Dodaj do ulubionych

ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż chory !

14.07.05, 20:01
właśnie mój mąż wrócił z pomocy wieczorowej. ponad 40 stopni gorączki,
biegunka, b. złe samopoczucie, bóle mięśni....a lekarz nie przyjął go, bo nie
miał przy sobie książeczki ubezp. nie pomagało, że słabo się czuje, ledwo
chodzi, że się dowiezie, lub poda dane.
NIE MA KSIĄŻECZKI, NIE MA POMOCY. UMIERAJ CZŁOWIEKU.
a może miał do tego prawo?
Obserwuj wątek
    • maga_luisa Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 14.07.05, 20:53
      To jest tak, że musimy żądać aktualnego dowodu ubezpiczenia, bo w przeciwnym
      wypadku możemy zostać obciążeni kosztami refundacji recept wystawionych dla
      pacjenta, który takowego nie posiadał. Nie mówiąc juz o tym, że pracujemy wtedy
      poniekąd za darmo.
      Co do mnie, gdyby mój pacjent zgłosił się z takimi objawami, na pewno nie
      odesłałabym go z kwitkiem, tylko poprosiła o dostarczenie dowodu ubezpieczenia
      w najbliższych dniach. Znam moich pacjentów, mogę podjąć takie ryzyko.
      Tak czy owak: w stanie zagrożenia życia nikt nie powinien żądać od chorego
      dowodu ubezpieczenia, a w sytuacji takiej jak Twojego męża na pewno można było
      znaleźć bardziej kompromisowe wyjście z sytuacji. Przykro mi, że tak się stało.
    • tricolour Zdarzyło mi się... 14.07.05, 20:53
      ... trafić do lekarza bez książeczki. Zapomniałem zabrać.
      Miałem do wyboru: albo wracać przez cały Wrocław po książeczkę, albo zapłacić 15
      złotych za poradę.
      Zapłaciłem.

      Może i w tym przypadku było podobnie...
    • Gość: GTelega Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: 65.90.124.* 14.07.05, 20:53
      Lekarz ma prawo odmowic pomocy o ile nie ma zagrozenia zycia. Goraczka i
      biegunka u doroslego czlowieka takim zagrozeniem nie sa.

      To do czego ma prawo nie zawsze jest jednak rozsadne. Mogl przyjac pacjenta za
      pelna odplatnoscia (jakby byl nieubespieczony). Z drugiej strony co stalo na
      przeszkodzie by wrocic sie do domu i przywiesc ksiazeczke? Jezeli uwazalas, ze
      maz jest chory nie bylo to chyba zbyt wielkie poswiecenie? Ksiazeczka
      ubespieczenia jest w Polsce dowodem posiadania ubespieczenia. Przyjmujac
      pacjentow bez ubespieczenia i bez oplaty lekarz dziala na niekozysc swojego
      pracodawcy.
    • Gość: barnaba Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.lodz.msk.pl / *.devs.futuro.pl 14.07.05, 20:57
      "Nie ma dokumentu, nie ma człowieka"

      Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"
    • sylles Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 14.07.05, 21:09
      ale on nawet nie chciał słyszeć o tym ,że dowieziemy książeczkę. po prostu
      podziękował i nie udzielił pomocy.
      • tricolour Z każdej sytuacji można... 14.07.05, 21:16
        ... wyciągnąć wnioski korzysne dla siebie: Od dzisiaj już wiecie, że do lekarza
        idzie sie z książeczką, bo inaczej może nie przyjąć. Ceną za ta naukę było Wasze
        niezadowolenie. Trudno.

        Pamietać też należy, że nikt sie nie skarży, gdy dostanie mandat za jazdę bez
        dokumentów. To jest akurat jasne więc, przez analogię, podobnie z lekarzem...
        • slav_ Re: Z każdej sytuacji można... 14.07.05, 21:52
          To jest tak nagminne że aż zwyczajne.
          Pacjentci "z domu" (oczywiście nie wymagam tego od ludzi przwiezionych
          bezpośrednio z wypadku) przyjeżdżają bez JAKICHKOLWIEK dokumentow ( bez
          książeczki ubezpieczeniowej, bez książeczek zdrowia dzieci, bez informacji o
          szczepieniach, bez kart informacyjnych ze szpitala choć to zaostrzenie choroby
          na którą sie leczą nawet dowodu osobiestego (pesel jest niezbędny przy podawaniu
          danych dla nfz).

          Nie komentuję tego akurat przypadku (nie wiem jak było i czemu pacjent nie
          uzyskał porady) tylko o ogólnpolskiej tradycji korzystania z pomocy medycznej.
          Oczywiście lekarz przyjmujący pacjenta a nie mogący wykazać jego danych do NFZ
          jest "w plecy" o tą wizytę.
          Lekarz (jak każdy pracownik) idzie do pracy po to żeby zarabiać pieniądze.
          • tricolour To forum... 14.07.05, 22:00
            ... jest bardzo potrzebne.

            Wszystkie emocje biorą sie stąd, że pacjenci nagle uświadamiaja sobie, że stają
            się odpowiedzialni za swoje zdrowie i wszystko co z nim związane. Emocje budzi
            fakt utraty beztroski i opiekuńczości. Do tej pory odpowiadał lekarz, a pacjent
            dawał sie leczyć...
            To się zmiania na oczach ludzi, a każda zmiana (nawet na lepsze) postrzegana
            jest jako odbieranie tego, co sie należy.
            Nic się nie NALEŻY.
            • baba_ze_wsi Re: To forum... 14.07.05, 22:21
              tricolour napisał:

              > Nic się nie NALEŻY.

              To jest sedno :-)

              Człowiek może prosić o pomoc drugiego człowieka, ale nie ma prawa
              tej pomocy żądać. (Żądać od człowieka czegokolwiek może tylko Bóg :-)

              Baba (nie lubiąca nawet prosić, o żądaniu ani mowy ;-)
              • slav_ Re: To forum... 14.07.05, 22:53
                Pacjent nie "prosi o pomoc" a lekarz nie "niesie pomocy".

                Pacjent tą pomoc (poza oczywiście sytuacjami wyjątkowycmi) po prostu kupuje -
                albo bezpośrednio albo pośrednio (przez ubezpieczyciela). Ma prawo domagac się
                pomocy w zakresie jaki umowa oferuje. Nie ma prawa domagac sie świadczenia które
                z umowy nie wynika lub powinien za takowe dodatkowo zapłacic. Obie strony sa
                zobowiązane do dotrzymania warunkow umowy - zarówno lekarz (miejsce, godziny,
                warunki świadczenia, zakres) jak i pacjent (dokumenty ubezpieczenia, zapłata itp).
                • baba_ze_wsi Re: To forum... 14.07.05, 23:21
                  slav_ napisał:

                  > Pacjent nie "prosi o pomoc" a lekarz nie "niesie pomocy".
                  >
                  > Pacjent tą pomoc (poza oczywiście sytuacjami wyjątkowycmi) po prostu kupuje

                  Sęk w tym, że każdy swoją sytuację uważa za "wyjątkową" ;-)

                  Wydaje mi się, że miotamy się od jednej skrajności do drugiej.
                  A przecież w dalszym ciągu jest to "Służba Zdrowia" a nie supermarket :-)

                  Baba (też z sękiem ;-)
                  • slav_ Re: To forum... 14.07.05, 23:59
                    Mówiąc o "sytuacji wyjątkowej" mam na mysli sytacje własnie pomocy "człowiek -
                    człowiekowi" - na miejscu wypadku, zachorowania, w sytuacji "polowej".
                    Nie ma czegoś takiego jak "służba zdrowia". Jest własnie "hipermarket". Miotanie
                    jest - pacjent zwykle chciałby wziąć "zagraniczny" towar z tej wyższej półki ale
                    płacić chciałby jak za polski "bo nie ma wiecej pieniędzy a ludzie sa biedni".
                    Politycy wmawiają mu że może ten droższy brać "bo mu sie należy" nawet gdy za
                    niego nikt nie zapłaci.
                    Teraz obiecanek będzie więcej - wybory idą.
                    • baba_ze_wsi służba czy hipermarket? 15.07.05, 06:56
                      slav_ napisał:

                      > Nie ma czegoś takiego jak "służba zdrowia". Jest własnie "hipermarket".

