Dodaj do ulubionych

Czy Bush politykuje teraz madrze ?

05.03.03, 14:29

Ja uwazam, ze glupio. Prosze mi wybaczyc przydlugi wywod...postaram sie nie
nudzic.
Ogladalem wczoraj TV poznym popoludniem, wytrzymalem 2 godziny...
Skaczac po kanalach CNN, NBC, CBS i innych, widac w zasadzie tylko agresywna,
prowojjenna propagande, ktora w dodatku z dnia na dzien sie nasila. Z dnia na
dzien robi sie rowniez bardziej naiwna i glupkowata. Siega do coraz "nizszych
pokladow" i argumentow zaiste infantylnych.
Ja jestem przeciwko tej wojnie, wcale nie dlatego bym byl ultraliberalnym
demokrata -pacysista. Nie potrafie jednak zaakceptowac sytuacji obecnej.
Polityka Busha zmierza niechybnie do destrukcji USA , oslabienia politycznego
i ekonomicznego.
Bush wysylajac juz pierwsza dywizje wna Bliski Wschod wiedzial, ze zaatakuje
Irak. Powell caly czas powtarza, ze druga rezolucja UN nie jest potrzebna, by
tego dokonac. Ze 9 glosow w radzie bezpieczenstwa tez nie sa Ameryce
niezbedne. Jesli tak jest i USA maja "w tyle" UN i opinie reszty swiata,
dlaczego czekaja z atakiem?!
W rejonie jest 300 000 zolnierzy, logistyczny koszt przerzucenia tych sil tam
byl ogromny. Drugie tyle kosztowaloby "zwiniecie" tej armii z powrotem do
USA. Fortune kosztuje kazdy dzien stacjonowania armii tamWojna wiec musi byc ?
Obecna sytuacja z drugiej strony ( tej tu, w USA) wplywa niesamowicie
destrtukcyjnie na gospodarke. Na leb spadla konsumpcja indywidualna,
drastycznie zmalaly zakupy i inwestycje- sam Greenspan mowi wyraznie, ze
nalezy sie spodziewac spadku na rynku nieruchomosci i kredytow na nie w 2003.
Dziwne to takie? Nie, bo kto kupuje i remontuje dom w NY, jak nie wiadomo
czy jutro nie trzeba bedzie sie przeprowadzic na West Coast w poszukiwaniu
pracy lub bezpieczenstwa? Maleja tez wydatki na samochody i inne dobra trwale.
Teretycznie, zakladajac ze finalny efekt wygranej wojny powinien byc dla
gospodarki korzystny, wiesci o nadchodzacej inwazji powinny powodowac wrost
wskaznikow na gieldzie, a jest odwrotnie. Saddam pusci baka, DOW idzie w dol.
Cale zalozenie "wojenne" Busha i wyliczenia kosztow inwazji opieraja sie na
zalozeniach, ze wojna bedzie szybka i latwa, zwyciestwo oczywiste, opor Iraku
maly.Generalnie, ze wszystko pojdzie gladko. A jesli zalozenia sa bledne?
Jaki bedzie wplyw niepewnosci na rynek wewnetrzny w US ? Utrzymuja ca sie
niepewnosc?
Dodatkowo, Bush dzis zaangazowany w Bliski Wschod , wczoraj obiecal kosztowne
reformy tutaj, w USA. Kiedy zacznie je realizowac i za co?
Kiedy obnizy podatki, doplaci do lekarstw, do szkolnictwa? NO I Z CZEGO ???

Przydlugie dysputy, inspektorzy i praca nad rezolucjami juz zaoowocowaly
postawa Turcji. Wojna "bez Turcji" ma trwac 2 razy dluzej, wiec koszt tez
bedzie znacznie wiekszy. 20 Mld lapowki zaproponowane Turcji to smieszna
kwota przy tej, ktora wyda sie na dluzsze zmagania. Na logistyke, transport,
na wieksze byc moze straty militarne.
Plan Busha zaklada tez, ze po obaleniu Saddiego Irakijczycy powitaja
radosnie "nowa demokracje". A jesli nie? jesli dojdzie do rozruchow,
konfliktow? USA wycofa sie na pola naftowe ;-) a Arabowie beda sie rznac?

Do tego wszystkiego, maleje spoleczne poparcie w USA dla inwazji. Nie mowie
tu o ultraliberalnym srodowisku aktorskim chocby, ktore za swoja wlasna kase
finansuje antywojenna propagande. Wg badan NBC, 48 % Amerykanow uwaza, ze
realnym zagrozeniem dla USA jest Korea, tylko 13% ze Saddam, reszta zostala
dla nijjakiego Ossamy. ( W przyblizeniu, nie pamietam dokladnie liczb)
Nomen omen, Korea pokazala rozki w incydencie z samolotem wywiadowczym , US
pchelo od razu swe sily i tam, na razie nieliczne....
Irak ponoc niszczy powoli rakiety - rozgrywajac karte z Rosja, Niemcami i
innymi niezdecydowanymi.
Bush przemawia jak twardy Teksanczyk, a dziala jak stara baba.
Tutaj rowniez przygotowuje sie "rozszerzony" wewnetrzny plan walki z
terroryzmem. Czytalem propozycje takowego, bedziemy tu mieli niezly rezim i
zapominimy szybciutko o dawnej Ameryce...
Jak to widzicie wy?
Obserwuj wątek
    • feezyk Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? 05.03.03, 16:50
      Wydaje sie, ze ta ekipa nie docenila determinacji
      przeciwnikow tej wojny. Turcja jej nie chce.
      Europa jej nie chce. Rosja pewnie sie ostro
      targuje. Co najwazniejsze, rynki finansowe tez
      nie chca tej wojny i konsekwentnie o tym
      przypominaja przy kazdym wzroscie napiecia.

      Tymczasem Bush z Rumsfeldem zapedzili sie
      tak daleko, ze trudno sie teraz honorowo
      wycofac. Na nieszczescie dla nich, kazda powazna
      zwyzka cen ropy (ktora nastapi, np. jesli Hussein
      zniszczy wlasne instalacje naftowe lub dysponuje
      rakietami siegajacymi Arabii Saudyjskiej)
      zaszkodzi amerykanskiej gospodarce...
      a wtedy zegnaj druga kadencjo.
      Do tego trudne do oszacowania koszta polityczne
      ataku: kryzys ONZ i NATO, problem kurdyjski...

      Impas jak sie patrzy. Teraz licza pewnie na to,
      ze wskutek presji Saddam ucieknie przy pierwszym
      wystrzale, a lud Iraku powita armie kwiatami.

      Druga mozliwosc, ktora da im mozliwosc ataku,
      to jakis powazny zamach terrorystyczny.
      Al Quaida pewnie tez chce tej wojny, wiec
      niewykluczone, ze musimy sie liczyc z
      kolejnym nieszczesciem.

      Uwazam, ze dobrze , ze wreszcie Bush politykuje.
      Szkoda tylko, ze tak pozno.

      Pozdro.
      F.
      • macacz Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? 05.03.03, 17:26
        >Uwazam, ze dobrze , ze wreszcie Bush politykuje.
        >Szkoda tylko, ze tak pozno.

        Tak, ja pewnie zle to ujalem. We wstepnej fazie swej kadencji nie robil NIC.
        Jesli zas chodzi (tak autentycznie ) o jego umiejetnosci politykowania, to sa
        zerowe....
        Dyplomata zaden, strateg, ze k..a ,noz sie w kieszeni otwiera, psycholog jak
        pien sosny, socjolog...nawet nie wspomne. Slon w skladzie porcelany?
        Gosc domaga sie CALKOWITEGO rozbrojenia niezaleznego panstwa w niezwykle
        goracym politycznie i militarnie terenie. Bo maja bron i niebliczalengo
        przywodce. A Stany to co, nie maja i tego i tego? A Izrael nie ma jednego i
        drugiego?
        Nigdy nie zaczynalem zadnych politycznych dyskusji u siebie w pracy, trzymam
        sie "nisko". Bractwo raczej mocno konserwatywne. A tu dzis dysputa na calego,
        czy mozna by impeachment zastosowac ! I to jak najszybciej !
        Faktem jest, to "slepa uliczka", ktora nawiasem mowiac, poglebia sie w miare
        wysylania dalszych soldatow na miejsce akcji.
        Twarde zakute lby na 100% nie biora pod uwage wycofania sie, bo to nie w
        teksanskim stylu. O wycofaniu sie honorowym nawet mowy nie ma. Wiec wojna za
        wszelka cene i przeciwko wszystkim?
        Well, good luck, mister.
        Wlasnie podaja, ze Rosja, Niemcy i francja rezolucji nie popra.
        Turcja ma swoj indywidualny puntk widzenia:1 wojna w zatoce spowodowala
        niesamowity kryzys gosp. ,ktorego efekty ciagna sie do dzis. A dzis co, znowu
        wojenka ?!
        Ciekawa jest sprawa NATO jako organizacji: Francja, niemcy, Turcja- czlonkowie
        i potencjalni sojusznicy, nie pekaja i twardo mowia NIE. Jaki jest sens
        istnienia takowego ukladu wiec ?
        A jesli chodzi o 2 kadencje, to juz dzis jest ona good bye.
        I pomyslec, ze niewiele brakowalo a kowboj w ogole nie bylby "prezesem"...

    • Gość: 4a Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.sfpl.org 05.03.03, 18:52
      a to malenie wydatkow to spowodu:

      a) klatwy papieskiej
      b) nadmiernego promieniowania na ksiezycu
      c) dalekiego miejsca prof. Kolodki w maratonie w Los Angeles
      d) ksiezycowej (=Nowej Ekonomii) USA i zakonczeniu cyklu koniunktury ?


      ja stawiam na te 3 pierwsze ;) a Ty ?
    • Gość: Hydraulik Re: Czy Bush...a czegoście się po nim spodziewali? IP: *.cidernet.pl 06.03.03, 00:15
      Popatrz Macaczu, a ja myślałem, że : "BUSH- THE BEST PRESIDENT EVER IN USA
      HISTORY!!!" jak zatytułował swój post na tym forum niejaki MACIEJ z NY :-))))))
      Co ciekawe paru naszych rodaków (np. niejaki mbs) za wielką kałużą też się pod
      tym jego postem podpisywało, że tak....Swoją drogą jeśli Bush miałby być
      najlepszy, to co się będzie działo w USA, jak przyjdą jego następcy, ci
      gorsi??? :-))))))

      A tak na serio, zacznę od Iraku...
      Za iracką awanturę odpowiada...09/11!!!! Ale oczywiście nie w taki sposób, jak
      to sugerują media (kolejny etap War on Terror).
      Czy zwróciłeś uwagę, ilu SAUDYJCZYKÓW było w samolotach, uderzających w WTC???
      A ilu ich jest w AlQaed'zie??? Przecież "AlQaeda, the Penninsula Branch"
      działająca w obrębie Półwyspu Arabskiego jest najliczniejsza, a w 3/4 tworzą ją
      Saudyjczycy....Jeśli zwróciłeś na to uwagę (bo ja tak), to tym bardziej musieli
      to zauważyć ludzie z CIA, którzy takie rzeczy analizują zawodowo...., a to
      skłoniło ich do myslenia o przyszłości głównego dostawcy ropy do US w regionie,
      Arabii Saudyjskiej...i na pewno wydedukowali coś, co ja tylko niejasno
      przeczuwam na podstawie wiedzy ogólnej i paru artykułów w prasie i Necie... DNI
      RZĄDÓW SAUDÓW W A.S. SĄ POLICZONE I DYNASTIA TA ZOSTANIE ZMIECIONA PRZEZ
      REWOLTĘ, PODOBNIE JAK REZA PAHLAVI NIEGDYŚ W IRANIE, A CI, CO ICH ZASTĄPIĄ, NIE
      BĘDĄ DARZYĆ USA MIŁOŚCIĄ....TRZEBA WIĘC ZAPEWNIĆ SPOKÓJ W REGIONIE I POSZUKAĆ
      NOWEGO DOSTAWCY ROPY...

      (Mała dygresja: Ostatnio "Muchomor" Kadafi wezwał Saudyjczyków do
      obalenia "sługusów amerykańskiego imperializmu", Saudowie odpowiedzieli mu
      takim samym wezwaniem, skierowanym do libijczyków. Problem w tym, że jakkolwiek
      Kadafi jest w krajach arabskich traktowany nieco na zasadzie błazna, to jednak
      w tym wypadku jest wyrazicielem opinii znacznej częsci Arabów, pod co zresztą
      rozpoczął tę zabawę - liczy na poprawę swoich notowań w świecie arabskim...)


      I tu dochodzimy do sedna sprawy - USA potrzebują dużego, solidnego i taniego
      dostawcy ropy w rejonie, a Irak, ze swymi 11% światowych zasobów i kosztami
      wydobycia baryłki rzędu 0,8 - 1,0 USD (dla porównania ropa norweska
      4USD/barrel, rosyjska ropa polarna nawet 10 USD/barrel)jest w tej chwili
      jedynym możliwym do osiągnięcia stosunkowo tanim kosztem celem na Bliskim
      Wschodzie....
      Po prostu Irak ma zastąpić w przyszłości A.S. w tej roli, dodatkowo przychylny
      USA Irak to gwarancja przychylności USA ze strony Kuwejtu i Emiratów (Irak to
      lokalne exmocarstwo).
      Poza tym, dzięki temu Chevron-Texaco, Exxon-Mobil i nade wszystko Haliburton
      Dicka Chenney'a (gdzie był prezesem i stale ma pokaźne udziały) będą na długo
      kontrolować złoża, które przy obecnym zużyciu ropy w USA wystarczą na ok. 80 -
      100 lat!!!!
      Nawiasem mówiąc, prezesi tych firm często goszczą u Chenneya, a już w
      październiku 2002 zapoznawali się z pewnymi elementami strategii wojennej USA
      wobec Iraku i planów powojennych.

      Gra idzie więc o uniezależnienie się USA od rozgrywek OPEC'u i ewentualnych
      prób użycia w przyszlości ropy jako broni ekonomicznej w stosunku do USA.
      I TO JEST PRAWDZIWY POWÓD IRACKIEJ AWANTURY....I dlatego USA podjęły tę grę, na
      której chwilowo, w perspektywie paru lat straty mogą być nawet całkiem duże....


      Co do przyszłości gospodarczej USA na najbliższych parę lat -tu już
      wypowiedziały się w tej sprawie giełdy akcji- BĘDZIE DUUUUŻO GORZEJ, NIŻ
      OBECNIE.....
      W lipcu 2002 r. ostatecznie wypełniła się na indeksie S&P500 i Nasdaq wielka,
      5-letnia formacja głowy z ramionami, która pokazuje, że obecna bessa dopiero
      się rozpędza, i bedzie największa od lat 30-tych (dodatkowym potwierdzeniem
      znaczenia tej formacji jest np. dla SP500 2-krotna, nieudana próba
      przekorczenia tzw . "linii szyi" od dołu - poziom ok. 950-975 pkt - w sierpniu
      i grudniu 2002- jedynie trwalsze, przynajmniej półroczne i kilkunastoprocentowe
      wyjście indeksów ponad ten poziom zanegowałoby znaczenie tej formacji i
      pozwoliło mieć nadzieję, ze nie będzie tak źle).
      TO MUSI SIĘ W PRZYSZŁOŚCI PRZEŁOŻYĆ NA ZNACZĄCE POGORSZENIE STANU GOSPODARKI
      USA - GIEŁDY W TAKICH SPRAWACH SIĘ NIE MYLĄ I MOŻEMY JEDYNIE TU DYSKUTOWAĆ, CO
      SIĘ OSTOI, A CO PADNIE, JAK BARDZO BĘDZIE ŹLE ITP. ALE PRZYPADEK, ŻE GOSPODARKA
      BEDZIE ROSŁA, A GIEŁDY BĘDĄ DALEJ SPADAĆ ABSOLUTNIE NIE WCHODZI W
      GRĘ....niestety oznacza to również problemy dla całej reszty świata - świat nie
      może mieć się dobrze, gdy USA mają się kiepsko - brak jest tu napędów
      zastępczych za Wuja Sama....

      Następnym razem napiszę, co myślę o przyszłości US w Iraku, a tam jest też parę
      ciekawych kwestii -np. jak rozwiązać problem kurdyjski...Czy USA stworzą
      państwo kurdyjskie na północy Iraku wbrew Iranowi, Syrii i Turcji???Czy też
      raczej zaryzykują, że obok terroryzmu stricte islamskiego, może im zacząć
      zagrażać terroryzm kurdyjski, typu nacjonalistycznego????
      I co z tym fantem , że Kurdowie mieszkają na terenach, gdzie jest 50% irackiej
      ropy???
      Ale teraz to idę już spać....

      PZDR
      • Gość: 4a Re: Czy Bush...a czegoście się po nim spodziewali IP: *.sfpl.org 06.03.03, 00:55
        te 80-100 lat to chyba lekka przesada. Slyszales o Hubbert's Peak ?

        www.princeton.edu/hubbert

        www.hubbertpeak.com
      • Gość: MACIEJ Bush,the best president ever. IP: *.ny325.east.verizon.net 06.03.03, 03:03
        Gość portalu: Hydraulik napisał(a):

        > Popatrz Macaczu, a ja myślałem, że : "BUSH- THE BEST PRESIDENT EVER IN USA
        > HISTORY!!!" jak zatytułował swój post na tym forum niejaki MACIEJ z NY :-
        ))))))
        > Co ciekawe paru naszych rodaków (np. niejaki mbs) za wielką kałużą też się
        pod
        > tym jego postem podpisywało, że tak....Swoją drogą jeśli Bush miałby być
        > najlepszy, to co się będzie działo w USA, jak przyjdą jego następcy, ci
        > gorsi??? :-))))))

        Gdy Busha zastapi whore Gore i smutas Loserman,to w Stanach bedzie taka sama
        beznadzieja jak w Niemczech.

        > A tak na serio, zacznę od Iraku...
        > Za iracką awanturę odpowiada...09/11!!!! Ale oczywiście nie w taki sposób,
        jak
        > to sugerują media (kolejny etap War on Terror).
        > Czy zwróciłeś uwagę, ilu SAUDYJCZYKÓW było w samolotach, uderzających w WTC???
        > A ilu ich jest w AlQaed'zie??? Przecież "AlQaeda, the Penninsula Branch"
        > działająca w obrębie Półwyspu Arabskiego jest najliczniejsza, a w 3/4 tworzą

        > Saudyjczycy....Jeśli zwróciłeś na to uwagę (bo ja tak), to tym bardziej
        musieli
        > to zauważyć ludzie z CIA, którzy takie rzeczy analizują zawodowo...., a to
        > skłoniło ich do myslenia o przyszłości głównego dostawcy ropy do US w
        regionie,
        > Arabii Saudyjskiej...i na pewno wydedukowali coś, co ja tylko niejasno
        > przeczuwam na podstawie wiedzy ogólnej i paru artykułów w prasie i Necie...
        DNI
        > RZĄDÓW SAUDÓW W A.S. SĄ POLICZONE I DYNASTIA TA ZOSTANIE ZMIECIONA PRZEZ
        > REWOLTĘ, PODOBNIE JAK REZA PAHLAVI NIEGDYŚ W IRANIE, A CI, CO ICH ZASTĄPIĄ,
        NIE
        > BĘDĄ DARZYĆ USA MIŁOŚCIĄ....TRZEBA WIĘC ZAPEWNIĆ SPOKÓJ W REGIONIE I POSZUKAĆ
        > NOWEGO DOSTAWCY ROPY...

        "Na podstawie kilku art w Necie.." to ty mozesz sobie odciskow na mozgu narobic.
        Stany od dawna napieraja na Saudow z wprowadzenien demokracji.

        > (Mała dygresja: Ostatnio "Muchomor" Kadafi wezwał Saudyjczyków do
        > obalenia "sługusów amerykańskiego imperializmu", Saudowie odpowiedzieli mu
        > takim samym wezwaniem, skierowanym do libijczyków. Problem w tym, że
        jakkolwiek
        > Kadafi jest w krajach arabskich traktowany nieco na zasadzie błazna, to
        jednak
        > w tym wypadku jest wyrazicielem opinii znacznej częsci Arabów, pod co zresztą
        > rozpoczął tę zabawę - liczy na poprawę swoich notowań w świecie arabskim...)

        Blazen jest wyrazicielem opinii glupich,bo madrzy Arabowie studiuja w USA.

        > I tu dochodzimy do sedna sprawy - USA potrzebują dużego, solidnego i taniego
        > dostawcy ropy w rejonie, a Irak, ze swymi 11% światowych zasobów i kosztami
        > wydobycia baryłki rzędu 0,8 - 1,0 USD (dla porównania ropa norweska
        > 4USD/barrel, rosyjska ropa polarna nawet 10 USD/barrel)jest w tej chwili
        > jedynym możliwym do osiągnięcia stosunkowo tanim kosztem celem na Bliskim
        > Wschodzie....

        Znowu piszesz jak potluczony.
        Od ropy arabskiej najbardziej uzaleznieni sa:Japonia,EU,Chiny.
        USA jest chyba jedynym krajem ktory stac na placenie 50 doll za barylke.

        > Po prostu Irak ma zastąpić w przyszłości A.S. w tej roli, dodatkowo
        przychylny
        > USA Irak to gwarancja przychylności USA ze strony Kuwejtu i Emiratów (Irak to
        > lokalne exmocarstwo).

        Po to sie wchodzi do Iraku,by byl przychylny dla USA i innych madrych.
        Po to sie weszlo do Afganistanu.
        Glupich trzeba wykonczyc i normalnym dac szanse rozwijania sie.

        > Poza tym, dzięki temu Chevron-Texaco, Exxon-Mobil i nade wszystko Haliburton
        > Dicka Chenney'a (gdzie był prezesem i stale ma pokaźne udziały) będą na długo
        > kontrolować złoża, które przy obecnym zużyciu ropy w USA wystarczą na ok. 80
        > 100 lat!!!!
        > Nawiasem mówiąc, prezesi tych firm często goszczą u Chenneya, a już w
        > październiku 2002 zapoznawali się z pewnymi elementami strategii wojennej USA
        > wobec Iraku i planów powojennych.
        > Gra idzie więc o uniezależnienie się USA od rozgrywek OPEC'u i ewentualnych
        > prób użycia w przyszlości ropy jako broni ekonomicznej w stosunku do USA.

        Kiedy ci do glowki trafi,ze w USA nie ma kryzysu,za to jest on w Japonii i EU.
        USA dziala dla dobra tych GLUPKOW z EUropy ,ktorzy tego przy okazji nie
        rozunieja.

        > I TO JEST PRAWDZIWY POWÓD IRACKIEJ AWANTURY....I dlatego USA podjęły tę grę,
        na
        > której chwilowo, w perspektywie paru lat straty mogą być nawet całkiem
        duże....
        > Co do przyszłości gospodarczej USA na najbliższych parę lat -tu już
        > wypowiedziały się w tej sprawie giełdy akcji- BĘDZIE DUUUUŻO GORZEJ, NIŻ
        > OBECNIE.....

        Wystarcza NAM na razie twoje proroctwa GDP na 4Q 2002,gdzie wg ciebie miala byc
        recesja,ale Amerykanie sie nie posluchali i wyszlo +1,4%.

        > W lipcu 2002 r. ostatecznie wypełniła się na indeksie S&P500 i Nasdaq wielka,
        > 5-letnia formacja głowy z ramionami, która pokazuje, że obecna bessa dopiero
        > się rozpędza, i bedzie największa od lat 30-tych (dodatkowym potwierdzeniem
        > znaczenia tej formacji jest np. dla SP500 2-krotna, nieudana próba
        > przekorczenia tzw . "linii szyi" od dołu - poziom ok. 950-975 pkt - w
        sierpniu
        > i grudniu 2002- jedynie trwalsze, przynajmniej półroczne i
        kilkunastoprocentowe

        CZY TY PRZYPADKIEM PO ASP NIE JESTES???????

        > wyjście indeksów ponad ten poziom zanegowałoby znaczenie tej formacji i
        > pozwoliło mieć nadzieję, ze nie będzie tak źle).
        > TO MUSI SIĘ W PRZYSZŁOŚCI PRZEŁOŻYĆ NA ZNACZĄCE POGORSZENIE STANU GOSPODARKI
        > USA - GIEŁDY W TAKICH SPRAWACH SIĘ NIE MYLĄ I MOŻEMY JEDYNIE TU DYSKUTOWAĆ,
        CO
        > SIĘ OSTOI, A CO PADNIE, JAK BARDZO BĘDZIE ŹLE ITP. ALE PRZYPADEK, ŻE GOSPODA
        > BEDZIE ROSŁA, A GIEŁDY BĘDĄ DALEJ SPADAĆ ABSOLUTNIE NIE WCHODZI W
        > GRĘ....niestety oznacza to również problemy dla całej reszty świata - świat
        nie
        > może mieć się dobrze, gdy USA mają się kiepsko - brak jest tu napędów
        > zastępczych za Wuja Sama....

