jasmina_tdi
03.02.05, 12:58
Nie wiem czy tylko ja mam takiego pecha i co pójdę do lekarza, to zakrawa to
na jakiś cyrk, czy tez zdarza się to częściej. Zwłaszcza, ze sprawa dotyczy
nienajtańszej prywatnej słuzby zdrowia. Od kilku lat korzystam z usług
prywatnych sieci ośrodków (miesięczny abonament) i chwała Bogu, że rzadko
choruję. Przecietna wizyta wygląda bowiem następująco:
1. lekarz pierwszego kontaktu:
- (ja) - mam 39 gorączki, gardło, katar itp
- (lekarz) - a skąd moze pani wiedziec, ze ma pani tak wysoką gorączkę???!!!
- mam w domu termometr
- acha, to prosze witaminki, rutinoscorbin, aspiryne prosze sobie kupic, jak
nie przejdzie to zapraszam za tydzien, za tydzien nie przechodzi oczywiscie i
koncze z antybiotykiem
2. laryngolog - po przeswietleniu zatok, patrzy i patrzy na zdjęcie i:
- eeeeee....eeeeee..... albo nie ma pani zatok, albo to zdjęcie zostało źle
zrobione ... eeeee. ... co pani powie na antybiotyk? ma pani cos przeciwko??
mam tu jeden, taki swietny.
3. rozreklamowana i droga siec klinik dentystycznych:
z fotela schodze z kwadratowa gęba, zabieg nic nie pomógł, jest jeszcze
gorzej niz było, tzn boli gorzej po, jak przed, na co pan doktor:
- boli boli bo musi bolec i zapisuje mnie na... trzy dni pozniej bo....
jeszcze musi dokonczyc robotę i jak nie dokonczy, to pewnie mi nie przejdzie.
Na drugi dzien jade do innego dentysty, ktory zalatwia sprawe w pol godziny.
Ręce mi juz opadają... Pomijam fakt, ze prywatny lekarz kosztuje kupe kasy.
Skóra cierpnie mi jednak ze strachu jak pomysle, co będzie, jesli faktycznie
kiedys powaznie zachoruję. Jedyne, co od odroznia te wszystkie eurodentale i
enel medy o publicznych przychodzi, to drogie meble i brak syfu w łazienkach.