11.06.05, 15:01
Powiedzcie mi kochani czemu tak duza częśc pacjentow przychodząca np. na
badanie kontrolne(porownujące) nie bierze ze soba poprzedniego wyniku?
Czemu 'zapomina" gubi karte wypisowa po zabiegu?
Czemu nie przynosi do hospitalizacji poprzednich badań?
Czemu nie zapisuje karteczki z lekami , tylko sakramentalnie-duze , czerowne
tabletki, albo zona mi podaje?
Czemu woli wydac pieniądze na piwko niż na lek ?
Czemu utrudniamy sobie wzajemnie dojście do tego samego celu?
Ostatnio pytam takich leczących się "po swojemu" -czyje to serce , watroba ,
nerki-pana (pani) czy lekarza?
Dzis pacjent powiedział ,ze robi łaskę ,ze przychodzi do nas .... na badanie(
pacjentow nam nie brakuje)
Czemu jestesmy takimi sfrustrowanymi wrogami.
Marze o partnerstwie,ale obustronnym...
Czemu musimy stać po dwóch stronach barykady ,chociaz wroga mamy jednego-
chorobę?
Czy w tej walce doczekam się swoistej wspólpracy?
Apropos poprzedniego watku-nic nie usprawiediwia chamstwa(obu stron)!
Obserwuj wątek
    • Gość: Vlad Re: Pytanko IP: 80.53.237.* 11.06.05, 22:57
      Dlatego Connie bo to lekarze są odpowiedzialni za zdrowie pacjentów a nie sami
      pacjenci. Pacjent może wszystko: wyjść z oddziału nie informując personelu ,
      wyjść na papieroska, skonsumować przyniesiony przez rodzinke tłusty
      obiadek/kolacje , mimo ,że ma zaleconą dietę . Lekarze maja obowiązek wiedzieć
      jakie tabletki łyka pacjent.
      Pacjent ma tylko prawa a nie obowiązki. Wqrfiłem sie wczoraj niemożebnie jak na
      salę pooperacyjną wparowały 3 osoby odwiedzić mamusię 8 godzin po zabiegu.
      Nieważne , że jest jeszcze jedna pacjentka , nieważne ,że wisi wyraźna
      informacja o zakazie odwiedzin na sali pooperacyjnej. Prawo pacjenta do
      odwiedzin jest ważniejsze. A że potem po tych odwiedzinach babka gorączkuje? To
      wina lekarzy/pielęgniarek, bo na tych oddziałach są zakażenia!
      Polski pacjent nie czuje sie odpowiedzialny za swoje zdrowie. O jego zdrowie ma
      zadbać "służba zdrowia"
      • Gość: andzia Re: Pytanko IP: *.wroclaw.mm.pl 12.06.05, 00:12
        Odwiedzających z sali pooperacyjnej, zwłaszcza jak jest zakaz odwiedzin,
        pogoniłabym w buraki, ale.. Ale są oddziały w naszych szpitalach gdzie nie ma
        sal pooperacyjnych. Ja po laparoskopii pęcherzyka zostałam od razu przewieziona
        na salę. No dobra, może to niezbyt wielki zabieg, ale tuż obok położono kobietę
        po operacji usunięcia macicy i czegoś tam jeszcze. A równoczesnie do
        pozostałych dwóch pań (jeszcze przed zabiegiem) przychodziły tłumy cały boży
        dzień.

        Ale to jeszcze nic w porównaniu z oddziałem laryngologicznym na którym miałam
        przyjemnośc leżeć. Oczywiście po zabiegu wróciłam od razu na swoją salę. A do
        towarzystwa miałam osoby przed zabiegiem np. dziewczynę z ciągiem anginowym z
        chorymi migdałami. To jest bezpieczne dla pacjenta?

        I w ogóle nie podoba mi się, ze w wielu szpitalach można cały dzień łazić po
        salach bez żadnych fartuchów, ochraniaczy.