                      A jednak się mylisz. Mylisz się, podobnie jak mylą się ci ludzie, którzy
                      zakładają rodzinne domy dziecka, czy domy opieki dla starszych - myśląc tylko
                      o zarobku. I...tak jak mylą się mężczyźni wstępujący do seminarium,
                      myślący, że to tylko zbieranie tacy i kasowanie za chrzty/śluby/pogrzeby.

                      Baba (której brakuje słów)
                      • tricolour Hipermarket! 15.07.05, 10:18
                        Jest taki punkt widzenia, kiedy lecznictwo powinno byc "służbą". To jest punkt
                        widzenie pępka świata. Wtedy jak cos sie wydarzy przy zdrowiu, to wszyscy mają
                        skakać, latać, podawać, chuchać, dmuchać. Pepęk świata pozwala sie leczyć, ale
                        jak cokolwiek idzie nie po jego myśli, to jest urażony, agresywny... jak to pępek.

                        Z innej strony. Mam samochód, kilkuletni. Dbam o niego, bo dużo jeżdże, robie
                        regularne przeglądy, wymieniam, co mi każą, zmieniam opony, smaruje, myję,
                        dokupuję gadżety. Dobrze sie w nim czuję.
                        Wiesz co, Babo? Poświęcam temu żelastwu wiecej uwagi niż zdrowiu, które jest...
                        najcenniejsze.

                        Ze zdrowiem jest jak z autem - trzeba dbać, a posłuży wiele lat. Jak zaczyna
                        szwankować... to do naprawiacza. Za usługę naprawy zdrowia zapłacić tak
                        rzetelnie jak mechanikowi, z którym się tylko lekko targuję. Ot, dla "porządku".

                        HIPERMARKET!
                        • baba_ze_wsi Re: Hipermarket! 15.07.05, 17:37
                          tricolour napisał:

                          > Ze zdrowiem jest jak z autem - trzeba dbać, a posłuży wiele lat.

                          A ja myślałam, że teorie mechanicystyczne to już przeżytek ;-)

                          Baba - idealistka :-)))
                      • slav_ Re: służba czy hipermarket? 15.07.05, 17:05
                        Przykro mi, ale uważam, że są to mrzonki.

                        Nie można budować (czy żądać funkcjonowania) SYSTEMU opartego na jednostkowych
                        motywacjach i "zaangażowaniu", czy "chęci niesienia pomocy ludziom". Taki system
                        będzie kompletnie nieskuteczny, nieprzewidywalny, niewydolny i marnotrawny.
                        Czy pamiętasz czasy, gdy papier toaletowy był rarytasem ( nawet "na zapisy" w
                        zakładach pracy)? A przecież wszyscy "z zaangażowaniem" walczyli z jego brakiem
                        jak to w socjalizmie bywało. Od dobrych paru lat z papierem toaletowym nie ma
                        problemów. Wzrosło "zaangażowanie"? Chyba nie. Po prostu na produkcji papieru
                        toaletowego można zarobić.
                        Sprawny system musi być niewrażliwy (mało wrażliwy) na jednostkową motywację i
                        "zaangażowanie" tworzących go ludzi, bo nie jesteśmy stanie ani jej przewidzieć
                        ani wymusić. Ale możemy stowrzys sytem który pożądane zachowania premiuje -
                        najprościej premiuje się dając tym dobrym zarobić. W skrócie - bez względu na to
                        czy idziesz do lekarza - "społecznika", który leczy, bo czuje powołanie czy do
                        pazernego liczykrupy, którego jedyną motywacją są zarabiane pieniądze powinnaś
                        dostać porównywalną pomoc w oczekiwanym (i zaplanowanym) zakresie. Musie być tak
                        skonstruowany żeby zachowania pożądane były premiowane a niepożądane
                        eliminowane, w miarę "samoistnie" - bez ręcznej ingerencji. Zwróć uwagę, że
                        nawet wszystkie formalne wymogi, (jaka szkoła, studia, egzaminy itp.) nie dają
                        pewności że zatrudniamy właściwą osobę a tylko zwiększają prawdopodobieństwo
                        trafnej decyzji - a co dopiero oceniać motywację. Niby jak?
                        Oczywiście można hołubić w sobie obraz lekarza - społecznika w surducie i
                        meloniku brnącego przez śnieg ze skórzaną torbą w ręce do pacjenta w chatce na
                        skraju wsi, niosącego pomoc i kaganek oświaty ciemnemu ludowi. To było dobre w
                        powieściach XIX wiecznych pisarzy. Fakt, obrazek malowniczy - i nic więcej.
                        Niestety mam wrażenie, że w wielu ludzi pokutuje i nie da się łatwo wykorzenić.
                        Szczerze mówiąc nic mnie nie obchodzi motywacja lekarza, który mnie przyjmuje.
                        Za to bardzo obchodzi mnie to czy potrafi mnie skutecznie leczyć.
                        Na całym świecie buduje się systemy ochrony zdrowia w taki sposób żeby OPŁACAŁO
                        się dobrze leczyć ludzi - bo w ten sposób i pazerny chciwiec i społecznik mają
                        motywację do pracy. Może to brutalne, ale to OPŁACALNOŚĆ powoduje wprowadzanie
                        nowych technologii medycznych, nowych sposobów leczenia, procedur itp.
                        U nas próbuje się budować taki system wprowadzając mechanizmy "karzące"
                        finansowo za zbyt dobre (czytaj drogie) leczenie czy diagnostykę, z jednej
                        strony strasząc lekarzy prokuratorem, (jeśli odmówi leczenia) z drugiej strony
                        szantażując go "przysięgą Hipokratesa", "powołaniem", "obowiązkiem niesienia
                        pomocy" itp., jeśli domaga się lepszej zapłaty za pracę.
                        Skuteczność widać na każdym kroku.
                        A szkodliwe mity należy zwalczać. Fałszują tylko obraz rzeczywistości i powodują
                        tzw. myślenie życzeniowe.
                        • baba_ze_wsi Re: służba czy hipermarket? 15.07.05, 17:32
                          Z pewnością masz wiele racji :-)

                          I tak mi przyszło do głowy w związku z podanym przez Ciebie przykładem n/t
                          niegdysiejszego braku papieru toaletowego: ten brak był, bo byli ludzie,
                          którzy (niestety skutecznie) PRZESZKADZALI tym, którzy chcieli go produkować.

                          Primum non nocere dotyczy więc nie tylko lekarzy, ale także (a może przede
                          wszystkim) wszelkiego rodzaju urzędników/kontrolerów.
                          Więc może faktycznie wolny rynek i "naturalne" eliminowanie słabszych...

                          Baba (wyznająca zasadę, że lepiej być młodym, zdrowym, mądrym i bogatym niż
                          starym, chorym, głupim i biednym ;-)
          • Gość: boyena Re: Z każdej sytuacji można... IP: *.chello.pl 19.07.05, 10:28
            To co piszesz slav jest po prostu bulwersujące "idę do pracy żeby zarabiać
            pieniądze". Czy to oznacza,że jak idziesz ulicą a mdleje człowiek to mówisz "nie
            jestem w pracy " i udajesz,ze nie widzisz potrzebującego pomocy?
            • slav_ Re: Z każdej sytuacji można... 19.07.05, 22:16
              Nie rozumiem co w tym bulwersującego.
              OCZYWIŚCIE że idę do pracy żeby zarabiać pieniądze. Po to się chodzi do pracy i
              po to sie pracuje. A płacenie z pracę jest OBOWIĄZKIEM tego na czyja rzecz pracę
              sie wykonuje (nawet chronionym Kodeksem Karnym). Możena wiedziec czy Ty pracujesz ?
              Jak idę ulica i mdleje człowiek to NIE JESTEM w pracy. Udzielę mu pomocy w miarę
              możliowsci, nie oczekując zapłaty, poiewaz to nie jest praca tylko niesienie
              pomocy (do czego zobowiązują mnie zarówno moje własne poglądy i postawa jak i
              przepisy prawa).
              Jesli przyjadę do tego pacjenta karetką jako lekarz dyżurny to OCZYWIŚCIE będę
              chciał dostac zapłatę za ratowanie tego człowieka ponieważ wykonywane przeze
              mnie czynności będą pracą.
              Nie potrafisz tego odróznić ?
      • baba_ze_wsi Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 14.07.05, 21:38
        A jak się czuje mąż? Pojechał z tą książeczką sam na tę pomoc wieczorową,
        czy samo przeszło?