        GDY ZASTEPCZO PODSTAWI SIE NIEMCY ZAMIAST USA,TO TWOJE PROGNOZY ZACZYNAJA
        NABIERAC SENSU.

        > Następnym razem napiszę, co myślę o przyszłości US w Iraku, a tam jest też
        parę
        >
        > ciekawych kwestii -np. jak rozwiązać problem kurdyjski...Czy USA stworzą
        > państwo kurdyjskie na północy Iraku wbrew Iranowi, Syrii i Turcji???Czy też
        > raczej zaryzykują, że obok terroryzmu stricte islamskiego, może im zacząć
        > zagrażać terroryzm kurdyjski, typu nacjonalistycznego????
        > I co z tym fantem , że Kurdowie mieszkają na terenach, gdzie jest 50%
        irackiej
        > ropy???
        > Ale teraz to idę już spać....

        OK!
        Idz spac,a z samego rana walnij ten obiecany post,bo sie doczekac nie moge.

        > PZDR
        • Gość: 4a Re: Bush,the best president ever. IP: *.sfpl.org 06.03.03, 03:52

          glupiejesz w oczach ...
          • Gość: Bush Re: Bush,the best president ever. IP: *.ny325.east.verizon.net 06.03.03, 06:29
            Gość portalu: 4a napisał(a):


            > a to malenie wydatkow to spowodu:
            >
            > a) klatwy papieskiej
            > b) nadmiernego promieniowania na ksiezycu
            > c) dalekiego miejsca prof. Kolodki w maratonie w Los Angeles
            > d) ksiezycowej (=Nowej Ekonomii) USA i zakonczeniu cyklu koniunktury ?
            >
            >
            > ja stawiam na te 3 pierwsze ;) a Ty ?

            > glupiejesz w oczach
        • Gość: Hydraulik MACIEJU ZMIEŃ PŁYTĘ..... IP: *.cidernet.pl 06.03.03, 08:04
          Macieju,
          zmień proszę płytę...tego już się czytać nie da...
          Przed chwilą właśnie odprowadziłem moich dwóch do przedszkola, drogą się
          kłocili i jakbym Ciebie czytał: "-Głupek", "-Idiota" itp.
          Czy ty czasem nie chodzisz do przedszkola w NY???
          A poza tym może byś tak napisał wreszcie jakieś poważne argumenty, dlaczegóż to
          na całym świecie ma być fatalnie, oprócz Chin i USA.
          Dlatego jedynie, że USA WIELKIE SĄ i koniec? ( jak w "Ferdydurke" Gombrowicza:
          Słowackiego kochamy, bo poetą wielkim był!!!)Parę niegdyś wielkich krajów można
          wymienić: Egipt, Rzym, Hiszpania itp. - gdzie dziś ich wielkość????

          Ponieważ widzę, że nie umiesz obejść się bez personalnych wycieczek, obiecuję,
          że odwalę za Ciebie kawał roboty i pod każdym Twoim POWAŻNYM argumentem będę
          dopisywał " i dlatego Hydraulik jest idiotą!!!", żeby Cię wyręczyć, byś się tak
          nie męczył pisaniem inwektyw na mój temat, BYLEBYM WRESZCIE MÓGŁ ZOBACZYĆ JAKIŚ
          POWAŻNY ARGUMENT, BO NA RAZIE TO NAWET POD LUPĄ NICZEGO TAKIEGO DOSZUKAĆ SIĘ
          NIE UMIEM W TWOJEJ PISANINIE...
          • Gość: MACIEJ Re: MACIEJU ZMIEŃ PŁYTĘ..... IP: *.ny325.east.verizon.net 07.03.03, 00:46
            Gość portalu: Hydraulik napisał(a):

            > Macieju,
            > zmień proszę płytę...tego już się czytać nie da...
            > Przed chwilą właśnie odprowadziłem moich dwóch do przedszkola, drogą się
            > kłocili i jakbym Ciebie czytał: "-Głupek", "-Idiota" itp.

            Nie wiedzialem,ze im opowiadasz o naszych konwersacjach.
            Specjalnie przejrzalem ostatni post i tym razem "Glupek" to bylo o Kaddafi'm.
            Od pierwszego zdania chciales mnie uczynic winnym nieszczesc innych.

            > Czy ty czasem nie chodzisz do przedszkola w NY???
            > A poza tym może byś tak napisał wreszcie jakieś poważne argumenty, dlaczegóż
            to
            > na całym świecie ma być fatalnie, oprócz Chin i USA.

            Bo Stany wiedza co robia,a Chiny ich nasladuja.
            Obnizenie wartosci waluty wplynie na zmniejszenie importu,zwiekszenie exportu i
            wzrost zatrudnienia.
            Chinczycy cwanie przywiazali swoja walute do dolara,choc maja szybszy wzrost
            gospodarczy i w rzeczywistosci ich waluta powinna stac duzo wyzej niz obecnie.

            > Dlatego jedynie, że USA WIELKIE SĄ i koniec? ( jak w "Ferdydurke"
            Gombrowicza:
            > Słowackiego kochamy, bo poetą wielkim był!!!)Parę niegdyś wielkich krajów
            można
            > wymienić: Egipt, Rzym, Hiszpania itp. - gdzie dziś ich wielkość????

            Trzeba miec duzy obszar,madra polityke,a ludzie sami sie wcisna.

            > POWAŻNY ARGUMENT, BO NA RAZIE TO NAWET POD LUPĄ NICZEGO TAKIEGO DOSZUKAĆ SIĘ
            > NIE UMIEM W TWOJEJ PISANINIE...

            Na razie widzisz wzrost GDP w Stanach 2,9% i 0,2% w Niemczech.
            Widzisz tez spadek bezrobocia w Stanach i wzrost w EU.
            Prognozy na 2003 w Stanach sa ponad 3% GDP,w Niemczech az +0,4%.
            Czujesz juz Japonizacje EU ????
    • Gość: jr Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: 203.129.132.* 06.03.03, 23:50
      ekonomia - wiele kontrowersji, czas pokaze.

      polityka - spieprzyl sprawe na poczatku gdy powiedzial iz usa zaatakuje irak
      bez wzgledu na opinie swiata. za to glupstwo teraz placi podzieleniem zachodu
      na 2 czesci. mozna by powiedziec iz zafundowal nam druga "cold war".
      jesli zaatakuje irak i obali saddama bez wiekszych strat cywilnych bedzie to
      najlepsza rzecz jaka zrobi za swojej kadencji, po wojnie w afganistanie.

      tak tez moze jedyne co mozna o nim powiedziec dobrego to to, iz jest niezlym
      strategiem militarnym - ale to pewnie zasluga jego sztabu...
      • Gość: felusiak Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.nyc.rr.com 08.03.03, 01:16
        Po obu stronach dyskusji duzo wody i nadetej paplaniny.
        Slaba umiejetnosc analizowania. Wszystko w sferze emocji.
        Najlepsze jest okreslenie Busha jako niezlego stratega militarnego.
        Czy moge zapytac na jakiej podstawie taki osad?
        Wlos sie jezy i rece opadaja.
        • Gość: jr Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: 203.129.132.* 10.03.03, 02:01
          Gość portalu: felusiak napisał(a):

          > Po obu stronach dyskusji duzo wody i nadetej paplaniny.
          > Slaba umiejetnosc analizowania. Wszystko w sferze emocji.
          > Najlepsze jest okreslenie Busha jako niezlego stratega militarnego.
          > Czy moge zapytac na jakiej podstawie taki osad?
          > Wlos sie jezy i rece opadaja.

          mysle ze podjecie decyzji co do ataku na afganistan bylo jego zasluga jednak to
          pewnie jego generalowie przygotowali strategie (bomb ile wlezie) i ja wykonali.
          chodzi mi tu bardziej o fakt podjecia decyzji. co do iraku i korei jesli bush
          zdola "rozbroic" te dwa kraje i obalic dyktatury bez wielkich strat cywilnych
          to bedzie zaslugiwal na miano geniusza...

    • komentator Macacz pokoj milujacy 08.03.03, 09:40
      Ludzie akceptuja wojne tylko w wyniku bezposredniego zagrozenia. Dlatego nie
      bylo problemu gdy Irak napadl na Kuwejt, i z Afganistanem. Po 911 sytuacja
      niestety sie zmienila, trzeba bedzie uderzac prewencyjnie i, jeszcze bardziej
      niestety, aby rowniez pokazac sile i absolutny brak tolerancji nawet dla
      potencjalnego terroru i bandytyzmu.

      Sytuacja strategiczna zmienila sie kompletnie. Irak moze byc w tej chwili
      slaby i nie miec broni masowej ale lada moment rozne bandyckie panstwa beda
      mialy rakiety dalekiego zasiegu z bombami atomowymi. Jak wystrzela rakiety
      to bedzie za pozno na reakcje.

      Strategiczny blad zostal popelniony gdy nie zaatakowano Iraku jak robil
      poprzednio cyrki z inspekcajmi (czy to nie wtedy w Bialym Domu wazniejsze od
      Iraku byly klintony?). Bush chce teraz naprawic ten blad, tym bardziej ze
      w Afganistanie poszlo latwo.

      Ale to jeszcze nie wszystko bo po Iraku trzeba bedzie wziac co najmniej pod
      ostra kontrole Iran, Libie i cos zrobic z Polnocna Korea. To wyglada strasznie
      ale bezczynnosc jest teraz wykluczona.
      • macacz Komentator wreszcie pro-amerykanski 10.03.03, 15:13

        Bardzo fajnie Komentator, ze sie taki stales pro-amrykanski.
        Od razu widac, zes Polak z krwi i kosci. Tam gdzie kase niuchasz tam kierujesz
        kaprawy usmieszek i wystawiasz raczke po kase.
        Ale, zle wiesci, kasy nie bedzie.
        Dlatego, ze za cala awanturka stoi lobby zydowskie.
        A to grupa ktora, Komentator, Polski i Polakow nie lubi, chcbys na glowie
        stanal i nos jej wepchnal w dupe bez masla tak gleboko jak sie da.
        A w ogole, to jak to co piszesz ma do twego bezkrytycznego poparcia dla UE?
        Bo wiodace panstwa UE jakos maja troche inna linie w kwestii polityki
        bliskowschodniej.
        Ale to nie szkodzi, co?
        Osobiscie z panstw "bandyckich" ( piekna pro-amerykanska retoryka) znam dwa:
        USA i Izrael.
        Polecam ten artykulik:
        www.timesonline.co.uk/article/0,,1072-543296,00.html
        Milej lektury.
      • feezyk Re: Macacz pokoj milujacy 10.03.03, 18:11
        komentator napisała:

        > Ludzie akceptuja wojne tylko w wyniku bezposredniego
        zagrozenia. Dlatego nie
        > bylo problemu gdy Irak napadl na Kuwejt, i z
        Afganistanem. Po 911 sytuacja
        > niestety sie zmienila, trzeba bedzie uderzac
        prewencyjnie i, jeszcze bardziej
        > niestety, aby rowniez pokazac sile i absolutny brak
        tolerancji nawet dla
        > potencjalnego terroru i bandytyzmu.

        No to trzeba by uderzyc na USA oraz na Rosje.
        Przypomne tez, ze WTC zaatakowali glownie
        Saudyjczycy.


        >
        > Sytuacja strategiczna zmienila sie kompletnie. Irak
        moze byc w tej chwili
        > slaby i nie miec broni masowej ale lada moment rozne
        bandyckie panstwa beda
        > mialy rakiety dalekiego zasiegu z bombami atomowymi.

        Korea ma...
        I co?

        > Jak wystrzela rakiety to bedzie za pozno na reakcje.
        >

        Jasne. Zimna wojna to byla kaszka z
        mlekiem. Taki Hussein, to jest
        prawdziwe zagrozenie!

        10 000 km od USA.


        > Strategiczny blad zostal popelniony gdy nie zaatakowano
        Iraku
        > jak robil poprzednio cyrki z inspekcajmi (
        > czy to nie wtedy w Bialym Domu wazniejsze od
        > Iraku byly klintony?).

        > Bush chce teraz naprawic ten blad, tym bardziej ze
        > w Afganistanie poszlo latwo.
        >

        Dobrze miec podkladke, ktora mozna
        oglupic komentatorow. Krzaczek
        ma sto powodow, zeby uderzyc na Irak.

        a) chce nasladowac Reagana

        b) uwaza sie za Rycerza Dobra

        c) chce polozyc lape na nafcie

        d) chce odwrocic uwage od stanu gospodarki

        e) chce wygrac wybory - dlatego
        tak straszy ludzi, ze nawet komentator
        trzesie spodniami i ucieka pod skrzydelka
        najwiekszej potegi militarnej swiata.


        > Ale to jeszcze nie wszystko bo po Iraku trzeba bedzie
        > wziac co najmniej pod ostra kontrole Iran, Libie i cos
        zrobic
        > z Polnocna Korea. To wyglada strasznie
        > ale bezczynnosc jest teraz wykluczona.

        Owszem, to wyglada strasznie.
        Skutki propagandy strachu chyba.

        F.
        • Gość: Romcio 'Czy Ameryka naprawde ...?' IP: *.proxy.aol.com 10.03.03, 21:58
          Czy Ameryka oszalała? 2003-03-07 (09:31) Nasz Dziennik


          W przededniu przewidywanej inwazji na Irak w radiu w USA podawane są informacje
          o planach okupacyjnych. Otóż amerykański rząd ma już plan postawienia przed
          sądem Saddama Husajna i jego administracji. W kompetencji sądu przewidziane są
          wyroki śmierci. Inni obywatele Iraku, uznani za mniej niebezpiecznych, zostaną
          skierowani do reedukacyjnych obozów koncentracyjnych. Pozostali, gotowi przyjąć
          nowy ład, będą wypełniać rozkazy amerykańskich władz okupacyjnych. W obliczu
          tego rodzaju planów warto przytoczyć krytyczne opinie na temat ewentualnej
          wojny, wyrażane w USA.

          W artykule ogłoszonym w internecie Timesonline 15 stycznia 2003 r., a później
          opublikowanym w "The Times" w Londynie, John le Carre - znawca służb
          specjalnych (jest autorem powieści opartych na działalności wywiadu, służył w
          brytyjskim wywiadzie MI 5, był profesorem w Eaton; jego prawdziwe nazwisko
          brzmi David John Moore Cornwell) - pisze, że obecnie Ameryka przeżywa jedną z
          najgorszych fal szaleństwa - gorszego niż maccartyzm czy też najazd na Kubę w
          Zatoce Świń, a na dłuższą metę prawdopodobnie bardziej katastrofalnego dla USA
          niż wojna w Wietnamie. Uważa on, że jednoczesna globalna walka z terroryzmem Al-
          Kaidy i podbój terytorialny Iraku wykluczają się wzajemnie i prowadzą do
          katastrofy.

          Lobby naftowe atakuje
          Johna le Carre´a przeraża brak wolnej dyskusji na temat wojny z Irakiem - wojny
          od dawna planowanej, według niego, przez naftowe lobby w porozumieniu z
          kontrolującą prasę amerykańską ekstremistyczną żydowską grupą nacisku. Le Carre
          szczególnie interesuje się motywem zysku amerykańskich firm naftowych. Plany
          grabieży irackich pól naftowych były przygotowywane, według niego, znacznie
          wcześniej niż atak ludzi Osamy bin Ladena na World Trade Center w Nowym Jorku.
          Uważa on, że Bush może płynąć na obecnej fali nastrojów patriotycznych, bo
          inaczej musiałby bronić swego słabego zwycięstwa w wyborach prezydenckich,
          załatwiać sprawy gigantycznych malwersacji kompanii handlowych, bronić otwarcie
          interesów najbogatszych Amerykanów i wyrażać swoją pogardę dla nędzy na
          świecie, wymogów ochrony środowiska (patrz protokół z Kioto), oraz swych
          jednostronnych naruszeń traktatów międzynarodowych. Wszystkie te trudności
          Busha znikły z powodu ataku na Nowy Jork.
          John le Carre uważa za jedno z najbardziej perfidnych oszustw historii
          przeniesienie przez rząd Busha winy za tragedię World Trade Center z Osamy bin
          Ladena na Saddama Husajna. Amerykański prezydent nadal cieszy się wysokim
          poparciem wśród mieszkańców USA. Są oni arogancko onieśmielani taktyką
          propagandy wojny z terrorem i jednoczenie trzymani w niewiedzy. Właśnie ta
          ignorancja może dać Bushowi szansę wygrania następnych wyborów prezydenckich w
          USA.
          W rzeczywistości Bagdad nie zagraża ani swoim sąsiadom, ani Stanom
          Zjednoczonym, ani Wielkiej Brytanii. Mimo to jest celem ataków, ponieważ ma na
          swoim terenie bogate pola naftowe, które mogą być zagrabione przez USA i
          Izrael. Gdyby nie ropa, Saddam Husajn mógłby spokojnie stosować tortury i inne
          okrutne metody rządzenia, tak jak to czynią Arabia Saudyjska, Pakistan, Turcja,
          Syria czy Egipt.
          Według Le Carre´a, sprawa tyrańskich rządów nie odgrywa roli w obecnym
          wojskowym lub terrorystycznym zagrożeniu Ameryki czy Izraela. Po prostu chodzi
          o wzrost amerykańskiego potencjału ekonomicznego i zdobycie irackich pól
          naftowych. Poza tym Ameryka chce, zdaniem le Carre´a, zademonstrować światu
          swoją siłę militarną - zwłaszcza Rosji, Chinom i ich "zwariowanemu"
          podopiecznemu - Korei Północnej. Chodzi o to, żeby pokazać światu, kto rządzi
          Ameryką i kto jest rządzony przez Amerykę.

          Pistolet kowboja
          Jako Brytyjczyk le Carre wyraźnie wstydzi się postępowania Tony´ego Blaira.
          Twierdzi, że w imię specjalnie bliskich stosunków Anglii ze Stanami "Blair
          wsiadł na amerykańskiego tygrysa w nadziei, że nim pokieruje w stronę pokoju".
          Zamiast tego udzielił Ameryce politycznego poparcia, ale niestety amerykański
          tygrys wpędził go w ślepą ulicę, z której Blair nie może wyjść. Le Carre wyraża
          także żal, iż żaden z przywódców parlamentarnych w Londynie nie potrafił
          zaoponować przeciwko tej grze. Zamiast przedstawiania uczciwych opinii politycy
          okłamują swoich obywateli, tracąc ich zaufanie. W ten sposób przyczyniają się
          do postawy cynicznej swego narodu, bo wyborcy wzruszają ramionami i nie reagują
          na kłamstwa polityków. Przy tej okazji le Carre nazywa Busha kowbojem. Pisze,
          że chciałby, aby ten kowboj zmienił postawę w ostatniej chwili pod presją ONZ i
          opinii światowej i schował swój nabity - ale niewystrzelony pistolet do kabury.
          Wtedy jednak, obawia się le Carre, Bush ryzykuje kompromitację wobec swych
          wyborców i zniszczenie szans na drugą kadencję prezydencką.

          Mosad i zamach na Busha
          Uzasadniając podwyżkę budżetu wojskowego USA o dodatkowe sto tysięcy milionów
          dolarów na wojnę z Irakiem, Bush powiedział między innymi, że Saddam Husajn
          próbował zabić jego ojca, według niesprawdzonych przypuszczeń wywiadu
          amerykańskiego. Zupełnie inną wersję tej sprawy podaje Victor Ostrovsky, były
          agent Mosadu (wywiadu izraelskiego) w książce "Other Side of Deception"
          ("Obnażenie fałszerstwa"). Przypomniał w niej, że ojciec obecnego prezydenta
          Busha przyrzekł państwom arabskim zaprowadzenie pokoju w Palestynie, w celu
          zdobycia ich poparcia w operacji "Pustynna burza" w 1991 r. Bush senior
          pozyskał tymi obietnicami udział państw arabskich w kampanii przeciw Irakowi, w
          reakcji na najazd na Kuwejt.
          Obietnica Busha seniora ustabilizowania przez USA sytuacji na Bliskim Wschodzie
          i doprowadzenia do sprawiedliwego układu między Izraelem i Palestyńczykami była
          nie do przyjęcia przez ekstremistów izraelskich. Według Ostrovsky´ego,
          izraelski rząd premiera Icchaka Szamira poczuł się zagrożony, zwłaszcza że Bush
          senior zagroził odmową udzielenia amerykańskich gwarancji dla Izraela w
          wysokości dziesięciu tysięcy milionów dolarów, jeżeli Izrael nie zlikwiduje
          swych osiedli na terenach okupowanych. Wobec tego, jak pisze Ostrovsky, zapadła
          decyzja rządu izraelskiego, żeby raczej zabić prezydenta Busha seniora w
          Madrycie w październiku 1991 roku, niż dopuścić do amerykańskiego układu z
          Arabami i likwidacji nielegalnych osiedli. W takich okolicznościach powstał
          plan Mosadu, żeby zabić George´a Busha seniora. Opór wewnętrzny w Mosadzie
          spowodował jednak przesłanie Amerykanom na czas ostrzeżenia o planowanym
          zamachu na prezydenta USA. Zrobiono to za pomocą kontaktu z Ostrovskym, który
          przez członka Kongresu amerykańskiego McClosky´ego ostrzegł Biały Dom o
          planowanym zamachu w Madrycie w środę, 30 października 1991 roku. Mosad
          dowiedział się o ostrzeżeniu i odłożył zamach na później. Ostrovsky twierdzi,
          że samochód naładowany materiałami wybuchowymi, znaleziony w Kuwejcie podczas
          wizyty Busha seniora w 1993 roku, nie był przygotowany przez ludzi Husajna, ale
          przez Mosad. Tak więc, według Ostrovsky´ego, za ten zamach na życie byłego
          prezydenta Busha odpowiedzialny jest Izrael, a nie Irak i Saddam Husajn.
          Ostrovsky pisze o sobie: "skorumpowane pomysły i egoistyczny pragmatyzm, na
          który natrafiłem w Mosadzie, połączony z zachłannością, rozpasaniem i
          całkowitym brakiem poszanowania dla życia ludzkiego, spowodowały mnie do
          pisania o tym. Z powodu mojej miłości dla Izraela, jako państwa wolnego i
          sprawiedliwego, ryzykuję życiem, pisząc te słowa i przeciwstawiam się tym,
          którzy wykoślawiają najlepsze marzenia syjonistyczne w dzisiejszy koszmar".

          Kto jest "terrorystą"
          Według le Carre´a, najbardziej obrzydliwy w przygotowywaniu kampanii przeciw
          Irakowi jest aspekt religijny całej sprawy i włączanie w nią religijnych
          sekt "na nowo urodzonych" chrześcijan-syjonistów z ich wiarą, że obecne państwo
          Izrael jest kluczem do powrotu Jezusa na ziemię. Niby właśnie z tego
          powodu "Pan Bóg wezwał Amerykę do z
          • Gość: Hydraulik CZY USA OSZALAŁY???NIE, to wredna polityka.... IP: *.cidernet.pl 10.03.03, 23:40
            Żadnego metodycznego planu nie sposób nazwać szaleństwem, Romcio. To jest
            wyliczone na uniezależnienie się USA od ryzyka, że ktoś w przyszłości mógłby
            próbować wykorzystać ropę jako broń ekonomiczną przeciw USA.
            Nie wiem, czy sprawa ataku na Irak dojrzewała w USA dużo wcześniej - ja uważam,
            co już tu wyżej napisałem, że za całą sprawą stoi problem, który z całą
            ostrością ujawnił się 09/11 - niepewność polityczna w Arabii Saudyjskiej i
            podatność reżimu Saudów na zastąpienie inną, antyamerykańską władzą - A.S jest
            w regionie państwem, z którym wszyscy się liczą, choćby dlatego, że właśnie tam
            jest Mekka i Medyna, jest też głównym dostawcą ropy do USA z regionu.
            Objęcie Iraku amerykańską strefą wpływów stworzy przeciwwagę w regionie i może
            zachęcać Kuwejt i Emiraty (kolejnych ważnych dostawców RN do USA)do utrzymania
            umiarkowanie proamerykańskiej polityki.

            Jeśli ktoś miałby wątpliwości, co do tego, że tak naprawdę USA chodzi o naftę,
            wystarczy skojarzyć dwa fakty:

            1. spotkanie u Dicka Chenney'a w X 2002 r. z prezesami najważniejszych
            koncernów naftowych w USA, w tym z prezesem Haliburton'a, gdzie Chenney ciągle
            ma spore udziały, a poprzednio był prezesem,

            2. Sprawa "dowodów" Powella:
            "Dowody” przedstawiane przez C.Powella nie tylko były oparte na starych pracach
            studentów angielskich. Okazało się również po raporcie M.ElBaradei, że
            materiały mówiące o tym, iż Irak sprowadza materiały do produkcji broni
            masowego rażenia zostały sfałszowane (pisze o tym „Washington Post” -
            www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A59403-2003Mar7.html)."
            (P.Kuczyński, "Puls Biznesu")

            Nawiasem mówiąc NIGDZIE w polskich tzw. oficjalnych mediach nie zetknąłem się
            z informacją na ten temat. Szeroko za to dzisiaj komentowano w polskich
            przekaziorach słabiutką amerykańską kontrę w stosunku do Blixa (za raport
            ElBaradei), o jego rzekomym zatajeniu w raporcie wykrycia budowy irackiego
            samolotu bezzałogowego (w raporcie Blix na ten temat faktycznie nic nie
            napisał, ale przed posiedzieniem RB ONZ wręczył delegatom dodatkowe dokumenty
            na ten temat - czy tak się "zataja" istotne fakty???).
            Widać, jaka jest odległość między standardami demokracji i wolnością mediów w
            USA i Polsce....

            Czy jestem ZA czy PRZECIW? Nadal jestem wahający się, ale jestem też coraz
            bardziej przeciw.
            W zasadzie znam tylko jeden POWAŻNY argument ZA - odsunięcie od władzy Husseina
            w jakikolwiek sposób, przyczyni się do olbrzymiego zwiększenia wolności w Iraku.
            Jakkolwiek ten argument przypomina mi sytuację, gdy złodziej wchodząc do
            czyjegoś domu trafia na psychopatycznego mordercę, który terroryzuje jego
            mieszkańców, zabija go i wynosi swoje łupy, to pewien jestem, że mieszkańcy
            domu mimo wszystko w jakiejś mierze będą mu wdzięczni...i ten argument, jedyny
            ZA, ale jakże poważny decyduje, że Za do Przeciw u mnie to 45:55.

            Czy Hussein mógłby zbudować broń atomową? Niepilnowany i zostawiony w spokoju,
            myślę, że tak. Zdobycie dziś materiałów rozszczepialnych nie jest specjalnym
            problemem dla zorganizowanych wywiadów państwowych, dysponujących dużą gotówką
            W zapewnienia polityków, że to niemożliwe, bo oni panują nad sytuacją, nie
            wierzę, a przypadkiem wiem, jak nieszczelny jest system wewnętrznej kontroli
            obrotu paliwem jądrowym w elektrowniach jądrowych i jak wiele tzw. "strat w
            procesie" wcale takowymi być nie musi. Na dobrą sprawę wystarczy cierpliwość i
            można po gramach zdobyć całkiem poważną ilość materiału rozszczepialnego.
            Tylko czy Hussein od 1991 r. jest niepilnowany i zostawiony w spokoju?
            Z lotnictwem alianckim blokującym wszelkie ruchy wojskowe na północy i południu
            Iraku? I śledzącym na bieżąco każdy ruch większych jednostek wojskowych w
            środkowym Iraku??? Czy w takich warunkach można cokolwiek zbudować?
            Jeśliby Hussein rzeczywiście zdołał cokolwiek z broni "A" zbudować to
            świadczyłoby, że CIA nie jest warta tych pieniędzy, które otrzymuje od rządu
            USA dlatego, jakkolwiek uważałem , że teoretycznie mógłby on mieć "brudną"
            bombę, to w praktyce dziś nie widzę takiej możliwośći.

            Co do Korei Płn - tu USA nie zaatakują...o,nie... CZym tak naprawdę jest Płn.
            Korea? To jest specjalny, regionalny straszak chiński (Chiny nadal są jedynym
            sojusznikiem Korei Płn. w rejonie). Dzięki Korei Chiny mogą mieć większe pole
            manewru w Azji Wsch i z taktycznego punktu widzenia oddanie Korei USA w myśl
            konfucjańskich zasad polityki zagranicznej, jaką stosują Chiny, byłoby
            niewybaczalnym błędem - nie należy pozbywać się wściekłego psa, dopóki tylko my
            trzymamy jego łańcuch...A czy USA zdecydowałyby się na poważny konflikt z
            Chinami??? Wątpię... w analizach Condoleezy Rice Chiny są najpoważniejszym
            rywalem USA w XXI wieku...
            Poza tym, co ma do zaoferowania zwycięzcom pokonana Korea Płn.???

            Iran? No cóż, po kłamstwach USA o Iraku, nie wiem co sądzić o tym przypadku...
            Zapewne Chamenei nie dąży do zdobycia bomby "A", rzecz w tym, że to ciągle nie
            on pociąga za sznurki w tym kraju - on zaledwie usiłuje sobie wywalczyć jakąś
            swobodę manewru - człowiek o takiej pozycji, mimo, że premier, może być wogóle
            nie dopuszczany do tajemnic wojskowych...
            Tylko, że Strażnicy Rewolucji to nie zdemoralizowana po Pustynnej Burzy armia
            iracka - tu ofiar amerykańskich byłoby dużo więcej...Są też lepiej od armii
            irackiej dowodzeni - najlepszy dowód, że w wojnie z Irakiem dopiero masowe
            użycie gazów bojowych przez Irak (dostarczonych przez Francję, Niemcy, USA a
            także...Chiny; ok. 100 000 zagazowanych)spowodowało kompromis. I to w sytuacji,
            gdy przewaga Irakijczyków w ludziach była jak 1,5:1 a w nowoczesnym sprzęcie
            jescze większa...

            Tak więc musiało paść na Irak - to najsłabszy z przeciwników USA, a
            jednocześnie mający sporo do zaoferowania - 11% światowych zasobów ropy, o
            jednych z najniższych kosztów wydobycia na świecie (0,8-1,0 USD/barrel; ropa
            norweska 4USD/barrel, rosyjska polarna do 10 USD/barrel, teksańska - od 5 do
            nawet 18 USD/barrel)
            To nie jest szaleństwo - to brudna, cynicznie wyliczona polityka...
      • macacz No i jeszcze $$$$$$$$$ 11.03.03, 13:58
        komentator napisała:


        > Ale to jeszcze nie wszystko bo po Iraku trzeba bedzie wziac co najmniej pod
        > ostra kontrole Iran, Libie i cos zrobic z Polnocna Korea. To wyglada strasznie
        > ale bezczynnosc jest teraz wykluczona.

        Wlasnie, o tym zapomnialem.
        Juz teraz zapewniam cie, ze nie bedzie zadnego "wziecia pod ostra" kontrole jak
        piszesz operujac swym tradycyjnym pustoslowiem, za moje pieniedze.
        Moje, czyli amerykanskiego podatnika. Miedzy innymi dlatego, ze Bush w roku
        2004 przestanie byc prezydentem i nowego wybierzemy bardzo ostroznie i
        rozsadnie tym razem. Nie bedzie latania po swiecie i wycinania wrzodow ZAMIAST
        przeznaczania naszych pieniedzy na emerytury, szkoly, policje, bezpieczenstwo
        wewnetrzne, infrastrukture i przemysl TUTAJ, w USA.
        Euorpa i Izrael oraz inne kraje zagrozone tak czy siak beda musialy zadbac o
        swe bezpieczenstwo za swoje wlasne pieniadze. My pomozemy tylko w sytuacji
        zupelnie wyjatkowej.
        W tym byc moze sensie ta cala aktualna awantura ma jakis pozytywny wydzwiek.

        Niech zyje wolna milosc, pulchne stazystki i dobre cygara !

    • Gość: felusiak Popelniam harakiri IP: *.nyc.rr.com 10.03.03, 22:51
      Rece opadly mi juz calkowicie. Na mily Bog przestancie pisac te niesamowite
      bzdury. Czy potraficie usiasc i na zimno przeanalizowac tok myslenia?
      Jesli chodzi o rope to dlaczego nie zaanektowac Kanady, Meksyku albo
      Wenezueli. Stamtad plynie znakomita wiekszosc naftowego importu.
      Dlaczego nie zagarnac Kuwejtu. Wystarczy uznac, ze zwrocenie szybow Kuwejtowi
      po wojnie 1991 bylo pomylka i zabrac wszystko bez wystrzalu.
      Wasze idiotyczne wywody na poziomie piatoklasisty po lekturze "Plomyczka"
      i nawiedzone stwierdzenia o spisku zydowskim (Izrael od Egiptu do Iraku)
      sa do tego stopnia infantylne, ze trudno nawet na to odpisac.
      Dobra rada dla wszystkich oszolomionych nienawiscia antyamerykanistow.
      Sprobujcie po kolei wejsc w buty wszystkich graczy (Bush, Saddam, Schroerer itp
      i pomyslec. Dokonac szczegolowej analizy opcji.
      PS LeCarre jest infantylnym antysemita a jego intelektualne siki nie sa warte
      nawet wzmianki, ze nie wspomne o powaznym potraktowaniu.

      Teraz rozcinam swoj brzuch wzdluz i wpoprzek. No more felusiak.
      Szkoda czsu i nafty w lampie.
      I tylko pomyslcie nienawistne mastodonty, ze internet istnieje dzieki temu
      imperialistycznemu mocarstwu i mozecie pisac swoje idiotyzmy bez obawy
      aresztowania. Niestety cena wolnosci i swobod obywatelskich jest niepohamowana
      ekspansja glupoty. Czy chinczycy moga, albo irakijczycy?
      pozdrawiam realistow a oszolomom palec w oko.
      • Gość: Romcio Nie popelniaj IP: *.proxy.aol.com 11.03.03, 00:33
        lepei wyjedz tam, GDZIE MENTALNIE PRZYNALEZYSZ.
        do Iraku, Korei Polnocnej albo na Madagaskar.
        tam nie ma internetu.
        Oszczedzisz nam wiec swojej, duzo glupszej i bardziej szkodliwej propagandy.
    • Gość: Lechu Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.dip.t-dialin.net 11.03.03, 00:31
      drogi kolego,

      to fascynujące, jak człowiek publicznie przyznaje się, że przygotowywał się merytorycznie do tematu przez dwie godziny oglądając telewizję.
      Doprawdy - "ręce i nogi się uginają".

      Chyba najwięcej sensu w Waszych wypowiedziach znalazłem w prostej wypowiedzi felusiaka, który po prostu "wyraził zdziwienie" stanem głów większości dyskutantów.

      Naprawdę, trzeba być zwykłym głupcem, żeby wierzyć, że chodzi tylko o ropę.
      Trzeby mieć leniwy, nieruchawy i napęczniały tanimi komunałami łeb, żeby wierzyć, że każdy pokój jest lepszy od każdej wojny.
      Trzeby mieć zjejczały mózg i być niewiarygodnym ignorantem, żeby wierzyć, że UN jest narzędziem, za pomocą którego można załatwić poważne problemy.

      Trzeba być ciężko upośledzony, by wierzyć, że USA jest naszym wrogiem, a kierują nią ludzie niepoczytalni, czy po prostu głupi.

      Trzeba mieć nasrane do czaszki, żeby być przekonany, że panowie Chirac, Schroeder, Putin, czy ten chiński mandaryn, to apostołowie pokoju i praw człowieka.
      "Po owocach czynów poznasz ich", co sprawiło, że raptem wszyscy znaleźli się w jednym, doborowym towarzystwie. Mordercy, dyktytorzy, stalinowcy, agenci "w jednym stali domu". Wszyscy mają jakieś brudne interesy do załatwienia.

      Krytykowanie amerykańskiej administracji za "kowbojowatość", to typowa komunistyczna obelga. Dziwne, jak łatwo przychodzi niektórym z Was na myśl. Tymczasem na przestrzeni dziesięcioleci amerykańska polityka jest wzorem wstrzemięźliwości, profesjonalizmu i rozwagi w stosunku do mocy, jaką USA ma.
      Oczywiście, także pełna błędów, bo jak ktoś działa, to popełnia błędy. Ale nie ma nic bardziej godnego pogardy, jak tłusty, wielki eunuch zaszyty w kącie, sparaliżowany przez strach przed zrobieniem czegokolwiek i pochłaniający całą swą energię na krytykowanie czynów innych, którzy mają odwagę, chęć, czy tylko poczucie obowiązku, aby działać. Tak wyobrażam sobie w wielki skrócie, "politykę europejską".

      Trzeba udowodnić zupełną bezmyślność, kiedy co parę dni, biorąc do rąki dystrybutor i wlewając "do pełna" za rozsądną cenę, myśleć, że to się Wam należy jak psu zupa po wieki wieków amen.
      Możecie nalać i zapłacić między innymi dlatego, że w 1975 roku Amerykanie powiedzieli przedstawicielom OPEC, że jak dojdzie do następnego szantażu cenowego, to amerykańskie dywizje wylądują na polach naftowych. Od tamtego czasu, ten statement jest częścią standartowej doktryny politycznej wszystkich administracji USA.

      Dobrze jest korzystać z pax americana, bo wszyscy z tego korzystamy i nasz świat wydaje się, w porównaniu z jeszcze niedaleką przeszłością, niemal doskonały.
      Takie ujadanie przypomina mi gości, którzy przychodzą na przyjęcie, nażerają się, okradają gospodarzy, a na koniec obrabiają im dupę.

      Dzisiaj administracja Busha próbuje zdyskontować intelektualny dorobek całego dziesięciolecia pracy wielu think tanks. Bo Amerykanie, w przeciwieństwie do Europejczyków, myślą, a nie tylko wspominają. Bush pragnie skończyć z klasycznym paradygmatem polityki międzynarodowej, który zmusza USA do popierania na bliskim wschodzie albo feudałów, albo opętanych morderców (Kadafi, Saddam) za cenę stabilizacji i obrony przed ruchawkami. To właśnie plan obalenia Saddama jest próbą wyjścia z zamkniętego kręgu, w którego konsekwencji USA musiało wspierać przy władzy ludzi, którymi Amerykanie się brzydzą.
      Plan jest śmiały, może się nie udać. Jak się nie uda, to się nic nie stanie.
      Wszysko będzie po staremu - książęta, szejkowie, dyktatorzy, półkownicy...


      • macacz Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? 11.03.03, 00:51
        Gość portalu: Lechu napisał(a):

        > drogi kolego,
        >
        > to fascynujące, jak człowiek publicznie przyznaje się, że przygotowywał się
        mer
        > ytorycznie do tematu przez dwie godziny oglądając telewizję.
        > Doprawdy - "ręce i nogi się uginają".
        >

        Tak , uginaja sie.Ze bardziej papiescy od Papieza i amerykanscy od Ameryki sa
        ci, co z da;la 0od niej mieszkaja.
        I od tego, jak 15 lat po komunizmie umieja operowac komunistyczna demagogia...
        Ja napisalem, ze 2 godziny wystarczaja mi by sie PORZYGAC od glupkowatej
        demagogi...i dalej tak uwazam. Czy napisalem, ze cale moje merytoryczne
        oprzygotowanie do dyskusji, to 2 godziny ogladania TV?
        Ano, tak uwaza naczelny demagog. Widzisz swe odbicie w monitorze komputera?


        > Chyba najwięcej sensu w Waszych wypowiedziach znalazłem w prostej wypowiedzi
        fe
        > lusiaka, który po prostu "wyraził zdziwienie" stanem głów większości
        dyskutantó
        > w.
        >
        > Naprawdę, trzeba być zwykłym głupcem, żeby wierzyć, że chodzi tylko o ropę.
        > Trzeby mieć leniwy, nieruchawy i napęczniały tanimi komunałami łeb, żeby
        wierzy
        > ć, że każdy pokój jest lepszy od każdej wojny.
        Jest lepszy od TEJ wojny. Me zdnia podziela polowa , a moze wiecej, swiata.
        Nie, nie od kazdej. Wyraznie napisalem, ze nie jestem liberalnym zfiksowanym
        pacyfista. Za to ty widzisz tyljko to, co chcesz , wiec tego nie dostrzegles.
        Gratulacje, komunistyczne przygotowanie nie wygaslo prze 15 lat !
        > Trzeby mieć zjejczały mózg i być niewiarygodnym ignorantem, żeby wierzyć, że
        UN
        > jest narzędziem, za pomocą którego można załatwić poważne problemy.
        >
        > Trzeba być ciężko upośledzony, by wierzyć, że USA jest naszym wrogiem,

        Skad piszesz? Z Iraku?


        a kieruj
        > ą nią ludzie niepoczytalni, czy po prostu głupi.

        Oj....ostroznie. Bo przestrzelisz....
        >
        > Trzeba mieć nasrane do czaszki, żeby być przekonany, że panowie Chirac,
        Schroed
        > er, Putin, czy ten chiński mandaryn, to apostołowie pokoju i praw człowieka.
        > "Po owocach czynów poznasz ich", co sprawiło, że raptem wszyscy znaleźli się
        w
        > jednym, doborowym towarzystwie. Mordercy, dyktytorzy, stalinowcy, agenci "w
        jed
        > nym stali domu". Wszyscy mają jakieś brudne interesy do załatwienia.
        >
        > Krytykowanie amerykańskiej administracji za "kowbojowatość", to typowa
        komunist
        > yczna obelga.

        Tak. Prawda. Kwasniewski tak powiedzial: "On ( Bush) jest taki troche kowboj.
        Zgadza sie z ta komunistyczna obelga !!!


        Dziwne, jak łatwo przychodzi niektórym z Was na myśl. Tymczasem n
        > a przestrzeni dziesięcioleci amerykańska polityka jest wzorem
        wstrzemięźliwości
        > , profesjonalizmu i rozwagi w stosunku do mocy, jaką USA ma.


        Tak: Korea, Wietnam, Panama, Kolumbia i inne kraje "narkotykowe".
        Zamachy na politykow , swoich i cudzych. Pelna wspolpraca z Mossadem, z rodzina
        bin Ladenow i setki innych dzialan w "jedwabnych rekawiczkach".
        Do tego permanentna odmowa podpisywania jakichkolwiek protokolow
        miedzynarodowych od wielu, wielu lat.
        Tak, masz racje.

        > Oczywiście, także pełna błędów, bo jak ktoś działa, to popełnia błędy. Ale
        nie
        > ma nic bardziej godnego pogardy, jak tłusty, wielki eunuch zaszyty w kącie,
        spa
        > raliżowany przez strach przed zrobieniem czegokolwiek i pochłaniający całą
        sw
        > ą energię na krytykowanie czynów innych, którzy mają odwagę, chęć, czy tylko
        po
        > czucie obowiązku, aby działać. Tak wyobrażam sobie w wielki
        skrócie, "politykę
        > europejską".
        >
        > Trzeba udowodnić zupełną bezmyślność, kiedy co parę dni, biorąc do rąki
        dystryb
        > utor i wlewając "do pełna" za rozsądną cenę, myśleć, że to się Wam należy jak
        p
        > su zupa po wieki wieków amen.
        > Możecie nalać i zapłacić między innymi dlatego, że w 1975 roku Amerykanie
        powie
        > dzieli przedstawicielom OPEC, że jak dojdzie do następnego szantażu cenowego,
        t
        > o amerykańskie dywizje wylądują na polach naftowych. Od tamtego czasu, ten
        stat
        > ement jest częścią standartowej doktryny politycznej wszystkich administracji
        U
        > SA.


        Tak. Kolejne dzialanie "w jedwabnych rekawiczkach". Produkcji amerykanskiej,
        czyli albo tak, jak ja chce albo kula w leb.

        >
        > Dobrze jest korzystać z pax americana, bo wszyscy z tego korzystamy i nasz
        świa
        > t wydaje się, w porównaniu z jeszcze niedaleką przeszłością, niemal
        doskonały.
        > Takie ujadanie przypomina mi gości, którzy przychodzą na przyjęcie, nażerają
        si
        > ę, okradają gospodarzy, a na koniec obrabiają im dupę.
        >
        > Dzisiaj administracja Busha próbuje zdyskontować intelektualny dorobek całego
        d
        > ziesięciolecia pracy wielu think tanks. Bo Amerykanie, w przeciwieństwie do
        Eur
        > opejczyków, myślą, a nie tylko wspominają. Bush pragnie skończyć z klasycznym
        p
        > aradygmatem polityki międzynarodowej, który zmusza USA do popierania na
        bliskim
        > wschodzie albo feudałów, albo opętanych morderców (Kadafi, Saddam) za cenę
        sta
        > bilizacji i obrony przed ruchawkami. To właśnie plan obalenia Saddama jest
        prób
        > ą wyjścia z zamkniętego kręgu, w którego konsekwencji USA musiało wspierać
        przy
        > władzy ludzi, którymi Amerykanie się brzydzą.
        > Plan jest śmiały, może się nie udać. Jak się nie uda, to się nic nie stanie.
        > Wszysko będzie po staremu - książęta, szejkowie, dyktatorzy, półkownicy...


        No dobrze, wez oddech, bo byc moze tej wojny w ogole nie bedzie. Pozycja Blaira
        jest tak niepewna, ze jesli on padnie, to moze cala "koalicja" rowniez.

        >
        >
        • Gość: Lechu Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.dip.t-dialin.net 12.03.03, 21:45
          >"Korea, Wietnam, Panama, Kolumbia i inne kraje >"narkotykowe"

          Możesz krótko wyjaśnić, o co Ci chodzi?
      • Gość: MACIEJ Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.ny325.east.verizon.net 11.03.03, 00:52
        Gość portalu: Lechu napisał(a):

        > drogi kolego,
        >
        > to fascynujące, jak człowiek publicznie przyznaje się, że przygotowywał się
        mer
        > ytorycznie do tematu przez dwie godziny oglądając telewizję.
        > Doprawdy - "ręce i nogi się uginają".
        >
        > Chyba najwięcej sensu w Waszych wypowiedziach znalazłem w prostej wypowiedzi
        fe
        > lusiaka, który po prostu "wyraził zdziwienie" stanem głów większości
        dyskutantó
        > w.
        >
        > Naprawdę, trzeba być zwykłym głupcem, żeby wierzyć, że chodzi tylko o ropę.
        > Trzeby mieć leniwy, nieruchawy i napęczniały tanimi komunałami łeb, żeby
        wierzy
        > ć, że każdy pokój jest lepszy od każdej wojny.
        > Trzeby mieć zjejczały mózg i być niewiarygodnym ignorantem, żeby wierzyć, że
        UN
        > jest narzędziem, za pomocą którego można załatwić poważne problemy.
        >
        > Trzeba być ciężko upośledzony, by wierzyć, że USA jest naszym wrogiem, a
        kieruj
        > ą nią ludzie niepoczytalni, czy po prostu głupi.
        >
        > Trzeba mieć nasrane do czaszki, żeby być przekonany, że panowie Chirac,
        Schroed
        > er, Putin, czy ten chiński mandaryn, to apostołowie pokoju i praw człowieka.
        > "Po owocach czynów poznasz ich", co sprawiło, że raptem wszyscy znaleźli się
        w
        > jednym, doborowym towarzystwie. Mordercy, dyktytorzy, stalinowcy, agenci "w
        jed
        > nym stali domu". Wszyscy mają jakieś brudne interesy do załatwienia.
        >
        > Krytykowanie amerykańskiej administracji za "kowbojowatość", to typowa
        komunist
        > yczna obelga. Dziwne, jak łatwo przychodzi niektórym z Was na myśl. Tymczasem
        n
        > a przestrzeni dziesięcioleci amerykańska polityka jest wzorem
        wstrzemięźliwości
        > , profesjonalizmu i rozwagi w stosunku do mocy, jaką USA ma.
        > Oczywiście, także pełna błędów, bo jak ktoś działa, to popełnia błędy. Ale
        nie
        > ma nic bardziej godnego pogardy, jak tłusty, wielki eunuch zaszyty w kącie,
        spa
        > raliżowany przez strach przed zrobieniem czegokolwiek i pochłaniający całą
        sw
        > ą energię na krytykowanie czynów innych, którzy mają odwagę, chęć, czy tylko
        po
        > czucie obowiązku, aby działać. Tak wyobrażam sobie w wielki
        skrócie, "politykę
        > europejską".
        >
        > Trzeba udowodnić zupełną bezmyślność, kiedy co parę dni, biorąc do rąki
        dystryb
        > utor i wlewając "do pełna" za rozsądną cenę, myśleć, że to się Wam należy jak
        p
        > su zupa po wieki wieków amen.
        > Możecie nalać i zapłacić między innymi dlatego, że w 1975 roku Amerykanie
        powie
        > dzieli przedstawicielom OPEC, że jak dojdzie do następnego szantażu cenowego,
        t
        > o amerykańskie dywizje wylądują na polach naftowych. Od tamtego czasu, ten
        stat
        > ement jest częścią standartowej doktryny politycznej wszystkich administracji
        U
        > SA.
        >
        > Dobrze jest korzystać z pax americana, bo wszyscy z tego korzystamy i nasz
        świa
        > t wydaje się, w porównaniu z jeszcze niedaleką przeszłością, niemal
        doskonały.
        > Takie ujadanie przypomina mi gości, którzy przychodzą na przyjęcie, nażerają
        si
        > ę, okradają gospodarzy, a na koniec obrabiają im dupę.
        >
        > Dzisiaj administracja Busha próbuje zdyskontować intelektualny dorobek całego
        d
        > ziesięciolecia pracy wielu think tanks. Bo Amerykanie, w przeciwieństwie do
        Eur
        > opejczyków, myślą, a nie tylko wspominają. Bush pragnie skończyć z klasycznym
        p
        > aradygmatem polityki międzynarodowej, który zmusza USA do popierania na
        bliskim
        > wschodzie albo feudałów, albo opętanych morderców (Kadafi, Saddam) za cenę
        sta
        > bilizacji i obrony przed ruchawkami. To właśnie plan obalenia Saddama jest
        prób
        > ą wyjścia z zamkniętego kręgu, w którego konsekwencji USA musiało wspierać
        przy
        > władzy ludzi, którymi Amerykanie się brzydzą.
        > Plan jest śmiały, może się nie udać. Jak się nie uda, to się nic nie stanie.
        > Wszysko będzie po staremu - książęta, szejkowie, dyktatorzy, półkownicy...

        My man,Lechu.
      • feezyk Zapal krzyzowca? 11.03.03, 17:47
        Musze pogratulowac wyrazistosci jezyka.

        1) Zalozenie, ze swiat caly (w szczegolnosci
        nafta) jest wlasnoscia USA, a reszta to goscie
        wydaje mi sie cokolwiek na wyrost.


        2) Jest zupelnie klarowne, ze motywem
        dzialania Busha nie jest sen o demokratycznym
        Bliskim Wschodzie, tylko chec zastraszenia watazkow
        i zapewnienia sobie bezpieczenstwa naftowego.
        To drugie tak naprawde istotniejsze niz kwestia
        zamachow (przypomne: Arabia Saudyjska jest
        sojusznikiem), choc te drugie sa na pewno bardziej
        spektakularne. Teraz Lechu udal sie na wycieczke
        do krainy marzen o wesolym miasteczku.


        3) Poziom profesjonalizmu "materialow na Saddama",
        jakosc dyplomacji Busha, Condie i Rumsfelda
        oraz poziom argumentacji kaze watpic w
        trzezwosc sadu tej ekipy. Chyba, ze oni
        bedac bardzo madrzy, maja innych za glupcow
        lub eunuchow. To jest jednak na ogol symptom
        glupoty, wlasnie.


        4) Patrzac na Big Picture nie sposob wykluczyc
        takiego oto scenariusza. Otoz, po 1991 USA
        zaczely realizowac doktryne Huntingtona swiata
        z hegemonia USA. Takie dzialanie zawsze wywoluje
        opor, bo w przeciwnym wypadku interesy reszty
        moglyby sie, w dlugiej perspektywie, liczyc
        coraz mniej. Ten fenomen jest odpowiedzialny
        za duza czesc oporu publiki wobec ekspansywnej
        polityki Busha. Skoro ONZ nie stanowi przeszkody,
        liczy sie wylacznie sila militarna i interes
        USA, to kto jest bezpieczny? Ideologia wojny
        prewencyjnej jest bardzo niebezpieczna.


        5) Intryguje mnie wybiorczy stosunek USA do
        wlasnosci prywatnej. Jakim prawem USA mialyby
        wysylac dywizje na pola naftowe? Jest to
        klasyczna forma stosowania double standards.
        Tak to kazdy bandytyzm mozna uzasadnic.
        Ze wszyscy czerpiemy z tego korzysci?
        Widac nie dalo sie tewgo uniknac. Wiadomo
        przeciez powszechnie, ze gospodarka USA jest
        szalenie wrazliwa na ceny ropy ze
        wzgledu na swa kosztochlonnosc.


        6) Rozczulil mnie ten "swiat niemal doskonaly"
        i opis obrzydzenia Amerykanow swoimi sojusznikami.
        A propos, zalegam link o broni chemicznej.
        Co ciekawe, te same osoby w glownych rolach.

        www.guardian.co.uk/Iraq/Story/0,2763,866942,00.html

        7) Jak powinienes wiedziec, militaryzm moglby
        rozsadzic Europe, jak to juz robil wiele razy.
        Dlatego, europejska racja stanu jest nie tworzyc
        zbyt silnych armii narodowych. To oczywiscie
        utrudnia aktywnosc militarna na zewnatrz.
        Taka Bundeswehra np. dopiero od
        niedawna moze dzialac poza granicami kraju.
        Jesli idzie o potencje Europy, to jest ona
        calkiem spektakularna, tyle ze skierowana
        w inna strone niz militaryzm. Operacje
        wprowadzenia wspolnej waluty, absorpcji
        krajow postkomunistycznych sa moze niezbyt
        efektowne, ale szalenie istotne.
        Dyplomacja jest wlasciwym i uprawnionym
        sposobem prowadzenia polityki. Wojna
        tylko w ostatecznosci.


        8) Trzeba duzo zlej woli, zeby podciagnac obecna
        wojne pod sytuacje: "zgnily pokoj lepszy niz
        bolesna wojna", a protesty uzasadniac
        wylacznie przywiazaniem do status quo.


        9) Rozumiem, ze masz emocjonalny stosunek do
        USA, ale interesy nie sa brudne.
        Sa nasze albo nienasze. Pytanie, czy
        przechwycenie kontroli nad iracka nafta
        przez USA jest w interesie EU?


        10) Zapomniales dopisac do plugawej koalicji
        antywojennej starych dziadow z Watykanu i
        przeintelektualizowanego Zbiga Brzezinskiego.


        11) Na koniec pytanie.
        Czy krucjaty, zwlaszcza te schylkowe,
        sluzyly szerzeniu demokracji, pardon,
        chrzescijantwa, czy tez interesom
        handlowyym miast wloskich?
        Zwlaszcza ta, co ugrzezla w
        chrzescijanskim Konstantynopolu?

        Pozdrawiam
        F.
      • Gość: Hydraulik O IRAKU, ROPIE i INŻYNIERII SPOŁ.- LECHOWI IP: *.cidernet.pl 11.03.03, 23:55
        Gość portalu: Lechu napisał(a):

        )
        ) Naprawdę, trzeba być zwykłym głupcem, żeby wierzyć, że chodzi tylko o ropę.
        ) Trzeby mieć leniwy, nieruchawy i napęczniały tanimi komunałami łeb, żeby
        wierzyć, że każdy pokój jest lepszy od każdej wojny.

        Wszystko, nawet pokój ma swoją cenę (trawestując Józefa Becka).
        Nie uważam, że KAZDY pokój jest lepszy od wojny, ale to wcale nie jest
        wszystko jedno KIEDY wojnę się zaczyna....a teraz na Bliskim Wschodzie naprawdę
        nie ma sytuacji, która by nie groziła poważnymi konsekwencjami regionalnymi,
        których nawet dziś nie sposób przewidzieć...

        Jesli w skrywanym podtekście tej wojny nie jest ropa, to po co Chenney już w X
        2002 organizuje spotkania dla prezesów koncernów naftowych, w tym Haliburtona?
        Dlaczego lorda Johna Browne, CEO British Petroleum można często spotkać w
        siedzibie INC, emigracyjnego rządu Iraku i co z tym ma wspólnego
        znacjonalizowany przez Husseina majątek naftowego konsorcjum IPC, w którym BP
        miało 60% udziałów???


        ) Trzeby mieć zjejczały mózg i być niewiarygodnym ignorantem, żeby wierzyć, że
        )UN jest narzędziem, za pomocą którego można załatwić poważne problemy.
        ) Trzeba być ciężko upośledzony, by wierzyć, że USA jest naszym wrogiem, a
        )kierują nią ludzie niepoczytalni, czy po prostu głupi.

        Ja w skuteczność UN dawno nie wierzę. Ale to nie znaczy, że można na tę
        instytucję nasikać cienkim sikiem fi 3 przez tulejkę redukcyjną, jak to teraz
        robią USA...
        Gdzieś tu pisałeś o rozkładzie NATO i w pełni się z Tobą zgadzałem, ale czy
        zastanawiałeś się dlaczego? Czy czasem nie z powodu poczucia wyższości, jakie
        USA w ostatnich latach, a zwłaszcza za rządów Busha, demonstruje wobec innych
        państw?
        Jest takie ładne sformułowanie któregoś z amerykańskich polityków "Charakter
        misji decyduje o doborze sojuszników", które administracja Busha często
        wykorzystuje, a co w praktyce oznacza :Czekajcie na nasz telefon, a jeśli
        zadzwonimy z prośbą o pomoc, to kategorycznie żądamy - nie odmawiajcie.
        Przecież Reagan też miał podobną przewagę militarną nad Europą, jak Bush
        obecnie, jednak rozumiał doskonale, że pełnowartościowy sojusznik to taki,
        którego się należycie traktuje i docenia, (czasem nawet ponad miarę, na którą
        zasługiwał - ot, sztuka dyplomatycznego łechtania ego)....a nie ustawia po
        kątach, sugerując mu, ze jego miejsce co najwyżej pod schodami.

        Czy USA kierują ludzie niepoczytalni lub głupi? Nie, raczej próbujący tej samej
        cynicznej gry politycznej, w której dużą wprawę ma Francja....

        Co do UN - to nie jest tylko 160 panów z róznych krajów - to jest także
        światowa opinia publiczna. Co ma mysleć ta opinia, jeśli zamiast poważnych
        dowodów dostaje wprawki doktoranckie angielskich studentów a rzekome dowody na
        sprowadzanie przez Irak materiałów do produkcji broni masowego rażenia okazują
        się być sfałszowane (raport ElBaradei, przedstawiony 7.03)?

        CZY TO NIE ZNACZY CZASEM - MAMY WAS W DUPIE I ZROBIMY, CO CHCEMY, JESTESCIE Z
        NAMI?-OK, NIE, TO DROGA WOLNA, BO TO MY JESTEŚMY SUPERMOCARSTWO, A NIE WY????


        ) Trzeba mieć nasrane do czaszki, żeby być przekonany, że panowie Chirac,
        )Schroeder, Putin, czy ten chiński mandaryn, to apostołowie pokoju i praw
        )człowieka. "Po owocach czynów poznasz ich: (...). Wszyscy mają jakieś brudne
        )interesy do załatwienia.

        To ostatnie zdanie jest zasadniczo dobre, ale powinno brzmieć: Wszyscy, nie
        wyłączając USA, mają jakieś brudne interesy do załatwienia - wtedy będzie OK.

        Co do Chin, Rosji i Francji - te państwa mają podpisane z Husseinem umowy na
        eksploatację złóż ropy (a więc znowu ropa w podtekście, co???), często już
        zapłacone (rosyki Łukoil- złoże West Qurma, francuski TotalElfFina złoże
        Majoon). Te umowy po wkroczeniu USA do Iraku to będzie papier toaletowy.
        Waszyngtońska Brookings Institution ocenia, że Hussein jest winny Rosji 8 mld
        USD, a Francji 9 mld USD -tymczasem amerykanie nie są wcale skłonni do
        wypłacenia "odszkodowań w irackiej ropie" za umowy z Husseinem, które stracą
        swoją ważność, bo karty po wojnie mają rozdawać koncerny z USA + BP, a
        Haliburton, w którym spore udziały ma wiceprezydent Chenney, chętnie by
        zamienił się z Francuzami na złożu Majoon....
        Postawa Francji, Rosji i Chin to próba ostrego wywarcia nacisku na USA o zmianę
        podziału łupów....

        )Tymczasem na przestrzeni dziesięcioleci amerykańska polityka jest wzorem
        )wstrzemięźliwości profesjonalizmu i rozwagi w stosunku do mocy, jaką USA ma.
        ) Oczywiście, także pełna błędów, bo jak ktoś działa, to popełnia błędy.

        Nikt nie odbiera USA wielkich momentów historycznych i WIELKICH ZASŁUG. Tylko,
        że jeśli ktoś w przeszłości się zasłużył, to nie znaczy, że jego każde
        postępowanie ma być zaraz z gwizdu popierane i odbierane jako słuszne...

        ) Dzisiaj administracja Busha próbuje zdyskontować intelektualny dorobek całego
        )dziesięciolecia pracy wielu think tanks. Bo Amerykanie, w przeciwieństwie do
        )Europejczyków, myślą, a nie tylko wspominają.

        Czyli think tanks wymyslą i potem wcielamy w życie? Nie przeceniasz możliwości
        inżynierii społecznej? Na Bliskim Wschodzie? Gdzie choćby sam tylko problem
        kurdyjski to konieczność uwzględnienia co najmniej 4 zmiennych składowych -
        Syrii, Turcji Iranu i Iraku i ich wpływu na sytuację? Czy to można oszacować?
        Czy jakikolwiek think tank jest w stanie przewidzieć reakcję Kurdów na kolejne
        olanie ich, tym razem przez USA? Przecież USA nie dadzą Kurdom niepodległości,
        bo to od razu oznacza bunt Irakijczyków przeciw Amerykanom za próbę rozbioru
        państwa irackiego, że o reakcjach Turcji, Iranu i Syrii nie wspomnę i zamiast
        stabilizacji mamy konieczność długotrwałej okupacji Iraku przez wojska USA...
        A co z Iranem, przedrewolucyjną sytuacją w Arabii Saudyjskiej itp. - to,
        kolejne zmienne w układzie wileokrotnie wzajemnie sprzęzonym, czy to można
        przewidzieć?
        Ja też tu spekuluję, nie roszczę sobie pretensji do dokładnego przewidywania
        biegu wydarzeń, ale czy jakikolwiek think tank różni się w tym aż tak bardzo
        ode mnie, poza oczywiście dużo wyższym poziomem wiedzy tematycznej????

        )Bush pragnie skończyć z klasycznym paradygmatem polityki międzynarodowej,
        )który zmusza USA do popierania na bliskim wschodzie albo feudałów, albo
        )opętanych morderców (Kadafi, Saddam) za cenę stabilizacji i obrony przed
        )ruchawkami. To właśnie plan obalenia Saddama jest próbą wyjścia z zamkniętego
        )kręgu, w którego konsekwencji USA musiało wspierać przy władzy ludzi, którymi
        )Amerykanie się brzydzą.

        A tym ostatnim zdaniem toś mnie już rozśmieszył...USA się brzydzą??Zapewne
        prywatnie niektórzy politycy amerykańscy tak, ale jakże ochoczo USA zastąpiły w
        Kongu "francuskiego" Mobutu Sese Seko "swoim" Kabilą, który tym się różnił od
        poprzednika (teraz rządzi już Joseph Kabila, syn Laurenta, taki sam jak
        ojciec), że nieco mniej kradnie, bo o prawa człowieka "dba" tak samo jak
        Mobutu.
        Jakoś nie brzydzą się za to kontraktami górniczymi, jakie konsorcja
        amerykańskie ostatnio dostają w Kongu na potęgę, z czym wyraźne trudności mają
        dawni liderzy, Francuzi....

        Poza tym ,jeśli Bushowi tak bardzo zależy na prawach człowieka, to dlaczego nie
        zrobi porządku np. w Birmie lub Liberii, gdzie rządzą mordercy porównywalni z
        Husseinem? Ja rozumiem, że obrona praw człowieka w Czeczenii to konflikt z
        Rosją, a w Tybecie - z Chinami, ale w takiej Liberii?
        Zwłaszcza, że USA ma tu specjalne prawa - to przecież państwo założone przez
        byłych niewolników z USA i nikt nie będzie oponował...no tak, ale co może
        zaoferować Liberia?? Ropę? Diamenty (to nie Sierra Leone...)??
        To już lepiej zacząć mieszać w tyglu wojny domowej na Wybrzeżu Kości Słoniowej,
        można za jednym zamachem zagrać na nosie Francji i spróbować coś utargować w
        tym największym na świecie dostawcy kakao, dotychczasowej wyłącznej domenie
        Paryża, nie???A że to niemoralne?? A od kiedy to polityka, w tym polityka pax
        americana musi zaraz być moralna???

        • Gość: 4a Re: O IRAKU, ROPIE i INŻYNIERII SPOŁ.- LECHOWI IP: *.sfpl.org 12.03.03, 00:05

          Wszystkie znaki na niebie i na ziemi w postaci wskaznikow mowia ze wojny nie
          bedzie. Pytanie co dalej?
        • Gość: Hydraulik Re: O IRAKU, ROPIE reszta postu - LECHOWI IP: *.cidernet.pl 12.03.03, 00:07
          Lechu napisał:

          >Plan jest śmiały, może się nie udać. Jak się nie uda, to się nic nie stanie.
          >Wszysko będzie po staremu - książęta, szejkowie, dyktatorzy, półkownicy...

          A co będzie, jeśli wynikiem tego planu za 15-20 lat bedą atomowe zgliszcza
          Chicago, spowodowane udanym zamachem jakiegoś nowego Osamy???
          Bush jr wystąpi w TV i przeprosi naród za swą krótkowroczność sprzed 15-20
          lat??? :-)))))
          A może jakiś Think Tank coś tu przewidział i podał środki zaradcze??? :-))))

          A może nic się nie stanie??? W sytuacji, gdy USA czeka najprawdopodobniej
          wieloletnia okupacja Iraku, by zapobiec rozpadowi tego kraju na 3 częsci??
          Na pewno NIC SIĘ NIE STANIE????

          • Gość: Lechu Re: O IRAKU, ROPIE reszta postu - LECHOWI IP: *.dip.t-dialin.net 12.03.03, 01:39
            Równanie
            Amearykańska polityka = arabski terroryzm

            jest tak samo niedopuszczalnym nadużyciem, jak
            równanie

            polityka izraela = arabski terroryzm.


            Bzdura, ale dla niektórych użyteczna.
            • Gość: Hydraulik USA policy=Arab terrorism - LECHOWI IP: *.cidernet.pl 12.03.03, 07:00
              Gość portalu: Lechu napisał(a):

              > Równanie
              > Amearykańska polityka = arabski terroryzm
              >
              > jest tak samo niedopuszczalnym nadużyciem, jak
              > równanie
              >
              > polityka izraela = arabski terroryzm.
              >
              >
              > Bzdura, ale dla niektórych użyteczna.

              To nie jest równianie tożsamościowe, to byloby za proste. W świecie realnym nic
              nie jest tak jednoznacznie proste....
              Ale nie jest też tak, ze to NIE MA ŻADNEGO WPŁYWU....
              W końcu Osama nie wziął się z powietrza i nie przez przypadek zaatakował WTC...
              on coś chciał tym czynem osiągnąć, prawda? Tylko nie pisz tak jak Maciej, że to
              zboczony fanatyk....stronę religijną jego działań pomińmy i skupmy się na
              części politycznej...
              A DASZ GWARANCJĘ, ŻE DŁUGOLETNIA OKUPACJA IRAKU PRZEZ USA, NIE SPOWODUJE
              ŻADNYCH ZE STRONY ARABÓW ŻADNYCH KROKÓW ODWETOWYCH, Z TERRORYZMEM WŁĄCZNIE????

              20 lat temu CIA zaczęło szkolić pewnego młodego Araba, dotychczasowego
              bawidamka, świeżo nawróconego na wahhabicki islam, jak zorganizować pieniądze
              na działalność partyzantów, jak stworzyć autonomiczną siatkę, w której jedni o
              drugich nie wiele wiedzą, jak organizować zamachy itp.
              Czy ktoś z nich przypuszczał, że za 20 lat ten już nie młody Arab uderzy w WTC
              i korzystając z nauk CIA założy autonomiczną AlQaedę???

              Poza tym, przeczytaj proszę I część mojego postu: O Iraku, ropie i inżynierii
              społecznej...


              • Gość: MACIEJ PSYCHOLE RUINUJA,BO NIE UMIEJA BUDOWAC. IP: *.ny325.east.verizon.net 12.03.03, 07:34
                Gość portalu: Hydraulik napisał(a):

                > W końcu Osama nie wziął się z powietrza i nie przez przypadek zaatakował
                WTC...
                > on coś chciał tym czynem osiągnąć, prawda? Tylko nie pisz tak jak Maciej, że
                to
                > zboczony fanatyk....stronę religijną jego działań pomińmy i skupmy się na
                > części politycznej...

                TAM NIE MA CZESCI POLITYCZNEJ.
                OSAMA-TO JEST CHORY CZLOWIEK NA UMYSLE,KTOREGO RODZINA SIE WYRZEKLA.

                > A DASZ GWARANCJĘ, ŻE DŁUGOLETNIA OKUPACJA IRAKU PRZEZ USA, NIE SPOWODUJE
                > ŻADNYCH ZE STRONY ARABÓW ŻADNYCH KROKÓW ODWETOWYCH, Z TERRORYZMEM WŁĄCZNIE????

                Terroryzm bedzie zawsze,tak jak glupiludzie beda zawsze i tak jak chorzy
                psychicznie beda zawsze.
                NORMALNY CZLOWIEK BUDUJE A NIE RUINUJE.
                PSYCHOLE RUINUJA,BO NIE UMIEJA BUDOWAC.
                Trzeba duzo wiekszych zdolnosci zeby budowac niz ruinowac.
              • Gość: felusiak Do swoich 3 groszy dorzucam czwarty i piaty IP: *.nyc.rr.com 12.03.03, 17:33
                Szanowni dyskutanci i nadeci politykierzy. Zagladam tu niemal codziennie i
                nadziwic sie nie moge, ze w tylu glowach nic oprocz gestego dymu nie mozna
                znalezc. Mam niezla zabawe.
                Jedyny uczestnik, ktorego wypowiedzi maja sens jest Lechu. Reszta nie warta
                nawet wzmianki. Dyskutanci-eksperci od wszystkiego, nawiedzeni duchem dolozenia
                Ameryce. Ideologiczna dewiacja zaslepiajaca rzeczywistosc.

                Na forum swiat jest watek o terroryscie kurdyjskim. 20 becwalow dyskutuje o
                sprawach tureckich nie majac najmniejszego pojecia. Jeden nawet rozmawial z
                Kurdem i ma wyrobione zdanie. To ja mu na to, ze rozmawialem z gujanczykiem
                i w dalszym ciagu w sprawach Gujany jestem ciemny. Dlatego o Gujanie nie pisze.
                Hydraulikowi, ktory w tak typowo "logiczny" sposob potrafi wytlumaczyc
                zaleznosci polecam wierszyk na pamiec:
                Jam krol Herod,
                Pan nad pany.
                Ziemia s kfiatamy,
                powietsze s ptakamy,
                woda s rybamy
                to wszystko lezy
                pod mejemy nogamy

                Pozostalej czeredzie:
                Zuchi maluchi,
                Lapcie muchi f paluchi,
                rzucajcie na blachi,
                bedo wybuchi az po same dachi.

                Chyba rozpruje szew na moim brzuchu wykonany nicmi chirurgicznymi made in USA
                i pozwole dokonac sie wczesniej popelnonemu przeze mnie harakiri.
                • feezyk Re: Do swoich 3 groszy dorzucam czwarty i piaty 12.03.03, 17:42
                  Gość portalu: felusiak napisał(a):

                  > Szanowni dyskutanci i nadeci politykierzy.
                  > Zagladam tu niemal codziennie i
                  > nadziwic sie nie moge, ze w tylu glowach nic oprocz
                  > gestego dymu nie mozna znalezc.

                  Gratuluje merytorycznych argumentow.

                  > Mam niezla zabawe.
                  > Jedyny uczestnik, ktorego wypowiedzi maja sens jest
                  Lechu.

                  Nie musisz byc az tak samokrytyczny.
                  Ale fakt faktem, Lechu super pisze.
                  Zawsze czytam z przyjemnoscia.


                  > Reszta nie warta nawet wzmianki.
                  > Dyskutanci-eksperci od wszystkiego, nawiedzeni
                  > duchem dolozenia Ameryce.
                  > Ideologiczna dewiacja zaslepiajaca rzeczywistosc.
                  >

                  Dalej sladu argumentu.


                  > Chyba rozpruje szew na moim brzuchu wykonany nicmi
                  > chirurgicznymi made in USA i pozwole dokonac sie
                  > wczesniej popelnonemu przeze mnie harakiri.

                  Napisz koniecznie jak bylo.
                  Przynajmniej bedzie ciekawie.

                  Pozdrawiam
                  F.
                • huncwot Najglupszy zas jestes ty sam --------------------- 12.03.03, 17:45
                  Gość portalu: felusiak napisał(a):

                  > Szanowni dyskutanci i nadeci politykierzy. Zagladam tu niemal codziennie i
                  > nadziwic sie nie moge, ze w tylu glowach nic oprocz gestego dymu nie mozna
                  > znalezc. Mam niezla zabawe.
                  > Jedyny uczestnik, ktorego wypowiedzi maja sens jest Lechu. Reszta nie warta
                  > nawet wzmianki. Dyskutanci-eksperci od wszystkiego, nawiedzeni duchem
                  dolozenia
                  > Ameryce.

                  Tak wlasnie jest.
                  Nie potrafisz podjac dyskusji konstruktywnej, pierdolisz nadete komunaly z
                  pozycji kogos, kto pojadl wszystkie rozumy tylko dlatego ze mieszka w USA.
                  Prawda obiektywna zas w tej materii jest taka, ze zobaczymy jak wygladac bedzie
                  ta twa madrosc za rok- dwa i jaka bedzie pozycja w swiecie twej nowej ojczyzny
                  PO WOJNIE , przeprowadzonej na wlasne ryzyko i wlasna reke. Swiat podobno nie
                  moze sie obejsc bez USA. Czy USA obejda sie bez swiata ?
                  Przez grzecznosc pomine tu fakt, ze swiadectwo polglowka wystawiasz sobie sam,
                  wchodzac na ten post. Smiesza cie glupie dysputy to po chuja tu zagladasz ???!!!
                  Jak wybierasz knajpe to idziesz do takiej, gdzie jedzenie smierdzi i rzygac sie
                  chce , tylko po to zeby ponarzekac na chujowy serwis?
                  Otrzezwiej gosciu.
                • Gość: Hydraulik SZANOWNY FELUSIAKU.....Mój 7 grosz IP: *.cidernet.pl 15.03.03, 00:26
                  Gość portalu: felusiak napisał(a):

                  > Szanowni dyskutanci i nadeci politykierzy. Zagladam tu niemal codziennie i
                  > nadziwic sie nie moge, ze w tylu glowach nic oprocz gestego dymu nie mozna
                  > znalezc. Mam niezla zabawe.
                  > Jedyny uczestnik, ktorego wypowiedzi maja sens jest Lechu. Reszta nie warta
                  > nawet wzmianki. Dyskutanci-eksperci od wszystkiego, nawiedzeni duchem
                  dolozenia
                  > Ameryce.

                  Nikt ostatnio, drogi Felusiaku nie dołożył tak Ameryce, jak Ona sama sobie tzw.
                  wystąpieniem Powella na forum ONZ...
                  Wprawki angielskich doktorantów + ewidentne fałszerstwo dowodów, że Irak
                  sprowadza broń masowego rażenia, które wyszło przy okazji Raportu M.ElBaredei
                  7.03.2003 (to nie mój wymysł, pisał o tym Washington Post:
                  www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A59403-2003Mar7.html )

                  Wybacz, ale nie cierpię, gdy ktoś, (tu USA) traktuje mnie jak idiotę....
                  a tu TAK właśnie ZOSTAŁEM POTRAKTOWANY.
                  Należałem do ludzi, którzy nie umieli się zdecydować ZA czy PRZECIW, bo w
                  każdym z tych rozwiązań umiałem znaleźć pozytywy i negatywy, tak było do czasu
                  wystąpienia Powella - liczyłem, że Powell pomoże mi wybrać opcję...i w pewnym
                  sensie pomógł....

                  Bardzo mnie też boli, że zrobił to C. Powell, którego zawsze będę szanował za
                  to, że słowo moralność coś dla niego znaczy, w odróżnieniu od takiego np.
                  Rumsfelda, który w latach 80-tych był w grupie decydentów z adm Reagana, jakie
                  technologie i licencje na broń ( w tym broń chemiczną) przekazać Irakowi do
                  walki z Iranem, a co dzisiaj głosi, sam wiesz....


                  > Hydraulikowi, ktory w tak typowo "logiczny" sposob potrafi wytlumaczyc
                  > zaleznosci polecam wierszyk na pamiec:
                  > Jam krol Herod,
                  > Pan nad pany.
                  > Ziemia s kfiatamy,
                  > powietsze s ptakamy,
                  > woda s rybamy
                  > to wszystko lezy
                  > pod mejemy nogamy

                  Dziękuję za wierszyk, choć muszę przyznać, że nie bardzo rozumiem związek... ja
                  nie mam zamiaru mordować "młodzianków" :-)))))

                  Ale wróćmy do Powella - czyli można oszukiwać, bo cel uświęca środki???
                  Na pewno???

                  Muszę siegnąć do historii - w latach 50-tych CIA rozpoczęła głównie w krajach
                  Ameryki Południowej akcję "fizycznej likwidacji niektórych wrogich sił i
                  elementów" (tak eufemistycznie określono komunistów) -początkowo likwidowano
                  rzeczywiście jedynie takich, którzy na to zasługiwali (np."wybitnych" morderców
                  z komunistycznych partyzantek) jednak już w II poł. lat 60-tych wybuchła na tym
                  tle seria skandali, która ciągnęła się za rządów Nixona -CIA zaczęła likwidować
                  w tajnych operacjach niektórych południowoamerykańskich intelektualistów i
                  ludzi "komunizujących", czasem już według tylko sobie znanego klucza, dodatkowo
                  operacje takie były przeprowadzane niezbyt starannie i w kilku przypadkach
                  likwidatorzy pozostawili ślady wskazujące na zleceniodawcę...doszło do tego, że
                  Gerald Ford specjalną dyrektywą w 1976 r. zabronił wszystkim służbom USA
                  likwidacji w tajnych operacjach zagranicznych osób fizycznych - zakaz
                  obowiązuje do dziś, a dziś p. Bush jr zastanawia się, czy go nie złamać, by
                  załatwić Husseina.
                  Widzisz, gdy cel uświęca środki, istnieje ogromne ryzyko, że skupiając się na
                  środkach, stracisz z oczu CEL...

                  > Chyba rozpruje szew na moim brzuchu wykonany nicmi chirurgicznymi made in USA
                  > i pozwole dokonac sie wczesniej popelnonemu przeze mnie harakiri.

                  Ja nie jestem antyamerykański, jak próbujesz mi to wmówić - ja tylko twierdzę,
                  że w Irackiej rozgrywce WSZYSCY (nie wyłączając USA) grają znaczonymi kartami i
                  gdy tylko mogą, wyciągają kolejne asy z rękawów, które to asy często pochodzą z
                  innej talii, co widać już na pierwszy rzut oka....i każda ze stron tego pokera
                  (USA, EU, Chiny czy Irak) ma już po kilka asów na ręce...(choć talia ma ich
                  jedynie 4). Tak to wygląda z mojej perspektywy......

                  PZDR
              • Gość: Lechu Re: USA policy=Arab terrorism - hydraulikowi IP: *.dip.t-dialin.net 12.03.03, 22:11
                >Czyli think tanks wymyslą i potem wcielamy w życie? Nie >przeceniasz możliwości
                >inżynierii społecznej? Na Bliskim Wschodzie? Gdzie choćby sam tylko problem
                >kurdyjski to konieczność uwzględnienia co najmniej 4 >zmiennych składowych -
                >Syrii, Turcji Iranu i Iraku i ich wpływu na sytuację? >Czy to można oszacować?
                >Czy jakikolwiek think tank jest w stanie przewidzieć >reakcję Kurdów na kolejne
                >olanie ich, tym razem przez USA? Przecież USA nie dadzą >Kurdom niepodległości,
                >bo to od razu oznacza bunt Irakijczyków przeciw >Amerykanom za próbę rozbioru
                >państwa irackiego, że o reakcjach Turcji, Iranu i Syrii >nie wspomnę i zamiast
                >stabilizacji mamy konieczność długotrwałej okupacji >Iraku przez wojska USA...
                >A co z Iranem, przedrewolucyjną sytuacją w Arabii >Saudyjskiej itp. - to,
                >kolejne zmienne w układzie wileokrotnie wzajemnie >sprzęzonym, czy to można
                >przewidzieć?

                Nie.
                Ale, primo, działanie wg. starych schematów jest w gruncie rzeczy pozbawione sensu. Od 50 lat ta zabawa trwa, a jedynym efektem jest stała radykalizacja społeczeństw regionu i ciągła eskalacja przemocy. Znaczy, coś nie gra w tym systemie "polityki międzynarodowej po bożemu wg. pryncypiów UNO".

                secundo:

                Największą głupotą byłoby dać się zaszantażować terrorystom.
                Wtedy nic nie ma sensu, bo kto wie, którego z miliarda Arabów na wieść o decyzji sprzedaży do rzeźni wielbłąda z ZOO na Kamczatce, raptem nie ogarnie starsza wściekłość i ból głowy, i to taki, że w konsekwencji zdecyduje się on na wrzucenie granatu do przedszkola w Warszawie na znak protestu.

                Ja jestem zdania, że jedynym ekwiwalentnym kontrargumentem na siłę jest siła. Reszta, to austriackie gadanie i rojenia zdemolowanych przez LSD mózgów w głowach postarzałych 68-tych.

                Działanie na płaszczyźnie pokojowej jest kwestią takiej samej konwencji, jak gra np. w szachy: wszystko ma sens, dokóki wszyscy przestrzegają reguł.

                Nie można też mówić, że bawimy się w gry niesiłowe, skoro siła leży właściwie tylko po jednej stronie. Wtedy wola narzucenia takiej konwencji jest tylko naiwną próbą ograniczenia pola swobody tej strony, która tą siłą dysponuje. Gry niesiłowe mają tylko sens w warunkach względnej równowagi.
                Im bardziej więc USA będą pozbawione równorzędnych przeciwników, tym bardziej będą niechętne "klubom dyskusyjnym politycznych impotentów".
                Politycznych, bo polityka, to siła+prawo międzynarodowe.
                Impotentów, po prawa za którymi nie stoi siła, to czysta impotencja.


                • Gość: Hydraulik CO WIE WATYKAN???? NIE TYLKO LECHOWI... IP: *.cidernet.pl 16.03.03, 00:06
                  Gość portalu: Lechu napisał(a):

                  > Ale, primo, działanie wg. starych schematów jest w gruncie rzeczy pozbawione
                  >sensu. Od 50 lat ta zabawa trwa, a jedynym efektem jest stała radykalizacja
                  >społeczeństw regionu i ciągła eskalacja przemocy. Znaczy, coś nie gra w tym
                  >systemie"polityki międzynarodowej po bożemu wg. pryncypiów UNO".

                  Uważasz, że wprowadzenie wojsk amerykańskich do Iraku i przypuszczalnie ich
                  długotrwała tam obecność po to, by utrzymać stabilność polityczną i jedność
                  tego kraju w jego granicach mniej lub bardziej zbliżonych do obecnych nie
                  przyczyni się do dalszej, jeszcze większej "radykalizacji społeczeństw regionu"?
                  Już dziś w krajach arabskich popularna jest upraszczająca, stereotypowa kalka,
                  że Bush rozpoczyna nową krucjatę przeciw Islamowi....tę kalkę można bardzo
                  łatwo wykorzystać w krajach islamskich....To jest, mówiąc językiem
                  konfucjańskiej sztuki dyplomacji "stąpanie po ogonie tygrysa", który albo nas
                  ukąsi, albo nie...
                  Amerykanie chcą podjąć eksperyment na żywym ciele (swoją drogą na ogół każde
                  działanie polityczne jest takim eksperymentem bez możliwości powrotu do pozycji
                  wyjściowych). Pytanie - czy dobrze obliczyli swe siły i możliwości wyjaśni się
                  za ok. 2-3 lata, a w miarę pełny wgląd w sytuację my, szarzy ludzie będziemy
                  mieć za lat 20...
                  >
                  > secundo:
                  >
                  > Największą głupotą byłoby dać się zaszantażować terrorystom.
                  > Wtedy nic nie ma sensu, bo kto wie, którego z miliarda Arabów na wieść o
                  >decyzji sprzedaży do rzeźni wielbłąda z ZOO na Kamczatce, raptem nie ogarnie
                  >starszna wściekłość i ból głowy, i to taki, że w konsekwencji zdecyduje się on
                  >na wrzucenie granatu do przedszkola w Warszawie na znak protestu.

                  Na razie nikt nie daje się zaszantażować terrorystom i USA bardzo słusznie
                  gonią ibn Ladina, BĘDĄCEGO NADAL REALNYM ZAGROŻENIEM DLA AMERYKI.

                  Tylko czy Hussein zagraża DZIŚ USA? Z wojskami sojuszniczymi patrolującymi 2/3
                  terytorium jego kraju???
                  Pozostawiony sam sobie i niepilnowany zapewne prędzej czy później zdobyłby broń
                  jądrową, tylko czy On jest niepilnowany przez ostatnie 12 lat??? Wystarczył
                  niewielki ruch przy 38 równoleżniku i już Cruise'y lecą na irackie głowy.
                  Napisałem o tej kalce z krzyżowcem - z tego punktu naprawdę może być wielu
                  ochotników dla Osamy i jego następców, którzy dziś jedynie słowami są przeciw
                  Ameryce - jeśli coś pójdzie nie tak z Irakiem, Ci ludzie przejdą od słów do
                  czynów...dziś jednak oni są tylko niezadowoleni i NIKOGO NIE SZANTAŻUJĄ,
                  zradykalizować ich jest jednak bardzo łatwo...Czy Amerykanie zdają sobie sprawę
                  ze skali tego zagrożenia?


                  >Ja jestem zdania, że jedynym ekwiwalentnym kontrargumentem na siłę jest siła.
                  >Reszta, to austriackie gadanie i rojenia zdemolowanych przez LSD mózgów w
                  >głowach postarzałych 68-tych.

                  A co sądzisz o postawie Watykanu?? WOJTYŁA TEŻ ĆPAŁ W LATACH 60-TYCH I CHODZIŁ
                  Z PACYFĄ POD SUKENNICAMI, KRZYCZĄC MAKE LOVE NOT WAR??
                  Dlaczego zaryzykował swój autorytet i chce rozmawiać z Tarikiem Azizem, czym
                  wzbudził gniew amerykańskiej neofitki Oriany Fallaci, która oskarżyła go o
                  współdziałanie z terrorystami i stawanie po stronie sił ciemności??
                  Czy w grę wchodzi tu jedynie przypisywana Wojtyle przez dziennikarzy niechęć do
                  Busha jr ( w odróżnieniu od sympatii wobec Taty)?

                  CO WIE WATYKAN O TEJ WOJNIE, ŻE TAK JEDNOZNACZNIE OPOWIADA SIĘ PRZECIW?

                  A że wie bardzo dużo, w to nie wątpię - dyplomacja watykańska zawsze należy do
                  najlepiej poinformowanych, za co jest wysoko ceniona - co wynika m.in. z tego,
                  że to, co inne państwa muszą zdobywać często metodami wywiadowczymi (informacje
                  o nastrojach w kręgach władzy itp.) Watykan dostaje na tacy niemalże oficjalnie
                  poprzez system nuncjatury i jej współpracy ze świeckim strukturami kościelnymi.

                  Czy Wojtyła nie rozumie, że obalenie Husseina to wyzwolenie ludności Iraku z
                  jednej z gorszych tyranii? On, który doświadczył względnie łagodnej tyranii
                  polskiego realsocjalizmu?? Co to jest za czynnik, że położony przez JP II na
                  szali może zrównoważyć argument takiego kalibru i spowodować, że będzie On tak
                  wyraźnie przeciw poprawie doli ludzi, cierpiących w Iraku???
                  Tylko nie pisz slowami Fallaci o sklerozie Wojtyły ( u Ciebie w Niemczech to
                  częsty, acz bezpodstawny zarzut)- jakkolwiek ciało odmawia mu posłuszeństwa, to
                  umysł ma nadal ostry jak brzytwa....

                  Przecież Watykan nie oponował w czasie "Pustynnej Burzy", popierał też
                  interwencję w Somalii i udzielił bardzo ostrożnego poparcia dla NATO w Kosowie
                  (ostrożnego, by nie zadrażniać stosunków między prawosławną Serbią i katolicką
                  Chorwacją) - I NAGLE TAK JEDNOZNACZNIE I SILNIE PRZECIW????
                  Odnośnie zaś do "politycznych impotentów" - stare pytanie Stalina :"Ile dywizji
                  ma Watykan"?

                  > Działanie na płaszczyźnie pokojowej jest kwestią takiej samej konwencji, jak
                  >gra np. w szachy: wszystko ma sens, dokóki wszyscy przestrzegają reguł.
                  >Nie można też mówić, że bawimy się w gry niesiłowe, skoro siła leży właściwie
                  >tylko po jednej stronie. Wtedy wola narzucenia takiej konwencji jest tylko
                  >naiwną próbą ograniczenia pola swobody tej strony, która tą siłą dysponuje.

                  A zatem : "Cuius potentio, eus maximae regio"? Kto ma siłę i możliwość, ma
                  prawo dyktować swe warunki i tą siłę bezwzględnie wykorzystać? USA nowym
                  Rzymem?? Dziś ta siła przeciw Irakowi, jutro przeciw Korei czy Libii, ale
                  pojutrze np. przeciw Wenezueli czy Meksykowi???Przecież nie trzeba oglądać się
                  na "politycznych impotentów", to MY, SUPERMOCARSTWO decydujemy z kim nam po
                  drodze, a kto nasz wróg - ten ton trochę przebija z zachowania USA na forum
                  mięzynarodowym ostatnio, jakkolwiek jest nadal o kilka oktaw niżej od timbr'u
                  Twojej wypowiedzi....JAKŻE DALEKO OD OJCÓW ZAŁOŻYCIELI...
                  Ja mam nadzieję, że to jedynie Twoja Lechu wizja roli USA w świecie, że w
                  Waszyngtonie nikt nigdy nie będze skłonny posunąć się tak daleko, bo jeśli nie,
                  to biada nam...

    • Gość: felusiak Zza grobu chyle czola przed Lechem IP: *.nyc.rr.com 11.03.03, 01:51
      Harakiri juz niemal w calosci wykonane. Coraz ciezej dosiegnac klawiatury.
      Wnetrznosci odpychaja laptop dalej i dalej ode mnie.
      Raptem dostrzegam post Lecha. Iskra nadziei blyska jaskrawie. Upycham
      wnetrznosci spowrotem i zaszywam nicmi hirurgicznymi made in USA.
      Lechu ty jeden przywrociles mi nadzieje, ze matoly jednak nie opanowaly swiata
      calkowicie. Dzieki ci Lechu. Pozdrawiam, a reszcie mastodontow, matolow palce
      w oko dwa i pol.
      • Gość: Romcio Stary Bush madrzeje ??!!!??? IP: *.proxy.aol.com 11.03.03, 02:00
        Ile ten gosciu ma lat?
        No,a ale podobno lepiej pozno niz wcale !!!!!!

        "THE first President Bush has told his son that hopes of peace in the Middle
        East would be ruined if a war with Iraq were not backed by international unity.
        Drawing on his own experiences before and after the 1991 Gulf War, Mr Bush Sr
        said that the brief flowering of hope for Arab-Israeli relations a decade ago
        would never have happened if America had ignored the will of the United
        Nations.

        He also urged the President to resist his tendency to bear grudges, advising
        his son to bridge the rift between the United States, France and Germany.

        “You’ve got to reach out to the other person. You’ve got to convince them that
        long-term friendship should trump short-term adversity,” he said.

        The former President’s comments reflect unease among the Bush family and its
        entourage at the way that George W. Bush is ignoring international opinion and
        overriding the institutions that his father sought to uphold. Mr Bush Sr is a
        former US Ambassador to the UN and comes from a family steeped in multi-
        lateralist traditions.

        Although not addressed to his son in person, the message, in a speech at Tufts
        University in Massachusetts, was unmistakeable. Mr Bush Sr even came close to
        conceding that opponents of his son’s case against President Saddam Hussein,
        who he himself is on record as loathing, have legitimate cause for concern.

        He said that the key question of how many weapons of mass destruction Iraq
        held “could be debated”. The case against Saddam was “less clear” than in 1991,
        when Mr Bush Sr led an international coalition to expel invading Iraqi troops
        from Kuwait. Objectives were “a little fuzzier today”, he added.

        After the Gulf War, Mr Bush Sr steered Israel and its Arab neighbours to the
        Madrid conference, a stepping stone to the historic Israeli-Palestinian Oslo
        accords, in much the same way that the present President has talked about the
        removal of Saddam as opening the way to a wider peace in the region.

        In an ominous warning for his son, Mr Bush Sr said that he would have been able
        to achieve nothing if he had jeopardised future relations by ignoring the
        UN. “The Madrid conference would never have happened if the international
        coalition that fought together in Desert Storm had exceeded the UN mandate and
        gone on its own into Baghdad after Saddam and his forces.”

        Also drawing on the lessons of 1991, he said that it was imperative to mend
        fences with allies immediately, rather than waiting until after a war. He had
        been infuriated with the decision of King Hussein of Jordan to side with Saddam
        rather than the US, but while criticising the Jordanian leader in public and
        freezing $41 million in US aid, he also passed word to King Hussein that he
        understood his domestic tensions.

        Mr Bush Jr, who is said never to forget even relatively minor slights, has
        alarmed analysts with the way in which he has allowed senior Administration
        figures such as Donald Rumsfeld, the Defence Secretary, aggressively to
        criticise France and Germany.

        There are, however, signs that Mr Bush Sr’s message may be getting through.

        Father and son talk regularly and it was, in part, pressure from Mr Bush Sr’s
        foreign policy coterie, that helped to persuade the President to go to the UN
        last Septemb
        • Gość: felusiak Re: Stary Bush madrzeje ??!!!??? IP: *.nyc.rr.com 11.03.03, 02:49
          There is no Mr. Bush Sr or Mr. Bush Jr.
          The 41st US President was George Herbert Walker Bush
          The 43rd US President is George Walker Bush.