        Zgadzam się Connie, ze jest grupa pacjentów, którzy nie bardzo wiedzą co im
        jest, czym się leczą. Ale mi się wydawało, ze lekarze wolą właśnie takich
        niezorientowanych pacjentów.
        Ja osobiście chcę zawsze wiedzieć co mi jest i taka zdiagnozowana czuję się
        bezpieczniejsza. Ale mam wrażenie, że lekarze, przynajmniej niektórzy, nie
        lubia pacjentów, którzy zadaja pytania i sami coś tam wiedzą.
        • connie1 Re: Pytanko 12.06.05, 09:41
          Może trudno w to uwierzy c ,ale marzeniem lekarza jest pacjent , ktory wie z
          jakiego powodu się znalazł w placowce, jesli przychodzi na kolejne badanie ,
          przynosi wynik poprzedniego(jesli mam w pewnym stopniu zdecydowac o skierowaniu
          na powazny zabieg , potrzebuje oceny jak zmienily się parametry ), ktory
          potrafi ( nie musi uczyc się na pamięć!) podac zazywane leki(wystarczy spis lub
          pudelka) i ktory jest swiadomy ,ze jego zdrowie to w dużej mierze jego
          problem !
          Powierdzcie mi kochani ,czy jesli bliska osoba mialaby powazna operacje
          planowa , nie probowalibyscie maksymalnie duzo się wypytac , dowiedzieć ?
          A ciągle spotykam sie z tekstami_jako to zastawka , tatuś chyba mial mieć ...
          no chyba by-passy9chory skierowany z tetniakiem aorty) i czemu nie moge
          porozmawiac z mężem , to co ,ze jest operowany(przysiegam ,ze odebrałam
          osobiście taki tel).
          Wiem ,ze duzo , bardzo duzo winy jest w nas lekarzach , byc moze poprzez
          pośpiech i rutynę stwarzamy taki dystans ,ze rodzina , chory boi sie zapytac,a
          prawo do informacji jest bardzo waznym czynnikiem w procesie leczenia, ale
          czesto checi tej informacji nie daje sie wyczuc ,ani uslyszec pytania...
          A jesli ktoś przychodzi na kolejna wizyte jako czysta karta ( bo dokumentacja
          byla cięzka i nie chcialo mi się jej nieść ) to czasem czuje jakbym odbywała
          syzyfowa pracę...niestety...
          I jak pacjent odstawia bez konsultacji sterydy i wraca z nasilonym rzs,albo
          leki przecizakrzepowe przy sztucznej zastawce , bo wydaja mu sie niepotrzebne ,
          albo pali jak smok po operacji naczyniowej i po 3 miesiacach zamknięcie
          pomostu , albo z hepatomegalia idzie na jedna wizyte do poradni hepatologicznej
          i tyle , bo watroba nie boli i piwko lepsze od lekow nadciśnieiowych(to
          przyklady w ostanich tygodni) to nie wiem czyj jest ten organizm chorego czy
          lekarza...
          I potem jest tylko jedno wymagania-naprawiaj !!!!! bylebym nic nie musial
          zmieniac w swoim zyciu!
        • Gość: młody lekarz Re: Pytanko IP: *.chello.pl 12.06.05, 11:23
          Cenna uwaga.

          Cieszę się, że ktoś z pacjentów to zauważa. Ja ze swojego pobytu w szpitalu jako
          pacjent pamiętam to upokorzenie, jak trzeba załatwiać potrzeby fizjologiczne
          podczas gdy przy sąsiednim łóżku rodzina odwiedzająca pacjenta. I jaka awantura
          jak pprosisz o wyjście. Nie widzę potrzeby, żeby im tłumaczyć, dlaczego mają
          wyjść (bo mi się akurat zachciało za przeproszeniem zrobić kupę). Już o taki
          potrzebach jak sen nie wspomnę. Nie wiem, czy to ja jestem jakiś dzwiny, ale
          mnie krępuje obecność kilku obcych osób na sali, czuję się nieświeży. W domu też
          sypialnia jest miejscem zarezerwowanym dla mnie i mojej partnerki.

          I to święte oburzenie, jak trzeba wyjść, bo lekarz przyszedł kogoś zbadać.

          Polskie szpitale przypominają hinduskie (widziałem na własne oczy). Jak nie
          wypędzisz gapiów, to ci 50 par oczu będzie się gapiło jak badasz. Tylko, że tam
          mieści się to w granicach normy kulturowej. W Polsce zaś załatwianie potrzeb
          fizjologicznych lub rozbieranie się w obecności obcych osób w granicach normy
          kulturowej się nie mieści.
          • Gość: młody lekarz Re: Pytanko IP: *.chello.pl 12.06.05, 11:36
            A skoro już o rodzinach mowa, to przypomniała się scenka z praktyki na
            studiach, na położnictwie. Obchód, m. in. ocenia się krocze. Jedna z kobiet
            leżała na korytarzu. Jakieś 20 m. dalej stał facet - przyszedł w odwiedziny.
            Przylazł te 20 metrów, żeby jej zajrzeć w to krocze.

            Awantura była niezła, bo ordynatorka mało go po mordzie nie wystrzelała. A on -
            zero żenady. Napisał skargę, chryja na cały szpital wynikła.

            Na psychiatrii ten problem jest szczególnie wyraźny. Wielu pacjentów się skarzy,
            bo nie życzą sobie odwiedzin na oddziale. Zdaża się, że wśród odwiedzających
            jest ktoś z sąsiadów, albo z pracy. Przy obecnej stygmatyzacji i dyskryminacji
            chorych psychicznie ma to często negatywne konsekwencje, również finansowe
            (utrata pracy). Pacjenci często się skarżą, że nie chcą odwiedzających na
            oddziale. Wielu czuje się upokorzonych sytuacją, kiedy ktoś obcy dowiaduje się,
            że się leczą. Wielu odczuwa wstyd z powodu choroby psychicznej, nieuzasadniony
            ale przecież realny.