        Baba (u nas na wsi pomoc wieczorowa od dwudziestej dopiero)
        • Gość: sylles Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.05, 21:56
          nie jechał sam, bo nie był w stanie. ledwo trzymał się na nogach.wiózł go teść.
          książeczki nie braliśmy, bo jak (3x już) korzystaliśmy z pomocy wieczorowej ,
          nie wymagano od nas. a ostatnim razem inny lekarz powiedział, ze książeczka
          potrzebna jest w szpitalu, a nie w ośrodku. więc nie wziął.
          mąż wziął stertę leków aptecznych i cały czas śpi. obudziłam go tylko na pół
          małej bułeczki z masełkiem. wypił wodę poszedł spać.
    • coitusik to tak jakby poszedl do sklepu bez pieniedzy...... 14.07.05, 22:54
      wyludzic towar
      • iwa47 Re: to tak jakby poszedl do sklepu bez pieniedzy. 14.07.05, 23:14
        Ludzie dorośli powinii być świadomi jakie obowiązki na nich ciążą. Tu państwo
        wykazali się dużą niefrasobliwością szczególnie idąc po poradę do służby
        doraźnej. Przecież to jest podstawowy dokument/ dyskietka/, który jest wymagany
        przy każdej poradzie medycznej gdzie bazuje się na ubezpieczeniu. To jest tak
        jakby pani chciała odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej ale zapomniała
        przynieśc polisę. Ludzie więcej samoświadomości!
        A tak an marginesie lekarz mógł znaleźć kompromis a nie okazać się tak
        bezduszny.
        • coitusik Re: to tak jakby poszedl do sklepu bez pieniedzy. 14.07.05, 23:18
          lepiej jakby zapominalski w takiej sytuacji proponowal kompromis,
          • iwa47 Re: to tak jakby poszedl do sklepu bez pieniedzy. 14.07.05, 23:25
            On za bardzo nie ma wyboru bo jest uzależniony od decyzji doktora, który może a
            nie musi zgodzić się z danym rozwiązaniem. Zapominalski -i słusznie -musi się
            podporządkować - wszak to on i jego rodzina narobili problemu.
    • Gość: pr Re: niestety nie możemy być anonimowi- IP: *.wroclaw.czk.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.05, 02:47
      poława swiadczeń jest udzielana osobom nieubezpieczonym i z tąd sie bierze
      determinacja bo chce dostawac za swoja pracę pieniadze jak wszyscy -po to
      pracujemy ,
      w izbie przyjęc na ostrym to nieraz wiecej niż połowa nie ma dokumentów ,mają
      wystawione rachunki ,maja dostarczyć nr.ubezpieczenia a realnie niewielu
      powraca aby uzupełnic nr .ubezpieczenia a ci którzy dostali rachunki nie płaca -
      już za drzwiami IP rachunki idą do kosza ,dopiero jak zaczyna działac
      windykacja to przybiegaja z peselem i książeczkami ubezp,
      Obecnie od obcokrajowców pobiera sie odrazu gotówkę(wyjadą i można zapomnieć o
      pieniadzach) i niech potem ubezpieczalnia oddaje pieniadze skoro nie zadbali o
      dokumeny ubezpieczenia (Polak za granica też musi płacic od ręki) ale i od
      polskich pacjentów trzeba tez pobierac opłaty bo sporo ludzi nie płaci składki
      a korzysta z leczenia NFZ.
      Jak w tytule -jesli chcesz żeby potraktowano cie powaznie sam musisz być
      poważny i wiarygodny.
    • Gość: optymistka Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.katowice.pik-net.pl 15.07.05, 07:47
      A ja stawiłam się do szpitala ze wszystkimi dokumentami, tzn. miedzy innymi z
      kartą chipową (Śląsk). I co się okazało, że karta chipowa w tym szpitalu nie
      obowiązuje, bo szpital nie ma czytników. Moja siostra musiała jeżdzić do mojego
      zakładu pracy, żeby uaktualnić książeczkę ubezpieczeniową, którą oczywiście
      doniosłam. Absolutnie nie obwiniam za takie sytuacje nikogo z personelu
      szpitala, zdaję sobie sprawę, że to nie ich wina. Zresztą opieka była super.
    • pimpek_sadelko Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 15.07.05, 07:53
      sylles napisała:

      > właśnie mój mąż wrócił z pomocy wieczorowej. ponad 40 stopni gorączki,
      > biegunka, b. złe samopoczucie, bóle mięśni....a lekarz nie przyjął go, bo nie
      > miał przy sobie książeczki ubezp. nie pomagało, że słabo się czuje, ledwo
      > chodzi, że się dowiezie, lub poda dane.
      > NIE MA KSIĄŻECZKI, NIE MA POMOCY. UMIERAJ CZŁOWIEKU.
      > a może miał do tego prawo?

      nie mial prawa. mial obowiazek go przyjac i wypisac rachunek jsli maz nie mial
      dowodu ubezpieczenia. chyba, ze maz po uslyszeniu slowa "rachunek" poczul sie
      lepiej i wyszedl. sporo pacjentow tak reaguje w ambulatoriach.
      • pimpek_sadelko ps. 15.07.05, 08:02
        nawet jak lekarz wystawi rachunek, bo pacjent nie mial dowodu ubezpieczenia, to
        mozna dowod ubezpieczenia dostarczyc w okreslonym terminie i wtedy sie nie
        placi. tak jest w moim miescie. mieszkam w polsce, obowiazuja mnie te same
        przepisy z tego co wiem?:)
    • Gość: Lekarz kliniczny Dowód ubezpieczenia jest potrzebny. IP: *.acn.waw.pl 15.07.05, 16:20
      W mojej poliklinice przyklinicznej bez aktualnego dowodu ubezpiczenia nie ma
      mowy o bezpłatnej wizycie. Płatna jest niemożliwa, bo tego zabrania prawo.

      Nie jest możliwe również wystawienie recepty z refundacją osobie, która nie
      przedstawi WAŻNEGO DOWODU OPŁACENIA SKŁADEK. Dowodem tym NIE JEST pieczątka w
      książeczce ubezpieczeniowej. Wiele zakładów pracy stempluje książeczki
      pracownikom, a zalega ze składkami. Dlatego jedynym dowodem ubezpieczenia jest
      druk RMUA (pracownicy), ostatni odcinek emerytury lub renty, dowód wpłaty dla
      samozatrudniających się.

      Ustawa o receptach obciąża wszelkimi kosztami wynikajacymi z wytawienia recepty
      osobie nieubezpieczonej LEKARZA. I należności te będą od nas ściąganie na
      drodze egzekucji administracyjnej przez urząd skarbowy.

      Proszę więc się NIE DZIWIĆ, że, NIE MA i NIE BĘDZIE recept "z paskiem" bez tych
      dokumentów.

      NFZ miał wprowadzić KARTĘ UBEZPIECZENIA z chipem, wyposażyć apteki i
      świadczeniodawców w terminale do kontroli aktualności ubezpieczenia.
      Tego na razie nie ma i nie będzie ( sprawa jest na etapie gromadzenia środków
      na łapówki dla Wysokich Urzędników Ministerstwa Zdrowia odpowiedzialnych za
      przetarg w wyniku którego zostanie "wyłoniony" wykonawca tego systemu).

      Póki co odpowiedzialność za szczelnośc systemu przerzucono na nas lekarzy.

      To jest jeden z przykładów arogancji i bandytyzmu rządzących, szczucia
      społeczeństwa przeciwko lekarzom i innym pracownikom sektora medycznego (celowo
      nie uzywam terminu "służba" zdrowia).

      Dlatego namawiam póki co (ten obyczaj nie prędko się zmieni) młodych adeptów
      medycyny do szukania pracy w innych regionach UE niż ten nadwiślański.

      W NORMALNYCH KRAJACH SPRAWA ROZLICZENIA REFUNDACJI CZY NALEZNOSCI ZA USLUGE
      MEDYCZNĄ JEST PROBLEMEM PACJENTA I JEGO FIRMY PROWADZACEJ UBEZPIECZENIE
      ZDROWOTNE.

