mrumru81
17.11.15, 00:53
Moja 90-letnia mama zapadła na demencję. Ciężka sytuacja. Nie chce się leczyć, brać leków. Dopóki nie załatwię leczenia przymusowego jest źle a nawet coraz gorzej. Mieszka sama, jest dosyć trudna. Zorientowałam się, że nie jadła nic od czterech dni - protest po otrzymaniu wezwania do sądu w sprawie leczenia. Wezwałam pogotowie. Mam skierowanie od lekarki pierwszego kontaktu do szpitala psychiatrycznego, który mógłby wdrożyć leczenisa. Ale matce podskoczyło ciśnienie. Ratownicy zabrali matkę do pobliskiego szpitala na SOR. Tłum kłębi się na małej przestrzeni. Jeden pan doktór, kilka b nieuprzejmych pielęgniarek. Około 13 dali matce na obniżenie ciśnienia. Kazano czekać na krzesełku w poczekalni. Kilka razy próbowałam dostać się do lekarza, ale byłam wypraszana przez zirytowane pielęgniarki. Matka cały czas siedziala w poczekalni. Po 4,5 godziny wdarłam się do lekarza i powiedziałam, że matka osłabiona kilkudniową głodówką siedzi już bardzo długo i nie wiem w jakim celu. A bo będzie zbadana, odparł llekarz. Nie umiał powiedzieć czy za godzinę, czy za trzy... Zabrałam matkę taksówką do domu. Po co Pogotowie Ratunkowe wywozi pacjentów do takich SOR-ów ?