a_s_i_m_o 31.08.06, 15:07 Ta sama śpiewka od 10 lat. Ekonomia poszła trochę do przodu prof. Balcerowicz. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
pestycyd Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:08 Panie Balcerowicz, niech pan wie ze jeszcze nie wszyscy sa przeciw Panu! Kiedys to oszolomstwo samo sie zniszczy. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:21 Teraz są wybory i nie będzie mowy o cięciu wydatków. Tylko obawiam się, że gdy skończy się rozdawanie kiełbasy wyborczej oraz późniejsza wymiana posadek, czyli gdy wreszcie coś będzie się dało zrobić - skończy się również wzrost. Podejrzewam, że nasze władze (jak również wyborców głosujących na rozdawniczych) będzie mogło otrzeźwić tylko jedno: dług na poziomie 60% PKB i równoważenie budżetu. Oj, będzie płacz i zgrzytanie zębów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Kierski Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.arcabit.com 31.08.06, 15:34 Akurat - zmienią konstytucję, pogmerają przy księgowości, żeby wyszło, że te 60% to osiągneliśmy już pod rządami nowej. Odpowiedz Link Zgłoś
maruda.r Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:13 zwrócił też przy tym uwagę, że temu zjawisku towarzyszy również zwiększona konsumpcja, spowodowana głównie przez tańsze kredyty. ************************************** Nie zgadzam się z takim podejściem do spraw konsumpcji. Właśnie ograniczanie poziomu stopy życiowej jest jednym z poważniejszych argumentów za emigracją zarobkową. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: td Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.toya.net.pl 31.08.06, 15:33 Taaak, to mi się podoba. Siedzi sobie taki a_s_i_m_o przed komputerem i próbuje nas przekonać, że jest wybitniejszym ekonomistą niż Balcerowicz. Marnujesz się, dziecko. Może powinieneś zaproponować szefowi NBP korepetycje. Albo najlepiej zgłoś się do Kaczora i wystaw swoją kandydaturę na nowego szefa banku centralnego. Właśnie kogoś takiego jak Ty szukają. Ale póki co, większym autorytetem będzie się u mnie (jak i u wielu ludzi, którzy mają jako tako poukładane w głowie) Balcerowicz niż Ty. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:42 Nie muszę być lepszy od Balcerowicza w ekonomii. Wystarczy że uznam że kto inny bardziej mnie swoim profesjonalizmem przekonuje. Balcerowicz klepie takie komunały od 10 lat. A wystarczy rozejrzeć się troche w światowej literaturze ekonomicznej by dostrzec że ekonomia a la Balcerowicz aka waszyngtoński konsensus to przeżytek. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:47 To co jest teraz na czasie? Chętnie się dowiemy! Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:48 Sam sobie musisz wyrobić zdanie. Co jest na czasie? Wpisz sobie w google: ekonomia co jest na czasie. Argument poprzedniego internauty brzmiał tak: jedynie ktoś LEPSZY w danej dziedzinie może oceniać kogoś innego w tej dziedzinie. Nieprawda. Łatwiej jest obserwować czyjąś pracę i jej efekty niż samemu robić. Tak samo w ekonomii jak i w innych dziedzinach życia. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:52 > Sam sobie musisz wyrobić zdanie. > Co jest na czasie? Wpisz sobie w google: ekonomia co jest na czasie. Przepraszam, ale chwilę temu pisałeś, że "wystarczy poczytać książki" by wiedzieć, że Balcerowicz jest ciut out-of-date. A jak przychodzi do konkretów... Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:56 > > Co jest na czasie? Wpisz sobie w google: ekonomia co jest na czasie. To była ironia. I nie wydaje mi się byś faktycznie chciał się dowiedzieć jakie mam poglądy ekonomiczne. Po prostu chcesz mnie zagiąć jakimś epitetem i nie wiesz z której strony się dobrać. Dziękuję ale nie. Dyskutujmy o polityce Balcerowicza. Twierdzę, że jest przedstawicielem polityki neoliberalnej, konsensusu waszyngtońskiego, która to polityka prowadzi do niepotrzebnie dużych kosztów transformacyjnych, wysokiego bezrobocia i dyktatu potężnych korporacji. Mało który ekonomista (oprócz tych pokroju Balcerowicza) zgodzi się że bezkompromisowe znoszenie ceł poprawia sytuacja gospodarczą kraju. Patrz choćby na politykę celną USA i UE. Tam z pewnością pracują bardziej kompetentni niż Prof. Balcerowicz. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 15:59 I oczekiwałbym od Balcerowicza więcej konstruktywnych pomysłów niż hasełka typu: zmniejszcie deficyt bo będzie źle. A dlaczego? Przecież to kwestia w co się deficyt inwestuje. Czy Balcerowicz uważa że branie kredytu na inwestycje to głupi pomysł? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elim Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: 212.244.73.* 31.08.06, 16:19 a_s_i_m_o, ja jestem bardzo zaciekawiony tym alternatywnym podjesciem i wcale nie chce Cie 'zagiac'. Na razie w Twojej wypowiedzi sa tylko oceny "polityka neoliberalna przynosi wysokie koszty transformacji", "inne rzady nie znosza cel" itd. Nie obraz sie ale to brzmi troche jak wypowiedzi Leppera w programach publicystycznych. W Twoich wypowiedziach brakuje konkretow. OK, przyzwyczailem sie do krytyki Balcerowicza ale nadale nie znam pomyslow alternatywnych a tym bardziej przykladow skutecznego ich wdrozenia w zycie (bo chyba nie masz na mysli wzorow reform wzietych np. z Ukrainy czy Bialorusi). Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:20 Zobacz moją odpowiedź na post mike1978 Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:25 Twierdzę po prostu że Prof. Balcerowicz jest fundamentalistą ekonomicznym, który przy pomocy przyjaznych mu mediów nie musiał nigdy poważnie dyskutować na temat ekonomii z proponentami innych rozwiązań. Przeciwników jego pomysłów uznawano właśnie za "Białorusinów" albo "Fidelów". Nie twierdze, że jest BARDZO ZŁYM ekonomistą. W końcu jest profesorem a nie rolnikiem z Samoobrony. Ale twierdzę, że jak na faceta zarabiającego pół miliona złotych miesięcznie mógłby nieco bardziej wnikliwie potraktować swoją pracę i podzielić się swoimi rekomendacjami. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Korekta 31.08.06, 16:27 Oczywiście pół milona złotych rocznie. Argument pozostaje oczywiście ważny bo nie o samą kwotę chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elim Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: 212.244.73.* 31.08.06, 16:53 Wydaje mi sie, ze zbyt surowo oceniasz Balcerowicza. Wydaje sie, ze zapominasz, iz wystepuje on jako przewodniczacy RPP, ciala ktore ma bardzo jasno i klarownie zdefiniowane cele. Zatem na konferencji po obradach RPP Balcerowicz koncentruje sie na tych aspektach, ktore wynikaja z jego pracy. Przeczytalem Twoje posty (inny watek, z cytatami) i ciagle mam wrazenie, ze przekaz pobrzmiwa troche w stylu "mozna bylo inaczej". No pewnie mozna bylo. Ale jaki ma sens deliberowanie nad tym, gdy (a) czasu nie mozna cofnac i (b) nie ma zdanej gwarancji, ze ta 'inna droga' dala by lepsze (a jak zdefiniujemy 'lepsze'?) efekty. Tak jak Balcerowicz, wg. Cibie, od 10 lat powtarza to samo, tak od 10 lat powtarzaja sie te same zarzuty wobec niego. Jednym z nich jest to, ze zniszczeniu ulegl polski przesmysl (czyt. updki firm, przejecia przez zachodni kapital). Ze mozna bylo zrobic inaczej, wzmocnic polski przemysl i dopiero wowczas sie otworzyc na swiat. Otoz twierdze, ze nie mozna bylo: 1. Polski przemysl mail strukture calkowicie sztuczna tj. komunisci budowali zaklady i fabryki w oderwaniu od realnych potrzeb rynku ==> te zaklady musialy upasc, bo po prostu nie mialy sensu bytu 2. Nie znam przypadku by udalo sie 'zreformowac' firme panstwowa (a przeciez takie dominowaly w 1989) bez bicza w postaci konkurencji. Bez liberalizacji Balcerowicza mialbys dzis nie tylko gornictwo i PKP wyciagajace rece po miliardowe doplaty ale setki innych zakladow. Byc moze nie upadl by przemysl wlokienniczy w Lodzi ale musial by byc dotowany po dzis dzien a o inwestycjach Philipsa czy Gillet w tym miescie moglbys zapomniec. BTW, moze nie na temat, ale moim prywatnym zdaniem problemy ludzi, ktorzy ciepia z powodu transformacji i licznie zasilaja szeregi zwolennikow ojca dyrektora, samoobrony, pis itp. nie wynikaja z liberalnej polityki Balcerowicza a raczej z wlasnego lenistwa i nieuctwa. Moja firma stale poszukuje ludzi do pracy ale to musza byc ludzie wyksztalceni (a o ile wiem, poki co szkolnictwo jest w Posce for fee, wiec kto chce to mozne prace znalezc). Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:55 Tu jest jego bardziej dogłębna analiza. Przyznaję Ci generalnie rację w tym "sporze". I pozdrawiam wylogowując się. biznes.onet.pl/0,1378864,wiadomosci.html Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:16 Ja mam wrażenie, że kłopot leży gdzie indziej. Balcerowicz zaczął realizować swój pomysł, ale zanim skończył przyszedł Olszewski z Glapińskim, którzy te reformy przyhamowali. I w zasadzie wiele więcej się potem nie działo. Z kolei kiedy Balcerowicz był MF po raz drugi to musiał patrzeć na ręcę towarzyszom z AWS realizującym "4 wielkie reformy", a jego jeden z najważniejszych pomysłów zawetował Kwaśniewski. W efekcie nawet nie wiadomo jakie państwo (jeśli chodzi o gospodarkę) mamy. Liberalne to ono nie jest; przedsiębiorcy narzekają na fiskalizm, biurokrację oraz niekompetencję władz. Dziwaczna pozycja związków zawodowych tylko potęguje ten obraz. Solidarne (czy socjalne) - no też trudno powiedzieć. Moim zdaniem to nie jest skutek "planu Balcerowicza", tylko braku pomysłu. Jednych reform nie dokończono a próby ich kontynuacji blokowano, przez co nie odniosły pożądanego rezultatu. Jednocześnie NIKT nie próbował nawet wdrażać wizji alternatywnej. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:24 A ja osobiście uważam, że "4 reformy" to był bardzo dobry pomysł. Mamy jeden z najnowocześniejszych systemów emerytalnych. Gdyby kontynuować ideę konkurencji pomiędzy kasami chorych (zlikwidowanymi przez SLD) mielibyśmy teraz prywatnych ubezpieczycieli. Zamknięto nierentowne kopalnie. Nie wiem co było 4. Armia? Edukacja? W każdym razie uważam że rządy AWS-UW były najlepszymi dla Polski. Licząc średnią na całą kadencję oczywiście. Jak już pisałem wcześniej - wycofuje się z głupiego narzekania. Bardziej irytował mnie brązowy status Balcerowicza. Peace. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:34 Reformy były potrzebne, ale nie zawsze były najmądrzejsze. 1. Oświata: zamieszanie z maturami (trwające do dzisiaj), wprowadzanie gimnazjów (kolejne zamiesznie). Na gimnazja nauczyciele narzekają od początku, ze względu na ciężkie problemy wychowawcze. Trafia do nich młodzież w tzw. "głupim wieku" i całą pierwszą klasę usiłują dochodzić z nimi do ładu (w SP dzieci były już trochę "ustawione", a do szkół ponadpodstawowych trafiali gdy były już ciut bardziej dojrzałe). Kolejną dziwną rzeczą jest odejście od szkół zawodowych i techników (spadek wartości tytułu mgr oraz w perspektywie wysyp mgr bezrobocia, bo studiuje się nie po to by zdobyć pracę, ale po to by studiować, bo "co można robić po liceum"). 2. Reforma zdrowia: owszem, idea kas chorych i ich ewolucja w stronę prywatnych ubezpieczalni była słuszna. 3. Administracja - zmiana województw całkowicie OK, wprowadzenie powiatów mijało się z celem. 4. Ubezpieczenia emerytalne - prywatni ubezpieczyciele to dobry pomysł, choć ktoś chyba przeoczył to, że ta reforma faktycznie zrujnuje ZUS pozbawiony dopływu nowych składek. Problemem było to, że finanse państwa mogły nie udźwignąć tych 4 reform, co chyba zresztą się stało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LMB Kto? Nazwij go. IP: *.icpnet.pl 31.08.06, 18:00 > Nie muszę być lepszy od Balcerowicza w ekonomii. Wystarczy że uznam że kto inny > bardziej mnie swoim profesjonalizmem przekonuje. Kto? Nazwij go. > Balcerowicz klepie takie komunały od 10 lat. A my za nim: że Polacy zamiast oszczędzać kupują samochody, jeżdżą na wakacje itp. > wystarczy rozejrzeć się troche w światowej literaturze ekonomicznej by > dostrzec że ekonomia a la Balcerowicz aka waszyngtoński konsensus to > przeżytek. To samo mówił tow. Lenin w dwudziestym drugim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saucepan Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.ipaper.com 31.08.06, 15:34 ... dzieki rzadom PiS i jego dwoch kochanek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ed My przejadamy, czy Pan i Pana klakierzy, tacy jak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 15:35 Bielecki i im podobni. Odpowiedz Link Zgłoś
mike1976 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:03 a_s_i_m_o napisał: > Ta sama śpiewka od 10 lat. Ekonomia poszła trochę do przodu prof. Balcerowicz. No, no, no "prof. a_s_i_m_o", a to coś nowego. Czy zechciałby pan/pani pogłębić nieco swoją "odkrywczą" myśl...? Bo ja żadnego postępu w kwestiach zasadniczych, o których mówi Profesor, nie zauważyłem. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 16:09 A ja nie zauważyłem postępu w wykształceniu Profesora. Ale niech opowie o tym niedawny noblista z dziedziny ekonomii, przeciwny "schładzaniu gospodarki przez wysokie stopy procentowe", ostrożny w liberalizacji handlu międzynarodowego w słabych gospodarkach czy gwałtowną liberalizacje sektora bankowego. Zaczniemy od zmniejszania deficytu. Mam nadzieje, że po przeczytaniu tego tekstu sięgniesz po argumenty odnoszące się do głoszonych tez. The most traditional and perhaps best-known IMF policy recommendation is for a country to cut government spending or raise taxes, or both, to balance its budget and eliminate the need for government borrowing. The usual underlying presumption is that much government spending is wasteful anyway. Stiglitz charges that the IMF has reverted to Herbert Hoover's economics in imposing these policies on countries during deep recessions, when the deficit is mostly the result of an induced decline in revenues; he argues that cuts in spending or tax hikes only make the downturn worse. He also emphasizes the social cost of cutting back on various kinds of government programs—for example, eliminating food subsidies for the poor, which Indonesia did at the IMF's behest in 1998, only to be engulfed by food riots. High interest rates. Many countries come to the IMF because they are having trouble maintaining the exchange value of their currencies. A standard IMF recommendation is high interest rates, which make deposits and other assets denominated in the currency more attractive to hold. Rapidly increasing prices—sometimes at the hyperinflation level—are also a familiar problem in the developing world, and tight monetary policy, implemented mostly through high interest rates, is again the standard corrective. Stiglitz argues that the high interest rates imposed on many countries by the IMF have worsened their economic downturns. They are intended to fight inflation that was not a serious problem to begin with; and they have forced the bankruptcy of countless otherwise productive companies that could not meet the suddenly increased cost of servicing their debts. Trade liberalization. Everyone favors free trade—except many of the people who make things and sell them. Eliminating tariffs, quotas, subsidies, and other barriers to free trade usually has little to do directly with what has driven a country to seek an IMF loan; but the IMF usually recommends (in effect, requires) eliminating such barriers as a condition for receiving credit. The argument is the usual one, that in the long run free trade practiced by everyone benefits everyone: each country will arrive at the mixture of products that it can sell competitively by using its resources and skills efficiently. Stiglitz points out that today's industrialized countries did not practice free trade when they were first developing, and that even today they do so highly imperfectly. (Witness this year's increase in agricultural subsidies and new barriers to steel imports in the US.) He argues that forcing today's developing countries to liberalize their trade before they are ready mostly wipes out their domestic industry, which is not yet ready to compete. Liberalizing Capital Markets. Many developing countries have weak banking systems and few opportunities for their citizens to save in other ways. As one of the conditions for extending a loan, the IMF often requires that the country's financial markets be open to participation by foreign-owned institutions. The rationale is that foreign banks are sounder, and that they and other foreign investment firms will do a better job of mobilizing and allocating the country's savings. Stiglitz argues that the larger and more efficient foreign banks drive the local banks out of business; that the foreign institutions are much less interested in lending to the country's domestically owned businesses (except to the very largest of them); and that mobilizing savings is not a problem because many developing countries have the highest savings rates in the world anyway. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Żakowski 31.08.06, 16:12 Zrób to sam Rozmowa z Josephem Stiglitzem, najsłynniejszym współczesnym ekonomistą, o słabościach rynku i globalizacji Jacek Żakowski: – Czy pan wierzy w rynek? Joseph Stiglitz: – Oczywiście! Rynek może być najważniejszą instytucją stymulującą rozwój gospodarczy. Może być czy jest? Może być, jeżeli jest właściwie zorganizowany. Rynek źle zorganizowany, zarządzany i kontrolowany jest groźny. Zawodzi i powoduje problemy. Gospodarcze czy polityczne? Jedne i drugie. Źle zorganizowany rynek niszczy gospodarkę i równowagę społeczną. Psuje demokrację i wpędza ludzi w biedę. Co to znaczy „źle zorganizowany rynek”? Kłopot polega na tym, że nie istnieje żaden uniwersalny model idealnie skonstruowanego rynku. Jakiś uniwersalny model współczesnej gospodarki chyba jednak istnieje i stopniowo upowszechnia się w świecie. Jeżeli pan potrafi taki model opisać, to na pewno dostanie pan Nobla. Ja znam co najwyżej sztampy czy matryce, które kiepscy ekonomiści próbują przenosić z jednych krajów do drugich. Im wierniej je przenoszą, tym gorsze są rezultaty. Dominuje opinia, że godny naśladowania jest model amerykański. Sporo osób tak uważało jakieś dziesięć lat temu. Dziś nikt rozsądny nie mówi już o naśladowaniu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przez lata zachęcał do naśladowania z bardzo złym skutkiem dla wielu biednych krajów. Rosja, którą skutecznie do tego zachęcono, w latach 90. zniszczyła swoją gospodarkę i straciła nad nią kontrolę. Natomiast Chiny, które wybrały własną drogę stopniowego budowania rynku dostosowanego do sytuacji lokalnej gospodarki, odniosły wielki gospodarczy sukces. Więc złe jest naśladowanie i przenoszenie rozwiązań z jednych krajów do drugich. Co jeszcze? Złe jest doktrynalne myślenie i automatyczne aplikowanie recept, które sprawdziły się gdzie indziej albo kiedy indziej. W każdym miejscu i w każdym czasie pojawiają się jakieś specyficzne warunki, które wymagają odpowiednich reakcji. Pan mówi o godnym naśladowania modelu amerykańskim. Ale to przecież w Ameryce w latach 90. złe regulacje giełdowe doprowadziły do powstania bańki spekulacyjnej, która spowodowała krach na nowojorskiej giełdzie i załamanie rynku. Także w modelu amerykańskim pojawiły się przepisy księgowe i korporacyjne, które doprowadziły do gigantycznych plajt w Enronie czy WorldComie. Pan, jako szef doradców ekonomicznych prezydenta Clintona, był wtedy czołowym architektem amerykańskiej polityki gospodarczej. Doradcy ekonomiczni przestrzegali przed niebezpieczeństwem wynikającym między innymi z niekontrolowanego obdarowywania menedżerów gigantycznymi pakietami akcji. Przygotowywano ustawę, która miała zapobiec kryzysowi, ale na żądanie Wall Street i Silocon Valey Kongres ją odrzucił. To by znaczyło, że złe jest także uleganie żądaniom przedsiębiorców? Bywają żądania słuszne i niesłuszne. Złe jest uleganie fałszywym argumentom. W tym przypadku kongresmanów przekonał argument, że nie należy się wtrącać w politykę płacową prywatnych przedsiębiorstw. A należy? Z zasady nie należy. Ale kiedy przedsiębiorstwa tworzą sytuację, która zagraża funkcjonowaniu rynku, trzeba interweniować. To właśnie była taka sytuacja. Bo menedżerowie opłacani wielkimi pakietami akcji byli zainteresowani zwiększaniem ich ceny, a nie tworzeniem realnej wartości przedsiębiorstwa. To rodziło pokusę kreatywnej księgowości. A ponieważ ci sami menedżerowie decydowali o doborze firm księgujących i prowadzących audyt, łatwo znajdowali wspólników. Rynek się zawalił, bo zawiodło państwo. Bez dobrze działającego państwa rynek nie może dobrze funkcjonować. Ale jednak zadziałał doprowadzając nieuczciwe firmy do bankructwa. Tylko za jaką cenę. Za wzbogacenie się niewielkiej grupy ludzi zapłaciła cała gospodarka, która popadła w kryzys, i miliony akcjonariuszy, którzy stracili swoje oszczędności. Gdyby nie interwencja państwa, mielibyśmy totalny kryzys. W wyniku którego z czasem nastąpiłoby rynkowe dostosowanie, bo przetrwałyby zdrowe przedsiębiorstwa. A wie pan po jakim czasie? Można przyjąć, że w długim czasie rynek wszystko wyreguluje. Ale czas to najważniejsze, czym ludzie dysponują. Keynes miał na taki argument doskonałą odpowiedź: „W długim okresie wszyscy będziemy martwi”. To znaczy, że w gruncie rzeczy jednak bardziej wierzy pan w państwo niż w rynek i jego niewidzialną rękę. Niewidzialna ręka była doskonałą metaforą dziewiętnastowiecznej wiedzy o gospodarce. Wtedy wierzono, że istnieje jakiś samoczynny mechanizm prowadzący do równowagi i opierano tę wiarę na przekonaniu, że uczestnicy rynku podejmują racjonalne decyzje. Dziś wiemy, że to nie jest prawda, że rynek – jak każda gra – wymaga przepisów i arbitrów. To jest rola państwa, z której nikt go nie zwolni. Wiemy też, że racjonalność decyzji rynkowych jest ograniczona między innymi dlatego, że informacje, którymi dysponują uczestnicy rynku, zawsze są niepełne. Rynek może zawodzić na skutek braku informacji lub błędnych poglądów, może ulegać emocjom, politycznym naciskom, korupcji, może być niszczony przez niepokoje społeczne, może źle działać na skutek nadmiernej różnicy potencjałów poszczególnych graczy, może się z różnych względów zacinać. Tylko anachroniczni fundamentaliści rynkowi wierzą jeszcze, że rynek może działać bez ingerencji państwa. Czy pan przypadkiem nie jest pan etatystą? Etatyści, którzy wierzyli, że państwo może kierować gospodarką, są od dawna przegrani. Natomiast fundamentaliści rynkowi są co prawda w odwrocie, ale wciąż mają dużo do powiedzenia. A pan wierzy, że urzędnicy lepiej wiedzą, czego gospodarce trzeba? Nie chodzi o to, że coś wiedzą lepiej albo gorzej, tylko o to, że mają rolę do odegrania, kiedy rynek zawodzi. Polityka temu między innymi służy, żeby łagodzić napięcia powodowane przez rynek. To pachnie keynesizmem. Globalny system kapitalistyczny przeżywa dziś kryzys podobny do tego, który gospodarki zachodu przeżyły w latach 20. poprzedniego wieku. Wtedy demokratyczny kapitalizm został uratowany przez Keynesa, który zaprojektował lepszą politykę wewnętrzną polegającą na tworzeniu miejsc pracy i pomocy dla słabszych. Teraz potrzebujemy Keynesa, który zaprojektuje lepszą globalizację. Pan chciałby być Keynesem globalnej gospodarki? Chciałbym przyczynić się do upowszechnienia myśli, że nowy Keynes jest nam dziś potrzebny. Podstawowy zarzut wobec współczesnego modelu kapitalizmu jest taki, że biedni są coraz biedniejsi, a bogaci coraz bogatsi. Czy pana zdaniem polityka może coś poradzić na wzrost nierówności? Czy da się go uniknąć? Istnieje poważne ryzyko, że będzie postępował, ale nieunikniony nie jest. To pana zdaniem jest błąd czy prawidłowość współczesnej gospodarki? Prawidłowość jest taka, że kiedy gospodarka szybko się rozwija, cześć ludzi gwałtownie się bogaci. Natomiast jest pytanie, czy i w jakim stopniu ubożsi korzystają ze wzrostu. Bo przecież nie jest prawdziwa bezmyślnie powtarzana teza Adama Smitha, że kiedy ktoś się bogaci, to przyczynia się do bogactwa innych. Rosyjscy oligarchowie to przykład bogacenia się niewielkiej grupy ludzi ze szkodą dla biedniejącego ogółu. A gospodarka, w której jedni się bogacą, podczas gdy inni biednieją, niszczy swoje korzenie. Nie ma długotrwałego wzrostu bez równowagi społecznej. Ekonomia ignorująca problemy społeczne jest złą ekonomią niszczącą gospodarkę. Kiedy w Indonezji dążąc do zrównoważenia budżetu zrezygnowano z subsydiowania żywności i paliwa, wybuchły zamieszki, które spowodowały odpływ kapitału i krach gospodarczy. To był skutek decyzji politycznych. Tu można mówić o błędach albo o złej woli. A zna pan jakiś kraj, w którym wzrost gospodarczy i rosnące różnice nie powodują napięć? W Chinach, gdzie jeszcze niedawno wszyscy byli biedni, niektórzy gromadzą ogromne majątki i różnice dochodów błyskawicznie rosną, ale sytuacja ubogich też się odczuwalnie poprawia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elim Re: Żakowski IP: 212.244.73.* 31.08.06, 16:32 Hmm... cytujac Stiglitza "Złe jest doktrynalne myślenie i automatyczne aplikowanie recept, które sprawdziły się gdzie indziej albo kiedy indziej". Niewatpliwie z tym mozna sie zgodzic. Ale wyciaganie z tej i innych wypowiedzi wnioskow, ze dzialania Balcerowicza sa zle to chyba przesada. Postulat obnizenia wydatkow panstwa mozna traktowac jako podejscie 'doktrynalne' ale akurat w przypadku Polski wydaje sie ono calkiem uzasadnione. Wydatki naszgo panstwa to w glownej mierze wydatki socjalne (bodaj 2/3 budzetu) a nie wydatki inwestycyjne. Przytaczane przez Stigliza Chiny wydaja swoje pieniadze dokladnie odwrotnie! Nie znajdziesz tam rozubodwanego systemu zabezpieczen spolecznych (nie jestem pewien czy tam jest jakikolwiek system zabezpieczen spolecznych) za to panstwo buduje tamy, kolej, autostrdy itd. Postulat Balcerowicza, choc brzmi 'doktrynalnie', w warunkach polskich wydaje sie byc jak najbardziej uzasadniony. Jeszcze nie spotkalem ekonomisty, z lewa czy prawa, ktory by nie zwrocil uwagi na mechanizm wysysania przez panstwo pieniedzy z rynku poprzez emisje obligacji. Banki i fundusze lokuja pieniadze w obligacje a nie udzielaja kredytow. Pieniadze ida na gornikow i becikowe zamiast na naowe maszyny i dorgi. I to chyba ma na mysli Balcerowicz. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Żakowski 31.08.06, 16:42 Kurczę jakoś się nie możemy zgrać z pisaniem w tym samym podwątku :). Jak pisałem w drugim wątku uważam że on działa właśnie dość doktrynalnie. Jeśli rzeczywiście ten rząd wydaje więcej na socjal niż poprzednie to zgoda. Ale nie należy zapominać, że zejście poniżej pewnego poziomu socjalu (który w Polsce nie jest wg mnie rozdęty - co najwyżej źle dystrybuowany) powoduje negatywne skutki gdyż koszt dźwignięcia biedaka z biedy do poziomu funkcjonalności jest niski (mało pieniędzy) a koszt alternatywny wysoki - wysoka przestępczość, mała szansa na awans dzieci biedy. Przyznaje się, że w TEJ wypowiedzi Balcerowicza mogę tylko zaprostestować przed jej ogólnikowym besserwissyzmem a nie faktycznie fundamentalnie się z nią nie zgodzić. Balcerowicz irytuje mnie przede wszystkim dlatego, że jego ekonomiczny fundamentalizm (jako polityka, premiera) nigdy nie był kwestionowany. Podobnie jak idee lustracji i dekomunizacji do zeszłego roku były w mediach "okołoWyborcza" traktowane z przymrużeniem oka. Mam nadzieję, że to moje przyznanie się do "Skrótu myślowego" ;) wystarczy. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mike1976 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:03 Tyle, że my nie jesteśmy w sytuacji Indonezji, a raczej Hiszpanii i Irlandii sprzed ok. 20 lat. A tu recepta jest prosta: im mniejsza ingerencja państwa w gospodarkę, im mniejszy fiskalizm - tym lepiej dla gospodarki. Chiny nie zbudowały swojej potęgi dzięki "własnej drodze", a raczej dzięki obudzeniu olbrzymiego potencjału, który od wielu setek lat był uśpiony. Poza tym, nie ma jednych "Chin": są rejony typu Pekin czy Szanghaj, ale jest też ekstremalnie biedna prowincja (gdzie już iskrzy z powodu olbrzymiego rozwarstwienia ekonomicznego; lada moment będą z tym mieli poważne problemy). Ale znów, w naszym przypadku to nie Chiny czy Indonezja powinny być wzorcem, a właśnie ww. Irlandia, Hiszpania, Estonia, Wielka Brytania, a do niedawna - Słowacja. To są sprawdzone i działające w naszych realiach wzorce i tu powinniśmy czerpać przykład. Z drugiej strony, negatywne efekty nadmiernej ingerencji Państwa w gospodarkę i nadmiernego fiskalizmu w naszych realiach widać w Niemczech czy we Francji. Ciekawą alternatywą mógłby być model skandynawski - ale na to nas jeszcze nie stać. I jeszcze długo nie. Wnioski są IMO oczywiste. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:06 No i bezwzględnie powinien obowiązywać zdrowy rozsądek czyli spójne i zrozumiałe przepisy + kompetencja urzędników oraz sprawne instytucje państwowe. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:10 Szkoda tylko, że na wolną konkurencję wśród lekarzy i prawników - czyli to co najbardziej potrzebne przeciętnemu Polakowi - kogoś kto zadba o jego zdrowie i jego interes w sądzie trzeba było czekać 17 lat od obalenia komunizmu. Aż do rządów "oszołomów", którzy likwidują wreszcie korporacje. Odpowiedz Link Zgłoś
mike1976 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:09 PS. Poza tym pamiętajmy o istocie długu publicznego, które de facto polega na przejadaniu dziś dochodów przyszłych pokoleń. To się nigdy nie sprawdza. A jeśli dzieje się tak z powodu becikowego ("bo to korzystne propagandowo"), dopłat do kopalń ("bo jak nie, to górnicy znowu rozp...ą stolicę"), etc., etc., to... nóż się w kieszeni otwiera. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:12 Dopłaty do górnictwa były zawsze. A kredyt (deficyt budżetowy) dzielimy na konsumpcyjny i inwestycyjny. Jeśli na przykład zwiększamy deficyt żeby wyłożyć 25% kosztów inwestycji a resztę dopłaci UE, to to jest przejadanie? A wpłaty z UE nie liczą się jako zmniejszające deficyt. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:22 > Dopłaty do górnictwa były zawsze. Co prowadziło do różnych dziwnych zjawisk. Przeczytaj sobie www.tinyurl.com/eh7zj - ostatnie 4-5 akapitów (pytanie 10). Włosy stają dęba na głowie. Aha i zwróć uwagę na koszty utrzymywania jednego związkowca. Takich ludzi jest w Polsce ok 200 tysiecy, podejrzewam że większość w instytucjach państwowych. Ciekawe jest również to, że węgiel w Polsce jest o ok. 1/3 droższy niż surowiec tej samej jakości kupiony na giełdzie towarowej. > Jeśli na przykład zwiększamy deficyt żeby wyłożyć > 25% kosztów inwestycji a resztę dopłaci UE, to to jest przejadanie? To nie. Przejadaniem są: - niektóre "oddłużania", patrz link powyżej - rozrost aministracji - kiełbasy wyborcze - haracze (tak to trzeba nazwać) dla związków zawodowych - wydatki "na domknięcie budżetu" w rodzaju remontów nowego chodnika. Odpowiedz Link Zgłoś
a_s_i_m_o Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 17:55 o.k. link niestety nie działa (ale może to coś z moimi ustaiwniami sieci - dziwny port na końcu 8009?). z resztą się zgadzam. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 18:03 Dziwne, jeszcze niedawno działał. W skrócie: Hausner twierdził, że kopalnie (podobnie jak i służba zdrowia) są często CELOWO zadłużane, po to by firmy handlujące długami mogły na tym zarobić. Ot, taki układ. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 18:06 Aha, a jako koszt utrzymania górniczego związkowca podał 6000 zł (100 mln zł w skali roku na polskich kopalniach). Przy czym związki są jeszcze w/na: - kopalniach - urzędach - oświacie - stoczniach - energetyce - służbie zdrowia. Oczywiście zapewne nie wszędzie etatowo. Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 31.08.06, 18:06 > Aha, a jako koszt utrzymania górniczego związkowca podał 6000 zł miesięcznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prostaczyna Re: Balcerowicz jest, ale go przejadamy i dobrze IP: *.dip.t-dialin.net 31.08.06, 21:10 Adasie i inni. Deficyt budzetowy nie jest z definicji zly. Jak juz wspomnial kolega Asimo, zalezy od tego jak wydajemy pieniadze. Nie jest tez z definicji zle wydawanie na socjal, bo to tez moze byc inwestycja w kapital ludzki. M.in. dlatego, ale tez dla tysiaca innych powodow ekonomia balcerowiczowska - bo tak trzeba nzwac ten szczegolny wyznawany tylko nad Wisla nurt ekonomii (przypomina mi sie powiedzenia znajomego amerykanina "swiatowej slawy aktor znany tylko w Polsce") - to uprostaczona wersja podercznikow dla ekonomistow pierwszego roku w niezbyt ambitnej szkole zarzadzania, robi zamieszanie ludziom w glowach. Co do chwalocnych reform to tez radze ostroznie z pochwalami. Chcialem zwrocic uwage, ze fundusze emerytalne w latach 2000-2005 (hossa - hossa na gieldzie) wypracowaly mniej pieniedzy niz to co byl w stanie przyniesc zakup obligacji rzadowych w tym samym okresie. Oznacza to mniej wiecej tyle, ze fundusze maja wysokie koszty dzialania (co nie dziwi nikogo, kto wie jak bezsensownie skonstruowany jest polski system promujacy pozyskanie klienta, a nie wypracowywanie wysokich zyskow. Skutek jest taki, ze ze skaldek utrzymujemy agentow przekonujacych nasz do wyboru dango funduszu). Radze sobie dla odroznienia poczytac o modelu szwedzkim, ktory odebral funduszom dostep do bazy klientow, a zamiast tego stworzyl instytucje panstwowa monitorujaco idystrynuujaca wyniki funduszy i na tej podstawie dal prawo klientowi podejmowac decyzje. Do tego system ten to dosc duzo funduszy, z ktorych klient na podtsaie wyenikow wybiera sobie portfel funduszy, ktory w relacji do poslkich warunkow, moze sobie dosc sobodnie zmieniac. Dla tych, ktorzy jednak czasem chca pomyslec inaczej niz pisza nie zadni prawdy zurnalisci, radze sobie zadac pytanie czemu mimo oczekiwanych problmow finansowych systemu emerytalnego w USA, tam od wielu lat trwa dyskusja jak ma wygldac reforma emerytalna (obecnie system obowiazkowy to system ZUS-owski) i nikt nie pcha sie by przekazac go z wszelka cene w prywatne rece. Oczywiscie funkcjonuje tam system prywatny, ale dobrowolny, gdzie nie ma przymus, a zamiast tego jest motywacja podatkowa. Radze sobie nieco poczytac na ten temat, policzyc efektywnosc funduszu w Polsce, a dopiero potem zaczynac piac. Wnioski sa malo optymistyczne, jesli nie porazajace. A o tego panstwa emerytury zostana jeszcze obciazone oplata dystrybucyjna (za wyplate siwdczen) i kosztami zarzadzania w okresie pobierania emerytury (tego tez jeszcze nie wiemy ile to bedzie kosztowac, ale cos bedzie, wiec jak dodamy ten koszt do obecnych slabych wynikow, to hmmm bedzie raczej placz i zgrzytanie zebow niz radosc). Odpowiedz Link Zgłoś
adas313 Re: Balcerowicz jest, ale go przejadamy i dobrze 01.09.06, 09:23 Dzięki za info o funduszach. > Deficyt budzetowy nie jest z definicji zly. Jak juz wspomnial > kolega Asimo, zalezy od tego jak wydajemy pieniadze. Nie jest tez z definicji > zle wydawanie na socjal, bo to tez moze byc inwestycja w kapital ludzki. Tyle, że w Polsce wydaje się na to, co już wyliczałem na górze. Inwestycja w ludzi to edukacja, przekwalifikowywanie, ew. kasa na potrzeby tzw. pierwotne (jedzenie itp.). Trudno za to uznać sponsorowanie tanich win. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 123456 ale to Bacerowicz zadłużył kopalnie IP: *.chello.pl 31.08.06, 22:32 "....jeszcze w I półroczu 1990 r. wydobywanie węgla kamiennego było procesem niezwykle opłacalnym. W tym czasie rzeczywista wartość rynkowa polskiego węgla kamiennego, mierzona uzyskiwanymi zań cenami transakcyjnymi, wynosiła średnio dla całego górnictwa 47,52 PLN/t. Natomiast koszt wydobycia jednej tony węgla kształtował się wówczas na poziomie 17,64 PLN. Tak więc faktycznie uzyskiwana za sprzedawany węgiel cena transakcyjna była 2,7 razy wyższa od kosztu wydobycia. Na każdej tonie wydobytego węgla polska gospodarka zyskiwała 29,88 PLN..... ...A teraz - jak się to mówi - ciekawostka, tylko nie przyrodnicza, a ekonomiczna: Jak państwo myślicie, jaką cenę zbytu węgla dla produkujących go, samodzielnych, samorządnych i samofinansujących się kopalń, ustaliło Ministerstwo Przemysłu pod światłym kierownictwem wielkiego naukowca i liberała, Leszka Balcerowicza, twórcy programu rynkowych reform w Polsce i kandydata do nagrody Nobla? - 10,57 PLN (sic!). Pokrywała ona zaledwie 60% kosztów wydobycia. Stało się to na wniosek ówczesnego Ministerstwa Przemysłu kierowanego przez - również czołowego liberała - pana Tadeusza Syryjczyka. Tłumaczenie, że na węgiel kamienny utrzymano tak niską, urzędową cenę węgla kamiennego, bo górnictwu nadano rolę inflacyjnej "kotwicy" całego programu reform, można byłoby zrozumieć i przyjąć gdyby nie to, że powstałą w ten sposób głęboką, a fikcyjną w gruncie rzeczy deficytowość górnictwa i konieczność dotowania wydobycia z budżetu państwa - zaczęto od razu oficjalnie traktować jako skutek nadmiernie wysokich kosztów własnych kopalń i argument mający przemawiać za potrzebą zamykania tych z nich, które okażą się "trwale nierentowne." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elim Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 20:59 Tu popre a_s_i_m_o. Mowienie, ze deficyt jest zly jest daleko idacym uproszczeniem. USA ma najwiekszy deficyt na swiecie i jakos zyje. Rzecz w tym, ze USA z tego deficytu finansuja podboj kosmosu czy rozwoj nowych broni, co w obu przyadkach skutkuje rozwojem nowych technologii. Tym czasem Polska ze swojego deficytu finansuje sluzbe zdrowia, robuchany system pomocy socjalnej, nierentowne przedsiebiorstwa i ostatnio populistyczne pomysly politykow. Jednym slowem, jak to ujal Balcerowicz, my przejadamy pieniadze a scislej, przjadamy pieniadze naszych dzieci i wnukow. ================================== Kazda partia dba o swoj elektorat. Elektoratem partii socjalistycznych (w tym PiS) sa ludzie biedni, niewyksztalceni i sfrustrowani. Socjalisci rowniez dbaja o swoj elektorat. Glownie o to, by bylo go jak najwiecej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prostaczyna Re: Balcerowicz jest, ale go przejadamy i dobrze IP: *.dip.t-dialin.net 31.08.06, 21:20 Co do zas osoby samego Leszka to nietrafianie w cel inflacyjny o jgo specjalnosc, a druga to prowadzenie zbyt restrykcyjnej polityki gospodarczej. Prosze zwrocic uwage jak kosztowne bylo zbyt powlne obcinanaie stop w latach 2000-2003, kiedy to rynki, a scislej ekonomisci bankowi lepiej szacowali pole do obnizki niz NBP (jak ktos zaraz powie, ze cale RPP glosowalo, to radze sprawdzic ile razy glos Leszka - ma dwa przy rownowadze - przewazyl przy rezygnacji z ciecia). To wszystko przynioslo w efekcie transfer bogactwa od panstwa emitujacego obligacje do sektora finansowego. Calkoicie nieuzasadniony transfer. I niech Panstwo nie pisza, ze zly rzad emitowal obligacje i to przez nich. Emitowal bo musial, ze wzlgedu na przymus polityczny (w koncu mamy demokracje i jakby tamten rzad nie prowadzil ekspansji fisklanej to zorbilby to inny - takie sa po prostu oczekiwania spoleczne w recjesji) i ze wzlgedu na to, ze to jest racjonalna polityka walki z recesja. Tyle tylko, zeszybsze scinanie stop doprowadziloby do tego, ze by to mniej panstwo kosztowalo i reakcje sfery realnej bylaby szybsza, krotko mowiac taniej. Przeciez tak lasnie zrobili amerykanie, nie przejmujac sie 3% deficytu dzis maja pedzaca gospodarke i dobre wyniki budzetowe. To tylko jeden z watkow dziwaznej ekonomii Balcerowiczowskiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MichalM A ja Balcerowicza nie powazam. IP: 82.115.76.* 31.08.06, 21:57 Uwazam ze jest doktrynalnym ekonomista "betonem" ktory nie dopuszcza do siebie mysli ze moze byc inaczej niz on mysli. Przez jego wypowiedz przebija to ze chtnie by juz gospodarke "studzil". Dla mnie to bzdura to ze ludzie biora kredyty i zwieksza sie konsumpcja w prostej linii implikuje wzrost produkcji wzrost plac i inwestycji i co w tym zlego. Trzeba tylko dbac o to aby produkt krajowy byl na tyle konkurencyjny aby pieniadze nie wyplywaly z kraju. USA od pocztku swego istnienia opieraja sie o zakupy finansowane kredytami a stosunek amerykanow ktorzy chciely by mieszkac w Polsce do polakow ktorzy chca mieszkac w USA jest chyba jak 1/1000000. Pozdrawiam MichalM Odpowiedz Link Zgłoś
arystotelik Re: Balcerowicz: Wzrost jest, ale go przejadamy 01.09.06, 03:13 A ja lubię Balcerowicza, choć w polityce monetarnej się z nim nie zgadzam. arystotelik.blogspot.com/2006/09/czy-wzrost-gospodarczy-powoduje-inflacj.html Odpowiedz Link Zgłoś