      LEKARZ NIE MA NIC DO TEGO. NIE JEST URZĘDNIKIEM.
      • Gość: Etno Re: Dowód ubezpieczenia jest potrzebny. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.05, 21:20
        Tak madrze toczy się ta dyskusja,że aż oczy się śmieją. I jak zwykle-musi być
        zadra nienaruszalnego "ego":

        "To jest jeden z przykładów arogancji i bandytyzmu rządzących, szczucia
        społeczeństwa przeciwko lekarzom i innym pracownikom sektora medycznego....itd.

        Co ma piernik do wiatraka? Po co zaraz z takiej "grubej rury"? Oczywiście,że
        każdy z nas by chciał,żeby to firmy ubezpieczycielskie załatwiały te sprawy.
        Ale czy masz swiadomość,co znaczy w praktyce? A to znaczy:

        - że za każdą wizytę wystawiasz fakturę -i chory ci płaci! Ewidencjonujesz
        ją w kasie fiskalnej-bo inaczej nie mozna a pózniej rozliczasz w PIT.
        - że pacjent płaci 100 % za wszystkie leki w aptece. Boze,co za cudowna
        sytuacja. Wreszcie nie czeka się na własne pieniądze! Apteka też wystawia
        fakturę lub paragon fiskalny (ale to normalka)
        I dopiero w "normalnym" kraju pacjent dostaje zwrot wydanej gotówki. Popieram-
        tak powinno być.
        Czy zdajesz sobie sprawę, jak długo jeszcze tak nie będzie? Bardzo długo! I nie
        dlatego,że "te urzędniki" są takie głupie, tylko dlatego,że trzeba się liczyc
        ze skutkami takich rozwiązań.
        To są potworne koszta i nikt nie jest do takiego systemu przygotowany
        logistycznie.Ale jeszcze parę lat drobnych kroczków i .......oby.


        • Gość: docuk 2 do przodu 3 do tyłu IP: *.server.ntli.net 15.07.05, 21:57
          Czy zdajesz sobie sprawę, jak długo jeszcze tak nie będzie? Bardzo długo! I nie
          dlatego,że "te urzędniki" są takie głupie, tylko dlatego,że trzeba się liczyc
          ze skutkami takich rozwiązań.
          Dobre dobre, teraz ja z kolei się uśmiałem aż po pachy.
          Urzędniki nie są głupie, wręcz przeciwnie są cholernie mądre i przebiegłe w
          przelewaniu publicznych pieniędzy "z pustego w próżne"
          Biorę najbardziej oczywisty przykład:
          Komu (oprócz inicjatorów) potrzebne było wydanie kilku milionów na zmianę
          pieczątek, papierów listowych, programów komputerowych, pieczątek z Kasy
          Chorych na NFZ?Przecież w sytuacji pacjentów i pracowników opieki zdrowotnej
          nic się nie zmieniło - monopolista ubezpieczyciel i brak kontroli nad machiną
          urzędniczą.Trzeba było nowej nazwy?
          Czy pomogło to chorym, personelowi czy było tylko jednym ze świadomie
          zaplanowanych skoków na publiczną kasę. Nota bene jednym z mniejszych na
          nieszczęscie.?
          Tak kroczki stawiane na drodze na do reformy są malutkie bo stawianie przez
          malutkich (przekładając na jeżyk fachowy przez zupełną amartoszczyzne z
          politycznego nadania).Najgorzej że kroczki stawiane są wg schematu 2 do przodu
          i 3 do tyłu. Dlatego dla zainteresowanych sprawy idą w "dobrym" kierunku
    • Gość: sylles Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.05, 23:01
      i rozkręcił się wątek...
      dla zainteresowanych -ciąg dalszy o opiece zdrowotnej i tych , co niby służą
      zdrowiu (dotyczy nieuczciwych lekarzy)
      i gdzie wasza przysięga, którą składacie?
      mąż dzisiaj wrócił z pracy,( a musiał tam pójść, bo jego pracownicy byli na
      zwolnieniu- więc firma musi jakoś funkcjonować i jego przełożony nie dał
      wolnego.)i czuł się gorzej niż wczoraj- biegunka, ból mięśni, wymioty- nadal
      się utrzymywały. gorączka- ponad 39. w domu był ok 17. w naszej przychodni
      lekarze przyjmują do 16.
      pani doktor- z miną męczennika, oburzona na cały świat poprosiła go do pokoju.i
      ani me ani be. sam zaczął. zbadała. i znów ani me , ani be. -sam zapytał się co
      mu jest.i chyba tym zdenerwował przedstawicielkę lecznictwa. z wielkim
      oburzeniem stwierdziła, że CHYBA wirus, NIE JEST PEWNA, BO TERAZ TYLE TEGO.
      wypisała antybiotyk i teraz głośno i wyraźnie powiedziała, że na drugi raz mąż
      ma pracować tak, by zdążył do ośrodka, a nie na pomoc wieczorową...- bez
      komentarza.
      jak teraz chodzić do lekarzy????- z naszego doświadczenia - po znajomości, albo
      prywatnie, bo takich lekarzy jak nasz pediatra już chyba coraz mniej...
      • baba_ze_wsi Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 15.07.05, 23:15
        Gość portalu: sylles napisał(a):

        > i gdzie wasza przysięga, którą składacie?

        No ale chyba nie tylko niektórzy lekarze "zapominają" o przysiędze?
        Dlaczego tak łatwo rozgrzeszamy na przykład wiarołomnych małżonków
        (często więc siebie), a od lekarzy oczekujemy, że będą wierni przysiędze?


        Baba (jak zwykle ze wsi)
      • maszar Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 00:13
        Gość portalu: sylles napisał(a):

        "i gdzie wasza przysięga, którą składacie?"

        Nie przypominam sobie, abym w jakikolwiek sposób zobowiązywał się do leczenia
        (poza rzecz jasna sytuacjami ratowania życia - ale to temat na inną bajkę)
        pacjentów za darmo; oczywiście mogę tak robić (i zdarza się to nie tak rzadko) -
        ale jest to moja DOBRA WOLA a nie obowiązek;

        "mąż dzisiaj wrócił z pracy,( a musiał tam pójść, bo jego pracownicy byli na
        zwolnieniu- więc firma musi jakoś funkcjonować i jego przełożony nie dał wolnego"
        nie zauważasz sprzeczności w tym co piszesz? Jeśli rzeczywiście Twój mąż był
        chory, to nie musiał prosić nikogo o dzień wolny, tylko udać się w godzinach
        pracy poradni - i oprócz zaleconych leków otrzymałby z pewnością L4;
        jakoś nie zauważyłaem w Twojej wypowiedzi ani śladu pretensji do tego
        nieludzkiego szefa - choć to on narażał Twojego męża na pogorszenie stanu
        zdrowia; jak zwykle wszystkiemu są winni lekarze i cykliści...
        • sylles Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 14:15
          maszar napisał:

          tylko udać się w godzinach
          > pracy poradni - i oprócz zaleconych leków otrzymałby z pewnością L4;


          tak i na drugi dzień dostać wymówienie i zęby w ścianę..
          teraz są takie czasy, że jak szef każe, to trzeba iść i być do tej godz co
          trzeba. ale nie zrozumie tego ten kto tego nie przeżył...łatwo jest
          powiedzieć . a co potem? nie zwolnią z powodu choroby, to znajdą powód inny.
          a jak przychodnia jest już zamknięta, to co? wy byście tak nie zrobili?
          ciekawe...chodzi tu o podejście doczłowika i o zrozumienie. chciał mąż zostawić
          nawet dowód pod zastaw, ale nie było mowy. lekarz po prostu chciał kasy i już.
          nie obrażam wszystkich lekarzy, bopediatra mojego dziecka, to święta kobieta,
          więc dlaczgo takie zarzuty? nie wystarczy odrobina współczucia?
          • Gość: medyk Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.05, 14:34
            W pierwszym poście topiku napisałaś, że lekarz chciał książeczki
            ubezpieczeniowej. Teraz piszesz, że chciał KASY.
            Możesz przerzucać winę i odpowiedzialność na lekarza, ale to Twój mąż, przez
            swoje zaniedbanie odszedł z kwitkiem, bo gdyby miał książeczkę, to by był leczony.
            I to jest jedyny wniosek z tych tendencyjnych wypowiedzi - jak się idzie do
            lekarza, to we własnym interesie warto wziąć dowody ubezpieczenia.