            Na detoksie problem jest jeszcze większy. Zdarzają się przerzuty. Niestety
            rodziny nie rozumieją, dlaczego nie mogą wejść. Takie argumenty jak
            bezpieczeństwo pacjentów do nich nie trafiają.

            Najwięcdej czasu pracy zajmują mi papierki. Potem sa rodziny - upierdliwe na
            maksa. A dopiero na szarym końcu moi pacjenci. Nie tak powinno być.
    • Gość: Tricolour Dlatego, że... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 00:27
      ... można na Was stosunkowo łatwo wyładować agresję, która jest powszechna.
      W mordę nie dacie (nawet profilaktycznie lub zasłużenie), ze szpitala na zbity
      pyszczek nie wywalicie, bo nieborak poda Was do sądu i wygra sprawę...
      W sumie - piszę to z żenadą - można Wami bezkarnie poniewierać...
      • Gość: Swan Ganz Re: Dlatego, że... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 09:02
        nie żartuj sobie Tricolour. Kto Ci powiedział, że lekarz nie może ryja obić?
        • Gość: Tricolour Może i może... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 10:40
          ... z niecierpliwością czekam na opisy wydarzeń, w ktorych lekarz (w pracy!) dał
          w pysk pacjentowi...

          :))))
          • Gość: Swan Ganz Re: Może i może... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 10:46
            Nie mogę bo to nie ja lałem.No i nie mam dyspensy od zainteresowanych.
            Pamiętam natomiast z różnych spotkań ( takich zarówno przed jak i po alkoholu)
            opowieści "zamaskowanych facetów z nożami". Kiedyś sam byłem świadkiem
            takiego "oklepu". Mocno sobie zasłużonego przez oklepanego.
          • Gość: Swan Ganz Re: Może i może... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 11:06
            poza ty co wyżej to ta materia jest taką, że każdy może sam sobie zebrać
            stosowne doświadczenia. Proponuję trochę "pofikać" sobie ( najlepiej na nocnym
            dyżurze )i przekonać się namacalnie :DD.
            Jak byś miał ochotę sprawdzić to daj wcześniej znać. Chętnie popatrzę....
            • Gość: Tricolour Kurcze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 12:06
              ... kusisz mnie trochę tym fikaniem.
              Jakby to była sobota, to zdecydowałbym się eksperyment, mając całą niedzielę na
              lizanie ran.
              A tak... odłóżmy to do któregoś-tam weekendu...

              Ale jakby co, to dam znać... może TVN przyjedzie...
    • denissa9 Re: Pytanko 14.06.05, 10:33
      Zgadzam sie z lekarzami, ze lekarz jest od postawienia diagnozy i dania
      narzedzia do leczenia, a pacjent sam musi tego narzedzia uzywac, zeby sie
      wyleczyc. moje dziecko jest przewlekle chore i po postawieniu diagnozy przez
      lekarzy sama doczytalam w medycznych ksiazkach na temat choroby. Zajelo mi to
      troche czasu, to fakt, ale kazda wizyta lekarska to nie wyklad lekarza, ale
      pozyteczny dialog na temat choroby.On sluzy mi doswiadczeniem, ale ja dziele
      sie watpliwosciami i znajdujemy wspolny jezyk, jak najlepiej ma byc leczone
      moje dziecko. mysle, ze teraz jest jeszcze lepiej, bo dzieki internetowi kazdy
      dociekliwy czlowiek znajdzie choc podstawowe wiadomosci na temat choroby, jaka
      posiada-reszta zalezy od jego dociekliwosci.I co najwazniejsze najwiekszy
      szacunek mam dla lekarzy,gdy temat wykracza poza ich specjalizacje,powiedza nie
      wiem, a nie sila sie na znastwo tematu.Zdaje sobie tez sprawe,ze nie jestem
      jedyna pacjentka danego lekarza i na wizyte przychodze z teczka badan oraz
      lista pytan, ktore chce zadac lekarzowi,ze nie marnowac czasu na przypominanie.
      jesli czegos moge zyczy, to tylko w imieniu pacjentow rozptrzepanych, zeby im
      sto razy powtarzac, ze sami sobie szkodza, nie przygotowujac sie do wizyty, a
      potem takie maja leczenie z ich winy.
      • Gość: młody lekarz Re: Pytanko IP: *.chello.pl 14.06.05, 12:59
        No to muszę powiedzieć, że Twoje dziecko to szczęściarz/szczęściara, że ma
        odpowiedzialną matkę. Jestem pod wrażeniem (pozytywnym oczywiście)!!!

        Myślę, że dla dziecka to ważne, bo ma szansę czuć się przy Tobie bezpieczne.
        Przy spanikowanej, przerażonej i zagubionej matce by tej szansy nie miało.

