Ponieważ jestem absolutnym "nowicjuszem" na tym forum (i oby tak zostało, ale
o tym niżej:-]), krótko jak tu dotarłem.
Od dłuższego czasu miałem problem z uporczywym katarem. Pojawiał się w
okresie jesienno-zimowym. Nasilał po wyjściu na świeże powietrze (oczywiście
nie ma tu reguły - chodząc po dworzu często i gęsto nie miałem żadnych
problemów, a bywało, iż z chusteczek musiałem korzystać non-stop w skutek
lekkich przeziębień). Summa summarum postanowiłem wreszcie załatwić sprawę
raz na zawsze. Skierowanie do laryngologa, rentgen zatok, badanie - wyniki
ok . przepisano mi jakieś tabletki do ssania (Islamint o ile mnie pamięć nie
myli), darowałem sobie ich stosowanie skoro doktor był łaskaw powiedzieć, że
to tylko "na wszelki wypadek i może coś pomoże".
Drugim objawem, króty mnie męczył i niepokoił to przykry smak w ustach z rana
albo po kilku godzinach np. w pracy gdy nic nie jadłem i nie piłem. Nie mam
podobno problemu z przykrym oddechem (poza samymi porankami) nie mniej czułem
dyskomfort, gdyż w podświadomości wydawało mi się, że niedobry smak może
wiązać się ze śmierdzącym oddechem. Oczywiście zęby, dziąsła etc. mam zdrowe,
zadbane, sprawdzone przez dentystę.
Ponieważ dentysta zasugerował, że może mam jakieś problemy gastryczne
wynikiem czego może też być biały osad na języku (no fakt. jest sam go nie
zauważyłem wczesniej) postanowiłem ponownie udać się po ew. skierowanie do
gastrologa.
Wcześniej poszperałem trochę po necie i tak dotarłem tutaj.
przeczytałem art. dra Janusa, kilka Waszych dyskusji i przyznam, że z objawów
słynnego grzybka mnie dotyczyłby tylko:
- katar,
- biały nalot,
- zimne stopy i ręce (zdarzają się choć wynikałoby z tego, że wszyscy w mojej
rodzinie są zarażeni bo problem ten maja i moi rodzice i siostra

),
- jedzenie słodyczy (choć trudno nazwać to nałogiem - nie jem ich w duzych
ilościach, a na myśl o ich ogr. nie odtaję białej gorączki - zresztą często
przez długie dni nie jadłem nic stricte słodkiego i nie było z tym żadnych
problemów,
- przykry zapach potu - nie mniej dbam o higienę więc bez problemu nad tym
panuję, a i nie wiem czy jest to coś wyjątkowego.
Zbrojny w w/w wiedze podreptałem ponownie do lek. rodzinnego, wyłuszczyłem
problem i dostałem skierownie do gastrologa oraz receptę na wspomniany
Flumocyd do pędzlowania gardła oraz Helicid(?) na reg. wydzielania kwasu
solnego.
stosuje już trzeci dzień - osad z języka znika momentalnie po
wypędzlowaniu... ale pojawia się po jakimś czasie a rano wrzykry smak (choć
słabszy) nie ustępuje. no ale mam dwa tyg. na kurację - a potem jak nie
będzie poprawy do gastrologa
przyznaje, że czytajac o Waszych zmaganiach i możliwych problemach
zdrowotnych czuje sie tu dośc osobliwie z moim w sumie tylko męczacym acz
niewielkim problemem (katar, smak).
Nie mniej może przynajmniej z części porad dietetycznych dra Janusa
skorzystam - choćby w celach profilaktycznych.

Daleko mi do hipochodryka,
lekarzy traktuję jako zło konieczne, a do wszelkich medykamentów podchodze z
najwyższą ostrożnością wychodząc z założenia, że więcej czasami szkodza niż
pomagają. Zwykle wszelkie zimowe chrypki leczyłem miodem, sokiem malinowym,
cytryną i czosnkiem.
pyt.
stosowaliście wymienione leki? dały jakieś efekty? czy od razu dreptać do
gastrologa, zrobić wymazy i badania, a nie marnować czas i kasę na półśrodki
przepraszam, że tak się rozpisałem
pozdr.