      • slav_ Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 00:36
        Znow plska klasyka korzystania z opieki medycznej.
        Dla czego ludzie się oburzają że "lekarze pracują tylko do 16 i nie zdązy" a nie
        oburzaja się że o 15 zamykaja uirząd i niczego nie załatwisz - musisz wziąść
        wolne. Że poczta jest do 17 i juz nie zdążę paczki odebrać. Że jak bank zamkną
        to pisemka nie złożę ?
        Jeśli ktos jest w stanie póśc do pracy to znaczy że spokojnie mógł pójśc do
        przychodni w godzinach jej pracy a skorzystanie z "pomocy wieczorowej" było
        zwykłym NADUŻYCIEM.
        Pomoc nocna jest do zabezpieczeni nagłych zachorowań a nie dla ludzi którzy "nie
        zdążą z pracy". Lekarka miała prawo być oburzona.
        A oburzanie sie na prosbę żeby pacjent korzystał z poradni w godzinach jej
        pracy... Litości. Przecież do przychodni WŁAŚNIE W TYCH GODZINACH NALEŻY SIĘ
        ZGŁASZAĆ !
    • Gość: sektor_medyczny Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.05, 23:44
      Z gory przyznam, ze odpowiadam ne zapoznawszy sie z poprzednimi postami na ten
      temat. Generalnie sytuacja kompromisowa wyglada tak - Jesli rzeczywiscie juz
      Poradnia upiera sie, aby okazac dowod ubezpieczenia zdrowotnego, a my go nie
      mamy - to mozemy zaplacic za wizyte, a po okazaniu tegoz dowodu ubezpieczenia,
      np. w ciagu 3 dni - pieniazki zostalyby zwrocone. Jesli natomiast nie jestesmy
      przygotowani na odplatnosc, a wymagamy pomocy to lekarz raczej nie powinien
      odmowic pomocy - kwestia podejscia, niestety... Chyba, ze jest to sytuacja
      zagrozenia zdrowia lub zycia - czyli np. bol w mostku, pieczenie w klatce
      piersiowej, goraczka u dzieci, itp. - wtedy lekarz ma obowiazek udzielenia
      pomocy. Bo czy w sytuacji wypadku drogowego lekarz widzacy zdarzenie udziela
      pomocy czy pyta nieprzytomna ofiare czy jest ubezpieczona i czy gdzies w
      bagazniku nie ma dowodu ubezpieczenia ??? Oczywiscie, ze nie, wiec odpowiedz
      jest chyba jasna ;)
    • gusia40 Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 03:49
      Większości ludzi po udzieleniu im pomocy nie chce się przyjść z dokumentami.Nie
      jedn mnie juz nabrał.Pomysł z płaceniem i oddawaniem pieniędzy też chyba
      niedobry ,bo kto by miał tych pieniędzy pilnować ,wydawać z powrotem?
      Wiadomo:zagrożenie życia- pomocy udzielamy bez względu na posiadanie
      dokumentów..Reszta ma mieć dokumenty.W sklepie choć jak głodny jest człowiek -
      najpierw jedzenie potem pieniądze .I jakoś jest to humanitarne.Zawsze krzyczą
      najmniej chorzy.Zazwyczaj temperatura ,biegunka,anginka,złe samopoczucie
      traktują jako zagrożenie życia.
      • vacia Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 08:34
        gusia40 napisała:

        .Reszta ma mieć dokumenty.W sklepie choć jak głodny jest człowiek -
        > najpierw jedzenie potem pieniądze .I jakoś jest to humanitarne.

        Opieka zdrowotna to nie żaden sklep z jedzeniem.
        Czy znasz człowieka który czegoś w życiu nie zapomniał?
        Nic nigdy nie zapominasz?
        Przecież opieka zdrowotna to coś zupełnie innego. Tamten człowiek był
        ubezpieczony ale tylko zapomniał dokumentu.
        To jesli już trzymamy się porównania do sklepu to on przyszedł po już zapłacony
        towar.
        Moim zdaniem tu sprawą fundamentalną jest podejście do cierpienia drugiego
        człowieka.
        Gdyby lekarz traktował pacjentów jak się traktuje : matkę ,siostrę, syna lub
        córkę to na pewno jego cierpienie nie byłoby czmś mało istotnym.
        A przecież to są czyjeś dzieci, matki i ojcowie a że nie wasi to już nie godni
        współczucia.
        Samo cierpienie wymaga podejścia ze współczuciem.
        To nie jest tak ,że nasze cierpienie jest ważne a cudze nie lub że cudze
        cierpienie jest zawwsze mniej ważne.
        Czy można porównać ewentualne stratę przez lekarza pieniedzy z jego portfela
        i jego cierpienie z tego powodu do cierpienia osoby dotkniętej jakąś chorobą?
        Nie zapominajmy ,ze niezależnie od tego czy lekarz wierzy w Boga czy nie ten
        Bóg istnieje i dał nam ludziom przykazanie miłości bliźniego i za to jak je
        wypełaniamy rozliczy nas Bóg.
        Miłosierny Samarytanin (Ewangelia Łukasza) nie tylko bezpłatnie udzielił pomocy
        medycznej nieznanej osobie ale jeszcze dopłacił do tego z własnej kieszeni.
        To jest wzór do naśladowania dla prawdziwych chrześcijan.






        • agulha Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 09:02
          Czy można porównać ewentualne stratę przez lekarza pieniedzy z jego portfela
          > i jego cierpienie z tego powodu do cierpienia osoby dotkniętej jakąś chorobą?

          TAK!!! Cierpienie osoby dorosłej z powodu wymiotów, bólów mięśni i biegunki nie
          jest SZCZEGÓLNYM powodem do użalania się, a potrącenie kilkuset złotych z pensji
          też kilkusetzłotowej może oznaczać niezwykle trudną sytuację życiową.
          Mam ciężkie migreny, co jakiś czas jak każdy jakąś infekcję, czuję się
          przeokropnie wtedy, ale nie mam pretensji do całego świata!!

          "ALe tylko zapomniał dokumentu". A skąd lekarz ma wiedzieć, czy on go w ogóle
          ma? Spróbuj zapomnieć dokumentu przy kontroli biletów w autobusie albo kontroli
          drogowej przez policję :-)))))))))
          • vacia Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 09:22
            agulha napisała:

            > Czy można porównać ewentualne stratę przez lekarza pieniedzy z jego portfela
            > > i jego cierpienie z tego powodu do cierpienia osoby dotkniętej jakąś chor
            > obą?
            >
            > TAK!!!

            Może to kwestia gustu , ja osobiście wolę stracić pieniądze niż cierpieć z
            powodu jakichkolwiek dolegliwości nawet najbardziej błahych a zapewniam Cię
            że bardzo dobrze wiem co to znaczy stracić jakąś kwotę pieniedzy i co to znaczy
            mieć ich za mało.
            Pozatym Ty jako osoba która znasz się na medycynie możesz odczuwac mniejsze
            cierpienie bo wiesz co ci jest i jakie sa rokowania w Twoich dolegliwościach,
            wiedza w Twoim przypadku to balsam kojący ale nie wszyscy taką wiedzę mają.
            Zresztą w tym wątku chodzi nie o pretensje o cierpienia ale o odmowę przyjęcie
            przez lekarza z powodów biurokratycznych.
            Pozatym i kontolujący bilety odstępują od kary w niektórych przypadkach o ilez
            bardziej takiech humanitarnych zachowań możemy oczekiwac od osób tak madrych
            jak lekarze.
            Lepiej Agulha być za dobrym dla innych.
        • baba_ze_wsi Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 09:18
          vacia napisała:

          > To jesli już trzymamy się porównania do sklepu to on przyszedł po już
          > zapłacony towar.

          Dokładnie tak jest!
          Tylko towar wydaje nie ten, który przyjmował zań przedpłatę, więc
          normalne, że domaga się jakiegoś "dowodu wpłaty".