        I jeszcze ważną rzecz poruszyłaś: na dokształcanie się poświęciłaś trochę czasu.
        Domyślam się, że raczej dni a nie godzin. Bo tak jest, poza nielicznymi
        wyjątkami jakichś "super-geniuszy", że trzeba czasu, żeby opanować i zrozumieć
        materiał na temat jakiejś choroby. Na opanowanie wiedzy o chorobie potrzeba
        czasu. I nie da się zrobić tego w kilka-kiilkanaście ani nawet kilkadziesiąt
        minut w gabinecie. W kilkanaście minut w gabinecie to można wiedzę uzupełnić,
        uściślić pewne rzezcy, wyjaśnić wątpliwości.
      • draconessa Re: Pytanko 15.06.05, 10:52
        Brawo, denissa!!! O taka wlasnie wspolprace z pacjentem nam chodzi!!!!
        Naprawde, klaniam sie nisko. Az przyjemnie wspolpracowac. Szkoda, ze jestes
        wyjatkiem:((((
    • aelithe Re: Pytanko 14.06.05, 13:59
      Connie jakby nie dostrzegasz faktu, że jedynym właścicielem informacji w polsce
      jest chory. Ty masz tyko dostęp do informacji, którą on ci zechce przedstawić.
      W wielu krajach europejskich odstęp do informacji medycznych jest jawny.
      Oczywiscie nie dla każdego. Ale nieograniczony dostęp do dokumentacji ma
      lekarz, który prowadzi leczenie. Szczególnie jest to rozpozwszechnione w małych
      krajach. Chory przychodzi ze swoją kartą ubezpieczenia społecznego i lekarz
      może uzyskac wszystkie informacje o wykonanych badaniach, hospitalizacjach i
      szczegółach terapii. Pozwala to uniknąć polskiej bolączki. Wielokrotnej
      dianostyki tych samych chorób w różnych oddziałach. Chorzy mając rozpoznznie i
      leczenie weryfikuja wyniki w kilku szpitalach. W skutek tego drastycznie rosną
      koszty medyczne. Gdzie indziej byłoby to niemożliwe.
      Wielokrotnie odpisywałem chorych z Izb przyjęć ( ze skierowaniem lub bez) chory
      nie ywmaga pilnej hospitalizacji jednak wymaga korekty leczenia. Wobec braku
      dotychczasowego leczenia kierują ponownie do lekarza POZ. Nie uważacie,że taka
      konsultacja to strata czasu i mojego i chorego i GP.
      • draconessa Re: Pytanko 15.06.05, 10:54
        Ja spotkalam sie z przypadkiem, kiedy w pewnej przychodni, prowadzacej akurat
        zbiorowa praktyke lekarska pacjent przyszedl do przychodni trzy razy w ciagu
        jednego dnia, do trzech roznych lekarzy POZ bo...chcial sobie potwierdzic
        diagnoze. Sadze, ze nie byl wyjatkiem...
    • marzenia11 Re: Pytanko 14.06.05, 16:48
      Ludzie sa różni. Różnią się zarówno poziomem inteligencji, świadomości,
      poczucia kontroli i wieloma innymi cechami. Ze zgroza czytam Wasze opowieści o
      pacjentach nie zainteresowanych tym co sie dzieje z ich zdrowiem, ciałem itp.
      oraz opowiesci z leczenia w szpitalach.
      Mam tez doświadczenia osobiste z pobytu w lutym tego roku w szpitalu.
      1.Byłam niezmiernie zdumiona tym, jak inne kobiety z sali absolutnie nie pytały
      o nic co jest z nimi robione im podawane co sie dzieje.Ja pytałam dokładnie o
      wszystko i uzyskiwałam informacje i było to dla mnie oczywiste.
      2.Byłam niezmiernie zdziwiona jak mozna bac się?krepować?nie chciec
      przeszkadzać zajętym pielegniarkom i wołać ich do skończonej a wciąz otwartej
      kroplówki.Słyszałam jak kobieta powiedziała "to nic waznego,a one sa takie
      zajęte" a z tego co wiem (kiedys byłam na chirurgii) to kroplówkę skończoną
      nalezy zamknąć (jakos strasznie niefachowo to opisuję,ale nie jestem lekarzem)
      bo inaczej powietrze itp (wtedy poniewaz byłam na obserwacji i byłma jedyną
      pacjentką chodzacą w oddziale po prostu pomagałam zabieganym pielegniarkom to
      robić-może teraz sie coś zmieniło?). I zastanawiałam się kto jest
      odpowiedzialny za swoje zdrowie? Dlaczego tak sie dzieje? To tylko jeden z
      wielu przykładów, które widziałam.Ja dzwoniłam i prosiłamn pielęgniarkę. Bo to
      moje zdrowie i bezpieczeństwo.
      Myślę, że ciągle jest tak, że lekarza się nie pyta-taki stereotyp, ze trzeba
      siedzieć cicho i nie można z nim dyskutować, bo on tego nie lubi. sama niedawno
      usłyszałam od lekarza "nie bądź mądrzejsza od lekarza, bo żaden lekarz tego nie
      lubi"-i nauczyłam sie rozmawiac w sposób łechcący jego ego.
      3.Byla tez kwestia odwiedzin.To strasznie delikatna sprawa, konflikt interesów
      i praw pacjentów leżących w jednej sali. Tez pewne rzeczy i odwiedziny mi
      przeszkadzały, ale cóż. takie mamy realia. natomiast jedna rzecz oburzała mnie
      okrutnie-nie zakładanie ochraniaczy przez odwiedzających-a był to luty, mróz,
      snieg i grypy itp. Wiecie kto w ogóle nie zakładał żadnego ochronnego ubrania i
      ochraniaczy na obuwie? Rodzina pani doktor, z tego samego szpitala, leżąca ze
      mną na jednej sali. I tego już absolutnie nie mogłam zrozumieć. Bo
      innym "zwykłym" odwiedzającycm zwracałam uwage wyjasniając im dlaczego to
      trzeba robić. Tu trudno mi było uwierzyć, żeby rodzinka nie wiedziała po co
      nalezy zakladac ochraniacze na buty.
      4.Bardzo oburzała mnie: zachrypnieta pani doktor przychodząca na obchód do
      pacjentek po operacji, pielegniarka, która dokładnie na mnie kichnęła gdy
      wchodziłam do zabiegowego na wyjecie drena w 3 dobie po operacji.
      I to nie jest tak, że sie czepiam pracowmników słuzby zdrowia. Chodzi mi tylko
      o to, że zwykły człowiek może nie wiedzieć, albo miec obrzydliwy psychopatyczny
      charakter i niestety trudno coś z tym zrobić. A jak to wytłumaczyć jesli chodzi
      o pracowników służby zdrowia?
      • Gość: młody lekarz Re: Pytanko IP: *.chello.pl 14.06.05, 17:26
        > Bo
        > innym "zwykłym" odwiedzającycm zwracałam uwage wyjasniając im dlaczego to
        > trzeba robić. Tu trudno mi było uwierzyć, żeby rodzinka nie wiedziała po co
        > nalezy zakladac ochraniacze na buty.

        A po co?
        Bo choć jestem lekarzem, to nie rozumiem, po co na zwykłym oddziale te ochraniacze.
        Że niby co to jest za bakteria, wirus czy też inne stworzonko na zewnątrz
        szpitala, którego by nie było wewnątrz? He?
        • marzenia11 Re: Pytanko 14.06.05, 17:32
          Jakie to są zwykłe a jakie niezwykłe oddziały, bo nie wiem?
          Ginekologię i kobiety po operacjach do jakiego zaliczysz?
          Skoro obowiazuje bezsensowny nakaz to znieśmy go dla wszystkich a nie tylko dla
          rodzin lekarskich. Ja wcale sie nie upieram przy pochraniaczach.Ale kurzu i
          błota bylo sporo wokól stolika przy którym siedzieli na korytarzu, a ja po
          operacji musiałam dużo chodzić.
          • Gość: młody lekarz Re: Pytanko IP: *.chello.pl 15.06.05, 10:44
            > Jakie to są zwykłe a jakie niezwykłe oddziały, bo nie wiem?

            Powiedzmy: wszystkie z wyjątkiem tych, gdzie ludzie z obniżoną odpornością. Albo
            jeszcze inaczej: te, na których nie trzeba zakładać fartucha i maski.

            Oczywiście, to taka definica robocza :-)
        • marzenia11 Re: Pytanko 14.06.05, 18:01
          Wiesz, ja nie jestem lekarzem a wydawało mi się, że warto dbać o czystość w
          miejscu gdzie przebywają chorzy. I że po to też są ochraniacze. NIe tylko żeby
          chronić przed wirusem i bakterią (jakoś nie wyobrazam sobie, zeby cos tak
          cienkiego założonego na ubranie zainfekowane mogło przed czymś ochronić-ale ja
          się nie znam).
          • Gość: młody lekarz Re: Pytanko IP: *.chello.pl 15.06.05, 10:47
            > Wiesz, ja nie jestem lekarzem a wydawało mi się, że warto dbać o czystość w
            > miejscu gdzie przebywają chorzy. I że po to też są ochraniacz

            Ponoć na ochraniaczach prywatne firmy zarabiają 20 mln rocznie. Myślę, że taniej
            byłoby zatrudnić sprzątaczki.
            • draconessa Re: Pytanko 15.06.05, 10:57
              U mnie w szpitalu nie ma ochanaiczy i nikt ich nei wymaga. Natomiast przy
              wejsciach an oddzialy sa pojemniczki z roztworem spiorytusu do umysia rak.
              Korzystaja z nich i lekarze i rodziny odwiedzajace pacjentow.
            • marzenia11 Re: Pytanko 15.06.05, 23:26
              Zapewniam Cię, że w oddziale na ktorym lezalam była kobtka która sprzatała
              korytarz dwa razy dziennie, a i tak bbyło brudno po wizycie kilku osób bez
              ochraniaczy. Ja się nie upieram-po prostu lubie przebywać w czystych
              pomieszczeniach. Ale ludzie są różni.
              na zniczach tez ludzie zarabiają miliony. I na zapałkach, bułkach i wielu
              innych rzeczach. Ja mogę powiedzieć po co uzywacie zapałek skoro sa
              zapalniczki. Wiesz, jakiś totalny chaos może sie wkraść z takiego
              argumentowania. Chce żeby bylo w szpitalu czysto-bo tak mi się szpital kojarzy,
              a nie wiem jak często musiałaby sprzatczka sprzątać, zeby tak było.
    • Gość: Bruford Re: Pytanko IP: *.cskmswia.pl 15.06.05, 11:18
      Czemu musimy stać po dwóch stronach barykady ,chociaz wroga mamy jednego-
      > chorobę?
      > Czy w tej walce doczekam się swoistej wspólpracy?

      Myślę,że to kluczowe pytanie.Niestety nie zanosi się na poprawę.Istniejący w
      Polsce zbiurokratyzowany monopolistyczny system ubezpieczeń musi uciekać się do
      rozmaitych wybiegów by zabezpieczyć swoją egzystencję i swój monopol.Z drugiej
      strony politycy nigdy nie wprowadzą rzetelnych zmian w systemie finansowania
      ochrony zdrowia ponieważ w ten czy w inny sposób musiałyby one godzić
      w "konstytucyjne prawa" ludu i co za tym idzie byłyby wyborczym i politycznym
      samobójstwem.Z tych pobudek wytworzono ciekawy paradoks--w odczuciu społecznym
      najbliższym sojusznikiem pacjenta nie jest lekarz tylko urzędnik.W walce z
      chorobą to urzędnik i może jeszcze dziennikarz wspomagają pacjenta w zmaganiach
      z łapówkarsko-niefachowo-nieetycznym środowiskiem medyków.Wizerunek taki
      gwarantuje alibi potrzebującym a dziennikarzom stałą dostawę "gorącego tematu"
      • bozia2 Re: Pytanko 15.06.05, 16:28
        Myślę,że urzędnicy są jednak gorzej postrzegani niż medycy.Relacje między białym
        personelem,a pacjentem są rzeczywiście dziwne.Mamy jeden cel,ale okazuje się nie
        raz,że nie idziemy wspólną drogą.Może spowodowane jest to tym,że w naszym kraju
        wszyscy "znają się"na polityce i medycynie.Wystarczy dać medykowi leczyć,a
        pacjentowi choć odrobinę zainteresowania-sama nie wiem.W szpitalu najbardziej
        brakowało mi partnerstwa.Mam sporo złych doświadczeń,ale i tyle samo dobrych
        więc nie traktuję kontaktów ze służbą zdrowia jak kary i myślę,że lekarze z
        którymi się czasem kontaktuję odbierają mnie w podobny sposób.
        • marzenia11 Re: Pytanko 15.06.05, 23:45
          Gdyby ludzie wypowiadali się tylko i wyłącznie na tematy, w których sie
          kształcili, zdobywali wiedzę, są specjalistami - to świat by milczał.
      • marzenia11 Re: Pytanko 15.06.05, 23:43
        Gość portalu: Bruford napisał(a):

        > Czemu musimy stać po dwóch stronach barykady ,chociaz wroga mamy jednego-
        > > chorobę?
        > > Czy w tej walce doczekam się swoistej wspólpracy?
        > Jako pacjentka zadaję Wam lekarzom dokladnie to samo pytanie i proszę abyscie
        poszukali odpowiedzi po swojej stronie. A ja szukam po swojej.

        --w odczuciu społecznym
        > najbliższym sojusznikiem pacjenta nie jest lekarz tylko urzędnik.W walce z
        > chorobą to urzędnik i może jeszcze dziennikarz wspomagają pacjenta w
        zmaganiach
        Skąd wiesz??! Przepraszam bardzo, ale kompletnie tego nie rozumiem. Po raz
        kolejny czytam w różnych watkach opinie lekarzy o pacjentach, jakoby to
        pacjenci byli wrogami lekarzy i oczekiwali od lekarzy 32 godzin pracy non stop,
        a teraz że blizszy choremu człowiekowi urzednik niz lekarz. Jakis absurd! Bo
        ja - mając bardzo duzo doswiadczeń ze służbą zdrowia w roli i pacjenta i
        rodziny pacjenta i przez to tez rozmawiając z innymi pacjentami i ich
        rodszinami ani razu nie spotkałam się z takimi opiniami o lekarzach! Owszem,
        spotkalam się z krytyką leczenia lekarskiego , ale jestem przekonana, że to
        wynika z braku wiedzy i informacji ze strony lekarza dla pacjenta.A ponieważ
        kazdy człowiek potrzebuje informacji i zrozumienia tego co się z nim dzieje,
        więc jak nie wie to wymysli, dopowie (to jeden z podstawowych mechanizmów
        poznawczych). I jest tak, że pacjent nie wie, bo: lekarz nie powie, a on nie
        wie o co ma pytac i czy może pytać, lekarz powie ale niezrozumiałym językiem,
        uzywając medycznych pojęć nawet najprostszych, ale już nie jasnych,czy mówi
        szybko bo ma kolejnego pacjenta, a pacjent nie zapyta, bo głupio mu sie
        przyznac ze nie zrozumiał, nie chce zabierac więcej czasu bo jest kolejka itp.
        Widziałam to na własne oczy. To sa nieporozumienia wynikające z dezinformacji i
        braku informacji. Przynajmniej w 75%.
        A tak z drugiej strony: czy lekarze tez nie ulegają jakiejś paranoi bycia
        krzywdzonym i niezrozumianym przez pacjentów?
        Jeżeli my wszyscy, pacjenci i lekarze, nie odejdziemy od swoich punktów
        widzenia i zajmowanych pozycji to szanse na porozumienie i współpracę sa
        nikłe.Będziemy trwać po dwóch stronach barykady.
        Trochę mnie poniosło, przyznaję, ale z takimi opiniami lekarzy naprawde po raz
        pierwsdzy się spotykaam tu na forum.
        Oczywiście leczycie wszystkich ludzi, o róznym poziomie wyksztalcenia,
        poglądach itp więc tez róznie możecie być traktowani. Ale to normalne, a
        czytając wasze wypowiedzi mam wrażenie że opinie dotyczą zdecydowanej
        wiekszości pacjentów, że macie taki obraz "pacjenta w Polsce".
        >
        faktycznie, bardzo mnie to poruszyło. Za bardzo jak na tę porę nocy.
        • Gość: Patryk Re:marzenia11 IP: *.oc.oc.cox.net 16.06.05, 00:39
          Odniosę sie tylko dojednej części twojego postu.

          >Oczywiście leczycie wszystkich ludzi, o róznym poziomie wyksztalcenia,
          > poglądach itp więc tez róznie możecie być traktowani. Ale to normalne, a
          > czytając wasze wypowiedzi mam wrażenie że opinie dotyczą zdecydowanej
          > wiekszości pacjentów, że macie taki obraz "pacjenta w Polsce".

          1.Każdy z lekarzy,który stawia taka tezę widuje (widywał) przeciętnie 20-40
          pacjentów dziennie.Daje to stosunkowo dużą próbę w skali roku,dwóch czy
          pięciu.Próbę na pewno większą niż ta,na której opierasz własne obserwacje.

          2.Nie sądzę,że obraz "pacjenta w Polsce" wynika z uprzedzeń,frustracji czy
          stresu.Zauważ,że na forum sa opinie lekarzy,którzy wyjechali i pracując za
          granicą maja okazje do porównań pacjentów polskich i pacjentów z innych
          krajów.Porównań ,niestety bardzo niekorzystnych w wielu aspektach dla pacjentów
          polskich.I porównań tych nie dokonują po jednorazowym,incydentalnym kontakcie
          ale i też na "dużej próbie".

          3.Zauważ,że np.oceny izy42 (ostatni kontakt z polskim pacjentem w 1991 r)
          różnia się mocno od ocen docuka (ostatni kontakt 2004) czy draconessy
          (2005).Gdzieś pośrodku plasuje się GTelega,dradam i Doki.Zakładając,że są one w
          miarę mozliwości obiektywne każdy z nich pamięta "pacjenta w Polsce"
          takim,jakim był w chwili ich emigracji.O czym to może swiadczyć? O ewolucji
          pewnych postaw pacjentów w ciągu ostatnich piętnastu lat.W określonym kierunku.

          4.Świadomie nie powołuję się na opinie kolegów z Polski (łatwo im zarzucić brak
          dystansu czy brak obiektywizmu).Ani na własną .
          • marzenia11 Re:marzenia11 16.06.05, 00:51
            Ok. Nie będę się z Tobą spierać o procenty, bo to nie o to chodzi. Może jest
            tak, że faktycznie ja trafiam na ludzi z tej mniejszosci, ale nie znaczy, ze
            jej nie ma. Pracuję w oddziale dziennym, mam kontakt z 40 róznymi osobami
            dziennie, wiec moje obserwacje nie opieraja się tylko na kontaktach
            towarzyskich. Nie rzecz jednak w procentach. Tylko w uswiadomieniu sobie, czy i
            jesli tak-to jakiej generalizacji dokonuję i że choc generalizacja bardzo
            ulatwia zycie to jednak może skrzywiać i wypaczac widzenie zjawiska oraz
            zamykac na inne mozliwosci i osoby. Pewnie dobrze wiesz, ze czlowiek postrzega
            rzeczywistość selektywnie i dokonuje interpretacji zdarzeń, zjawisk i zachowań
            w oparciu o własne doswiadczenia i posiadane przekonania. Nie chodzi mi o to,
            aby Ciebie przekonać, ani też nie podchodze do Waszych wypowiedzi jako do próby
            przekonania mnie. Traktuję je jako poszerzenie mojej perspektywy o nowe
            informacje, inny punkt widzenia innej grupy zawodowej i jesli Ty moje
            wypowiedzi potraktujesz tak samo, to osiagnę swój cel.
        • Gość: Bruford Re: Pytanko IP: *.acn.waw.pl 16.06.05, 00:42
          Obraz pacjenta jak to nazwałaś,nie bierze się z powietrza.Jakie są wymagania
          coraz większej liczby pacjentów wie każdy aktywnie uprawiający zawód.I nie
          chodzi o to że owe wymagania nie są uzasadnione tylko o to że nikt za ich
          spełnienie nie ma zamiaru zapłacić lub,co jeszcze gorsze,wydaje się wierzyć ,że
          już za nie zapłacił.Nie to jednak miałem na myśli.
          To środowisko jest po prostu rozgoryczone.Od 1991 roku czeka aż coś się
          zmieni.Cała armia ludzi pracuje za stawki które w moim mieście wyśmiałaby
          ukraińska pomoc domowa.A jak się armia zbuntuje to się jej gębe zatknie
          powołaniem,etyką lub walnie w prasie serię artykułów o pijaku na dyżurze albo
          jakimś łapówkobiorcy z Pcimia.A potem jakiś nadworny etyk ( żeby było smaczniej
          dobrze sytuowany profesor)wygłosi w TV górnolotną przemowę o zaletach
          feudalnego systemu w polskiej medycynie a najwyższa emanacja narodu tj sejm
          uzna moją robotę na dyżurze za "gotowość do pracy" bo tak taniej.Po 8 godzinach
          pracy ,17 "gotowości" i następnych 8 pracy wdzięcznie słucha się np " pan tu
          jest od leczenia jak dupa od srania" albo " jak to już się wychodzi z
          pracy???"Oczywiście na deser jakiś demaskatorski programik w TVN zakończony
          dramatycznym pytaniem "kiedy wreszcie środowisko się oczyści.../wyeliminuje
          owce..../zacznie być partnerskie ....itd.Sorry ale można mieć dość zwłaszcza
          jak media wespół z urządnikami na wyścigi przekonują ludzi jak to pilnują tego
          zepsutego środowiska.
          zagadzam się w pełni co do braku należytej informacji.To jeden z częstszych
          błędów.Ale dam Ci przykład.Wg ubezpieczyciela wizyta w poradni specjalistycznej
          w której raz w tygodniu przyjmuję winna trwać 20 min.Nie rostrzyga się tam
          kwestii kataru.pacjenci często bardzo chorzy,mało sprawni.Przejrzenie nieraz
          bardzo obfitej dokumentacji,badanie pacjenta,wydanie zaleceń i wytłumaczenie
          szczegółów.Mam szansę się wyrobić?żeby nie było złudzeń NFZ wycenia to na
          poziomie niezbyt długiego kursu taryfą.Jeszcze nie słyszalem o pacjencie który
          zgłosiłby do NFZ pretensję o wykupienie mu zbyt okrojonego świadczenia.
          • marzenia11 Re: Pytanko 16.06.05, 01:02
            Zgadzam się z każdym słowem, przecinkiem i kropką Twojej wypowiedzi.
            przeczytalam wszystko bardzo uważnie i głosno mówię: tak, wiem,
            straszne,skandal. I pytam Ciebie bardzo powaznie: co ja mogę zrobić dla
            Ciebie/Was lekarzy w tej sytuacji? Bo mi przychodzi na razie tylko jeden pomysł
            do głowy:nie ulegac własnym emocjom ( w kontaktach z lekarzem) tylko wyważać
            emocje i racje poprzez przyjęcie też perspektywy i zrozumienie drugiej strony
            (czyli lekarzy). Dlatego czytam,pytam Was, proszę o wyjasnienie itp. po to, aby
            wiedzieć, rozumieć i też mieć świadomość istniejących zależności.Ale sukces
            bedzie pelny jeżeli Wy lekarze, czyli druga strona, będziecie robili to samo.
            To trudne zadanie, ale w tym bagnie i paranoi w jakiej Wam przyszlo pracować, a
            nam dbać o własne zdrowie i życie, nie znajduję lepszego rozwiązania.W lutym
            przeszlam bardzo powazna operację, a nawet dwie. I byłam prowadzona przez
            lekarza, który dokl;adnie przyjął taka perspektywę, o ktorej piszę, a ja
            rozumiałam go. I współpraca była naprawde swietna.
            Bo jesli chodzi o działania jakies skierowane na NFZ to kompletnie nie mam
            żadnego pomysłu. Ale jestem otwarta na propozycje. (to znaczy pomysly miałam,
            ale one były radykalne a nie uzdrawiajace system słuzby zdrowia:)).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka