do.ki
05.04.11, 21:45
Czlonek mojej rodziny, po 70-tce, cierpi z powodu uchylkowatosci esicy. Na tyle dlugo, ze to i przez telefon mozna rozpoznac. Odbywaja sie dziwne procedury diagnostyczne w rodzaju usg (i to przez profesora robione! za ciezkie pieniadze), gdzie opisuje sie (smiech na sali) przykryta perforacje uchylka (no smiech z teatrzyku cieni). Po moim naleganiu wykonuje sie CT, zabieram plyte z badaniem do siebie, moi chirurdzy proponuja termin zabiegu na koniec biezacego tygodnia, bo wskazanie jest ewidentne. Chory laduje u pani profesor Uniwersytetu Medycznego wszystko jedno gdzie, a tu pani profesor wskazan nie widzi. Bo co- za stary? Za trudny zabieg? Nie udaje sie skontaktowac z p. profesor.
Inny czlonek mojej rodziny, w podobnym wieku cierpi na gonartroze. Znowu odbywaja sie dziwne procedury diagnostyczne w rodzaju usg (po cholere?) czy zdjecia rentgenowskiego. Artroskopii nikt nawet nie proponuje (bo chory za stary?). Ide do mojego chirurga ortopedycznego, referuje przypadek, dostaje konkretne zalecenia co do diagnostyki... z terminem protezy stawu bylo gorzej, bo chirurg znany i bardzo dobry, wiec trzeba poczekac nawet kilka miesiecy, ale co tam.
Pamietam jakies pretensje w mediach o nadwykonania histeroskopii.
Czyli gdybym wrocil, to okazaloby sie, ze w ogole nie znam sie na zasadach postepowania.
Laska boska, ze dyplomu nie zabrali. :-)