          Tak sobie myślę, że może te "chipy" które chcą niektórzy nam wszczepiać pod
          skórę byłyby najlepszym rozwiazaniem :-) Lekarz przy pomocy swojego
          czytnika miałby dostęp do "karty choroby" i danych o ubezpieczeniu pacjenta,
          urząd skarbowy do wszystkich dochodów podlegających opodatkowaniu...więcej
          pomysłów na razie nie mam, ale to kwestia czasu ;-)

          Baba (z burzą w mózgu ;-)
          • vacia Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 09:35
            baba_ze_wsi napisała:

            > Tylko towar wydaje nie ten, który przyjmował zań przedpłatę, więc
            > normalne, że domaga się jakiegoś "dowodu wpłaty".

            No tak ale skoro w tym wątku lekarze są podzieleni, część stwierdza , że by
            udzieliła pomocy a część popiera lekarza odmawiającego pomocy z "takich
            powodów" to ja osobiście jestem za tymi lekarzami , którzy szukają jakiegoś
            polubownego rozwiązania i jednak udzielają pomocy.
            Trzymanie się sztywno jakichkolwiek przepisów bez zwrócenia uwagi na specjalne
            okoliczności jest powiedziałabym nieludzkie.
            Przepisy dla naszego dobra.

            Pozdrawiam Cię Babo i życzę zawsze dobrego humoru.
            vacia-też baba
            • Gość: mirex Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: 66.222.215.* 16.07.05, 10:51
              A to w Polsce tak ciezko zorganizowac? W przypadku gdy pacjet nie ma ksiazeczki
              wrzucic dane na komp i sprawdzic czy jest ubezpieczony?
              • vacia Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 11:03
                Gość portalu: mirex napisał(a):

                > A to w Polsce tak ciezko zorganizowac? W przypadku gdy pacjet nie ma
                ksiazeczki wrzucic dane na komp i sprawdzic czy jest ubezpieczony?

                Najwyraźniej jeszcze nie jesteśmy na tym etapie rozwoju technicznego ale
                pod względem humanitaryzmu możemy byc bardzo postępowi tylko wystarczy chcieć.
                • Gość: med Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.05, 11:08
                  Zamiast namawiac innych do chcenia i darmowej pracy - sama mozesz chciec leczyc.
                  Jak nie umiesz, to mozesz chciec sie nauczyc i potem leczyc za darmo.
                  Badz wzorem. Bedziemy cie nasladowac.
                  • vacia Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 14:08
                    Gość portalu: med napisał(a):
                    > Zamiast namawiac innych do chcenia i darmowej pracy - sama mozesz chciec
                    leczyc> Jak nie umiesz, to mozesz chciec sie nauczyc i potem leczyc za darmo.
                    > Badz wzorem. Bedziemy cie nasladowac.

                    Do całkowicie darmowej pracy nikogo nie namawiam, zresztą jesli potrafisz
                    czytać ze zrozumieniem ten mężczyzna o którym mowa -był ubezpieczony a nawet
                    Samarytanin udzielając pomocy za darmo i dopłacając do poturbowanego zrobił to
                    wyjątkowo z odruchu serca ( Biblia nie donosi o takim jego stałym zajęciu) ale
                    właśnie o to mi chodzi ,o odrzucenie zbiurokratyzowanego myślenia i nie
                    trzymania się sztywno przepisów.
                    Wystarczy ze Urząd Skarbowy się ich sztywno trzyma.
                    Czy Twoim zdaniem każdy człowiek może studiować medycynę i leczyć ludzi?




                    • sylles Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 14:22
                      mam to samo zdanie na ten temat, ale myślisz że tacy biurokratowcy myślą o
                      bogu? nie. i wiesz gdzie mają miłosiernego samarytanina?....takie czasy... a
                      nie lepiej byłoby żeby było inaczej? człowiek z odrobiną serca poszedłby na
                      jakiś układ, a nie odsyłał z kwitkiem.
                      pozdrawiam serdecznie. oby więcej takich ludzi...
                    • baba_ze_wsi Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 14:26
                      vacia napisała:

                      > a nawet
                      > Samarytanin udzielając pomocy za darmo i dopłacając do poturbowanego
                      > zrobił to wyjątkowo z odruchu serca ( Biblia nie donosi o takim jego stałym
                      > zajęciu) ale

                      Wydaje mi się, że dzisiaj takim "Samarytaninem" nie jest lekarz, a zupełnie
                      przypadkowy inny pacjent tejże przychodni (na przykład ja czy Ty ;-), który
                      widząc czyjeś kłopoty z uzyskaniem pomocy wskutek braku książeczki
                      ubezpieczeniowej zapłaci za niego z własnej kieszeni (kierując się oczywiście
                      odruchem serca).
                      Lekarz w tym przypadku byłby odpowiednikiem właściciela gospody :-)

                      Baba (nie-misjonarka)
                    • Gość: med Vaciu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.05, 15:57
                      "Czy Twoim zdaniem każdy człowiek może studiować medycynę i leczyć ludzi?"

                      Odpowiedź - nie KAZDY, bo słowo "każdy" ma szczególne znaczenie.

                      Lekarzem może byc "każdy", kto przyswoi sobie wiedzę, potrafi z niej korzystać,
                      by leczyc ludzi. To proste.
                      Jak każda ludzka czynność - leczenie - podlega pewnym uwarunkowaniom, o które
                      się spieramy. Jednym z tych uwarunkowań jest to, czy leczyć pacjenta, który nie
                      ma ubezpieczenia (albo mówi, że ma , ale nie ma przy sobie). W takich sytuacjach
                      potrzebne jest wyczucie, zaangażowanie, zyczliwość itp.
                      Otóz informuję Cię, że nie ma OBOWIĄZKU bycia życzliwym itp. Inna sprawa, że
                      dobrze, jak troszczymy sie o naszych pacjentów.

                      Historia z Samarytanienem jest wskazówką, ale nie jest nakazem. Warto odróżniać
                      własne oczekiwania od obowiązków innych.

                      Pozdrawiam.
                      • slav_ Re: Vaciu! 17.07.05, 00:57
                        Radzę ze szczerego serca - daruj sobie argumnetację opartą na logice.
                        Z vacią nie wygrasz.
                        • vacia Re: Vaciu! 17.07.05, 05:07
                          slav_ napisał:

                          > Radzę ze szczerego serca - daruj sobie argumnetację opartą na logice.
                          > Z vacią nie wygrasz.

                          Logika bardzo mnie przekonuje ale zmiękczona miłością.
                          • slav_ Re: Vaciu! 17.07.05, 15:36
                            I na tym polega Twój problem.

                            Nie ma czegoś takiego jak "logika rozmiękczona miłością".
                            "Rozmiękczona logika" to nie logika tylko pobożne życzenia "żeby było tak jak ja
                            chcę".
                            Pociesz się że nie jesteś osamotniona, ten problem (ignorowanie argumentow nie
                            pasujących do własnych pogląów czy życzeń) to ciężka (i jak na razie
                            nieulczalna) choroba calej naszej sceny publicznej.
                            Nie obraź się ale dyskusja z Tobą jest czynnością całkowicie jałową. Jesli
                            pojawią sie jakis problem to albo go ignorujesz albo "załatwiasz" cytatem z
                            Biblii. Na kolejny argument - kolejny cytat z Biblii i kolejne życzenie.

                            >Najwyraźniej jeszcze nie jesteśmy na tym etapie rozwoju
                            >technicznego ale
                            >pod względem humanitaryzmu możemy byc bardzo
                            >postępowi tylko wystarczy chcieć.

                            Nie wystarczy. Jakoś nie wychodzi. Liczenie na humanitaryzm i opieranie na tym
                            jakiegokolwiek długofalowego działania (a takim jest SYSTEMOWA opieka zdrowotna)
                            jest ryzykowne bo można się "humanitaryzmu" nie doczekać i umrzeć. Trzeba
                            stosowac takie rozwiąznia żeby nie trzeba było "liczyc na humanitaryzm" a
                            uzyskac dokładnie to samo a nawet więcej, skuteczniej i w sposób przewidywalny
                            (powiedziałbym - zaplanowany). Są takie sposoby - proste, skuteczne, logiczne. W
                            Polsce niestosowane. Większą tradycję ma u nas odwoływanie się własnie do
                            "humanitaryzmu", "powinności", "wartości", "przysięgi Hipokratesa", "obowiązku
                            niesienia pomocy" itp.
                            Piękne to bardzo.
                            Skutecznośc apeli widać jak na dłoni.
                            Apelujmy dalej.
                            • vacia Re: Vaciu! 17.07.05, 16:53
                              slav_ napisał:

                              Większą tradycję ma u nas odwoływanie się własnie do
                              > "humanitaryzmu", "powinności", "wartości", "przysięgi Hipokratesa", "obowiązku
                              > niesienia pomocy" itp.
                              > Piękne to bardzo.
                              > Skutecznośc apeli widać jak na dłoni.
                              > Apelujmy dalej.

                              Drogi Slavie z drugiej strony to co Ty proponujesz a mianowicie współpłacenie
                              pacjentów bezpośrednio w placówce, zwiększone nakłady na opiekę zdrowotną no i
                              lepszą organizację pracy , te rzeczy nie zastąpią humanitaryzmu, mogą go
                              ułatwić ale go nie zagwarantują, bo chyba się zgodzisz ze mną że w relacji
                              lekarz -pacjent można coś poprawić i to coś akurat nie zależy bezpośrednio od
                              pieniędzy.
                              Załóżmy, że nowa ekipa rządząca zwiększa radykalnie dopływ pieniędzy do
                              placówek,
                              czy to rozwiążę sprawę życzliwości lekarza?
                              Przecież ludzie nieraz mają wszystkiego w bród a i tak nie są życzliwi.
                              To by stworzyło lepsze warunki do leczenia w sensie ekonomicznym ale pozostaje
                              czynnik ludzki i on wymaga stałego doskonalenia, bo albo człowiek staje się
                              coraz bardziej ludzki i życzliwy albo rośnie w nim niechęć i pogarda dla innych.
                              I tu nigdy za dużo apeli. Odwoływanie się do Biblii jest bardzo dobre bo to
                              Słowo Boże a nie ludzkie.
                              To nie jest tak, że życzliwość to sprawa dobrowolna lekarza bo życzliwość jest
                              juz pierwszym elementem leczenia i wchodzi w zakres udzielanej pomocy.
                              Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę jak najzdrowszych pacjentów.
                              • Gość: med Re: Vaciu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.05, 20:32
                                Nie życzliwość jest pierwszym elementem leczenia lecz fachowość. Życzliwy
                                ignorant nie zdziała nic, a nieżyczliwy fachowiec ma choć możliwości.

                                Cały Twój post jest o życzliwości, a w leczeniu pacjenta chodzi o LECZENIE...

                                Słowo Boże warto znać i stosować. Nie próbować słowem Bożym załatwiac
                                wszystkiego: leczenia ludzi, ich relacji itp bo nic z tego nie wyjdzie.
                                Odwoływanie się do Biblii przy byle okazji jest brakiem szacunku do Biblii.
                                • vacia Re: Vaciu! 18.07.05, 09:53
                                  Gość portalu: med napisał(a):

                                  > Słowo Boże warto znać i stosować. Nie próbować słowem Bożym załatwiac
                                  > wszystkiego: leczenia ludzi, ich relacji itp bo nic z tego nie wyjdzie.
                                  > Odwoływanie się do Biblii przy byle okazji jest brakiem szacunku do Biblii.

                                  Brakiem szacunku do Biblii jest ignorowanie jej istnienia i nie odwoływanie się
                                  do jej mądrości.
                                  Już były czasy , że zakazywano jej : tłumaczenia na rodzime języki, czytania ,
                                  powoływania się na nią i posiadania jej.
                                  Mam nadzieję,że nie marzysz o tym?
                                  Jeśli lekarz jest dobrym fachowcem to niech nie zapomina o uprzejmości, aby ta
                                  jego fachowość miała należytą oprawę i była również dostępna dla ludzi
                                  wrażliwych, którzy potrzebują ciepłego podejścia.
                                  • Gość: med Masz umiejętność... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.05, 20:39
                                    ...dryfowania po temacie, które do niczego nie prowadzi.

                                    Cytujesz kawałek mojej wypowiedzi, z ktorej wysnuwasz wniosek, że "były czasy ,
                                    że zakazywano jej : tłumaczenia na rodzime języki, czytania, powoływania się na
                                    nią i posiadania jej. Mam nadzieję,że nie marzysz o tym?"

                                    To, o czym ja piszę nie ma żadnego związku z Twoją pointą. Dalszą rozmowę uważam
                                    za bezcelową i stratę czasu.

                                    Pozdrawiam.
                                    • vacia Re: Masz umiejętność... 18.07.05, 21:50

                                      Nie cenisz prawdy dlatego nie widzisz związku między tym co Ty wyraźnie
                                      napisałaś o Biblii i ja ale to Twoja sprawa i Twój wybór.
                                      Ciekawe ile osób brało by udział na tym Forum , gdyby nie było ono anonimowe i
                                      czy Ty byś wzięła udział w nim?

                                • slav_ Re: Vaciu! 18.07.05, 12:20
                                  Tylko (med) nie mów że Cię nie ostrzegałem. :-)
                              • slav_ Re: Vaciu! 17.07.05, 20:33
                                Znowu.
                                Dziad swoje a baba swoje.
                                O tym był cały mój poprzedni post.
                                Pozdrawiam. Dyskutował nie będę.
                                • lukumon [...] 18.07.05, 10:52
                                  Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
                                  • maga_luisa Re: Ja się wam dziwię - stałym bywalcom tego foru 18.07.05, 11:00
                                    Nie uważam, żeby vacia wypisywała "skrajne idiotyzmy". Nikogo nie obraża, swoje
                                    zdanie wypowiada z szacunkiem dla innych. To, że niektóre jej opinie są za mało
                                    rzeczowe, wynika z prostego faktu, że lekarzem nie jest i pewnych rzeczy, nie
                                    odczuwszy ich na własnej skórze, po prostu wiedzieć nie może. A jej nawoływanie
                                    o humanitaryzm, niezależny od pieniędzy, nie jest chyba specjalnie godne
                                    potępienia? Pozdrawiam.
                                    PS. Być może nie jestem jeszcze "stałym bywalcem tego forum", i moja opinię
                                    opieram na tym konkretnym wątku.
                                    • vacia Re: Ja się wam dziwię - stałym bywalcom tego foru 18.07.05, 12:34
                                      maga_luisa napisała:

                                      > Nie uważam, żeby vacia wypisywała "skrajne idiotyzmy". Nikogo nie obraża,
                                      swoje zdanie wypowiada z szacunkiem dla innych. To, że niektóre jej opinie są
                                      za mało rzeczowe, wynika z prostego faktu, że lekarzem nie jest i pewnych
                                      rzeczy, nie odczuwszy ich na własnej skórze, po prostu wiedzieć nie może. A
                                      jej nawoływanie o humanitaryzm, niezależny od pieniędzy, nie jest chyba
                                      specjalnie godne > potępienia? .

                                      Dziękuję Ci za obronę mojej osoby. Jest dokładnie tak jak Ty piszesz, można
                                      sprawdzić to co poprzednio pisałam na Tym Forum ,nie były to żadne idiotyzmy
                                      jak napisał Lukomon, ja nie wiem co on ma do mnie , ale się tego od niego nie
                                      dowiem nigdy skoro jest aż tak agresywny i wrogi.
                                      To co piszemy jest najlepszym dowodem w sprawie.
                                      Pozdrawiam Cię serdecznie, Maga_luiso.


                                  • vacia Re: Ja się wam dziwię - stałym bywalcom tego foru 18.07.05, 12:48
                                    lukumon napisał:
                                    ale stara się
                                    > przy tym zachować pozory kultury i spokoju. A wam się wydaje, że to co mówi
                                    jest szczere. Tak się dawać robić w trąbę - żenujące !!! ...
                                    > ********
                                    > Lukumon

                                    Spróbuj też zachować pozory kultury i spokoju. Ja Cię tak naprawdę szanuję, na
                                    i nie chciałabym moich uczuć wobec Ciebie zmieniać a tym bardziej Ciebie
                                    denerwować.
                                    Przestrzegam etykiety tego Forum a Ty go łamiesz, a przecież nie ja wymyśliłam
                                    te przepisy ale inni ludzie ,czy też idioci według Ciebie i zgrywusy.
                                    I kto tu komu podnosi ciśnienie?
                                    Nie operuj ogólnikami tylko przytocz jakieś moje zdanie, które jest według
                                    Ciebie idiotyzmem.
                                    Napewno nie znajdziesz.
                                    Łatwo jest kogoś obrazić ale czy nie lepiej napisać coś z szacunkiem do
                                    drugiego człowieka nawet jak w naszych oczach to "zgrywus".
                                    Już Ci kiedyś pisałam, że nie wiem co to znaczy zgrywać się.

