Gość: MACIEJ
IP: *.ny325.east.verizon.net
11.04.03, 02:29
Widac wyraznie,ze te polskie prymitywy dyplomatyczne do tej pory nie pojely
ze bez dostaw broni z Polski i innej komuny Irak by nigdy nie zaatakowal
Kuwejtu.
WYLACZNA WINA ZA ATAK IRAKU NA KUWEJT TO DARMOWE DOSTAWY BRONI Z KOCHANEGO
ZWIAZKU RADZIECKIEGO I NIE MNIEJ GLUPIEJ POLSKI.
IRAK MIAL W TYM CZASIE EMBARGO NA BRON I TYLKO TERRORYSCI DOSTARCZALI BRON
TERRORYSCIE SADDAMOWI.
Gazeta.pl > Gospodarka > Kraj Piątek, 11 kwietnia 2003
Sposób na odzyskanie irackich długów
Witold Juras
Rozmawiali: Konrad Niklewicz i Dariusz Malinowski 11-04-2003, ostatnia
aktualizacja 10-04-2003 16:54
Polska powinna wrócić do uzgodnień sprzed 14 lat i poprosić Irakijczyków i
Amerykanów o zgodę na spłatę irackich długów wobec nas ropą naftową -
mówi "Gazecie" dr Witold Jurasz, ambasador Polski w Iraku w latach 1986-90
Konrad Niklewicz, Dariusz Malinowski: Mało znany jest fakt, że w 1989 r.
Polska uzgodniła z Irakiem dostawy ropy, którymi miały być spłacone
zobowiązania Iraku wobec Polski. Jak te uzgodnienia wyglądały?
WITOLD JURASZ, ambasador polski w Iraku w latach 1986-90: - W latach 80.
obroty handlowe Polski i Iraku były duże, zwłaszcza tzw. obroty
nierejestrowane, czyli głównie dostawy broni. Linia kredytowa, jakiej Irakowi
udzielił polski rząd, była wysoka i wynosiła 700 mln dolarów. I w jej ramach
Irakijczycy importowali głównie sprzęt wojskowy. Pod koniec lat 80.
zobowiązania finansowe Iraku wobec Polski przekroczyły 500 mln dolarów.
Wówczas doszliśmy do wniosku, że należy uzgodnić formułę spłaty tego długu.
Jedno wiedzieliśmy: restrukturyzacja finansowa długu nie wchodziła w grę, bo
Irak nie miał pieniędzy ze względu na wojnę z Iranem. Wiedzieliśmy, że te
kraje, które zrestrukturyzowały irackie długi - Węgry, Czechosłowacja czy
NRD - faktycznie na tym straciły.
Zaczęliśmy więc szukać innej formuły i przygotowaliśmy wizytę ówczesnego
premiera polski Mieczysława Rakowskiego. Zaproponowaliśmy, aby Irakijczycy
spłacili swoje zobowiązania ropą. Rząd iracki był temu przeciwny, ale
przeważyło zdanie jednego człowieka - Saddama Husajna.
Na czym polegało porozumienie?
- Uzgodniono następującą formułę: dostawy do Polski nie mniej niż jednego
miliona ton ropy rocznie, aż do wykorzystania w pełni naszych wierzytelności.
Porozumienie miało obowiązywać od 1989 do 1995 r. Jego realizację rozpoczęto
bardzo szybko. Już w 1989 r. do Polski trafiło z Iraku przeszło milion ton
ropy [do Rafinerii Gdańskiej - red]. W roku następnym mieliśmy 2 lub 3
ładunki irackiej ropy. Ostatni ładunek - ze 130 tys. ton ropy - odpłynął do
Polski 2 sierpnia 1990 r. [czyli już po rozpoczęciu działań zbrojnych -
inwazji na Kuwejt - red.]. Dalszy import wstrzymała I wojna w Zatoce, a
następnie sankcje ONZ wobec Iraku.
Czy potem nie można było odzyskać tego długu?
- Po przerwie spowodowanej wojną zasugerowałem ministrowi spraw zagranicznych
prof. Krzysztofowi Skubiszewskiemu, aby poruszył tę sprawę podczas swojej
pierwszej wizyty w USA i szukał poparcia amerykańskiego w ONZ, aby uchylono
sankcje [które zakazywały Irakowi sprzedawania ropy - red.] i dano nam szansę
odzyskania pieniędzy. W tym konkretnym przypadku sankcje obiektywnie działały
na niekorzyść Polski (bo nie mogła odzyskać wierzytelności), a dla Iraku nie
były żadnym problemem.
W styczniu 1992 r. minister Skubiszewski spotkał się w Waszyngtonie z Bentem
Scowcroftem, szefem rady bezpieczeństwa narodowego prezydenta Georga Busha
seniora. Obiecał on, że "...może już niedługo znajdzie się rozwiązanie tej
sprawy".
Kilka miesięcy później, podczas wizyty w USA premiera Jana Olszewskiego, nie
było już tak jednoznacznej obietnicy. Olszewski rozmawiał z prezydentem
Bushem i sekretarzem stanu Jamesem Bakerem. Amerykanie zasugerowali, abyśmy
podjęli starania w Komisji Sankcji ONZ - a tam USA mogą życzliwie rozpatrzyć
możliwość poparcia nas. Warto przypomnieć, że art. 50 Karty Narodów
Zjednoczonych daje możliwość krajom "trzecim" - cierpiącym z powodu sankcji
ONZ - na rozpoczęcie konsultacji w Radzie Bezpieczeństwa NZ w celu
zniwelowania strat.
Sprawa powróciła w maju 1992 r. Ambasada USA przekazała MSZ tzw. aide memoire
[rodzaj dokumentu dyplomatycznego - red.], gdzie - potwierdzając wszystkie
uzgodnienia - wycofała się jednak z bezpośredniego poparcia w tym momencie,
twierdząc, że sprawa zostanie życzliwie rozpatrzona w przyszłości.
Wstrzymanie sprawy tłumaczono m.in. potrzebą szczelności sankcji ONZ.
Przypadek polskich roszczeń mógłby mieć charakter precedensowy.
Od tego czasu minęło jedenaście lat. Pamiętajmy także, że uzgodnienia z
Irakiem zostały zawarte na czas określony. Czy w praktyce nasze roszczenia
nie uległy przedawnieniu?
- Jestem przekonany, że nie uległy. Przecież nie naszą winą było to, że nie
możemy zrealizować warunków umowy. Przyczyniły się do tego sankcje ONZ. Myśmy
nasze zobowiązania zrealizowali. Teraz powinniśmy jednak głośno przypomnieć
tamtą sprawę. Możemy oczekiwać, że prezydent Bush junior zechce wypełnić
obietnice administracji prezydenta Busha seniora.
Sami Irakijczycy nigdy nie wypierali się ważności tego porozumienia. Dwa lata
temu w Polsce gościł minister handlu Iraku. Nie zaprzeczał on wówczas, że ono
nadal obowiązuje.
Co Pana zdaniem polski rząd mógłby zrobić, aby rozwiązać ten problem?
- Po pierwsze, sprawę trzeba załatwić jeszcze podczas trwania konfliktu.
Potrzebne jest zaangażowanie na bardzo wysokim szczeblu (np. premiera lub
ministra spraw zagranicznych). Tu chodzi bowiem o dużą kwotę (od 2 do 3 mld
zł), która Polsce się należy. Ważne jest, aby te roszczenia zrealizować jak
najszybciej, zanim ustawi się długa kolejka petentów. W końcu byliśmy jednym
z czterech krajów zaangażowanych militarnie w tę wojnę. Możemy więc
oczekiwać, że nasze roszczenia zostaną rozpatrzone najszybciej, i to
pozytywnie. Przecież Irakiem przez dwa najbliższe lata najprawdopodobniej
będzie współadministrował przedstawiciel USA.
Odzyskanie starych długów to tylko część problemów. Wiadomo, że wojna
spowodowała zniszczenia. Czy polskie firmy będą mogły uczestniczyć w
odbudowie Iraku? Mówi się, że USA przeznaczą na to 25-100 mld dolarów.
- Typowe dla Amerykanów jest to, że po zwycięskich wojnach, np. z Niemcami i
Japonią, pomagali w odbudowie pokonanych krajów. Stanie się tak zapewne i w
Iraku. Jest to o tyle istotne, że od tempa odbudowy i skali pomocy będzie
zależało to, jak USA będą postrzegane przez kraje arabskie. Na tym możemy
także zarobić i my. Prawdopodobnie będziemy podwykonawcami. Niezależnie od
faktu, że poparliśmy USA, w Iraku tradycyjnie cieszymy się opinią solidnych
wykonawców. Uczestnictwo naszych firm ma tu wieloletnią tradycję. Dromex
wybudował tam duże odcinki autostrad, Polacy budowali również cementownie i
inne obiekty przemysłowe, to dzięki polskiemu kontraktowi (Instalexport)
zdrową wodę miała 5-milionowa bagdadzka aglomeracja itd.