alikmix
17.03.07, 14:00
Pilotuje już od 12 lat i w związku z tym mnóstwo kontaktów. Często spotykamy
się w hotelach, idziemy na piwo, wymieniamy cenne informacje. Jak spotykamy
się na trasie, pomagamy sobie wzajemnie, bo sytuacje bywają różne. Ogólnie
jest miło.
Ale od kilku lat rynek zalewa fala świeżo wyszkolonych pilotów. Aroganckich,
bezczelnych lub wszystkowiedzących, no nie wszystkich, ale zdecydowanie za
dużo. To, że zaniżają stawki, to jest najmniejszy problem, ponieważ biura
związane ze sprawdzonymi pilotami nie rezygnują z ich usług i "starzy" i tam
pracę mają zapewnioną. Ale do szału doprowadzają mnie siksy, dające sie
poklepywać po tyłku kierowcom (Wilczy Szaniec), sprzątające im autobusy (pod
restauracja Krutynianka)lub serwujące ich zakichane kiełbaski (częsty widok).
Tej "delikatnej materii" za kierownicą wydaje sie potem, że każda następna
pilotka, którą dostanie w Polsce będzie też taka chętna. Potem powstają tylko
niepotrzebne konflikty.
Kiedyś piloci pomagali sobie wzajemnie, teraz można liczyć tylko na "starych".
W Wojnowie można spokojnie wprowadzić dwie grupy. Nie raz tak robiliśmy, żeby
zaoszczędzić czas. Opowiadaliśmy albo na zmianę, albo któreś z nas. Tymczasem
zdarzyła mi sie sytuacja, kiedy podjeżdżam, i pilot z niewielką grupką idzie
do Klasztoru. Bardzo mi sie spieszyło, wiec podbiegam do niego i proszę żeby
poczekał to wprowadzimy 2 grupy, tłumaczę jaka jest sytuacja. NIECH PANI
POCZEKA AŻ JA SKOŃCZĘ - taka była odpowiedz. Potem podchodzi do mnie i pyta,
gdzie jest Muzeum Wicherta. Odpowiedziałam - nie wiem - niech matoł błądzi. A
przecież mogliśmy sobie wzajemnie pomóc. Takie sytuacje zdarzają się często,
chociażby "wysikanie" grupy. Jak jeden autokar wjeżdża na mała stację
benzynową, to jedź człowieku parę kilometrów dalej, bo nie będziemy stali 20
min. tylko godzinę.
Tak samo z oprowadzaniem po wybranych miastach. Zbyt wysoko się cenię, żeby
bawić sie w chowanego i to z 30-40 osobami na karku. Nie mówiąc o
kompromitacji przed grupą, gdyby doszło do kontroli. Od tego są przewodnicy i
biura w kalkulacji uwzględniają usługę przewodnika. Szanujące sie biuro też
nie będzie wyręczać się pilotem. Dzięki takim pilotom funkcjonują biura typu
"krzak", które tylko psują rynek.
Kto szkoli tych młodych, czasami brak im podstawowej kindersztuby. Potem mają
pretensje, że starsi bardziej doświadczeni nie chcą im pomagać. Z pewnością
nie będę pomagać panienkom mizdrzącym się do kierowców w nadziei, że ci
docenią ich "zasługi" i dostaną w przyszłości zlecenie bezpośrednie lub
sfrustrowanej, która z planem miasta, biega po mieście i to się nazywa
oprowadzaniem, no prowadzaniem grupy mogłabym to nazwać. Taki obrazek
widziałam kiedyś pod Mariackim w Gdańsku.