                                    • lukumon No i jakiś vaciowy admin usunął moją jakże .... 18.07.05, 21:51

                                      ... agresywną wypowiedź ...

                                      ... a co do szacunku - to rzecz w tym, że ja go wobec ciebie absolutnie nie mam!
                                      ani grama! ...
                                      nie będę dłuzej czytał tego forum. przynajmniej dzisiaj - jestem po ciężkich
                                      dyżurach i mieszanie filozofii a`la rydzyk z medycyną trochę mnie denerwuje.
                                      jeszcze znowu coś powiem i admin z elpeeru znów wykosi ... dobranoc
                                      ********
                                      Lukumon
                                      • vacia Re: No i jakiś vaciowy admin usunął moją jakże . 18.07.05, 22:06
                                        Odpocznij i wyśpij się i nabierz chociaż do siebie trochę szacunku bo masz go
                                        stanowczo za mało.
                                        A Twoja asertywnośc miałaby pewien wdzięk gdybyś ją kierował do osób swojej
                                        płci a nie do kobiet.
                                      • slav_ Re: No i jakiś vaciowy admin usunął moją jakże . 18.07.05, 22:31
                                        Ha !
                                        Innym dobre rady a sam sie też dałeś sprowokować do odpowiedzi :-)
                                        Odpowiedź vaci - miodzio, nieprawadaż ?


                                        • lukumon Ale ja swoją odpowiedź kierowałem ... 19.07.05, 10:07

                                          ... przede wszystkim do was i do admina z kółka różańcowego. Do niej tylko
                                          trochę :-))) ....
                                          ********
                                          Lukumon
                                      • vacia Re: do lukumona 20.07.05, 07:35
                                        lukumon napisał:

                                        > ... a co do szacunku - to rzecz w tym, że ja go wobec ciebie absolutnie nie
                                        mam !> ani grama! ...

                                        Na te twoje troszkę odpowiem. Czy podpisałbyś się pod swoim postem swoim
                                        imieniem i nazwiskiem.
                                        No bo piszemy coś anonimowo ale chyba mielibyśmy też odwagę podać swoje dane
                                        osobowe.
                                        Mam pytanie czy lekarz, który nie ma "1 grama" szacunku wobec drugiego człowieka
                                        może wykonywać dobrze zawód lekarza?
                                        Naziści z Hitlerem na czele też nie mieli ani 1 grama szacunku dla Żydów a jak
                                        to się skończyło wszyscy wiemy.

              • maga_luisa Re: ważniejsza książeczka ubezpieczeniowa, niż ch 16.07.05, 11:04
                Gość portalu: mirex napisał(a):

                > A to w Polsce tak ciezko zorganizowac? W przypadku gdy pacjet nie ma
                ksiazeczki
                > wrzucic dane na komp i sprawdzic czy jest ubezpieczony?

                Póki co, nie jest to możliwe.
              • Gość: informatyk Nie ma tekiego kompa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.05, 11:05
                ... i nie będzie. Nie ma bazy danych, struktury informatycznej, nie ma nawet
                szkieletu takiego projektu.
                • baba_ze_wsi Re: Nie ma tekiego kompa... 16.07.05, 11:57
                  Gość portalu: informatyk napisał(a):

                  > ... i nie będzie. Nie ma bazy danych, struktury informatycznej, nie ma nawet
                  > szkieletu takiego projektu.

                  Będzie, będzie - i to szybciej, niż się spodziewasz :-)

                  Jeszcze niedawno z zapartym tchem i wątrobą spuchniętą z zazdrości różni
                  polscy pesymiści oglądali program "Bliżej świata" i co? Nie minęło wiele
                  przecież lat, a anteny satelitarne na polskich strzechach, a w miastach
                  kablówki, a i internet dostępny dla coraz większej ilości ludzi.

                  Jak takie "coś" jak PKP dało się skomputeryzować,
                  to i Hipermarket Zdrowia się da ;-)

                  Baba pro-informatyczna
                • Gość: dradam Re: Nie ma tekiego kompa... IP: *.direcpc.com 17.07.05, 06:34
                  interesujace...

                  To dlaczego przez 168 godzin tygodniowo moge sprawdzic , w ciagu 30 sekund, czy
                  osoba do mnie sie zglaszajaca ma "ubezpieczenie" ?

                  To Polska nie moze uzyc tego samego software'u ?

                  Dlaczego jak wypisuje ( albo telefonuje, nie musze nic pisac) recepte to mnie
                  NIE OBCHODZI czy pacjent ma jakakolwiek znizke na lekarstwa ?

                  Te sprawy ustala elektronicznie farmaceuta i zajmuje mu to rowno 20 sekund. To
                  Polska nie moze poprosic o bezplatne uzyczenie tego starego, uzywanego ponad 15
                  lat, software'u ?

                  Pozdrawiam


                  dradam
                  • Gość: Patryk Re: Nie ma tekiego kompa... IP: *.oc.oc.cox.net 17.07.05, 07:23
                    Gość portalu: dradam napisał(a):

                    > ToPolska nie moze poprosic o bezplatne uzyczenie tego starego, uzywanego ponad
                    15 lat, software'u ?

                    Polska nie może.Bo polski Prokom czy inny Computerland nie przepuści
                    miliardowych kontraktów koło nosa.Pan Krauze np. z pewnościa by jeszcze troche
                    publicznej kasy na swoje "wyroby informatykopodobne" przechwycił.
                    Nasłuchasz sie jeszcze nieraz haseł,jak to taki system musi byc "nowoczesny i
                    niezawodny".W efekcie otrzymasz (być może już niedługo, za parę lat) knota a la
                    "komputeryzacja" ZUS-u.
                    Ale urzędnicy i politycy przeprowadzą taka operację tylko po to,by z tego
                    "podstawka czerwonego sukna" urwać jak najwięcej dla siebie.I nikt im za to nic
                    nie zrobi,szczególnie jeśli jeszcze w prasie poczytasz jak to lobby
                    farmaceutyczne (lub lekarskie) znowu knuje.Po prostu...taki kraj.
                  • Gość: informatyk Re: Nie ma tekiego kompa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.05, 11:43
                    W interesie naszych narodowych ubezpieczycieli (US, NFZ) jest by takiego systemu
                    NIE BYŁO Pracują nad tym już od lat i, jak widać, skutecznie.

                    Dla płacących składki jest odpowiednie oprogramowanie, a można się o tym
                    przekonać, kiedy przestaniesz płacić składki. Potrzebują niewiele czasu, by
                    przyjśc z nieprzyjemną kontrolą.
                    W drugą stronę to nie diała, bo nie może. Te instytucje nie chcą żadnej
                    kontroli, a w szczególności kontroli przez płatników.

                    Stąd "komputeryzacja" przez lata...
                    • Gość: docuk Computerland IP: *.server.ntli.net 18.07.05, 23:45
                      > Dla płacących składki jest odpowiednie oprogramowanie, a można się o tym
                      > przekonać, kiedy przestaniesz płacić składki. Potrzebują niewiele czasu, by
                      > przyjśc z nieprzyjemną kontrolą.
                      Hmm, ciekawe. Nie mam zielonego pojęcia na temat systemów informatycznych w NFZ
                      ale to ciekawe co piszesz.
                      Tak podejrzewałem, bo przecież gdyby nie gwarancja napływu skladek nie możan by
                      zaplanować osobistych wydatków takich jak np kwartalne premie dla kierownictwa
                      NFZ.
                      Co do rozchodu wszystko się zgadza. Pracujac przez 5 lat w Polsce razem z
                      kolegami obserwowalismy najpierw z rozbawieniem a potem z przerażeniem jak Kasa
                      a potem NFZ podsyła kolejne wersje raportów.Każdy głupszy od drugiego. I jak tu
                      nie wierzyć w spiskową teorię dziejów.???
                      Ci ludzi nie są tacy głupi oni są po prostu i zwyczjanie WYRACHOWANYMI
                      ZŁODZIEJAMI PUBLICZNYCH PIENIEDZY!!!
                      No i widze oczyma wyobraźni jak śmieją sie z czytania postów na tym forum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka