Gość: to ja
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.07.06, 11:53
I. Globalizacja czyli neokolonializm. Choć termin globalizacja jest pojęciem
nowym, to jednak w gruncie rzeczy samo zjawisko, jakim jest globalizacja, do
nowych nie należy. Zaczynem globalizacji stały się podboje kolonialne
prowadzone przez państwa Europy Zachodniej w Afryce, Ameryce i innych
częściach świata, dzięki którym państwa te zaczęły czerpać korzyści finansowe
z eksploatacji bogactw i siły roboczej w swoich koloniach. Wtedy to właśnie
pojawił się globalny wyzysk i globalny zysk. Eksploatacja kolonii stała się
jedną z przyczyn powstania w Europie Zachodniej kapitalizmu, bowiem
kapitalizm rozwinął się dzięki bogactwom naturalnym krajów podbitych i taniej
sile roboczej (również niewolniczej) pochodzącej z kolonii. Kapitalizm jest
więc ściśle powiązany z kolonializmem państw zachodnich ? dodajmy ? jest
powiązany tak ściśle, iż bez kolonializmu nie istnieje. Jak wiadomo w związku
z narastającą po II Wojnie Światowej falą aspiracji narodowowyzwoleńczych
ludności skolonizowanej przez Zachód, państwa zachodnie wycofały się z
większości swoich kolonii, gdyż finansowanie dużej ilości wojska i policji,
koniecznej do utrzymania w posłuszeństwie buntującej się ludności krajów
skolonizowanych, stało się po prostu zbyt drogie. Kapitalizm nie istnieje
jednak bez kolonializmu, a ponieważ państwa zachodnie są państwami
kapitalistycznymi, więc i one bez kolonii nie mogły prawidłowo funkcjonować.
Państwa kapitalistyczne musiały więc stworzyć nową wersję kolonializmu. W
neokolonializmie podstawowym narzędziem uzależnienia byłych kolonii od państw
? kolonizatorów stał się pieniądz, kapitał, a nowymi konkwistadorami zostali
kapitaliści, właściciele ogromnych koncernów kapitalistycznych. Uzależnienie
byłych kolonii od państw Zachodu ma więc dziś naturę głównie ekonomiczną,
choć zachodni kolonialiści potrafią używać także argumentów militarnych,
jeśli sytuacja w krajach rozwijających się zagraża ich interesom
ekonomicznym. Współczesna globalizacja ekonomiczna, o której się tak wiele
ostatnio mówi, to nic innego, jak kolejny etap rozwoju neokolonializmu (i
kapitalizmu), cechujący się postępującym wzrostem znaczenia wielkich
korporacji i znoszeniem barier krępujących ich wpływy, a także przeniesieniem
pewnych kompetencji państw narodowych na międzynarodowe instytucje
kapitalistyczne. Nie należy jednak zapominać, tak jak czynią to często
lewicujący antyglobaliści, iż za globalizacją, wzrostem znaczenia instytucji
kapitalistycznych, stoją państwa Zachodu, które świadomie rezygnują z części
kompetencji na rzecz wielkiego kapitału, aby tym skuteczniej wyzyskiwać
państwa rozwijające się. Przecież ostatecznie centrale wielkich koncernów nie
są zawieszone w przestrzeni wirtualnej, ale swoje siedziby mają w konkretnych
państwach kapitalistycznych, których elity są powiązane z owymi koncernami. Z
tego powodu państwa zachodnie (czytaj: elity polityczne) mają swój udział w
globalizacji ekonomicznej, tworząc dla wielkiego kapitału odpowiednie warunki
prawne, jak również wspierając go politycznie i militarnie, a wszystko to w
imię neokolonializmu, a więc wyzysku dawnych kolonii, zwanych państwami
rozwijającymi się. Już czas, aby lewacy i co poniektórzy ekolodzy zdali sobie
sprawę z tego, iż państwa zachodnie nie zatrzymają procesów globalizacyjnych,
gdyż globalizacja jest zjawiskiem, za którym stoją państwa kapitalistyczne.
Procesu globalizacji nie zatrzymają również państwa rozwijające się, bo są na
to ekonomicznie zbyt słabe, a poza tym elity rządzące tymi państwami ciągną
określone zyski z kolaboracji z koncernami i stojącymi za nimi rządami państw
kapitalistycznych, dlatego też rządy krajów III Świata nie przeciwstawią się
procesowi globalizacji, nawet jeśli jest on niekorzystny dla szerokich rzesz
ich obywateli. Lewicujący antyglobaliści łudzą się, kiedy mówią, że można
przecież wybrać w wyborach do parlamentu uczciwych ludzi (mają tu na myśli
najczęściej siebie), którzy przeciwstawią się globalizacji. Demokracja
parlamentarna wytworzyła takie mechanizmy, które wiążą elity polityczne z
wielkim kapitałem (również międzynarodowym). Bez poparcia owego kapitału (np.
mediów, będących w rękach wielkich koncernów) nikt nie ma szans na wygranie
wyborów, a jeśli już nawet je wygra, to nie ma wielkiej szansy na utrzymanie
się przy władzy, dlatego iż kapitał może wywrzeć presję ekonomiczną na
nieprzychylnie nastawiony do niego rząd, chyba że zaraz po wyborach ów rząd
przeprowadzi niezbędne korekty w swoim programie. I tak, kraje w radykalny
sposób sprzeciwiające się kapitałowi można obłożyć np. embargiem, odmówić im
potrzebnej pożyczki lub obłożyć ją lichwiarskimi odsetkami, osłabić ich
walutę poprzez spekulacje giełdowe, co stawia niesforny rząd przed
koniecznością cięć budżetowych, a stąd już tylko krok do jego obalenia przez
niezadowolonych obywateli. A jeśli zabiegi ekonomiczne nie dadzą oczekiwanego
rezultatu, jakim jest upadek antykapitalistycznego rządu, to zawsze można
wysłać do zbuntowanego kraju wojsko w ramach walki o ?wolność i demokrację?,
albo jeszcze lepiej: znaleźć grupę lokalnych wojskowych, gotową do
przywrócenia ładu w swoim kraju przy braterskim wsparciu USA lub innego
kochającego demokrację kraju kapitalistycznego. Takie scenariusze były wszak
przerabiane w wielu krajach rozwijających się. Innymi słowy: karty do gry w
politykę i gospodarkę rozdaje zawsze ten, kto ma pieniądze, a że to właśnie
kapitał i państwa zachodnie mają pieniądze, więc można się spodziewać, iż to
właśnie te siły będą decydować o tym, kto rządzi w państwach rozwijających
się, a nie lewicujący działacze antyglobalistyczni, chyba że staną się oni
częścią systemu, łagodząc swoje hasła i wprowadzając jedynie kosmetyczne
zmiany w obecny układ. Chcąc powstrzymać globalizację ekonomiczną należy
zatem wyjść poza państwo. O tym, w jaki sposób można walczyć z globalizacją
bez odwoływania się do koncepcji państwa narodowego, napiszę w ostatniej
części niniejszego opracowania. Teraz przejdę do omówienia mechanizmów,
dzięki którym dokonuje się globalizacji ekonomicznej.