pct3
04.03.10, 06:33
krakow.gazeta.pl/krakow/1,39245,7624208,Lekarz__guzik_mnie_obchodzi__ze_placze_z_bolu.html
OK, problem systemu.
Ale najlepszy jest ten detal:
Do przychodni przy ul. Galla, gdzie powinni zgłosić się w
pierwszej kolejności, rodzice nie mogli się dodzwonić.
No zaraz. Chcieli się zgłosić do przychodni dyżurnej. Nie mieli (na
szczęście) pomysłu by próbować uzyskać wizytę domową. Nie, chcieli
jechać z tym dzieckiem.
Przeczytajcie uważnie. Wydaje się, że wiedzieli, że powinni się
zgłosić. Co robią? Dzwonią. Nie dodzwaniają się. A dlaczego?
Bo tam pracownicy pracują, a nie odbierają telefony.
Dyżuruję w bardzo małym ambultarium opieki całodobowej. W takim
małym, w sobotę potrafi być 10 i więcej telefonów o to "czy jest
lekarz?". Na Galla podejrzewam że takich telefonów jest 100.
Rozumiem prawo do informacji, ale nie rozumiem tej konkluzji - nie
dodzwonili się - nie pojechali tam. Nie dodzwonili się - znaczy JEST
lekarz i pielęgniarka - nie odbierają, znaczy PRZYJMUJĄ pacjentów.
Nie odbierają, bo właśnie dodzwonić się tam chce 20 osób, w tym 19
chce zapytać, czy jest lekarz. Jest.
A zachowanie lekarza na dyżurze szpitalnym naganne, choć odmowa
zbadania jakoś tam uzasadniona merytorycznie (nie do końca, jak
wiemy).