          Only left wing liberal with Florida election's hang over uses this term
          to describe current prezident.
          On the other hand Al Gore's father was also Al Gore as is his son.
          When Al Gore's father was still alive Al Gore was Junior and his son was
          Al Gore III (the third). With the passing of Al Gore Sr. Al Gore Jr became
          Al Gore Sr. and Al Gore III became Al Gore Jr. Gore dynasty. Like Bush'
          they are real american bluebloods.
          • Gość: Romcio Drogi Felusiak... IP: *.proxy.aol.com 11.03.03, 06:19
            nie tworz bzdur, synu...
            Co to "prezident"? To samo co "prezent?
            Moze zamiast bajdurzyc wsadz sobie lepiej palec w dupe ?
            • Gość: MACIEJ Kofi, Fizyk? IP: *.ny325.east.verizon.net 12.03.03, 01:37
              feezyk napisał:

              > Musze pogratulowac wyrazistosci jezyka.
              >
              > 1) Zalozenie, ze swiat caly (w szczegolnosci
              > nafta) jest wlasnoscia USA, a reszta to goscie
              > wydaje mi sie cokolwiek na wyrost.
              >
              >
              > 2) Jest zupelnie klarowne, ze motywem
              > dzialania Busha nie jest sen o demokratycznym
              > Bliskim Wschodzie, tylko chec zastraszenia watazkow
              > i zapewnienia sobie bezpieczenstwa naftowego.
              > To drugie tak naprawde istotniejsze niz kwestia
              > zamachow (przypomne: Arabia Saudyjska jest
              > sojusznikiem), choc te drugie sa na pewno bardziej
              > spektakularne. Teraz Lechu udal sie na wycieczke
              > do krainy marzen o wesolym miasteczku.
              >
              >
              > 3) Poziom profesjonalizmu "materialow na Saddama",
              > jakosc dyplomacji Busha, Condie i Rumsfelda
              > oraz poziom argumentacji kaze watpic w
              > trzezwosc sadu tej ekipy. Chyba, ze oni
              > bedac bardzo madrzy, maja innych za glupcow
              > lub eunuchow. To jest jednak na ogol symptom
              > glupoty, wlasnie.
              >
              >
              > 4) Patrzac na Big Picture nie sposob wykluczyc
              > takiego oto scenariusza. Otoz, po 1991 USA
              > zaczely realizowac doktryne Huntingtona swiata
              > z hegemonia USA. Takie dzialanie zawsze wywoluje
              > opor, bo w przeciwnym wypadku interesy reszty
              > moglyby sie, w dlugiej perspektywie, liczyc
              > coraz mniej. Ten fenomen jest odpowiedzialny
              > za duza czesc oporu publiki wobec ekspansywnej
              > polityki Busha. Skoro ONZ nie stanowi przeszkody,
              > liczy sie wylacznie sila militarna i interes
              > USA, to kto jest bezpieczny? Ideologia wojny
              > prewencyjnej jest bardzo niebezpieczna.
              >
              >
              > 5) Intryguje mnie wybiorczy stosunek USA do
              > wlasnosci prywatnej. Jakim prawem USA mialyby
              > wysylac dywizje na pola naftowe? Jest to
              > klasyczna forma stosowania double standards.
              > Tak to kazdy bandytyzm mozna uzasadnic.
              > Ze wszyscy czerpiemy z tego korzysci?
              > Widac nie dalo sie tewgo uniknac. Wiadomo
              > przeciez powszechnie, ze gospodarka USA jest
              > szalenie wrazliwa na ceny ropy ze
              > wzgledu na swa kosztochlonnosc.
              >
              >
              > 6) Rozczulil mnie ten "swiat niemal doskonaly"
              > i opis obrzydzenia Amerykanow swoimi sojusznikami.
              > A propos, zalegam link o broni chemicznej.
              > Co ciekawe, te same osoby w glownych rolach.
              >
              > <a
              href="www.guardian.co.uk/Iraq/Story/0,2763,866942,00.html"target="_bl
              > ank">www.guardian.co.uk/Iraq/Story/0,2763,866942,00.html</a>
              >
              > 7) Jak powinienes wiedziec, militaryzm moglby
              > rozsadzic Europe, jak to juz robil wiele razy.
              > Dlatego, europejska racja stanu jest nie tworzyc
              > zbyt silnych armii narodowych. To oczywiscie
              > utrudnia aktywnosc militarna na zewnatrz.
              > Taka Bundeswehra np. dopiero od
              > niedawna moze dzialac poza granicami kraju.
              > Jesli idzie o potencje Europy, to jest ona
              > calkiem spektakularna, tyle ze skierowana
              > w inna strone niz militaryzm. Operacje
              > wprowadzenia wspolnej waluty, absorpcji
              > krajow postkomunistycznych sa moze niezbyt
              > efektowne, ale szalenie istotne.
              > Dyplomacja jest wlasciwym i uprawnionym
              > sposobem prowadzenia polityki. Wojna
              > tylko w ostatecznosci.
              >
              >
              > 8) Trzeba duzo zlej woli, zeby podciagnac obecna
              > wojne pod sytuacje: "zgnily pokoj lepszy niz
              > bolesna wojna", a protesty uzasadniac
              > wylacznie przywiazaniem do status quo.
              >
              >
              > 9) Rozumiem, ze masz emocjonalny stosunek do
              > USA, ale interesy nie sa brudne.
              > Sa nasze albo nienasze. Pytanie, czy
              > przechwycenie kontroli nad iracka nafta
              > przez USA jest w interesie EU?
              >
              >
              > 10) Zapomniales dopisac do plugawej koalicji
              > antywojennej starych dziadow z Watykanu i
              > przeintelektualizowanego Zbiga Brzezinskiego.
              >
              >
              > 11) Na koniec pytanie.
              > Czy krucjaty, zwlaszcza te schylkowe,
              > sluzyly szerzeniu demokracji, pardon,
              > chrzescijantwa, czy tez interesom
              > handlowyym miast wloskich?
              > Zwlaszcza ta, co ugrzezla w
              > chrzescijanskim Konstantynopolu?

              Kofi,Fizyk?

              > Pozdrawiam
              > F.
            • Gość: felusiak Re: Drogi Felusiak... IP: *.nyc.rr.com 12.03.03, 01:43
              It's a fucking typo. What else don't you understand?
    • Gość: plombka@wp.pl Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.sympatico.ca 16.03.03, 16:53
      No a Ty Maczacz juz dom splaciles? Jesli nie, to nie denerwusja. Ani
      chocziet Twaji diengi ... hehehe!
      • Gość: Sperma Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.proxy.aol.com 16.03.03, 17:11
        Przestan pierdolic Bruno.
    • Gość: JOrl Re: Czy Bush politykuje teraz madrze ? IP: *.dip.t-dialin.net 19.03.03, 17:44
      Znowu trzeba troche sie ustosunkowac do naszego stratega-historyka Lecha.
      Moze przypomnę jego znajomosc świata na podstawie, z braku czasu wtedy nie
      omówionego przeze mnie, wypowiedzianego przez niego zdania, ze Amerykanie
      powinni ponad 20 lat temu, jak Iranczycy zajeli ambasade USA,Teheran skapac w
      krwi. I ze tylko ta d.. z uszami czyli pokojowiec Carter do tego nie dopuscil.
      Dlaczego Carter tego nie zrobil? Podstawowa rzecza bylo to, że USA podjelo
      wtedy strategiczna decyzje budowania islamskich siatek terrorystycznych przeciw
      ZSRR. Wlaśnie Carter, ten gołabek pokoju, to wprowadzal w życie. I wlasnie to
      byla ważna przyczyna aby tak tych muzulmanow za widocznie nie mordowac.
      No ale to do Lecha nie dociera. Bo w Radiu Wolna Europa tak nie mówili. A on
      zapewne tyle audycji RWE sobie ze starych czasow ponagrywal, ze dalej sobie je
      jako podstawe do swojej dzialalnosci też na tym forum, używa.
      Zreszta uzywanie muzulmanów jako terrorystow nie skonczylo sie z zakonczeniem
      Zimnej Wojny. Czeczenia, Afganistan, Talibowie sa zawsze pomocni. Teraz tez.
      Dzięki 11.09 przeciez Amerykanie wzieli sobie prawo do tego, co juz dawno
      planowali. Wziac pod kontrole rope naftowa na Bliskim Wschodzie. Ten WTC był
      jak na zamówienie.
      Chociaz wyglada na to, że sie swoim apetytem udlawią. Wasale sie zbuntowali. Co
      wlasciwie bylo do przewidzenia. Ja o tym przed 2 laty już pisalem. Że tak
      bedzie.
      A co bedzie, zobaczymy. Nie mam raportow na biurku, które mają wielcy tego
      swiata. Ale czytałem w mojej gazecie, że niemiecki ambasador przy ONZ
      powiedział, ze USA jeszcze przejdzie do ONZ po prośbie.
      Zobaczymy. Najwazniejsze aby ta wojna byla. A nie aby sie po kosciach rozeszlo.
      Ja nie pacyfista. Cos dla prawdziwych mezczyzn. Zamiast sportow Viollety.
      Pozdrowienia
      • nonkonformista 100 Iraków 19.03.03, 20:19
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > Znowu trzeba troche sie ustosunkowac do naszego stratega-historyka Lecha.
        > Moze przypomnę jego znajomosc świata na podstawie, z braku czasu wtedy nie
        > omówionego przeze mnie, wypowiedzianego przez niego zdania, ze Amerykanie
        > powinni ponad 20 lat temu, jak Iranczycy zajeli ambasade USA,Teheran skapac
        w
        > krwi. I ze tylko ta d.. z uszami czyli pokojowiec Carter do tego nie
        dopuscil.
        > Dlaczego Carter tego nie zrobil? Podstawowa rzecza bylo to, że USA podjelo
        > wtedy strategiczna decyzje budowania islamskich siatek terrorystycznych
        przeciw
        >
        > ZSRR. Wlaśnie Carter, ten gołabek pokoju, to wprowadzal w życie. I wlasnie
        to
        > byla ważna przyczyna aby tak tych muzulmanow za widocznie nie mordowac.
        > No ale to do Lecha nie dociera. Bo w Radiu Wolna Europa tak nie mówili. A on
        > zapewne tyle audycji RWE sobie ze starych czasow ponagrywal, ze dalej sobie
        je
        > jako podstawe do swojej dzialalnosci też na tym forum, używa.

        Zajmowanie się poglądami "półkownika" Lecha to strata czasu bo to kompletny
        głąb, który nie dysponuje żadną wiedzą.


        > Zreszta uzywanie muzulmanów jako terrorystow nie skonczylo sie z
        zakonczeniem
        > Zimnej Wojny. Czeczenia, Afganistan, Talibowie sa zawsze pomocni. Teraz tez.
        > Dzięki 11.09 przeciez Amerykanie wzieli sobie prawo do tego, co juz dawno
        > planowali. Wziac pod kontrole rope naftowa na Bliskim Wschodzie. Ten WTC był
        > jak na zamówienie.
        > Chociaz wyglada na to, że sie swoim apetytem udlawią. Wasale sie zbuntowali.
        Co
        >
        > wlasciwie bylo do przewidzenia. Ja o tym przed 2 laty już pisalem. Że tak
        > bedzie.
        > A co bedzie, zobaczymy. Nie mam raportow na biurku, które mają wielcy tego
        > swiata. Ale czytałem w mojej gazecie, że niemiecki ambasador przy ONZ
        > powiedział, ze USA jeszcze przejdzie do ONZ po prośbie.
        > Zobaczymy. Najwazniejsze aby ta wojna byla. A nie aby sie po kosciach
        rozeszlo.

        Ja powiem cynicznie (bo z drugiej strony jestem w stanie wyobrazić sobie
        strach zwykłych ludzi w Iraku i nie chciałbym tego przeżywać na własnej
        skórze) - życzę USA 100 Iraków i bardzo długiej - niekończącej się kampanii.

        N.
        • Gość: Hydraulik A JEDNAK TO ROPA ...... IP: *.cidernet.pl 19.03.03, 23:10
          nonkonformista napisał:

          > Ja powiem cynicznie (bo z drugiej strony jestem w stanie wyobrazić sobie
          > strach zwykłych ludzi w Iraku i nie chciałbym tego przeżywać na własnej
          > skórze) - życzę USA 100 Iraków i bardzo długiej - niekończącej się kampanii.
          >
          > N.

          A ja odwrotnie - wogóle nie życzę USA 100 Iraków, bo obojętne, czy jesteśmy za,
          czy przeciw - zapłacimy za to wszyscy....

          W Arabii Saudyjskiej co 2 człowiek nie ma jeszcze 20 lat, a co 3 nie ma pracy.
          Rząd utrzymuje Saudyjczyków na b. wysokich zasiłkach wypłacanych z ropy...i tak
          kupuje spokój społeczny, bo Saudowie są bardzo nielubiani w świecie arabskim.
          Saudyjczyk nie chce pracować - ma od tego Giaurów, jemu Allah dał ropę. Ale ten
          ropny dobrobyt może się łatwo skończyć - ile bedzie kosztować ropa, gdy w A.S.
          wybuchnie rewolucja? Nastroje i warunki ku niej są...Co ciekawe, na wykresach
          futures na ropę Brent, a także Crude widać 2 letnią odwróconoą głowę z
          ramionami, zapowiadającą wzrosty do co najmniej 60USD/barrel, (byłoby to
          wyrównanie rekordu ceny z lat 70-tych ok. 40 USD licząc w constant dollar, po
          odjęciu inflacji), obecne spadki ceny ropy, o ile nie zejdą wyraźnie poniżej 29-
          30 USD/barrel należy traktować jedynie jako nawrotkę do przebitego od dołu
          oporu.
          A katalizatorem rewolucji w AS może być Amerykańskie zwycięstwo w Iraku....

          Wielu twierdzi tu, że ropa drożeje (lub drożała), bo USA szykowały wojnę - ja
          twierdzę odwrotnie - ta wojna się zacznie dlatego właśnie, ŻE ROPA OD PEWNEGO
          CZASU DROŻEJE !!!!!

          A przyczyną fundamentalną tego wzrostu cen ropy są....Chiny!!!!
          Obecnie w Chinach zużywa się zaledwie 1 baryłkę na głowę mieszkańca rocznie,
          zaś cała Azja zużywa dziennie 19,8 mln baryłek. USA - 22 mln dziennie. Dzienne
          wydobycie całego świata to ok. 78 mln baryłek.
          Pamiętając o gwałtownym wzroście zużycia ropy w bogacącej się Korei Płd wlatach
          1960 - 1980, z poziomu właśnie 1 barrel/rocznie/głowę do 17 barrels można
          oczekiwać, że to samo stanie się z Chinami, jakkolwiek parametr zużycia na
          głowę bedzie dużo mniejszy, zapewne zbliży się do poziomu obecnej Ameryki
          Południowej, czyli ok. 3-4 barrels/głowę/rocznie.
          TYLKO ŻE TAKI WZROST ZAPOTRZEBOWANIA W CHINACH OZNACZA KONIECZNOŚĆ ZAKUPU PRZEZ
          AZJĘ OK 40-46 MLN BARYŁEK DZIENNIE PRZY WYDOBYCIU RZĘDU 78 MLN I TEN WŁAŚNIE
          FAKT DYSKONTUJE RYNEK ROPY. CZY TERAZ WIDAĆ DO CZEGO ZMIERZA TEN RYNEK I
          DLACZEGO TA WOJNA WYBUCHNIE???


          A spójrzcie, dlaczego Chiny są przeciw wojnie w Iraku (oni mają tam kontrakty z
          Husseinem, które teraz stracą ważność). Ropa jest PIĘTĄ ACHILLESOWĄ CHIN.
          Wszystkie dostawy do tego kraju z Middle East idą przez Cieśninę Malakka między
          Indonezją i Malezją. Postaw tam 1 US lotniskowiec i nie ma tej drogi
          transportu...
          Drugim źródłem ropy są Kazachstan i byłe azjatyckie republiki ZSSR, tylko, że
          rurociągi przechodzą przez Ujgurię - chiński islamski region, stale buntujący
          się, a do tego pamiętający, że test chińskiej bomby atomowej odbył się na
          ujgurskich wioskach z żywymi mieszkańcami....
          Pomimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań ropy na Morzu
          Poludniowochińskim, efekty tych poszukiwań są mizerne...

          Ta wojna musi wybuchnąć, co nie znaczy, że ją popieram TO JEST WOJNA OKOLIC
          DOŁKA W SUROWCOWYM CYKLU KONDRATIEWA.... nie będzie to jednak wojna, która
          popchnie gospodarkę USA do przodu - raczej przyczyni się do dalszego wzrostu
          cen ropy, czego akurat chciano uniknąć, decydując się na nią, Ot ironia
          historii..
          • Gość: Lechu Re: A JEDNAK TO ROPA ...... IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.03, 01:15
            Bardzo dobra diagnoza.
            Przyznaję Ci rację we wszystkich punktach.

            To miło wymieniać myśli z otwartym umysłem. Już jestem zmęczony talmudyczno-marksistowską pseudoheglowszyzną Jorla, który ma intelekt starego sekretarza POP i trawi czas na odszukiwaniu ukrytych nitek starych spisków na dnie oceanów jego historycznych konfabulacji.

            Ale teraz do rzeczy: diagnoza Twoja jest całkowicie prawdziwa, ale nie rozumiem wniosków. Jeżeli zakładasz (całkowicie slusznie), że Arabia Saudyjska jest typowym skorumpowanym, feudalnym reżimem, który wyczerpał swoją formułę, właściwie się przeżył i prędzej czy później rozsadzą go nierozwiązane konflikty (od siebie dodam, że dochód per capita spadł tam w ciągu ostatnich dziesięcioleci o połowę), dobrze by było, żebyś miał odwagę na wyciągnięcie z tych tez prawidłowych wniosków:

            1. Amerykanie i Izrael nie są winni ciągłemu wrzeniu na bliskim wschodzie, bo jest ono zjawiskiem strukturalnym o lokalnych korzeniach.

            2. Wszystkie te reżimy boją się własnych poddanych i zabrnęły już w ślepą uliczkę: przez systematyczne tępienie opozycji tak ją zradykalizowały, że o kontrolowanym "popuszczeniu" nie ma razie mowy.

            3. Wszystkie one uprawiają socjotechnikę eksportowania nienawiści na zewnątrz (Izrael, Zachód), ponieważ potrzebują wentyli niezadowolenia.

            4. Stały spadek poziomu życia w większożci tych krajów systematycznie radykalizuje masy, które koncentrują się wokół zmiennych idei. Przed półwieczem był to nasserowski panarabizm, potem został tylko już kompleks paramarksistowski. Teraz, po kompletnej kompromitacji marksizmu, upadku ZSRR i barkructwie socjanego etatyzmu w regionie, jego miejsce zajął islamski fundamentalizm. Ta chronologia wcale nie jest przypadkowa i pokazuje, że fundamentalizm islamski jest wielkością względną.

            5. Ropy na świecie jest dosyć, ale tylko Arabia Saudyjska ma wielką shift capacity.

            6. Amerykanie muszą zmusić rządy krajów arabskich do podjęcia wewnętrznych reform. Tylko to daje szanse na stabilizację regionu.

            7. Fundamentalizm islamski ma społeczne podłoże i destabilizuje państwa ważnego regionu. Bezpośrednie interwencja USA w regionie z celu wymuszenia zmian politycznych będzie powodem dalszej radykalizacji w niepożądanym przez nas wszystkich kierunku, ale nie należy przeceniać groźby rewolucji islamskiej (worst case) , bo ten model już się wyczerpał i poniósł widoczną klęskę w Iranie. Oznacza to, że polityczne koszty interwencji wcale nie będą takie wysokie, jak się większości słabo zorientowanych panikarzy wydaje.

            8. Kultura polityczna na bliskim wschodzie jest inna niż w Europie. Ludzie szybko wybaczą tam USA użycie przemocy, jeżeli wojna będzie krótka, ofiary niewielkie, a wymuszone przez Amerykanów rozwiązania okażą się dużo lepsze, niż irackie status quo.

            9. Amerykanie mają środki, aby sobie z problemami Iraku poradzić bez rujnowania siebie i innych - Irak ma dosyć pieniędzy, bo ma dosyć ropy.

            10. Amerykanie widzą nadchodzący kryzys w Arabii Saudyjskiej, ale oprów wymienionych już środków nacisku, podejmują inne działania:

            - dywersyfikacja wydobycia przez zbudowanie infrastruktury dla złóż w rejonie M. Kaspijskiego
            - przejęcie kontroli nad Irakiem daje im dwa fanty w ręce: kontrolę nad drugimi co do wielkości zasobami ropy ORAZ uwiarygodnienie opcji interwencji w samej Arabii Saudyjskiej, która jest słabiutko zaludniona i o wiele słabsza niż Irak kiedykolwiek.

            Na koniec powtarzam: wojna jest tylko innym sposobem prowadzenia polityki. Jeżeli ta polityka jest słuszna, relatywizuje to modną w Europie tezę o wojnie jako wcieleniu zła absolutnego.

            Zła są wojny długie, niszczące, bez jasnych rozstrzygnięć i... przegrane.




    • feezyk Co dalej? 21.03.03, 11:31
      No dobrze, Amerykanie szybko te wojne
      wygraja, przynajmniej tak mam nadzieje.
      Im mniej ofiar tym lepiej.

      Biora na siebie tym samym odpowiedzialnosc
      za ten kraj i ten region (wraz z jego bogactwami),
      tak jak to robia od wielu dziesiatek lat, z
      widocznymi skutkami. Nie ma wielkich nadzieji na
      sukces i tym razem, bo demokracja musi byc
      budowana od srodka, ale zycze im wszystkiego
      dobrego w tym dziele.

      Pozostaje jednak krytyczny wobec sposobu
      dzialania administracji Busha oraz i pozostaje
      w opozycji do wizji swiata, ktora ci ludzie reprezentuja.


      Pozostaja otwarte pytania:

      - czy poziom poczucia zagrozenia Amerykanow nie
      zacznie rosnac, tak ze obejmie coraz wiecej panstw?

      - czy doktryna o wojnie, jako uprawnionym sposobie
      realizacji wlasnych interesow, nie zacznie byc
      stosowana czesciej, zwlaszcza jesli zasoby
      ropy mina szczyt outputu?

      - czy i jak Ameryka poradzi sobie z rosnacymi
      ambicjami i mozliwosciami Chin?

      oraz konluzja dla Europejczykow: trzeba sie raczej
      pogodzic z drugorzedna pozycja w swiatowej
      polityce. Podzialy polityczne w Europie sa zbyt
      silne i glebokie, zeby dalo sie osiagnac status
      supermocarstwa. Wiec, koledzy, trzeba sie
      zabrac za gospodarke. Pieniadz tez umozliwia
      skuteczna obrone wlasnych interesow.

      Polacy zas odczuja zapewne w niedalekiej
      przyszlosci konsekwencje wyborow swoich
      liderow, wprawnych we wpisywaniu sojuszy
      do konstytucji.

      Pozdrawiam
      F.
      • macacz Otwarte pytania 21.03.03, 14:06
        >Pozostaja otwarte pytania:

        >- czy poziom poczucia zagrozenia Amerykanow nie
        >zacznie rosnac, tak ze obejmie coraz wiecej panstw?

        Zacznie. Prezydent juz przygotowuje grunt pod to. Osama nie zlapany( ktos
        zrobilby USA niezlego psikusa, gdyby przywiozl prezydentowi jego
        glowe).Nastepnym krajem, do ktorego ruszy USA bedzie Arabia Saudyjska. Niepewna
        wladza, buntujacy sie ludzie trzymani w ryzach pieniedzmi za rope.
        Analiza zasobow ropy w AS dopelnia wizji planu amerykanskiej ekspansji w tamtym
        regionie.
        Pretekst do ataku? Boze drogi, kto ogladal ostatnie przed atakiem
        przemowienie "prezesa" to widzi dobrze, jak latwo manipulowac Amerykanami.
        Prezes 3-4 razy wymienial "September 11", ktory ma gowno wspolnego z Saddmaem,
        Irakiem i ropa. Po prostu, zwykly straszak. Przeciez nie mogl mowic o Pearl
        Harbour !


        >- czy doktryna o wojnie, jako uprawnionym sposobie
        >realizacji wlasnych interesow, nie zacznie byc
        >stosowana czesciej, zwlaszcza jesli zasoby
        >ropy mina szczyt outputu?

        Zacznie. Zupelnie nie rozumiem oburzenia , wywolywanego porownywaniem polityki
        Busha do polityki Hitlera. Oczywiscie, nie doslownie i dokladnie, ale zasada
        pozostaje podobna. Hitler dla narodu potrzebowal lebensraum, Bush potrzebuje
        ropy.
        Ameryka zappedzona sama przez siebie i swoj ultrakonsumpcyjny styl zycia w
        ekonomiczny kozi rog, potrzebuje gwaltownie radykalnego rozwiazania.Wojna jest
        extra rozwiazaniem.
        Dlatego z politowaniem ( choc i z szacunkiem, sam rowniez bylem) patrze dzis na
        ekscesy protesujacych przeciw wojnie.. Nie rozumieje, ze nic n ie wskoraja,
        zeby nawet zaczeli sie sami na drzewach wieszac pod Bialym Domkiem....Argument
        o "tych, co zgina", jakie i to smieszne. Co to obchodzi polityka?
        W jednym z amerykanskich filmow sierzant tlumaczy leniwym rekrutom, zeby
        cwiczyli pilnie, bo to pozwoli im przezyc. A musza przezyc DLA SIEBIE, bo
        politycy to najwyzej naszczaja po ich smierci na ich groby. Tak, tak...
        A efekty ekonomiczne sa juz widoczne golym okiem. Ropa w dol, akcje firm
        zbrojeniowych w gore, dolar w gore, DOW w gore !!
        Druga kadencja coraz blizej, no chyba zeby cos gwaltownie pie...elo.

        >- czy i jak Ameryka poradzi sobie z rosnacymi
        >ambicjami i mozliwosciami Chin?

        To doskonale pytanie, na razie nie bardzo wiadomo, jak to zrobic chyba....
        Wojenka? Oj, nie sadze ;-))

        >oraz konluzja dla Europejczykow: trzeba sie raczej
        >pogodzic z drugorzedna pozycja w swiatowej
        >polityce. Podzialy polityczne w Europie sa zbyt
        >silne i glebokie, zeby dalo sie osiagnac status
        >supermocarstwa. Wiec, koledzy, trzeba sie
        >zabrac za gospodarke. Pieniadz tez umozliwia
        >skuteczna obrone wlasnych interesow.

        Tak .

        >Polacy zas odczuja zapewne w niedalekiej
        >przyszlosci konsekwencje wyborow swoich
        >liderow, wprawnych we wpisywaniu sojuszy
        >do konstytucji.

        Polacy to smieszny narodek ze smiesznymi politykami i karykaturalna polityka.
        Niestety.
        Chca ubic swoj maly interesik nie bardzo rozumiejac swiatowy mlyn.
        Poparli goraco prezesa i USA wystawiajac poldupki w strone Europy. Ale przeciez
        aspiruja do Europy!
        I prosze zauwazyc, ze na gest poparcia dla USA moze sobie pozwolic np.
        Hiszpania, bo juz jest w "Europie" A Polska nie jest i jak bedzie dalej walic
        gafy, to moze nigdy nie bedzie. Co wtedy, bo wierzcie mi, USA maja Polske tak
        gleboko w tyle, ze nawet ogon nie wystaje.
        Pozdro .
        M.
      • Gość: lechu Re: Co dalej? IP: *.dip.t-dialin.net 21.03.03, 22:59
        Amerykanie już od dawna samotnie ponoszą ciężar za porządek globalny. Wcale czują się tą rolą zachwyceni. Szukają partnerów, nie komentatorów.
        W 80-tych latach wiele wskazywało, że widzą Niemcy w roli odpowiedzialnego za sprawy Europy. Dzisiaj brzmi to jak kiepski żart. Anglia jest wierna, ale słaba.

        > - czy poziom poczucia zagrozenia Amerykanow nie
        > zacznie rosnac, tak ze obejmie coraz wiecej panstw?

        Ostanio szczególnie europejscy "humaniści" wprowadzili w modę "stan zatroskania i obawy" przed "rozpasanym olbrzymem", jakim stały się rzekomo USA. Najogólniej rzecz biorąc, powinni zacząć troskać się o stan własnych umysłów. Europejski problem polega na tym, że do władzy doszło pokolenie dzieci kwiatów, a jak wiadomo, wiele narkotyków pozostawia trwałe ślady na mózgach. I tak mamy Schroedera i Chiraca.

        Oczywiście, im mniej tego typu konflikty będą przypominać wojny, a im bardziej ekspedycji karne, tym bardziej będzie wracać model XIX wiecznej "polityki kanonierek" i opadać bariera emocjonalnego oporu przed użyciem siły. Europejczycy obawiają się tu politycznej degradacji i uczynienia ich samych przedmiotem represji.
        Jasne. ich wpływ ma Amerykanów maleje w zastraszającym tempie, czemu sami są sobie winni.
        Natomiast, aby nie stać się tylko przedniotem polityki - no cóż, na to trzeba sobie zapracować. Trzeba się dozbroić, zreformować moralnie i wyrazić gotowość współdziałania.
        Tylko współdziałając, można wywierać wpływ. Anglicy wiedzą to od 50 lat. Jak jest on olbrzymi, niech objaśni fakt, że to Anglicy objaśniają kolejnym amerykańskim administracjom tajniki europejskiej dyplomacji, a Amerykanie im wierzą. To chyba wystarczy?

        > - czy doktryna o wojnie, jako uprawnionym sposobie
        > realizacji wlasnych interesow, nie zacznie byc
        > stosowana czesciej, zwlaszcza jesli zasoby
        > ropy mina szczyt outputu?
        >
        Co nowego znalazłeż w tej doktrynie?

        > - czy i jak Ameryka poradzi sobie z rosnacymi
        > ambicjami i mozliwosciami Chin?
        >
        Na dłuższą metę nie poradzi sobie, chyba że krzywa rozwoju Chin ulegnie istotnym zmianom. Jest to najbardziej prawdopodobne, Chiny mają przed sobą wiele bardzo wysokich barier wzrostu. Przypominam, że przed 40 laty takie same obawy wyrażano powszechnie o Japonii.
        Wg. poważnych prognoz amerykańskich, między USA a Chinami nie ma fundamentalnych konflików interesów, dlatego Ziemia jest wystarczająco duża dla ich obu.


        > oraz konluzja dla Europejczykow: trzeba sie raczej
        > pogodzic z drugorzedna pozycja w swiatowej
        > polityce. Podzialy polityczne w Europie sa zbyt
        > silne i glebokie, zeby dalo sie osiagnac status
        > supermocarstwa. Wiec, koledzy, trzeba sie
        > zabrac za gospodarke. Pieniadz tez umozliwia
        > skuteczna obrone wlasnych interesow.
        >
        święte słowa, jak to miło przeczyzać.

        > Polacy zas odczuja zapewne w niedalekiej
        > przyszlosci konsekwencje wyborow swoich
        > liderow, wprawnych we wpisywaniu sojuszy
        > do konstytucji.
        >

        Nikt nie mówił, że będzie lekko.
        Nie martw się, na Francuzów można lać cienką strużką. Niemcy zaś doczekają się zmiany ekipy.
        Poza tym, jedni i drudzy czują gorzki smak klęski: "po owocach ich czynów poznasz ich": ja po działalności tych dwóch panów widzę ruiny i pobojowisko.
        Ale jak sam pisałeś - economy first!

        > Pozdrawiam
        > F.
        Miłego weekendu
        • Gość: quest Re: Co dalej? IP: *.opole.dialup.inetia.pl 22.03.03, 01:03
          hey man, what do you say? the people of Irak are loosing!!!!!!!!
        • feezyk Re: Co dalej? 22.03.03, 01:49
          Gość portalu: Lechu napisał(a):

          > Amerykanie już od dawna samotnie ponoszą ciężar za
          > porządek globalny. Wcale czują się tą rolą zachwyceni.
          > Szukają partnerów, nie komentatorów.

          Mam tu powazne watpliwosci, jesli chodzi o administracje
          GWB. To, co doszlo do szerokiej publiki, to raczej
          ostentacyjne lekcewazenie dla potencjalnych
          sojusznikow. Nawet Anglikow niemal spuscili po
          brzytwie. Nie wiem, czy potrzebuja partenrow,
          czy alibii. Najbardziej ponura dla nas wersja
          wydarzen to swiadoma gra na polityczne oslabienie
          EU jako kara opuszczenie miejsca w szeregu
          (miejsca nizbyt poczesnego, dodajmy).

          >
          > > - czy poziom poczucia zagrozenia Amerykanow nie
          > > zacznie rosnac, tak ze obejmie coraz wiecej panstw?
          >
          > Ostanio szczególnie europejscy "humaniści"
          > wprowadzili w modę "stan zatroskania i obawy"
          > przed "rozpasanym olbrzymem", jakim stały się rzekomo
          > USA.


          Wolalbym rownowage. Niezaleznie od obecnego
          stopnia rozpasania olbrzyma.


          >
          > Oczywiście, im mniej tego typu konflikty będą
          > przypominać wojny, a im bardziej
          > ekspedycji karne, tym bardziej będzie wracać model
          > XIX wiecznej "polityki kanonierek" i opadać bariera
          > emocjonalnego oporu przed użyciem siły.

          To oczywiscie zupelnie uzasadnione.
          Im krotsze i mniej krwawe wojny, tym
          lepiej. Nie chce byc jednak zlym prorokiem,
          ale ten scenariusz ma czarny wariant -
          eskalacji nienawisci, wielkich zbrodni.
          Narastajace nierownosci materialne +
          porzadek utrzymywany rosnacym nakladem
          sily militarnej + napiecia miedzy kulturami
          moga miec final taki, jak wiek XIX.
          Przemoc rodzi przemoc. To jest niestety
          uniwersalne prawidlo historyczne.


          > Europejczycy obawiają się tu politycznej degradacji
          > i uczynienia ich samych przedmiotem represji.
          > Jasne. ich wpływ ma Amerykanów maleje w zastraszającym
          > tempie, czemu sami są sobie winni.

          Sadze, ze to jest raczej skutek rozpadu bloku
          sowieckiego. Z tym momentem, EU przeszla
          z pozycji koniecznego dla zapewnienia sobie
          przewagi sojusznika (lub bufora) do roli
          niewygodnego recenzenta, potencjalnego konkurenta.
          W dodatku, ambicje Europy, zwlaszcza Niemiec,
          zaczely rosnac.

          > Natomiast, aby nie stać się tylko przedniotem polityki -
          > no cóż, na to trzeba sobie zapracować.
          > Trzeba się dozbroić, zreformować moralnie i wyrazić
          > gotowość współdziałania.

          Na pewno warto to wszystko zrobic. Dozbroic sie...
          Czy na pewno USA chcialy doprowadzic
          do tej konluzji? To szalenie krotkowzroczne
          z ich strony. Gotowosc wspoldzialania mozna
          tylko wtedy, gdy sie ma alternatywe.



          > Tylko współdziałając, można wywierać wpływ.
          > Anglicy wiedzą to od 50 lat.

          Anglicy buduja swoja pozycje na roli
          mediatora. Szalenie to wygodne, dopoki
          jest potrzeba mediacji. Korzysci, jakie
          czerpia z tej roli wymagaja wystepowania
          istotnych roznic interesow miedzy USA i
          EU. EU nie moze liczyc na taka pozycje
          w stosunkach z USA, bo jest potencjalnym
          konkurentem.



          > > - czy doktryna o wojnie, jako uprawnionym sposobie
          > > realizacji wlasnych interesow, nie zacznie byc
          > > stosowana czesciej, zwlaszcza jesli zasoby
          > > ropy mina szczyt outputu?
          > >
          > Co nowego znalazłeż w tej doktrynie?

          Nic nowego w doktrynie, ale konsekwencje
          latwosci stosowania sily oraz braku
          przeciwwagi sa niedobre.

          >
          > > - czy i jak Ameryka poradzi sobie z rosnacymi
          > > ambicjami i mozliwosciami Chin?
          > >
          > Na dłuższą metę nie poradzi sobie, chyba że krzywa
          > rozwoju Chin ulegnie istotnym zmianom.
          > Jest to najbardziej prawdopodobne, Chiny mają przed
          > sobą wiele bardzo wysokich barier wzrostu.

          Tu sie zgadzam.

          > Przypominam, że przed 40 laty takie same obawy wyrażano
          > powszechnie o Japonii.

          Czynnik 10. To duza roznica.

          > Wg. poważnych prognoz amerykańskich,
          > między USA a Chinami nie ma fundamentalnych
          > konflików interesów, dlatego Ziemia jest
          > wystarczająco duża dla ich obu.
          >

          Wyglada rozsadnie. Tylko ropy moze braknac.
          Ten jeden lotniskowiec w ciesninie Ormuz...
          To pokazuje w jakim kierunku bedzie
          musiala isc strategia Chin.
          Beda tez musieli dzielic sie wplywami.



          >
          > > Polacy zas odczuja zapewne w niedalekiej
          > > przyszlosci konsekwencje wyborow swoich
          > > liderow, wprawnych we wpisywaniu sojuszy
          > > do konstytucji.
          > >
          >
          > Nikt nie mówił, że będzie lekko.
          > Nie martw się, na Francuzów można lać cienką strużką.
          > Niemcy zaś doczekają się zmiany ekipy.
          > Poza tym, jedni i drudzy czują gorzki smak
          > klęski: "po owocach ich czynów poznasz ich":

          Obawiam sie poglebienia animozji na poziomie
          nizszym niz rzadowe stosunki.
          Cale mnostwo malych decyzji gospodarczych
          i innych, ktore utrudnia rodakom zycie.


          > ja po działalności tych dwóch panów
          > widzę ruiny i pobojowisko.

          Trzech panow.

          > Ale jak sam pisałeś - economy first!

          No to do roboty. Dzis dopiero
          sobota :).

          Tez zycze wszytkiego dobrego.
          F.
          • Gość: Lechu Re: Co dalej? IP: *.dip.t-dialin.net 23.03.03, 17:37
            > Mam tu powazne watpliwosci, jesli chodzi o administracje
            > GWB. To, co doszlo do szerokiej publiki, to raczej
            > ostentacyjne lekcewazenie dla potencjalnych
            > sojusznikow. Nawet Anglikow niemal spuscili po
            > brzytwie. Nie wiem, czy potrzebuja partenrow,
            > czy alibii. Najbardziej ponura dla nas wersja
            > wydarzen to swiadoma gra na polityczne oslabienie
            > EU jako kara opuszczenie miejsca w szeregu
            > (miejsca nizbyt poczesnego, dodajmy).

            Może trochę z historii amerykańskiej dyplomacji:
            była ona zawsze trudnym połączeniem misjonarskiej pasji i pragmatyzmu. Do końca lat 60-tych można powiedzieć, że w pryncypiach amerykańskiej polityki zagranicznej dominował fundamentalizm. Polityka europejska i jej odmiany jak realpolitik, brytyjska balance of powers traktowane były jako brudne, skorumpowane i jako praprzyczynę europejskich wojen i wszelkich nieszczęść kontynentu. Temu politycznemu kwakierstwu amerykańskiej legislatury zawdzięczamy zarówno późną decyzję przystąpienia do I wojny światowej, jak i orędzie Wilsona, powstanie Ligi Narodów, niemal natychmiastowe opuszczenie Europy po zakończeniu działań, oraz bojkot pokoju wersalskiego. Z tych samych przyczyn USA musiały czekać na cios, zanim mogły przystąpić do II wojny światowej i z tego samego powodu Amerykanie zdemobilizowali jeszcze w 1945 roku ogromną większość ich armii w Europie, podczas , gdy Stalin nie zdemobilizował jeszcze żadnej jednostki, co dało mu niezłe "atuty" w rozgrywkach po śmierci Roosewelta.

            Z tych samych przyczyn wynikało w 1956 roku amerykańskie potępienie francusko-angielkiej inwazji na Kanał Sueski, która znacznie przyczyniła się do osamotnienia Węgrów w czasie postania przeciw ZSRR i uczyniła USA bardzo popularne wśród Arabów.

            Zmiana, którą zainicjował Kissinger (wielbiciel Metternicha i Bismarcka) i Nixon, uczyniła realpolitik główną linią amerykańskiej polityki zagranicznej. Założenie, że poliyka jest grą wolną od wartości moralnych, pozwoliło rozwiązać wiele problemów USA: m.in osaczyć ZSRR przez sojusz z Chinami, zawarcie pokoju w Wietnamie, wyłamanie Egiptu z antyizraelkiego frontu i wprowadzenie trwałego, choć niepewnego pokoju na Bliskim Wschodzie.

            Następne administracje siłą rzeczy kontynuowały tę politykę, ale jej dalekosiężne negatywne skutki stały się przedmiotem coraz silniejszej krytyki z kręgów partii demokratycznej. Wielu demokratów miało ogromnego kaca po zakończeniu wojny w Wietnamie, kiedy okazało się, że wspieranie "słusznych" postulatów uczniów Ho Hi Minha, wymuszone na Nixonie pospieszne wycofanie armii z Wietnamu i zdrada sojuszników zoawocowało powstaniem w południowym Wietnamie na dziesięciolecia jednego wielkiego obozu koncentracyjnego, dramatem boot people, etc.
            Powstały tam zaczyn nowych idei doprowadził do powstania koncepcji skrzyżowania celów tradycyjnie republikańskich z silnym moralizatorskim nurtem o tradycjach demokratycznych. Kręgi te, zwane noekonserwatywnymi bardzo umocniły się w stolicy.
            Pierwszą jaskółką nowych czasów była manichejska retoryka Reagana, która wywołała taki szok w Europie. Europejczycy nie lubią nazywać rzeczy po imieniu, więc wyrażenie "imperium zła" było szokiem nawet dla realistów turaj.
            Jednak Reagan mówił jak neokonserwatysta, ale działał jak uczeń Kissingera, o czym świadczy afera Contras, czy potajemne wspieranie Saddama przeciwko Iranowi. Neokonserwatyści nie byli jeszcze u steru.

            Dzisiejsza polityka Busha jest wiernym wcieleniem czystej wykładni neokonserwatystów z ich pogardą dla europejskiej tradycji (francuskiej) tajnej dyplomacji.
            To, co europejczyków tak od niej odrzuca, było niemal zawsze podstawowym składnikiem polityki zagranicznej USA. Ukazuje zarówno skalę nieporozumienia, jak i konieczną potrzebę ułożenia nowego słownika dyplomacji, jak i objaśnia, dlaczego ogromna większość Amerykanów stoi murem za ich prezydentem. Nie muszę też chyba wykładać, kto do kogo musi się dostosować.

            I tak mamy szczęście: co by było, gdyby w USA znowu zwyciężył izolacjonizm? Za 20 lat mielibyśmy III wojnę światową....



            >
            > Wolalbym rownowage. Niezaleznie od obecnego
            > stopnia rozpasania olbrzyma.
            >
            A ja bym chciał, żeby wszyscy ludzie byli szczężliwi, zdrowi, piękni i zawsze młodzi.
            >
            > To oczywiscie zupelnie uzasadnione.
            > Im krotsze i mniej krwawe wojny, tym
            > lepiej. Nie chce byc jednak zlym prorokiem,
            > ale ten scenariusz ma czarny wariant -
            > eskalacji nienawisci, wielkich zbrodni.
            > Narastajace nierownosci materialne +
            > porzadek utrzymywany rosnacym nakladem
            > sily militarnej + napiecia miedzy kulturami
            > moga miec final taki, jak wiek XIX.
            > Przemoc rodzi przemoc. To jest niestety
            > uniwersalne prawidlo historyczne.
            >

            Wiek XIX był rajem w porównaniu zarówno z wiekiem XVIII, jak i XX.


            > Sadze, ze to jest raczej skutek rozpadu bloku
            > sowieckiego. Z tym momentem, EU przeszla
            > z pozycji koniecznego dla zapewnienia sobie
            > przewagi sojusznika (lub bufora) do roli
            > niewygodnego recenzenta, potencjalnego konkurenta.
            > W dodatku, ambicje Europy, zwlaszcza Niemiec,
            > zaczely rosnac.

            Jasne, ale Amerykanie nie zamierzają pójść sobie do kąta tylko dlatego, że już nie są potrzebni w Europie. Za wszysko trzeba jakoś płacić.
            >
            > Na pewno warto to wszystko zrobic. Dozbroic sie...
            > Czy na pewno USA chcialy doprowadzic
            > do tej konluzji? To szalenie krotkowzroczne
            > z ich strony. Gotowosc wspoldzialania mozna
            > tylko wtedy, gdy sie ma alternatywe.

            To znowu nie jest win USA, że jedyną alternatywą dla Francji jest Rosja, która nie jest żadną alternatywą.
            >
            > Anglicy buduja swoja pozycje na roli
            > mediatora. Szalenie to wygodne, dopoki
            > jest potrzeba mediacji. Korzysci, jakie
            > czerpia z tej roli wymagaja wystepowania
            > istotnych roznic interesow miedzy USA i
            > EU. EU nie moze liczyc na taka pozycje
            > w stosunkach z USA, bo jest potencjalnym
            > konkurentem.

            Nie. Zle zrozumiałeś - pozycja Anglii, to nie jest pozycja mediatora, ale wiernego sojusznika. Takiego, któremu można ufać. Tylko taki będzie słuchany z uwagą w wypadku różnicy zdań.
            >
            > Wyglada rozsadnie. Tylko ropy moze braknac.
            > Ten jeden lotniskowiec w ciesninie Ormuz...
            > To pokazuje w jakim kierunku bedzie
            > musiala isc strategia Chin.
            > Beda tez musieli dzielic sie wplywami.
            >

            Ameryka nigdy nie zakwestionowała oficjalnie tezy o jedności Chin. To bardzo ważne. Chodzi o sposób i warunki zjednoczenia. Generalnie, USA jest powiernikiem praw człowieka na Tajwanie. To jest oficjalna wykładnia.

            • feezyk Re: Co dalej? 25.03.03, 17:57
              Przeczytalem z wielka uwaga i przyjemnoscia,
              a teraz przyswajam. Twoja wizja jest oczywiscie
              bardzo spojna i ma znakomite podstawy.

              Tylko, ze to jest interpretacja przeszlosci.
              Czy Ameryka pozostaje obecnie wierna
              swoim wartosciom? To sie dopiero okaze.

              Przepraszam za zejscie na poziom szczegolu,
              ale sie narzuca nieodparcie. Czytales teksty MBSa?
              Zadufanie, jednostronnosc, moje=dobre, niemoje=zle?
              Powazny niedostatek uczciwosci intelektualnej?
              Mam racje, bo jestem dobry i madry, dlatego
              mam racje... Jego retoryka swietnie wspolbrzmi
              z retoryka ekipy GWB. To niepokoi.

              Jest dla mnie przykrym dysonansem fakt,
              ze obecna wojne prowadza przedstawiciele
              przemyslu zbrojeniowego i naftowego.
              Osoba Rumsfelda to tez nie jest atut.

              Pozdrawiam
              F.
              • Gość: MACIEJ Re: Co dalej? IP: *.ny325.east.verizon.net 25.03.03, 19:08
                feezyk napisał:

                > Przeczytalem z wielka uwaga i przyjemnoscia,
                > a teraz przyswajam. Twoja wizja jest oczywiscie
                > bardzo spojna i ma znakomite podstawy.
                >
                > Tylko, ze to jest interpretacja przeszlosci.
                > Czy Ameryka pozostaje obecnie wierna
                > swoim wartosciom? To sie dopiero okaze.
                >
                > Przepraszam za zejscie na poziom szczegolu,
                > ale sie narzuca nieodparcie. Czytales teksty MBSa?
                > Zadufanie, jednostronnosc, moje=dobre, niemoje=zle?
                > Powazny niedostatek uczciwosci intelektualnej?
                > Mam racje, bo jestem dobry i madry, dlatego
                > mam racje... Jego retoryka swietnie wspolbrzmi
                > z retoryka ekipy GWB. To niepokoi.

                Niestety dla ciebie i calego swiata,to jest wlasnie zycie.
                A prawda,jak to niektorzy z duzym opoznieniem odkrywaja jest tylko jedna.

                > Jest dla mnie przykrym dysonansem fakt,
                > ze obecna wojne prowadza przedstawiciele
                > przemyslu zbrojeniowego i naftowego.
                > Osoba Rumsfelda to tez nie jest atut.

                Nie wiem czemu razi cie jeden z najmadrzejszych ludzi w tej administracji?
                Colin Powell jest dobrym mowca do zjednania sobie szerokiego poparcia ludnosci.
                Rumsfeld dla odmiany jest wysokiej klasy fachowcem,ktoremu nie zalezy na
                popularnosci.

                > Pozdrawiam
                > F.
              • macacz No, wybacz 25.03.03, 19:13
                feezyk napisał:

                > Przeczytalem z wielka uwaga i przyjemnoscia,
                > a teraz przyswajam. Twoja wizja jest oczywiscie
                > bardzo spojna i ma znakomite podstawy.
                >
                > Tylko, ze to jest interpretacja przeszlosci.
                > Czy Ameryka pozostaje obecnie wierna
                > swoim wartosciom? To sie dopiero okaze.

                Ameryka i wartosci ???
                Dobry witz !!!!
                Dzisiejsza Ameryka holduje ogolnym haslom, nie wartosciom. Rwac do siebie,
                zagarniac ile sie da, konsumowac poza wszelka kontrola i zdrowym rozsadkiem i
                robic duze oczy, ze inni nas nie lubia ( patrz: Thailandia- nie przyjmuje w
                niektorych hotelach turystow z paszportami USA, by oprotestowac napasc)
                >
                > Przepraszam za zejscie na poziom szczegolu,
                > ale sie narzuca nieodparcie. Czytales teksty MBSa?
                > Zadufanie, jednostronnosc, moje=dobre, niemoje=zle?
                > Powazny niedostatek uczciwosci intelektualnej?
                > Mam racje, bo jestem dobry i madry, dlatego
                > mam racje... Jego retoryka swietnie wspolbrzmi
                > z retoryka ekipy GWB.

                Wybacz, chyba nawet sam GWB nie powie o sobie ze jest MADRY.
                Mimo swego zadufania i bezczelnosci az tak daleko sie nie posunie...

                >To niepokoi.
                >
                > Jest dla mnie przykrym dysonansem fakt,
                > ze obecna wojne prowadza przedstawiciele
                > przemyslu zbrojeniowego i naftowego.
                > Osoba Rumsfelda to tez nie jest atut.
                >
                > Pozdrawiam
                > F.
                Pozdrawiam nieamerykansko.
              • Gość: Lechu Re: Co dalej? IP: *.dip.t-dialin.net 27.03.03, 17:49
                >
                > Jest dla mnie przykrym dysonansem fakt,
                > ze obecna wojne prowadza przedstawiciele
                > przemyslu zbrojeniowego i naftowego.
                > Osoba Rumsfelda to tez nie jest atut.

                Zależy od punktu widzenia.
                Faceta, który był pilotem odrzutowca stacjonującego na lotniskowcu (odważny wojownik), potem businessmanem (świetny gospodarz), który we własnej firmie dorobił się fortuny, następnie został politykiem (zaangażowany obywatel), który doszedł do najwyższych funkcji w państwie można uznać (gdyby używać klasycznych ocen) za wzór obywatelskich cnót par excellence i człowieka całkowicie spełnionego.
                Ja przynajmniej na niego tak patrzę i zupełnie nie obchodzi mnie ujadanie na niego europejskich polityków i ich dziennikarskich piesków, którzy w lwiej większości są tak zawodowymi politykami, że nigdy nie shańbili się uczciwą pracą, a ich próby odwagi, to okazyjny skok na bangee. Jeżeli już udało im się popracować, to w większości są byłymi nauczycielami (w Niemczech nauczyciele to ok. 30% posłów do Bundestagu), co całkowicie tłumaczy większość zachowań i poglądów.

                Przyznaję, że ta klasa nie wydaje mi się predystynowana do przewodzena społeczeństwom.

                Bardziej wierzę ludziom, za których mówią ich życiorysy.


                >
                > Pozdrawiam
                > F.
                • Gość: Hydraulik Re: Drobna "luka" w życiorysie Rumsfelda... IP: *.cidernet.pl 28.03.03, 08:35
                  Gość portalu: Lechu napisał(a):

                  > >
                  > > Jest dla mnie przykrym dysonansem fakt,
                  > > ze obecna wojne prowadza przedstawiciele
                  > > przemyslu zbrojeniowego i naftowego.
                  > > Osoba Rumsfelda to tez nie jest atut.
                  >
                  > Zależy od punktu widzenia.
                  > Faceta, który był pilotem odrzutowca stacjonującego na lotniskowcu (odważny
                  wojownik), potem businessmanem (świetny gospodarz), który we własnej firmie
                  dorobi
                  > ł się fortuny, następnie został politykiem (zaangażowany obywatel), który
                  doszedł do najwyższych funkcji w państwie można uznać (gdyby używać klasycznych
                  ocen
                  > ) za wzór obywatelskich cnót par excellence i człowieka całkowicie
                  spełnionego.
                  >
                  >
                  > Bardziej wierzę ludziom, za których mówią ich życiorysy.

                  Zapomniałbyś o pewnym "drobiazgu" Lechu...
                  Pan Rumsfeld był za Reagana jednym z 3 ludzi BEZPOŚREDNIO ODPOWIEDZIALNYCH za
                  ustalenie JAKIE TECHNOLOGIE, JAKIE LICENCJE I JAKIE RODZAJE BRONI ( W TYM BORNI
                  CHEMICZNEJ - NP. IPERYTU, WYPRÓBOWANEGO PRZEZ HUSSEINA POD HALLABDJIA NA
                  KURDACH) USA PRZEKAŻE IRAKOWI HUSSEINA W RAMACH WSPOMOŻENIA WALKI TEGO
                  WIELKIEGO SOJUSZNIKA USA Z REŻIMEM AJATOLLAHÓW...A POTEM BUSH SENIOR MUSIAŁ SIĘ
                  WYPIERAĆ TEJ POMOCY DLA IRAKU, ALE TYLKO DO CZASU - KURDOWIE POKAZALI W TV
                  PUSZKI PO IPERYCIE Z NAPISEM "MADE IN USA" i wtedy tata Bush zaniemówił...

                  TA CZĘŚĆ ŻYCIORYSU TEŻ SPORO MÓWI, Z KIM MAMY DO CZYNIENIA, a zwłaszcza o
                  jego "ucziwości" i "prawości" - dziś ten Pan nawołuje, by Irak się rozbroił...

                  pzdr
                  • Gość: Lechu Re: Drobna 'luka' w życiorysie Rumsfelda... IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.03, 12:17

                    > Zapomniałbyś o pewnym "drobiazgu" Lechu...
                    > Pan Rumsfeld był za Reagana jednym z 3 ludzi BEZPOŚREDNIO ODPOWIEDZIALNYCH za
                    > ustalenie JAKIE TECHNOLOGIE, JAKIE LICENCJE I JAKIE RODZAJE BRONI ( W TYM BORNI
                    >
                    > CHEMICZNEJ - NP. IPERYTU, WYPRÓBOWANEGO PRZEZ HUSSEINA POD HALLABDJIA NA
                    > KURDACH) USA PRZEKAŻE IRAKOWI HUSSEINA W RAMACH WSPOMOŻENIA WALKI TEGO
                    > WIELKIEGO SOJUSZNIKA USA Z REŻIMEM AJATOLLAHÓW...A POTEM BUSH SENIOR MUSIAŁ SIĘ
                    >
                    > WYPIERAĆ TEJ POMOCY DLA IRAKU, ALE TYLKO DO CZASU - KURDOWIE POKAZALI W TV
                    > PUSZKI PO IPERYCIE Z NAPISEM "MADE IN USA" i wtedy tata Bush zaniemówił...
                    > pzdr


                    Słuchaj, zdajesz się być inteligentnym człowiekiem, więc nie powtarzaj takich bredni. Istnieje granica bólu, poza którą głupoty nabierają takiego wymiaru, że sama próba polemiki z nimi jest już grzechem.

                    Może jeszcze podpisywał każdy granat gazowy ręcznie + pieczątka ze State Depart.?

                • h.goetz Kto lepszy? Biznesman czy nauczyciel ? 28.03.03, 19:21
                  Gość portalu: Lechu napisał(a):



                  > Faceta, który był pilotem odrzutowca stacjonującego na lotniskowcu (odważny
                  woj ownik), potem businessmanem (świetny gospodarz), który we własnej firmie
                  dorobi> ł się fortuny, następnie został politykiem (zaangażowany obywatel)

                  No, to moze nawt lepszy jest Bush? Kazde przedsiewziecie bizznesow ktorego sie
                  tknal zakonczylo sie bankructwem... i skonczyl jako prezydent USA, mimo ze
                  przep...il wybory.
                  Tez ciekawa figurka....
                  • Gość: JOrl Re: Kto lepszy? Biznesman czy nauczyciel ? IP: *.dip.t-dialin.net 29.03.03, 20:41
                    h.goetz napisał:


                    > No, to moze nawt lepszy jest Bush? Kazde przedsiewziecie bizznesow ktorego
                    sie
                    > tknal zakonczylo sie bankructwem... i skonczyl jako prezydent USA, mimo ze
                    > przep...il wybory.
                    > Tez ciekawa figurka....

                    No no, to dla USA jako firma Busha nie wyglada za dobrze. Jak szef z taka
                    niefartowna raczka.
                    Pozdrowienia

    • nonkonformista Idiotyzm Lecha a grucha Fizyka 28.03.03, 17:48
      Generalnie - jak to u Lecha nie ma co czytać - bo wszystko to stek bzdur
      pisany nowomową tow. Wiesława ("Powstały tam zaczyn nowych idei doprowadził do
      powstania koncepcji skrzyżowania celów tradycyjnie republikańskich z silnym
      moralizatorskim nurtem o tradycjach demokratycznych").
      Ale, ale - jest jeden fragment, który po raz kolejny dezawuuje tego żałosnego
      idiotę:

      "(...) Jednak Reagan mówił jak neokonserwatysta, ale działał jak uczeń
      Kissingera, o czym świadczy afera Contras, czy potajemne
      wspieranie Saddama przeciwko Iranowi"

      Świadczy on, że Lechu - nie tylko nie jest w stanie przyporządkować dat do
      wydarzeń o których pisze (vide Srebrenica), ale nie rozumie w ogóle istoty
      pojęć i faktów na które się powołuje.

      Afera Iran - Contras polegała na sprzedaży broni Iranowi (wbrew embargu, które
      USA samo im narzuciło) - a więc wspieranie Iranu przeciw Sadammowi !!! Z
      pieniędzy uzyskanych od Iranu wspierano nikaraguańskich Contras.

      Zanim zaczniesz coś pisać - najpierw sprawdź fakty kretynie.

      I jeszcze uwaga na stronie do Fizyka - synu przestań już walić gruchę czytając
      Lechowe teksty bo jako estetę mnie to zniesmacza.
      N.
      • h.goetz Re: Idiotyzm Lecha a grucha Fizyka 28.03.03, 19:31
        Ladnie powiedziane !
        "Przestan walic gruche..."
        Tak trzymac, prosto, jasno i do celu.
        Pozdro
    • Gość: JOrl Nonkonformista IP: *.dip.t-dialin.net 28.03.03, 19:13
      Tak, nonkonformista, ten Lechu o Contras sie naprawde wyglupil. Napisal bzdure.
      Bo tak bylo jak Ty piszesz. Za pieniadze dostawane od Iranu za amerykanska bron
      bylo finansowanie "bojownikow o demokracje" w Nikaragui. Oczywiscie zwyklych
      najemnych bandytow.
      To jest naprawde zadziwiajace, jak taki udajacy madrale Lechu tak nie zna
      faktow o ktorych pisze.
      On po prostu poczytal pare propagandowych ksiazek (bo przeciez politycy nie
      pisza profesjonalnych historycznych ksiazek tylko uprawiaja propagande!) jak
      Kissinger i sie tu madrzy.
      A smieszne jest tez jak pisze ze Regan uprawial swinstwa. Bo przeciez mial
      charakter "prawy". Podobnie tez Carter mial "prawy" charakter. Wedlug Lecha.
      A przeciez kazdy z nich uzywal w swojej polityce wszystkich mozliwych jemu
      srodkow w walce z przeciwnikami USA. A ze wygladalo za kazdym razem inaczej, to
      nie wynikalo to z ich niby roznych charakterow, tylko z uwarunkowan w jakich im
      przyszlo dzialac.
      No coz Lechu sie tak nasluchal Radia Wolna Europa, ze ma trwale odciski na
      mozgu.
      A kiedys mi zarzucil jakoby zapewne bylem sekretaz POP w Polsce. Wiec
      nieprawda. Bylem mlodym, dobrze sie zapowiadajacym inzynierem konstrujacym
      elektronike. Dowod na to jest taki, ze jak wyjechalem do Niemiec okazalo sie ze
      tu tez moge pracowac dokladnie w swoim zawodzie.
      A komuna w Polsce mnie nie pociagala w tym czasie jak ja tam pracowalem. Bo ja
      jako inzynier wiedzialem ze kraj gdzie tak ludzie moga w pracach obijac gruchy
      musi upasc. I chociazby z tego powodu nie moglem tego systemu popierac. Bo
      smierdzial upadkiem.
      A tez nie potrzebowalem byc w partii dla kariery. Bo osiagalem to po linii
      zawodowej.
      Ale Lechu? Historyk z bozej laski? Z bozej laski, bo powinien jak o Contras
      pisze najpierw fakty poznac.
      A na historie szli tacy, co sie juz do niczego nie nadawali.
      A naprawde tez nasz Fizyk. I jego niespojne poglady. Jedyne wytlumaczenie jest
      ze jest dosyc mlody. Ale nie znaczy, ze jak bedzie starszy to napewno
      zmadrzeje. Na to sie nie zanosi. Bo naprzyklad gdzies napisal ze najlepiej by
      bylo jakby wojna w Iraku byla krotka. Bo ludnosc biedna cierpi. Niestety
      Fizyku, wojny sa okrutne. To jest smierc, krew, bol. Ale tez zawzietosc ludzi,
      gotowych na smierc. I ta wojna bedzie trwala. I dobrze. Bo Irakczycy walcza
      wlasnie tez dla nas. Dla swiata, aby USA NIE mogla rzadzic swiatem. I go
      wyzyskiwac. Nie tylko na obecne 500 mild $, a na sumy wielokrotnie wieksze. Bo
      taki jest cel tej wojny. Ale czy do osiagniecia? Zapewne dzieki bohaterskiej
      walce tych "brudasow" nie uda sie to Amis.
      Juz teraz mysle, ze Amerykanie maja wybite z swoich lbow napasc na Koree Pn.
      Ale duzo ludzi jeszcze zabija. Bo sa naprawde mocarstwem.
      Pozdrowienia

      • feezyk Wielka Wojna Ojczyzniana? 28.03.03, 23:33
        Widze JOrl, ze liczysz na powtorke
        z historii. Wielka, wzniosla idea.
        Miliony ofiar. Nadludzki wysilek
        narodu. Milosc ojczyzny i walka z
        faszistkoj silu tiomnuju. Walka o nowy,
        lepszy swiat pod wodza Nadczlowieka,
        Ojca, Wuja.

        Na szczescie, historia powtarza sie
        tylko jako pariodia, a raczej
        tragifarsa. Husejn i Irak jako
        parodia ZSRR. Przemowienie Powella
        jako pariodia mowy dotyczacej Zatoki
        Swin. Mlody Bush ze swoja osia zla,
        i pakietem podatkowym parodiujacy
        Reagana z jego imperium zla i
        reaganomics.


        Wypasieni panowie cieszacy sie
        z wojny, bedacy parodia bojownikow.
        Osobiste uprzedzenia bedace parodia
        idei. To obludne solidaryzowanie
        sie z tymi brudasami, podczas gdy
        chodzi o to, zeby zabic jak najwiecej
        jednych i drugich. Zeby wojna byla
        dluga i krwawa.

        W takim to stylu powoli odplywacie
        do przeszlosci. I bardzo dobrze.

        Pozdrawiam
        F.

        • Gość: JOrl Re: Wielka Wojna Ojczyzniana? IP: *.dip.t-dialin.net 29.03.03, 20:38
          feezyk napisał:

          > Widze JOrl, ze liczysz na powtorke
          > z historii. Wielka, wzniosla idea.
          > Miliony ofiar. Nadludzki wysilek
          > narodu. Milosc ojczyzny i walka z
          > faszistkoj silu tiomnuju. Walka o nowy,
          > lepszy swiat pod wodza Nadczlowieka,
          > Ojca, Wuja.
          >
          > Na szczescie, historia powtarza sie
          > tylko jako pariodia, a raczej
          > tragifarsa. Husejn i Irak jako
          > parodia ZSRR. Przemowienie Powella
          > jako pariodia mowy dotyczacej Zatoki
          > Swin. Mlody Bush ze swoja osia zla,
          > i pakietem podatkowym parodiujacy
          > Reagana z jego imperium zla i
          > reaganomics.
          >
          >
          > Wypasieni panowie cieszacy sie
          > z wojny, bedacy parodia bojownikow.
          > Osobiste uprzedzenia bedace parodia
          > idei. To obludne solidaryzowanie
          > sie z tymi brudasami, podczas gdy
          > chodzi o to, zeby zabic jak najwiecej
          > jednych i drugich. Zeby wojna byla
          > dluga i krwawa.
          >
          > W takim to stylu powoli odplywacie
          > do przeszlosci. I bardzo dobrze.
          >
          > Pozdrawiam
          > F.
          >
          Dlaczego Wielka Ojczyzniana? a moze Powstanie Warszawskie? A moze Powstanie
          Styczniowe? Tez masz cos przeciw?
          To jest wlasnie ta Twoja lewacka niespojnosc.
          Myslisz naprawde, ze wojny odplywaja w przeszlosc? I zostanie pokoj lewacki?
          Jesli naprawde maja wojny odplynac w przeszlosc, to tylko jak Amerykanie
          zrezygnuja. A tak zaraz nie zrezygnuja.
          A co z surowcami?
          Pozdrowienia

          • feezyk Re: Wielka Wojna Ojczyzniana? 30.03.03, 16:21
            Gość portalu: JOrl napisał(a):

            >
            > Dlaczego Wielka Ojczyzniana?
            > a moze Powstanie Warszawskie?
            > A moze Powstanie Styczniowe?
            > Tez masz cos przeciw?

            JOrl, kontekst!
            Sam napisales, ze chcesz tej wojny,
            zeby Amis poniesli jak najwieksze
            straty. To jest Twoja motywacja,
            zupelnie inna niz przyswiecala
            uczestnikom Powastan.

            Inna sprawa, ze Powstanie Warszawskie
            i Styczniowe to fatalne przyklady.
            Kwiat narodu sam sie wyeliminowal
            z dalszej gry.


            > Myslisz naprawde, ze wojny odplywaja w
            > przeszlosc?

            Nie, ale ideologia sowiecka tak.


            > I zostanie pokoj lewacki?

            A co to?

            > A co z surowcami?


            Ich znaczenie caly czas spada.
            Rosnie zas rola organizacji i
            technologii.

            Pozdrawiam
            F.
      • feezyk Nonkonformista 28.03.03, 23:50
        Jeszcze mi zostal na deser ten zgorszony
        biedaczek, majacy swoje pierwsze 5 minut
        erotycznych emocji od 11.09 z powodu
        smierci 5 marines i 30 ludzi na bazarze.

        Stad pewnie te dziwaczne skojarzenia,
        oraz niedorzeczne marzenia o ojcostwie.

        Zapamietaj sobie dobre rady ode mnie:

        1) Lepiej z madrym zgubic niz z glupim
        znalezc.

        2) Estetyka to nielatwa dziedzina.

        3) Nie musisz koniecznie tutaj opowiadac
        o wszystkich zajeciach, ktorym sie
        zwykles oddawac. To nie jest zebranie
        kolektywu, tylko zwykla, towarzyska
        pogawedka.

        Uklony,
        F.

      • Gość: Lechu Re: Nonkonformista IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.03, 12:31
        Oczywiście, popełniłem rzeczowy błąd, za co wszystkich przepraszam.

        Przykro mi z tego powodu, ale piszę te teksty na kolanie, więc i błędy są nieuniknione. Nie zamierzam tracić wiele czasu, dokonywać "kwerendy źródeł" tylko po to, żeby paru kauzyperdów nie miało powodu do uciechy. Zdanie nonkonformisty mnie nie insteresuje, inni wybadzą.


        Oczywiście, pomyliłem się co do faktu "kto kogo", ale sama wymowa tej afery jest całkowicie zgodna z tym, co powiedzieć chciałem.


    • Gość: JOrl Sprostowanie IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.03, 09:10
      Przeczytalem dosyc przypadkowo jeszcze raz co Lechu napisal i faktycznie sie
      pomylilem twierdzac, przez powierzchowne przeczytanie, ze wg Lecha w aferze
      Contras chodzilo o popieranie Saddama.
      To byly w jego poscie dwie niezalezne sprawy. I wtedy nie mozna mu zarzucic
      niewiedzy. Akurat w tym przypadku naturalnie.
      I oczywiscie to w niczym nie zmienia mojej oceny Lecha. Tej podstawowej,
      ugruntowanej na podstawie jego wielu wypowiedzi na tym forum.
      Pozdrowienia
      • nonkonformista Re: Sprostowanie 01.04.03, 20:38
        Najpierw mamy następujące wyznanie:

        "Oczywiście, popełniłem rzeczowy błąd, za co wszystkich przepraszam.
        Przykro mi z tego powodu, ale piszę te teksty na kolanie, więc i błędy są
        nieuniknione. Nie zamierzam tracić wiele czasu,
        dokonywać "kwerendy źródeł" tylko po to, żeby paru kauzyperdów nie miało
        powodu do uciechy. Zdanie nonkonformisty mnie nie
        insteresuje, inni wybadzą.
        Oczywiście, pomyliłem się co do faktu "kto kogo", ale sama wymowa tej afery
        jest całkowicie zgodna z tym, co powiedzieć chciałem."

        w chwilę potem:

        "W pierwszym momencie nawet dałem sobie wmówić, że zrobiłem jakiś błąd, bo
        czytałem wszystko po łebkach i między wieloma innymi
        zadaniami, co świadczy tylko o tym, że w mojej głowie działa bardzo
        niedoskonały preempive multitasking operating system (...)"

        i zestawienie to dobitnie świadczy, że popełniłeś błąd. Bo gdybyś od początku
        był przekonany o swojej linii nie popełniłbyś pierwszego postu tylko bronił
        się zupełnie inaczej. Gdyby nie post Jorla - poprzestałbyś tylko
        na "przeprosinach".Zresztą wiele innych wypowiedzi (jak będę miał więcej czasu
        to je to przytoczę - Fizyk również się zaślinił naonczas - wasze ciemniactwo
        jest symbiozą) świadczy o tym, że kompletnie nie rozumiesz tego co się dookoła
        dzieje (z perspektywy czasu widać to wyraźnie). Teksty pisane na kolanie moga
        posiadać literówki, a nie skandaliczne błędy merytoryczne. W twojej głowie
        wszystko działa w sposób "bardzo niedoskonały".
        N.
    • Gość: Lechu Sprostowanie IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.03, 20:41
      "Jednak Reagan mówił jak neokonserwatysta, ale działał jak uczeń Kissingera, o czym świadczy afera Contras, czy potajemne
      wspieranie Saddama przeciwko Iranowi. Neokonserwatyści nie byli jeszcze u steru."

      W pierwszym momencie nawet dałem sobie wmówić, że zrobiłem jakiś błąd, bo czytałem wszystko po łebkach i między wieloma innymi zadaniami, co świadczy tylko o tym, że w mojej głowie działa bardzo niedoskonały preempive multitasking operating system.

      Ale to tylko nonkomformista jeszcze nie opanował umiejętności czytania zdań złożonych, a Jorl tej sztuki już chyba nigdy nie opanuje. Brak treningu w postaci lekcji łaciny. Szczególnie bucom tępym i nieuczonym - vide nonkonformista - polecam "Commentarii de bello civili" Juliusza Cezara, bo książeczka cieńsza nawet od "Krótkiego kursu historii WKPB", na której najwyraźniej uczył się stylu polemicznego Jorl.

      Przyjenmych lektur, Panowie.
      Zachęcam gorąco, bo na naukę i na spowiedź nigdy nie jest za późno.



    • Gość: JOrl Lechu IP: *.dip.t-dialin.net 02.04.03, 17:01
      Lechu, jak widze potrzebujesz mnie, aby siebie samego zrozumiec.
      Ale Twoje slowa drogi Lechu:
      >Ale to tylko nonkomformista jeszcze nie opanowal umiejetnosci czytania zdan
      >zlozonych, a Jorl tej sztuki juz chyba nigdy nie opanuje.
      No chyba sam widzisz, ze mi zarzucac akurat to, kiedy Ty sam swoich wersetow
      samodzielnie nie rozumiesz, to juz bezczelnosc.

      Ale popatrzmy dalej co pisze Lechu:
      > Brak treningu w postaci lekcji laciny.
      Chcesz o lacinie? Mozemy i niej.
      Ja dawalem duzo w zyciu korepetycji. Oczywiscie podstawowa sprawa byly
      matematyka i fizyka. Chyba zrozumiale. Ale wyobraz sobie, ze dosyc duzo nawet
      dawalem korepetycji z laciny. Kompletnie jej nie umiejac, ale mimo to z bardzo
      dobrymi wynikami. Moze dziwne ale prawdziwe. Bo gramatyka jest uniwersalna.
      Wyglada na to, ze Ty, drogi Lechu korepetycje potrzebujesz. Aby siebie samego
      zrozumiec. Bo dzieki mnie np. teraz cos zrozumiales. Siebie. Pilnie mnie
      czytaj, to moze zrozumiesz troche wiecej. O sprawach o jakich pisze. Bo masz
      tutaj braki. I to wielkie.

      Jeszcze dalej Ty, drogi Lechu:
      > Szczególnie bucom tepym i nieuczonym - vide nonkonformista - polecam
      >"Commentarii de bello civili" Juliusza Cezara, bo ksiazeczka ciensza nawet od
      >"Krótkiego kursu historii WKPB", na której najwyrazniej uczyl sie stylu
      >polemicznego Jorl.
      Jak juz zahaczasz o Cezara. W czasie moich korepetycji z laciny tez jego
      czytalem. Naturalnie nie po lacinie a po niemiecku. Kierujac tlumaczeniem. Ale
      zapewne wyciagnelismy diametralnie inne wnioski z tych tekstow. Ja
      stwierdzilem, ze Rzym byl okrutnym, rabujacym innym surowce. A nimi byli wtedy
      niewolnicy. Tez i ziemia. Historia sie jakos powtarza. Mozna oczywiscie z
      rozdziawiona geba i podziwem patrzec na tych co stoja na wyzszym poziomie
      cywilizacyjnym i dac sie przerabiac na niewolnikow, albo dzialac, aby sie
      samemu sie rozwinac. Nie stajac sie niewolnikiem.
      Tak mniej wiecej jest i teraz. I tym sie nasze poglady roznia.
      A pamietasz, jak to byly miasta galijskie, gdzie ich mieszkancy nie chcac sie
      dostac w rzymskie niewolnictwo popelniali zbiorowe samobojstwa? Ty zapewne
      patrzysz na nich z pogarda. Tak jak teraz na Irakczykow.
      Pozdrowienia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka