Dodaj do ulubionych

Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy

31.08.06, 15:07
Ta sama śpiewka od 10 lat. Ekonomia poszła trochę do przodu prof. Balcerowicz.
Obserwuj wątek
    • pestycyd Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:08
      Panie Balcerowicz, niech pan wie ze jeszcze nie wszyscy sa przeciw Panu!
      Kiedys to oszolomstwo samo sie zniszczy.
      • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:21
        Teraz są wybory i nie będzie mowy o cięciu wydatków.

        Tylko obawiam się, że gdy skończy się rozdawanie kiełbasy wyborczej oraz
        późniejsza wymiana posadek, czyli gdy wreszcie coś będzie się dało zrobić -
        skończy się również wzrost.

        Podejrzewam, że nasze władze (jak również wyborców głosujących na rozdawniczych)
        będzie mogło otrzeźwić tylko jedno: dług na poziomie 60% PKB i równoważenie budżetu.

        Oj, będzie płacz i zgrzytanie zębów.
        • Gość: Paweł Kierski Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.arcabit.com 31.08.06, 15:34
          Akurat - zmienią konstytucję, pogmerają przy księgowości, żeby wyszło, że te
          60% to osiągneliśmy już pod rządami nowej.
    • maruda.r Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:13

      zwrócił też przy tym uwagę, że temu zjawisku towarzyszy również zwiększona
      konsumpcja, spowodowana głównie przez tańsze kredyty.

      **************************************

      Nie zgadzam się z takim podejściem do spraw konsumpcji. Właśnie ograniczanie
      poziomu stopy życiowej jest jednym z poważniejszych argumentów za emigracją
      zarobkową.

    • Gość: td Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.toya.net.pl 31.08.06, 15:33
      Taaak, to mi się podoba. Siedzi sobie taki a_s_i_m_o przed komputerem i próbuje
      nas przekonać, że jest wybitniejszym ekonomistą niż Balcerowicz. Marnujesz się,
      dziecko. Może powinieneś zaproponować szefowi NBP korepetycje. Albo najlepiej
      zgłoś się do Kaczora i wystaw swoją kandydaturę na nowego szefa banku
      centralnego. Właśnie kogoś takiego jak Ty szukają.
      Ale póki co, większym autorytetem będzie się u mnie (jak i u wielu ludzi, którzy
      mają jako tako poukładane w głowie) Balcerowicz niż Ty.
      • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:42
        Nie muszę być lepszy od Balcerowicza w ekonomii. Wystarczy że uznam że kto inny
        bardziej mnie swoim profesjonalizmem przekonuje. Balcerowicz klepie takie
        komunały od 10 lat. A wystarczy rozejrzeć się troche w światowej literaturze
        ekonomicznej by dostrzec że ekonomia a la Balcerowicz aka waszyngtoński
        konsensus to przeżytek.
        • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:47
          To co jest teraz na czasie?

          Chętnie się dowiemy!
          • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:48
            Sam sobie musisz wyrobić zdanie.

            Co jest na czasie? Wpisz sobie w google: ekonomia co jest na czasie.

            Argument poprzedniego internauty brzmiał tak:

            jedynie ktoś LEPSZY w danej dziedzinie może oceniać kogoś innego w tej
            dziedzinie. Nieprawda. Łatwiej jest obserwować czyjąś pracę i jej efekty niż
            samemu robić. Tak samo w ekonomii jak i w innych dziedzinach życia.
            • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:52
              > Sam sobie musisz wyrobić zdanie.
              > Co jest na czasie? Wpisz sobie w google: ekonomia co jest na czasie.

              Przepraszam, ale chwilę temu pisałeś, że "wystarczy poczytać książki" by
              wiedzieć, że Balcerowicz jest ciut out-of-date.

              A jak przychodzi do konkretów...
              • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:56
                > > Co jest na czasie? Wpisz sobie w google: ekonomia co jest na czasie.

                To była ironia.

                I nie wydaje mi się byś faktycznie chciał się dowiedzieć jakie mam poglądy
                ekonomiczne. Po prostu chcesz mnie zagiąć jakimś epitetem i nie wiesz z której
                strony się dobrać.

                Dziękuję ale nie.

                Dyskutujmy o polityce Balcerowicza. Twierdzę, że jest przedstawicielem polityki
                neoliberalnej, konsensusu waszyngtońskiego, która to polityka prowadzi do
                niepotrzebnie dużych kosztów transformacyjnych, wysokiego bezrobocia i dyktatu
                potężnych korporacji.

                Mało który ekonomista (oprócz tych pokroju Balcerowicza) zgodzi się że
                bezkompromisowe znoszenie ceł poprawia sytuacja gospodarczą kraju. Patrz choćby
                na politykę celną USA i UE. Tam z pewnością pracują bardziej kompetentni niż
                Prof. Balcerowicz.
                • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:59
                  I oczekiwałbym od Balcerowicza więcej konstruktywnych pomysłów niż hasełka typu:
                  zmniejszcie deficyt bo będzie źle. A dlaczego? Przecież to kwestia w co się
                  deficyt inwestuje. Czy Balcerowicz uważa że branie kredytu na inwestycje to
                  głupi pomysł?
                  • Gość: Elim Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: 212.244.73.* 31.08.06, 16:19
                    a_s_i_m_o, ja jestem bardzo zaciekawiony tym alternatywnym podjesciem i wcale
                    nie chce Cie 'zagiac'. Na razie w Twojej wypowiedzi sa tylko oceny "polityka
                    neoliberalna przynosi wysokie koszty transformacji", "inne rzady nie znosza cel"
                    itd. Nie obraz sie ale to brzmi troche jak wypowiedzi Leppera w programach
                    publicystycznych. W Twoich wypowiedziach brakuje konkretow.

                    OK, przyzwyczailem sie do krytyki Balcerowicza ale nadale nie znam pomyslow
                    alternatywnych a tym bardziej przykladow skutecznego ich wdrozenia w zycie (bo
                    chyba nie masz na mysli wzorow reform wzietych np. z Ukrainy czy Bialorusi).
                    • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:20
                      Zobacz moją odpowiedź na post mike1978
                    • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:25
                      Twierdzę po prostu że Prof. Balcerowicz jest fundamentalistą ekonomicznym, który
                      przy pomocy przyjaznych mu mediów nie musiał nigdy poważnie dyskutować na temat
                      ekonomii z proponentami innych rozwiązań.

                      Przeciwników jego pomysłów uznawano właśnie za "Białorusinów" albo "Fidelów".

                      Nie twierdze, że jest BARDZO ZŁYM ekonomistą. W końcu jest profesorem a nie
                      rolnikiem z Samoobrony. Ale twierdzę, że jak na faceta zarabiającego pół miliona
                      złotych miesięcznie mógłby nieco bardziej wnikliwie potraktować swoją pracę i
                      podzielić się swoimi rekomendacjami.
                      • a_s_i_m_o Korekta 31.08.06, 16:27
                        Oczywiście pół milona złotych rocznie. Argument pozostaje oczywiście ważny bo
                        nie o samą kwotę chodzi.
                      • Gość: Elim Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: 212.244.73.* 31.08.06, 16:53
                        Wydaje mi sie, ze zbyt surowo oceniasz Balcerowicza. Wydaje sie, ze zapominasz,
                        iz wystepuje on jako przewodniczacy RPP, ciala ktore ma bardzo jasno i klarownie
                        zdefiniowane cele. Zatem na konferencji po obradach RPP Balcerowicz koncentruje
                        sie na tych aspektach, ktore wynikaja z jego pracy.

                        Przeczytalem Twoje posty (inny watek, z cytatami) i ciagle mam wrazenie, ze
                        przekaz pobrzmiwa troche w stylu "mozna bylo inaczej". No pewnie mozna bylo. Ale
                        jaki ma sens deliberowanie nad tym, gdy (a) czasu nie mozna cofnac i (b) nie ma
                        zdanej gwarancji, ze ta 'inna droga' dala by lepsze (a jak zdefiniujemy
                        'lepsze'?) efekty.

                        Tak jak Balcerowicz, wg. Cibie, od 10 lat powtarza to samo, tak od 10 lat
                        powtarzaja sie te same zarzuty wobec niego. Jednym z nich jest to, ze
                        zniszczeniu ulegl polski przesmysl (czyt. updki firm, przejecia przez zachodni
                        kapital). Ze mozna bylo zrobic inaczej, wzmocnic polski przemysl i dopiero
                        wowczas sie otworzyc na swiat. Otoz twierdze, ze nie mozna bylo:
                        1. Polski przemysl mail strukture calkowicie sztuczna tj. komunisci budowali
                        zaklady i fabryki w oderwaniu od realnych potrzeb rynku ==> te zaklady musialy
                        upasc, bo po prostu nie mialy sensu bytu
                        2. Nie znam przypadku by udalo sie 'zreformowac' firme panstwowa (a przeciez
                        takie dominowaly w 1989) bez bicza w postaci konkurencji. Bez liberalizacji
                        Balcerowicza mialbys dzis nie tylko gornictwo i PKP wyciagajace rece po
                        miliardowe doplaty ale setki innych zakladow. Byc moze nie upadl by przemysl
                        wlokienniczy w Lodzi ale musial by byc dotowany po dzis dzien a o inwestycjach
                        Philipsa czy Gillet w tym miescie moglbys zapomniec.

                        BTW, moze nie na temat, ale moim prywatnym zdaniem problemy ludzi, ktorzy ciepia
                        z powodu transformacji i licznie zasilaja szeregi zwolennikow ojca dyrektora,
                        samoobrony, pis itp. nie wynikaja z liberalnej polityki Balcerowicza a raczej z
                        wlasnego lenistwa i nieuctwa. Moja firma stale poszukuje ludzi do pracy ale to
                        musza byc ludzie wyksztalceni (a o ile wiem, poki co szkolnictwo jest w Posce
                        for fee, wiec kto chce to mozne prace znalezc).
                        • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:55
                          Tu jest jego bardziej dogłębna analiza.

                          Przyznaję Ci generalnie rację w tym "sporze". I pozdrawiam wylogowując się.

                          biznes.onet.pl/0,1378864,wiadomosci.html
                        • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:16
                          Ja mam wrażenie, że kłopot leży gdzie indziej.

                          Balcerowicz zaczął realizować swój pomysł, ale zanim skończył przyszedł
                          Olszewski z Glapińskim, którzy te reformy przyhamowali. I w zasadzie wiele
                          więcej się potem nie działo.

                          Z kolei kiedy Balcerowicz był MF po raz drugi to musiał patrzeć na ręcę
                          towarzyszom z AWS realizującym "4 wielkie reformy", a jego jeden
                          z najważniejszych pomysłów zawetował Kwaśniewski.

                          W efekcie nawet nie wiadomo jakie państwo (jeśli chodzi o gospodarkę) mamy.

                          Liberalne to ono nie jest; przedsiębiorcy narzekają na fiskalizm, biurokrację
                          oraz niekompetencję władz. Dziwaczna pozycja związków zawodowych tylko potęguje
                          ten obraz.
                          Solidarne (czy socjalne) - no też trudno powiedzieć.

                          Moim zdaniem to nie jest skutek "planu Balcerowicza", tylko braku pomysłu.

                          Jednych reform nie dokończono a próby ich kontynuacji blokowano, przez co nie
                          odniosły pożądanego rezultatu. Jednocześnie NIKT nie próbował nawet wdrażać
                          wizji alternatywnej.
                          • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:24
                            A ja osobiście uważam, że "4 reformy" to był bardzo dobry pomysł. Mamy jeden z
                            najnowocześniejszych systemów emerytalnych. Gdyby kontynuować ideę konkurencji
                            pomiędzy kasami chorych (zlikwidowanymi przez SLD) mielibyśmy teraz prywatnych
                            ubezpieczycieli. Zamknięto nierentowne kopalnie. Nie wiem co było 4. Armia?
                            Edukacja?

                            W każdym razie uważam że rządy AWS-UW były najlepszymi dla Polski. Licząc
                            średnią na całą kadencję oczywiście.

                            Jak już pisałem wcześniej - wycofuje się z głupiego narzekania. Bardziej
                            irytował mnie brązowy status Balcerowicza.

                            Peace.
                            • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:34
                              Reformy były potrzebne, ale nie zawsze były najmądrzejsze.

                              1. Oświata: zamieszanie z maturami (trwające do dzisiaj), wprowadzanie gimnazjów
                              (kolejne zamiesznie).

                              Na gimnazja nauczyciele narzekają od początku, ze względu na ciężkie problemy
                              wychowawcze. Trafia do nich młodzież w tzw. "głupim wieku" i całą pierwszą klasę
                              usiłują dochodzić z nimi do ładu (w SP dzieci były już trochę "ustawione", a do
                              szkół ponadpodstawowych trafiali gdy były już ciut bardziej dojrzałe).

                              Kolejną dziwną rzeczą jest odejście od szkół zawodowych i techników (spadek
                              wartości tytułu mgr oraz w perspektywie wysyp mgr bezrobocia, bo studiuje się
                              nie po to by zdobyć pracę, ale po to by studiować, bo "co można robić po liceum").

                              2. Reforma zdrowia: owszem, idea kas chorych i ich ewolucja w stronę prywatnych
                              ubezpieczalni była słuszna.

                              3. Administracja - zmiana województw całkowicie OK, wprowadzenie powiatów mijało
                              się z celem.

                              4. Ubezpieczenia emerytalne - prywatni ubezpieczyciele to dobry pomysł, choć
                              ktoś chyba przeoczył to, że ta reforma faktycznie zrujnuje ZUS pozbawiony
                              dopływu nowych składek.

                              Problemem było to, że finanse państwa mogły nie udźwignąć tych 4 reform, co
                              chyba zresztą się stało.
        • Gość: LMB Kto? Nazwij go. IP: *.icpnet.pl 31.08.06, 18:00
          > Nie muszę być lepszy od Balcerowicza w ekonomii. Wystarczy że uznam że kto inny
          > bardziej mnie swoim profesjonalizmem przekonuje.

          Kto? Nazwij go.

          > Balcerowicz klepie takie komunały od 10 lat.

          A my za nim: że Polacy zamiast oszczędzać kupują samochody, jeżdżą na wakacje itp.

          > wystarczy rozejrzeć się troche w światowej literaturze ekonomicznej by
          > dostrzec że ekonomia a la Balcerowicz aka waszyngtoński konsensus to
          > przeżytek.

          To samo mówił tow. Lenin w dwudziestym drugim.
    • Gość: saucepan Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.ipaper.com 31.08.06, 15:34
      ... dzieki rzadom PiS i jego dwoch kochanek?
    • Gość: ed My przejadamy, czy Pan i Pana klakierzy, tacy jak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 15:35
      Bielecki i im podobni.
    • mike1976 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:03
      a_s_i_m_o napisał:

      > Ta sama śpiewka od 10 lat. Ekonomia poszła trochę do przodu prof. Balcerowicz.

      No, no, no "prof. a_s_i_m_o", a to coś nowego.

      Czy zechciałby pan/pani pogłębić nieco swoją "odkrywczą" myśl...?

      Bo ja żadnego postępu w kwestiach zasadniczych, o których mówi Profesor, nie
      zauważyłem.
      • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:09
        A ja nie zauważyłem postępu w wykształceniu Profesora.

        Ale niech opowie o tym niedawny noblista z dziedziny ekonomii, przeciwny
        "schładzaniu gospodarki przez wysokie stopy procentowe", ostrożny w
        liberalizacji handlu międzynarodowego w słabych gospodarkach czy gwałtowną
        liberalizacje sektora bankowego. Zaczniemy od zmniejszania deficytu.

        Mam nadzieje, że po przeczytaniu tego tekstu sięgniesz po argumenty odnoszące
        się do głoszonych tez.

        The most traditional and perhaps best-known IMF policy recommendation is for a
        country to cut government spending or raise taxes, or both, to balance its
        budget and eliminate the need for government borrowing. The usual underlying
        presumption is that much government spending is wasteful anyway. Stiglitz
        charges that the IMF has reverted to Herbert Hoover's economics in imposing
        these policies on countries during deep recessions, when the deficit is mostly
        the result of an induced decline in revenues; he argues that cuts in spending or
        tax hikes only make the downturn worse. He also emphasizes the social cost of
        cutting back on various kinds of government programs—for example, eliminating
        food subsidies for the poor, which Indonesia did at the IMF's behest in 1998,
        only to be engulfed by food riots.

        High interest rates.

        Many countries come to the IMF because they are having trouble maintaining the
        exchange value of their currencies. A standard IMF recommendation is high
        interest rates, which make deposits and other assets denominated in the currency
        more attractive to hold. Rapidly increasing prices—sometimes at the
        hyperinflation level—are also a familiar problem in the developing world, and
        tight monetary policy, implemented mostly through high interest rates, is again
        the standard corrective. Stiglitz argues that the high interest rates imposed on
        many countries by the IMF have worsened their economic downturns. They are
        intended to fight inflation that was not a serious problem to begin with; and
        they have forced the bankruptcy of countless otherwise productive companies that
        could not meet the suddenly increased cost of servicing their debts.

        Trade liberalization.

        Everyone favors free trade—except many of the people who make things and sell
        them. Eliminating tariffs, quotas, subsidies, and other barriers to free trade
        usually has little to do directly with what has driven a country to seek an IMF
        loan; but the IMF usually recommends (in effect, requires) eliminating such
        barriers as a condition for receiving credit. The argument is the usual one,
        that in the long run free trade practiced by everyone benefits everyone: each
        country will arrive at the mixture of products that it can sell competitively by
        using its resources and skills efficiently. Stiglitz points out that today's
        industrialized countries did not practice free trade when they were first
        developing, and that even today they do so highly imperfectly. (Witness this
        year's increase in agricultural subsidies and new barriers to steel imports in
        the US.) He argues that forcing today's developing countries to liberalize their
        trade before they are ready mostly wipes out their domestic industry, which is
        not yet ready to compete.

        Liberalizing Capital Markets.

        Many developing countries have weak banking systems and few opportunities for
        their citizens to save in other ways. As one of the conditions for extending a
        loan, the IMF often requires that the country's financial markets be open to
        participation by foreign-owned institutions. The rationale is that foreign banks
        are sounder, and that they and other foreign investment firms will do a better
        job of mobilizing and allocating the country's savings. Stiglitz argues that the
        larger and more efficient foreign banks drive the local banks out of business;
        that the foreign institutions are much less interested in lending to the
        country's domestically owned businesses (except to the very largest of them);
        and that mobilizing savings is not a problem because many developing countries
        have the highest savings rates in the world anyway.
        • a_s_i_m_o Żakowski 31.08.06, 16:12
          Zrób to sam
          Rozmowa z Josephem Stiglitzem, najsłynniejszym
          współczesnym ekonomistą, o słabościach rynku i globalizacji

          Jacek Żakowski: – Czy pan wierzy w rynek?
          Joseph Stiglitz: – Oczywiście! Rynek może być najważniejszą instytucją
          stymulującą rozwój gospodarczy.

          Może być czy jest?
          Może być, jeżeli jest właściwie zorganizowany. Rynek źle zorganizowany,
          zarządzany i kontrolowany jest groźny. Zawodzi i powoduje problemy.

          Gospodarcze czy polityczne?
          Jedne i drugie. Źle zorganizowany rynek niszczy gospodarkę i równowagę
          społeczną. Psuje demokrację i wpędza ludzi w biedę.

          Co to znaczy „źle zorganizowany rynek”?
          Kłopot polega na tym, że nie istnieje żaden uniwersalny model idealnie
          skonstruowanego rynku.

          Jakiś uniwersalny model współczesnej gospodarki chyba jednak istnieje i
          stopniowo upowszechnia się w świecie.
          Jeżeli pan potrafi taki model opisać, to na pewno dostanie pan Nobla. Ja znam co
          najwyżej sztampy czy matryce, które kiepscy ekonomiści próbują przenosić z
          jednych krajów do drugich. Im wierniej je przenoszą, tym gorsze są rezultaty.

          Dominuje opinia, że godny naśladowania jest model amerykański.
          Sporo osób tak uważało jakieś dziesięć lat temu. Dziś nikt rozsądny nie mówi już
          o naśladowaniu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przez lata zachęcał do
          naśladowania z bardzo złym skutkiem dla wielu biednych krajów. Rosja, którą
          skutecznie do tego zachęcono, w latach 90. zniszczyła swoją gospodarkę i
          straciła nad nią kontrolę. Natomiast Chiny, które wybrały własną drogę
          stopniowego budowania rynku dostosowanego do sytuacji lokalnej gospodarki,
          odniosły wielki gospodarczy sukces.

          Więc złe jest naśladowanie i przenoszenie rozwiązań z jednych krajów do drugich.
          Co jeszcze?
          Złe jest doktrynalne myślenie i automatyczne aplikowanie recept, które
          sprawdziły się gdzie indziej albo kiedy indziej. W każdym miejscu i w każdym
          czasie pojawiają się jakieś specyficzne warunki, które wymagają odpowiednich
          reakcji. Pan mówi o godnym naśladowania modelu amerykańskim. Ale to przecież w
          Ameryce w latach 90. złe regulacje giełdowe doprowadziły do powstania bańki
          spekulacyjnej, która spowodowała krach na nowojorskiej giełdzie i załamanie
          rynku. Także w modelu amerykańskim pojawiły się przepisy księgowe i
          korporacyjne, które doprowadziły do gigantycznych plajt w Enronie czy WorldComie.

          Pan, jako szef doradców ekonomicznych prezydenta Clintona, był wtedy czołowym
          architektem amerykańskiej polityki gospodarczej.
          Doradcy ekonomiczni przestrzegali przed niebezpieczeństwem wynikającym między
          innymi z niekontrolowanego obdarowywania menedżerów gigantycznymi pakietami
          akcji. Przygotowywano ustawę, która miała zapobiec kryzysowi, ale na żądanie
          Wall Street i Silocon Valey Kongres ją odrzucił.

          To by znaczyło, że złe jest także uleganie żądaniom przedsiębiorców?
          Bywają żądania słuszne i niesłuszne. Złe jest uleganie fałszywym argumentom. W
          tym przypadku kongresmanów przekonał argument, że nie należy się wtrącać w
          politykę płacową prywatnych przedsiębiorstw.

          A należy?
          Z zasady nie należy. Ale kiedy przedsiębiorstwa tworzą sytuację, która zagraża
          funkcjonowaniu rynku, trzeba interweniować. To właśnie była taka sytuacja. Bo
          menedżerowie opłacani wielkimi pakietami akcji byli zainteresowani zwiększaniem
          ich ceny, a nie tworzeniem realnej wartości przedsiębiorstwa. To rodziło pokusę
          kreatywnej księgowości. A ponieważ ci sami menedżerowie decydowali o doborze
          firm księgujących i prowadzących audyt, łatwo znajdowali wspólników. Rynek się
          zawalił, bo zawiodło państwo. Bez dobrze działającego państwa rynek nie może
          dobrze funkcjonować.

          Ale jednak zadziałał doprowadzając nieuczciwe firmy do bankructwa.
          Tylko za jaką cenę. Za wzbogacenie się niewielkiej grupy ludzi zapłaciła cała
          gospodarka, która popadła w kryzys, i miliony akcjonariuszy, którzy stracili
          swoje oszczędności. Gdyby nie interwencja państwa, mielibyśmy totalny kryzys.

          W wyniku którego z czasem nastąpiłoby rynkowe dostosowanie, bo przetrwałyby
          zdrowe przedsiębiorstwa.
          A wie pan po jakim czasie? Można przyjąć, że w długim czasie rynek wszystko
          wyreguluje. Ale czas to najważniejsze, czym ludzie dysponują. Keynes miał na
          taki argument doskonałą odpowiedź: „W długim okresie wszyscy będziemy martwi”.

          To znaczy, że w gruncie rzeczy jednak bardziej wierzy pan w państwo niż w rynek
          i jego niewidzialną rękę.
          Niewidzialna ręka była doskonałą metaforą dziewiętnastowiecznej wiedzy o
          gospodarce. Wtedy wierzono, że istnieje jakiś samoczynny mechanizm prowadzący do
          równowagi i opierano tę wiarę na przekonaniu, że uczestnicy rynku podejmują
          racjonalne decyzje. Dziś wiemy, że to nie jest prawda, że rynek – jak każda gra
          – wymaga przepisów i arbitrów. To jest rola państwa, z której nikt go nie
          zwolni. Wiemy też, że racjonalność decyzji rynkowych jest ograniczona między
          innymi dlatego, że informacje, którymi dysponują uczestnicy rynku, zawsze są
          niepełne. Rynek może zawodzić na skutek braku informacji lub błędnych poglądów,
          może ulegać emocjom, politycznym naciskom, korupcji, może być niszczony przez
          niepokoje społeczne, może źle działać na skutek nadmiernej różnicy potencjałów
          poszczególnych graczy, może się z różnych względów zacinać. Tylko anachroniczni
          fundamentaliści rynkowi wierzą jeszcze, że rynek może działać bez ingerencji
          państwa.

          Czy pan przypadkiem nie jest pan etatystą?
          Etatyści, którzy wierzyli, że państwo może kierować gospodarką, są od dawna
          przegrani. Natomiast fundamentaliści rynkowi są co prawda w odwrocie, ale wciąż
          mają dużo do powiedzenia.

          A pan wierzy, że urzędnicy lepiej wiedzą, czego gospodarce trzeba?
          Nie chodzi o to, że coś wiedzą lepiej albo gorzej, tylko o to, że mają rolę do
          odegrania, kiedy rynek zawodzi. Polityka temu między innymi służy, żeby łagodzić
          napięcia powodowane przez rynek.

          To pachnie keynesizmem.
          Globalny system kapitalistyczny przeżywa dziś kryzys podobny do tego, który
          gospodarki zachodu przeżyły w latach 20. poprzedniego wieku. Wtedy demokratyczny
          kapitalizm został uratowany przez Keynesa, który zaprojektował lepszą politykę
          wewnętrzną polegającą na tworzeniu miejsc pracy i pomocy dla słabszych. Teraz
          potrzebujemy Keynesa, który zaprojektuje lepszą globalizację.

          Pan chciałby być Keynesem globalnej gospodarki?
          Chciałbym przyczynić się do upowszechnienia myśli, że nowy Keynes jest nam dziś
          potrzebny.

          Podstawowy zarzut wobec współczesnego modelu kapitalizmu jest taki, że biedni są
          coraz biedniejsi, a bogaci coraz bogatsi. Czy pana zdaniem polityka może coś
          poradzić na wzrost nierówności? Czy da się go uniknąć?
          Istnieje poważne ryzyko, że będzie postępował, ale nieunikniony nie jest.

          To pana zdaniem jest błąd czy prawidłowość współczesnej gospodarki?
          Prawidłowość jest taka, że kiedy gospodarka szybko się rozwija, cześć ludzi
          gwałtownie się bogaci. Natomiast jest pytanie, czy i w jakim stopniu ubożsi
          korzystają ze wzrostu. Bo przecież nie jest prawdziwa bezmyślnie powtarzana teza
          Adama Smitha, że kiedy ktoś się bogaci, to przyczynia się do bogactwa innych.
          Rosyjscy oligarchowie to przykład bogacenia się niewielkiej grupy ludzi ze
          szkodą dla biedniejącego ogółu. A gospodarka, w której jedni się bogacą, podczas
          gdy inni biednieją, niszczy swoje korzenie. Nie ma długotrwałego wzrostu bez
          równowagi społecznej. Ekonomia ignorująca problemy społeczne jest złą ekonomią
          niszczącą gospodarkę. Kiedy w Indonezji dążąc do zrównoważenia budżetu
          zrezygnowano z subsydiowania żywności i paliwa, wybuchły zamieszki, które
          spowodowały odpływ kapitału i krach gospodarczy. To był skutek decyzji
          politycznych. Tu można mówić o błędach albo o złej woli.

          A zna pan jakiś kraj, w którym wzrost gospodarczy i rosnące różnice nie powodują
          napięć?
          W Chinach, gdzie jeszcze niedawno wszyscy byli biedni, niektórzy gromadzą
          ogromne majątki i różnice dochodów błyskawicznie rosną, ale sytuacja ubogich też
          się odczuwalnie poprawia.
          • Gość: Elim Re: Żakowski IP: 212.244.73.* 31.08.06, 16:32
            Hmm... cytujac Stiglitza "Złe jest doktrynalne myślenie i automatyczne
            aplikowanie recept, które sprawdziły się gdzie indziej albo kiedy indziej".
            Niewatpliwie z tym mozna sie zgodzic. Ale wyciaganie z tej i innych wypowiedzi
            wnioskow, ze dzialania Balcerowicza sa zle to chyba przesada.

            Postulat obnizenia wydatkow panstwa mozna traktowac jako podejscie 'doktrynalne'
            ale akurat w przypadku Polski wydaje sie ono calkiem uzasadnione. Wydatki naszgo
            panstwa to w glownej mierze wydatki socjalne (bodaj 2/3 budzetu) a nie wydatki
            inwestycyjne. Przytaczane przez Stigliza Chiny wydaja swoje pieniadze dokladnie
            odwrotnie! Nie znajdziesz tam rozubodwanego systemu zabezpieczen spolecznych
            (nie jestem pewien czy tam jest jakikolwiek system zabezpieczen spolecznych) za
            to panstwo buduje tamy, kolej, autostrdy itd.

            Postulat Balcerowicza, choc brzmi 'doktrynalnie', w warunkach polskich wydaje
            sie byc jak najbardziej uzasadniony. Jeszcze nie spotkalem ekonomisty, z lewa
            czy prawa, ktory by nie zwrocil uwagi na mechanizm wysysania przez panstwo
            pieniedzy z rynku poprzez emisje obligacji. Banki i fundusze lokuja pieniadze w
            obligacje a nie udzielaja kredytow. Pieniadze ida na gornikow i becikowe zamiast
            na naowe maszyny i dorgi. I to chyba ma na mysli Balcerowicz.
            • a_s_i_m_o Re: Żakowski 31.08.06, 16:42
              Kurczę

              jakoś się nie możemy zgrać z pisaniem w tym samym podwątku :). Jak pisałem w
              drugim wątku uważam że on działa właśnie dość doktrynalnie. Jeśli rzeczywiście
              ten rząd wydaje więcej na socjal niż poprzednie to zgoda. Ale nie należy
              zapominać, że zejście poniżej pewnego poziomu socjalu (który w Polsce nie jest
              wg mnie rozdęty - co najwyżej źle dystrybuowany) powoduje negatywne skutki gdyż
              koszt dźwignięcia biedaka z biedy do poziomu funkcjonalności jest niski (mało
              pieniędzy) a koszt alternatywny wysoki - wysoka przestępczość, mała szansa na
              awans dzieci biedy.

              Przyznaje się, że w TEJ wypowiedzi Balcerowicza mogę tylko zaprostestować przed
              jej ogólnikowym besserwissyzmem a nie faktycznie fundamentalnie się z nią nie
              zgodzić.

              Balcerowicz irytuje mnie przede wszystkim dlatego, że jego ekonomiczny
              fundamentalizm (jako polityka, premiera) nigdy nie był kwestionowany. Podobnie
              jak idee lustracji i dekomunizacji do zeszłego roku były w mediach
              "okołoWyborcza" traktowane z przymrużeniem oka.

              Mam nadzieję, że to moje przyznanie się do "Skrótu myślowego" ;) wystarczy.
              Pozdrawiam.
        • mike1976 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:03
          Tyle, że my nie jesteśmy w sytuacji Indonezji, a raczej Hiszpanii i Irlandii
          sprzed ok. 20 lat. A tu recepta jest prosta: im mniejsza ingerencja państwa w
          gospodarkę, im mniejszy fiskalizm - tym lepiej dla gospodarki.

          Chiny nie zbudowały swojej potęgi dzięki "własnej drodze", a raczej dzięki
          obudzeniu olbrzymiego potencjału, który od wielu setek lat był uśpiony. Poza
          tym, nie ma jednych "Chin": są rejony typu Pekin czy Szanghaj, ale jest też
          ekstremalnie biedna prowincja (gdzie już iskrzy z powodu olbrzymiego
          rozwarstwienia ekonomicznego; lada moment będą z tym mieli poważne problemy).

          Ale znów, w naszym przypadku to nie Chiny czy Indonezja powinny być wzorcem, a
          właśnie ww. Irlandia, Hiszpania, Estonia, Wielka Brytania, a do niedawna -
          Słowacja. To są sprawdzone i działające w naszych realiach wzorce i tu
          powinniśmy czerpać przykład.

          Z drugiej strony, negatywne efekty nadmiernej ingerencji Państwa w gospodarkę i
          nadmiernego fiskalizmu w naszych realiach widać w Niemczech czy we Francji.

          Ciekawą alternatywą mógłby być model skandynawski - ale na to nas jeszcze nie
          stać. I jeszcze długo nie.

          Wnioski są IMO oczywiste.

          Pozdrawiam!
          • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:06
            No i bezwzględnie powinien obowiązywać zdrowy rozsądek czyli spójne i zrozumiałe
            przepisy + kompetencja urzędników oraz sprawne instytucje państwowe.
            • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:10
              Szkoda tylko, że na wolną konkurencję wśród lekarzy i prawników - czyli to co
              najbardziej potrzebne przeciętnemu Polakowi - kogoś kto zadba o jego zdrowie i
              jego interes w sądzie trzeba było czekać 17 lat od obalenia komunizmu. Aż do
              rządów "oszołomów", którzy likwidują wreszcie korporacje.
          • mike1976 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:09
            PS. Poza tym pamiętajmy o istocie długu publicznego, które de facto polega na
            przejadaniu dziś dochodów przyszłych pokoleń. To się nigdy nie sprawdza.

            A jeśli dzieje się tak z powodu becikowego ("bo to korzystne propagandowo"),
            dopłat do kopalń ("bo jak nie, to górnicy znowu rozp...ą stolicę"), etc., etc.,
            to... nóż się w kieszeni otwiera.
            • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:12
              Dopłaty do górnictwa były zawsze. A kredyt (deficyt budżetowy) dzielimy na
              konsumpcyjny i inwestycyjny. Jeśli na przykład zwiększamy deficyt żeby wyłożyć
              25% kosztów inwestycji a resztę dopłaci UE, to to jest przejadanie? A wpłaty z
              UE nie liczą się jako zmniejszające deficyt.
              • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:22
                > Dopłaty do górnictwa były zawsze.

                Co prowadziło do różnych dziwnych zjawisk.

                Przeczytaj sobie www.tinyurl.com/eh7zj - ostatnie 4-5 akapitów (pytanie 10).
                Włosy stają dęba na głowie.

                Aha i zwróć uwagę na koszty utrzymywania jednego związkowca.
                Takich ludzi jest w Polsce ok 200 tysiecy, podejrzewam że większość
                w instytucjach państwowych.

                Ciekawe jest również to, że węgiel w Polsce jest o ok. 1/3 droższy niż surowiec
                tej samej jakości kupiony na giełdzie towarowej.

                > Jeśli na przykład zwiększamy deficyt żeby wyłożyć
                > 25% kosztów inwestycji a resztę dopłaci UE, to to jest przejadanie?

                To nie.
                Przejadaniem są:
                - niektóre "oddłużania", patrz link powyżej
                - rozrost aministracji
                - kiełbasy wyborcze
                - haracze (tak to trzeba nazwać) dla związków zawodowych
                - wydatki "na domknięcie budżetu" w rodzaju remontów nowego chodnika.
                • a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:55
                  o.k.

                  link niestety nie działa (ale może to coś z moimi ustaiwniami sieci - dziwny
                  port na końcu 8009?). z resztą się zgadzam.
                  • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 18:03
                    Dziwne, jeszcze niedawno działał.

                    W skrócie: Hausner twierdził, że kopalnie (podobnie jak i służba zdrowia) są
                    często CELOWO zadłużane, po to by firmy handlujące długami mogły na tym zarobić.

                    Ot, taki układ.

                    • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 18:06
                      Aha, a jako koszt utrzymania górniczego związkowca podał 6000 zł (100 mln zł w
                      skali roku na polskich kopalniach).

                      Przy czym związki są jeszcze w/na:

                      - kopalniach
                      - urzędach
                      - oświacie
                      - stoczniach
                      - energetyce
                      - służbie zdrowia.

                      Oczywiście zapewne nie wszędzie etatowo.
                      • adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 18:06
                        > Aha, a jako koszt utrzymania górniczego związkowca podał 6000 zł

                        miesięcznie.
                        • Gość: Prostaczyna Re: Balcerowicz jest, ale go przejadamy i dobrze IP: *.dip.t-dialin.net 31.08.06, 21:10
                          Adasie i inni. Deficyt budzetowy nie jest z definicji zly. Jak juz wspomnial
                          kolega Asimo, zalezy od tego jak wydajemy pieniadze. Nie jest tez z definicji
                          zle wydawanie na socjal, bo to tez moze byc inwestycja w kapital ludzki. M.in.
                          dlatego, ale tez dla tysiaca innych powodow ekonomia balcerowiczowska - bo tak
                          trzeba nzwac ten szczegolny wyznawany tylko nad Wisla nurt ekonomii (przypomina
                          mi sie powiedzenia znajomego amerykanina "swiatowej slawy aktor znany tylko w
                          Polsce") - to uprostaczona wersja podercznikow dla ekonomistow pierwszego roku w
                          niezbyt ambitnej szkole zarzadzania, robi zamieszanie ludziom w glowach. Co do
                          chwalocnych reform to tez radze ostroznie z pochwalami. Chcialem zwrocic uwage,
                          ze fundusze emerytalne w latach 2000-2005 (hossa - hossa na gieldzie)
                          wypracowaly mniej pieniedzy niz to co byl w stanie przyniesc zakup obligacji
                          rzadowych w tym samym okresie. Oznacza to mniej wiecej tyle, ze fundusze maja
                          wysokie koszty dzialania (co nie dziwi nikogo, kto wie jak bezsensownie
                          skonstruowany jest polski system promujacy pozyskanie klienta, a nie
                          wypracowywanie wysokich zyskow. Skutek jest taki, ze ze skaldek utrzymujemy
                          agentow przekonujacych nasz do wyboru dango funduszu). Radze sobie dla
                          odroznienia poczytac o modelu szwedzkim, ktory odebral funduszom dostep do bazy
                          klientow, a zamiast tego stworzyl instytucje panstwowa monitorujaco
                          idystrynuujaca wyniki funduszy i na tej podstawie dal prawo klientowi podejmowac
                          decyzje. Do tego system ten to dosc duzo funduszy, z ktorych klient na podtsaie
                          wyenikow wybiera sobie portfel funduszy, ktory w relacji do poslkich warunkow,
                          moze sobie dosc sobodnie zmieniac. Dla tych, ktorzy jednak czasem chca pomyslec
                          inaczej niz pisza nie zadni prawdy zurnalisci, radze sobie zadac pytanie czemu
                          mimo oczekiwanych problmow finansowych systemu emerytalnego w USA, tam od wielu
                          lat trwa dyskusja jak ma wygldac reforma emerytalna (obecnie system obowiazkowy
                          to system ZUS-owski) i nikt nie pcha sie by przekazac go z wszelka cene w
                          prywatne rece. Oczywiscie funkcjonuje tam system prywatny, ale dobrowolny, gdzie
                          nie ma przymus, a zamiast tego jest motywacja podatkowa. Radze sobie nieco
                          poczytac na ten temat, policzyc efektywnosc funduszu w Polsce, a dopiero potem
                          zaczynac piac. Wnioski sa malo optymistyczne, jesli nie porazajace. A o tego
                          panstwa emerytury zostana jeszcze obciazone oplata dystrybucyjna (za wyplate
                          siwdczen) i kosztami zarzadzania w okresie pobierania emerytury (tego tez
                          jeszcze nie wiemy ile to bedzie kosztowac, ale cos bedzie, wiec jak dodamy ten
                          koszt do obecnych slabych wynikow, to hmmm bedzie raczej placz i zgrzytanie
                          zebow niz radosc).
                          • adas313 Re: Balcerowicz jest, ale go przejadamy i dobrze 01.09.06, 09:23
                            Dzięki za info o funduszach.

                            > Deficyt budzetowy nie jest z definicji zly. Jak juz wspomnial
                            > kolega Asimo, zalezy od tego jak wydajemy pieniadze. Nie jest tez z definicji
                            > zle wydawanie na socjal, bo to tez moze byc inwestycja w kapital ludzki.

                            Tyle, że w Polsce wydaje się na to, co już wyliczałem na górze.

                            Inwestycja w ludzi to edukacja, przekwalifikowywanie, ew. kasa na potrzeby tzw.
                            pierwotne (jedzenie itp.). Trudno za to uznać sponsorowanie tanich win.
                    • Gość: 123456 ale to Bacerowicz zadłużył kopalnie IP: *.chello.pl 31.08.06, 22:32
                      "....jeszcze w I półroczu 1990
                      r. wydobywanie węgla kamiennego było procesem niezwykle opłacalnym. W tym
                      czasie rzeczywista wartość rynkowa polskiego węgla kamiennego, mierzona
                      uzyskiwanymi zań cenami transakcyjnymi, wynosiła średnio dla całego górnictwa
                      47,52 PLN/t. Natomiast koszt wydobycia jednej tony węgla kształtował się
                      wówczas na poziomie 17,64 PLN. Tak więc faktycznie uzyskiwana za sprzedawany
                      węgiel cena transakcyjna była 2,7 razy wyższa od kosztu wydobycia. Na każdej
                      tonie wydobytego węgla polska gospodarka zyskiwała 29,88 PLN.....

                      ...A teraz - jak się to mówi - ciekawostka, tylko nie przyrodnicza, a
                      ekonomiczna: Jak państwo myślicie, jaką cenę zbytu węgla dla produkujących go,
                      samodzielnych, samorządnych i samofinansujących się kopalń, ustaliło
                      Ministerstwo Przemysłu pod światłym kierownictwem wielkiego naukowca i
                      liberała, Leszka Balcerowicza, twórcy programu rynkowych reform w Polsce i
                      kandydata do nagrody Nobla? - 10,57 PLN (sic!). Pokrywała ona zaledwie 60%
                      kosztów wydobycia. Stało się to na wniosek ówczesnego Ministerstwa Przemysłu
                      kierowanego przez - również czołowego liberała - pana Tadeusza Syryjczyka.

                      Tłumaczenie, że na węgiel kamienny utrzymano tak niską, urzędową cenę węgla
                      kamiennego, bo górnictwu nadano rolę inflacyjnej "kotwicy" całego programu
                      reform, można byłoby zrozumieć i przyjąć gdyby nie to, że powstałą w ten sposób
                      głęboką, a fikcyjną w gruncie rzeczy deficytowość górnictwa i konieczność
                      dotowania wydobycia z budżetu państwa - zaczęto od razu oficjalnie traktować
                      jako skutek nadmiernie wysokich kosztów własnych kopalń i argument mający
                      przemawiać za potrzebą zamykania tych z nich, które okażą się "trwale
                      nierentowne."

            • Gość: Elim Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 20:59
              Tu popre a_s_i_m_o. Mowienie, ze deficyt jest zly jest daleko idacym
              uproszczeniem. USA ma najwiekszy deficyt na swiecie i jakos zyje. Rzecz w tym,
              ze USA z tego deficytu finansuja podboj kosmosu czy rozwoj nowych broni, co w
              obu przyadkach skutkuje rozwojem nowych technologii. Tym czasem Polska ze
              swojego deficytu finansuje sluzbe zdrowia, robuchany system pomocy socjalnej,
              nierentowne przedsiebiorstwa i ostatnio populistyczne pomysly politykow. Jednym
              slowem, jak to ujal Balcerowicz, my przejadamy pieniadze a scislej, przjadamy
              pieniadze naszych dzieci i wnukow.

              ==================================
              Kazda partia dba o swoj elektorat. Elektoratem partii socjalistycznych (w tym
              PiS) sa ludzie biedni, niewyksztalceni i sfrustrowani. Socjalisci rowniez dbaja
              o swoj elektorat. Glownie o to, by bylo go jak najwiecej.
              • Gość: Prostaczyna Re: Balcerowicz jest, ale go przejadamy i dobrze IP: *.dip.t-dialin.net 31.08.06, 21:20
                Co do zas osoby samego Leszka to nietrafianie w cel inflacyjny o jgo
                specjalnosc, a druga to prowadzenie zbyt restrykcyjnej polityki gospodarczej.
                Prosze zwrocic uwage jak kosztowne bylo zbyt powlne obcinanaie stop w latach
                2000-2003, kiedy to rynki, a scislej ekonomisci bankowi lepiej szacowali pole do
                obnizki niz NBP (jak ktos zaraz powie, ze cale RPP glosowalo, to radze sprawdzic
                ile razy glos Leszka - ma dwa przy rownowadze - przewazyl przy rezygnacji z
                ciecia). To wszystko przynioslo w efekcie transfer bogactwa od panstwa
                emitujacego obligacje do sektora finansowego. Calkoicie nieuzasadniony transfer.
                I niech Panstwo nie pisza, ze zly rzad emitowal obligacje i to przez nich.
                Emitowal bo musial, ze wzlgedu na przymus polityczny (w koncu mamy demokracje i
                jakby tamten rzad nie prowadzil ekspansji fisklanej to zorbilby to inny - takie
                sa po prostu oczekiwania spoleczne w recjesji) i ze wzlgedu na to, ze to jest
                racjonalna polityka walki z recesja. Tyle tylko, zeszybsze scinanie stop
                doprowadziloby do tego, ze by to mniej panstwo kosztowalo i reakcje sfery
                realnej bylaby szybsza, krotko mowiac taniej. Przeciez tak lasnie zrobili
                amerykanie, nie przejmujac sie 3% deficytu dzis maja pedzaca gospodarke i dobre
                wyniki budzetowe. To tylko jeden z watkow dziwaznej ekonomii Balcerowiczowskiej
    • Gość: MichalM A ja Balcerowicza nie powazam. IP: 82.115.76.* 31.08.06, 21:57
      Uwazam ze jest doktrynalnym ekonomista "betonem" ktory nie dopuszcza do siebie
      mysli ze moze byc inaczej niz on mysli. Przez jego wypowiedz przebija to ze
      chtnie by juz gospodarke "studzil". Dla mnie to bzdura to ze ludzie biora
      kredyty i zwieksza sie konsumpcja w prostej linii implikuje wzrost produkcji
      wzrost plac i inwestycji i co w tym zlego. Trzeba tylko dbac o to aby produkt
      krajowy byl na tyle konkurencyjny aby pieniadze nie wyplywaly z kraju. USA od
      pocztku swego istnienia opieraja sie o zakupy finansowane kredytami a stosunek
      amerykanow ktorzy chciely by mieszkac w Polsce do polakow ktorzy chca mieszkac
      w USA jest chyba jak 1/1000000.


      Pozdrawiam

      MichalM
    • arystotelik Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 01.09.06, 03:13
      A ja lubię Balcerowicza, choć w polityce monetarnej się z nim nie zgadzam.


      arystotelik.blogspot.com/2006/09/czy-wzrost-gospodarczy-powoduje-inflacj.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka