dokladnie widoczne jak taka interwencja byla. No i podane te ca
        > 37 mild Euro!!!. W tej gazecie bylo prawie 10 razy wiecej! I to przed 2 laty!
        > Taka mala Polska ma podobno 27 mild$ reserv. A cala EU niewiele wiecej?
        > Ja uwazam, ze EU musi miec kilkaset mild$ reserv. I wlasnie sa one powoli
        > sprzedawane. Wlasnie dlatego dolar w stosunku do euro tak spada. Zreszta
        przed
        > paru miesiacami czytalem w niemieckiej prasie wlasnie cos takiego, ze euro
        > bedzie roslo. A niedawno tez, ze Japonia zamierza to samo w ciagu paru lat
        > zrobic. Ale naturalnie ogolnikowo. Zgodnie z tym co juz powiedzialem, ze
        banki
        > centralne interweniuja, ale wielkosci interwencji nie podaja. Tylko po
        skutkach
        >
        > w ruchu walut mozna to ocenic. Bo te przed 2 laty 20 mild$ mialo tylko
        > parocentowy wplyw. Wiec teraz musza byc sumy np. 10 razy wiecej sprzedane.
        Zeby
        >
        > sie proporcje zgadzaly. Bo dlaczego dolar spada? Bo ktos niby chce? Np.
        Bush?
        > Od chcenia to sie nic nie zmienia. Trzeba cos zrobic, a nie tylko chciec. Tak
        > to juz jest w zyciu. Chciejstwo to za malo.
        > I to wlasnie mi sie nie zgadza.
        > Oczywiscie nie mam na to dowodow. Ale uwazam, jako ze to caloksztalt tlumaczy
        > na np. 90% prawdziwe.
        > A tak naprawde, mysle, ze po to jest euro, aby EU ZADNYCH reserv dewizowych
        > (czyli $) potrzebowala. I akurat uslyszalem w radiu przy pisaniu tego postu,
        ze
        >
        > Brazylia zamierza z Argentyna tez wprowadzic wspolna walute. I do tej strefy
        > powinny sie nastepne kraje Ameryki Pld przylaczyc. Ciekawe, nastepni co nie
        > chca $$$$$$????
        > Pozdrowienia

        Wplyw interwencji bankow centralnych od dawna jest niewielki.
        Sumy rzedu $20 mld nie robia zadnej roznicy w cenach walut
        kiedy dzienny obrot na rynkach walutowych wynosi okolo $1,5
        biliona. Rezerwy walutowe to jest nic innego jak ubezpieczenie
        swojej waluty inna mocniejsza i rezerwy potrzebne sa z
        zalozenia dla najmniejszych krajow gdzie pojedynczy spekulator
        moze w teorii zachwiac rynkiem. W poteznych ekonomiach jest
        to mniej przydatne poniewaz zachwianie rynkiem jest praktycznie
        niemozliwe. Widac to zreszta jak z biegiem czasu interwencje
        bankow centralnych w waluty staly sie zupelnie nieefektywne.

        To czy Brazylia lub Argentyna posiada osobna walute czy
        wspolna walute czy ta waluta nazywa sie peso czy real czy
        tez unreal nie ma zadnego wplywu na USA lub ekonomie USA.
        Samo to nie ma tez wplywu na losy przecietnego Brazylijczyka
        czy Argentynczyka ale wazne jest aby obojetna waluta byla
        solidna czyli poparta prawdziwa wytworzona wartoscia.

        Twoj poglad jest zreszta rozpowszechniony powszechnie ale
        jest jak najbardziej bledny poniewaz wartosc pieniadza nie
        zalezy na dluzsza mete od jego nazwy czy geografii ale
        tak jak zawsze od realnej wartosci ktora ten pieniadz
        representuje. Wiec Brazylii i Argentynie nie pomoze zmiana
        nazwy pieniadza czy wymiana na inny pieniadz. Biorac
        pod uwage historie mozna sie spodziewac ze nastepna wymiana
        pieniadza bedzie tam, tak jak wszystkie poprzednie, zwyklym
        ulegalnionym okradaniem wlasnych obywateli ale nie musi tak
        byc a sami obywatele Argentyny czy Brazylii moga wybrac sobie
        rzad i walute taka jaka im odpowiada i niekoniecznie musza
        pozwalac na okradanie samych siebie przez kolejna dewaluacje.

        mbs
    • Gość: JOrl Ochrona przyrody cz. I IP: *.dip.t-dialin.net 19.01.03, 17:07
      Zbieralem sie od dluzszego czasu cos napisac o "ochronie srodowiska" w
      kontekscie pogladow MBS'a.
      Juz niedawno zaznaczylem ze tez watpie jak i on w efekt cieplarniany. Ale ja
      zawsze w ten efekt watpilem. Juz dawno mi podpadlo jak pisano na podstawie
      jakich przemyslen ten wplyw dwutlenku wegla na klimat jest udawadniany. Uklada
      sie ogromne matematyczne modele, programuje sie na komputerach i sie usiluje
      rozwiazac. Ale na modelach matematycznych to ja sie troche znam. I jak sie
      dokladnie czytalo (za czesto o tym ale w mediach nie pisano), ze jest to bardzo
      skaplikowane zjawisko i modele do tego sa duzo za male. Po prostu przyblizone.
      Np. Pisano, ze wplyw oceanow na te sprawy z uwagi na skaplikowanosc sie nie
      uwzglednialo. Dlatego, zaleznie od modelu matematycznego mozna miec ocieplenie,
      albo i oziebienia. Jednym slowem bzdury.
      Powstaje pytanie po co to? Bez przyczyny sie nic nie dzieje przeciez.
      Wiadomo, jak sie da finasowanie dla naukowcow, beda cokolwiek badac. I aby
      dostawac nastepne pieniadze, beda duzo opowiadac. A ze sa to trudne naukowo
      sprawy, mozna dlugo i bez prawdziwych rezultatow dalej badac.
      Ale to nie wszystko. Moze do ochrony srodowiska. Oczywista jest sprawa, ze
      ludzkosc moze je psuc. Znamy dymy z kominow, rzeki zatrute itd. To naturalnie
      obniza w pierwszym rzedzie komfort zycia. Ja tez bardzo lubie czysta przyrode.
      Chociaz tez nie uwazam, ze ludzie zaraz na wskutek jakis takich zanieczyszczen
      beda umierali na straszne choroby. Czlowiek jest odporny. Ale jakosc zycia
      naturalnie sie obniza.
      Jako ze ludzkosc osiagnela taka produktywnosc i technike, ze mozna juz o to
      dbac. Jest to zwlaszcza istotne w gesto zaludnionych krajach Europy. Ale mozna
      zauwazyc, ze propaganda na temat ochrony srodowiska przekracza znacznie te
      sprawy sluzace komfortowi. Mowi sie o ochronie surowcow. Nie za glosno, ale
      tez. I o to tak naprawde tu teraz chodzi. Przy dwutlenku wegla.
      Wlasnie "produkcja" CO2 jest miara zuzycia energii czyli surowcow przez dany
      kraj. A tych surowcow nie jest za duzo. A najwiekszy jest problem, ze na
      swiecie mala 1mild czesc ludzkosci zuzywa ogromna jej wiekszosc. I jest to
      potrzebne dla poziomu zycia tych krajow. A na swiecie jest jeszcze 5 mild ludzi
      i ich liczba rosnie. Teraz zuzywaja na glowe mniej jak 1/10 tego co Zachod.
      Jesli podniosa nawet do duzo nizszego poziomu jak Zachod, zawali sie wszystko.
      A jesli sie chca rozwinac, MUSZA podniesc. To jest ten swiatowy dylemat.
      Dla rozwiazania tego dylematu wymyslono ten efekt cieplarniany. Byl on
      potrzebny, bo przeciez nie mozna bylo glosno opowiadac, ze chodzi o surowce.
      Wygladaloby to za nachalne. I egoistycznie. A przeciez prawa czlowieka, dobrzy
      ludzie tutaj, zli gdzies tam itd.
      Kioto bylo teraz. Ale zaczeto na poczatku lat 90 w Rio de Janero. Jako ze
      uwazano, ze Rosja sie rozpadnie i nie bedzie sie liczyla, uznano ze USA zostaje
      Panem Swiata i Okolic. I powstala nastepujaca koncepcja w celu niedopuszczenia
      krajom biednym zwiekszenia ich zuzycia energii. Wlasnie uzyto efekt
      cieplarniany propagandowo. Jak sie przyjrzec tym konferencjom, widac ze mialo
      byc nastepujaco. Kazdemu krajowi na swiecie przyznano dopuszczalna produkcje
      CO2 czyli dokladnie mowiac ZUZYCIE ENERGII ze stanu za 1990 r. Wszystkie kraje
      swiata mialy sie do tego zoobowiazac. To by naturalnie musialo zatrzymac rozwoj
      tych 5 mild. Bo przeciez one nie moglyby nigdy osiagnac w przyblizeniu stanu
      krajow Zachodnich. Dla pilnowania tych kwot byl juz ustalony system kar dla
      tych co przekraczaja. ONZ pod dyktando USA i Zachodu mialo prawo nakladac
      embarga na tych "grzesznikow". Jak sie chcieliby rozwijac dalej niz im
      dozwolono. Takimi embargami naturalnie tez by to osiagnieta. Cofanie tych
      niegrzecznych krajow. Ale bezczelnosc tych rozwinietych krajow szla dalej.
      Wcale sie nie zamierzaly zatrzymac na zuzyciu na poziomie 1990r. Mial byc
      wprowadzony system SPRZEDAZY przez kraje ich przydzielonych kwot. Oczywiscie to
      by znaczylo, ze biedne kraje, z malymi przydzialami, bylyby zmuszone nawet te
      do sprzedazy bogatym. Bo przeciez zadluzyc biedne kraje nie jest problemem.
      Patrz Polska.

      • Gość: mbs Re: Ochrona przyrody cz. I IP: *.dyn.optonline.net 27.01.03, 19:48
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > Zbieralem sie od dluzszego czasu cos napisac o "ochronie srodowiska" w
        > kontekscie pogladow MBS'a.
        > Juz niedawno zaznaczylem ze tez watpie jak i on w efekt cieplarniany. Ale
        ja
        > zawsze w ten efekt watpilem. Juz dawno mi podpadlo jak pisano na podstawie
        > jakich przemyslen ten wplyw dwutlenku wegla na klimat jest udawadniany.
        Uklada
        > sie ogromne matematyczne modele, programuje sie na komputerach i sie
        usiluje
        > rozwiazac. Ale na modelach matematycznych to ja sie troche znam. I jak sie
        > dokladnie czytalo (za czesto o tym ale w mediach nie pisano), ze jest to
        bardzo
        >
        > skaplikowane zjawisko i modele do tego sa duzo za male. Po prostu
        przyblizone.
        > Np. Pisano, ze wplyw oceanow na te sprawy z uwagi na skaplikowanosc sie nie
        > uwzglednialo. Dlatego, zaleznie od modelu matematycznego mozna miec
        ocieplenie,
        >
        > albo i oziebienia. Jednym slowem bzdury.
        > Powstaje pytanie po co to? Bez przyczyny sie nic nie dzieje przeciez.
        > Wiadomo, jak sie da finasowanie dla naukowcow, beda cokolwiek badac. I aby
        > dostawac nastepne pieniadze, beda duzo opowiadac. A ze sa to trudne naukowo
        > sprawy, mozna dlugo i bez prawdziwych rezultatow dalej badac.

