Witam Was serdecznie po raz pierwszy(choć forum śledzę już od miesiąca) i od
razu chce podziękować Monice i wszystkim forumowiczom za to forum-to dzięki
Wam wreszcie wiem co mi jest no i jesteście taką niesamowitą grupą wsparcia-bo
o tej chorobie właściwie nie można z nikim pogadać, a borykanie się na co
dzień z taką ilością "chorób" to ogromny ciężar-zwłaszcza, że z psychiką też
na bakier. Na razie nie zrobiłam żadnych badań, więc Kandydozę stwierdzam po
objawach. A oto one: od urodzenia-biały język z nadżerkami, wymioty i
biegunki, bóle żołądka, częste infekcje gardła i "gdo"(dużo antybiotyków),
niedowaga, sińce pod oczami, później: zimne stopy i dłonie, bóle kości,
niespokojne nogi(nasila się po spożyciu alkoholu), spękane usta, baaardzo
głośne burczenie w brzuchu(cholernie krępujące), czasami powiększone węzły
chłonne za uszami, stan podgorączkowy, poranny ból jelit(straszny!), wzdęcia,
flegma w gardle, w którymś momencie drozdżyca pochwy prawie bez przerwy przez
jakiś rok-przeszło po odstawieniu mleka i mięsa. Po przykrych przejściach
4lata temu doszły: astma, anemia, zaparcia, kołatanie serca. Objawy
psychiczne: nadwrażliwość na zapachy i na zimno, pragnienie pokarmów
stałych(chleb, ziemniaki), i te najbardziej uciążliwe: zmęczenie, zaćmienie
umysłowe, problemy z pamięcią (od 4lat), fobie, uczucie niepokoju,
wybuchowość, zmienność nastrojów. Oczywiście uzależnienie od słodyczy-zawsze,
ale od 4lat nie panuje już nad tym. Ale od kilku lat nie przeziębiam się i
anemię też zwalczyłam jakby samoistnie(bez pomocy leków)
To tyle, i co o tym sądzicie? Mam nadzieję, ze to Kandydoza

, bo nie mam już
siły biegać po lekarzach i znosić ich ignoranctwa. Pozdrawiam