        O to sie rozchodzi. Ostatecznie jezeli rozwiazano by problem
        i stwierdzono gdzie on lezy to skonczyly by sie miliardowe
        dotacje rzadowe na badania.

        > Ale to nie wszystko. Moze do ochrony srodowiska. Oczywista jest sprawa, ze
        > ludzkosc moze je psuc. Znamy dymy z kominow, rzeki zatrute itd. To
        naturalnie
        > obniza w pierwszym rzedzie komfort zycia. Ja tez bardzo lubie czysta
        przyrode.
        > Chociaz tez nie uwazam, ze ludzie zaraz na wskutek jakis takich
        zanieczyszczen
        > beda umierali na straszne choroby. Czlowiek jest odporny. Ale jakosc zycia
        > naturalnie sie obniza.

        Czlowiek raczej nie jest odporny i widac to bylo bardzo dobrze
        po statystykach smiertelnosci i czestotliwosci schorzen i chorob
        wystepujacych w krajach gdzie tradycyjnie nie interesowano sie
        problemami zanieczyszczenia powietrza (ZSRR i wszystkie kraje
        komunistyczne).

        > Jako ze ludzkosc osiagnela taka produktywnosc i technike, ze mozna juz o to
        > dbac. Jest to zwlaszcza istotne w gesto zaludnionych krajach Europy. Ale
        mozna
        > zauwazyc, ze propaganda na temat ochrony srodowiska przekracza znacznie te
        > sprawy sluzace komfortowi. Mowi sie o ochronie surowcow. Nie za glosno, ale
        > tez. I o to tak naprawde tu teraz chodzi. Przy dwutlenku wegla.
        > Wlasnie "produkcja" CO2 jest miara zuzycia energii czyli surowcow przez
        dany
        > kraj. A tych surowcow nie jest za duzo. A najwiekszy jest problem, ze na
        > swiecie mala 1mild czesc ludzkosci zuzywa ogromna jej wiekszosc. I jest to
        > potrzebne dla poziomu zycia tych krajow. A na swiecie jest jeszcze 5 mild
        ludzi
        >
        > i ich liczba rosnie. Teraz zuzywaja na glowe mniej jak 1/10 tego co Zachod.
        > Jesli podniosa nawet do duzo nizszego poziomu jak Zachod, zawali sie
        wszystko.
        > A jesli sie chca rozwinac, MUSZA podniesc. To jest ten swiatowy dylemat.
        > Dla rozwiazania tego dylematu wymyslono ten efekt cieplarniany. Byl on
        > potrzebny, bo przeciez nie mozna bylo glosno opowiadac, ze chodzi o surowce.

        Troche wyglada to na naciagana teorie konspiracyjna.

        > Wygladaloby to za nachalne. I egoistycznie. A przeciez prawa czlowieka,
        dobrzy
        > ludzie tutaj, zli gdzies tam itd.
        > Kioto bylo teraz. Ale zaczeto na poczatku lat 90 w Rio de Janero. Jako ze
        > uwazano, ze Rosja sie rozpadnie i nie bedzie sie liczyla, uznano ze USA
        zostaje
        >
        > Panem Swiata i Okolic. I powstala nastepujaca koncepcja w celu
        niedopuszczenia
        > krajom biednym zwiekszenia ich zuzycia energii. Wlasnie uzyto efekt
        > cieplarniany propagandowo. Jak sie przyjrzec tym konferencjom, widac ze
        mialo
        > byc nastepujaco. Kazdemu krajowi na swiecie przyznano dopuszczalna
        produkcje
        > CO2 czyli dokladnie mowiac ZUZYCIE ENERGII ze stanu za 1990 r. Wszystkie
        kraje
        > swiata mialy sie do tego zoobowiazac. To by naturalnie musialo zatrzymac
        rozwoj
        >
        > tych 5 mild. Bo przeciez one nie moglyby nigdy osiagnac w przyblizeniu
        stanu
        > krajow Zachodnich. Dla pilnowania tych kwot byl juz ustalony system kar dla
        > tych co przekraczaja. ONZ pod dyktando USA i Zachodu mialo prawo nakladac
        > embarga na tych "grzesznikow". Jak sie chcieliby rozwijac dalej niz im
        > dozwolono. Takimi embargami naturalnie tez by to osiagnieta. Cofanie tych
        > niegrzecznych krajow. Ale bezczelnosc tych rozwinietych krajow szla dalej.
        > Wcale sie nie zamierzaly zatrzymac na zuzyciu na poziomie 1990r. Mial byc
        > wprowadzony system SPRZEDAZY przez kraje ich przydzielonych kwot.
        Oczywiscie to
        >
        > by znaczylo, ze biedne kraje, z malymi przydzialami, bylyby zmuszone nawet
        te
        > do sprzedazy bogatym. Bo przeciez zadluzyc biedne kraje nie jest problemem.
        > Patrz Polska.

        Tak zwane gazy cieplarniane mozna ograniczyc bez ograniczania
        rozwoju. W rzeczywistosci sama ilosc miejsc pracy stworzona
        w celach ochrony srodowiska przyczynia sie do rozwoju. Problem
        jest gdzie indziej i narazie rozchodzi sie o to ze niektore
        z ustaw czy praw zostaly wprowadzone z uwagi na teorie lub
        hipotezy o gazach cieplarnianych. W USA istnieja najsurowsze
        prawa ochrony srodowiska i istnieja one najdluzej ale zawsze
        byly one bazowane na faktach. W przypadku gazow cieplarnianych
        prawa czy ustawy wprowadzano by na podstawie hipotez lub teorii
        wiec jest to nie tylko trudniejsze do zaakceptowania dla
        podatnikow ale z legalnego punktu widzenia prawie niemozliwe
        do zrealizowania.

        Pamietaj ze dotychczasowe ustawy czy prawa dotyczyly
        specyficznych problemow, naukowo potwierdzonych jako problemy
        wplywajace negatywnie na srodowisko. Z gazami cieplarnianymi
        tak nie jest i z reguly co glowa to nowa hipoteza i z czasem
        jest ich coraz wiecej sprzecznych ze soba. Podobnie jak np.
        z wplywem komorek na mozg
    • Gość: JOrl Ochrona przyrody cz. II IP: *.dip.t-dialin.net 19.01.03, 17:09
      Gdzies do drugiej polowy 90 lat byla taka sama propaganda w Europie Zachodniej
      i USA. Interesy byly wspolne. Taki pakt swiatowy, pod przykrywka "efektu
      cieplarnianego" byl jakby blisko do zrealizowania. Ale od paru lat cos sie
      stalo. USA nagle zaprzecza temu efektowi i nie zamierza dalej tego ukladu
      popierac. EU usiluje jakos tego "trupa" dalej podtrzymac. Ciekawa jest tu
      sluzebnosc "nauki" w stosunku do polityki. W EU chmary naukowcow dalej
      twierdzi, ze CO2 psuje pogode, a w USA tez duze chmary uczonych twierdzi, ze to
      nieprawda. Tu moze Fizyk by opowiedzial o sluzebnosci nauki w stosunku do
      polityki tym razem w Wolnym Swiecie. A nie w komunie.
      Ciekawe dlaczego tak sie stalo. Podstawowa sprawa jest, ze Rosja sie nie dala,
      jak myslano i usilowano "pomoc" rozwalic. I w ONZ by sie nie dalo tak te
      embarga przeciwko krajom ktore sie chcialyby "ponad miare" rozwijac,
      przeprowadzic. A ten system kar byl podstawa tego dyktatu. Bez niego jest
      bezwartosciowy. I wlasnie dlatego, ze tak jest, USA nie ma zamiaru dalej w tej
      zabawie uczestniczyc. I stad ta zmiany propagandy w USA. USA nie ma zamiaru
      narzucic sobie ograniczen w zuzyciu energii. A ma wlasnych duzo. W Kanadzie
      leza ogromne pola z piaskami oleistymi. Nie jest to tanio z nich rope naftowa
      robic, ale sa. A EU? Tutaj jest w duzo gorszej sytuacji. W kazdej chwili moze
      byc szantazowana. Przez "przyjacol" jak USA, jak i wrogow. Dlatego MUSI byc
      prowadzona polityka oszczednosci w zuzyciu nosnikow energii. Dlatego podatkami
      sa jej zuzycie robione coraz kosztowniejsze. Ogromnymi nakladami jest
      finasowane wytwarzanie energii ze zrodel regeneratywnych. Wiatraki, baterie
      sloneczne itd. I do tego jest potrzebna nadbudowa propagandowa. CO2 i klimat.
      Widac tez nawet na tym forum, ze ta propaganda jest skuteczna. Piszacy z
      Europy, zwlaszcza z Niemiec powtarzaja o szkodliwosci CO2 na klimat, a nasz
      kochany MBS odwrotnie. Dokladnie jak jest ta na tych obszarach propaganda.
      No dobrze, ja mieszkam tez w Niemczech i twierdze cos innego. No ale ja jestem
      jakims takim wyjatkiem. Przyzwyczailem sie do tego. Byc wyjatkiem.
      Przy okazji wlasnie to co sie ostatnio dzieje na swiecie daje sie w tym
      aspekcie rozumiec. USA jak sie okazalo, ze nie da sie poprzez ONZ zamknac tym 5
      mild ludzi rozwoj poprzez wymuszenie na nich zamrozenia zuzycia energii (a w
      dalszej kolejnosci zmuszenia do jej zmniejszenia poprzez sprzedaz kwot za
      dlugi) oczywiscie nie zrezygnowaly z tego. Teraz jest inna metoda. Juz nie w
      takich "bialych rekawiczkach". Slyszelismy przed rokiem, ze 60 krajow beda
      Amerykanie bombardowac. A zniszczenie infrastruktury kraju i cofniecie jego do
      epoki kamienia lupanego tez daje dobry skutek. Ich zuzycie energii sie dalej
      radykalnie zmniejsza.
      Jak sie obserwuje to co sie dzieje w czasach po upadku komuny to widac jak
      polityka Zachodu sie ciagle zmienia. Coraz sie cos nie udaje. Szamotanina. A
      teraz nawet sie Zachod dzieli. EU i USA. Ona wlasnie jest skutkiem tego
      podstawowego problemu dla Zachodu. Rosja. Nic dziwnego, ze ta doradczyni Busha
      Rice ostatnio powiedziala, ze to byl blad ze na przelomie lat 40/50 USA majac
      ogromna przewage militarna, a zwlaszcza monopol atomowy (mimo posiadania
      pierwszych bomb przez Rosjan, ale bez mozliwosci ich przeniesienia na teren
      USA) nie napadla ZSRR. A teraz mozna co prawda w Rosji poprzez popieranie np.
      Czeczencow szkodzic, ale niestety nie da sie napasc. Bo maja potencjal atomowy
      umozliwiajacy drugie uderzenie. Skuteczne po ktorym USA nie istnieje.
      Tak, a zycie byloby takie piekne! Te 5 mild mozna byloby dowolnie wpuszczac w
      epoke kamienia lupanego. A wszystko przez tego przekletego Stalina. Bo to
      wlasnie on prowadzil optymalna polityke w tych najwazniejszych powojennych
      latach aby Rosja przetrwala, i te 5 mild teraz ma wlasnie jemu wszystko do
      zawdzieczenia. Dlatego wlasnie wylewa sie na niego pomyje, bo przez niego Rosja
      istnieje. I dlatego np. Fizyk go tez nie lubi. Bo nie moze zuzywac tyle
      surowcow ile by chetnie chcial. Bo te 5 mild tez chca. A przez fakt istnienia
      Rosji, nie dadza sie az tak jak zamierzano ograniczyc. No to moze da sie ich
      bombardowaniami do ograniczenia zmusic?
      Dobra, dobra, ja wiem ze Fizyk w ten sposob nie mysli. Ale tylko dlatego, ze
      tych zaleznosci nie widzi. Ale to go nie tlumaczy. Bo bezmyslnosc niby
      inteligentnego czlowieka nie tlumaczy.
      Naturalnie USA beda jeszcze duzo ludzi zabijac. Bez walki sie nie poddadza.
      Wkoncu potezny kraj. Ale przegraja. Bo sa bardziej starozytnymi Atenami niz
      Rzymem. I wlasnie te ciagle zmiany strategii swiadcza o tym, ze kola tam
      rzadzace same problemy widza.
      Zyjemy w ciekawych czasach. I interesujacych.
      Ja wiem, ze USA staraja sie i dla mnie jak najlepiej. Poprzez bombardowanie
      innych. Ale ja jakos nie jestem na to pazerny. Ale najbardziej nie lubie, jak
      mi sie probuje cos wciskac. Abym myslal tak jak inni wymyslili abym myslal. Dla
      mnie jest to po prostu obrazliwe. Dla innych moze nie. Dobrze sie z tym czuja.
      Jak np. Fizyk.
      Pozdrowienia

      • feezyk Przyjemnosc dla smakosza 20.01.03, 23:42
        Juz zaczynalem sie bac, ze za slabo pisze,
        bo nikt mi nie wmawial rzeczy, ktorych nie
        napisalem. A tu, prosze, odsiecz przyszla
        z bratnich Niemiec.

        Oswiadczam zatem, co nastepuje:

        1) Material dowodowy potwierdzajacy wystepowanie
        efektu cieplarnianego, jest w mojej, polamatorskiej
        ocenie, zupelnie przekonujacy. Pomimo, ze z fizykami
        jadrowymi tradycyjnie juz drzemy koty.

        2) W kazdej dyscyplinie sa naukawcy i naukowcy.
        Kola interesow uzywaja naukawcow, ale sa tez
        naukowcy. Odroznienie jednych od drugich nie
        jest bardzo trudne dla wycwiczonego umyslu,
        ale ciemne masy moga z tym miec trudnosci.

        3) Ignorancja JOrla na temat protokolu Kyoto
        nie pozwala mu ustlic, ze USA blokuja ten protkol,
        bo musialyby placic, ze wzgledu na nadmierna emisje
        CO2, a kraje biedne popieraja ten protokol bo
        dostawalyby od USA pieniazki za sprzedaz quot
        emisji CO2.

        4) Nie sztuka miec zdanie odmienne od wiekszosci.
        Sztuka jest miec racje. Takich, co szczyca sie,
        ze sa inni jest mnostwo. Wiekszosc z nich uwaza, ze
        przez to sa madrzejsi. Na forum Nauka mozna nawet
        poczytac brednie takich, co sadza, ze grawitacja
        odpycha. Ci Nikiforzy internetu dostarczyli
        mi juz calego morza bezcennych refleksji nad ludzka
        natura. I nadal dostarczaja. Chwala im za to.

        Pozdrawiam
        F.

        • Gość: mbs Re: Przyjemnosc dla smakosza IP: *.dyn.optonline.net 21.01.03, 04:35
          feezyk napisał:

          > Juz zaczynalem sie bac, ze za slabo pisze,
          > bo nikt mi nie wmawial rzeczy, ktorych nie
          > napisalem. A tu, prosze, odsiecz przyszla
          > z bratnich Niemiec.
          >
          > Oswiadczam zatem, co nastepuje:
          >
          > 1) Material dowodowy potwierdzajacy wystepowanie
          > efektu cieplarnianego, jest w mojej, polamatorskiej
          > ocenie, zupelnie przekonujacy. Pomimo, ze z fizykami
          > jadrowymi tradycyjnie juz drzemy koty.

          Jeszcze wiecej materialu dowodowego, tez zupelnie
          przekonujacego, nazbierano do potwierdzenia wystepowania
          negatywnych efektow na mozg z uwagi na uzywanie telefonow
          komorkowych. Ale z drugiej strony istnieje sporo materialu,
          tez przekonujacego, ze nie ma zadnych negatywnych skutkow
          na ten mozg. Poza tym setki milionow uzytkownikow nadal
          uzywa telefony narazie bez problemow. Jest oczywiscie
          tez zupelnie mozliwe ze efekty rozmow telefonicznych
          ukaza sie w jakiejs formie dopiero za 50, 100 lub 1000 lat.
          Czy to znaczy ze do tego czasu mamy porozumiewac sie
          sygnalami dymnymi? Podobnie z efektem cieplarnianym jest
          zupelnie mozliwe ze efekty cieplarniane ukaza sie z 50,
          100 lub 1000 letnim opoznieniem.

          > 2) W kazdej dyscyplinie sa naukawcy i naukowcy.
          > Kola interesow uzywaja naukawcow, ale sa tez
          > naukowcy. Odroznienie jednych od drugich nie
          > jest bardzo trudne dla wycwiczonego umyslu,
          > ale ciemne masy moga z tym miec trudnosci.

          W tym wypadku akurat nie brakuje ani jednych ani
          drugich po obu stronach argumentu i co sie dzieje
          to wlasnie ci drudzy po obu stronach stali sie
          ostatni najglosniejsi.

          Niemniej jednak kiedy zajmowanie sie hipotezami
          czy teoriami o przyszlosci jest spekulatywne to
          mozna spojrzec na historyczne dane ktore jak do
          tej pory nie sprawdzaja sie wcale i dla przykladu
          tutaj w ciagu ostatnich 10 lat jezeli spojrzy sie
          ile razy prognoza Intergovernmental Panel on
          Climate Change (IPCC) na 2010 rok zostala zmieniona
          co do wzrostu temperatury to widac natychmiast ze
          nie mamy do czynienia z faktami czy nawet odrobina
          rzetelnosci prognoz ale wylacznie z politycznym
          osiagnieciem specyficznego celu:

          1. IPCC 1990 initial estimate: 3.2°C

          2. IPCC revised 1992 estimate: 2.6°C

          3. IPCC revised 1995 estimate: 2.0°C

          4. After allowing for overestimation of direct CO2 warming: 1.7°C

          5. After allowing for flattening of Methane concentration: 1.4°C

          6. After allowing for decrease in carbon dioxide accumulation: 1.0°C

          Oczywiscie do 2010 jeszcze troche czasu pozostalo
          wiec nie zdziwie sie ze do tego czasu po kilku
          nastepnych poprawkach wyniknie ze zamiast ocieplenia
          bedziemy mieli oziebienie w 2010 roku.

          > 3) Ignorancja JOrla na temat protokolu Kyoto
          > nie pozwala mu ustlic, ze USA blokuja ten protkol,
          > bo musialyby placic, ze wzgledu na nadmierna emisje
          > CO2, a kraje biedne popieraja ten protokol bo
          > dostawalyby od USA pieniazki za sprzedaz quot
          > emisji CO2.

          To moze byc tylko czesc argumentu ale oficjalna
          opozycja jest gdzie indziej.

          > 4) Nie sztuka miec zdanie odmienne od wiekszosci.
          > Sztuka jest miec racje. Takich, co szczyca sie,
          > ze sa inni jest mnostwo. Wiekszosc z nich uwaza, ze
          > przez to sa madrzejsi. Na forum Nauka mozna nawet
          > poczytac brednie takich, co sadza, ze grawitacja
          > odpycha. Ci Nikiforzy internetu dostarczyli
          > mi juz calego morza bezcennych refleksji nad ludzka
          > natura. I nadal dostarczaja. Chwala im za to.
          >
          > Pozdrawiam
          > F.

          Mozna stwierdzic ze grawitacja odpycha negatywnie
          czyli przyciaga ale udowodnienie ze przyciaga
          negatywnie lub odpycha jest znacznie trudniejsze.
          W przypadku klimatu oczywiscie mamy do czynienia
          wylacznie z teoriami, hipotezami i ograniczonymi
          modelami ktore ograniczone sa chocby mozliwosciami
          dzisiejszej technologii komputerowej i tutaj nie
          tylko latwo jest "dowodzic" cos zupelnie innego
          ale wystarczy spojrzec na same oficjalne prognozy
          i rzeczywiste dane aby doszukac sie wylacznie
          sprzecznosci.

          mbs
      • Gość: mbs Re: Ochrona przyrody cz. II IP: *.dyn.optonline.net 27.01.03, 19:51
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        ) Gdzies do drugiej polowy 90 lat byla taka sama propaganda w Europie
        Zachodniej
        ) i USA. Interesy byly wspolne. Taki pakt swiatowy, pod przykrywka "efektu
        ) cieplarnianego" byl jakby blisko do zrealizowania. Ale od paru lat cos sie
        ) stalo. USA nagle zaprzecza temu efektowi i nie zamierza dalej tego ukladu
        ) popierac. EU usiluje jakos tego "trupa" dalej podtrzymac. Ciekawa jest tu
        ) sluzebnosc "nauki" w stosunku do polityki. W EU chmary naukowcow dalej
        ) twierdzi, ze CO2 psuje pogode, a w USA tez duze chmary uczonych twierdzi, ze
        to
        )
        ) nieprawda.

        Tutaj nawet nikt NIC nie twierdzi lecz wylacznie istnieje
        szereg sprzecznych ze soba teorii i hipotez. W dodatku problem
        sie pogarsza poniewaz z biegiem czasu coraz wiecej teorii i
        hipotez jest plodzonych i tutaj kazdy nowy "naukowiec" chce
        sie czyms wyroznic aby np. sprzedac pozniej jakies ksiazki.

        ) Tu moze Fizyk by opowiedzial o sluzebnosci nauki w stosunku do
        ) polityki tym razem w Wolnym Swiecie. A nie w komunie.
        ) Ciekawe dlaczego tak sie stalo. Podstawowa sprawa jest, ze Rosja sie nie
        dala,
        ) jak myslano i usilowano "pomoc" rozwalic. I w ONZ by sie nie dalo tak te
        ) embarga przeciwko krajom ktore sie chcialyby "ponad miare" rozwijac,
        ) przeprowadzic. A ten system kar byl podstawa tego dyktatu. Bez niego jest
        ) bezwartosciowy. I wlasnie dlatego, ze tak jest, USA nie ma zamiaru dalej w
        tej
        ) zabawie uczestniczyc. I stad ta zmiany propagandy w USA. USA nie ma zamiaru
        ) narzucic sobie ograniczen w zuzyciu energii. A ma wlasnych duzo. W Kanadzie
        ) leza ogromne pola z piaskami oleistymi. Nie jest to tanio z nich rope naftowa
        ) robic, ale sa. A EU? Tutaj jest w duzo gorszej sytuacji. W kazdej chwili moze
        ) byc szantazowana. Przez "przyjacol" jak USA, jak i wrogow. Dlatego MUSI byc
        ) prowadzona polityka oszczednosci w zuzyciu nosnikow energii. Dlatego
        podatkami
        ) sa jej zuzycie robione coraz kosztowniejsze. Ogromnymi nakladami jest
        ) finasowane wytwarzanie energii ze zrodel regeneratywnych. Wiatraki, baterie
        ) sloneczne itd. I do tego jest potrzebna nadbudowa propagandowa. CO2 i klimat.
        ) Widac tez nawet na tym forum, ze ta propaganda jest skuteczna. Piszacy z
        ) Europy, zwlaszcza z Niemiec powtarzaja o szkodliwosci CO2 na klimat, a nasz
        ) kochany MBS odwrotnie. Dokladnie jak jest ta na tych obszarach propaganda.

        Ja nie zajmuje sie badaniami szkodliwosci dwutlenku wegla na
        klimat wiec nie mam jeszcze swojej wlasnej teorii lub hipotezy
        ale biorac pod uwage fakt ze w tej chwili modne jest produkowanie
        nowych hipotez na ten temat to moze tez "wyprodukuje" swoja
        wlasna i sprzedam np. troche ksiazek (w tym segmencie ruch jest
        powazny i sprzedaje sie sporo ksiazek na ten temat. :-)

        W federalnym kraju takim jak USA praktycznie NIEMOZLIWE byloby
        wprowadzenie ustawy czy prawa w zycie bazujac sie na teoriach,
        hipotezach czy subiektywnych pogladach kogokolwiek i praktycznie
        byloby to NIELEGALNE.

        ) No dobrze, ja mieszkam tez w Niemczech i twierdze cos innego. No ale ja
        jestem
        ) jakims takim wyjatkiem. Przyzwyczailem sie do tego. Byc wyjatkiem.
        ) Przy okazji wlasnie to co sie ostatnio dzieje na swiecie daje sie w tym
        ) aspekcie rozumiec. USA jak sie okazalo, ze nie da sie poprzez ONZ zamknac tym
        5
        )
        ) mild ludzi rozwoj poprzez wymuszenie na nich zamrozenia zuzycia energii (a w
        ) dalszej kolejnosci zmuszenia do jej zmniejszenia poprzez sprzedaz kwot za
        ) dlugi) oczywiscie nie zrezygnowaly z tego. Teraz jest inna metoda. Juz nie w
        ) takich "bialych rekawiczkach". Slyszelismy przed rokiem, ze 60 krajow beda
        ) Amerykanie bombardowac.

        Gdzie ty to slyszales? Byla mowa o akcjach antyterroryswtycznych
        w tulu i wiecej krajach ale bombardowanie to wylacznie w kilku
        krajach jest konieczne
      • Gość: mbs Re: Ochrona przyrody cz. II IP: *.dyn.optonline.net 27.01.03, 19:53
        Gość portalu: JOrl napisał(a):
        ...
        > I dlatego np. Fizyk go tez nie lubi. Bo nie moze zuzywac tyle
        > surowcow ile by chetnie chcial. Bo te 5 mild tez chca. A przez fakt istnienia
        > Rosji, nie dadza sie az tak jak zamierzano ograniczyc. No to moze da sie ich
        > bombardowaniami do ograniczenia zmusic?
        > Dobra, dobra, ja wiem ze Fizyk w ten sposob nie mysli. Ale tylko dlatego, ze
        > tych zaleznosci nie widzi. Ale to go nie tlumaczy. Bo bezmyslnosc niby
        > inteligentnego czlowieka nie tlumaczy.
        > Naturalnie USA beda jeszcze duzo ludzi zabijac. Bez walki sie nie poddadza.
        > Wkoncu potezny kraj. Ale przegraja. Bo sa bardziej starozytnymi Atenami niz
        > Rzymem. I wlasnie te ciagle zmiany strategii swiadcza o tym, ze kola tam
        > rzadzace same problemy widza.

        Swiat z natury zawsze byl niebezpieczny. Wiekszosc konfliktow
        na swiecie ma zawsze te same podstawowe przyczyny kiedy w
        polityce swiat wyglada zupelnie inaczej i tutaj czesto "wrog"
        dla konsumpcji publicznej to jest ktos z kim za kulisami
        mozna dogadac sie w kazdej sprawie kiedy "przyjaciel" to
        jest ten co powoduje najwiecej problemow i strat.

        > Zyjemy w ciekawych czasach. I interesujacych.
        > Ja wiem, ze USA staraja sie i dla mnie jak najlepiej. Poprzez bombardowanie
        > innych. Ale ja jakos nie jestem na to pazerny. Ale najbardziej nie lubie, jak
        > mi sie probuje cos wciskac. Abym myslal tak jak inni wymyslili abym myslal.
        Dla
        >
        > mnie jest to po prostu obrazliwe. Dla innych moze nie. Dobrze sie z tym
        czuja.
        > Jak np. Fizyk.
        > Pozdrowienia

        Twoje spojrzenie na swiat jest raczej ograniczone tym
        co podaje sie w glownych mediach i w rozgrywce globalnej
        bombardowanie np. Iraku moze okazac sie konieczne ale to nie
        znaczy ze kraje takie jak Irak sa jakims najwiekszym
        zagrozeniem dla USA. Rzeczywisty swiat jest zupelnie inny
        niz ten ktory jest przedstawiany w mediach.

        mbs

    • Gość: Alex Optymizm na wyrost..... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.01.03, 18:56
      Gość portalu: Januszek napisał(a):

      > Najbardziej wkurza klamliwe przedstawianie sukcesow gospodarki USA.

      > Przyklad postow na tym forum.W USA wzrost,ludzie kupuja jak szaleni,a z
      drugiej
      > strony dziadowskie dane gospodarcze,zle obroty handlu wewnetrznego itd.
      > Podobaja mi sie Niemcy.W przeciwienstwie do USA,powiedza wszystko,nawet
      przesad
      > za.

      Nie bierz sobie do serca zbytnio tego co podaje prasa amerykanska ani
      amerykanscy (nowojorscy) uczestnicy tego forum (MACIEJ, MBS i inni)
      Gazety lubia chwytliwe tytuly a obecna administracja z Bushu potrzebuje
      sukcesu za wszelka cene.

      Dla Macieja, MBS czy innych ulubionym tematem jest porownywanie PKB USA
      i EU. Ale jaki ma zwiazek PKB z zarobkami i poziomem zycia w USA czy EU?
      Inzynier europejski nie zarabia mniej niz amerykanski, a za minimalna
      stawke godzinowa z USA (5 Euro, w niektorych stanach nawet 4 Euro) nie
      znajdzie sie dzis pracownika w Niemczech czy Francji.

      Co wiec robi USA ze swoim wyzszym produktem narodowym? Wydaje na bawienie
      sie w policjanta swiatowego i zakup kosztownych zabawek jak lotniskowce
      i laserowe bomby.

      Nasi nowojorscy przyjaciele nigdy nie staraja sie wyjasnic wiele sprzecznosci
      w tych amerykanskich raportach gospodarczych, wierzac. ze wiekszosc na tym
      forum niewiele wie o specyfice USA, aby zadawac trudne pytania.
      Jest to temat-rzeka i chociaz znam realia amerykanskie dosc dobrze, nie mam
      zbyt duzo czasu na dyskusje. Moze dzis tylko kilka uwag.

      Jak to sie dzieje, ze przy stosunkowo ciagle niskim bezrobociu W USA spadly
      tak drastycznie wydatki konsumentow w ostatnim czasie? Dlaczego ludzie
      majacy prace zaczynaja mniej kupowac? Nadchodzaca wojna z Irakiem moze byc
      jednym powodem a wysokie zadluzenie rodzin innym. Ale to nie wszystko.

      Do niedawna pracowalem w jednej z wiekszych amerykanskich firm. Gdy odchodzilem
      8 miesiecy temu firma liczyla 850 osob, obecnie 475 i to jeszcze nie koniec
      problemow.

      W firmie pracowalo duzo (wysoko kwalifikowanych) fachowcow zagranicznych,
      glownie z Europy Zachodniej. Spotykalismy sie dosc czesto i gdy na Christmas
      wyslalem im zyczenia (e-maile i listy) otrzymalem odpowiedzi ,,, z roznych
      miejsc w Europie. Wiekszosc z nich nie tylko nie pracuje w tej firmie, ale
      rowniez opuscilo ostatnio USA. Jedni znalezli prace w EU, inii tutaj studiuja,
      a jeszcze inni po prostu podrozuja czekajac na lepsza koniunkture i
      spokojniejsze czasy. Dlaczego wyjechali? Zasilki nie wystarczylyby na
      postawowe oplaty za mieszkanie i ubezpieczenie zdrowotne (zwykle wiecej niz
      mieszkanie) o innych rzeczach nie mowiac. Po co spedzac Karnawal ogladajac
      relacje z wojny w Iraku jak mozna wziac udzial w Karnawale w Kolonii czy
      Wenecji.

      Nie chce zgadywac jak popularne jest to zjawisko,, ale napewno nie marginalne.
      Jak skutek tego, USA maja niski wskaznik poziom bezrobocia, Bush oszczedzi
      na dodatkowych zasilkach dla bezrobotnych i socjalnych.
      Ale nic za darmo. Wyjezdzajcy ludzie zabieraja ze soba swoje pieniadze,
      nie inwestuja w USA. I stad ten spadek konsumpcji.
      Teze te wydaje sie popierac gwaltownie rosnaca liczba wolnych mieszkan
      w wielu miastach Midwest, i spadajace ich ceny.
      Tu nie chodzi tylko o Europejczykow, ale takze o inne grupy (Meksyk, Canada
      i cala Latino America).

      Sa oczywiscie jeszcze inne powody spadku popytu jak niebezpieczne zadluzenie
      gospodarstw domowych grozacych bankructwem. W wielu stanach dealerom z
      real-estate wytoczone sprawy o nieuczciwe kontrakty na sprzedaz domow,
      ktore doprowadzaja juz teraz wiele rodzin do bankructwa. Rowniez stanowe
      legislatury przeznaczaja obecnie setki milionow $$$ na pomoc dla tych
      naiwnych, ktorzy kupili domy w czasach prosperity bez przygladania
      sie warunkom umowy i ich mozliwosciom splaty na czas zapasci gospodarczej.

      Jest jeszcze wiele innych problemow, o ktorych ani MACIEJ czy MBS nie wspomna.
      ALe o tym nastepnym razem. Tyle na dzis.
      • Gość: mbs Re: Optymizm? Czy fakty? IP: *.dyn.optonline.net 22.01.03, 02:54
        Gość portalu: Alex napisał(a):
        ...
        > Do niedawna pracowalem w jednej z wiekszych amerykanskich firm.
        > Gdy odchodzilem 8 miesiecy temu firma liczyla 850 osob, obecnie
        > 475 i to jeszcze nie koniec problemow. . .

        Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
        reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
        postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
        co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
        do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
        rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
        NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
        odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
        przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
        pierwszych 7 dni.

        mbs
        • Gość: rybb BOZE, UWIELBIAM TO FORUM!!! IP: *.konin.sdi.tpnet.pl 22.01.03, 16:22
          Gość portalu: mbs napisał(a):

          > Gość portalu: Alex napisał(a):
          > ...
          > > Do niedawna pracowalem w jednej z wiekszych amerykanskich firm.
          > > Gdy odchodzilem 8 miesiecy temu firma liczyla 850 osob, obecnie
          > > 475 i to jeszcze nie koniec problemow. . .
          >
          > Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
          > reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
          > postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
          > co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
          > do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
          > rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
          > NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
          > odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
          > przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
          > pierwszych 7 dni.
          >
          > mbs

          wiecej emocji niz mecz Roddick-El-Aynauoi... tu lobem przeargumentowac, tam
          ublizyc smashem, a teraz dropshotem zajsc od tyl i wbic noz w lyde, juz sie
          widawalo ze break w zasiegu reki, ale nie... przepiekny as prosto w srodek
          glowy i przeciwnik lezy... tyle emocji, tak malo umiejetnosci gry.
          • feezyk Ja tez.... 22.01.03, 16:32
            Mozesz tego nie wiedziec, ale mnie sie wydaje,
            ze internetowa znajomosc panow Alexa i M... jest
            dluga i burzliwa. Nickname'y i adresy sie zmieniaja, a
            emocje wciaz te same. Dlatego dobrze wiedza, gdzie
            sobie przylozyc, zeby bolalo.

            Tak to jest, ze tu czesto raczej scieraja sie
            swiatopoglady niz dyskutuje sie o konkretnych
            problemach. A swiatopogladu nie sposob dowiesc,
            ani tez mu zaprzeczyc.

            Pozdrawiam
            F.
            • Gość: mbs Re: Swiatopoglad IP: *.dyn.optonline.net 22.01.03, 18:42
              feezyk napisał:

              > Mozesz tego nie wiedziec, ale mnie sie wydaje,
              > ze internetowa znajomosc panow Alexa i M... jest
              > dluga i burzliwa. Nickname'y i adresy sie zmieniaja, a
              > emocje wciaz te same. Dlatego dobrze wiedza, gdzie
              > sobie przylozyc, zeby bolalo.
              >
              > Tak to jest, ze tu czesto raczej scieraja sie
              > swiatopoglady niz dyskutuje sie o konkretnych
              > problemach. A swiatopogladu nie sposob dowiesc,
              > ani tez mu zaprzeczyc.
              >
              > Pozdrawiam
              > F.

              Dyskusja nie o konkretnych problemach? Wydaje mi sie ze tylko
              te wszystkie "konkretne problemy" tworza dyskusje interesujaca.
              W tym przypadku moja odpowiedz na ten sam post skopiowany
              wielokrotnie w roznych watkach jest personalna ale nadal
              umiarkowana i nadal porusza konkretne problemy. :-)

              mbs
          • Gość: mbs Re: BOZE, UWIELBIAM TO FORUM!!! IP: *.dyn.optonline.net 22.01.03, 18:31
            Gość portalu: rybb napisał(a):

            > Gość portalu: mbs napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: Alex napisał(a):
            > > ...
            > > > Do niedawna pracowalem w jednej z wiekszych amerykanskich firm.
            > > > Gdy odchodzilem 8 miesiecy temu firma liczyla 850 osob, obecnie
            > > > 475 i to jeszcze nie koniec problemow. . .
            > >
            > > Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
            > > reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
            > > postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
            > > co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
            > > do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
            > > rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
            > > NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
            > > odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
            > > przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
            > > pierwszych 7 dni.
            >
            > wiecej emocji niz mecz Roddick-El-Aynauoi... tu lobem przeargumentowac, tam
            > ublizyc smashem, a teraz dropshotem zajsc od tyl i wbic noz w lyde, juz sie
            > widawalo ze break w zasiegu reki, ale nie... przepiekny as prosto w srodek
            > glowy i przeciwnik lezy... tyle emocji, tak malo umiejetnosci gry.

            Ale dramatyzujesz emocjonalnie! Problem zwolnien w pracy jest
            emocjonalny czesto dla tracacego prace ale z punktu widzenia
            firmy pozbywanie sie nieprzynoszacego dochodu pracownika jest
            pozytywne. Ostatecznie sila robocza, tak jak kapital, powinna
            przynosic zyski i jezeli sie do niej doplaca to jaki jest tutaj
            interes z tego?

            mbs
            • Gość: MACIEJ BOZE, UWIELBIAM TO FORUM! Winners&Losers IP: *.ny325.east.verizon.net 23.01.03, 05:00
              Gość portalu: mbs napisał(a):

              > Gość portalu: rybb napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: mbs napisał(a):
              > >
              > > > Gość portalu: Alex napisał(a):
              > > > ...
              > > > > Do niedawna pracowalem w jednej z wiekszych amerykanskich firm.
              > > > > Gdy odchodzilem 8 miesiecy temu firma liczyla 850 osob, obecnie
              > > > > 475 i to jeszcze nie koniec problemow. . .
              > > >
              > > > Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
              > > > reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
              > > > postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
              > > > co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
              > > > do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
              > > > rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
              > > > NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
              > > > odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
              > > > przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
              > > > pierwszych 7 dni.
              > >
              > > wiecej emocji niz mecz Roddick-El-Aynauoi... tu lobem przeargumentowac, ta
              > m
              > > ublizyc smashem, a teraz dropshotem zajsc od tyl i wbic noz w lyde, juz si
              > e
              > > widawalo ze break w zasiegu reki, ale nie... przepiekny as prosto w srodek
              >
              > > glowy i przeciwnik lezy... tyle emocji, tak malo umiejetnosci gry.
              >
              > Ale dramatyzujesz emocjonalnie! Problem zwolnien w pracy jest
              > emocjonalny czesto dla tracacego prace ale z punktu widzenia
              > firmy pozbywanie sie nieprzynoszacego dochodu pracownika jest
              > pozytywne. Ostatecznie sila robocza, tak jak kapital, powinna
              > przynosic zyski i jezeli sie do niej doplaca to jaki jest tutaj
              > interes z tego?

              Widac rybb,ze stworzony jestes do pracy w systemie pelnego zatrudnienia.
              Przy bezrobociu 6% stracenie pracy nie jest problemem.
              Moze Alex nie czuje sie na silach do szukania nowej pracy w tej chwili,a moze
              ulozy mu sie w Polsce tak jak sobie tego zyczy.
              Roddich wczoraj byl "winner'em" a jutro moze byc "loser'em".
              To jest typowo amerykanskie okreslenie i w Polsce moze niesc ze soba inny
              odcien.
              • Gość: rybb Re: BOZE, UWIELBIAM TO FORUM! Winners&Losers IP: *.konin.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 16:11
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                > Gość portalu: mbs napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: rybb napisał(a):
                > >
                > > > Gość portalu: mbs napisał(a):
                > > >
                > > > > Gość portalu: Alex napisał(a):
                > > > > ...
                > > > > > Do niedawna pracowalem w jednej z wiekszych amerykanskich f
                > irm.
                > > > > > Gdy odchodzilem 8 miesiecy temu firma liczyla 850 osob, obe
                > cnie
                > > > > > 475 i to jeszcze nie koniec problemow. . .
                > > > >
                > > > > Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
                > > > > reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
                > > > > postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
                > > > > co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
                > > > > do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
                > > > > rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
                > > > > NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
                > > > > odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
                > > > > przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
                > > > > pierwszych 7 dni.
                > > >
                > > > wiecej emocji niz mecz Roddick-El-Aynauoi... tu lobem przeargumentowa
                > c, ta
                > > m
                > > > ublizyc smashem, a teraz dropshotem zajsc od tyl i wbic noz w lyde, j
                > uz si
                > > e
                > > > widawalo ze break w zasiegu reki, ale nie... przepiekny as prosto w s
                > rodek
                > >
                > > > glowy i przeciwnik lezy... tyle emocji, tak malo umiejetnosci gry.
                > >
                > > Ale dramatyzujesz emocjonalnie! Problem zwolnien w pracy jest
                > > emocjonalny czesto dla tracacego prace ale z punktu widzenia
                > > firmy pozbywanie sie nieprzynoszacego dochodu pracownika jest
                > > pozytywne. Ostatecznie sila robocza, tak jak kapital, powinna
                > > przynosic zyski i jezeli sie do niej doplaca to jaki jest tutaj
                > > interes z tego?
                >
                > Widac rybb,ze stworzony jestes do pracy w systemie pelnego zatrudnienia.
                > Przy bezrobociu 6% stracenie pracy nie jest problemem.
                > Moze Alex nie czuje sie na silach do szukania nowej pracy w tej chwili,a moze
                > ulozy mu sie w Polsce tak jak sobie tego zyczy.
                > Roddich wczoraj byl "winner'em" a jutro moze byc "loser'em".
                > To jest typowo amerykanskie okreslenie i w Polsce moze niesc ze soba inny
                > odcien.

                he he... ciekawe. moj post byl wyraznie nie zwiazany z tematyka threadu. a tu
                nagle atak a mnie polega na dyskusji metytorycznej na temat rybku pracy...
                przez to forum niedlugo popadne w paranoje. mowie jedno, ale okazuje sie ze tak
                naprawde to mowie o czym innym. wydaje sie ze feezyk zalapal o co mi chodzilo,
                ale on to pewnie wytwor mojej chorej wyobrazni.

                dyskutujcie sobie do woli, bo ta dyskusja o pracy naprawde mnie nie
                interesowala... bawia mnie tylko nieustanne ataki ponizej pasa powatpiejace w
                inteligencje strony drugiej...
                przeczytajcie ta wypowiedz dokladnie:

                "Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
                > > > > reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
                > > > > postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
                > > > > co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
                > > > > do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
                > > > > rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
                > > > > NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
                > > > > odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
                > > > > przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
                > > > > pierwszych 7 dni."

                zero polemiki i brak jasno okreslonego celu... chyba ze celem bylo blyskotliwe
                wyrwanie jaj przeciwnikowi przez gardlo.

                zebym nie zostal posadzony o preferencyjnosc to drugiej stronie tez sie zdarza,
                ale o prostu nie chcialo mi sie szukac podobnych wypowiedzi. zreszta tez nieraz
                wam ublizylem w przyplywie zlosci... ale to sie staje niezdrowe. a moze zawsze
                jechalo na tym forum zgnilizna?
                • Gość: MACIEJ Re: BOZE, UWIELBIAM TO FORUM! Winners&Losers IP: *.ny325.east.verizon.net 23.01.03, 19:45
                  Gość portalu: rybb napisał(a):

                  > "Nie owijajmy welny w bawelne. Ktos wrescie zobaczyl co ty
                  > > > > > reprezentujesz wiec cie zwolniono. Przeciez po twoich
                  > > > > > postach widac ze ty czlowieku jestes taki typowy "looser"
                  > > > > > co kazdy pracownik HR odpowiedzialny za przyjecie ciebie
                  > > > > > do pracy w danej firmie powinien zauwazyc po 2 minutach
                  > > > > > rozmowy z toba. Jezeli to by byla moja firma to dodatkowo
                  > > > > > NATYCHMIAST straciliby prace wlasnie ten HR pracownio
                  > > > > > odpoowiedzialny za przyjecie ciebie do pracy i twoj
                  > > > > > przelozony jezeli nie apelowal o twoje zwolnienie w ciagu
                  > > > > > pierwszych 7 dni."
                  >
                  > zero polemiki i brak jasno okreslonego celu...

                  Polemika jak najbardziej miala miejsce wczesniej.

                  > chyba ze celem bylo blyskotliwe
                  > wyrwanie jaj przeciwnikowi przez gardlo.

                  Absolutnie nie.
                  Chodzi o stosunek do pracy i do zycia.
                  6% bezrobocie nie jest dla przecietnie zdolnego i pracowitego czlowieka
                  problemem.
                  Alex przywykl do pewnego standartu tak pracy jak i zycia i nie liczyl sie z tym
                  ze sytuacja moze zmienic sie na gorsze,kiedy kraj wchodzi w kryzys.
                  Kryzys widoczny jest po wzroscie bezrobocia z 3,9% do 6%.
                  Gdyby caly czas ziemie gryz i byl jednym z najlepszych ,to zostalby wsrod
                  tych ,ktorzy jeszcze pracuja.
                  Czujac,ze mu sie grunt pali pod nogami moglby sobie innej pracy gdzie indziej
                  poszukac.
                  Jak czlowiek jest obarczony rodzina i zmeczony zyciem ,to o ten extra wysilek
                  jest nieraz trudno i dlatego zrezygnowal z dalszego wysilku szukania nowej
                  pracy.
                  I tu pojawia sie slowo "loser" ,ktore oznacza rezygnacje z dalszej walki.
                  Pytanie jest,czy kadrowiec moze wylapac takie cechy przy rozmowach wstepnych.
                  Kadrowiec,tak jak architekt,prawnik czy ekonomista jest fachowcem w tym co robi.
                  Mnie nie potrzeba wiecej niz kilka zdan z postu przeczytac by wiedziec na jakim
                  poziomie znajomosci ekonomii dany facet jest.
                  Przy bezrobociu 3,9% przyjmuje sie wszystkich do pracy z pocalowaniem w
                  reke,gdy natomiast jest czas zwolnien,zatrzymuje sie najbardziej wartosciowych.
                  Poza tymi najlepszymi,ktorzy odejda otworzyc wlasny biznes.

                  > zebym nie zostal posadzony o preferencyjnosc to drugiej stronie tez sie
                  zdarza,
                  > ale o prostu nie chcialo mi sie szukac podobnych wypowiedzi. zreszta tez
                  nieraz
                  > wam ublizylem w przyplywie zlosci... ale to sie staje niezdrowe. a moze
                  zawsze
                  > jechalo na tym forum zgnilizna?

                  Konkurencja to walka o przetrwanie.
                  Na razie MBS jest tu a Alex tam.
                  Za rok jak sie poprawi sytuacja gospodarcza Alex moze zdecydowac sie tu
                  powrocic i powalczyc jeszcze.
    • Gość: JOrl Do nonkonformisty IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 19:13
      Drogi nonkonformisto, Twoje slowa:
      >To tylko tak gwoli scislosci. Nie powinno to nikogo dziwic bo tak smialych
      >artykulów kobieta nigdy nie napisze (nie ma wystarczajacej wiedzy).
      >N.

      Tu mi podpadles! Obraziles tym stwierdzeniem moja corke! Czyli tez i mnie!
      A ja ja wychowalem na moj wzor i podobienstwo. I np. ostatnio, troche z obawa
      przed moja krytyka, powiedziala mi, ze tez zaczela pisywac na jednym forum.
      Naturalnie niemieckim. Odpatrzyla odemnie. Poczytalem jej posty i ja zaraz
      pochwalilem. Pisze cos jak ja. Jak sie od kogos cos waznego dowie, to
      przyjmuje, ale jak kogos dopadnie!
      Miod na ojcowskie serce.
      Ma 22 lata.Nie chce myslec jak bedzie pisala w moim wieku. Jaki kawal cholery
      jeszcze z niej bedzie!
      No ale to zarty. Jednak tak naprawde, to na Zachodzie na wskutek innego moze
      wychowania jak w Polsce, kobiety tez potrafia duzo osiagnac. I nic gorzej jak
      mezszczyzni.
      Pozdrowienia
      • nonkonformista Re: Do nonkonformisty 27.01.03, 23:11
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > Drogi nonkonformisto, Twoje slowa:
        > >To tylko tak gwoli scislosci. Nie powinno to nikogo dziwic bo tak smialych
        > >artykulów kobieta nigdy nie napisze (nie ma wystarczajacej wiedzy).
        > >N.
        >
        > Tu mi podpadles! Obraziles tym stwierdzeniem moja corke! Czyli tez i mnie!
        > A ja ja wychowalem na moj wzor i podobienstwo. I np. ostatnio, troche z
        obawa
        > przed moja krytyka, powiedziala mi, ze tez zaczela pisywac na jednym forum.
        > Naturalnie niemieckim. Odpatrzyla odemnie. Poczytalem jej posty i ja zaraz
        > pochwalilem. Pisze cos jak ja. Jak sie od kogos cos waznego dowie, to
        > przyjmuje, ale jak kogos dopadnie!
        > Miod na ojcowskie serce.
        > Ma 22 lata.Nie chce myslec jak bedzie pisala w moim wieku. Jaki kawal
        cholery
        > jeszcze z niej bedzie!
        > No ale to zarty. Jednak tak naprawde, to na Zachodzie na wskutek innego moze
        > wychowania jak w Polsce, kobiety tez potrafia duzo osiagnac. I nic gorzej
        jak
        > mezszczyzni.
        > Pozdrowienia

        OK - Twoją córkę wyłączam spod tego osądu. Miałem na myśli to co jest
        publikowane w Polsce na tematy ekonomiczne. W ekonomii kobiety w Polsce
        literalnie nie istnieją. To jest suche stwierdzenie faktu.A jeśli już to ich
        poglądy są banalne i mainstream`owe (balceroidalne - np. Zyta...a tak swoją
        droga to ja mam cały czas wrażenie, że ona jest na "bańce"). O dogłębnej
        analizie nie ma co marzyć. W sferze tygodnika "Nie" jest kilka niebanalnych
        dziennikarek - np. Wołk-Łaniewska - ale dotyczy to raczej nauk społecznych. I
        tu zgoda - są niezłe. Zatem przed Twoją córką są jeszcze nieodkryte rewiry -
        ale, ale czy ona zajmuje się ekonomią ? Miałem wrażenie, że medycyną.
        Pozdrawiam
        N.
    • Gość: JOrl MBS, polityka malych kroczkow IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 19:15
      Jeszcze o reservach ECB drogi MBSie. Zapytalem Ciebie jakie resery walutowe ma
      ten bank i Ty mi napisales ze te ca. 36 mild$. Ja na to, ze kilkaset mild. wiec
      moze jeszcze raz, jak uwazasz:
      1.Ma ECB te ok 36 mild$ reserw walutowych, jak Ty podales?
      2.Czy ma ECB jak ja powiedzialem, kilkaset mild$ reserv?
      3.Moze gdzies pomiedzy?
      Moglbys sie na cos zdecydowac i jednoznacznie odpowiedziec?
      Ty wiesz, ja prosty inzynier ...
      Pozdrowienia
      • Gość: mbs Re: MBS, polityka malych kroczkow IP: *.dyn.optonline.net 27.01.03, 19:37
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > Jeszcze o reservach ECB drogi MBSie. Zapytalem Ciebie jakie resery walutowe
        ma
        > ten bank i Ty mi napisales ze te ca. 36 mild$. Ja na to, ze kilkaset mild.
        wiec
        >
        > moze jeszcze raz, jak uwazasz:
        > 1.Ma ECB te ok 36 mild$ reserw walutowych, jak Ty podales?
        > 2.Czy ma ECB jak ja powiedzialem, kilkaset mild$ reserv?
        > 3.Moze gdzies pomiedzy?
        > Moglbys sie na cos zdecydowac i jednoznacznie odpowiedziec?
        > Ty wiesz, ja prosty inzynier ...
        > Pozdrowienia

        Ja juz podalem linki poprzednio wiec cofnij sie do nich i
        dostaniesz najswiezsze ostatnie dane co do samych rezerw ECB,
        jezeli te cie interesuja, i co do rezerw calego eurosystemu.

        Tutaj nie potrzeba brac moich stwierdzen pod uwage ale nalezy
        czerpac info prosto ze zrodla.

        mbs
    • Gość: JOrl Ochrona przyrody do Fizyka IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 19:16
      Twoje slowa drogi Fizyku
      >Juz zaczynalem sie bac, ze za slabo pisze,
      >bo nikt mi nie wmawial rzeczy, ktorych nie
      >napisalem. A tu, prosze, odsiecz przyszla
      >z bratnich Niemiec.
      A co ja Tobie takiego wmawiam?

      Znowu Ty:
      ɭ) Material dowodowy potwierdzajacy wystepowanie
      >efektu cieplarnianego, jest w mojej, polamatorskiej
      >ocenie, zupelnie przekonujacy. Pomimo, ze z fizykami
      >jadrowymi tradycyjnie juz drzemy koty.
      Ale wiesz, ze skutki wiekszej koncentracji CO2 w postaci ocieplenia sa
      aproksymowane za pomoca obliczania na komputerach za pomoca ulozonych mniej czy
      bardziej dokladnych modeli matematycznych? Wiesz, ze wlasnie modele
      matematyczne przyrody sa ogromnie skaplikowane? I ludzkosc ma tu wiele do
      zrobienia?
      A jedno pytanie. Czytuje sie, ze poprzez ocieplenie nastapi topnienie sie czap
      lodowych na biegunach. To ma spowodowac podniesienie sie poziomu morza. Pytam
      Ciebie jako fizyka, uwazasz tez tak?

      Znowu Twoje slowa:
      ɮ) W kazdej dyscyplinie sa naukawcy i naukowcy.
      >Kola interesow uzywaja naukawcow, ale sa tez
      >naukowcy. Odroznienie jednych od drugich nie
      >jest bardzo trudne dla wycwiczonego umyslu,
      >ale ciemne masy moga z tym miec trudnosci.
      Nie rozumiesz. Przeciez to politycy przydzielaja pieniadze na badania. I jesli
      postanowia, ze warto badac CO2, dadza na to pieniadze z budzetu i jacys
      naukowcy rzuca sie na nie. A ze te modele matematyczne sa na obecnym etapie
      niemozliwe do ulozenia, aby naprawde daly prawidlowe rezultaty, mozna badac i
      badac. Oczywiscie aby dostac nastepne pieniadze, sa podawane rezultaty zgodne z
      oczekiwaniami politykow. A jakie one sa wiadomo. Takie jak Twoje.
      Ale aby nie bylo niejasnosci. Tak naprawde to jak bedzie to nie wiadomo. I nie
      jest wykluczone ze sie cos zmieni. Ale jak ostatnio w Berlinie bylo -15°C
      zalowalem ze tego efektu jeszcze nie ma. Nie lubie zimna.
      Moze bedzie naprawde lepiej? Jak bedzie cieplej? Kto wie?

      No a tu juz same madrosci w Twoich slowach, drogi Fizyku:
      ɯ) Ignorancja JOrla na temat protokolu Kyoto
      >nie pozwala mu ustlic, ze USA blokuja ten protkol,
      >bo musialyby placic, ze wzgledu na nadmierna emisje
      >CO2, a kraje biedne popieraja ten protokol bo
      >dostawalyby od USA pieniazki za sprzedaz
      >quot emisji CO2.
      Ja pisalem w moim wypracowaniu, ze Kioto to juz bylo, kiedy USA sie wycofala. I
      Kiotowskie protokoly nie sa takie jak poprzednio. Z karami za przekraczanie
      kwot. Z sankcjami nakladanymi przez RB ONZ. To bylo w polowie lat 90. A Ty mi
      ignorancje zarzucasz, zamiast dokladnie sledzic przed laty jak mialo byc. Jak
      ja.
      Teraz juz tego nie ma. A dlaczego? Wyjasnilem. Bo by sie tego samograja czyli
      Rady Bezpieczenstwa nie daloby uzywac. Dla embarg. Bo juz nie samograj.

      I na koniec znowu Ty
      ɰ) Nie sztuka miec zdanie odmienne od wiekszosci.
      >Sztuka jest miec racje. Takich, co szczyca sie,
      >ze sa inni jest mnostwo. Wiekszosc z nich uwaza, ze
      >przez to sa madrzejsi. Na forum Nauka mozna nawet
      >poczytac brednie takich, co sadza, ze grawitacja
      >odpycha. Ci Nikiforzy internetu dostarczyli
      >mi juz calego morza bezcennych refleksji nad ludzka
      >natura. I nadal dostarczaja. Chwala im za to.
      Zgadzam sie z tym.
      Ale musisz mi najpierw udowadnic solidnie ze ja nie mam racji. I narazie daleko
      Ci do tego.
      Pozdrowienia
    • Gość: JOrl Przecinek, cz. I IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 19:17
      Drogi przecinku, moze najpierw o cwaniactwie i pracy. Tu trzeba gleboko
      siegnac. Dlaczego kraje wysokorozwiniete sa wlasnie takie? One sie rozwijaly
      cywilizacyjnie 300 lat. A conajmniej taki odstep dzieli te spoleczenstwa od 3
      Swiata. Na czym dokladnie to zacofanie polega? Chodzi tu o mentalnosc. Kiedys
      byli glownie chlopi. A chlop, jak chlop, lezy a mu zyto samo rosnie. Moze
      pracowac zrywami. I tak bylo. Prace organizowali im panowie feudalni. A ludzie
      niewyksztalceni sa jak dzieci. Przeciez dziecko nie mysli o jutrze. Dlatego
      rodzice musza poganic. Tez w szkole. Wlasnie szkoly sa bardzo wazne dla dzieci,
      bo ucza systematycznosci. Na Zachodze Europy przed 200 laty zapewne na wskutek
      przeludnienia zaczela sie powazniejsza produkcja w miastach. W 19 w juz to bylo
      masowo. Tam jednak, ci chlopi, przyzwyczajeni do pracy zrywami, a nie
      systematycznie zaczynali byc zmuszani do pracy na biezaca. Bo byli poganiani i
      ci co probowali sie obijac umierali pod plotem wyrzuceni z pracy. I tak wlasnie
      nastepowalo wychowywanie generacji. Jak u psa Pawlowa. Bo ojciec mowil synowi,
      ze musi pracowac. Bo jest to konieczne do przezycia. I syn tez to widzial. Bo
      sasiad-len wlasnie zdychal pod plotem.
      Zreszta nawet w sredniowieczu juz zaczeto wychowywac chlopow do pracy bardziej
      skaplikowanej. Musieli w okreslone dni, poganiani, budowac jakies mury, drogi
      itd. Nawet te wielkie koscioly byly po to budowane, aby chlop nauczyl sie
      murowac i wtedy moze dla siebie cos z cegiel zbudowal, a nie dalej mieszkal w
      drewnianej chalupie.
      Po co to pisze. Bo wlasnie te pareset lat bylo istotnych. I one wlasnie w
      sposob naturalny wbily w glowe ludziom na Zachodzie, ze trzeba pracowac.
      Oczywiscie, tacy ludzie, jak nie beda mieli nacisku w pracy tez sie rozleniwia.
      No ale jako ze jest tu kapitalizm, nacisk jest ciagly. I ludzie sie od razu
      podporzadkowuja. To ja wiem z mojego doswiadczenia zawodowego. Wystarczy slowo,
      i wszystko dobrze funkcjonuje.
      Mowilem glownie o pracobiorcach. A teraz pracodawcy. Oni tez musza miec te
      cechy. Bo to jest solidnoscia. No ale po co oni sie staraja. Sa rozne powody.
      Naturalnie chciwosc, ale tez zadza wladzy sa przyczynami. Te cechy moga byc
      budujace ale tez i niszczace. Wszystko zalezy od stanu prawnego, jak i
      skutecznosci jego ekzekwowania. Przeciez jak tylko ludzkosc cos na wage
      sprzedawala, potrzebne byly panstwowe urzedy do pilnowania odwaznikow. Cale
      grube ksiazki sa pelne praw aby te gospodarka sie prawidlowo rozwijala. I
      panstwo musi miec policje, sady do jego pilnowania.
      Te prawa sa do tego, aby chciwosc odpowiednio kierowac. Aby budowala, a nie
      niszczyla. Np. chciwosc zlodzieja nie jest budujaca.
      Systemy gospodarczo-polityczne sie opieraly na wykorzystaniu, ale odpowiednio
      kierowanej przez panstwo, chciwosci. Byla budujaca. Zmuszala do pracy, i w
      zwiazku z tym byl postep. Zycie bylo coraz latwiejsze. Conajmniej w potocznym
      sensie.
      Ale przeciez kazdy wie, ze nawet w prywatnym zyciu nie zawsze jest dobrze
      folgowac chciwosci. Np. dziewczyna chce sobie kupic laszki, i sie sprzedaja.
      Niszczy sobie tym wlasna psychike i to na cale zycie. Wlasnie bazujac na
      chciwosci mozna czlowieka niszczyc. Zwlaszcza jak sie to robi w sposob
      przemyslany no i sie ma dostatecznie duze zasoby. I taka instynktowna obrona
      jest ta cecha wbita w wysokocywilizowanych krajach, ze trzeba pracowac aby
      miec. I warto sie teraz sie pomeczyc, np. sie uczyc, aby pozniej miec lepiej.
      Ja pracuje w firmie ponad 200 osobowej. I znam sporo ludzi z moich kontaktow
      sluzbowych pelniacych kierownicze funkcje w innych. Tez 10 razy wiekszych. I
      zawsze stwierdzam, ze ci dobrzy naprawde nie maja w glowie jako naped do pracy
      bezposrednio pieniadze, tylko chec wygrania konkurencji. I to jest popularne i
      skuteczne. Moj stary szef, juz wiele lat nie zyje, zyl biednie, ale ciagle
      pracowal. Ten obecny oczywiscie dba o swoje pieniadze, ale naped jest ciagla
      walka konkurencyjna z innymi. Bardziej chec wladzy, pokonanie konkurenta jak
      czyste pieniadze. Cos jak w sporcie. I tacy ludzie daja z siebie troche wiecej
      jak tylko praca dla pieniedzy. Szczegolnie to widac w firmach takich do 100,
      200 zatrudnionych. A takie w Niemczech wytwarzaja 80% dochodu narodowego. I sa
      podstawa kraju. Nie Mercedesy i BMW. Bo wlasnie dla tych duzych pracuje mnostwo
      tych mniejszych. Gdzie najczesciej sa szefami ich wlasciciele. I tak jest na
      calym Zachodzie.
      Dlatego sie kloce tez z komentatorem, bo on mowi, ze w Polsce nie da sie miec
      zaraz BMW. Nawet to jest i prawda, ale sa i niepotrzebne, aby bylo lepiej. Bo
      na Zachodzie nowoczesne sa i duzo mniejsze.
      Opisywalem kiedys w watku Wyklady dla komentatora jak to daniem pieniedzy
      ludziom w NRD w 89/90 zniszczono tam przemysl i aby zmusic ten kraj do
      zjednoczenia. I uwazam, ze z Polska, nie z takim Blizkriegiem jak w NRD jest w
      ten sam sposob obrabiana. I wykorzystana byla chciwosc. W tym wypadku
      niszczaca. I tu na tym forum od wielu miesiecy o tym pisze.
      Twoje, przecinkowe, slowa:
      > Ta "wojna" ekonomiczna w kazdej formie
      >jest po prostu legalna forma konkurowania podmiotow i nie mozesz Jorl
      >krytykowac USA za prowadzenia takiej a nie innej polityki poniewaz sam,
      >popierajac swoj rzad popierasz istnienie takiego ukladu. Twoje panstwo jest
      >czescia gospodarki swiatowej i czy ci sie to podoba czy nie uczestniczy w
      >tej "grze". Nikt nie kazal wam inwestowac w USA. To samo dotyczy Japonczykow.
      >To nie bylo nakazane. Wolnosc. Mamy wolnosc wyboru. Jasne?
      Mysle, ze chodzi Tobie o to, ze twierdze, ze USA tym duzo wiekszym importem jak
      exportem rabuje swiat. Naturalnie tylko tak to mozna nazwac. Jesli sie
      skumulowal defizyt handlowy USA na 25% dochodu narodowego, to przeciez to
      znaczy, ze tak jest. Jest pytanie, dlaczego. Celowe, jesli tak, z ktorej
      strony. Ja naprawde mysle, ze jako jest to korzystne dla Amerykanow, jakos jest
      to "zarzadzone". Ja wiem, duzo ludzi twierdzi, ze kapitalizm walczy o rynek
      zbytu. To jest prawda, jak i nieprawda. Jest logiczne, ze najlepiej (znowu
      nasza chciwosc!) jest dostawac towary i na nie nie pracowac. Np. jak narazie
      Niemcy exportujac towary do Polski maja straty. Bo nie dostaja za wszystko
      zaplacone. Na kredyt. Mozliwe, ze nawet w calosci nigdy nie oddany.
      Cdn
    • Gość: JOrl Przecinek, cz. II IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 19:20
      Dokonczenie z poprzedniego watku:
      Wiem, ze USA uznala, ze w polowie 90 lat osiagnela panowanie nad swiatem. No i
      wtedy, jest naturalne, dobrze jest miec, jak stary Rzym, towary za darmo. Tak
      sie to nie mowi, bo teraz sa biale rekawiczki. Tak jak nie potrzeba teraz
      niewolnikow, a chetnych do pracy ktorzy pracuja jak niewolnicy, tak i teraz ci
      co maja nadwyzki exportowe do USA jakoby sa zmuszeni dalej tak robic, bo przy
      spadku $ beda mieli problemy ze swoimi miejscami pracy. Pieknie wymyslone! Np.
      przez MACIEJA. Dawaj towary, bo bedzie Ci gorzej! W prywatnym zyciu, kazdy by
      sie zlapal za glowe na ta nielogicznosc, ale jakos inni tego nie widza.
      Wszystko pomieszane i zaciemnione.
      Ale moze byc jeszcze inaczej. Mowisz, nikt nie kazal inwestowac Niemcom w USA.
      Jak rozumiem, jestes zwolennikiem tezy, ze ten deficyt handlowy Niemcy/USA jest
      zalatwiany w ten sposob, ze za te nadwyzki $ w Niemczech sluza do zakupow jakis
      firm, domow i innych trwalych przedmiotow w USA. Inwestowanie w Stanach.Moze
      zauwazyles jak usiluje sie dowiedziec co jest z reserwami ECB. Bo ja uwazam, ze
      te nadwyzki, w sporej czesci sa po prostu zamieniane w reserwy. I ich nie jest,
      jak to mi MBS opowiada 36 mild$ tylko kilkaset mild $. Sa w duzej czesci
      zamienione w jakies USA obligacje aby przynosily jakies nedzne %. I tak samo
      Japonia.
      Ja o tym juz dawno sie zastanawialem PO CO? Najpierw myslalem, ze to typowy SPD
      koniunkturalny program gospodarczy w Niemczech, aby bezrobocie zmniejszyc. I
      dlatego panstwo poprzez ECB to robi. Tez pamietam, jak sie politycy niemieccy
      chwalili na poczatku lat 90, ze bylo dobrze, ze Bundesbank mial duze reserwy,
      bo tym sie dalo zjednoczenie sfinansowac. Gdzies okolo 94r DM stala wysoko i
      reserwy niemieckie spadly do zera. A teraz narosly znowu. I wiem, ze, taka jest
      natura, nikt nie lubi byc wasalem. Na poczatku lat 90 Niemcy wspolnie z USA
      pracowaly nad upadkiem Rosji. Tez wspolnie demontowaly Jugoslawie. Teraz sie
      okazuje, ze Rosja jest niedemontowalna. Pojawila sie nowa sytuacja. USA nie ma,
      chociazby ze wzgledu na rosyjska mozliwosc jej zniszczenia, tak naprawde pelnej
      wladzy nad SWIATEM: a na to przed kilku laty juz wygladalo. Dlatego Clintona
      chciano wczesniej z Bialego Domu wywalic, bo on przespal to sprawe. Albo lepiej
      mowiac przy zabawach z cygarami sie zagapil. I teraz Niemcy niekoniecznie musza
      byc dalej wasalem amerykanskim. Taki euro daje EU sile. Terazniejszy spadek $
      sie przeciez nie bierze z niczego. Inny czynnik mogacy miec na kurs walut wplyw
      czyli stopy% w USA i EU juz od wiele miesiecy sie praktycznie nie zmieniaja. A
      conajmniej ich roznica. A $ zaczal teraz spadac. Dlaczego? Przeciez idzie
      wojna. Zawsze wtedy zaufanie do USA powinno wzrosnac. Bo te niby rakiety
      Saddama predzej osiagna EU niz USA. No i naturalnie wojna bedzie wlasnie dla
      USA zwycieska. A jest odwrotnie. Wiec ja uwazam, ze EU sprzedaje wielkie ilosci
      $. Moze nawet i Japonia. A to znaczy, ze te $ zaczynaja wracac na rynek USA. I
      jesli tak dalej potrwa, Amerykanie beda mieli problem z infalcja. Z drugiej
      strony jest ten kryzys z Irakiem przez EU hamowany, aby dluzej trwal. Wiec
      uwazam, ze jest to wrogie dzialanie EU przeciw USA. I po to sa teraz te reservy
      zuzywane. Cos tak jakby wojsko.Niewiem naturalnie jak daleko to pojdzie. Moze
      1E=1,1$? I koniec? Nie mam raportow Busha czy Schrödera. Ale mysle, ze sie nie
      myle.
      Przy okazji, jesli tak jest, to USA wpadlo we wlasna pulapke. Tez z chciwosci.
      Ale tylko dlatego, ze sytuacja geopolityczna jest inna jak przed 10 laty
      wygladalo. Naturalnie chodzi o Rosje. Ze istnieje.
      A ja dlaczego przeciw USA? Chociazby dlatego, ze znam nature ludzka. I wiem, ze
      nie moze byc monopoli. Jest potrzebny swiat wielobiegunowy. I taki bedzie.
      Pytanie tylko, kiedy USA do tego dojda, i sie pozegnaja ze swoimi marzeniami. I
      zaczna z innymi rozmawiac jak rowny z rownym. A nie jak z wasalami.
      Ostatnio slyszalem w Radiu Moskwa po niemiecku, ze w Pakistanie sa znowu obozy
      dla Czeczencow szkolonych przez Pakistanczykow, ale pod nadzorem USA.
      Ciagle nie chca odpuscic. No coz nabudowali sobie Kapitole itd na wzor Rzymu
      wiec jeszcze usiluja nim zostac. Rzymem.
      Te moje pisanie na forum tez jest po to aby ostrzec Polakow przed Niemcami. Bo
      ja WIEM, ze politycy niemieccy napewno sie nie pogodzili z granicami. A nie da
      sie ich zmienic "na chama". Ale wiem, ze nie sa glupi. I mysla dalekosieznie.
      No i maja zasoby. Czesto tez tu slysze, Niemcy wymieraja, dlatego nie sa
      niebezpieczni. Trzeba spojrzec inaczej. Jesli tak jest, ze w przyszlosci beda
      slabsi, tym bardziej wazne jest, w koncu stosunkowo duzy kraj jak Polska,
      oslabic. A Polska nie byla Hondurasem! Mimo, ze komentator tak twierdzi. I
      zniszczenie przemyslu polskiego polskimi rekoma jest najbardziej "humanitarne".
      Sporo kosztuje, ale kiedys jak znalazl. I tu nie chodzi o rynki zbytu jak sie
      czesto slyszy. Chodzi o mienie za sasiada kraju 3 Swiata. Bo taki jest slaby i
      za 50 lat niegrozny. Jak Niemcy beda mialy 60 milionow ludnosci.
      A przeciez przejscie z komuny na kapitalizm mozna byloby inaczej. Tak jak np. w
      Rosji. Ja wlasnie bylem, tylko z jednego powodu, przed paru dniami na targach w
      Berlinie "Grüne Woche". Produkty zywnosciowe. Tam wlasnie wielkie stoiska miala
      Rosja. Slyszalem tez polskiego ministra od rolnictwa, ze nagle zaczal ostrzegac
      przed konkurencja na polu produktow zywnosciowych z Rosji. Stwierdzilem, co
      zreszta wiem, ze te firmy rosyjskie sa dalej rosyjskie. Rozmawialem z Niemcem,
      programista z niemieckiej fabryki lini technologicznych do pakowan i nalewan
      butelek. Wiec on mi mowil, ze w tej chwili Rosja jest ich glownym odbiorca. Ale
      inaczej jak w Polsce, te fabryki sa dalej rosyjskie. A w Polsce? Kupcie fabryke
      zachodni inwestorzy i przywiezcie technologie! Tez juz slyszalem dyskusje
      Niemcow znawcow Rosji sie skarzacych, ze Rosja nie daje kupowac fabryk. Fakt,
      maszyny do butelkowania sa z Zachodu. Ale wlasnie np. w przyszlym roku rusza u
      nich produkcja nowoczesnego samolotu pasazerskiego IL338. Tez wlasne samochody
      zaczynaja exportowac. Wlasnie tak robia, jak ja od dawna na tym forum trabie.
      A komentator wie inaczej.
      A dlaczego powiedzialem, ze komentator jest bylym komunista. To ma glebszy
      sens. Bo polscy komunisci od czasow lat 60 tez sie dali wyrolowac Zachodowi.
      Poprzez branie kredytow. I nie widzenie konsekwencji tego uzalezniania sie.
      Nierozumieli. I teraz sa tak samo slepi. Mysla, ze ich USA obroni. Dlatego
      teraz ta przyjazn do Busha. Bo czuja, ze woda siega juz do gardla.
      Aha, gdzies przed prawie 2 laty na forum Wprost-Swiat napisalem w juz w starych
      watkach "Czy powinnismy marginalizowac Rosje" i "Amerykanie daza do pokoju czy
      hegemonii nad swiatem" sporo. I to bylo przed 11.9, mimo to analizowalem
      prawidlowo przyszlosc.
      Pozdrowienia
    • Gość: JOrl Przecinek, pomylilem z rozpedu watki! IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 19:33
    • nonkonformista Ciemniactwo w USA zaczyna być widoczne... 20.02.03, 08:14
      Jak to pięknie brzmi "Przede wszystkim w Stanach obniża się poziom edukacji
      technologicznej. Pod względem umiejętności liczenia i rozumienia czytanych
      tekstów Amerykanie zostali sklasyfikowani dopiero na 35. miejscu, zaraz przed
      Argentyną i Chile. Również poziom nauczania matematyki i nauk pokrewnych jest
      w tym kraju na zastraszająco niskim poziomie (39. miejsce)"
      JOrl już o tym pisał - teraz statystyki. Maciej spytaj syna ile jest
      pierwiastek 3 stopnia z 8. Aha - i do 3 razy sztuka :-)))
      N.

      www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,1334528.html
      Finlandia najbardziej innowacyjnym krajem świata

      Stany Zjednoczone przestały być krajem o największym dostępie do nowych
      technologii, w tym internetu - wynika z najnowszego raportu Światowego Forum
      Gospodarczego (WEF)

      Doroczny raport WEF klasyfikuje państwa pod względem innowacyjności mierzonej
      jako dostęp do najnowszych technologii. Dotychczas bezsprzecznym liderem były
      Stany Zjednoczone. W tym roku według WEF Amerykanie po raz pierwszy zostali
      zdetronizowani - przez Finów, którzy awansowali o trzy pozycje w stosunku do
      ubiegłego roku. Z raportu wynika, że coraz lepiej pod względem nowych
      technologii wypadają kraje azjatyckie. W czołówce wciąż jednak mocno trzymają
      się państwa skandynawskie, USA i Kanada.

      W rankingu WEF ocenia (w skali 1-7) dziesięć obszarów, takich jak dostęp do
      internetu, poziom edukacji, koszty połączeń telekomunikacyjnych oraz skłonność
      społeczeństwa do przyswajania nowinek technologicznych. W tym roku oceniono w
      sumie 82 kraje.

      Co spowodowało spadek USA w prestiżowym rankingu? Przede wszystkim w Stanach
      obniża się poziom edukacji technologicznej. Pod względem umiejętności liczenia
      i rozumienia czytanych tekstów Amerykanie zostali sklasyfikowani dopiero na
      35. miejscu, zaraz przed Argentyną i Chile. Również poziom nauczania
      matematyki i nauk pokrewnych jest w tym kraju na zastraszająco niskim poziomie
      (39. miejsce). W obu tych przypadkach USA są za Polską (odpowiednio 10. i 31.
      miejsce). Drugą pozycję w ogólnym rankingu USA zawdzięczają tanim połączeniom
      telefonicznym i sile nabywczej społeczeństwa (ludzi stać na coraz bardziej
      zaawansowane produkty). Finowie znaleźli się w czołówce siedmiu z dziesięciu
      klasyfikacji. Jedynym słabym punktem ojczyzny Nokii są koszty połączeń
      telefonicznych.

      Polska wypadła kiepsko - zajęła 39. miejsce. Nadspodziewanie dobrze wypadliśmy
      pod względem komórkowego dostępu do internetu (23. miejsce). W pozostałych
      rankingach zajmujemy miejsca w okolicach początku piątej dziesiątki. W
      klasyfikacji ogólnej przegoniła nas większość państw Europy Środkowo-
      Wschodniej. Ze średnią 3,85 pkt. jesteśmy tuż za Łotwą i daleko za Estonią
      (24. miejsce), Czechami (28.), Węgrami (30.) czy Słowenią (33.). Szczególnie
      kiepsko wypadliśmy w dziedzinie publicznego dostępu do internetu (61.
      miejsce), gdzie prześcignęły nas m.in. Trynidad i Tobago, Namibia czy Haiti.
      Ten ostatni kraj zresztą zamyka całą klasyfikację najbardziej innowacyjnych
      krajów świata.

      publiczny (np. w bibliotekach) - (61.),

      dostępność sieci szerokopasmowych (47.),

      bezprzewodowy za pomocą urządzeń przenośnych (23.),

      Edukacja:

      jakość nauczania matematyki i nauk pokrewnych (31.),

      opanowanie umiejętności liczenia i czytania w stopniu umożliwiającym
      rozumienie (10.),

      stosunek liczby osób uzyskujących wykształcenie średnie w stosunku do całej
      populacji w danym przedziale wieku (45.),

      Koszty połączeń telekomunikacyjnych:

      połączenia komórkowe poza godzinami szczytu (53.),

      wysokość abonamentu telefonicznego (54.),

      rozmowy lokalne (51.),

      Skłonność społeczeństwa do przyswajania nowinek technologicznych (50.).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja